-
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjitrzecia osobaczas narracjipłynny?postaćautor
Tylko na chwilę, bo zejście na ziemię nastąpiło dokładnie w tym momencie, w którym spotkały się ich spojrzenia. Anthony lubił patrzyć w oczy Love, ale przecież zwykle robił to w zupełnie innych okolicznościach, więc i ciężar był zupełnie inny. Tym razem dostrzegał wątpliwości, ale chyba też coś w rodzaju zawodu albo żalu, że zaufała mężczyźnie, co do którego prawdy się po prostu obawiała i który właśnie prowadził ją w nieznane.
Albo po prostu miała dość tajemnic. Albo jego.
Bellore pokiwał głową.
– Zdaje się ustaliliśmy już, że „przesłuchiwał” to złe słowo. – Właściwie to Love tak zdecydowała, z czym Tony niekoniecznie się zgadzał, ale w tym konkretnym przypadku trudno było się spierać. To nie było zwyczajne przesłuchanie. Po przesłuchaniu ludzie nie umierają. – W normalnych okolicznościach wyczytałabyś jego rolę z dokumentów, ale… Sama widzisz. „Doprowadził”, „był obecny” i tak dalej. Ale to wszystko. Żadnych konkretów. Tak naprawdę był oprawcą. Jednym z oprawców – wyjaśnił, potrząsając głową w chwilowym zamyśleniu. Wojskowy żargon i półsłówka nadawały wszystkiemu nieco bardziej ludzkiego wydźwięku. Teraz, mówiąc o tym wprost, zrozumiał jej oburzenie. – Jaką znowu pustynię? – Anthony wywrócił oczami. – To nie jest film akcji. Spokojnie. Facet jest na wyciągnięcie ręki. Ja nie wiem, gdzie znajduje się w tym momencie, ale jeżeli będziesz chciała z nim porozmawiać, to spróbuję załatwić spotkanie. Może nawet twarzą w twarz – mówił, ostrożnie dobierając słowa i z nadzieją, że Love szybko załapie, że ta ostrożność jest wyłącznie dla jej dobra. – Och, nie patrz tak na mnie – jęknął żałośnie po krótkiej chwili, w której znów uważnie się sobie przyglądali i nerwowo rozłożył ręce. – Jest w kontakcie z fundacją. Dostał wezwanie na przesłuchanie od CFNIS, spanikował i poprosił o pomoc. Jak już doszliśmy do tego, co próbują mu przykleić, uznaliśmy, że lepiej będzie zagrać na czas. Muszą być zdesperowani, a desperacja to nie jest dobry doradca w takich sprawach. – Nie chciał mówić, że mogliby go potraktować jak tamtego nauczyciela, ale raczej nie musiał mówić tego na głos, skoro w swojej głowie szukała faceta po pustyni. – W tej chwili staramy się namierzyć resztę uczestników tamtego przesłuchania, ale to nie takie łatwe jak w przypadku tego warchlaka. Te brwi ciężko zapomnieć – prychnął kpiąco, choć wcale nie było mu do śmiechu. Znalezienie emerytowanego żołnierza to jedna rzecz, ale oficera wywiadu? Powodzenia. Właściwie ich jedyną szansą był polowy lekarz, który odpowiadał za opiekę nad więźniami – inaczej zostaną bez świadka i ze słowem przeciwko słowu.
Love Roderick
-
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracji3os.czas narracjiPrzeszłypostaćautor
Chciał, prawda? Czy jednak jesteś tak głupia, Roderick? Zastanawianie się nad tym prawdopodobnie przyprawiało ją o większy ból głowy niż cała reszta tej sprawy. Aczkolwiek słowo oprawca wywołało u niej nieprzyjemny dreszcz. Zupełnie tak jak te nieszczęsne tortury. Lub wzmocnione techniki przesłuchań jak ktoś woli.
Brew drgnęła jej wymownie, bo zdziwiły ją dwie rzeczy. Raz, że mężczyzna był gdzieś na wyciągnięcie ręki, a dwa… że to nie był film akcji. Szczerze mówiąc? Czuła się dokładnie jak bohaterka filmu akcji, co prawda taka na początku fabuły, ale jednak! Wracając jednak do Malarza.
- Oczywiście, że chcę z nim porozmawiać. – bo to była najbardziej oczywista z oczywistych rzeczy – Sama. – dodała, chociaż wierzyła, że Bellore był na tyle bystry, że się tego domyślił. Chciała nie tylko rozmawiać z mężczyzną twarzą w twarz, ale też jeden na jednego. Czy martwiła się, że to w jakimś stopniu mogłoby być niebezpieczne? Nie. W końcu to nie był film akcji! A poza tym w żaden sposób temu mężczyźnie nie zagrażała, żeby on miał zrobić coś głupiego – I chcę się dowiedzieć czegoś więcej o tej firmie… – zaczęła i znów się wychyliła w kierunku stołu, żeby zacząć przeglądać dokumenty, bo zapomniała tej nazwy, a pewnym momencie coś rzuciło jej się w oczy. Przeglądała kartki, strona po stronie, znowu mocno zagryzając wargi, gdy irytacja zaczynała brać nad nią górę. Nie mogła tego znaleźć… - Dobra, mniejsza! – rzuciła plikiem dokumentów o stolik i wróciła spojrzeniem do Bellore. Zresztą nie tylko spojrzeniem, bo usiadła na kanapie po turecku w stronę mężczyzny, znacznie bliżej niż siedziała wcześniej i nawet nie zdała sobie sprawy z tej przesuniętej delikatnie granicy – Pracował dla nich… jeśli dobrze zrozumiałam. – jeśli malarz był cywilem pracującym dla prywatnej firmy, która miała wojskowy kontrakt – na pewno nie był jedyny. Musiał mieć też kogoś nad sobą, bo przecież nikt z ulicy nie dostaje pracy w bazie wojskowej. Przynajmniej tak wydawało się Roderick, która o wojsku wiedziała tyle co nic – Znajdę to. W każdym razie nigdy wcześniej o nich nie słyszałam, nie wiem czy jeszcze w ogóle istnieją – może zmienili nazwę od 2008 roku? Wielce prawdopodobne… szczególnie jeśli mieli coś na sumieniu – Gracie na czas, ale jak dużo go macie? Kiedy ma być to przesłuchanie? – jak dużą presję to na nich nakładało?
anthony bellore
-
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjitrzecia osobaczas narracjipłynny?postaćautor
– Och, sama, sama. Oczywiście, że sama. – Bellore wywrócił oczami i głośno westchnął. – Pamiętaj, że gramy w tej samej drużynie. Nikt nie będzie ci rzucać kłód pod nogi. Wszystko, czego potrzebujesz i tak dalej – oznajmił jakby znudzony. Wydawało mu się bowiem, że akurat ten aspekt tego całego zamieszania był oczywisty i że nie trzeba było mówić o tym na głos. Love miała pomóc – wiązanie jej rąk byłoby po prostu niemądre. – Pod warunkiem, że to nie będzie niebezpieczne – dodał, choć pewnie powinien ugryźć się w język i to z miliona powodów. Ale w ten, który nim kierował, gdy powiedział to na głos, redaktor Roderick raczej by nie uwierzyła. W końcu gdyby naprawdę nie chciał, żeby nie spadł jej z głowy choćby włos, to nigdy nie wciągnąłby jej w to bagno. – Okeeeeeeeeeej… – Mruknął zblazowany, gdy wpatrzony w jej profil, przyglądał się jej
– Cieszę się, że się zgodziłaś – rzucił, wypełniając ciszę, która nastała między nimi po tym, jak Love znów zanurkowała w dokumentach. – Chodzi mi o to, że świetnie sobie radzisz. Naprawdę. Sama zobacz. – Wyciągając rękę po samoprzylepną karteczkę, którą tym razem udało jej się odnaleźć, Anthony bardzo starał się, żeby nawet nie musnąć dłoni dziennikarki, ale ta przesadzona ostrożność chyba udzieliła się im obojgu i nie wyszło. Przesunął palcami po jej skórze. Albo na odwrót – to ona to zrobiła. – Już zrobiłaś więcej od ludzi z fundacji. Wcześniej nikt nie zwrócił na to uwagi – przyznał, ale dopiero po tym jak odchrząknął i z zażenowaniem pokiwał głową; tak bardzo zależało mu na tym, żeby zdawała sobie sprawę z tego, że miał wyłącznie czyste intencje. Tym razem granice miały pozostać nieprzekroczone. – Mam nadzieję, że zdajesz sobie z tego sprawę – dokończył, stopniowo przerzucając spojrzenie z jej twarzy na karteczkę z odręcznie zapisaną nazwą firmy, którą miał namierzyć.
Love Roderick