Percy parsknął pod nosem. Krótko, bardziej z rozbawienia niż z irytacji, choć u niego te emocje czasem trudno było rozróżnić.
„Wyobraź sobie, że ty też nie jesteś w moim typie”.
Kolejne prychnięcie, jeszcze krótsze od poprzedniego.
— Mhm — mruknął.
Zupełnie jakby nie wierzył, że ktoś taki jak on mógł się komuś nie podobać. Pieprzony
„Próbuję rozwiązać problem, ale…”.
— Chryste… — warknął gdzieś między jej słowami.
Mimo panującej ciemności wyłapał to ledwie zauważalne, wyzywające spojrzenie. Odwdzięczył się takim samym.
— Nie byłoby problemu, gdybyś go na siłę nie tworzyła. Zachowujesz się tak, jakby przykrycie się tą kołdrą było jakąś życiową porażką. To nie ja trzęsę się z zimna, a jak jutro się rozłożysz, dopiero będzie problem — ciągnął, nie odwracając od niej wzroku. — Więc przestań udawać twardą i się, kurwa, przykryj — wycedził, przecierając oczy dłonią. Piekły go jak cholera.
Zrobiło mu się nawet trochę cieplej – i z pewnością była to zasługa Heleny, która skutecznie podnosiła mu ciśnienie.
— Powtórzę jeszcze raz: nie śpię w zatyczkach. Czego nie rozumiesz?
Ciężko było nie ciągnąć tematu, kiedy się nawzajem prowokowali. Jedno rzucało zaczepkę, drugie odpowiadało. Rozmowa już dawno przestała dotyczyć kołdry. Szybko przerodziła się w absurdalną licytację o ostatnie słowo, z której żadne nie zamierzało zrezygnować. Ale któreś wreszcie musiało to zrobić.
— Niewiarygodne. Przerzuciłem się z sal sądowych na negocjacje z pięciolatką.
I po co ci to było, Percy?
Jeszcze przez moment wpatrywał się w ciemny zarys jej pleców. Naiwnie liczył, że Helena ostatecznie prychnie pod nosem, naciągnie kołdrę pod sam nos i zakończy ten bezsensowny spór. Oczywiście nic takiego się nie stało.
— Rób, co chcesz — powiedział już znacznie ciszej.
Dopiero wtedy przewrócił się na drugi bok, odwracając się do niej plecami. Zamknął oczy, mocno zaciskając przy tym szczęki. Choćby nie wiem co, nie zamierzał się więcej odzywać. Odpuścił.
Musiał… w końcu… zasnąć.