Coven chciałaby widzieć jej minę, kiedy przeczytała smsa z pomysłem, by pojechały nad jezioro rowerem. Szok, niedowierzanie, wątpliwości — to trwało raptem kilka sekund, a potem nagle pojawił się szeroki uśmiech na jej twarzy i zaraz jej odpisała jaki to świetny plan! No może nie dosłownie, ale w głowie Wendy tak właśnie to brzmiało, niczym radosny dźwięk koralików sunących po szprychach i robiących za system wczesnego ostrzegania. Ludzie zawsze myśleli, że tuż za nimi znajduje się rozpędzony pięciolatek i zaraz usuwali się z drogi, a dla Gardner, która średnio kilka razy podczas jazdy lądowała gdzieś na poboczu, bardzo się to przydawało. Bo ona widziała ślimaka albo inną gąsieniczkę na drodze, której NIE MOGŁA przejechać za żadne skarby, ale człowieka, który wyrasta przed nią i ma prawie dwa metry potrafiła nie dostrzec czyt. przejechać. I choć przeważnie potrafiła to uroczo rozegrać, a niekiedy to nawet na ten sposób numer gościa zdobyła, to nie zawsze było tak kolorowo. Na szczęście nie była zasiedziana po zimowym okresie, bo już zdążyła z Matthewem wybrać się do zoo na rowerach i to właśnie on odświeżył jej błyskawicę i pomógł jej nabrać wprawy. Momentami było tak jak na tych wszystkich kolarskich rolkach, gdzie typ jedzie ze swoją kobietą mówiąc, że będzie łatwo, a na koniec ona chce go za to udusić bo to łatwo okazało się jedną wielką ściemą, ale ostatecznie miło wspominała tę wycieczkę. Pomimo kilku wywrotek, zdartego kolana, łokcia i brody wciąż żyła. Szkoda tylko, że nie załapali się na poród żyrafy. Takie poświęcenie, a efekt marny.
Czuła się więc pewniej, gdy wytoczyła się z mieszkania i wyciągnęła swoją miętową błyskawicę drugi raz w tym sezonie! Zaraz też sięgnęła po telefon i dzwoniła już do Coven, że czeka na dole pod ich dzielnią i gdzie ona się tyle mizdrzy, jak przecież zaraz jadą nad jezioro i się będą rozbierać. Co z tego, że sama się wymuskała jak ta lala, biały t shirt proszący się o plamy nie do odprania, jeansowa kamizeleczka i spodnie w kratę. Miała też białe adididsaki, ale tym razem to schowała sznurówki do butów, by się jej nie zaplątały w łańcuch jak kiedyś. No i łatwo się jej mówiło, bo mieszkała pod trójką więc zejście miała o wiele prostsze niż Coven spod dwudziestki, więc grzecznie czekała.
Coven! Coven!
Przestań się drzeć, ja tu serial oglądam!
Może pani poprosić Coven?
Coven?
Jakaś wariatka z rowerem na dole cię woła!
Wendy?
Co ty tutaj robisz o
Cześć,


