-
piasek, plaża, na niebie słońce
a jak będzie padać to mam w drinku parasolkę
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Właśnie, przyjaciółka przyszła coś wyjaśnić — przytaknęła skinieniem głowy, krzyżując ręce na piersiach. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że to ona była właśnie tą koleżanką. — Te ogrodniczki. Dlaczego mi ich nie wysłałeś? Pewnie ich nawet nie masz — zmarszczyła nos, a kiedy drzwi uchyliły się bardziej, ich oczom ukazał się młody mężczyzna. Typowy nerd, który wyglądał na takiego, który mógłby dokonać zamachu w liceum, gdyby tylko znajdowali się w USA. Na szczęście takie rzeczy nie zdarzały się w Kanadzie. A jak już, to nie na taką skalę.
— Nie mam pojęcia, o czym mówisz — odburknął Trendix. — Chyba mnie z kimś pomyliliście — doda i już miał zatrzasnąć drzwi, ale Bremers sprytnie wsadziła pomiędzy ni stopę, co uniemożliwiło mężczyźnie zrealizowanie planu.
— A ja myślę, że dobrze wiesz — powiedziała buńczucznie. Strasznie cwana się robiła, kiedy miała przy sobie Fontanę. Sama nigdy by tutaj nie przyszła. Przede wszystkim dlatego, że nawet nie wiedziałaby, dokąd pójść. — Szczerze mówiąc, wolałabym odzyskać ogrodniczki, ale pieniądze też będą w porządku — spojrzała na przyjaciela i zaraz wróciła wzrokiem do oszusta.
— Jesteście jacyś nienormalni. Nic wam nie dam, bo nic nie mam — prychnął w odpowiedzi, poprawiając okulary na nosie. — Jak chcecie sprzedać mi jakieś ciastka albo przekonać do rozmowy o Bogu, to źle trafiliście. Możesz łaskawie zabrać nogę? — łypnął na Coven spode łba, ale ta tylko pokręcia głową, dając mu do zrozumienia, że nigdzie się stąd nie ruszy, jeśli za chwilę nie odzyska albo swoich ogrodniczek, albo pieniędzy. Była skłonna przyjąć przelew na telefon. Mógł być nawet czek, ale nie miała pojęcia, czy w ogóle można wystawić czeki na tak niskie kwoty. Nieważne!
Stanęła na palcach i przytrzymując się ramienia Zayna, pociągnęła go za rękaw koszulki, żeby nachylił się w jej stronę.
— I co teraz? — wyszeptała wprost do jego ucha. — Trzeba postraszyć go policją? — zapytała, chociaż trochę się cykała, że sama będzie miała przez to jakieś problemy. Też sprzedawała swoje ciuchy w interencie. Niby wszystko było legitne i zawsze wywiązywała się z wysyłek i opłat, ale kto tam ich wie. Psiarnia lubiła przyczepić się dosłownie do wszystkiego. No i chyba Fontana też nie miał z nimi zbyt miłych doświadczeń.
Zayn Fontana
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracji3os, l.pojedyńczaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przez dłuższą chwilę milczał i wsłuchiwał się w ich rozmowę, przy czym uważnie obserwował Trendixa. Wcale nie był zdumiony, że ten wyparł się wszystkiego i ostatecznie spróbował pozbyć się ich. Na szczęście Coven w porę wsunęła stopę między framugę a drzwi, czym naprawdę zaskoczyła Zayna. I to pozytywnie! Uznał, że jej nieszablonowa zawziętość w końcu na coś się przydała.
W tym momencie postanowił jej pomóc. Chciał jeszczze więcej odwagi, więc położył dłoń na drzwiach, a potem oparł o nie bark. Dzięki temu Trendix nie miał już najmniejszych szans, aby zatrzasnąć im konstrukcję przed nosem.
— Weźmiemy cokolwiek — zawyrokował, szczerze licząc na to, że cała ta sprawa w końcu rozejdzie się po kościach i będą mogli wrócić po Fredę. O zgrozo, gdyby jeszcze wczoraj ktoś powiedział mu, że będzie uganiał się za jakimś internetowym chłystkiem, próbując odzyskać marne parę dolarów, najpewniej wybuchnąłby śmiechem.
Teraz jednak Zaynowi zdecydowanie nie było do śmiechu, bo, cholera, właśnie to robił.
Jego chwilową kontemplację nad własnym, marnym losem przerwał głos Trendixa. Zayn spojrzał na mężczyznę spod groźnie przymrużonych powiek i ściągnął brwi, gdy padła wzmianka o Bogu.
Wiara od zawsze zajmowała w jego życiu szczególne miejsce. Trochę paradoksalnie, bo miał wiele na sumieniu od kradzieży, brutalnych pobić, groźb, wymuszeń i całą listę grszych grzechów, od których niejeden ksiądz złapałby się za głowę. Mimo to Giuseppe w najmłodszych latach wpoił mu dwie rzeczy, a mianowicie szacunek do kobiet i szacunek do Boga. Właśnie dlatego Zayn o wierze potrafił rozmawiać godzinami, a samo Pismo Święte znał tak samo dobrze, jak katolicki pacierz.
Właściwie już uchylił usta,. Był gotów przytoczyć odpowiedni fragment Biblii, aby podkreślić to marne oszustwo Trendixa, ale nie zdążył. Coven szarpnęła go za ramię, czym zgasiła jego chwilowy zapał do wdawania się w teologiczne pogawędki.
— Zwariowałaś? — odszeptał odruchowo. Dopiero po chwili zorientował się, że nie było najmniejszego powodu, aby ściszał głos. Zaraz odchrząknął i zrzucił z ramienia dłoń przyjaciółki. Następnie po prstu wszedł do środka domku, celowo trącając Trendixa barkiem. Czas uciekał, a on naprawdę nie zamierzał marnować go na dalszą dyskusję. — Oddasz pieniądze, to sobie pójdziemy. Chodź, Coven. Napijemy się jakiejś herbaty czy coś — rzucił zartobliwie i nawet machnął zapraszająco dłonią, jakby rzeczywiście mieli wyłącznie rozgościć się gdzieś w salonie na kanapie.
coven bremers
-
piasek, plaża, na niebie słońce
a jak będzie padać to mam w drinku parasolkę
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Cokolwiek brzmiało w porządku. Pewnie przez połowę wieczoru wyleje łez potoki za tymi ogrodniczkami, ale w końcu jej przejdzie. Wszystko wskazywało na to, że Trendix i tak nie miał tych spodni. Wszystko, czyli jego podejrzane zachowanie. Od razu widać, że było oszustem z krwi i kości. No i jeszcze te jego głupie odzywki! Miała nadzieję, że Fintana zaraz zgasi go o peta swoimi wywodami na temat Boga, ale nic takiego się nie stało. I to chyba była akurat jej wina. Zresztą jak wszystko, co się do tej pory wydarzyło. Dobrze, że Coven żyła sobie w błogiej nieświadomości i niczego nie ogarniała. Czasami fajnie było być nią. Wystarczy pomyśleć, o ile mniej człowiek pokroju Bremers miałby zmartwień!
— No co? — zapytała konspiracyjnym tonem. — O co ci chodzi? — uniosła wysoko brwi, ale Zayn już wciskał się do środka, zupełnie ignorując protesty zaskoczonego mężczyzny.
— To jest włamanie! — oburzył się Trendix. — Zaraz zadzwonię gdzie trzeba i... — urwał w pół zdania i otworzył szeroko usta, jakby dopiero teraz dotarło do niego, co się właśnie dzieje. Nie mógł uwierzyć, że ta dwójka naprawdę bezceremonialnie rozgościła się w jego domu.
Coven była natomiast autentycznie zachwycona. Przyklasnęła w dłonie i ruszyła za Fontaną, uśmiechając się przy tym niewinnie do naciągacza. Nawet poklepała go po ramieniu, jakby chciała mu w ten sposób przekazać, żeby się tak nie spinał.
— Sypana czy z torebki? — zwróciła się do przyjaciela, jakby byli w kawiarni, a nie w środku rzekomego włamania. Nie miała nawet pewności, czy Trendix w ogóle posiada jakąkolwiek herbatę. Za to aż nadto rzucał się w oczy panujący wokół burdel - wszędzie waliły się puste puszki po energetykach i kartony po pizzy. Tragedia Posejdona. Jak można funkcjonować w takim syfie? No dobra, Bremers też daleko było do pedantki i rozrzucała skarpetki po całym mieszkaniu, nawet w kuchni, ale bez przesady! Nie dość, że w domu, do którego weszli było ciemno jak... bardzo ciemno, to sam zapach pozostawiał wiele do życzenia.
— Chyba nie mówicie poważnie? — odezwał się zakłopotany Trendix. Coven odwróciła się w jego stronę i przyjrzała mu się uważnie, przechylając głowę w bok.
— Dlaczego nie? Przyszłam po swoją własność i poczekam tak długo, aż mi ją zwrócisz — odparła nonszalancko. — Mam czas — dodała, żeby mężczyzna nie pomyślał, że tak łatwo da się spławić. Z tym czasem trochę ją jednak poniosło. Za niecałe dwie godziny Zayn musiał odebrać córkę, a ona przecież nie chciała zostać tutaj całkiem sama.
Zayn Fontana
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracji3os, l.pojedyńczaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— O jajco. — Nie wytrzymał. Naprawdę nie wytrzymał, gdy w ten głupi sposób zapytała, o co mu chodziło. O, zgrozo! Toć w tym momencie naprawdę zaczął się zastanawiać, czy w głowie Coven działała jakakolwiek mądra klepka.
Zaraz jednak sam się uspokoił, po czym wepchnął się do mieszkania Trendixa. Zanim wszedł do kuchennej części, zerknął jeszcze na zegarek, sprawdzając, ile czasu zostało im do odebrania Fredericki. Mieli trochę ponad godzinę, więc za najwyżej czterdzieści minut powinni zz wszystkim się uporać. Tymczasem chuderlawy oszust o mało bystrym spojrzeniu wciąż nie zamierzał współpracować.
Mimo tego zignorował protest Trendixa i groźbę wezwania policji. Zayn chyba podświadomie czuł, że tamten niczego nie zrobi, bo sam miał na sumieniu zbyt wiele drobnych przestępstw.
— Sam nie wiem — odpowiedział, gdy Coven tak lekko zapytała o rodzaj herbaty. Bałagan panujący dosłownie wszędzie skutecznie zniechęcił Zayna, który przecież był pedantem. Zaczął nawet wątpić, czy rzeczywiście chciał napić się w takim miejscu.— Może poszukam jakiejś puszki coli — stwierdził, uznając to za najbezpieczniejszą opcję, po czym pomaszerował w stronę lodówki. W tej stały zaledwie cztery piwa, a obok nich zalegały resztki jedzenia, które wyglądały tak, jakby lada chwila miały ożyć i wyprowadzić się z mieszkania.
Zayn prędko zatrzasnął drzwiczki i spojrzał na Coven, która ponownie wdała się w dyskusję z Trendixem.
— Oddaj pieniądze i sobie pójdziemy — wtrącił się, przy czym przesunął wzrok na mężczyznę.
— Nieczego nie muszę wam oddawać. Wypierdalajcie stąd natychmiast!
Na te słowa Zayn westchnał i coraz bardziej poirytowany, oparł dłonie na biodrach. Miał wrażenie, że rozmowa z małą Fredericką przychodziła mu o wiele łatwiej niż z takim typem pokroju Trendixa. Cierpliwość właśnie zaczynała go opuszczać i nie był pewien, czy Coven była gotowa zobaczyć go w takiej odsłonie. Jeszcze przez kilka sekund naprawdę próbował zapanować nad narastającą nerwowością. Nawet zacisnął palce na mostku nosa i na moment przymknął powieki.
Ale Trendix musiał po raz kolejny otworzyć jadaczkę.
— Wynocha! Nie będziecie mi się panoszyć po mieszkaniu. — Chwycił Coven za ramię i brutalnie popchnął ją w kierunku frontowych drzwi, aż ta straciła równowagę i przewróciła się na podłogę. Wtedy Zayn drgnął. W jednej chwili dopadł napastnika, złapał go za kołnierz i bez problemu przeciągnął przez cały salon do samej łazienki. To pomieszczenie było rownie zaniedbane jak reszta mieszkania). Następnie jednym ruchem podniósł butem klapę kibla i wepchnął głowę Trendixa do muszli.
— Coven, możesz spuszczać wodę tyle razy, ile pieniędzy jest ci dłużny nasz kolega! — krzyknął przez ramię.
coven bremers
-
piasek, plaża, na niebie słońce
a jak będzie padać to mam w drinku parasolkę
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przyklasnęła w dłonie, kręcąc się w tym syfie. Cola brzmiała doskonale! Najlepiej taka zimniutka, prosto z lodówki. Tylko dostanie się do kuchni stanowiło prawdziwe wyzwanie. Coven miała wrażenie, że musi pokonać jakiś tor przeszkód, a przecież nigdy nie była zbyt dobra z wf-u. Nie była też całkowitym nieudacznikiem, potrafiła skakać przez kozła i nawet szybko biegała, ale tutaj to nie pozostawało nic innego, jak tylko nasrać na środku. A przecież powinna być zaznajomiona z podobnym bałaganem, u siebie też miała wieczny burdel. Tylko ona przynajmniej potrafiła wyrzucić śmieci i wsadzić naczynia do zmywarki. O ile akurat nie zapomniała.
— No właśnie, oddaj pieniądze. Albo ogrodniczki — poparła Fontanę, bo przy nim robiła się odważna ponad normę. Zawsze była dość wyszczekana, ale przeważnie nie walczyła tak zawzięcie. A tu proszę bardzo, była teraz jak mała Chihuahua, która wie, że jak przyjdzie co do czego, to jej pan ją obroni! Powinna zauważyć, że z każdą chwilą Zayn robi się coraz bardziej poirytowany zaistniałą sytuacją. Może gdyby to dostrzegła, to stwierdziłaby, że jednak szkoda zachodu o kilka marnych dolców i lepiej stąd iść. Ale oczywiście nic takiego nie zarejestrowała. Chciała jeszcze coś dodać, może nawet głupio zażartować, czyli dokładnie w jej stylu, ale wtedy poczuła gwałtowne szarpnięcie za ramię. Nie zdążyła w żaden sposób zareagować i jedyne, co zdołała z siebie wydobyć, to cichy pisk. Gruchnęła na ziemię jak długa, aż prawie nakryła się nogami. Niewiele brakowało, a zrobiłaby przewrót w tył. I sama zdziwiłaby się swoją zręcznością, bo do tej pory potrafiła zrobić tylko fikołka w przód.
Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Tak szybko, że Coven ledwo zdążyła podeprzeć się na łokciach, a Fontana już szarpał Trendixa do łazienki. Bremere pozbierała się z podłogi i pospiesznie ruszyła za nimi. Zamrugała, totalnie skołowana przebiegiem wydarzeń.
— Co ty robisz, złamasie? Tylko spróbuj, a obiję ci ryj! — głos mężczyzny poniósł się echem po muszli klozetowej.
Coven przełknęła głośno ślinę i spojrzała na przyjaciela z nieukrywanym zdumieniem. Właściwie w jej oczach malowało się coś na kształt autentycznego przerażenia.
— Nie — wydusiła w końcu i podeszła bliżej, chwytając Fontanę pod ramię. — Zostaw, go Zayn — poprosiła, jednocześnie próbując go odciągnąć. — Słyszysz? Puść go! On nie jest tego wart. Walić kasę i te ogrodniczki. Chodźmy stąd — spróbowała jeszcze raz, ale Zayn ani drygnął. Była jednak wystarczająco zdeterminowana, żeby dać mu do zrozumienia, że rozwiązanie sprawy w taki sposób, to naprawdę fatalny pomysł. — Wracajmy i zabierzmy Fredę na lody — zaproponowała, posyłając przyjacielowi ciepły uśmiech. Dalej była przestraszona, chociaż już dużo mniej przed momentem. Miała po prostu nadzieję, że Fontana odpuści i zaraz wyjdą z mieszkania Trendixa.
Zayn Fontana
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracji3os, l.pojedyńczaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie wytrzymał jednak w chwili, gdy Trendix postanowił szturchnąć Coven. Zayn od samego początku był zdenerwowany i sfrapowany, ale to właśnie ten gest przelał szale goryczy. Stracił nad sobą panowanie. Dodatkowo w uszach zadźwięczał mu kobiecy pisk, który wywołał krótką, acz dotkliwą falę migreny.
W pierwszej chwili nie potrafił się powstrzymać. Zupełnie zignorował wyzwiska Trendixa, który de facto nie miałby żadnych szans w walce wręcz. Nie zatrzymał się również wtedy, gdy Coven wydusiła z siebie krótkie „nie” i przerażona podeszła bliżej, chwytając go za ramię. Odruchowo szarpnął się, w szale usiłując strzepnąć z siebie jej delikatne dłonie. Dopiero gdy krzyknęła, jakby oprzytomniał. Wówczas podniósł głowę meżczyzny i przytrzymał ją nad muszlą klozetową, podczas gdy tamten rozpaczliwie zapierał się rękami.
Zayn spojrzał w oczy przyjaciółki. Ocknął się. Naprawdę się ocknął, gdy dostrzegł piętrzące się w nich zdenerwowanie. A potem Coven po prostu się uśmiechnęła i zaproponowała lody z Fredericą. Wówczas jęknął żałośnie i uniósł wzrok na sufit, na którym mimowolnie dostrzegł ogrom zacieków. Następnie wypuścił Trendixa. Chłopak błyskawicznie uciekł w kąt pomieszczenia i chwycił najbardziej durny przedmiot, jaki znalazł do obrony. Przepychaczkę.
— Coven.... — Chyba chciał powiedzieć, że przezprasza, ale Zaynowi nie wychodziło wyrażanie skruchy, więc prędko ponownie zamilkł. Zaraz nerwowo zmielił ślinę i potaknął. — Mówiłem, że nie nadaję się do takiej roboty — skomentował ni to poważnie, ni żartobliwie, po czym udał się w stronę wyjścia z łazienki, a potem z mieszkania.
coven bremers