Sytuacja była
dynamiczna. Wymagająca szybkiego działania i podjęcia decyzji, na które Daisy normalnie nie była gotowa. Bo skąd, jak ona nigdy nie szukała konfrontacji? Każdy konflikt załatwiała pokojowo, a tego dnia wszystko tak bardzo było na opak, że nawet przy homofobie nie zachowała się tak jak powinna. Za nic nie oceniła zagrożenia, jakie facet mógł dla nich stwarzać i jeszcze bardziej go podenerwowała. Tylko czy tak bardzo niesłusznie? Przecież to on je zaczepił, a w jej żyłach już płynęła zalążki adrenaliny. Szczególnie gdy Kira tak odważnie mu pyskowała, kiedy nie dawała za wygraną, nawet jeśli była kobietą i do tego od niego niższa. Marne miały szanse, a jednak ona się nie poddawała, więc czemu Daisy miała?
Gaz pieprzowy poszedł w ruch, a one w
bieg.
Prosto na drugą stronę ulicy, Whitmore biegła ile sił w nogach. Świat lekko wirował, mnożył się przed oczami, kiedy silny stan pobudzenia połączył się z alkoholem, który krążył w jej żyłach. Oddychała ciężko, gdy wbiegły za sklep. Sama oparła dłonie na kolanach i nachyliła się do przodu. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz tak się zmęczyła. Niby coś tam ćwiczyła, ale bieganie nigdy nie było jej mocną stroną. Dlatego przecież od dziecka chciała być reżyserem, żeby siedzieć sobie na fotelu i dyrygować ludźmi.
Proste.
Wciąż ledwo łapiąc powietrze, uniosła spojrzenie na Kirę, gdy tak ładnie jej powiedziała, że była
nienormalna.
—
A ty niby normalna? — zaśmiała się lekko, czując jak napięcie powoli z niej schodziło. —
Nie wiem, czemu to zrobiłam. No wkurwił mnie, tym co wygadywał… nie wiem — bo naprawdę nie wiedziała. Te pokłady odwagi nagle znalazły się w jej ciele. Daisy nawet nie wiedziała, że one istniały. —
Ty też mu odpyskowałaś — zauważyła, słuszczaie zresztą, odbijając piłeczkę. Bo może Whitmore zaczęła, ale Kira też nie zaczęła od razu uciekać. Czemu? Bo była
o d w a ż n a. A to była cecha, która bardzo imponowała managerce. Nawet nie zauważyła, że znowu bardziej się do niej uśmiechnęła, szczególnie po tym, jak Finch szarpnęła ją za marynarkę. Nie wymierzyły jednak siły Kiry do chwiejności Daisy i zaraz Whitmore wpadła prosto na blondynkę, w ostatniej chwili podtrzymując się ręką o ścianę tuż nad jej głową. Ciało przywarło do ciała, a ona… nie odsunęła się. Z walącem w piersi sercem i adrenalina krążące w żyłach o dziwo chłonęła tą nagłą bliskość.
—
No nie, zdecydowanie lepiej ze mną nie zadzierać — zaśmiała się delikatnie, przyglądając się twarzy Finch. Zapach jej perfum pomieszany z tym papierosowym drażnił jej zmysły, a głowa sama już chyba nie wiedziała, co myśleć ani robić, nie wspominając o tym, że procenty robiły swoje. I nawet kiedy Finch przysunęła się jeszcze bliżej, trącając jej nos swoim, Daisy… nie odsunęła się. Złapała tylko więcej powietrza w płuca, czując jakieś dziwne mrowienie w podbrzuszu, z pewnością wywołane tym, co przed chwilą miało miejsce z gościem. Wcale nie tym, że Kira Finch próbowała…
kurwa.
Jezu, przepraszam.
Odskoczyła jako pierwsza, a Daisy zaraz po niej, odbiła się od ściany i odwróciła w drugą stronę. Z jednej strony kompletnie odrzucała od siebie myśli, że tu działo się cokolwiek więcej niż przyjacielskie zaczepki, a z drugiej było jej ciepło. Nieznośnie gorąco. Aż poruszała marynarką na lewo i prawo, by przywołać wiatr.
—
Wracajmy, tylko trzeba uważać na tego gościa — odchrząknęła, poprawiając sobie ciuchy, chociaż wcale nie było z nimi cokolwiek nie tak. —
Pewnie drugi raz już nie miałabym takiego dobrego cela z gazem pieprzowym — chociaż biorąc pod uwagę, że prawie zapsikała nim też Kirę, to może od początku nie był aż taki świetny.
Wychyliła się zza budynku, otulając spojrzeniem ulicę.
—
Pusto — jej głos niby brzmiał normalnie, ale tak naprawdę delikatnie drżał. Można to było tłumaczyć sobie, że było strachem przed spotkaniem gościa spod klubu, ale prawda chyba nie do końca była
taka prosta. Daisy postanowiła to jednak zignorować. —
Dawaj — już chciała się odwrócić i złapać tym razem ona Finch za rękę, ale w ostatniej chwili zacisnęła palce w pięść, a tą wsadziła do kieszeni marynarki.
Przebiegły jedną ulicę, a potem już spokojnie przy głównej drodze mogły skierować się do hotelu. Tam akurat była masa samochodów i ludzie kręcących się po mieście, więc nie trzeba było się stresować, że ktoś zaczepi ich bez reakcji otoczenia. Gdy doszły do hotelu Daisy sięgnęła po uchwyt w tym samym czasie co Kira, przez co ich dłonie jak i spojrzenia na ułamek sekundy się spotkały. To samo stało się potem w windzie, gdy wciskały przycisk z odpowiednim piętrem. Tylko tym razem już chyba
można było doszukać się w tym co nieco dwuznaczności.
kira ˚˖𓍢ִ໋❀