31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, homofobia
Może masz po prostu dobre geny — rzuciła Whitmore, zaglądając w oczy Kiry. No bo skoro blondynka nic nie ćwiczyła, a managerka ewidentnie wyczuła pod palcami mięśnie, musiało to znaczyć, że naturalnie została obdarzona świetnym ciałem. Świadczyła o tym chociażby jej sylwetka, która była przecież idealna. Daisy nie miała tak łatwo — codziennie rano dymała na siłownie albo dłuższy spacer przed pracą, żeby jakoś spalić te wszystkie kalorie, które zjadła, gdy wieczorem objadała się czekoladą i chipsami. Bo serio, nie było w życiu lepszego połączenia niż słodkie i słone. Zaśmiała się na uwagę, że jutro nie będą w stanie pójść na siłownie. — Możesz mieć racje, wiesz? — zastanowiła się. — Ostatnio często masz rację — ciekawe było to odkrycie, do którego Daisy nagle doszła. Sama do końca nie wiedziała, o jakich dokładnie sytuacjach mówiła, ale miała wrażenie, że Kira już któryś raz powiedziała coś wyjątkowo… mądrego. A może to tylko alkohol tak bardzo zaginał jej perspektywę. A może jednak bliskość z jaką stała przy Kirze.
Spojrzenie Daisy nawet na moment nie zeszło z twarzy Kiry. Wodziło po jej zaczepnym uśmiechu i oczach, które równo śmiały się z sytuacji, w jakiej się znalazły. Whitmore trochę chwiało, dlatego gdy tylko Finch wyszła z propozycją, że uraczy jej swoją dłoń, managerka nie miała zamiaru się sprzeciwiać. Ochoczo wyciągnęła swoją i w pierwszej chwili złapała dłoń Kiry jak małe dziecko, które trzyma się matki.
Nie tak — mruknęła niezadowolona, by po chwili się wyswobodzić i porządnie spleść ze sobą ich palce. — No o wiele lepiej — bo kto normalny chodził po matkowemu? Wcale to nie było wygodne, a tak, kiedy paluszki mogły się stykać? O wiele lepiej, szczególnie, że kciuk Whitmore znowu zabłądził gdzieś na skórze Kiry i zatoczył kilka niezobowiązujących kółek.
Szło im całkiem nieźle. Droga wydawała się prosta, a wysoki, przpięknie oświetlony hotel było widać już z odległości kilku przecznic, więc nawet nie potrzebowały mapy. Jak się zaraz okazało, potrzebowały jednak świetego spokoju albo jakiegoś gazu pieprzowego, bo kiedy przechodziły obok baru po drugiej stronie ulicy, jakiś facet, który stał na papierosie je zaczepił.
Ej lesby!!! — krzyknął, wypuszczając chmurę dymu nad swoją głowę. — Jedna wizyta ze mną w kiblu i zaraz się was naprawi! — dodała, a Whitmore aż złapała więcej powietrza w płuca. Nie kategoryzowała się nawet jako osoba homoseksualna, ale tak ją oburzył komentarz mężczyzny, że aż zacisnęła mocniej palce na dłoni Kiry i odchyliła się w stronę typa po drugiej stronie ulicy.
A ciebie kto naprawi?! — krzyknęła głośno. — Bo na takie zjebaństwo to chyba nie ma już ratunku! — ale mu powiedziała! Szach-mat! Normalnie na trzeźwo w życiu nawet by się nie odezwała i za wszelką cenę unikała konfrontacji, ale w tamtym momencie? Była gotowa walczyć o prawa wszystkich lesbijek na tej planecie.
Szkoda tylko, że facet chyba też był gotowy, bo zaraz cisnął głośnym cos ty powiedziała, a potem zrzucił peta pod buta i ruszył w ich stronę.
Ups.

𖨆♡𖨆
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trzeba przyznać, że państwu Finch córki wyszły wyjątkowo udane. Były ładne i w miarę ogarnięte, nie miały tendencji do tycia ani żadnych wrodzonych chorób. Na razie trudno było przewidzieć, czy na starość Kirę nie złapią jakieś dolegliwości stawów, ale póki co ani matka, ani ojciec nie skarżyli się na podobne schorzenia. Okazy zdrowia, można powiedzieć. Ale czy byli jakoś szczególnie napakowani? Niespecjalnie. Oboje byli wysocy i szczupli. Geny w tym zakresie nie poszły w stronę kulturystycznych ambicji. A te duże cycki Finch musiała odziedziczyć po dalszym pokoleniu. Pewnie po którejś prababce.
Zawsze mam rację — uśmiechnęła się do niej zawadiacko. To akurat nie była prawda. Kira myliła się równie często, co inni ludzie, ale przynajmniej nie wykłócała się, kiedy tej racji nie miała. No dobra, czasami jej się zdarzało, ale nie była aż tak uparta!
Dłoń Daisy była ciepła i wyjątkowo dobrze pasowała do jej dłoni, co Finch zauważyła dopiero w momencie, gdy splotła ze sobą palce. Nie doszukiwała się w tym żadnego drugiego dna, bo właściwie dlaczego miałaby to robić? Takie gesty nie były dla niej niczym szczególnym. Czasami przecież chodziła tak po mieście chociażby z Ravy i nigdy nie miało to żadnego ukrytego znaczenia. Po prostu tak było wygodnie. I to był taki chwyt, który pomaga utrzymać równowagę, kiedy było się w stanie takim, w jakim były dzisiaj. Kira też była zawiana, ale na pewno nie tak bardzo, jak Whitmore.
Wszystko wskazywało na to, że do hotelu dotrą bez większych przygód. Przynajmniej do momentu, w którym jakiś facet nie postanowił ich zaczepić, skutecznie zaburzając spokojny wieczór i niszcząc ich dobre nastroje. Zacisnęła mocniej palce na dłoni menadżerki i już miała powiedzieć, żeby nie zwracała na niego uwagi, ale ta niepotrzebnie się odpaliła.
Daisy — mruknęła z niezadowoleniem, a widząc, że gość zbliża się do nich szybkim krokiem, uniosła wolną rękę i przycisnęła palce do nasady nosa. — Słuchaj, nie szukamy kłopotów — zaczęła, kiedy ten zatrzymał się naprzeciwko i splunął na chodnik. — Koleżanka trochę się upiła i właśnie wracamy z imprezy — wyjaśniła pokrótce, ale jej tłumaczenia chyba nie do końca spodobały się gościowi, który krzywił się ostentacyjnie, co chwila łypiąc na ich złączone dłonie.
A musicie się tak obnosić z tym swoim lesbijstwem? — burknął z pogardą. Nawet zamachnął się niekontrolowanie i Kira już myślała, że zaraz im wypierdoli po gongu na dobranoc, ale on bujnął się niekontrolowanie na piętach i wcisnął łapska do kieszeni spodni.
Jakim znowu lesbijstwem? Nic przecież nie robimy — zastrzegła natychmiast. — Tylko idziemy, trzymając się za ręce, żeby się nie zgubić. Też powinieneś poprosić jakiegoś kumpla, żeby odprowadził cię do domu — zasugerowała, co niekoniecznie było najlepszym pomysłem, bo tylko rozjuszyła go jeszcze bardziej.
Kumpla? Myślisz, że jesteś jakimś pedałem? Ale takie ślicznotki jak wy mogłyby mnie odprowadzić — obleśny uśmiech wymalował się na jego równie obleśnej gębie. Wyjął rękę z kieszeni i wyciągnął ją w kierunku twarzy Daisy. Finch zareagowała błyskawicznie - odepchnęła jego dłoń i pokiwała palcem.
Ale bez takich numerów — ostrzegła lojalnie. Może nie była napakowana, ale to wcale nie oznaczało, że nie potrafiła się bronić ani stawać w obronie ludzi, na których jej zależało.
To może koleżanka da mi swój numer? — poruszał znacząco brwiami, co podziałało na Kirę trochę jak płachta na byka. Niewiele myśląc, a raczej nie myśląc wcale, puściła dłoń Whitmore i naparła na gościa całym ciałem, zmuszając go do zrobienia kilku kroków w tył.

i'll fight for you
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z reguły była człowiekiem pokojowym.
Stroniła od kłótni ani tym bardziej wszelkiego rodzaju rękoczynów. Nawet much jej czasami było szkoda i pająków, dlatego potrafiła wynosić je w szklance i wypuszczać na balkonie. Nie drzemała w niej wielka, waleczna krew… na trzeźwo. I to chyba było słowo klucz. Bo Daisy w ostatnim czasie wcale nie zachowywała się według ustalonych wcześniej ram. Buntowała się. Można powiedzieć, że wyruszyła w jakąś ścieżkę odnajdywania samej siebie. Pierwsze po alkoholu lub z małą pomocą Finch, ale to naprawdę się działo. Krok po kroku. Z różnym skutkiem, ale głównie takim, że chwilami naprawdę czuła, że żyła.
I kiedy idąc do hotelu zostały zaczepione przez faceta, z początku Whitmore była gotowa go zignorować, kompletnie olać jego zaczepkę, jednak kiedy tematy zaczęły ocierać się o silną homofobię… coś się w niej przestawiło. Poczuła jakąś taką silną, wewnętrzną potrzebę stanięcia w obronie ludzi koloru, chociaż sama wcale się z nimi nie identyfikowała. Bo to przecież było tak, jakby facet obrażał Kirę, a tego managerka nie miała zamiaru odpuszczać. Właśnie dlatego do niego wystartowała. Widziała po Finch, że średnio jej się to spodobało, ale to co, miała tam stać i tak po prostu się temu przyglądać? Nie miała zamiaru.
Szkoda tylko, że facet też nie miał zamiaru przejść obok tego wszystkiego obojętnie i zaraz przebiegł ulicę, żeby stanąć blisko nich i jeszcze bezczelnie splunąć na chodnik. Whitmore skrzywiła się automatycznie. Była aż za dobrze wychowana, żeby znaleźć to zachowanie normalnym.
A to że dwie laski trzymają się za ręce to już lesbijstwo? — przewróciła oczami, znowu się wtrącając. Zapewne powinna siedzieć cicho, żeby jeszcze bardziej się nie narażać, ale nie potrafiła się zamknąć. — A jak ty przybijasz kumplom piątki, to już jesteś gejem? — dziwne porównanie, ale jedyne, jakie na tamtą chwile miała w swojej pijaniutkiej głowie. Głowie, w której była nieustraszona, w której miała moc, żeby…
To może koleżanka da mi swój numer?
Znowu się skrzywiła, a kiedy tylko Kira puściła jej rękę, Whirmore nagle poczuła, jak opuszcza ją pewność siebie, a sytuacja robi się delikatnie mówiąc poważna. Klatka piersiowa dziennikarki odbiła się od tej gbura, a on tylko się zaśmiał. Głośno. Obrzydliwie. A potem zmierzył ją pogardliwym spojrzeniem.
I co taka suczka może zrobić? Zaszczekać co najwyżej — zaśmiał się, tym razem to on napierając na Kirę, próbując wymusić na niej utratę równowagi, a potem sięgnął do jej nadgarstka. — Z mężczyznami się nie dyskutuje — warknął nagle, gubiąc kompletnie uśmiech, który miał na twarzy. — Matka cię nie nauczyła pokory? Ja chętnie to zrobie — dodał, unosząc drugą rękę w górę.
Nic jednak nie zdążył z nią zrobić, bo Daisy działając autoamtycznie już sięgnęła do torebki, w której miała cały zestaw samoobrony, który dostała od teściowej na zeszłe urodziny. Wyczuła pod palcami gaz pieprzowy i nim facet zdążył chociażby zamachnąć się na Finch, ona… podbiegła bliżej i po prostu psiknęła mu prosto w oczy. Może trochę dłużej niż powinna. Facet momentalnie zluźnił uścisk i zatoczył się, waląc rękami kompletnie na oślep.
Kurwa, chodź! — krzyknęła do Kiry, łapiąc ją za materiał koszulki. Chciała jak najszybciej odciągnąć ją o mężczyzny. Szczególnie teraz, kiedy był jeszcze bardziej zdenerwowany i nieobliczalny, a one miały przewagę w postaci jego chwilowej utraty wzroku.

kira (ง •̀_•́)ง
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Buńczuczna Daisy była dla Kiry zupełnie nowym zjawiskiem. Czy jej się to podobało? Trochę na pewno. Ale przede wszystkim obawiała się, że wdawanie się z obcym facetem w pyskówkę może skończyć się tylko jednym - niepotrzebnymi kłopotami. Najrozsądniej byłoby go zignorować i po prostu pójść dalej. Tylko że mężczyzna najwyraźniej nie zamierzał odpuścić. Zaczął wymachiwać łapami i z każdym kolejnym słowem coraz bardziej naruszał ich przestrzeń, a to sprawiło, że w Kirze zaczęło się gotować. Oczywiście niemałą rolę odegrał w tym alkohol. Na trzeźwo pewnie prychnęłaby tylko pod nosem, złapała Daisy za rękę i odciągnęła ją na bok, uznając, że szkoda czasu na takiego idiotę. Teraz jednak nie miała najmniejszego zamiaru odpuszczać. W jej pijackiej logice wszystko było bardzo proste - gość zachował się jak cham, więc powinien przeprosić. Zapomniała tylko o tym, że miały przed sobą mężczyznę, który przewyższał je o dobre dwie głowy i ważył pewnie ze dwa razy tyle. Zanim zdążyła zrobić krok do tyłu albo w ogóle zareagować, poczuła, jak jego palce zaciskają się mocno na jej nadgarstku.
Zaraz ci zaszczekam, ty... — urwała, bo Whitmore zmaterializowała się tuż obok i spryskała typa gazem pieprzowym. Finch zbyt mocno zaciągnęła się zapachem, który zapiekł ją w gardło. Zakasłała kilkakrotnie, ale w końcu mogła opuścić rękę, bo gość poluźnił uchwyt. A potem poczuła szarpnięcie za koszulkę.
Wy głupie kurwy! — zawył napastnik, przyciskając sobie pięści do oczu. — Zaraz pożałujecie, niech was tylko dopadnę! Pierdolone lesby! — kontynuował swoją wiązankę i ruszył w ich kierunku. Kira, czując szarpnięcie za koszulkę, automatycznie odwróciła się do Daisy. Złapała ją za rękę i upewniwszy się, że nic nie jedzie, pociągnęła ją na drugą stronę jezdni. Skowyt gościa niósł się za nimi tak długo, aż nie skręciły w jedną z bocznych uliczek.
Finch przywarła plecami do ściany budynku cukierni, która o tej porze była już dawno zamknięta i wzięła kilka głębszych oddechów. Dalej czuła w nozdrzach zapach intensywną, duszącą woń świeżo zmielonego pieprzu, ale przynajmniej już nie zanosiła się kaszlem.
Jesteś nienormalna — stwierdziła w końcu, podnosząc wzrok na menadżerkę. — Masz świadomość, jak to się mogło dla nas skończyć? Po co w ogóle odpowiadałaś na jego zaczepki? Trzeba było się nie odzywać, to dałby nam spokój — prychnęła, ale szybko zdała sobie sprawę z tego, że zabrzmiała zbyt ostro, dlatego przymknęła na moment oczy i złapała Whitmore za materiał marynarki, żeby ją do siebie przyciągnąć. — Niezły refleks — pochwaliła ją za akcję z gazem pieprzowym. — Teraz przynajmniej wiem, żeby ci nie podpadać — dodała, uśmiechając się zawadiacko, bo już miała przedsmak tego, co ją czeka, jeśli zajdzie Daisy za skórę. A to drapanie w gardle nie było niczym przyjemne. Typ, który dostał po oczach, pewnie teraz tarzał się po chodniku.
Patrzyła przez chwilę w niebieskie tęczówki, które w świetle latarni nabierały ciemniejszego koloru. Chciała coś jeszcze powiedzieć, może nawet podziękować za ratunek, ale zamiast tego trąciła swoim nosem nos Daisy i zbliżyła usta do jej. I wtedy poczuła, jakby dostała obuchem w twarz. Co ona, do kurwy nędzy, wyprawiała? Czy właśnie chciała pocałować menadżerkę, która w dodatku miała męża? Ta myśl spadła na nią jak kubeł zimnej wody.
Jezu, przepraszam! — wypaliła natychmiast, odpychając się od ściany. — Lepiej wracajmy, hotel jest już za rogiem — dodała i gdyby nie to, że ktoś mógł czyhać za rogiem, wystrzeliłaby we wskazanym kierunku jak z procy.

i should've kissed you
Ostatnio zmieniony pn lip 06, 2026 10:47 pm przez kira finch, łącznie zmieniany 1 raz.
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sytuacja była dynamiczna. Wymagająca szybkiego działania i podjęcia decyzji, na które Daisy normalnie nie była gotowa. Bo skąd, jak ona nigdy nie szukała konfrontacji? Każdy konflikt załatwiała pokojowo, a tego dnia wszystko tak bardzo było na opak, że nawet przy homofobie nie zachowała się tak jak powinna. Za nic nie oceniła zagrożenia, jakie facet mógł dla nich stwarzać i jeszcze bardziej go podenerwowała. Tylko czy tak bardzo niesłusznie? Przecież to on je zaczepił, a w jej żyłach już płynęła zalążki adrenaliny. Szczególnie gdy Kira tak odważnie mu pyskowała, kiedy nie dawała za wygraną, nawet jeśli była kobietą i do tego od niego niższa. Marne miały szanse, a jednak ona się nie poddawała, więc czemu Daisy miała?
Gaz pieprzowy poszedł w ruch, a one w bieg.
Prosto na drugą stronę ulicy, Whitmore biegła ile sił w nogach. Świat lekko wirował, mnożył się przed oczami, kiedy silny stan pobudzenia połączył się z alkoholem, który krążył w jej żyłach. Oddychała ciężko, gdy wbiegły za sklep. Sama oparła dłonie na kolanach i nachyliła się do przodu. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz tak się zmęczyła. Niby coś tam ćwiczyła, ale bieganie nigdy nie było jej mocną stroną. Dlatego przecież od dziecka chciała być reżyserem, żeby siedzieć sobie na fotelu i dyrygować ludźmi. Proste.
Wciąż ledwo łapiąc powietrze, uniosła spojrzenie na Kirę, gdy tak ładnie jej powiedziała, że była nienormalna.
A ty niby normalna? — zaśmiała się lekko, czując jak napięcie powoli z niej schodziło. — Nie wiem, czemu to zrobiłam. No wkurwił mnie, tym co wygadywał… nie wiem — bo naprawdę nie wiedziała. Te pokłady odwagi nagle znalazły się w jej ciele. Daisy nawet nie wiedziała, że one istniały. — Ty też mu odpyskowałaś — zauważyła, słuszczaie zresztą, odbijając piłeczkę. Bo może Whitmore zaczęła, ale Kira też nie zaczęła od razu uciekać. Czemu? Bo była o d w a ż n a. A to była cecha, która bardzo imponowała managerce. Nawet nie zauważyła, że znowu bardziej się do niej uśmiechnęła, szczególnie po tym, jak Finch szarpnęła ją za marynarkę. Nie wymierzyły jednak siły Kiry do chwiejności Daisy i zaraz Whitmore wpadła prosto na blondynkę, w ostatniej chwili podtrzymując się ręką o ścianę tuż nad jej głową. Ciało przywarło do ciała, a ona… nie odsunęła się. Z walącem w piersi sercem i adrenalina krążące w żyłach o dziwo chłonęła tą nagłą bliskość.
No nie, zdecydowanie lepiej ze mną nie zadzierać — zaśmiała się delikatnie, przyglądając się twarzy Finch. Zapach jej perfum pomieszany z tym papierosowym drażnił jej zmysły, a głowa sama już chyba nie wiedziała, co myśleć ani robić, nie wspominając o tym, że procenty robiły swoje. I nawet kiedy Finch przysunęła się jeszcze bliżej, trącając jej nos swoim, Daisy… nie odsunęła się. Złapała tylko więcej powietrza w płuca, czując jakieś dziwne mrowienie w podbrzuszu, z pewnością wywołane tym, co przed chwilą miało miejsce z gościem. Wcale nie tym, że Kira Finch próbowała… kurwa.
Jezu, przepraszam.
Odskoczyła jako pierwsza, a Daisy zaraz po niej, odbiła się od ściany i odwróciła w drugą stronę. Z jednej strony kompletnie odrzucała od siebie myśli, że tu działo się cokolwiek więcej niż przyjacielskie zaczepki, a z drugiej było jej ciepło. Nieznośnie gorąco. Aż poruszała marynarką na lewo i prawo, by przywołać wiatr.
Wracajmy, tylko trzeba uważać na tego gościa — odchrząknęła, poprawiając sobie ciuchy, chociaż wcale nie było z nimi cokolwiek nie tak. — Pewnie drugi raz już nie miałabym takiego dobrego cela z gazem pieprzowym — chociaż biorąc pod uwagę, że prawie zapsikała nim też Kirę, to może od początku nie był aż taki świetny.
Wychyliła się zza budynku, otulając spojrzeniem ulicę.
Pusto — jej głos niby brzmiał normalnie, ale tak naprawdę delikatnie drżał. Można to było tłumaczyć sobie, że było strachem przed spotkaniem gościa spod klubu, ale prawda chyba nie do końca była taka prosta. Daisy postanowiła to jednak zignorować. — Dawaj — już chciała się odwrócić i złapać tym razem ona Finch za rękę, ale w ostatniej chwili zacisnęła palce w pięść, a tą wsadziła do kieszeni marynarki.
Przebiegły jedną ulicę, a potem już spokojnie przy głównej drodze mogły skierować się do hotelu. Tam akurat była masa samochodów i ludzie kręcących się po mieście, więc nie trzeba było się stresować, że ktoś zaczepi ich bez reakcji otoczenia. Gdy doszły do hotelu Daisy sięgnęła po uchwyt w tym samym czasie co Kira, przez co ich dłonie jak i spojrzenia na ułamek sekundy się spotkały. To samo stało się potem w windzie, gdy wciskały przycisk z odpowiednim piętrem. Tylko tym razem już chyba można było doszukać się w tym co nieco dwuznaczności.

kira ˚˖𓍢ִ໋❀
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niewiele brakowało, a pocałowałaby Daisy Whitmore. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby menadżerka nie miała męża. Orientacja, to już zupełnie odrębna kwestia, przecież Kira wielokrotnie obściskiwała się z dziewczynami, które zarzekały się, że są hetero. Później okazywało się, że faktycznie wolały facetów i to była jednorazowa akcja albo lądowały ze sobą w łóżku. Wszystko zależało od sytuacji. Teraz Finch złapała się na to, że łamie jakieś niepisane zasady. Kiedy jej twarz znalazła się tak blisko twarzy Daisy, serce obijało się o żebra z taką siłą, że prawie rozerwało jej klatkę piersiową. Straciła kompletnie rezon, ale w porę zdołała go odzyskać. Może odskoczyła zbyt gwałtownie, trochę jak małolata przyłapana na gorącym uczynku, jednak najważniejsze, że nie dała się ponieść procentom, które przez nią przemawiały. Ale czy to na pewno był wyłącznie alkohol?
Darowała sobie tłumaczenia, dlaczego zdecydowała się odpyskować tamtemu facetowi. To i tak nie miało już znaczenia. Najważniejsze było to, żeby nie natknęły się na niego w drodze powrotnej. Gaz pieprzowy zrobił swoje i wszystko wskazywało na to, że gość odpuścił dalszą konfrontację i nie miał już zamiaru ich ścigać. Kira wypuściła powietrze, które nieświadomie wstrzymała w płucach, dopiero gdy ruszyły szybkim krokiem w stronę hotelowego parkingu. A potem odruchowo przeszły w bieg. Uliczka była wąska, ale ruchliwa i dobrze oświetlona. Echo ich kroków odbijało się od ścian budynków, mieszając się z przyspieszonym oddechem. Przez całą drogę Finch nie odezwała się ani słowem. Tylko raz czy dwa zerknęła przez ramię, upewniając się, że nikt za nimi nie idzie.
Kiedy wpadły do hotelowej windy, a ich dłonie znów zetknęły się niby przypadkiem, Kira przywarła plecami do dużego lustra i utkwiła wzrok w Daisy.
Nie możesz tak na mnie patrzeć — powiedziała znienacka, obserwując, jak menadżerka odwraca w jej stronę głowę. — Wtedy mam straszną ochotę cię pocałować, a świadomość, że nie powinnam, wcale w niczym nie pomaga. Tak samo jak twoje spojrzenie — westchnęła cicho pod nosem. Nie zamierzała tego ukrywać. Po tym, co wydarzyło się pod budynkiem, było wystarczająco oczywiste, co chodzi jej po głowie. — Ale to wcale nie oznacza, że to zrobię — dodała w chwili, gdy w windzie rozległ się sygnał oznajmiający, że właśnie zatrzymały się na właściwym piętrze.
Kira wyszła pierwsza, zostawiając Whitmore z tą informacją i ruszyła korytarzem w stronę ich wspólnego pokoju. Otworzyła drzwi kartą kartą magnetyczną i naparła na nie biodrem. Te otworzyły się na oścież, ona od razu podeszła do zamontowanego na ścianie panelu klimatyzacji i bez zastanowienia zaczęła zmniejszać temperaturę.
Strasznie tu gorąco — stwierdziła, kiedy Daisy doczłapała się do pokoju. — Nie uważasz? — spojrzała na nią z ukosa, cały czas naciskając przycisk. Dalej stała przy panelu, udając, że zmniejszenie temperatury jest najbardziej absorbującą rzeczą na świecie. W końcu zastygła w bezruchu, zawieszając palec nad jednym z ustawień. Chłód, który próbowała wprowadzić do pokoju, nie pomagał w ostudzeniu tego, co rozgrzewało ją od środka.

🦋⋆ ∂αιѕу ⋆🦋
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Za dużo było tego przypadkowego dotyku, by nazywać go przypadkiem.
Nie był.
Tylko w takim razie co to było?
Daisy nie miała odpowiedzi na to pytanie. Sama nie wiedziała. Kurwa, nie miała zielonego pojęcia. Zapewne można by zwalić to na jej dość solidne upojenie alkoholowe, jednak z drugiej strony ona nigdy w życiu w podobnych stanach nie objawiała takich zachowań. Robiła rzeczy, które nie były do niej podobne, jak chociażby fakt, że wtedy pod budynkiem wcale nie odsunęła się od Kiry. Mogła udawać, że za nic nie miała pojęcia, co chodziło blondynce po głowie ale przecież gdzieś tam w środku… wiedziała doskonale. Czuła to podskórnie. Poza tym, jak inaczej można było zinterpretować trącenie kogoś nosem, a potem przeprosiny?
No jak widać można było, bo Daisy postanowiła trwać w swojej strefie delulu i kompletnie nie doszukiwać się w tym jakiejkolwiek intencji Finch. Ani w tym, jak dwa razy po wejściu do hotelu ich dłonie się zetknęły, a potem od siebie odskoczyły, jakby ten dotyk miał znaczyć więcej, niż powinien. Wszystko było w p o r z ą d k u.
A przynajmniej do czasu.
Dokładniej do momentu, w którym Kira Finch nie wypowiedziała kolejnych słów, zaglądając na nią spod byka.
Jak patrzeć? — zdziwiła się, czując, jak serce nieco przyśpiesza. Jak patrzyła? Krzywo? Brzydko? Nie. Wręcz przeciwnie. Okazało się, że patrzyła tak, że Kira miała ochotę ją pocałować. P o c a ł o w a ć. Tak, powiedziała te słowa. Whitmore się nie przesłyszała. A może jednak? Myśli zaczęły krążyć w jej głowie, a na poliki zupełnie niekontrolowanie wypłynęły czerwone wypieki. — Co? — spytała głupio. Słyszała przecież doskonale ii to wcale nie tak, że nagle chciała, żeby Kira jej to powtórzyła. Po prostu z jekigoś powodu nie dowierzała. Po pierwsze, że w ogóle takie zdarzenie miało miejsce, a po drugie, że Finch była na tyle bezczelna odważna, żeby coś takiego wypuścić spomiędzy własnych ust. I pewnie gdyby Daisy była w tym momencie trzeźwa, wyszłaby z windy i od razu wkopała się pod pierzynę, udając, że idzie spać. Jednak pijana Diasy? Patrzyła na nią wyczekująco, sama nie wiedząc właściwie, na co czekała.
A potem odprowadziła ją wzrokiem, WCALE nie spuszczając spojrzenia na jej tyłek. W c a l e. Westchnęła głośno i w końcu odepchnęła się od ściany, ruszając w stronę pokoju. Sama nie wiedziała, co o tym myśleć. W jednej sekundzie chciała powiedzieć Finch, że to bardzo nie na miejscu, rzucać takimi komentarzami, a w drugiej… kurwa. Aż ścinało ją podbrzusze. Z ekscytacji? Ciekawości? Nie wiedziała. Miała mętlik.
Gorąco? — weszła do pokoju zaraz za nią. Whitmore już dawno nie czuła temperatury. Jej poliki płonęły żywym ogniem, jej było już ciepło od opuszczenia cukierni za którą się chowały. — Może trochę kłamstwa! Złapała za krawędzie marynarki i zrzuciła ją z siebie, ciskając nią na krzesło. Oczywiście nie trafiła, a materiał pozwijał się na ziemi. — Najlepsze na ciepło? — spojrzała na Finch, unosząc w górę brwi, jakby czekała na jej odpowiedź na to pytanie, ale sama sobie odpowiedziała. — Zimny prysznic — zaklaskała sama sobie, a potem chwianym krokiem przeszła do torby rozwalonej na łóżku i wyciągnęła z niej luźną koszulkę i spodnie od pidżamy. Czy naprawdę miała zamiar wziąć prysznic za tą szybą, przez która wszystko było widać ze świadomością, że Kira będzie mogła wszystko zobaczyć? No chyba tak. Sama nie panowała już nad tym, co robiła.
Pięć minut — pokazała jej na palcach, ile jej nie będzie, a potem skierowała się do łazienki. Zapaliła światło i trzasnęła klamką trochę za mocno. — Sorki! — dlatego ładnie przeprosiła, a potem… zrzuciła z siebie ciuchy razem z bielizną i bez najmniejszego skrępowania, kompletnie do niej nie podobnego, weszła pod prysznic, okręcając deszczownicę, która skontrastowała z jej rozgrzanym do czerwoności ciałem.

♪┏(・o・)┛♪
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zamierzała powtarzać tego, co przed chwilą padło z jej ust. Doskonale wiedziała, że Daisy usłyszała ją głośno i wyraźnie. I że świetnie rozumiała, o jakie spojrzenie Kirze chodziło. Te wszystkie przelotne muśnięcia dłoni i dotyk niby przypadkiem nie miały z przypadkiem nic wspólnego. Jak długo zdołają jeszcze udawać, że między nimi nic się nie dzieje? Finch mogła ciągnąć tę grę w nieskończoność. Nie mogła jednak zrzucić nagłej chęci pocałowania Whitmore na alkohol - nie była przecież aż tak pijana.
Stała przy panelu klimatyzacji jak ostatnia kretynka, dopóki menadżerka nie zdjęła z siebie marynarki. Jej wzrok na moment zatrzymał się na materiale niedbale przewieszonym przez oparcie krzesła, po czym znów powędrował do Daisy, która buszowała w torbie. A więc wcale nie żartowała z tym prysznicem. Sam prysznic nie był niczym niezwykłym. Problem stanowiła przeszklona ściana łazienki, przez którą było widać dosłownie wszystko.
Na pewno nie chcesz... — zaczęła, ale Whitmore zdążyła już zgarnąć swoje rzeczy. Zanim Kira zdołała dokończyć myśl, drzwi łazienki zamknęły się z głośnym trzaskiem. Chciała tylko zapytać, czy nie wolałaby najpierw zasłonić szyby narzutą z łóżka. Menadżerka zachowywała się jednak tak, jakby przeszklona ściana była czymś zupełnie normalnym. Jakby taka konstrukcja stanowiła nieodłączny element każdego domu i hotelowego pokoju.
Finch bardzo starała się nie patrzeć w stronę łazienki, ale było to silniejsze od niej. Z każdą chwilą za szybą ukazywała się coraz mniej ubrana sylwetka, a ona nie potrafiła odwrócić wzroku. Dopiero gdy Daisy weszła pod prysznic, przycisnęła palce do nasady nosa i wzięła głęboki oddech, próbując wyrzucić z głowy obraz jej kształtnych piersi i jędrnych pośladków. Szybkim krokiem podeszła do łóżka i opadła na materac, wtulając twarz w poduszkę.
Kurwa! — krzyknęła prosto w pościel, licząc na to, że materiał wraz z szumem lecącej wody skutecznie stłumi dźwięk. Odrobinę jej ulżyło. — Nie patrz tam. Nie patrz tam. Nie patrz tam — mamrotała jak mantrę. Nie podniosła głowy, dopóki drzwi łazienki z powrotem się nie otworzyły. Uchyliła jedno oko i rzuciła ukradkowe spojrzenie w tamtym kierunku. Chciała mieć pewność, że menadżerka ma na sobie coś więcej niż tylko ręcznik. Ale była już w pidżamie, więc Kira mogła odetchnąć z nieukrywaną ulgą.
Usiadła na łóżku i zaczesała do tyłu długie, blond włosy, przez chwilę zastanawiając się, co powinna zrobić.
I co? Chłodniej? — zapytała, chociaż sama płonęła od środka. W końcu zerwała się na równe nogi i pospiesznie zlokalizowała swoją torbę, z której wyciągnęła koszulkę do spania i świeże majtki. — Dobra, to teraz moja kolej. Będę się streszczać — poinformowała i ruszyła do łazienki. Daisy faktycznie musiała brać lodowaty prysznic, bo szyba nawet nie zaparowała. Zdjęła wszystko, co miała na sobie w przekonaniu, że menadżerka nawet nie zerknie w jej stronę. Dlaczego miałaby to robić? Heteroseksualne kobiety z mężami raczej nie podziwiają nagich sylwetek innych lasek. A jednak Finch podświadomie chciała, żeby Whitmore rzuciła na nią okiem. Miała przecież takie świetne cycki! Odkręciła wodę z nadzieją, że chłodny strumień ostudzi trochę nie tylko ciało, ale też rozpalone myśli.

❀࿐ Daisy ꫂ❁
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na pewno nie chciała
Kira nawet nie dokończyła zdania, a Daisy już zniknęła za drzwiami łazienki. Kompletnie nie miała zamiaru bawić się w jakieś rozkładanie firanek na szybie i męczenie się tym, szczególnie, że w pokoju panował zaduch. Poza tym, była na to zdecydowanie zbyt wstawiona.
Zbyt wstawiona, by się przejmować.
Zbyt wstawiona, by myśleć.
I zbyt wstawiona, żeby się czegokolwiek wstydzić.
Na trzeźwo nigdy by tego nie zrobiła, a jednak w stanie w jakim była i do tego mając jeszcze z tyłu głowy słowa Finch, które wypowiedziała w windzie, Daisy przeszła powoli pod prysznic. Wolniej niż zazwyczaj. Chciała dać jej czas spojrzeć w jej kierunku? A może sprawdzała własne granice w tym wszystkim? Sama nie wiedziała, w co one właściwie grały, ale chyba, coś jednak robiły. Bo na pewno nie było to czyste koleżeństwo. Nie potrafiła zdefiniować, w którym dokładnie momencie przestało być, a gdzie zaczęła się z jej strony fascynacja osobą Kiry. Tym, jaka była, co robiła, jak smakowała. I czy patrzyła na nią, kiedy prężyła się w górę, pieniąc włosy na głowie.
Chciała, żeby patrzyła?
Może.
Woda chociaż chłodna wcale nie sprawiła, że umysł w jakimkolwiek stopniu się przejaśnił lub doprowadził do porządku. Było równie źle jak na początku, jak nie jeszcze gorzej. Jakby te ostatnie szoty dopiero teraz zaczęły trawić się w jej ciele, przyprawiając o jeszcze większe zawroty i chwiejność, oraz bezczelność, bo ona też była w pakiecie.
Kusiło ją, żeby odwrócić się w stronę łóżka. Tylko spojrzeć, co przypadkiem jej koleżanka z pokoju robiła, jednak finalnie udało jej się powstrzymać. Pozostawiła to głowie i wyobraźni do dopowiedzenia, a sama zakręciła korek i złapała za ręcznik. Niechlujnie wytarła ciało, zarzucając na siebie pidżamę, która od razu nasiąknęła wilgocią i się poprzyklejała do skóry. Typowo. Rozczesała włosy, ale ich nie wysuszyła. Wyszła w mokrych, łapiąc szare spojrzenie Kiry.
I co? Chłodniej?
Nie — rzuciła luźno, trochę obojętnie, a trochę dwuznacznie, patrząc na nią wymownie, po czym wskoczyła na łóżko, przy okazji łapiąc telefon z szafki. Niby patrzyła w wyświetlacz, na jakieś tam wiadomości do Rowana, ale tak naprawdę zerkała raz po raz na Finch. Odpisała mu tylko, że już idzie spać i zadzwoni jutro, a potem, gdy woda w łazience puściła się z deszczownicy… zaczęła przeglądać maile. MAILE KURWA. Jakby w ogóle ją interesowały. Patrzyła na literki, chociaż jej głowa wcale nie formowała słów i zdań. Myśli w jakiś chory sposób uciekały pod prysznic. I chociaż przez moment faktycznie się tego trzymała…
W końcu spojrzała.
Jej wzrok prześlizgnął się po sylwetce Kiry. Od czubka głowy, który masowała palcami, wplatając je w blond włosy, po plecy, wcięcie w biodrach aż po same kształtne pośladki po których spływała woda. Nie zauważyła nawet momentu, w którym przekręciła się na bok, wcisnęła polik w poszukę i bezczelnie na nią patrzyła. Do tego stopnia, że kiedy Kira się odwróciła, ich spojrzenie na moment się spotkało.
Whitmore poczuła, jak wala gorąca uderza jej ciało.
Odwróć wzrok.
Odwróć wzrok.
Odwróć wzrok.
Krzyczała głowa. Tylko ona wcale tego nie zrobiła. Głupia leżała jak leżała i nawet nie udawała, że patrzyła w telefon. Bo patrzyła prosto na nią.

kira 🥵❤️‍🔥🫣
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała, że Daisy na nią patrzy. Czuła jej wzrok na swojej skórze, nawet kiedy stała do niej tyłem. W końcu odwróciła się i ich oczy natychmiast się spotkały. Żadna z nich nie odwróciła wzroku. Przez kilka długich sekund po prostu wymieniały spojrzenia w oczekiwaniu aż ta druga zrobi pierwszy krok. Albo pierwsza się wycofa. Kira powoli rozprowadzała żel pod prysznic po swoim ciele. Dłonie przesuwały się po obojczykach, ramionach i piersiach z pozorną swobodą, jakby wykonywała tę czynność całkowicie bezmyślnie. Tak przynajmniej próbowała sobie wmówić.
Prawda była jednak znacznie mniej niewinna. Robiła to z czystą premedytacją. Z jakiegoś powodu pozwalała jej patrzeć dalej. Trochę jakby testowała, ile Whitmore jest w stanie wytrzymać, zanim zmieszanie okaże się silniejsze od ciekawości. Tylko dlaczego? Przecież nie zachowywała się w ten sposób bez powodu. Flirt był dla Finch czymś totalnie naturalnym. Zawsze potrafiła rzucić dwuznaczny komentarz i rozbroić kogoś jednym uśmiechem. Zwykle dobrze się przy tym bawiła i równie szybko o wszystkim zapominała. Tyle że z Daisy od początku było inaczej. Nie mogła jednak dłużej udawać, że napięcie, które niespodziewanie narodziło się między nimi, istniało wyłącznie w jej wyobraźni.
Spłukała z siebie pianę i wyszła spod deszczownicy. Sięgnęła po ręcznik, powoli osuszając nim ciało. Nawet nie zauważyła, że odruchowo odwróciła się tyłem do przeszklonej ściany, wypinając biodro, kiedy wycierała nogi. A może jednak zauważyła? Cholera wie. Drugim ręcznikiem owinęła mokre włosy, tworząc na głowie prowizoryczny turban. Potem narzuciła na siebie szeroką koszulkę, założyła świeżą bieliznę i wyszła z łazienki, niosąc za sobą świeży, cytrusowy zapach żelu pod prysznic.
Podobały ci się widoki? — zapytała, kiedy weszła głębiej do pokoju i usiadła na brzegu łóżka. Zdjęła z głowy ręcznik i przeczesała wilgotne, jasne włosy palcami. Była odwrócona plecami do Daisy, więc tym razem menadżerce pozostawał widok smukłych ramion i luźnego, fioletowego t-shirtu. Kirze totalnie wyleciało z głowy, co właściwie ma siebie włożyła. Na plecach koszulki widniał duży napis I want you to taste me. Parsknęłaby śmiechem, gdyby tylko go zobaczyła. Zupełnie zapomniała, że akurat tę koszulkę wrzuciła do torby. No i gdyby napis znajdował się z przodu, pewnie częściej dawałby o sobie znać.
Co słychać w wielkim świecie? — zagadnęła jeszcze, kątem oka dostrzegając telefon w dłoni Whitmore. Ekran zdążył już dawno przygasnąć, więc wyglądało na to, że Whitmore bardziej się zamyśliła, niż faktycznie coś przeglądała. A może zwyczajnie znalazła sobie lepsze zajęcie. To, czy rzeczywiście było ciekawsze, pozostawało już kwestią sporną. O to należałoby zapytać samą menadżerkę.
Kira schyliła się do torby, znów eksponując swoje pośladki, tym razem okryte czarnymi, koronkowymi majtkami. Z bocznej przegródki wyciągnęła szczotkę z zamiarem doprowadzenia włosów do porządku. Jeśli dziś ich nie rozczesze, to rano obudzi się z kołtunem na kołtunie.

Daisy 🫦
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”