-
Wszystko wokół blednie, kiedy patrzysz na mnie
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na szczęście Hunter się finalnie pojawił, przez co absurdalna rozmowa się zakończyła, a ona odetchnęła z lekką ulgą iż mógł porozmawiać o czymś innym. — Później jeszcze ja spróbuję — miała swoje techniki wyczytane w odmętach internetu, więc nie zaszkodzi by spróbowała. A nuż, uda się zdziałać cuda i uratuje biedną koszulę. Następująco dolała mu wina, chwilę skupiając się na posiłku - za moment podpytując mamę odnośnie urlopu, spodziewając się iż ten niedługo będzie miał miejsce. Nie myliła się, na co przytaknęła oraz posłała delikatny uśmiech w stronę kobiety. — Och, już? — zapytała w sumie szczerze zaskoczona, po czym wstała ze swojego miejsca, aby okazać w ten sposób szacunek do swojej mamy iż sama postanowiła od tego stołu odejść. Nie spodziewała się jednak, żeby miała poprosić Huntera o odprowadzenie do drzwi. Dlatego też jedynie prędko przeszła na drugą stronę w celu przytulenia na pożegnanie. — Zamówić Ci taksówkę? No i daj znać, jak już będziesz w domu, dobrze? — to taka ich tradycja, gdzie jedna zawsze drugiej wysyłała chociażby smsa upewniającego, iż dotarła na miejsce, przez co mogły spać spokojnie. Ponownie uniosła kąciki warg i odprowadziła ich spojrzeniem, żeby prędko odwrócić się, oprzeć o krzesło i westchnąć bardzo ciężko.
Domyślała się, iż to spotkanie nie będzie należało do najłatwiejszych. Niemniej nie sądziła, że okaże się ono aż tak trudne i deprymujące, przede wszystkim ją, niż samego Huntera - który o dziwo ciągle zachowywał spokój, uśmiech na ustach oraz chęć udzielania odpowiedzi nawet na te pytania, na jakie z całą pewnością nie chciał odpowiadać. Jest z niego niesamowicie dumna.
Kate natomiast odebrała od Wrighta torebkę, gdy poprawiała włosy i narzutkę, jaką nałożyła dopiero gdy znalazła się bliżej drzwi wyjściowych, by zerknąć mu przez ramię w kierunku odwróconej do nich plecami Prudence. — Hunter, sprawiasz wrażenie naprawdę miłego faceta. Widać, że Wam na sobie zależy. Ale… nie chcę, aby Twój wyjazd ją złamał i krzywdził — może nie powinna tego mówić na odchodne i na dodatek w tak dobitny sposób, jednakże patrząc po zachowaniu swojej córki nie wiedziała kiedy dojdzie do ich następnego spotkania, dzięki czemu będzie mogła powiedzieć mu wprost o swoich obawach. — W każdym razie, dbaj o nią, dobrze? Zawsze pokazuje się na twardzielkę, lecz to drobna i emocjonalna dziewczyna — zwieńczyła swój wywód uśmiechem, aby nie uznał iż miała o nim jakieś złe mniemanie czy tymi słowami chciała dać mu do zrozumienia, iż go przekreśliła prawie że na samym starcie tego wszystkiego. Ponownie zerknęła przez ramię mężczyźnie, by zerknąć na własne dziecko. — To kochane dziecko… I widać, że kocha Ciebie — dodała na koniec. — Pa, Prue! Napiszę, jak będę w domu! — zawołała jeszcze, na co Prudence machnęła ręką po błyskotliwym obróceniu się na pięcie w ich kierunku, a tuż po tym… zostali sami.
Przetarła dłońmi twarz, jakby w ten sposób próbowała z siebie ściągnąć nadmiar rozmyślań, ostatecznie kierując spojrzenie na Huntera - do jakiego się wyszczerzyła. — Jestem z Ciebie strasznie dumna. Wytrzymałeś to gradobicie pytań — kiedyś jeden chłopak prawie od razu ją zostawił po spotkaniu z jej mamą, bo właśnie zrobiła coś podobnego… — I muszę później powiedzieć Andy, że to wino jest naprawdę dobrym wyborem — dodała, chcąc zmienić prędko temat, jakby z obawy iż rozmowa pójdzie w nie takim kierunku, jakim by tego chciała. Dlatego też chwyciła obydwa kieliszki - te należące do niego i do niej - by podejść do Wrighta i przekazać mu to naczynie należące do niego. Gdy je wziął, stuknęła się szkłem, na jeden raz wypijając to co pozostało w tym należącym do niej. — Jutro posprzątamy, co? Teraz tylko schowam o lodówki to, co trzeba, bo mam trochę inne plany… — mówiąc to, przesunęła palcem po guzikach jego koszuli, uśmiechając się przy tym figlarnie. Chyba komuś tu alkohol zaczął mieszać w główce!
Hunter Wright
-
Nie wie dokładnie co zrobić aby pozbyć się myśli o pewnej terapeutce, która dotarła do jego serca...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zamknął drzwi za kobietą i powoli wrócił do salonu.
- Nie było tak źle. Wiadomo, że chciała mnie sprawdzić i troszeczke prześwietlić. - aby przekonać się czy córka wybrała odpowiednią partię, nie dając się ponieść chwili i jakiejś nagłej miłostce. Czy dobrze wypadł? Miał wątpliwości, zwłaszcza po tym co usłyszał będąc w łazience. Zamartwianie się o córkę chyba troszkę przysłoniło osąd starszej Lane...
Gdy dolała wina uśmiechnął się, jego siostra będzie zadowolona! Widać że się na tym zna, tylko biedna teraz musiała zrobić sobie przerwę. Upił łyk i spojrzał na swoją dziewczynę z niemałą satysfakcją. Czy to oznaczało, że noc miała się zakończyć fajerwerkami?
- Przeniose tylko rzeczy do kuchnii, aby tu nie stały. - zaraz po tych słowach, ruszyl przed siebie aby pozbierać talerze, układając je na blacie kuchennym.
- Twoja mama się martwi o Ciebie...
- powiedział gdy zaczęła chować rzeczy do lodówki. - Boi się, że nie jestem dla Ciebie odpowiedni. - gdy ich spojrzenia się spotkały westchnął ciężko i podszedł do niej bliżek zostawiając jeden z talerzy. - Słyszałem waszą rozmowę. - bo nie miał zamiaru jej okłamywać. Miała prawo znać prawdę - bo niby skąd by miał takie informacje. - Staram sie... staram się być lepszą wersją sibie. - bo nawet jeśli miał napady agresjii albo po prostu nie wiedział kim jest, wystarczyło zapytać Prudence która miała już doświadczenie i pomagała mu jak tylko potrafi.
prudence lane