32 y/o
For good luck!
185 cm
pielęgniarz w North York General Hospital
Awatar użytkownika
I had a hole in the middle where the lightning went through, but I told my friends not to worry
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#1
look

Umawianie się po pracy, szczególnie po wielogodzinnej zmianie, zawsze zdawało się być słabym pomysłem, ale z drugiej strony wolał to, niż wychodzić z domu w dzień wolny. Jeszcze parę lat temu był zawsze chętny, aby spędzać czas poza domem, choćby padał na ryj. Wtedy ciężko było mu jeszcze egzystować sam na sam ze swoimi myślami, ale z wiekiem lepiej sobie z tym radził. Wciąż nie było kolorowo, ale dni wolne od pracy przeznaczał teraz głównie na obowiązki domowe czy oglądanie różnego rodzaju mediów, choć priorytetem zawsze był sen. Uwielbiał spać długo i bez świadomości, że obudzi go znienawidzony już dźwięk budzika. Z przyzwyczajenia budził się już nawet samoistnie o pewnych porach, ale miał wtedy przynajmniej spokój ducha, że nie musiał nigdzie wstawać.
Ziewał akurat bezwstydnie, ledwo zasłaniając usta ręką, kiedy kelner przyniósł mu do stolika jego zamówienie – kufel piwa z sokiem malinowym oraz kanapkę z kurczakiem na ciepło. — Agggueh ahmm, kuję — wybełkotał głupio w trakcie ziewania i westchnął z niezadowoleniem, bo poczuł się jak troglodyta. Na szczęście kelner nie wydawał się nim zbytnio zaabsorbowany, więc odszedł, nie dając mu do zrozumienia, że zachował się niewłaściwie.
Rozejrzał się po okolicy, wzrokiem szukając Teddy. Niewiele osób znajdowało się w barze, ale mieli w końcu środek tygodnia i dość późną porę, więc niespecjalnie go to dziwiło. Zresztą lubił taki stan rzeczy, bo czuł się znacznie lepiej w takich warunkach, niż gdyby musiał się z nią potem przekrzykiwać.
Sięgnął po kufel i upił duży haust, czując, jak przyjemny chłód rozlewa się po jego żołądku. Był tak głodny i wymęczony, że był w stanie przysiąc, iż nie minęło nawet kilka sekund, a już poczuł mrowienie w ustach, jakby zaczynał się upijać. Nie był to dobry znak, ale nie zamierzał pić ani dużo, ani na głodnego, bo właśnie dlatego zamówił sobie jakieś śmieciowe jedzenie. Nie był może bardzo rozsądny, ale pewnych podstawowych zasad jednak się trzymał. Jeszcze tego brakowało, żeby jako pielęgniarz stracił przytomność z głodu czy innego błahego powodu.

Nie spóźniła się, bo to on przyszedł kilkanaście minut wcześniej, a do tego przeważnie mieli trochę ruchomą godzinę spotkania, bo w ich zawodach niestety nie zawsze dało się opuścić miejsce pracy zgodnie z planem. Nigdy mu to tak naprawdę nie przeszkadzało, bo uważał, że naiwnością byłoby decydować się na taki fach bez zaakceptowania tej rzeczywistości. — No dobry wieczór — wyszczerzył się na widok Teddy, która zmaterializowała się u jego boku. Wstał od stolika i objął ją przelotnie ramieniem w ramach przywitania. — Zająłem nam miejsce przy torze, ale nawet nie musimy grać, bo nie zapowiada się, żeby zabrakło im miejsc — wskazał ręką tor do kręgli po swojej prawej. Lokal oferował jeszcze automaty do gier, ale to już była mniej jego bajka, więc mógł co najwyżej popatrzeć, gdyby Teddy miała ochotę z nich skorzystać. — Nie chciało mi się czekać, bo byłem już strasznie głodny — wciąż została mu jeszcze połowa kanapki, ale nie spieszyło mu się, zwłaszcza że nie była jakaś rewelacyjna. Ogólnie miał wrażenie, że chyba na chwilę przysnął, kiedy tak na nią czekał, bo w jednej chwili jadł i o czymś myślał, a w drugiej usłyszał kroki obok siebie i już ją witał. Takie urwanie filmu również było częścią jego rzeczywistości, ale nauczył się dzięki temu drzemać w naprawdę różnych warunkach.
To co mi powiesz, piękna? — uśmiechnął się głupio, kiedy zdążyła już usiąść naprzeciwko. Jednocześnie wrócił do konsumowania kanapki, przyglądając się jej uważnie i starając się nie odpłynąć za bardzo myślami ze zmęczenia. Sam miał jej coś do powiedzenia, ale kultura nakazywała mu najpierw okazać zainteresowanie nią. Miał wrażenie, że u Darling zawsze działo się coś ciekawego, albo była po prostu na tyle entuzjastyczną osobą, że potrafiła opowiadać nawet o najmniejszych rzeczach w sposób, który wciągał słuchacza.

teddy darling
panko
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

059.
Najłatwiej było jej umówić się z kimś od razu po pracy. Dobrze wiedziała, że jeśli najpierw wróci do domu, zrzuci buty i usiądzie choćby na pięć minut, to później znalezienie motywacji do ponownego wyjścia graniczy z cudem. Towarzyskość miała swoją cenę. Zwłaszcza jeśli naprawdę zależało jej na ludziach i chciała o te relacje dbać, zamiast ograniczać się do okazjonalnego wysłania wiadomości raz na kilka miesięcy. Znajomość z Raymondem zdecydowanie należała do tych, które warto było pielęgnować. I wcale nie dlatego, że Cassidy był pielęgniarzem, heh. Choć oczywiście Teddy nie mogła zaprzeczyć, że posiadanie wśród znajomych ludzi, którzy potrafił profesjonalnie ocenić, czy złamany palec faktycznie jest złamany, miało swoje zalety. Nic dziwnego, że wśród znajomych miała nie tylko strażaków, ale też policjantów i ludzi jakkolwiek związanych z medycyną.
Zanim przebrała się z munduru w normalne ubrania i opuściła remizę, żeby spędzić resztę wieczoru z Rayem, jeszcze raz napisała do narzeczonej z krótkim pytaniem, czy przypadkiem nie miały dzisiaj żadnych planów, o których Darling zapomniała w natłoku obowiązków. Co prawda zazwyczaj mogła pochwalić się naprawdę dobrą pamięcią, ale czasami zwyczajnie przegrywała z własną wielozadaniowością. Zwłaszcza ostatnio, gdy jednostka powoli przygotowywała się do nadchodzącej fali upałów, a wszyscy doskonale wiedzieli, co to oznaczało. Wystarczyło kilka dni bez deszczu i telefony zaczynały urywać się od zgłoszeń. Na razie sytuacja była spokojna, ale kapitan Whitman od lat powtarzał to samo - przezorny zawsze ubezpieczony. Szybko dostała odpowiedź zwrotną, że niczego jednak nie przegapiła i ma dobrze się bawić. No i bajka. Ostatnią rzeczą, jakiej chciała, było odkrycie w połowie spotkania z Ray'em, że od tygodnia były umówione na wspólny wypad do znajomych Finch albo wizytę u Darlingów, a ona kompletnie wyparła ten fakt z pamięci.
Dostrzegła go od razu po przekroczeniu progu swojego ulubionego lokalu. Zawsze wpadała tutaj z chłopakami z jednostki. Dzisiaj było spokojnie, ale sama mogła poświadczyć, że w weekend mieli niezły zapieprz i ciężko było dorwać wolny stolik.
Hej, dobrze cię widzieć — przywitała go, odwzajemniając uścisk. — Świetnie wyglądasz, wiesz? Coś chyba ściemniałeś, że dopiero co skończyłeś zmianę — zmrużyła oczy z udawanym podejrzeniem. Teddy też prezentowała się całkiem nieźle. Może trochę waliła dymem po gaszeniu zabytkowej kamienicy, ale nie zawsze udawało jej się od razu doszorować duszący smród. Potrzebowała chwili, żeby wywietrzeć. — Och, nie krępuj się, przed wyjściem jadłam obiad — machnęła ręką, dając mu do zrozumienia, żeby spokojnie dokończył sobie kanapkę. Zajęła miejsce naprzeciwko Raymonda i zerknęła w kierunku toru. — Możemy później w coś zagrać, czemu nie — dodała, bo zawsze chętna była na takie rozrywki. W ogóle lubiła robić rzeczy. Wszystko, byle nie siedzieć za długo w miejscu. Sportowe świry już tak mają. — Ale najpierw wezmę piwo — zadecydowała i już uśmiechała się do kelnera, który uśmiechnął się na jej widok, bo dobrze kojarzył ją i jej kolegów, którzy wpadali tutaj na drinka. Albo siedem. Ostatnio pękło tyle flaszek, że Darling robiło się niedobrze na samą myśl, jak czuła się następnego dnia. Dzisiaj nie zamierzała przesadzać z alkoholem, żeby nie musieć przechodzić przez to samo.
Zamówiła butelkowe piwo i wróciła spojrzeniem do Ray'a.
U mnie? Dużo pracy i dużo miłości — wyszczerzyła się pięknie, jak na piękną przystało. Nie sposób było nie dostrzec, że było zakochana po uszy. — Udało nam się dzisiaj uratować zabytkową kamienicę w East End. Wymaga renowacji, ale płomień nie zdążył się rozprzestrzenić. Uczestniczyliśmy też w transporcie medycznym. Niechodzący mężczyzna z nadwagą. Trzeba było go znieść z jedenastego piętra bez windy. Przysięgam, że mój kręgosłup mnie za to znienawidzi. A jak u ciebie? Aiden się odzywał? — zapytała niby ot tak, nawiązując do jednego ze swoich współpracowników. Aiden Brooks był jedynym wyoutowanym w gejem w straży i chociaż zwykle Teddy mijała się z nim zmianowo, to stwierdziła, że świetnym pomysłem będzie spiknąć go z Cassidym.

raymond cassidy
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
32 y/o
For good luck!
185 cm
pielęgniarz w North York General Hospital
Awatar użytkownika
I had a hole in the middle where the lightning went through, but I told my friends not to worry
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniósł wysoko brwi, przetwarzając jej słowa, i parsknął z niedowierzaniem. — Wow, chyba cię coś boli, wyglądam jak trup — nie potrafił przyjmować komplementów, więc naturalnym odruchem było podkreślenie, że nie wyglądał dobrze. Nie zrobiłby tego nieprowokowany, ale naprawdę był przekonany, że widać po nim, jak cholernie był zmęczony. Nie było to jednak nic nowego i może przeważnie widywała go w jeszcze gorszym stanie? A może zwyczajnie przesadzał, a ona miała rację? Nie, tej rzeczywistości nie był w stanie przyjąć do wiadomości. — Koniecznie — odezwał się w sprawie piwa i sam upił łyk swojego. Szczerze mówiąc, nie przepadał za piwem, ale takie z sokiem to już co innego. Niektórzy się z niego śmiali, że powiela tym stereotypy, ale wolał tak, niż wlewać w siebie alkohol na siłę. Najlepsze w piciu i tak było palenie papierosów, bo wtedy wszystko smakowało lepiej.
Wyszczerzył się od ucha do ucha, kiedy padł temat jej szczęśliwego związku. Doświadczył w życiu sporo przykrości i bólu, w dużej mierze również cudzego, więc lubił wiedzieć, że bliskie mu osoby dobrze się miewały. Związek z April ewidentnie jej służył, bo cała chodziła rozpromieniona i gdzieś w głębi liczył, że jego kiedyś też spotka taka relacja. Nie był do końca otwarty na związki, bo wciąż dźwigał w sobie lęk przed utratą bliskich, ale samego siebie oszukać nie potrafił, szczególnie w kwestii pragnień.
No słuchaj, uważaj tam na siebie, bo to brzmi jak proszenie się o to, żeby ci dysk wypadł — przestrzegł, chociaż szczerze wątpił, żeby Teddy miała zamiar się oszczędzać. Była dobra w swoim fachu, a w ich sektorze pracy osoby, które przymykały oko na własne bezpieczeństwo czy komfort, z reguły należały do najlepszych. Świadczyło to też o tym, że szczerze zależało im na pomaganiu drugiemu człowiekowi.

Westchnął głośno na wzmiankę o Aidenie, uśmiechając się przy tym kwaśno, ewidentnie mając w zanadrzu coś do opowiedzenia. Chcąc odwlec tę historię, wsadził sobie do ust resztę kanapki i niespiesznie ją przeżuł, szykując się na kompromitację przed Teddy. Dlaczego to jemu było głupio? Sam nie wiedział, bo to przecież trochę z jej winy zdobył się na odwagę, żeby do Aidena zagadać. Przełknął ostatni kęs, popił go łykiem piwa i przyjrzał się jej z bladym uśmiechem.
Wyobraź sobie, że przedwczoraj przyjechał z paroma chłopakami do nas. Mieli jakąś ekstremalną sytuację w norze narkomanów, a do tego jeszcze zwalił się na nich jakiś gruz, ale nieważne — machnął ręką, nie zamierzając wdawać się w szczegóły tego, co nie było tu istotne. — No i specjalnie tak to ustawiłem, żeby się nim zająć. Nie wiem, co mnie, kurwa, podkusiło — prychnął. Z perspektywy czasu musiał wyjść na jakiegoś desperata, ale miał dobry dzień, a Aiden wyglądał przepięknie, taki poturbowany i zakopcony, aż chciało się nim zaopiekować. — No i dobra, robię mu podstawowy przegląd, coś próbuję zagadać. Oczywiście nic już z tego nie pamiętam, ale kompletnie się to nie kleiło i już panikowałem, więc jak pobierałem mu krew, to rzuciłem coś w stylu: „mmmm, ale masz żyły”, jak jakiś debil — znów prychnął, czując, jak jego uszy wręcz płoną ze wstydu. Zawsze najpierw było po nim widać zażenowanie właśnie po uszach, a dopiero potem po twarzy. — On totalnie typu wyświetlono, a ja zacząłem się tłumaczyć, że no tak w temacie akurat, bo wiadomo, narkomani, ale w ogóle go to nie rozbawiło. No i słusznie, bo po co w ogóle mówić coś takiego? — pacnął się w czoło i znów sięgnął po kufel. — Potem, jak przebierał koszulkę, to przyłapał mnie na tym, jak gapiłem się na jego tatuaż, więc już sobie pewnie pomyślał, że jestem jakimś napaleńcem. Nawet nie miałem jak się wytłumaczyć, bo zawołali mnie na oddział — wydął ze smutkiem dolną wargę, niezadowolony, że wyszedł na takiego człowieka, którym w zasadzie nie był. Chyba zbyt dawno nie miał z nikim sytuacji, która choć trochę podchodziłaby pod potencjalnie romantyczną, i odwaliło mu już na samą perspektywę takiej szansy. — Aha, a jak już wychodzili ze szpitala, to powiedziałem mu tak w biegu, że mam nadzieję, że niedługo znowu go tam zobaczę. Czyli w zasadzie życzyłem mu wypadku przy pracy. Mega pociągające, co? — zsunął się na kanapie, pochłonięty wstydem, i na moment zamilkł, gapiąc się w przestrzeń za jej głową.
Od teraz będę go traktował jak wszystkich innych, bo to nie ma sensu. Ja nie umiem tak nienaturalnie czegoś forsować, bo potem wychodzi ze mnie takie dziwactwo — może po prostu powinien zrezygnować z „flirtu” w pracy, bo to nigdy, przenigdy nie kończyło się dobrze. Powinien był to wiedzieć po kilku wcześniejszych perypetiach, ale najwyraźniej zapomniał już, jak to bywało.


teddy darling
panko
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chciała być miła, bo z natury po prostu taka była, okej? Powiedziałaby Raymondowi, że wygląda fantastycznie, nawet gdyby przypominał zwłoki. I pachniał jak zwłoki. Poza tym, umówmy się - Teddy doskonale wiedziała, jak wygląda człowiek po wielogodzinnym dyżurze. Sama nie raz schodziła ze zmiany tak zmęczona, że jedynym marzeniem było dotrzeć do domu i paść na łóżko. Trudno było oczekiwać, że ktoś po kilkunastu godzinach pracy będzie prezentował się jak z okładki magazynu. Na szczęście ani ona, ani Raymond nie mieli z tym większego problemu. Oboje po prostu należeli do tych irytująco ładnych ludzi, którzy nawet z cieniami pod oczami wyglądali całkiem przyzwoicie.
Nie było się co dziwić, że Darling chodziła taka rozpromieniona. Zawsze była pogodna i patrzyła na świat z optymizmem, ale odkąd dotarło do niej, że jej najlepsza przyjaciółka jest jednocześnie miłością jej życia, a uczucie działa w obie strony, miała wrażenie, jakby unosiła się kilka centymetrów nad ziemią. To było prawdziwe szczęście. Całe multum szczęścia! I bardzo chciała, żeby inni też mogli go doświadczyć. A już zwłaszcza Cassidy.
Zimne piwo okazało się strzałem w dziesiątkę. Kiedy kelner dostarczył jej butelkę do stolika, złapała łapczywie kilka łyków i aż westchnęła błogo. Nie wiedziała, czego jej trzeba, dopóki nie zwilżyła gardła.
Słyszałam o tej akcji — pokiwała głową, bo chociaż przypadła ona drugiej zmianie, to przecież wszystko bardzo szybko rozeszło się po remizie. Jakoś nie zdziwiła się jednak faktem, że gdy poszkodowani koledzy z jednostki trafili do szpitala, to Ray zajął się akurat Aidenem. — Ej, moje żyły też zawsze chwalisz. Zawsze mogłeś to zrzucić na swoją miłość do żył. To się jakoś nawet nazywa... Vascular fetish? — uniosła butelkę i wymierzyła nią w kumpla. — Uznał cię za napaleńca, bo pewnie jesteś napaleńcem — zażartowała, odnośnie tatuaży Aidena. Szczerze mówiąc, Raymondowi daleko było do takiego zwyrodnialca. Pytanie, w jaki sposób zapatrywał się na to sam strażak. Nie mogło być aż tak źle!
Kolejne słowa sprawiły, że parsknęła piwem i pewnie trochę opluła Cassidy'ego, za co posłała mu przepraszające spojrzenie. Nie ma to, jak powiedzieć pacjentowi w szpitalu do rychłego zobaczenia!
Nie zrobiłeś tego! — zaśmiała się głośno. — Ale w sumie my też tak się żegnamy. I co? I zawsze spotykamy się w tym samym miejscu — dodała i chyba do tej pory nie pomyślała o tym, że Raymond mógł jej złorzeczyć. Nie no, teraz Teddy też tak nie uważała. Wypadki się zdarzają, było to wpisane w ryzyko zawodowe strażaków. — A może spróbuj się z nim umówić normalnie, a nie czekać, aż znów trafi do szpitala? Czy tak nie byłoby przyjemniej? — zasugerowała, ale nie chciała go do niczego nagabywać. Może tylko troszeczkę. Ale nie mogła nic na to zaradzić, że chciała dla niego dobrze! Po prostu Ray musiał przestać uważać, że na każdym kroku robi z siebie debila. Zabawne, że mówiła to akurat laska, która popełniała gafę za gafą.

raymond cassidy
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
32 y/o
For good luck!
185 cm
pielęgniarz w North York General Hospital
Awatar użytkownika
I had a hole in the middle where the lightning went through, but I told my friends not to worry
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zastygł na to wyznanie ze śmieszną miną, w której mieszały się zarówno zaskoczenie, jak i zażenowanie. Mógł się tego spodziewać, ale jakoś łudził się, że to jednak od niego dowie się pierwsza. U nich na oddziale też wszystko szybko się roznosiło, chociaż o tej sytuacji akurat z nikim nie rozmawiał. Może obgadywali go za jego plecami? Na pewno tak było i ciężko było mu uwierzyć, że dopiero teraz doszedł do tego wniosku. — Aha — mruknął tylko, znów czując, jak piecze go ze wstydu twarz, i upił kolejnego łyka piwa.
No bo masz ładne! W sensie widoczne i łatwe do nakłucia... okej, to chyba nie brzmi normalnie — parsknął. Tyle było z jego obrony. Kiedy pracowało się w jego zawodzie już jakiś czas, niektóre rzeczy wydawały się zwyczajne, ale dla osób spoza środowiska musiały być dziwaczne albo nawet creepy. — Ale nie mam fetyszu żył, żeby było jasne. W ogóle nie mam żadnych fetyszy, a przynajmniej nic nie przychodzi mi teraz do głowy — ewidentnie nie musiał się jej z tego tłumaczyć, bo każdy miał prawo do swoich upodobań, ale i tak czuł potrzebę sprostowania. Lubił być całowany i podgryzany po uszach, ale to akurat nie było nic wyjątkowego. Zakładał, że każdy tak miał, nawet jeśli nie mieli takich anten jak on. — No, ładne masz o mnie zdanie — zaśmiał się, tym razem będąc już przekonanym, że tylko sobie żartowała. — Dziwny był ten tatuaż, ciężko było zobaczyć, co to właściwie jest, ale mój błąd, bo mogłem po prostu zapytać — wydął z niezadowoleniem wargę. Szkoda, że dopiero po czasie przychodziły mu do głowy sposoby na to, jak mógł się zachować w tamtej sytuacji, żeby nie uczynić jej jeszcze dziwniejszą.
Kiedy go opluła, sam zaczął się głośno śmiać i kręcić głową z niedowierzaniem. Chwilę zajęło mu uspokojenie się, ale przynajmniej poprawiło mu to humor. Aż zrobiło mu się gorąco, więc co zrobił? Oczywiście upił kolejny łyk piwa. Widmo dolewki już nad nim wisiało, a i tak czuł po sobie, że zaczyna być tipsy. — No właśnie, jakoś nie pomyślałem, że to tak brzmi, ale oczywiście nie życzę ani jemu, ani Tobie, żeby coś wam się stało. Po prostu wiem, że i tak wrócicie — rozłożył bezradnie ręce. Podobnie było ze służbami policyjnymi, chociaż ich wizyty były znacznie rzadsze i nierzadko bardziej krwawe.
Nie, nie, nie — pokręcił głową. Spodziewał się, że padnie z jej ust podobna propozycja, ale on już sobie to wszystko przemyślał. — Ja się ośmieszyłem, chyba jasno dałem do zrozumienia, że mnie interesuje, więc jeśli by chciał, to sam może się odezwać. Na pewno tego nie zrobi, bo po prostu nie jest zainteresowany i to jest okej. Nie mogę się tak nakręcać, bo już nie jestem nastolatkiem — na to ostatnie słowo jego mina delikatnie zrzedła. Na moment zobaczył oczami wyobraźni dawne lata i przeszły go nieprzyjemne ciarki. Nie chciał teraz o tym myśleć, bo miał naprawdę dobry humor i wolał już przeżywać zażenowanie związane z nieudanym okazaniem sympatii, niż po raz bilionowy stawiać czoła wspomnieniom, które go prześladowały. Dopił piwo.
Zamówię kolejne i w sumie to chętnie wyszedłbym na fajkę. Idziesz ze mną? — zaproponował, wstając powoli od stolika. Wyciągnął tylko z torby paczkę papierosów i zapalniczkę, resztę rzeczy zostawiając na kanapie. Nie sądził, żeby ktoś miał go tutaj okraść w taki spokojny wieczór. — Wiesz co, byłoby mi raźniej, gdybyś opowiedziała jakiś swój przypał w podobnym stylu — zasugerował, chcąc w ten sposób wrócić na tory beztroskich, przyjemnych myśli.


teddy darling
panko
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Widząc jego minę i policzki czerwone jak dojrzały pomidor, uniosła szybko ręce w obronnym geście.
Słyszałam o akcji, ale nie o tym, że smoliłeś cholewki do Aidena! — zastrzegła natychmiast, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. — Ale słodki jesteś, jak tak się rumienisz — dodała, trochę celowo pogrążając go jeszcze bardziej. To nie tak, że się z niego naśmiewała. Może tylko trochę. Ale to z czystej sympatii! Nie było to dogryzanie z premedytacją, raczej drobne uszczypliwości, które nie miały na celu go urazić. Zresztą Teddy wiedziała, że Ray nie obrazi się za coś takiego. Znali się wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że to wyłącznie niewinne żarty.
To najlepszy komplement, jaki kiedykolwiek usłyszałam — oznajmiła odnośnie ładnych żył. Naprawdę starała się zachować powagę, ale czegoś takiego nie dało się potraktować na serio. — I brzmi prawie jak wyznanie miłości, co nie? — pokiwała z aprobatą głową, bo całkowicie akceptowała takie pochwały. Cassidy był jednym z tych facetów, za którego Teddy wyszłaby za mąż, gdyby nie była lesbijką. Był zabawny, trochę niezdarny i totalnie uroczy. Czego chcieć więcej?
Wzięła łyk piwa, wracając myślami do Brooksa. W przeciwieństwie do Raymonda, miała okazję oglądać jego ciało o wiele częściej. Nie żeby szczególnie interesowały ją męskie sylwetki, ale dzieląc szatnię z kolegami, siłą rzeczy trochę się na nich nagapiła.
Ten tatuaż, który ma na plecach, to Uroboros. Taki wąż, co zjada swój ogon. Symbolizuje cykliczność życia, wieczność oraz odrodzenia. Uprzedzając twoje pytanie, to po prostu kiedyś gadaliśmy o dziarach — wyjaśniła pokrótce, bo każdy z jednostki miał jakiś tatuaż. Darling miała dwa - jeden na lewej łopatce w kształcie mniszka lekarskiego i napis for long you live na tle gór Mont-Tremblant, bo April miała drugą część piosenki Pink - and high you fly. Romantycznie? Jeszcze jak!
Chyba nie zliczyłaby, ile razy trafiała do szpitala przez obrażenia, które doznała podczas akcji. Czasami były to naprawdę pierdoły, jak otarcia czy lekki wstrząs mózgu, ale zdarzały się też poważniejsze urazy, jak chwilowa utrata słuchu po wybuchu, czy kawałek blachy wbity w ramię. Trzeba jednak przyznać, że kapitan Whitman odsyłał ich na badania przy byle otarciu. To oczywiste, że się martwił, więc to było wystarczająco fair.
Wracamy, bo może oboje mamy mentalność golden retrievera. Imię też mam trochę jak dla psa, a babcia powtarzała, że każdy pies zawsze znajdzie drogę do domu — zaśmiała się, chociaż akurat wolałaby jak najmniej czasu spędzać na ostrym dyżurze. Towarzystwo Raymonda było świetne, ale wolała, kiedy spotykali się w innych okolicznościach. Na przykład w barze przy zimnym piwku!
O matko, faceci byli tacy niedomyślni! Chyba jeszcze bardziej niż kobiety! Chociaż strażaczka też miała problem z wyczuciem aluzji. I to dość spory.
A może się wstydzi i czeka na twój ruch? Mam go podpytać co i jak? Bo mogę — zaproponowała swobodnie. Nie chciała jednak robić niczego bez wiedzy ani zgody Cassidy'ego. Dopiła swoje piwo i podniosła się z miejsca. Też planowała zamówić kolejną butelkę i dotrzymać mu towarzystwa na papierosie, pomimo że sama nigdy nie paliła. Już wystarczy, że w pracy podczas akcji nawącchiwała się różnych chemikaliów i azbestu, ile można? — Mam ci opowiadać o moich randkach z przeszłości? Ray, nie nie jestem świadoma, kiedy ktoś ze mną flirtuję, a to czyni mnie chodzącym przypałem. Laski dają mi numery telefonu, a ja rozglądam się dookoła i zastanawiam się, czy to na pewno dla mnie. Nie mam pojęcia, jakim cudem April się we mnie zakochała. Dobrze, że zna mnie od piętnastu lat, bo chyba w życiu nic by z tego nie wyszło — pokręciła głową, trochę zażenowana swoimi brakiem umiejętności wyłapywania sugestii.
Podeszli do baru, złożyli zamówienie i ruszyli w stronę tylnego wyjścia, gdzie na zewnątrz zebrało się już kilku palaczy.

raymond cassidy
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
32 y/o
For good luck!
185 cm
pielęgniarz w North York General Hospital
Awatar użytkownika
I had a hole in the middle where the lightning went through, but I told my friends not to worry
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ja? Rumienię? No co Ty — zaśmiał się, ale doskonale wiedział, że miał z tym problem i że był obecnie czerwony. Niestety nic nie mógł na to poradzić. Tak jak praca w szpitalu i zmaganie się z naprawdę drastycznymi sytuacjami wyzwalały w nim niewiele emocji (potrafił zszyć paskudną ranę bez mrugnięcia okiem), tak interakcje z facetami, którzy nie byli mu obojętni, doprowadzały go do rumieńców, przyspieszonego bicia serca i przesadnego rozkojarzenia.
Ta, masz fajną osobowość i jesteś sexy, ale te żyły... to dopiero coś — zażartował, śmiejąc się z całej tej sytuacji. Dobrze, że Teddy miała do tego takie luźne podejście, bo pomagała mu przepracować tę sytuację w głowie i potraktować ją jako głupią wpadkę, a nie koniec świata oraz kompromitację na skalę krajową. Na ogół nie bywał dramatyczny, ale nawet jeśli mu się to zdarzało, wystarczała rozmowa z drugą osobą, aby powrócić na ziemię i spojrzeć na siebie z boku.
Okej... ciekawe. No właśnie wyglądało jak jakieś kółko z grudkami, ale teraz ma to sens — teraz to już tym bardziej żałował, że zwyczajnie go o to nie spytał, ale może lepiej wyszło. Aiden był wysportowany, konwencjonalnie przystojny i gdzieś tam, w głębi duszy, Ray czuł, że nie był to dobry match, chociaż oceniał go wyłącznie przez pryzmat domysłów oraz opowieści Teddy, bo prywatnie znał go bardzo słabo.

Parsknął głośno, kiedy kobieta przyrównała swoje imię do psiego. Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiał, ale coś w tym było. — Dobra, dobra. Wracacie, bo nasz szpital jest najbliżej, no i w sumie największy — popsuł jej wizję, ale taka była prawda. Co innego, że ona faktycznie przypominała golden retrievera, ale chyba właśnie stąd tak świetnie się dogadywali. Raymondowi bliżej było do jakiegoś mniejszego, nieogarniętego i czasem smutnego pieska, więc naturalnie grawitował w kierunku większych i bardziej ekstrawertycznych ras.
On się wstydzi? — prychnął, jakby chciał ją wyśmiać za samą sugestię. — Ja swój ruch zrobiłem, mniej lub bardziej udolnie, no i jest okej, że to zbył. Nie podpytuj go, bo wtedy wyjdzie to jakoś tak... sforsowanie, a nie o to chodzi — wzruszył ramionami, podchodząc do baru i zamawiając kolejne piwo z sokiem malinowym, a do tego popcorn do stolika. Średnio najadł się tą kanapką, więc coś do pochrupania podczas rozmowy było jak znalazł. — Zresztą nie chcę, żeby nasze rozmowy zeszły tylko na tor Aidena. Ostatnio, jak byliśmy na piwie, to tylko Cię o niego wypytywałem i jak tak teraz o tym myślę, to masakra. Sam sobie dałem ick jako przyjaciel — nie oceniał się zbyt ostro, bo miał nadzieję, że gdyby Teddy kiedykolwiek poczuła się niezadowolona ze spędzonego z nim czasu, to po prostu by mu o tym powiedziała. Nie potrafił jednak zignorować faktów. Póki co znów tylko o tym rozmawiali, ale teraz było inaczej, bo mieli do przedyskutowania konkretną sytuację...
No i widzisz! Od razu mi lepiej — wyszczerzył się, kiedy podsumowała swoje umiejętności w kwestiach miłosnych. Nie brzmiała, jakby była w tym dobra, więc może nie była też najlepszą osobą do swatania kogoś, kto był pod tym względem do niej podobny. — Ale nie dziwię się, że laski dają Ci swój numer. Jesteś super i hot, więc trzeba nie mieć gustu, żebyś się komuś nie podobała — skomplementował ją, ale szczerze w to wierzył. Czasem myślał, że przemysł rozrywkowy dużo tracił na tym, że nie wyszedł do niej z propozycją zostania modelką czy aktorką, bo miała, według niego, taką prezencję, którą chciało się oglądać. To, że wolała wykonywać ciężką robotę i ratować ludzi, tylko dodawało jej plusów, bo świadczyło o tym, że była dobrym człowiekiem. April trafił się iście gorący towar z najwyższej półki.
Odstawił kufel na murek, zajmując się odpalaniem papierosa. Nawet jej nie proponował, bo doskonale wiedział, jaka byłaby odpowiedź. Przyjął to do wiadomości już dawno temu, po kilku próbach poczęstowania jej, więc teraz było dla niego naturalne, że palił przy niej, jak gdyby nigdy nic. Uśmiechnął się głupkowato, jakby planował coś niepoważnego, i posłał jej dziwne, intensywne spojrzenie. Nic nie mówił, jedynie patrzył jej w oczy, a po chwili uciekł wzrokiem gdzieś w bok na krótką chwilę, by zaraz znów wrócić do jej spojrzenia. — To był flirt, widzisz. Zczaiłabyś się? — roześmiał się, zaciągając się mocno papierosem z wyraźną ulgą, że wreszcie mógł zapalić.

teddy darling
panko
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała w domu taką, która też się zawstydzała, więc wiedziała, z czym to się je. Ale i sama Teddy potrafiła spalić dorodnego buraka, kiedy otrzymywała komplementy. Zwłaszcza od swojej narzeczonej. Komplement o żyłach może nie był tym samym, co zachwalanie zajebistego tyłka strażaczki, ale zawsze coś! Darling nie była jakąś sztywną typiarą, która nie znała się na żartach i nie potrafiła ich wychwycić. W sumie była całkiem wyluzowana. Jako jedna z dwóch kobiet w jednostce, znosiła o wiele gorsze dowcipy swoich kolegów i była przy tym naprawdę bardzo dzielna!
Kółko z grudkami to całkiem trafne określenie — pokiwała głową na wzmiankę o tatuażu Aidena Brooksa. Z daleka właśnie tak to wyglądało. Trzeba było podejść bliżej, żeby się dokładnie przyjrzeć. Nie żeby Teddy przyklejała mu się pleców, ale szafki w szatni były dość ciasno ze sobą zespolone, więc siłą rzeczy po prostu stało się obok siebie.
Szczerze mówiąc, nie chciałaby wcale wracać do szpitala, ale nie łudziła się, że już nigdy tam nie trafi. Przy większych akcjach to był standard - albo coś jej spadało na łeb, albo zaczadzała się tlenkiem węgla. I tak to życie się kręciło.
Serio? A ja myślałam, że wracamy, bo nas tak serdecznie zapraszasz — posłała Raymondowi rozbawione spojrzenie. — Gdybym wiedziała, że jednak nie, to nie pchałabym się tak pod twoją igłę — dodała zaczepnie, sprzedając mu kuksańca w bok. Ależ z tej Darling to była zgrywuska, no dajcie spokój!
Ściągnęła brwi, zastanawiając się nad jego kolejnymi słowami. Zupełnie nie przeszkadzało jej, że Cassidy nawija o sobie, a właściwie o swojej słabości do Brooksa. Zawsze uważała, że jest lepszą słuchaczką niż mówczynią. Dobrze, że przynajmniej rady miała w punkt, bo tak to byłaby dość kiepską przyjaciółką.
Ale wiesz, że nie ma w tym nic złego, że gadamy o twoich problemach sercowych, prawda? Ja nie mam żadnych, ale pamiętasz, jak w zeszłym roku nawijałam o Riley, która dołączyła do naszej jednostki? Też mi się gęba nie zamykała. A pod koniec grudnia zrzuciłam na ciebie bombę, że przespała się z April i też paplałam tylko o tym. A potem już tylko o niej, więc teraz po prostu skupmy się na tobie — wyciągnęła rękę i poklepała Raya po ramieniu. — Chyba, że chcesz przejrzeć ze mną garnitury, które mi się podobają? Nie mamy jeszcze daty ślubu, ale tak sobie tylko zerkałam. Jest też kilka kiecek, ale jeszcze nie zdecydowałam, w czym pójdę. W czym mnie bardziej widzisz? — zapytała i upijając łyk piwa, obróciła się wokół własnej osi, żeby zaprezentować mu się w pełnej okazałości. Teddy pewnie będzie wahać się do ostatniej chwili, ale miała już jakieś wizje w głowie.
Westchnęła ciężko w temacie numerów telefonu. Ona nigdy się o to nie prosiła. W sensie, nie prosiła się o to, żeby laski lgnęły do niej jak much do gówna miodu. Kiedyś było to nawet miłe, ale teraz stało się prawdziwym utrapieniem. I jak tu wytłumaczyć narzeczonej, że miała wpływu na to, komu się podoba? Ciężka sprawa.
Powiedz to samo Aidenowi, wtedy na bank się z tobą umówi — uśmiechnęła się szeroko, wskakując na murek, na którym rozsiadła się wygodnie, sącząc swoje piwo. Patrzyła przez chwilę na poczynania Raya. Widziała, jak odpala papierosa, a potem patrzy na nią, jakby dostał właśnie jakiegoś udaru i upośledzenia mózgowego jednocześnie. Darling zamrugała, kompletnie zbita z tropu. A więc to był ten cały flirt? — Hm — wyrwało jej się znad swojej butelki. — Chyba nie? Nie wiem. Może? Mówiłam ci, że nie jestem w tym zbyt dobra. Pewnie pomyślałabym, że jesteś po prostu miły, bo się uśmiechasz — wzruszyła lekko ramionami. Jak widać, strażaczka miała poważny problem z odróżnieniem zwykłej życzliwości od bajerki.

raymond cassidy
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
32 y/o
For good luck!
185 cm
pielęgniarz w North York General Hospital
Awatar użytkownika
I had a hole in the middle where the lightning went through, but I told my friends not to worry
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobrze, że wtedy tego nie powiedziałem, bo jeszcze by się obraził — stwierdził z cichym śmiechem. Może wcale nie był aż tak drażliwy na punkcie swoich tatuaży, jak Ray teraz zakładał, ale skąd miał to wiedzieć? Nie reagował na jego nieudolne zaczepki, więc Cassidy śmiał twierdzić, że był raczej poważnym typem. Poza tym w życiu poznał sporo osób, które nie znosiły nawet najmniejszej sugestii krytyki dotyczącej swoich tatuaży, więc siłą rzeczy trochę oceniał wytatuowanych przez ten pryzmat. Sam nie miał ani jednego, więc kompletnie nie wiedział, jakie to uczucie.
Wysłuchał jej racjonalnego spojrzenia na sytuację i przytaknął ze zrozumieniem. — Okej, w sumie masz rację. Mnie to nigdy nie przeszkadzało jakby co. Wręcz przeciwnie, czasami komfortowo jest skupić się na czyimś życiu i problemach zamiast na swoich — skoro sam tak miał, to mógł chyba założyć, że Teddy odczuwała coś podobnego. Zaraz jednak wyraźnie się ożywił, kiedy wspomniała o stroju na ślub. — No jasne, że chcę, duuuh. Nie żebym był jakimś modowym guru, ale chętnie podzielę się swoją opinią — wyszczerzył się. Ludzie różnie reagowali na jego styl. Jedni go chwalili i doceniali jego zamiłowanie do wszelkiej quirkiness, inni z kolei śmiali się, że ubierał się jak starsza pani mieszkająca z tuzinem kotów. Szczerze mówiąc, oba komentarze odbierał jako komplementy, więc nie zamierzał niczego zmieniać. Wątpił jednak, czy faktycznie miał jakąkolwiek wiarygodność w kwestii doradztwa modowego.
Kurczę... najlepiej byłoby połączyć jedno z drugim, ale to chyba będzie zależało od konkretnych opcji — rozłożył bezradnie ręce. Nie ma co, wyjątkowo pomocna rada. — Ładnej we wszystkim ładnie — dodał z uśmiechem. Taka była prawda. Najważniejsze, żeby dobrze leżało i pasowało do jej energii, a ta była na tyle nieoczywista, że ciężko było mu wskazać jeden konkretny kierunek.

Nie ma opcji. To już by wyglądało, jakbym go błagał o uwagę — pokręcił głową. Musiał przyznać, że o ile potrafił zrobić pierwszy krok - z różnym skutkiem - o tyle w momencie, kiedy czuł, że cała inicjatywa spoczywa wyłącznie na nim, jego zainteresowanie zaczynało powoli gasnąć. Potrzebował choćby najmniejszego sygnału, że miało to sens, a w przypadku Aidena właśnie tego mu brakowało, by zdobyć się na kolejne podejście.
Okej, czyli naprawdę nie kłamałaś. Serio tego nie wyłapujesz... Słuchaj, jak ktoś zerka na Ciebie kilka razy i przy tym się uśmiecha, to myślę, że prawie na pewno się podobasz — wzruszył ramionami. Sam nie miał zbyt wielu takich doświadczeń, ale wydawało mu się to dość oczywiste. Przecież raczej nie gapiło się na ludzi w taki sposób bez powodu. — Dobra, to pokazuj te opcje na ślub — zmienił temat, spokojnie dopalając papierosa. Co jakiś czas popijał piwo, żeby nie zaschło mu w gardle, bo wyjątkowo nie znosił tego uczucia.

teddy darling
panko
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mamy to lato w walizkach,
byle nad morze, a potem to chill out
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

A może Aiden wcale nie obraziłby się, gdyby Ray w taki sposób określił jego tatuaż z Uroborosem? Może właśnie to byłby ten moment, w którym Brooks poprawiłby go wyjaśnił znaczenie węża? A potem złapaliby się za ręce i pobiegli w stronę... nie wiem, punktu pobrań krwi, bo pewnie strażak został w szpitalu na obserwacji czy coś. Teddy była romantyczką i wierzyła, że takie rzeczy się zdarzały!
Ucieszyła się, kiedy Cassidy tak ochoczo przystał na jej propozycję wspólnego przeglądania garniturów. Ona miała już swoich faworytów, ale zawsze warto sięgnąć po opinię osób trzecich. Co prawa Jett, jej najlepszy kumpel z jednostki, niespecjalnie się do tego nadawał, bo miał fatalny gust, ale wiedziała, że na Raymonda można pod tym względem liczyć. I pod wieloma innymi też, oczywiście, żeby nie było!
Skupianie się na cudzych problemach, to taka ucieczka od własnych — zauważył, zresztą całkiem słusznie i mądrze. A przecież nie o to w życiu chodziło! Darling powinna dać przyjacielowi jakąś lekcję życia. Co z tego, że gdy robiło się niewygodnie, sama zakupywała wszystko pod dywan i udawała, że nic się nie stało.
Spojrzała na niego z wysoko uniesionymi brwiami. Czy on właśnie powiedział, że najlepiej byłoby połączyć sukienkę z garniturem? Wtedy to dopiero strażaczka wyglądałaby dziwacznie. O, a może w ogóle powinna iść do ślubu w mundurze, jak to robili jej koledzy z pracy? Wtedy nie musiałaby się zastanawiać, czy lepiej założyć na siebie coś w odcieniu perłowym czy kości słoniowej.
Gadasz jak moja matka — skwitowała, bo Tessa też miała w zwyczaju mówić, że ładnemu we wszystkim ładnie. Oboje mieli rację, bo Teddy była po prostu naturalnie ładna, ale to nie oznaczało, że powinna narzucić na siebie jakieś łachmany. Przesada!
Nie widziała nic złego w tym, że mogłaby zagadać do Aidena, chociaż nie zamierzała robić niczego wbrew Rayowi. Jeszcze bardziej by mu zaszkodziła niż pomogła i dopiero byłaby lipa. Już i tak miała wrażenie, że wystarczająco namieszała i utrudniała. Podobało jej się bycie łącznikiem między tą dwójką, ale trzeba też wiedzieć, kiedy zejść ze sceny.
A co ty myślisz? Że ja patrzę na ludzi, czy na mnie patrzą? — zapytała i pokręciła głową, dając mu do zrozumienia, że wcale tak nie robiła. Nie wyłapywała takich sygnałów. A już na pewno nie teraz, kiedy była w szczęśliwym związku. Wcześniej zresztą też miała z tym kłopot. Wszystko przez to, że tych spojrzeń było tak wiele, że wydawało jej się to całkiem normalnie. — Dobra, przysuń się — powiedziała i zanim Raymond zdążył zareagować, pociągnęła go za rękaw. Włączyła folder, w którym zapisała zdjęcia i skierowała telefon w stronę przyjaciela, skrolując kolejne zdjęcia. — Ten mi się podoba, ale nie wiem, czy nie jest za ciemny i nie wygląda, jakby był brudny? Ten śnieżnobiały też ma fajny krój. Myślałam jeszcze o tym beżowym, ale dziwnie sterczy w ramionach — westchnęła, już sobie wyobrażając, jak bez sensu prezentowałaby się w takiej kreacji. Sama miała szerokie ramiona, które były jej zmorą. Nie lubiła ich eksponować i nie lubiła, kiedy ubrania ją poszerzały.

raymond cassidy
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „National at The Well”