ODPOWIEDZ
31 y/o
For good luck!
170 cm
Pielęgniarka w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Do dziecka nie miała słaby kontakt z rodzicami, więc zdziwiła ją wiadomość od ojca. Pisał, że uporał się już ze sprawami spadkowymi, po swoim ojcu, jej dziadku, i wystawia na sprzedaż jego stary domek, w lesie za miastem. A ona, jeśli, chce coś z niego zabrać, to lepiej jak się pospieszy, bo zależy mu na szybkiej sprzedaży.
Szczerze mówiąc była dość zaskoczona tym wszystkim, bo całkowicie o nim zapomniała. Bywała tam jako dziecko, ale potem już nie miała kiedy, gdy skończyła szkołę i poszła na studia. Nie kojarzyła, czy zostawiła tam coś cennego, ale może faktycznie powinna tam pojechać.
Problem był taki, że nie posiadała auta, a droga pewnie była daleka. Do tego nie kojarzyła za bardzo jak tam dotrzeć, więc istniało spore ryzyko, że się zgubi. A rowerem w takie miejsce nie ma szans, żeby się wybrała.
Więc była w kropce, bo nie wiedziała, co z tym fantem zrobić. I wtedy też, po intensywnym myśleniu, zdała sobie sprawę, że ma tylko jedno wyjście. A mianowicie jej były chłopak, z którym widywała się ostatnio za często. Zwłaszcza, że on sam miał niebawem się żenić. Nie powinna mu zawracać głowy, bo dla niej też nie było do dobrym rozwiązaniem. Im więcej się z nim widywała tym większy mentlik miała w głowie.
Ale szczerze mówiąc nie widziała innej opcji, jak poprosić go o pomoc ten jeden raz. On bywał tam z dziadkiem gdy jeszcze byli razem. Więc jeśli pamiętał drogę i zechce ją zawieść, to byłoby miło z jego strony.
Zbierała się dość długo, żeby do niego uderzyć z tym tematem. Czuła się źle ze świadomością, że poniekąd cieszyła ją perspektywa spędzenia czasu razem. On miał narzeczoną i to na niej powinien się skupić. Ale nic nie chciała poradzić, na to, że jakaś cześć jej robiła sobie naiwne nadzieje.
Zgodzenie z planem wybrali się tam w weekend. Babcią zajęła się sąsiadka, która doglądał jej, gdy Soraya była w pracy.
Całą drogę nie wiele rozmawiali, bo w sumie nie wiedziała, co jeszcze można dodać. Nie potrafiła całkowicie odnaleźć się w przestrzeni samochodów, gdy on był tak blisko. Uparcie patrzyła przez boczne okno pojazdu, by nie zrobić czegoś głupiego. Czegoś, czego by może i żałowali lub też nie, czegoś, co jeszcze bardziej skomplikowałoby ich położenie.
Na miejsce dotarli popołudniu.
Domek był w nienajlepszym stanie z zewnątrz, za to w środku nie było tak źle. Dokoła słychać było tylko dźwięki lasu. Poza nimi nie było tu żywego ducha. Soraya przekręciła klucz i weszła do środka.

Tucker Darby
32 y/o
For good luck!
185 cm
asystent trenera Toronto FC
Awatar użytkownika
Sooner or later, you'll find out. I live in a pattern of breakdowns. You'll bend to my silence, it's so loud and then you'll lose me to the crowd
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3os
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Kiedy Soraya napisała do niego z prośbą o przysługę, przez dłuższą chwilę tylko wpatrywał się w ekran telefonu. Zwykła wiadomość, kilka zdań o domku jej dziadka i pytanie, czy pamięta drogę. Powinien był odpowiedzieć od razu. Powinien był napisać krótkie "jasne", bez dopowiadania czegokolwiek. A mimo to siedział nieruchomo, czując jak serce bije mu szybciej niż powinno.
Jeszcze kilka tygodni wcześniej był przekonany, że jego życie potoczy się zupełnie inaczej. Miał stanąć przed ołtarzem z kobietą, z którą próbował ułożyć sobie przyszłość. Próbował. Bo od samego początku oszukiwał przede wszystkim samego siebie. Żadne wspólne plany, żadne przygotowania do ślubu nie potrafiły zagłuszyć wspomnień o Sorayi. W końcu nie wytrzymał. Powiedział narzeczonej prawdę. Że nigdy nie przestał kochać kobiety, którą kiedyś skrzywdził. Zerwał zaręczyny, wiedząc, że dla wielu będzie największym egoistą. Był nim. Tyle że nie potrafił już dłużej żyć w kłamstwie. Nie powiedział o tym Sorayi. Nie chciał, żeby pomyślała, że zrobił to dla niej albo że oczekuje czegokolwiek w zamian. Po tym wszystkim nie miał prawa niczego od niej wymagać.
Dlatego, gdy poprosiła go o podwiezienie, zgodził się bez wahania. Nawet jeśli wiedział, że kilka godzin spędzonych razem będzie dla niego jednocześnie najlepszą i najtrudniejszą częścią ostatnich miesięcy. W dzień wyjazdu przyjechał pod jej dom kilka minut wcześniej. Odruchowo poprawił dłonie na kierownicy, gdy zobaczył ją wychodzącą. Przez krótką chwilę miał wrażenie, że czas cofnął się o kilka lat. Dopiero gdy usiadła obok, przypomniał sobie, jak wiele zdążyło się między nimi wydarzyć.
Większość drogi upłynęła w ciszy. Nie przeszkadzała mu. Wręcz przeciwnie. Każde przypadkowe spojrzenie w jej stronę było wystarczająco trudne. Kilka razy chciał powiedzieć coś więcej, zapytać, jak naprawdę się czuje, opowiedzieć o tym, co wydarzyło się w jego życiu. Za każdym razem rezygnował. Nie chciał zamieniać tej podróży w kolejną próbę odzyskania jej zaufania. Wiedział, że na to trzeba sobie zasłużyć czynami, nie słowami.
Las przywitał ich znajomą ciszą. Od razu rozpoznał drogę prowadzącą do starego domku. Kiedyś przyjeżdżali tutaj razem z jej dziadkiem. Zaparkował samochód i wysiadł bez pośpiechu. Przez chwilę stał obok auta, patrząc na nieco zniszczony budynek. Czas odcisnął na nim swoje piętno, podobnie jak na nich. — Nadal stoi — mruknął bardziej do siebie niż do niej. Odprowadził ją wzrokiem, gdy podeszła do drzwi i przekręciła klucz w zamku. Nie wszedł od razu. Dał jej kilka sekund, jakby czuł, że ten moment należy przede wszystkim do niej. Dopiero potem ruszył za Sorayą, z cichą nadzieją, że być może w tym starym domku uda im się odnaleźć nie tylko rzeczy pozostawione przed laty, ale również coś, co oboje dawno uznali za bezpowrotnie stracone.

Soraya Cano
31 y/o
For good luck!
170 cm
Pielęgniarka w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Drzwi lekko zaskrzypiały, na nienaoliwionych zawiasach, gdy nacisnęła klamkę. W nos uderzył ją zapach stęchlizny, a w pamięci on w ogóle nie pasował do tego miejsca. Po przekroczeniu progu, kolejny widok nie zgadzał z tym, co zapamiętała.
Całe pomieszczenie, utrzymane było w starym stylu, z ciemnymi meblami, które pamiętały jeszcze zeszłe stulecie. Zlew, w aneksie i kuchennym lekko zardzewiał, a firanki w oknach miewały lepszy czas. Widać było, że najprawdopodobniej jej tata, sam lub z czyjąś pomocą, trochę ogarną to pomieszczenie. Najprościej byłoby po prostu zburzyć domek i na jego miejscu postawić wszystko od nowa.
Soraya ruszyła w stronę drzwi po prawej stronie skrywającej niedużą łazienkę z prysznicem oraz sypialnie z podwójnym łóżkiem. Tutaj tak samo czas się zatrzymał lata temu.
- Trochę przygnębiający widok - przyznała, gdy pobieranie rozejrzała się po pomieszczeniu. - Teraz to wszystko wygląda tak trochę blado w porównaniu do tego jak pamiętam.
Zajrzała do łazienki, gdzie zasłona prysznicowa wyblakła pozostawiając fragmenty wzorów mogące być rybkami pływającymi po morzy. Na tronem wisiała na sznurku spłuczka, a firanki w oknie były mocno pożółkłe.
- Może lepiej było nie przyjeżdżać i nie oglądać tego kontrastu, z tym jak było tu lata temu - odwróciła się do Tuckera na moment zapominając, że to nie odpowiednie być tutaj we dwoje. - Pare raz dziadek wspomniał że nie może się doczekać jak będą po tym domku biegały jego prawnuki - wyrwało jej się jakoś tak bez zastanowienia.
Uświadomiwszy sobie z opóźnieniem, co powiedziała odwróciła się do swojego towarzystwa plecami,  jednocześnie czerwona na twarzy. Dziadka nie ma, więc prawnuków też nie będzie, bo nie ma kandydatka na ojca.
Soraya pospieszne ruszyła do tylnego wyjścia, żeby nie zrobiło się jeszcze bardziej niezręcznie niż mogło być. Chociaż na pierwszy rzut oka w pomieszczeniu panował względny porządek, idąc, nie patrząc pod nogi, zahaczyła o coś. Poleciała jad długa przed siebie wprost na gołą podłogę. Wyrżnęła się jak długa, próbując zamortyzować upadek rękoma.

Tucker Darby
32 y/o
For good luck!
185 cm
asystent trenera Toronto FC
Awatar użytkownika
Sooner or later, you'll find out. I live in a pattern of breakdowns. You'll bend to my silence, it's so loud and then you'll lose me to the crowd
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3os
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Przez chwilę tylko stał w progu pomieszczenia, wodząc wzrokiem po znajomych meblach. Pamiętał ten dom zupełnie inaczej. W jego wspomnieniach był pełen światła, zapachu świeżo parzonej kawy i śmiechu jej dziadka, który zawsze potrafił znaleźć zajęcie, nawet jeśli na dworze lało. Teraz wszystko wydawało się mniejsze, cichsze i jakby pozbawione życia. Nie dlatego, że domek się zmienił. To czas zabrał z niego ludzi, którzy nadawali temu miejscu sens.
Wiem, że to miejsce nie wygląda tak, jak je zapamiętałaś. Mnie też zaskoczyło, ale to nie znaczy, że przyjazd tutaj był błędem. Czas zmienia miejsca — spojrzał na stare ściany, po których słońce rysowało blade smugi światła — nie odbiera jednak tego, co się tutaj wydarzyło i jak ważnym miejscem był dla Twojego dziadka — zakomunikował, a na jego twarzy pojawił się promienisty uśmiech. Próbował. Byle jak, ale próbował podnieść ją na duchu i trochę zmotywować do tego, aby poczuła się tu po prostu dobrze. — Twój dziadek był szczęśliwy, kiedy tu był. I teraz też jest jak widzi, że przyjechałaś tu po latach. Jestem pewien, że wolałby, żebyś zapamiętała go właśnie przez takie wspomnienia, a nie przez to, jak wygląda ten domek po latach — dodał na sam koniec, bo z pewnością tak właśnie było.
Odwrócił głowę w stronę Sorayi, gdy wspomniała o prawnukach. Zauważył, jak momentalnie zesztywniała, a potem odwróciła się, jakby chciała uciec od własnych słów. Serce ścisnęło go boleśnie. Wiedział, że nie powiedziała tego specjalnie. To było jedno z tych wspomnień, które wymykają się, zanim człowiek zdąży je zatrzymać. Nie zdążył nic powiedzieć, a może i nawet nie chciał. Zobaczył tylko, jak zahacza stopą o coś leżącego na podłodze. Wszystko wydarzyło się w ułamku sekundy. — Soraya! —ruszył odruchowo, ale był o krok za daleko. Usłyszał głuchy odgłos uderzenia o drewnianą podłogę i momentalnie znalazł się przy niej. Kucnął obok, na twarzy mając szczery niepokój. — Nic ci nie jest? — delikatnie położył dłoń na jej ramieniu, jakby bał się zrobić cokolwiek zbyt gwałtownie. Dopiero po chwili przesunął wzrok po jej rękach i kolanach, sprawdzając, czy nie zrobiła sobie większej krzywdy.
Poczekał dłuższą chwilę aż dziewczyna powie mu czy wszystko jest w porządku. Nie chciał ani panikować, ani mówić, że przesadzała. Dopiero po jakiejś chwili wyciągnął do niej rękę. — Chodź. Powoli — na jego twarzy pojawił się delikatny, ciepły uśmiech. Dziewczyna na samym starcie zafundowała mu remont podłogi i kawałka deski, który wyłamała swoimi nogami. — A skoro już tu jesteśmy to poszukajmy czegoś. Jestem pewien, że znajdziemy coś więcej niż tylko stare pudełka. Nawet jeśli będą to tylko wspomnienia, to wcale nie są mniej warte — zaapelował pełen energii, tak, aby zmotywować ją do działania.

Soraya Cano
31 y/o
For good luck!
170 cm
Pielęgniarka w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Wywaliła się spektakularnie, chociaż udało jej nie wyrżnąć czołem w podłego. Uniknęła śliwy i tłumaczenia się wszystkim, jak ją sobie nabiła. Niemniej jednak zachowała się bardzo, ale to bardzo nie rozsądnie. A wszystko dlatego, że przy Tuckera cieżko było zachować trzeźwość umysłu oraz osądu.
- Chyba w porządku - zgadywała, gdy pierwszy szok już minął. Czuła jednak pieczenie dłoni i pulsowanie w kolanach. Ledwo przyjechali, a tu zaliczyła pierwszy upadek, niczym w parodii filmów grozy. - Do wesela się zagoi - rzuciła przysłowiem i znów po dłuższej chwili zdała sobie sprawę, że jest to nie na miejscu.
Prawdę mówiąc chciała się zapaść pod ziemie, mogła nawet pod te deski, przez które wyrżnęła się jak długa. Była zażenowana własnym zachowaniem, a w zasadzie jego brakiem przy Tuckerze. Wszystko, co robiła wydawało jej się akie dziecinne, głupie i nie przemyślane. Po prostu wstydu na całego.
- Dzięki - zdała się na uśmiech mający wyglądać neutralnie, ale jednocześnie przyjacielsko. Mimo wszystko wciąż czuła, że jest chyba nieco czerwonawa na twarzy że wstydu.
Podała mu rękę, żeby podnieść się  z tej mało przyjemniej pozycji. Dłoń mężczyzny była ciepła, a chwyt pewny i budzący pewność, że nie da jej upaść. Mimowolnie jej myśli zaczęły uciekać w z złym kierunku. Odetchnęła głęboko nim ostatecznie wstała i została zmuszona puścić jego dłoń. Zrobiła to z lekkim żale, ale przecież w ogóle nie powinna mieć takich myśli.
- Może na stryszku, coś ciekawego się będzie chowało przed nami - nie chciała psuć nastroju, gdy Tucker starał się podchodzić do tej wycieczki pozytywnie. Zwłaszcza, ze to ona chciała tu przyjechać, nie bardzo wiedząc, na co licząc. - Muszę tylko przemyć ręce, bo trochę zdarłam skórę - dodała z przepraszającym uśmiechem.
W rzeczywistości bycie tak blisko niego, nie było rozsądnym pomysłem. O ile na samym początku, gdy zobaczyli się po latach, jasno nakreśliła granicę, to teraz sama się jej nie trzymała. Wracały wszystkie zakopane wspomnienia, uczucia, które domagały się urzeczywistnienia. Byli tu sami, we dwoje, zdała od cywilizacji. Wszystko, co mogłoby się wydarzyć, pozostałoby ich wspólną, słodką tajemnicą.
- Zaraz wracam - rzuciła odwracając się trochę za szybko zaniepokojona własnymi myślami.
Podeszła do zlewu, w aneksie kuchennym, by obmyć ręce. Nie liczyła, że po takim czasie będzie tu ciepła zimna, ale zimna też się nada. A nawet lepiej, bo zaczynało jej się robić niebezpiecznie ciepło, musiała ochłonąć i to szybko. Nie potrafiła się dzisiaj skupić na niczym tak skutecznie, jakby tego chciała. Jej myśli zupełnie nie chciały zająć się przeglądaniem zawartości domku, krążąc jak bumerang wokół byłego chłopaka.

Tucker Darby
32 y/o
For good luck!
185 cm
asystent trenera Toronto FC
Awatar użytkownika
Sooner or later, you'll find out. I live in a pattern of breakdowns. You'll bend to my silence, it's so loud and then you'll lose me to the crowd
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3os
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Tucker przez moment patrzył, jak odchodzi do zlewu trochę zbyt szybkim krokiem. Widział ten pośpiech i nie potrzebował wielu słów, żeby zrozumieć, że próbuje złapać oddech nie tylko po upadku. Sam czuł podobne napięcie odkąd przekroczyli próg domku. Każde wspomnienie wiszące w tym miejscu między starymi ścianami zdawało się przyciągać ich ku przeszłości mocniej, niż powinno. Mimo to nie chciał pozwolić, żeby niezręczność odebrała Sorayi coś, po co tutaj przyjechała. Ta niezręczność dotyczyła również ich. Został kilka kroków za nią, dając jej przestrzeń. Oparł dłoń o blat starego kredensu i rozejrzał się uważniej po pomieszczeniu. Kurz osiadł na wszystkim cienką warstwą, ale pod nim wciąż można było dostrzec ślady codziennego życia. W kącie stał niski taboret, na którym jej dziadek zwykł siadać przy piecu. Uśmiechnął się pod nosem do tego wspomnienia. — Woda leci? — zapytał spokojnie, bardziej po to, żeby przerwać ciszę niż z prawdziwej potrzeby wiedzy. Kiedy usłyszał szum wody, odetchnął z ulgą. Dobrze było zająć myśli czymś zwyczajnym.
Wiesz — odezwał się po chwili, przesuwając palcami po zakurzonej półce — Twój dziadek zawsze mówił, że na strychu trzyma same skarby. Podejrzewam, że w połowie były to stare śrubki i gazety, ale druga połowa może nas jeszcze zaskoczyć — odwrócił głowę w jej stronę i tym razem jego uśmiech był cieplejszy, bardziej szczery. — Nie chciałbym, żebyś wyjechała stąd z poczuciem, że zobaczyłaś tylko ruinę. To miejsce nie jest takie samo, jasne, ale nadal opowiada kawałek historii twojej rodziny. A skoro już tu jesteśmy, to chyba warto posłuchać jej do końca — w jego głosie nie było nacisku. Raczej cicha zachęta. Wiedział, że Soraya może mieć ochotę jak najszybciej wrócić do miasta, zamknąć drzwi i zostawić ten dzień za sobą. Ale widział też błysk ciekawości, kiedy wspomniała o strychu. Chciał się go uchwycić.
Podszedł bliżej wejścia prowadzącego w głąb domku, ale zatrzymał się tak, by nie naruszać jej przestrzeni. — Dobrze, że skończyło się tylko na otartych dłoniach — odezwał się spokojnie — ten domek chyba postanowił przywitać cię trochę zbyt entuzjastycznie — zażartował lekko, choć w środku bardziej niż humor czuł ulgę, że nic poważnego jej się nie stało. Patrząc na nią przy zlewie, pomyślał, że niezależnie od tego, jak bardzo skomplikowała się ich historia, jedno pozostało niezmienne — nadal odruchowo chciał być obok niej. — cieszę się, że mogłem ci pomóc tu dotrzeć — zaapelował, spoglądając w jej kierunku. Nie potrafił zatrzymać wszystkich wspomnień i tego co wciąż do niej czuje za każdym razem, gdy pojawia się w pobliżu.

Soraya Cano
31 y/o
For good luck!
170 cm
Pielęgniarka w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Coś definitywnie wisiało w powietrzu, chociaż ona starała się to ignorować. Przychodziło to z pewnym trudnem, bo nie miała pewności czy on tego nie widzi. Była mu wdzięczna za to, że przywiózł ją do tego domku. Wciąż jednak pamiętała, że na niego czeka narzeczona, a na nią pogrążona w żałobie babcia.
- Leci jakby chciała, a nie mogła - odniosła się do pytania o wodę. - Może słabe ciśnienie, abo dawno jej nikt nie używał.
Woda sączyła się bardzo powoli z kranu, była tylko ciut szybsza ok kapania, co utrudniało sprawę umycie obu rąk na raz. Zdecydowała najpierw, że zajmie się lewą ręką, a praw zbędzie musiała poczekać.
- Zdecydowanie, nie wiem nawet czy są tu gdzieś jakie plastry czy opatrunki - zgodziła się zainteresowana wzrokiem na firance, która była tak samo stara jak wszystko we wnętrzu. - Śrubek i gazet można wynosić łopatami - zgodziła się.
Gdy nie myślała, nie analizowała, było naprawdę miło. Pomimo upływu lat nadal się dobrze rozumieli, a wspólne wspomnienia pozwalały swobodnie rozmawiać. Chociaż miała wrażenie, że tylko jej przychodzi to z nie jakim trudem, podczas gdy Tucker zachowywał się jakby nic się nie działo. Może jej się tylko tak zdawało, albo była za bardzo skupiona na zachowaniu przyzwoitej odległości i ciągłym przypominaniu sobie, że on jest już po za jej zasięgiem. To, co było pomiędzy nimi, nigdy już nie wróci. Ta myśl była nie miła.
- Masz rację - przeniosła wzrok na rozmówce, chociaż ciężko było zachować przyjazny wyraz twarzy, gdy w sercu szalały emocje. - Jak ogarnę te ręce, to zrobimy drugie podejście. Tym razem z optymistycznym podejście, bez przewracania się. Będę patrzeć pod nogi, żeby nie nabić sobie guza.
Nie była za dobrą aktorką, a zbyt długie patrzenia na mężczyznę nie było za dobrym pomysłem. Był za przystojny, a kotłujące się sprzeczne myśli nie ułatwiały zachowania przyjacielskiego podejścia. Odwróciła wzrok nie chcąc, by w jakikolwiek sposób zdradzić się z tym, co w niej siedziało. Tak bardzo przeszkadzało jej, że im bliżej było jego ślubu tym mniej było okazji, by się spotkać, na przyjacielskiej stopie oczywiście. Nic innego w grę nie mogło wchodzić, a niebezpieczne kusiło ją, żeby coś zrobić. Spróbować, skoro wciąż nie nosił złotego krążą na palcu. Czego jej brakowało, a co miała tamta, że ostatecznie to nie ona, Soraya, nie doczekała się pierścionka zaręczynowego?
- Też się ciesze, bo sama na pewno nie dałaby rady - zapewniła wsadzając drugą rękę pod kran. - Słyszałeś? - Zapytała. Miała wrażenie, że dźwięk dochodził z rur, jakby utknął w nich bazyliszek.
Bulgotanie przybierało na intensywności. Woda przestała lecieć, dźwięk narastał, by po chwili trysnąć porządnym strumieniem prosto w Sorayę mocząc ją od stóp do głów.

Tucker Darby
32 y/o
For good luck!
185 cm
asystent trenera Toronto FC
Awatar użytkownika
Sooner or later, you'll find out. I live in a pattern of breakdowns. You'll bend to my silence, it's so loud and then you'll lose me to the crowd
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3os
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Tucker przez chwilę wsłuchiwał się w powolne kapanie wody, które odbijało się echem od starych ścian. W tym domu nawet najzwyklejsze dźwięki wydawały się należeć do innej epoki. Nie przeszkadzała mu cisza. Wręcz przeciwnie – pozwalała uporządkować myśli, które od samego przyjazdu uparcie uciekały tam, gdzie nie powinny. Patrzył, jak Soraya cierpliwie próbuje obmyć otarte dłonie, zmagając się z kranem, który bardziej udawał, że działa, niż rzeczywiście spełniał swoje zadanie. Mimowolnie uśmiechnął się pod nosem. Była uparta. Zawsze taka była. Nawet kiedy coś szło nie po jej myśli, najpierw próbowała poradzić sobie sama. — Z tego, co pamiętam, twój dziadek wszystko tu naprawiał sam. Chyba tylko z tym kranem nigdy się nie dogadał — odezwał się spokojnie, opierając ramię o framugę drzwi. Nie powiedział tego przypadkiem. Widział, że Soraya od chwili wejścia do domku bardziej walczyła z własnymi emocjami niż z kurzem czy wspomnieniami. Chciał, żeby choć przez moment przestała myśleć o tym, co było, a skupiła się na tym, po co tutaj przyjechali.
Kiedy wspomniała o drugim podejściu i strychu, skinął głową z wyraźnym zadowoleniem. — I to mi się podoba. Soraya wróciła! Nie ta, która przejmuje się jednym potknięciem, tylko ta, która po chwili wstaje i idzie dalej — zażartował, uśmiechając się szerzej — czas nas nie goni. Możemy spędzić tu tyle czasu ile tylko chcemy — dodał, komunikując jej, że zarezerwował sobie zapas czasu, aby mogli tu go odrobinę spędzić.
Na krótką chwilę jego spojrzenie zatrzymało się na jej twarzy. Uśmiechała się, ale znał ją wystarczająco dobrze, by dostrzec, że za tym uśmiechem kryło się znacznie więcej. Nie zamierzał jednak o nic pytać. Jeśli chciała o czymś opowiedzieć, zrobi to sama. Jego rolą nie było rozdrapywanie starych ran, lecz sprawienie, by ten dzień nie kojarzył się wyłącznie z melancholią. — A poza tym byłoby mi naprawdę szkoda wrócić stąd z pustymi rękami — zakomunikował i ledwie zdążył dokończyć zdanie, gdy Soraya uniosła głowę i zapytała, czy też to słyszał. Zmarszczył lekko brwi. Bulgotanie rzeczywiście dochodziło z rur. Z początku ciche, po chwili coraz głośniejsze. Odepchnął się od ściany i zrobił krok w jej stronę. — Chyba lepiej odejdź od... — nie zdążył. Z kranu wystrzelił gwałtowny strumień lodowatej wody, uderzając prosto w Sorayę. Tucker zamarł na sekundę, po czym parsknął śmiechem. Nie z niej – z całej tej komicznej sytuacji, która była tak nieprawdopodobna, że aż trudno było zachować powagę.
Pokręcił głową z rozbawieniem.
Dobra, oficjalnie ogłaszam, że ten domek prowadzi z nami jakąś osobistą wojnę. Najpierw próbował Cię przewrócić, teraz postanowił cię wykąpać. Boję się pomyśleć, co będzie następne. Jeśli za chwilę z szafy wyskoczy miotła albo odpadnie sufit to pomyślę, że jesteśmy w jakiejś ukrytej kamerze — pokręcił głową z niedowierzaniem. Teraz na pewno będzie ciężko znaleźć tu jakieś ciuchy, które będą nadawały się do ubrania przez brunetkę.

Soraya Cano
31 y/o
For good luck!
170 cm
Pielęgniarka w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

W istocie dziadek robił tu w zasadzie wszystko. Był swego rodzaju złotą rączką, a jak sama porosła to też mu pomagała. Całkiem możliwe, że teraz już nawet nie spełniał wymogów budowlanych. Fakt faktem, że kiedyś za bardzo się takimi rzeczami nie przejmowano i samowolka budowlana była czymś normalnym. Bezpieczniej może naprawdę było po prostu zrównać go z ziemią i postawić coś, co takich hec nie będzie. Z drugiej jednak strony są to niezapomniane wspomnienia, nawet jeśli była teraz cała mokra.
Odruchowo chciała uskoczyć przed wodą, ale nie zdąrzyła . Stała po prostu za blisko i nie miała jak uciec przed strumieniem. Jednak gdy pierwsze zaskoczenie minęło, jej też zebrało się na wybuchnięcie śmiechem stojąc tam gdzie stoi. Woda, po szybkim starcie, powoli zmniejszyła swoją intensywność, ale wciąż leciała. Bardziej już strumykiem sięgającym nieco za brzeg zlewu, ona sama cofnęła się duży krok w tył, mając na ten moment dość prysznica.
- Nie wiem czy mnie cokolwiek już zaskoczy - odpowiedziała próbując wytrzeć mokrą twarz, mokrym rękawem bluzki. - Chociaż teraz przydałaby mi się wróżka chrzestna z czymś suchym na zmianę - dodała patrząc pod nogi na małą powódź, która spokojnie rozlewała się dalej. - Możesz poszukać, czy nie mną gdzieś zaworu odcinającego wodę? Do kranu lepiej nie podchodź, bo jeszcze ty zostaniesz zaatakowany. Jedna ofiara wystarczy - przeniosła wzrok na swojego towarzysza. - Ja się rozejrzę może chociaż za czymś, co pozwoliłoby mi zdjąć te mokre ciuchy, bo trochę mi zimno. A jak już jestem mokra, to naleje wody do czajnika i zagotuje, żeby się rozgrzać.
Ostrożnie, żeby się nie wyrżnąć na kałuży, podeszła ponownie do tryskającej wody, chwytając wcześniej czajnik. Ten stał wcześniej na gazowej kuchence, tuż obok zlewu. Szczęśliwe uniknął spotkania z wodą, dzięki czemu istniała szansa na ciepłą wodę. Zaczynało jej się robić zimno, bo przy pierwszym ataku dostało jej się całkiem mocno.
Chociaż nie podobało jej się być mokrą, to jednak ten niespodziewany atak był potrzebny. Wybił ją z ciągnących się jak cień myśli, pozwalając spojrzeć na wszystko nieco bardziej trzeźwo. Przynajmniej chociaż na chwilę, bo potem pojawił się problem pozbycia się mokrych ubrań. A nie chciała paradować po domku bez nich, chociaż dużo wskazywało, że będzie musiała.
Czym prędzej odstawiła czajnik, może zbyt energicznie, na kuchenkę. Odwróciła się na pięcie i ruszyła w te pędy do sypialni, mając nadzieję, że Tucker zajmie się tym zaworem. Wpierw musiała ogarnąć sama siebie.
Szczerze wątpiła, czy znajdzie cokolwiek na przebranie. Nikt tu nie przebywał od bardzo długiego czasu, a to nie wróżyło za dobrze. Chlupało jej nawet trochę w butach, co nie było miłym doświadczeniem. Weszła do pomieszczenia zamykając za sobą drzwi. Na łóżku leżała narzuta, która w ostateczności się nada, jeśli nic innego nie znajdzie nic innego. Szafa niestety nie okazała się drzwiami do salonu z ubraniami. Wisiał w niej zapomniany kożuch, stary płaszcz przeciwdeszczowy i szlafrok, który wyglądał na najnowszy z całej garderoby. Nie pozostawało jej naprawdę nic innego jak wbić się w szlafrok, a całą garderobę wymienić na wysłużone linki na podwórku. Zarzuciła na siebie jeszcze narzutę, jakby to mogło ją uratować przed byciem nieco skrępowaną paradując w takim stroju po domku, z byłym chłopakiem w środku.
- Rewia mody prosto z nawiedzonego - rzuciła żartem wychodząc z sypialni.

Tucker Darby
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”