Milagros by
wała t w a r d z i e l k ą! Taką wyszczekaną laską, co to jeździ niekiedy jak wariatka, przyrządza dymiące i wybuchowe drinki, słucha rockowej muzyki i codziennie mierzy się z
kapibarami drapieżnikami w zoo, a w środku… masz babo placek! Tam zachodzi tyle skomplikowanych procesów, że ona za tym nie nadąża, ale finalnie sprowadzają się one do tego, że jak się okazuje ma w sobie sporo z
zakochanej złośnicy. Świat po prostu zawsze wydawał się jej niebezpieczny i głośny dlatego budowała wokół siebie mur i za wszelką cenę starała się sprawiać wrażenie pewnej siebie dziewczyny, co to niczego się nie boi. W wielu aspektach życia tak naprawdę było i nie musiała niczego udawać, ale gdy w grę wchodziły uczucia? O nie, to nie była jej mocna strona. Nic dziwnego, że menedżerowi zrobiła wielką dramę na zapleczu, że nie będzie śpiewać ckliwych piosenek z komedii romantycznych. Zrobiła to głównie dlatego, że panicznie bała się tego, że ktoś odkryje jej ckliwe wnętrze, a co za tym idzie uzna ją za słabą. Kłótnia na zapleczu była trochę takim mechanizmem obronnym, jakby chciała pokazać, że się jej to nie podoba, a potem i tak wyszła na scenę i … popłynęła, bo te wszystkie piosenki trafiały prosto w jej ukrywane przed światem romantyczne serducho. Prosto w tę dziewczynę, co pochłaniała komedie romantyczne za dzieciaka, bo tam świat był bezpieczny, bardzo przewidywalny i zawsze miał swoje szczęśliwe zakończenie. Uciekała tam i robiła to po dziś dzień, gdy nikt nie patrzył. W towarzystwie swoich lampek choinkowych, które wisiały przy karniszu cały rok, a nie tylko w święta i przy zapachu swoich kojących kadzidełek, najlepiej okryta kocem i bez żadnych świadków. Chyba nawet z Coven nie oglądała żadnej romantycznej komedii, bo to było dla niej takie…
intymne dziwne. I nikomu nie przyznawała się, że po sto razy odpalała Zakochaną Złośnicę lub Szkołę Uczuć, gdy miała gorszy wieczór.
Jednak teraz, gdy była na scenie i śpiewała kolejne hity tj. Letters to Cleo -
Cruel to be kind, Sixpence None the Richer -
Kiss me, The Cardigans -
Lovefool, The Ting Tings -
That's Not My Name, Gabrielle -
Out of reach i nie tylko, była w swoim żywiole i wybornie się bawiła. W końcu wydukała do mikrofonu zaraz po tym jak napiła się niewielkiego łyka wody z butelki, którą zawsze brała ze sobą na scenę.
—
Dobra, skoro jeszcze tu jesteście to mam ostatnia PODOBNO perełkę. Ktokolwiek nie płakał przy Szkole uczuć niech pierwszy rzuci we mnie lodem z drinka — zażartowała, choć ktoś faktycznie się do tego wyrwał z tymi kostkami. —
To pora nadrobić proszę pana! — zawołała i zaśpiewała ostatni kawałek: Mandy Moore -
Only hope.
—
A teraz spadam stąd zanim każą mi śpiewać nuty z Titanica, idę odebrać ciężko zarobioną kasę i przepuścić ją na drinki z moją fanką numer jeden. Dobranoc, Toronto! — pożegnała się, puściła oczko do Coven i zniknęła na zapleczu. Jak powiedziała, tak zrobiła. Po chwili wróciła do znajomej, a serce radowało się, gdy widziała jej entuzjazm. —
Serio? Bo mi biło strasznie głupio, że ściągnęłam cię tu dla romcomowych coverów — wyznała cmokając ją w policzek. —
Ekstravaganzy jeszcze nie piłam, ale już ją lubię. Podoba mi się, jak cię dziabnęła — wyznała odgarniając Coven kosmyk włosów za ucho szczerząc się przy tym wesoło. Zaraz też sięgnęła po swój drink upijając odrobinę, by po chwili wziąć większy łyk. —
Ooooo mamuniu, wchodzi jak soczek więc z góry wiadomo, że będzie zdradliwe — stwierdziła radośnie i wzruszyła ramionami tak, jakby zupełnie się tym nie przejmowała. —
Ładna sukienka! — skomplementowała siadając bok niej i myśląc sobie o tym, że jeszcze ładniej się będzie prezentować na podłodze. Sukienka... Coven zresztą też. Ona się wszędzie ładnie prezentowała.
coven ᯓ★