25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Zupełnie zapomniałam, że też tu będziesz — wymruczała niechętnie, gdy w drzwiach do pomieszczenia socjalnego baru, dojrzała sylwetkę blondyna. Jego obecność w tym miejscu, nie była zbytnio zaskakująca, bo składając dokumenty, Carmen doskonale wiedziała, że Wesley właśnie tutaj pracuje. W końcu to w tym lokalu poznali się jakiś czas temu, gdy razem ze swoją przyjaciółką, wybrały akurat to miejsce na piątkowe imprezowanie parę tygodni wcześniej. Nie sądziła wtedy, że sytuacja jej koleżanki i barmana obierze taki, a nie inny obrót. Zbyt szybko uwiódł ją swoją urodą i talentem, żeby mogła jakkolwiek zareagować. A już na pewno nie podejrzewała, że jej koleżanka wpadnie po uszy aż do tego stopnia, że po zaledwie parunastu dniach nazwą się parą. Torres naprawdę starała się to zrozumieć; wiedziała, że ludzie przez miłość głupieli, ale nie mogła na to patrzeć. Nie lubiła oceniać drugiego człowieka po okładce lub wysuwać pochopnych wniosków, ale coś w nim, sprawiało, że dziewczyna krzywiła się z niezadowoleniem. Może to jej kobieca intuicja podpowiadała, że nic z niego dobrego nie wyjdzie? Poza tym miała wrażenie, że to wszystko działo się zdecydowanie zbyt gwałtownie, a bądź co bądź, Carmen bardzo dbała o swoich przyjaciół i chciała dla nich jak najlepiej. Jej koleżanka była pierwszą osobą, z którą Meksykanka zaprzyjaźniła się po przeprowadzce do Toronto — to jej powierzała pierwsze sekrety i zmartwienia, to na niej się opierała, gdy było jej trudno. Dlatego też Torres nie mogła znieść tego, że Austen okręcił ją sobie wokół palca. Carmi była uparta jak osioł, a jej matka zawsze powtarzała, żeby swoje przeczucie i instynkt zawsze stawiała na pierwszym miejscu.
Nie zmieniało to jednak faktu, że dziewczyna potrzebowała pieniędzy. Eric zmotywował ją do tego, żeby kupiła sobie nowy sprzęt. Może zamiast samochodu, rzeczywiście zdecyduje się na jakiś skuter? Z pewnością będzie to tańsze rozwiązanie i może nawet w jej przypadku bezpieczniejsze. W końcu Carmen i tak nienawidziła jeździć autem, zwykle robiła to, bo po prostu była do tego zmuszona. Wypłata szkolna nie była dla niej wystarczająca, więc poskładała CV do paru miejsc, w których czuła, że ma choćby te minimalne szanse. Nie sądziła, że The Painted Lady będzie pierwszym lokalem, który się do niej odezwie. Początkowo wahała się, bo wiedziała, że będzie musiała parokrotnie pracować z chłopakiem jej przyjaciółki, ale doszła do wniosku, że była przecież dorosła. Mogła znieść kogoś towarzystwo, jeśli miało to ostatecznie przynieść jej coś dobrego.
— Powiedz chociaż, że to nie ty będziesz mnie szkolił — mlasnęła, nawet nie ukrywając swojej niechęci. Odłożyła torbę na krzesełko, odwracając się do niego, by zmrużyć oczy i posłać mu wątpliwe spojrzenie. Carmen w przeszłości pracowała w barach czy restauracjach, ale głównie jako kelnerka. Zdziwiła się, że przyjęli ją do roli barmanki, choć nie zadawała z tego powodu zbyt wielu pytań, jakby bała się, że cała szansa jej przepadnie. — Wiesz co? Zachowam się jak na prawdziwą dorosłą przystało i powiem ci, że będę dziś współpracować. Muszę jakoś przeżyć tę zmianę i mieć chociaż chwilowego sojusznika. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal cię nie lubię — powiedziała, opierając dłonie na biodrach. Musiała postawić pewne sprawy jasno.

wesley austen
28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Aktualna fucha Wes’a nie była spełnieniem jego marzeń. Powątpiewał, że były w ogóle osoby, dla których barmanowanie było niebywałym osiągnięciem, a w szczególności w jakimś barze, który nawet nie słynął z drinków tylko swojej artystycznej części. To ona właśnie przyciągnęła Austena do tego miejsca i sprawiła, że po złożeniu CV w kilkunastu miejscach w mieście, to na telefon właśnie z The Painted Lady czekał najbardziej. Chociaż poszukiwali oni kogoś jedynie do rozlewania drinków, to dawali też możliwość mężczyźnie na prezentowanie co jakiś czas swoich zdolności muzycznych. Powątpiewał, że spotka go Disney’owska historia i w trakcie jego występu, wybaczy go jakiś producent, jednak marzyć zawsze można było. Szczególnie, że występ już raz pozwolił mu poznać kogoś ważnego. Aczkolwiek, stwierdzenie, że “pozwolił poznać” było lekkim niedopowiedzeniem, biorąc pod uwagę, że Wes wykorzystał swoje wdzięki i umiejętności wokalne, aby poderwać wówczas swoją aktualną dziewczynę. Sam sobie stworzył okazję i wyciągnął z niej to, czego potrzebował.
Podrywał jedną dziewczynę, a w pakiecie dostał dwie. Summy, która zgodnie z imieniem, była jego promyczkiem, wpatrzonym w niego jak w obrazek oraz Carmen – jej najlepszą przyjaciółkę, która zawsze była gdzieś obok albo oni gdzieś obok niej musieli być. Wes ogólnie nie widziałby w tym większego problemu, gdyby nie fakt, że z Carmen nigdy wspólnego języka nie potrafił znaleźć. Nadawali na kompletnie innych falach, a większość ich wymian zdań było szyderczych, złośliwych i nieuprzejmych. Warto zaznaczyć, że Wesley z natury bucem nie był, jednak przy Torres nie sprawiało mu to problemu.
Summer źle było z faktem, że dwie najbliższe jej osoby aż taką niechęcią do siebie pałają i wielokrotnie próbowała na to wpłynąć, nieskutecznie. Prosiła Carmen, prosiła Wes’a, lecz ciężko to było od nich wyegzekwować. Ostatnio niemalże z płaczem wyznała chłopakowi, że jest to dla niej ciężka sytuacja, bo nie umiałaby zrezygnować z żadnego z nich, a aby zatamować jej rzewne łzy obiecał poprawę. Czuł, że robił coś wbrew sobie, ale dla Summer był w stanie.
Zarekomendowanie Carmen swojemu szefowi było jedną z takich rzeczy. Tyle ile miłych rzeczy na jej temat wówczas powiedział, to dziewczyna prawdopodobnie nigdy nie słyszała. Opłaciło się, bo dostała tę presję szybciej niż mogła się tego spodziewać. — A widzisz tu kogoś innego? — zapytał, rozglądając się po pustym pomieszczeniu. Nocna zmiana nie wymagała aż tylu pracowników. Bardzo często po jednej osobie potrafiło na niej być, więc Wes był w szoku, że akurat na dzień dzień wpisano Carmen do grafiku. — Mam nadzieję, że nie jesteś aż tak złym uczniem i dotrwamy do rana — mruknął niezadowolony, podnosząc się z krzesła. Godzina rozpoczęcia zmiany zbliżała się, więc za chwilę za barem już powinno stać. — Musisz zachowywać się jak prawdziwa dorosła, a nie po prostu nią być? — zapytał, a w jego głosie czuć było lekką ironię. — Ty w tej szkole to uczysz czy ciebie jeszcze uczą? — wymijając dziewczynę w drzwiach. Nawet nie odwracał się do niej, gdy usłyszał jeszcze uwagę, jakoby dalej go nie lubiła. Nie mógł więc zareagować inaczej: A wiesz że ja ciebie bardziej?
Wyszedł na salę, która o tej godzinie była jeszcze pusta. Nie spodziewał się dzisiaj tłumów, jeżeli trzydzieści osób przewinie się dzisiaj przez ten bar to i tak będzie niezły wynik. — Długo masz zamiar tam jeszcze siedzieć? — zawołał za nią, a gdy w końcu wyszła skomentował: Jaśnie pani nas raczyła odwiedzić, jak miło – rzucił, po czym od razu dodał: Trzeba przygotować miejsce pracy. Skocz do chłodni po owoce – polecił wskazując miejsce, o którym mówił.


Carmen Torres
25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Carmen nie miała zbyt dużych wymagań, co do pracy dodatkowej. Przede wszystkim szukała roboty na późniejsze wieczory lub nawet i noce, bo od rana do godzin popołudniowych siedziała w szkole językowej. Nie chciała też tyrać siedem dni w tygodniu, bo potrzebowała od czasu do czasu się wyspać. Praca w barze — szczególnie z doskoku — była dla niej idealna. Nie sądziła jednak, że brak barmańskiego doświadczenia, nie będzie dla nich wielkim problemem. Nie zamierzała zadawać zbyt wiele pytań, żeby nie stracić potencjalnej szansy. Poza tym potrafiła szybko się uczyć, może za jakiś czas dojdzie do wniosku, że to właśnie robienie drinków jest jej pasją i powołaniem? Generalnie była bardzo dobrze nastawiona; zarówno do swojego nowego trybu życia, jak i do samego lokalu. Minus był tylko jeden, o którym pewnie wielokrotnie mu wspomni tej nocy. Wesley może i miał talent, a jego występ bardzo spodobał się Carmen, ale nie zmieniało to faktu, że miała swoje uprzedzenia i poglądy. Dziewczyna twierdziła, że “zna się na takich ludziach” i że Austen może oszukać każdego, ale nie ją.
Torres zdziwiła się, gdy Summer wyznała jej, że chłopak bardzo jej się spodobał. Meksykanka miała wrażenie, że jej przyjaciółka upadła na głowę, ale przez jakiś czas tego nie komentowała, bo przecież dziewczyna była kochliwa. W chwili, gdy ich relacja wymknęła się spod kontroli, Carmi nie potrafiła już udawać, że potrafi go tolerować. To było silniejsze od niej, a co utrudniało jego jakąkolwiek akceptację, był fakt, że te uczucia były wzajemne. Prowadzili ze sobą nieustanną walkę — czasem otwartą, czasem milczącą, ale zawsze dosadnie odczuwalną przez otoczenie.
— Nie widzę nikogo innego, ale naprawdę o tym marzę — burknęła, odwracając od niego wzrok i siłą woli powstrzymując się przed kolejnym głupim komentarzem, który z pewnością nie poprawiłby ich sytuacji. Torres, jeśli chciała przetrwać, musiała nauczyć się trzymać język za zębami; nie dlatego, że obawiała się Wesleya, ale dlatego że czas, który razem spędzą, mógłby być jeszcze nieprzyjemniejszy niż teraz. Widząc jego niezadowoloną minę, Carmen prychnęła cicho pod nosem. Ona też nie cieszyła się z nadchodzącej współpracy. — Tylko się nie popłacz z tej frustracji — rzuciła złośliwie. Coraz bardziej zastanawiała się, jak zdoła wytrzymać do rana. To chyba miał być prawdziwy test wytrzymałości, czy nadaje się do tej roboty. — Jeszcze jedno słowo, a kopnę cię w tyłek, Austen — rzuciła za nim głośno i zacisnęła dłonie w pięści, próbując uspokoić swoje nerwy. Nie tak to sobie zaplanowała. Nie da się bardziej sprowokować.
— Och, nie sądzę, aby zawody kto kogo nie lubi bardziej, były teraz dobrym pomysłem — parsknęła gorzko. — Chociaż gwarantuję, że mogłabym je wygrać — zapewniła, układając dłoń na klatce piersiowej; w miejscu, gdzie znajdowało się jej serce na znak swojej przysięgi.
Słysząc jego polecenie, Carmen przeszło przez myśl, że nie da rady. Jego rozkazujący ton doprowadzał ją do szału, ale ugryzła się w język z całej siły. Odwróciła się, żeby wejść do chłodni, rozglądając się po wielu owocach, rozstawionych na półkach. — Wszystkie? — krzyknęła z pomieszczenia, biorąc jeden plastikowy kosz, do którego zaczęła wkładać owoce. — Rusz się, Austen i weź jeden kosz, skoro z ciebie taki prawdziwy mężczyzna — rzuciła, wychylając się nieznacznie z chłodni. — Bo powiem Summer, że się mną wysługujesz — dodała, wytykając język w jego stronę.

wesley austen
28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Czasem zmiana w pojedynkę była lepsza niż kilka godzin z nieodpowiednim współpracownikiem i Wes obawiał się, że Carmen tego typu współpracownikiem właśnie będzie. Na to się niestety zapowiadało. Dużo mówiła, narzekała (głównie na niego, ale to mniejsza) i ogólnie zdawała się być niechętna do pracy (z nim, ale to również nie miało znaczenia w ocenie Austena). Zastanawiał się jedynie, czy zawsze taka była, czy może fakt, że musiała z nim pracować tak na nią wpływał. Nie do końca rozumiał tej niechęci do siebie. Wiedział, że nie był partią, która byłaby odpowiednią dla Summer, jednak dziewczynie to nie przeszkadzało, więc tym bardziej nie powinno jej przyjaciółce. Przez jakiś czas podejrzewał, że może zwyczajnie była o niego zazdrosna, ale dość prędko zorientował się, że nie o to Carmen chodzi. Tak, już dawno by się to wydało. Ona po prostu była do niego uprzedzona, co tym bardziej zwyczajnie raziło go w oczy. Co prawda, on też mógłby czasami ugryźć się w język i swój głupi żart jedynie dla siebie zachować, jednak poczucie konieczności było silniejsze. — Chyba to jedyne w czym mogłabyś wygrać — mruknął pod nosem.
Zadanie dał jej proste. Nie sądził, że będzie potrzebowała jego pomocy, a jednak. Słysząc jej głos, przewrócił oczami. Czyli to będzie tego typu zmiana. Przerzucił przez ramię szmatkę, która jeszcze przed chwilą przecierał szklanki i ruszył w jej kierunku. Niech już mają to za sobą. Nie odpowiadał jej, nie chciało mu się krzyczeć. Wszedł do chłodni i stanął obok dziewczyny. — Ja mam powiedzieć szefowi, że nie chcesz pracować? — zapytał, sięgając po cytryny i wrzucając je do trzymanego przez Carmen koszyka. Nie zrobiłby tego, biorąc pod uwagę, że sam zabiegał, aby przyjęli właśnie Torres na to to miejsce. Wyszedłby po prostu na idiotę, a tego chciał uniknąć. — Myślałem, że mamy już pełne równouprawnienie — rzucił, dokładając kolejne owoce. Przejął cały kosz od dziewczyny, który faktycznie trochę ważyć mógł. — Ale od krojenia tego wszystkiego już się nie wywiniesz — powiedział wracając na pustą wciąż salę. W pewnym momencie zatrzymał się nagle. Postąpił na tyle niespodziewanie, że dziewczyna ledwo zdążyła zatrzymać się, aby nie wpaść w mężczyznę. Już nie komentował tego, że odpowiedniej odległości zachować nie potrafiła. — Mogę ci w ogóle zaufać z nożem? — dopytał. Trochę w formie żartu, aczkolwiek cień wątpliwości miał.
Masz jutro zajęcia? — zapytał, kładąc kosz na blat. Wyciągnął kilka cytryn i położył na deskę. Następnie wręczył Carmen nóż, uprzednio pokazując jak powinna wykrawać owoce. W tym czasie Wes obrócił się tyłem do blatu i zerknął na regał. Pobieżnie sprawdzał, czy aby na pewno mają odpowiednią ilość alkoholi. — Nie boisz się, że będziesz nieprzytomna przy dzieciakach? — kontynuował. Nie, żeby jakoś bardzo go to interesowało. Niemniej jednak, był ciekawy jakości jej nauczania po nocce. Z drugiej jednak strony, hiszpański był jej ojczystym językiem. Łatwiej przychodziło jej wyzywać go po hiszpańsku niż angielsku – zdążył już to wyłapać jakoś czas temu. Teoretycznie uczył się w szkole tego języka, jednak nie był nigdy zbyt pilnym studentem. Nie interesowały go sprawdziany, kartkówki, nauka i inne tego typu rzeczy. Chciał osiągnąć coś w muzyce i jedynie na tym się skupiał. I jeszcze na hokeju, ale to po godzinach, gdy znajomi mieli ochotę. Nie zakładał, że gitara nigdzie go nie zaprowadzi. Nawet aktualny stan uznawał jedynie za przejściowy. Wiedział, że jeszcze będzie lepiej. — W ogóle możesz jako nauczycielka dorabiać w barze?

Carmen Torres
25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— No i po co mnie prowokujesz? — westchnęła męczeńsko, słysząc jego słowa.
O Carmen można powiedzieć naprawdę wiele różnych rzeczy; była chaotyczna, czasem niezdarna i niezdecydowana, do bólu rozgadana, a przy tym okazywała się być małą bałaganiarą. Łatwo było przypisać jej jakieś epitety, ale dziewczyna z pewnością nie należała do osób leniwych. To była jedna z niewielu rzeczy, które mogłyby ją doszczętnie urazić. Torres pracowała od najmłodszych lat, od kiedy tylko rodzice jej na to pozwolili; na początku pomagała każdemu członkowi rodziny, potem pomagała w sklepie osiedlowym, a przed wyjazdem do Kanady, harowała jak wół w restauracji. Znosiła tam najróżniejsze wyzwania; wysoką temperaturę, irytujących i obrzydliwych mężczyzn, którzy przychodzili tam, by zaczepiać młode kelnerki, zadania, które nawet nie należały do jej obowiązków. A potem po przeprowadzce do Toronto, łapała się absolutnie w s z y s t k i e g o. Sprzątała pokoje hotelowe, dalej obsługiwała gości w restauracjach, udzielała korepetycji z hiszpańskiego, a przy tym ciągle studiowała. Dawała z siebie wszystko, dlatego nie przyjęłaby stwierdzenia, że nie była pracowita.
— Wyglądasz na takiego, co kabluje na innych ludzi — mruknęła marudnie, z trudem utrzymując ten przeklęty kosz z owocami, którego ciężar tylko wzrastał. Rzuciła mu nieco pochmurne spojrzenie na tę groźbę, związaną z wróceniem do szefa z feedbackiem i szturchnęła go mocno łokciem między żebra. — Proszenie o pomoc, to nie jest brak chęci do pracy. Nie umrzesz od bycia miłym — dodała, choć wiedziała, że sama ciągle go zaczepiała i rzucała złośliwe komentarze. Być może przyglądanie się chłopakowi, gdy podejmuje jej gierki, poprawiało jej po prostu humor. W swojej głowie nadal miała nad nim przewagę, bo wszystko potrafiła obrócić na swoją korzyść, nawet sytuację jak ta. Do tej pory, wszystko uchodziło jej na sucho. — Uraziłam twoją dumę? — zaśmiała się na wspomnienie o równouprawnieniu. — Jakoś to przeżyję — rzuciła ironicznie, bo pomimo średniego towarzystwa, nie zamierzała uciekać od pracy. Dziewczyna szła zaraz za nim, praktycznie odbijając się od jego pleców, gdy stanął jak wryty. Carmen uniosła na niego spojrzenie, po raz pierwszy śmiejąc się w jego towarzystwie całkiem szczerze; rozbawiło ją to stwierdzenie, dlatego rozłożyła bezradnie ręce. — Będziesz musiał sam przekonać się do czego jestem zdolna — powiedziała.
Torres zaczęła kroić cytryny, zgodnie z sugestią. Początkowo nie chciała z nim w ogóle rozmawiać, ale doszła do wniosku, że praca przez tyle godzin w zupełnej ciszy będzie niezręczna. Dlatego na jego pytanie, odpowiedziała najbardziej naturalnym głosem na jaki było ją wówczas stać. — Mam, ale dopiero na dziewiątą. Zdążę się nieco rozbudzić do tej pory. — To nie będzie pierwszy raz, gdy Carmen z jednej pracy, praktycznie od razu wskoczy w drugą. Na szczęście jutrzejsze zajęcia nie miały trwać zbyt długo, więc od razu po nich położy się do łóżka, żeby jakkolwiek się zregenerować. — Pewnie na początku będę zasypiać, ale dzieciaki mają taką energię, że ciężko pozostać w tyle — powiedziała, unosząc kącik ust na wspomnienie o swoich uczniach. Carmen naprawdę lubiła swoją pracę. Żałowała jedynie, że nie była tak dobrze płatna i że nie miała jeszcze trochę więcej godzin.
— A dlaczego nie? Nie piję i nie tańczę nago na blacie. Nic złego się nie dzieje — rzuciła, wzruszając ramieniem. — Praca jak każda inna — dodała swobodnie. Mogła urwać temat i zaznać błogiej ciszy, ale nie mogła być gorsza od niego, dlatego odłożyła na bok pokrojone cytryny, od razu zabierając się za kolejny owoc. — A ty nie masz dość serwowania ciągle tych samych drinków? Przecież lubisz grać i śpiewać — wymruczała niechętnie, bo Summer nie szczędziła jej naprawdę wielu szczegółów o blondynie.

wesley
28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ku jego zaskoczeniu, Carmen potrafiła się uśmiechać, a nawet i śmiać. Tak rzadko jej się to zdarzało, że Wes zaczął myśleć, że jest do tego po prostu niezdolna. Zakładał jednak, że może takie problemy ma jedynie w jego towarzystwie. Summer z tak smętną marudą by się nie zadawała, a już w szczególności tak blisko. Dziewczyny łączyła bardzo dobra relacja. Wes czasami miał nawet wrażenie, że jego dziewczyna więcej czasu spędza z Carmen niż z nim, a przynajmniej na początku ich związku. Z czasem uległo to poprawie, jednak nie można udawać, że tak nie było. Czasami miał wrażenie, że im przeszkadza. Znaczy, nigdy nie odczuł tego ze strony Summy, jednak Meksykanka wprost potrafiła mu o tym mówić. Powątpiewał, że tak powinno to wyglądać, jednak nie narzekał na to na głos, licząc, że z biegiem czasu i to się poprawi.
Wesley osobiście nie chciał się przekonywać, do czego Carmen faktycznie jest zdolna, bo podejrzewał, że wówczas ustanku spore szanse, że skończyłby zasztyletowany. Podjął jednak to ryzyko i dał jej do ręki nóż, pod nosem odmawiając już pacierz, mając nadzieję, że to nie jego ostatni. Ku jego uciesze skierowała ostrze na cytryny a nie jego tchawicę, jednak dla bezpieczeństwa z oka jej nie spuszczał. Układał szklanki i zerkał w tym samym czasie na jej poczynania.
Nie zamierzał mówić tego na głos, ale trochę szacunku do jej zapału do pracy miał. Znaczy, jeszcze nie wiedział, jak będzie się tutaj sprawdzać, jednak samo to, że podjęła się drugiej pracy odrobinę mu imponowało. — Z pracy do pracy. Aż tak źle tam płacą? — skomentował. Do baru weszło dwóch mężczyzn, jednak do baru jeszcze nie podeszli. Stali bywalcy, więc Wes zaczął już wykładać trunki, które na pewno za chwilę zamówią. — Nie wiem, czy tak bym potrafił — dodał, podbierając jej kilka kawałków cytryny. — Myślisz, że długo tak pociągniesz? — podpytał. Austin nie pływał w luksusach, a i bywały miesiące, gdy przed wypłatą żył o wodzie i chlebie, jednak nie rozwalał realnie dodatkowej pracy, kosztem swojej energii i zdrowia. Wiedział, że pieniądze mimo wszystko najważniejsze nie są, chociaż w rzeczywistości bardzo by mu się przydały w rozwoju kariery. Wesley na kolejnej fusze nie zarobiłby takich fortun, aby swoją karierę muzyczna zabezpieczyć, więc pozostawało mu jedynie przygrywanie od czasu do czasu w tym barze i liczenie na cud. — Zawsze możesz zacząć — zasugerował, wzruszając lekko ramionami. — Może nie dzisiaj, bo co za dużo ci nie sypną, ale przy jakimś piątku — dodał z powagą w głosie. — I oczywiście nie przy mnie. Nie chce tego oglądać — zaznaczył dość klarownie.
Jeden z mężczyzn podszedł do baru. Zgodnie z założeniami Wes’a, zamówił to samo co zawsze. Dzięki wcześniej przygotowanym produktom, Austin szybko drinki zrobił i wydał, po czym wrócił do rozmowy z szatynką. Nie musiał, ale z drugiej strony do nikogo innego nie miał się odezwać, a gaduła z niego była okropna – nawet jeżeli jedyną opcją do dyskusji była dziewczyna, która czystą nienawiścią do niego pałała. — Lubię to mało powiedziane — stwierdził, opierając się biodrami o barek. — Ale to chyba jeszcze nie mój czas — powiedział krótko. Miał nadzieję, że czas ten niedługo nadejdzie, bo nie chciał być jednym z tych artystów, o której słyszało się dopiero po ich śmierci, ale taka opcja przecież też była. Nie widział jednak sensu dzielenia się tą obawą z Carmen. — poza tym, to nie są te same drinki —zarzucił, chociaż był to kiepski moment, biorąc pod uwagę, że z pamięci przygotował napoje stałym klientom. — A ty co? Spełniasz się jako nauczycielka czy jednak w barmanowaniu chcesz się zawodowo rozwijać i od zawsze o tym marzyłaś?

Carmen Torres
25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie mam pełnego etatu. Biorę dodatkowe godziny, gdy tylko dają mi taką możliwość, ale to nadal za mało — przyznała dość obojętnie, bo nie był to dla niej temat tabu. Nie wstydziła się też mówić o tym, że potrzebuje pieniędzy i dodatkowej pracy. Takie były już realia dorosłego życia, szczególnie gdy mieszkało się samodzielnie za granicą. Carmen nie miała partnera, z którym mogłaby dzielić koszta utrzymania, a Toronto do najtańszych miejsc na świecie nie należało. Poza tym musiała odkładać kasę na wypadek, gdyby bliźniacy jej potrzebowali. Miała dziwne przeczucie, po ich ostatnich wiadomościach, że nadchodzą ciężkie czasy. Bracia Torres byli w Meksyku znani — nie dość, że poszukiwani przez lokalną policję, to jeszcze przez pół świata przestępczego. To musiało w końcu odbić się na całej ich rodzinie i Meksykanka chciała być na to jak najlepiej przygotowana.

Widząc, że do baru weszli pierwsi klienci, Carmen posłała im subtelny uśmiech w ramach powitania. Nie znała jeszcze większości zwyczajów, panujących w lokalu, ale chciała zrobić na klientach jak najlepsze wrażenie. Po krótkiej chwili przeniosła wzrok na chłopaka, który oczywiście wiedział, co im podać; a więc stali bywalcy. To nawet urocze, że przykładał uwagę do tego, co zamawiali lojalni klienci. Szczególnie, że przez takie miejsca, przewija się na pewno wielu różnych ludzi o równie szalonych i wymagających gustach. Dziewczyna drgnęła dopiero, gdy usłyszała kolejne jego słowa. Przez chwilę milczała, kończąc krojenie cytryn.
— Nie mam wyjścia, jeśli chce żyć na poziomie — stwierdziła, wzruszając lekko ramieniem. Nie użalała się nad sobą. Przywykła do tego, że musi ciężko pracować; od najmłodszych lat to robiła, nie zważając przy tym na innych. Nie czekała aż ktoś ją poklepie po głowie lub zrobi coś za nią. — Mam taką nadzieję — parsknęła. Póki co miała wystarczająco werwy i energii, żeby robić dwa etaty lub chwytać szansy na dodatkową, legalną kasę. Jak będzie wykończona, to wtedy pomyśli co dalej; może znajdzie bogatego męża? Och, tak bardzo nie chciałaby związać się z kimś dla pieniędzy. Nie była tym typem człowieka.

Carmen po raz kolejny tego wieczoru — o zgrozo — zaśmiała się i to całkiem autentycznie. Nieszczególnie widziała się, tańczącą na barze, jednak była to jedna z tych rzeczy, którą byłaby w stanie zrobić dla dobrej sumy kasy. — Też nie chcę być patrzył, jak robię takie rzeczy — parsknęła, mimo wszystko zachowując to w formie żartu. Przynajmniej na razie. Czy to nie zaskakujące, że notorycznie dostaje takie głupie propozycje od swoich znajomych? Czy to jakiś znak od losu, że powinna spróbować swoich sił w striptizie?

Torres przyglądała się, jak Austen przygotowuje drinki. I tak nie zdołała zapamiętać przepisu, ale próbowała na tyle, na ile potrafiła. Carmen sama chwyciła po kolejny owoc, który pokroiła w najrozsądniejszy sposób, jednocześnie nadal go słuchając. Udało jej się schować dumę do kieszeni i normalnie z nim porozmawiać, dzięki czemu czas nie wlekł się aż tak niemiłosiernie mocno. — A kiedy będzie ten twój czas, co? Najmłodszy nie jesteś — rzuciła, chociaż w pewnym stopniu potrafiła go zrozumieć. Carmi podobnie jak on, miała nadzieję, że bycie nauczycielką to nie jest jej finalna destynacja, a jedynie przystanek. — Żadna z tych rzeczy — parsknęła. — Zawsze marzyło mi się bycie dziennikarką, ale dużo rzeczy poszło po drodze nie tak jak powinno. Na razie myślę o tym, żeby jakoś przetrwać — stwierdziła, wzruszając ramieniem, zanim odwróciła się, by skinieniem głowy wskazać na alkohol. — Nauczysz mnie w końcu jakiegoś drinka? — zapytała, bo była to umiejętność, którą mogłaby w tej pracy chętnie nabyć, by imponować swoim przyjaciołom.

wesley austen
28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Słucham? — zapytał, odwracając się w jej kierunku. W jego głosie słychać było ewidentnie rozbawienie jej słowami. Nie miał problemów ze swoim wiekiem i wiedział, że nieubłaganie zbliżał się do trzydziestki, a to z kolei odsuwało go od spełniania marzeń – w końcu wiadomo, że większe szanse na rozgłos mają młodsi. Nie musiała mu tego jednak mówić wprost, sama będąc niewiele młodsza od niego. Trzy lata w ich przypadku nie grało żadnej roli. — I właśnie tym tekstem ktoś załatwił sobie nockę na zmywaku — skwitował.
To nie tak, że obchodziło go, jakie plany i zamierzenia miała Carmen. Mieli przed sobą jednak tyle godzin, że wręcz nieprzyjemnym byłoby siedzenie w ciszy, szczególnie, że pomimo paru niemiłych uwag z dwóch stron, rozmowa aż taka zła nie była. Po raz kolejny tego wieczoru, Torres go zaskoczyła, mając aż tak ambitne plany na siebie. Tego się po niej nie spodziewał. W sumie mógł się tego spodziewać, biorąc pod uwagę jak wymyślne oraz trafne jej obelgi wobec niego były. Miała te smykałkę do operowania słowem, jednak nie zamierzał przyznawać tego na głos. Jeszcze by obrosła w piórka.
Ale próbujesz dalej? — zapytał. Chwycił za dwie szklanki, jednak tym razem miał zamiar przygotować coś dla siebie i może Carmen. Powszechna praktyka. Wes dość często robił sobie drinka, by lepiej zmiany przechodzić. Zresztą, z palącymi w żyłach procentami łatwiej przychodziło mu występować. — Wiesz, wysyłasz jakieś swoje teksty? Albo jakieś felietony? — kontynuował. Sięgnął po wódkę, którą najpierw nalał do jednej szklanki. Nim przechylił butelkę nad drugą, spojrzał wymownie na Carmen. — To część nauki — uzasadnił. Poniekąd można było to tak nazwać. Jak inaczej dziewczyna miała nauczyć się, czy robione przez nią drinki nadawały się w ogóle do picia.
Nalał więc wódki, trochę mniej niż sobie, bo w końcu miała zajęcia nazajutrz. Potem soku, trochę likieru, mięty i pokrojonej wcześniej cytryny. Wszystko na oko. Austen nigdy nie sugerował się przepisami i do tej pory jakoś problemem to nie było – ludzie raczej sobie chwalili. Podsunął dziewczynie szklankę a on sam uniósł swoją. — Autorski przepis — powiedział, po czym wziął łyka. Mocne, ale przy okazji orzeźwiające. Skrzywił się lekko, ale tylko na chwilę. — Idealny — rzucił, po czym sięgnął jeszcze po szczyptę cukru, którą sypnął sobie, ale również i Carmen. — Większość klientów zamawia mojito, sex on the beach albo whisky sour. Poza tym rozlewasz tylko piwa lub wódkę do kieliszków — powiedział zgodnie z prawdą. Autorskie drinki robił głównie sobie albo na specjalnie zamówienia znajomych lub naprawdę już pijanych klientów.
Nagle zawibrował mu telefon w kieszeni. Sięgnął po niego po chwili i zobaczył wiadomość od swojej dziewczyny. Uśmiechnął się czytając treść. — Summer pyta czy już mnie wykończyłaś czy może ja ciebie — prychnął pod nosem. — Ja bym się nie dał tobie wykończyć — dorzucił, kręcąc głową i zabierając się do odpisania dziewczynie.

Carmen Torres
25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Już mobbingujesz nowych pracowników? — rzuciła na wspomnienie o zmywaku. Mimo wszystko, Carmen autentycznie uśmiechnęła się na jego słowa. Wesley potrafił być zabawny, choć Torres nie zamierzała tego mówić na głos pod żadnym pozorem. Jeszcze po tych wszystkich przepychankach i wieczorze, spędzonym razem w pracy, nie daj boże się zaprzyjaźnią. A wtedy świat mógłby naprawdę stanąć w płomieniach. Dlatego odwróciła łagodnie głowę w przeciwną stronę od starszego chłopaka, żeby zwalczyć ten swój durny uśmiech; ach, jak ona lubiła dopiekać innym ludziom.

Ta rozmowa rzeczywiście nie była najgorsza, co sprawiło, że Meksykanka zaczęła poważnie zastanawiać się, czy oni w ogóle mieli kiedykolwiek wcześniej szansę, żeby tak pogadać. Pomijając już fakt, że do tej pory, Carmen o wiele chętniej wyskoczyłaby przez balkon, niż zamieniłaby z nim kilka słów w spokojnej atmosferze. Austen wcale nie był tak zadufany w sobie, jak jej się początkowo wydawało, ale może taki był urok artystów? Przez to, że występowali na scenie, wydawali się zbyt pewni siebie. A Torres zawsze uważała, że piłkarze i muzycy, byli najgorszym sortem mężczyzn, szczególnie jeśli chodziło o relacje romantyczne.

— Jak na razie nie mam to zbyt wiele czasu — przyznała niechętnie. Trochę się poddała, gdy zaczęła zauważać, że utrzymanie się nieco sprawiało jej problem. Chodzenie z jednej pracy do drugiej, na koniec dnia było jednak męczące; nie miała już czasu pisać tak wiele, jak na studiach, choć bardzo za tym tęskniła. — Mam jakieś stare prace, ale są ukryte głęboko w moim notatniku — dodała, wzruszając lekko ramieniem. Dlaczego w ogóle mu o tym opowiadała? Powinna się przymknąć i nie otwierać tak bardzo, szczególnie że i tak po skończonej zmianie, mieli wrócić do rzeczywistości, gdzie kompletnie za sobą nie przepadali. Obserwując, jak chłopak robi drinki, Carmen oparła się swobodnie o blat. — Ach, testowanie? — zaśmiała się pod nosem. — To jak kucharz, który musi wiedzieć, jak smakują jego dania? — zapytała z rozbawieniem.

Dziewczyna z uwagą przypatrywała się jego umiejętnościom, subtelnie nachylając się w jego stronę, by móc lepiej widzieć, choć podejrzewała, że nawet gdyby chciała, nie pamiętałaby wszystkiego po kolei. Chwyciła szklankę, którą jej podsunął i uniosła na wysokość oczu, marszcząc przy tym brwi. — Nie dosypałeś tu czegoś? — rzuciła podejrzliwie, zanim spróbowała alkoholu. Trafił w jej gusta, choć nie była zbytnio wybredna. — Cóż, nie najgorszy — mruknęła, nie chcąc go od razu komplementować. — Miły dodatek do pracy — stwierdziła, skrywając kolejny uśmiech za swoją szklanką. — Okej, to nie brzmi na skomplikowane, ale i tak dobrze by było nauczyć się tych najpopularniejszych — powiedziała, biorąc kolejnego łyka, zanim odstawiła szklankę na bok. Dopiero na wspomnienie o Summer, Torres zaśmiała się pod nosem. — Powiedz, że jeszcze nie ma ofiar, ale noc się dopiero zaczyna — rzuciła, widząc zbliżającego się klienta, przez co szturchnęła go lekko w bok. Zamówił piwo, więc Carmen napełniła wyższą szklankę, wcześniej upewniając się Wes’a, czy robi to poprawnie. Usłyszała przy tym jakiś miły komplement, po którym odwróciła się do chłopaka, unosząc dłonie do swoich policzków, prezentując swoją buzię. — Ach, bycie kobietą w takich miejscach ma wiele plusów — zażartowała.

wesley austen
28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Dorosłe życie było męczące i zdecydowanie bardziej wymagające niż wydawało się Wes’owi za tak zwanego dzieciaka. Wiedział, że praca zajmowała znakomitą część życia – z tego powodu rodziców z tamtego okresu praktycznie nie pamiętał. Nie spodziewał się jednak, że aż tyle i że zmuszać go będzie do poświęcania wszystkiego co sprawiało mu jakąkolwiek radość, czyli pasji albo czasu z najbliższymi. Szczerze zazdrościł ludziom, którzy potrafili zarabiać na tym, co faktycznie ich cieszyło. Co prawda Wes co jakiś czas brał gitarę w ręce i przygrywał tutejszym gościom, jednak nie wynikało to z zapisów jego umowy o pracę a po prostu jego własnej inicjatywy.
Austen nie był jedynym z takimi problemami. W Toronto przynajmniej połowa jak nie więcej się z tym mierzyła i najwidoczniej Carmen była jedną z nich. — Z dna szuflady świata nie zwojują — powiedział. Nie, żeby namawiał ją do spełniania marzeń. — Im szybciej sukces osiągniesz, tym i szybciej zakończy się nasza współpraca — wytłumaczył. Chociaż na razie aż tak źle nie było, domyślał się, że najgorsze miało dopiero przyjść. Biorąc pod uwagę, jakie relacje do tej pory ich łączyły po prostu wiedział, że przyjaźni z tego nie będzie. Sukcesem będzie, jeżeli nie będą sobie uprzykrzać życia w tym barze. Wes mówił o tym swojej dziewczynie, kiedy ta namawiała go, aby zarekomendował brunetkę podczas rekrutacji, ale ta uważała, że to świetna okazja do znalezienia wspólnego języka. Nie widział sensu jej planu, ale czego by dla swojej ukochanej nie zrobił?
Jak nie spróbujesz, to się nie przekonasz — rzucił, przyglądając się jak próbuje przygotowanego przez niego drinka. Chciał zobaczyć jej faktyczną reakcję. I chyba udało mu się zrobić coś, co nie wywołało u niej grymasu na twarzy – sukces. — Czy ty mi grozisz? — zapytał. Schował telefon do kieszeni, nie kłopocząc się odpisywaniem. Jeszcze zdąży porozmawiać z Summer po swojej zmianie.
Wypił do końca swojego drinka – akurat w momencie, w którym wszedł kolejny klient. Tym razem Carmen przejęła inicjatywę. Wes oparł się więc biodrem o blat i przyglądał poczynaniom dziewczyny. Nie miała możliwości jakkolwiek tego zepsuć. Co ciężkiego było w końcu w nalewaniu piwa? Na szczęście Carmen go nie zaskoczyła i wydała kufel bez żadnej wtopy, otrzymując nawet niewybredny komplement. Prychnął na to pod nosem.
Ale napiwkami się ze mną dzielisz — zarządził. A niech też coś z tego ma, skoro przyczynił się do tego, że się znalazła w tym miejscu. — Uśmiechaj się do nich ładniej niż do mnie, to może drugą dniówkę zgarniemy — rzucił. Powątpiewał, że Carmen faktycznie na ten układ pójdzie, jednak pomarzyć przecież mógł. — Tylko uważaj do których – niektórzy za napiwek będą chcieli czegoś więcej — przestrzegł, znając historie swoich znajomych.
Gości tego wieczoru – zgodnie z założeniami Austen’a – nie było za wiele. Wystarczająco, aby co nieco Carmen pokazać i trochę złośliwości z nią wymienić. Tyle czasu w jednym pomieszczeniu chyba jeszcze razem nie spędzili nigdy i o dziwo do rozlewu krwi nie doszło – a obydwoje noże w rękach mieli! Summer mogła być z nich dumna. Oni z siebie również. — Jak ten gość pójdzie, to możemy zamykać — rzucił, wskazując na podpitego już mężczyznę w rogu pomieszczenia. — Mogliśmy mu pod koniec piwo zero zacząć wlewać — dodał ściszonym tonem głosu, chociaż wątpił, że w ogóle by ich usłyszał.

Carmen Torres
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Painted Lady”