Rosa oczywiście wywraca oczami, jak Ricz koło niej siada, ale tak naprawdę to jej kamień z serca spadł, że te dwa bandziory, co go tu przyprowadziły, to nic mu nie zrobiły. No bo ich relacja to jest taka, że oni się kochają i nienawidzą chyba jednocześnie. A przynajmniej to Rosa tak ma.
Niby patrzy na Ricardo podejrzliwi zmrużonymi oczętami.
-
Kto? - zapytała go, ale Oppenheimer już mówi, że on też wie. Więc Rosa teraz na niego przenosi spojrzenie i słucha go. A on wali taką przemową, że wszyscy przy tym stole się pospinali, nikt już nic nie je, ani nie pije, a ludzie tylko patrzą po sobie podejrzliwie, bo się okazuje, że wszyscy tutaj kłamią.
Że Ricz to wiadomo, ale jak ten Opeenheimer tak mówi, to Rosa aż zacisnęła palce na przedramieniu swojego męża.
-
Jak to od miesięcy? - i aż wbiła paznokcie w ramię Ricz, bo ona myślała, że to taka jednorazowa akcja była. Jeden raz i chwila zapomnienia w ramionach jakiejś rudej lafiryndy, a to trwało od miesięcy.
Aż jej się słabo zrobiło, a jeszcze gorzej jak się okazało, że Barilla to przyjaciółka jego kochanki, aż Rosa się tak patrzy na tą babę i chyba by się na nią rzuciła furiatka, ale wtedy Oppenheimer mówi dalej i teraz już o jej tajemnicy. Rosario to było trochę wstyd, bo to była prawda, że kiedyś jej pracę oskarżono o plagiat, ale Marco Polo wtedy jej pomógł to zataić. I ona mu potem całe życie była wdzięczna, bo przecież jej praca, to była jej druga ukochana rzecz po... no Riczu.
-
Ja... Ja już nie mam tego listu, ale nie chciałam, żebyście poznali moją tajemnicę - i chowa twarz w rączkach biedna Roska. No bo w sumie jej tajemnica to nie jest taka najgorsza, nikomu krzywdy nie zrobiła, ale jest wstydliwa.
Oppenheimer mówi dalej te wszystkie sekrety, a Rosa jeszcze nie podniosła głowy tylko tak chlipie cicho. Ale tam na wierzch wychodzą takie brudy, że no każdy stąd ma coś na sumieniu. Tylko, że Rosy to wcale tak nie obchodzi, bo ją najbardziej interesuje ten jej sekret i ten Richa, że ją miesiącami zdradzał.
No ale jak te tajemnice wszystkie wychodzą, to Rosa tak podnosi twarz znad stołu, bo nie dowierzała, że to się tak wszystko składa w całość, a do tego...
-
Svetlana? - aż jej się wyrwało, bo ona specjalnie pewnie ten kostium założyła taki sam! Żeby ją zabić. Teraz już się wszystko składa w całość. Skoro ona była następna.
Tylko potem Svetlana, a tak naprawdę Sofia zrywa się z miejsca i wyciąga spod stołu pistolet.
-
Jezu! - krzyknęła jeszcze Rosa i całe życie jej przeleciało przed oczami. Calutkie. Jak była dzieciątkiem najsłodszym na świecie, a potem jak była małą dziewczynką i już wtedy chciała zostać psychiatrą. A potem jak była nastolatką i się z koleżanką uczyła całować. A potem jak się umawiała z chłopakami, i Rich… Ten łysy z fryzurą na piłkę tenisową. Jak jej mówi, że spadła z nieba.
A potem dziesięć lat i ta sama gęba, którą ona przez te wszystkie lata kochała nad życie i nienawidziła równie mocno. Ale jednak w ogólnym rozrachunku do tego stopnia była w nim zadłużona, że wzięła z nim ślub. I ten ślub przepiękny też widziała, najszczęśliwszy dzień jej życia, kiedy ona jeszcze nic nie wiedziała, tylko myślała, że Ricardo jest taki cichy bo się struł sałatką, a mówiła mu, żeby jej nie jadł.
I już myślała, że to jej koniec będzie, bo wybrzmiały te dwa strzały, ale zaraz walnęła na ziemię i przygniótł ją jakiś ciężar. Ale najciężej to jej było na sercu, że tak skończyli pokłóceni. Tylko się wtedy okazało, że jej jednak nie trafiło, bo na niej leży Ricz, no i Rosa sięga ręką po podłodze, chciała go zepchnąć, tylko tam jest... pełno krwi!
Więc Rosa krzyknęła -
Boże Rich! - i go szarpie za koszulę, czy on umarł? Ale nie, bo patrzy na nią tymi ciemnymi ślepiami, a ona na niego.
A zaraz się okazało, że to nie jest krew nawet. Tylko Svetlana chciała ją zabić, ale Ricardo ją odepchnął i Rosjanka strzeliła w karafkę z winem, bo się na nią rzucił Oppenheimer, też ryzykując własnym życiem, dla Rosy!
No i powalił blondynę na podłogę, wytrącił jej pistolet, a zaraz nawet zakuwa ją w kajdanki.
Rosa niby jest zła, niby jeszcze źle patrzy na swojego męża, ale jednak trzyma go cały czas za koszulę, bo jakby go straciła, to by sama tego chyba nie przeżyła!
Chociaż to nie tak, że mu nagle wybaczyła tą trwającą kilka miesięcy zdradę. Ciężko jej jest jakoś tak znowu...
Aż się za brzuch złapała.
-
Ricz źle się czuję - mówi taka blada cała. Za dużo stresu, za dużo emocji i tego wszystkiego, to już było dla niej.
Ricardo Martinez