Tęskniłeś? To proste pytanie, rzucone z tym jej charakterystycznym, bezczelnym uśmieszkiem, sprawiło, że na moment stracił rezon. Stał, trzymając w ręku reklamówkę, którą przed chwilą od niej odebrał, czując wzmożone napięcie. Miał ochotę jej powiedzieć, że przez te półtorej godziny spóźnienia zdążył już przeklnąć ją w myślach na wszystkie możliwe sposoby, ale ostatecznie zrezygnował z tego pomysłu, bo najważniejsze, że w końcu dotarła. Jej obecność zawsze działała na niego jak silny bodziec. Obiecali sobie, że wrócą do przyjaźni, więc nie mógł teraz pokazać po sobie, jak bardzo jej widok nim wstrząsnął.
-
Jasne, całe półtorej godziny stałem pod drzwiami i wypatrywałem cię przez wizjer - odpowiedział z lekkim, ironicznym uśmiechem, zamykając za nią drzwi. Doskonale odczytał ten sygnał. Była gotowa do obrony, jakby tylko czekała, aż palnie jakąś głupotę na temat jej wyglądu. Musiał więc uważać na każde słowo, żeby znowu nie wywołać kłótni, zwłaszcza, że w ciąży buzowały jej hormony. -
Wyglądasz ładnie, jak zawsze - rzucił szybko, starając się, by jego głos brzmiał całkowicie neutralnie.
Niestety, mimo najszczerszych chęci, nie potrafił w pełni kontrolować swojego ciała. Jego wzrok na ułamek sekundy uciekł w dół, prosto na jej brzuch. Próbował z tym walczyć, ale to było silniejsze od niego. Myśl o tym, że ta dziewczyna nosi w sobie dziecko, które może być jego, paraliżowała go za każdym razem, gdy na nią patrzył, ale Ruda natychmiast to zarejestrowała. Był wściekły na siebie, że dał się tak łatwo przyłapać.
-
Wcale się nie gapię - skłamał gładko. -
Po prostu patrzę, czy zmieścisz w siebie pizzę, czy będę musiał zjeść całą sam.
W głębi duszy czuł lęk, bo za kilka dni mieli odebrać wyniki badań DNA. Ta myśl była jak tykająca bomba, albo zostanie ojcem, albo ich relacja pozostanie taka jak dotychczas. Musiał te czarne myśli natychmiast zdusić w zarodku, żeby nie zepsuć wieczoru.
Podszedł do blatu i zaczął wyjmować rzeczy z reklamówki. Zobaczył wino, bezalkoholowe napoje i popcorn na film. Na samym dnie torby znalazł jednak coś, co wywołało na jego twarzy szczery uśmiech. Wyciągnął maseczki kosmetyczne, peeling do ust i ananasa.
-
O, moje maseczki i peeling. Super, że o nich pamiętałaś, bo moja twarz po tych ostatnich stresach naprawdę potrzebuje ratunku - ucieszył się szczerze, odkładając kosmetyki na bok. -
I dzięki za ananasa. Całe szczęście, że ustaliliśmy już wcześniej, że to na deser, a nie do profanacji pizzy.
Zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, szturchnęła go biodrem, żeby się przesunął. Automatycznie zrobił krok w tył, ale w środku aż się w nim zakotłowało. I w tym momencie nagle całkowicie odcięło od rzeczywistości. Stał obok niej, patrzył na jej profil, na to, jak pewnie się tu czuje, i dopadł go paraliż. Stała w jego domu dziewczyna, która nosiła w sobie dziecko, którego mógł być ojcem i zachowywała się tak, jakby to był banalny wieczór przyjaciół. Nagle z tego odrętwienia wyrwało go pstrykanie palcami tuż przed oczami. Gabrielę stała bardzo blisko, przyglądała mu się i pytała, czy ma udar, rzucając złośliwym tekstem o tym, że przecież nawet nie pokazała mu cycków, a on już zaniemówił.
-
Nie, nie mam udaru - odpowiedział w końcu, a jego głos brzmiał już szczęście normalnie. -
Po prostu próbuję przetrawić fakt, że przychodzisz spóźniona, od progu ustawiasz mnie po kątach, a na koniec rzucasz tekstami o pokazywaniu cycków. Może i jestem facetem, ale nawet ja potrzebuję chwili, żeby nadążyć za twoim tokiem myślenia. - Uśmiechnął się, żeby ukryć resztki zmieszania, sięgając do lodówki po spody do pizzy oraz sos pomidorowy i postawił wszystko na blacie. -
Sos jest, spody też. A skoro tak bardzo rządzisz, to proszę bardzo. Masz tu deskę, nóż i pokrój składniki, tylko uważaj na palce, bo wizyty na sorze nie mam dzisiaj w planach.
Gabriela R. Blais