32 y/o
Welkom in Canada
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

- Gangrena-srangrena - odpowiedział w sposób dojrzały i elokwentny, a jakże. Chociaż małe ziarno niepewności faktycznie zostało zasiane, bo Jason nawet nie był pewien o co dokładnie się tak załatwił. Gdyby teraz wrócił do piwnicy, pewnie szybko znalazłby winowajcę, musiało tam zostać trochę jego krwi z zadrapania. Ale jeśli faktycznie był to jakiś gwóźdź to mógł mu grozić tężec...
Choi odpędzał od siebie te myśli, decydując że jeśli z raną faktycznie będzie cos nie tak, to z samego rana przejedzie się na ten zakichany SOR. Dzięki Gabs. Sam by nigdy nie pomyślał, że cokolwiek może mu się z tą ręką zadziać... No i niepokój, a także ból (chociaż ten drugi mógł sobie równie dobrze podświadomie wyobrazić) utrzymywały się i męczyły go do tego stopnia, że mężczyzna nie miał łatwo jeśli chodzi o zasypianie. Może doszły do tego przy okazji frustracje związane z każdym wadliwym elementem wynajmowanego domku, szczególnie tymi popsutymi drzwiami, ale kręcił się dobre pół nocy. No i jeszcze ten zasrany materac skrzypiał... chyba się na następną noc przeniesie na łóżko Blais, taka zemsta będzie, a co.
Rano ani nie wyglądał, ani się nie czuł - ręka na szczęście nie bolała, zadrapanie zaczęło się już goić. W przeciwieństwie do Shereen, on potrzebował konkretnej dawki kofeiny, dlatego mleka wlał sobie niewiele. Tylko fryzurą nie przejmował się specjalnie, bo wiedział, że jeśli w planach jest udanie się nad jezioro, nie ma sensu się czesać. Tym samym aż do czasu wyprawy nad wodę miał na głowie istne ptasie gniazdo.
Fakt że grupa im się trochę skurczyła był nieco dołujący, ale nic nie mogli na to poradzić. Całe szczęście, że jego nikt nie próbował ściągać z urlopu, jego szef doskonale wiedział, że Jason nie dawał sobie w tych sprawach w kaszę dmuchać. Na szczęście jedno ze zwolnionych miejsc zaraz zostało zastąpione przez kogoś innego - Jason na dzień dobry zamknął Cass w giga niedźwiedzim uścisku. Choi został jednak bez transportu powrotnego, ale po cichu liczył na to, że Eric jednak go poratuje i znajdzie dla niego kawałek miejsca w swoim autku. Chociaż zawsze mógł się przytulić na motocykl Gaby. Tak w ogóle to z coraz większym zainteresowaniem zerkał na te maszyny. Może sam powinien się zainteresować i sobie taką sprawić...
Podczas kiedy dziewczyny wybierały sobie najlepsze i najbardziej cute stroje kąpielowe, Jason postawił na najzwyklejsze kąpielówki pod słońcem - przynajmniej nic mu nie krępowało ruchów, kiedy już znaleźli się nad wodą i Jason zwinnie niczym foczka skakał za piłką, którą wystawił mu Eric.
- A dzięki, Sher, to było tylko zadrapanie. - nic mu nie trzeba było ani szyć, ani tym bardziej amputować - Ty przynajmniej spałeś, Lexiu. Ja pół nocy rzucałem sie na materacu - poskarżył się śledząc piłkę wzrokiem. Może i natura tutaj była bardzo urokliwa, ale serio, następnym razem wybierają jakiś nowocześniejszy, wygodniejszy i przede wszystkim nierozwalajacy się od samego patrzenia domek. - Cass, lepiej uważaj jeśli będziesz przechodzić przez jakiekolwiek drzwi. Poza tymi od piwnicy, zatrzasnęły się też jedne od kibla. Nie, Eric? - wyszczerzył się lekko do Stonesa.

Eric Stones Alexander Hall Cassandra Wildbird Shereen Winfield Gabriela R. Blais Erika Lindberg
Solhy
Posty z AI
27 y/o
Welkom in Canada
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Cud, że mieli jeszcze gdzie spać. Tajemniczy korytarz w piwnicy i cała ta historia o mordercy powinna zrazić ludzi do nocowania w takim miejscu, ale całe szczęście byli pozytywnie pojebani i każdy grzecznie poszedł do swojego łóżka. Spała jak zabita. Nawet nie ruszały ją dziwne akrobacje Jasona, który nie umiał sobie znaleźć miejsca na skrzypiącym materacu. Biedna Erika, układając kostkę Rubika, pewnie myślała, że wyprawiali tam cuda, ale jej towarzysz w pokoju, jak typowy samiec alfa, umierał od zadrapania. Dopiero koło piątej nad ranem - co to za barbarzyńska godzina - obudziła się słysząc szelest na korytarzu. Mógł to być ktoś od nich, walczący o życie urlopowicz, który czołgał się na kacu do najbliższego wodopoju. Albo Eric znowu robiący tripa do łazienki, bo miał pęcherz wielkości chomiczka. Zdecydowała się to sprawdzić. Bo może ten cały morderca chciał im podjebać piwko z lodówki, a do tego nie można było dopuścić. Tyle, że po otwarciu drzwi okazało się, że puszysta kuleczka futra z pazurkami uciekła z pokoju Eriki. Mała franca nie chciała wrócić, ale po maratonie miziania udało jej się namówić mruczka do powrotu i to bez żadnej szkody na ciele.
Wróciła spać i w sumie to kurwa zaspała. Bo gdy reszta już chillowała nad jeziorem, to ona dopiero zwlokła swoje zwłoki z łóżeczka i udała się jedynym słusznym szlakiem na dół po kofeinę. Oczywiście, że kawy w dzbanku już nie było. A na talerzach zostały same okruszki. Musiała się poratować energetykiem z plecaka, którego otworzyła na tarasie. Fajeczka, monsterek i ładne widoczki... Czego chcieć więcej? Lista była długa, ale zaczęła od szybkiego prysznica i doprowadzenia się do w miarę przyzwoitego wyglądu. Nawet wygrzebała z plecaka pierwszy lepszy kostium, który założyła i tadam, była gotowa na kolejny dzień wrażeń. Wzięła dwie torby, do których zapakowała popitę, alkohol oraz plastikowe kubeczki na drinki i ruszyła w stronę jeziora. Butelki przy każdym kroku zdradziecko pobrzękiwały - dokładnie tak, jak wtedy, gdy za małolata wmawiało się starym, że idzie się tylko na noc do koleżanki.
- Jak woda? Zimna? - zapytała od razu, bo chciała wrzucić do jeziora butelki z wódką, żeby były zajebiście zimne, ale stanęła w pół kroku, patrząc na Cass. - Kurwa, Maddie się pofarbowała? - zmrużyła oczy i przyjrzała się uważniej rudowłosej, na dłużej zatrzymując swoje spojrzenie na jej cyckach. - Cass! Nie poznałam cię! - ile jej nie widziała? Sześć lat? Więcej? - A gdzie ta blondyna? Aż tak ją sponiewierałeś? - zapytała Alexa, ale już odstawiała na ziemię torby, żeby porwać w swoje objęcia koleżankę, która zdecydowała się do nich dołączyć. Dopiero po wymianie ckliwych buziaczków na powitanie wrzuciła butelki do jeziora, a resztę fantów porzuciła tuż obok kocyka Erica i jego Wisienki.
- Ktoś chce zapalić zielone? - zaproponowała, również wyciągając ze swojej magicznej torby zestaw do waporyzowania i pudełeczko z marihuaną leczniczą, którą przepisała jej Roska. Każdy miał swoje priorytety. Jedni uprawiali sport i się opalali, a inni dbali o poziom alkoholu we krwi. I nie tylko.


Eric Erika Shereen Alexander Cassandra Jason
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
28 y/o
Indulge in local cuisine
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała nic przeciwko temu, aby Shereen wpadła do niej po to, aby zaznajomić się z wycinkami z gazet, które udało jej się pozyskać w piwnicy, korytarzu czy czymkolwiek było to pomieszczenie, w którym się znaleźli. Było jednak zdecydowanie coś dziwnego w fakcie, że właśnie przeglądała informacje związane z działalnością psychopaty, który w teorii mógł dalej kręcić się w pobliżu, a wydawał się być aż nadto realny.
Mimo wszystko zasnęła dosyć łatwo, bo w jej organizmie krążyły żywo wypite procenty. Mogła też liczyć na całkiem spokojny sen, z którego wyrwał ją dopiero odczuwany w pokoju ziąb. Wyczuwalny na tyle, że był w stanie ją obudzić. Przyszło jej to z trudem, ale w końcu zwlokła się z łóżka i ruszyła do okna, które okazało się rozszczelnione. Czy ta chatka była serio aż tak stara czy może ktoś przy niej stale majstrował, aby napędzić im stracha?
Śniadanie, które zjedli rano było zdecydowanie dziwnym posiłkiem. Może dlatego, że Lindberg starała się je skomponować ze wszystkiego, co tylko miała pod ręką. Wszystko byle napełnić żołądek. Kotek kręcił się gdzieś w pobliżu, a Duffy i Maddie obwieściły, że muszą wracać pilnie do Toronto. Niby jakieś ważne sprawy, ale Erika przypuszczała, że zwyczajnie wystraszyły się całej tej historii z domkiem... Co wysuwało Erica i Shereen na pozycję najbardziej zagrożonych, bo byli tą parą, którą zabójca mógł zamordować w horrorze, bo za bardzo się ze sobą miziali. Całe szczęście, że dołączyła do nich jeszcze jedna osoba.
- Cześć Cassie! - przywitała się z dziewczyną, gdy tylko zjawiła się w kuchni. - Duffy się zawinęła, więc możemy mieć pokój we dwie. Pierwszy na prawo... Lex, też możesz do nas dołączyć jeśli będzie ci zbyt smutno samemu.
Nie była to żadna niemoralna propozycja. W końcu znali się całkiem długo i Lindberg nie miałaby nic przeciwko spaniu w jednym pomieszczeniu. Chociaż z drugiej strony niektórzy cenili sobie spokój na tyle, że zabiliby za posiadanie sypialni tylko dla siebie.
Najważniejsze jednak było to, że czekało ich wyjątkowe wyjście na plażę. Mieli się dobrze bawić i zdecydowanie nic im w tym nie mogło przeszkodzić. Dlatego też Erika wskoczyła w swoje wyjątkowo nudne czarne bikini oraz zabrała część rzeczy, które mieli przenieść nad jezioro. Każdy miał tutaj swój wkład.
- Jak chcesz to mogę ci pokazać te wycinki prasowe. Poczytasz trochę o tym mordercy - zaproponowała, gdy tylko Cass wyraziła zainteresowanie wspomnianym psycholem.
Lindberg była już w zasadzie po pas w wodzie, gdy usłyszała pytanie o zielone z ust Gabrieli. Jej ręka wyleciała w górę jakby właśnie próbowała zdobyć poprawną odpowiedzią dziesięć punktów dla Gryffindoru, czym chyba zwróciła na siebie uwagę pobliskiej mewy. To był ogromny błąd...

Shereen Winfield Eric Stones Jason Choi Cassandra Wildbird Alexander Hall
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
Let's go to the beach-each, let's go get away
They say, what they gonna say
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Ogólnie Eric nocną przejażdżkę uważał za udaną i pewnie zwiedzaliby okolicę dłużej, lecz on w pewnym momencie zaczynał odczuwać zmęczenie, a powieki robiły się coraz to cięższe.
Gdy tylko położył się do łóżka, zasnął praktycznie od razu. Przez tę całą historię o morderstwie to i jemu się śniło, że w lesie odkrył ciała kilku osób, a kiedy był bliski odkrycia, kto za tym stał, bo trafił na ślad zabójcy, obudził go irytujący dźwięk. Machnął ręką, lecz komar powrócił po kilku sekundach. Przymknął oczy, mając nadzieję, że zaśnie - nie sprawdził godziny (bo nie chciał), aczkolwiek poczuł pewnego rodzaju ulgę, gdyż promienie słońca nie przebijały się przezz okno, co oznaczało, iż ranek jeszcze nie nastąpił - lecz ciężko mu było zasnąć, kiedy urządzono mu prywatny koncert nad uchem, a oprócz tego czuł wbijającą się w niego sprężynę. Nosz kurwa mać, ja pierdole, może powinienem był spać w aucie… pomyślał, zaczynając przewroty z boku na bok oraz z pleców na brzuch, lecz nic nie pomagało. Ostatecznie wybrał pozycję boczną i, gdy miał wrażenie, że odpływa, został nagle uderzony w ramię, co automatycznie spowodowało otwarcie oczu. Westchnął cicho, ale wysłuchał, co tam dręczyło Sher, samemu również dzieląc się z nią własnymi problemami, które nie pozwalały mu spokojnie przespać nocy.
Rano pomógł przyrządzać śniadanie - pewnie głównie rozkładał naczynia wraz ze sztućcami - i wypił ze dwie kawy z mlekiem. Zastanawiał się, czy kawa mu pomoże i czy nie będzie potrzebował czegoś jeszcze, np. energetyka. Nagle okazało się, że Duffy i Maddie muszą pilnie wracać do Toronto, więc Eric pożegnał się z nimi, a po śniadaniu poszedł założyć kąpielowe szorty, w których ruszył na plażę, trzymając dłoń Sher z jednej, a parasol w drugiej ręce. Na plecach niósł plecak, w którym miał ręczniki, krem z filtrem, powerbanka i butelkę z wodą.
Na placy wbił parasol w piasek, zrzucił plecak obok Sher z nadzieją, że będzie pilnować jego dobytku, a następnie wbiegł do wody. Poczuł nagłe orzeźwienie, choć całkiem szybko przyzwyczaił się do temperatury wody. Oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie zanurzył się całkowicie i po wynurzeniu, poprawił sobie fryzurę - przejeżdżając dłonią do góry - by nie mieć tak zwanego grzybka.
Wybił piłkę do góry zgodnie z poleceniem Alexa, starając się wykonać przyzwoite wystawienie.
- Fajny sen Alex. Mi się śniły ciała w lesie. - odparł zgodnie z prawdą. Słysząc słowa Jasona, podszedł do niego, by zbić z nim piąteczkę.
- O, ty też Jason? Piąteczka w takim razie. Ja miałem darmowy, a jednocześnie strasznie chujowy koncert don komarenki, a oprócz tego, sprężyna mi się w żebra wbijała… masakra. - do tej pory czuł tę sprężynę, dlatego dotknął swojego boku. Zaraz potem dołączyła do nich Sher, a Eric posłał jej ciepły uśmiech.
- Tak czułem, że chcesz mocniej, kochanie. - odpowiedział, zaczynając ją ochlapywać za karę, jednocześnie zauważył, że dołączyła do nich Cassie, więc poszedł się z nią przywitać przybiciem piąteczki.
- Siema Cass. Przy okazji poznaj moją dziewczynę, Shereen. To tamta, o. - powiedział, gestem głowy wskazując na Sher, a słysząc słowa Jasona, parsknął śmiechem, bo przyjaciel przypomniał mu o sytuacji z poprzedniego dnia. Cóż… teraz przynajmniej wiedział, by chodzić do toalety ze śrubokrętem.
- Tak… lepiej nie zamykaj się w łazience, bo klamka może Ci zostać w dłoni.- ostrzegłi wrócił do wody, bo było mu za gorąco na lądzie. Nim jednak faktycznie wrócił, podszedł do Gaby.
- Daj bucha… albo dwa. No ostatecznie trzy. - powiedział, kucając obok niej i wyciągając rękę, by otrzymać skręta. W sumie, doszedł do wniosku, że dawno nie jarał.

Shereen Winfield
Erika Lindberg
Jason Choi
Alexander Hall
Gabriela R. Blais
Cassandra Wildbird
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

PODSUMOWANIE - TURA VII
gratulacja!
Kronika Biwakowa: Tura VII, czyli słońce, siatkówka
i medycyna alternatywna

Poranek przyniósł sporo zmian! Zgodnie z zapowiedzią, Maddie i Duffy spakowały manatki i ruszyły w drogę powrotną do Toronto, ale smutki szybko minęły, bo na biwak - prosto ze słonecznych Włoch - wpadła spóźniona Cassie (która od razu otrzymała od Eriki zaproszenie na wspólne spanko) i razem z ekipą zasiadła do śniadania.

Po nocy pełnej gladiatorów, techno-komarów, skurczów łydek, skrzypiących materaców i wspólnym jedzonku, wszyscy - oprócz Gabrieli, która w sumie kurwa zaspała - ruszyli na plażę.

Gdy znaleźli się nad jeziorem, Alex, Eric i Jason od razu rzucili się w wir gry, odbijając piłkę i licytując się, kto miał gorzej. Cassie i Shereen szybko dołączyły do wodnej zabawy (Sher przy okazji zagroziła Alexowi podtopieniem za ochlapanie i straciła równowagę na rzecz klaty Erica). Tymczasem na brzegu zameldowała się Gabriela z zestawem ratunkowym w postaci pudełeczka z marihuaną leczniczą i butelek z alkoholem, które wylądowały w wodzie.

Uwaga, idzie fala! 🌊🚤

Nagle spokojne przedpołudnie zostaje przerwane przez… ryk silnika. Tuż obok Was przepływa lokalny KRÓL WAKACJI na wypożyczonym skuterze wodnym. Facet robi ostry zwrot, robiąc gigantyczną falę, która podtapia chłopaków, niemal zmywa Cassie i Shereen z nóg, a co najgorsze - fala uderza w brzeg i grozi porwaniem butelek z wódką, które zaczęła chłodzić Gabriela!

Rzut kostką: Gabriela
  • 1-50 - sukces, butelki zostały na brzegu, fala tylko nimi zatrzęsła, przez co zaczęły zdradziecko brzdąkać o kamienie,
  • 51-100 - porażka i tragedia narodowa, głęboka fala wciągnęła butelki z wódką w głąb jeziora, trzeba zorganizować akcję ratunkową albo odprawić im pogrzeb.

Rozpoczynamy VIII turę! Czas na posty macie do niedzieli, 19.07.2026.


xoxo, Isiek
:rizz:

Prowadzący:
Alexander Hall
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”