Zainteresowanie klientek niewątpliwie mu schlebiało, zwłaszcza w pierwszych latach nowej kariery, kiedy to był wolny od związkowych zobowiązań. Oczka puszczane mu przez wygłodniałe przedstawicielki płci pięknej (i nie tylko!) wywoływały mieszaninę zadowolenia, ale i zawstydzenia. Z jednej strony udowadniały, że można nadal się podobać, pomimo pożegnania się z maszynką golenia, czy codziennego noszenia wyprasowanej koszuli, z drugiej zaś podsuwały to wstydliwe podejrzenie, jakoby naprawdę mogło chodzić wyłącznie o archetyp, ten biały bezrękawnik i uwydatniony biceps, o to spełnianie fantazji rodem z taniego pornola. Bo przecież nie mogło chodzić o niego, Sama Turnera, faceta bez rolexa na nadgarstku, pasjonata fotografii i kuchni indyjskiej, marzącego o otwarciu własnej knajpy.
I oczywiście że byłby ostatnim idiotą, gdyby nigdy z takiej okazji nie skorzystał.
Powrót do istniejącej codzienności, do remontu domu, pogawędek prowadzonych neutralnym tonem miał jakąś szansę. W przeszłości to nigdy nie stanowiło problemu, choć może jednak trudniej tu o porównanie, albowiem u Sama raczej nie dochodziło już do kolejnych spotkań z rzeczonymi klientkami. To przelotne znajomości, ulotne momenty, parę cięższych oddechów i uwolnienie napięcia w lędźwiach, za czym nie szły żadne zobowiązania, poza rzuconym w przejściu na odchodne ”Zadzwoń kiedyś”.
Minęło kilka lat od kiedy przestał robić głupie rzeczy, by później żałować popełnionych błędów. Dziś wykorzystywał te okazje ze świadomością, że życie jest zbyt krótkie, by odmawiać sobie przyjemności. Zwłaszcza tej skrywanej między kuszącymi udami.
Dziwne, wręcz niespotykane, z jak wielką łatwością przychodziło im odnalezienie się w swoich ramionach. Ani chwili nie zaprzątał sobie jednak myśli, że to zaskakujące (tak, najpewniej wróci do tego później), a pozwolił sobie płynąć z nurtem, nakręcany gwałtownością kolejnych pocałunków i melodią westchnień. Zwłaszcza tych ostatnich, niewymuszonych, niepodkolorowanych, a zgrywających się z tempem powietrza opuszczającego płuca.
— Nie chciałbym jej sprawiać takiego zawodu, wolę utrzymywać dobre stosunki — odpdarł jeszcze z rozbawieniem, zadowolony z podłapanej gry. Niektórzy rozpraszali się, kiedy podczas seksu padały jakiekolwiek słowa, innym usta wprost nie chciały się zamknąć, znacząco utrudniając skupienie. Rozchodzący się na plecach ból stanowił dodatek, do którego nie nawykł, a który to zaskakiwał niecodziennym odkryciem, zarówno siłą, jaka drzemała w tak drobnym geście, ale i własnym wrażeniem rzadko spotykanej przyjemności.
W pierwszej chwili nie wiedział, co zrobić i zawiesił się nad stosunkowo prostym zadaniem. Nie tym związanym z pamiętnym doświadczeniem — czy gdyby nie pragnął spełnienia, w ogóle decydowałby się na przekroczenie granicy? Czy żartowałby i pozbył się swojej bielizny, czy kusiłby i dawał się wodzić na pokuszenie? Sam fakt spotkania dawał gwarancję, że doskonale zapamięta to popołudnie, także za sprawą drobnych komplikacji, które wyjdą na jaw już za parę dni. Problem Turnera wiązał się raczej z czysto techniczną sprawą, ale kim byłby, gdyby nie smykałka do ich rozwiązywania?
Pobliski pomost znajdował się dotąd poza zasięgiem uwagi. Wprawdzie kilka dni temu z czystej ciekawości sprawdził wkopane w dno deski, by ocenić stan miejsca do potencjalnego odpoczynku, wyglądania na szeroki horyzont, czy nocnego podziwiania gwiazd. Tyle że przez myśl mu nie przeszło, że skrzypiący pomost mógł mieć znacznie więcej, mniej codziennych zastosowań. Ruszył przed siebie, stawiając kolejne kroki ku linii brzegu i wydostał ich na sam skraj, z łatwością wysuwając drobne, kobiece ciało na deski.
— To można chcieć jeszcze więcej? Rozpieszczasz mnie. — Wzniósł jasne brwi i wyprostował się, łapiąc równowagę na gibiącej się na fali powierzchni, co wcale nie było takim prostym zadaniem. Ściągnął łopatki, przeciwstawiając się sile przyciągających go ściśle kobiecych ud. Skorzystał z okazji, by znów odrobinę zwolnić. Uśmiech zdążył już ustąpić miejsca skupieniu i było absolutnie jasne, że Turner wyszedł poza granice zwykłej zabawy, w której słowne, maskowane żartem zaczepki mogły umniejszyć wartości doświadczenia bliskości. Seks mógł być formą rozrywki, w której głębsze uczucia nie grają większej roli, gdzie raz dostrzeżone na horyzoncie spełnienie stanowi nadającą kierunek gwiazdę polarną. Tyle że Sam lubił czasem zboczyć na okrężną drogę. Górując nad Marshall, przyglądał się jej ciału, wilgotnej, mieniącej się słońcem skórze. Podziwiał krzywiźnę biustu i nabrzmiałe sutki, które twardniały smagnięte letnim wiatrem. Wygiął się, by ująć jedno z otulających go ud i przełożyć między własne do pozycji precla. Wyrównał zwolniony oddech, osadzając wzrok na twarzy kochanki i zwilżył wargi końcówką języka.
— Ja chcę cię poznać. Dogłębnie — dodał, jakby chcąc uściślić, o którą sferę życia mu chodzi, a także w obawie, że zabrzmi zbyt poważnie. Nie chciał rujnować tego momentu jakimś ckliwym wyznaniem, czy deklaracją, jaka przy nośnych wiatrach poszybowałaby w kierunku niszczącym relacje. Kobiety w jej wieku nie są zainteresowane stałymi związkami, a już na pewno nie marzą o ułożeniu sobie życia z budowlańcem. Marzą o tym, co ulotne, o przygodach, o błędach młodości, o których za kilkanaście lat będą wspominać z nutą nostalgii.
Główką penisa pieścił pulsującą namiętnością łechtaczkę, ostrożnie dawkując sobie przyjemność, co w oparciu o dostępne, intensywnie stymulujące widoki, wcale nie było taką łatwą sprawą. Oddychał ciężko, kiedy wszedł w nią ponownie, dając się otulić wilgotną ciasnotą ciepła. Dwa szybsze ruchy dla pogłębienia i wyrówniania, zwłaszcza chwytu na kobiecym udzie, gdzie musiał przyznać, że widok ułożonej nań własnej dłoni dawał satysfakcję z tego fikcyjnego poczucia przynależności i posiadania. W tej jednej, krótkiej chwili mógł ją nazwać swoją. Napatrz się, Sam, to się już więcej nie powtórzy.
— Tak, czy mocniej? — wychrypiał, szukając jeszcze odpowiedniego tempa do nacisku. Lepka od potu dłoń znalazła się na moment w wąskiej talii, gdzie oparta na biodrze wspomogła pogłębienie doznania, by ześlizgnąć się po wzgórku do uda i ułożyć kciuk na łechtaczce.
Chlupot wody obijającej się od drewnianych desek akompaniował mieszaninie westchnień. Prażące słońce poprzetykane podmuchami wiatru uwalniały kolejne fale doznań, jakich dziś zdecydowanie nie spodziewał się poczuć.