25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Myśli pani Turner i Cory łączył tylko jeden aspekt - Sam. Cała reszta zdecydowanie się od siebie różniła, bo blondynka miała dosyć dwuznaczne wyobrażenia mężczyzny. Nie martwiła się o jego pory powrotu do domu, a o to, czy dzisiaj znowu będzie na tyle ciepło, aby pracował bez koszulki tak jak ostatnio. I oczywiście, aby nie przyszło mu do głowy wysłać ją wtedy do sklepu, bo pozbawiłby ją tym cudownych widoków. Trzymała jednak na wodzy swoje fantazje, pozwalając sobie jedynie na lekki, niewinny flirt, który przychodził w jego towarzystwie wręcz naturalnie. Czuła się przy nim na tyle swobodnie, że nie miała problemów z sugestywnymi żartami, które sama ciągnęła dalej. Starała się jednak zachować ten profesjonalizm, który dzisiaj okazał się tylko pozorny.
Jednak dzisiejsze popołudnie wcale nie musiało przekreślać ich dalsze współpracy, prawda? Cora nie sądziła, aby Sam oczekiwał od niej czegoś więcej. Nie była typem kobiety od której się oczekiwało czegoś więcej niż dobrego seksu i rozejścia się po wszystkim, każde w swoją stronę. Tym bardziej taki mężczyzna jak Turner, który mógłby mieć każdą inną, a swoim urokiem, inteligencją i umiejętnościami remontowymi, mógłby nawet doprowadzić do kłótni między kobietami o jego względy. Tak, w jej oczach był niezwykle dobrą partią, a sposób w jaki zaczął pieścić jej ciało, powodował, że może byłaby gotowa nawet zawalczyć o niego, jeżeli oznaczałoby to powtórkę z dzisiejszego dnia.
Lecz na chwilę obecną była w pełni skupiona na tym, co tu i teraz. Fantazje o nim od jakiegoś czasu, pozwalały jej wierzyć w to, że po wszystkim wrócą do pracy jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło. Ale to nie przekreślało tego, że zamierzała wykorzystać moment, który mają teraz.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



Sam Turner
38 y/o
For good luck!
188 cm
buduję, majsterkuję i naprawiam już tylko na własny rachunek
Awatar użytkownika
give me a summer to remember
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

trigger warning
erotyka
Spoiler
Zainteresowanie klientek niewątpliwie mu schlebiało, zwłaszcza w pierwszych latach nowej kariery, kiedy to był wolny od związkowych zobowiązań. Oczka puszczane mu przez wygłodniałe przedstawicielki płci pięknej (i nie tylko!) wywoływały mieszaninę zadowolenia, ale i zawstydzenia. Z jednej strony udowadniały, że można nadal się podobać, pomimo pożegnania się z maszynką golenia, czy codziennego noszenia wyprasowanej koszuli, z drugiej zaś podsuwały to wstydliwe podejrzenie, jakoby naprawdę mogło chodzić wyłącznie o archetyp, ten biały bezrękawnik i uwydatniony biceps, o to spełnianie fantazji rodem z taniego pornola. Bo przecież nie mogło chodzić o niego, Sama Turnera, faceta bez rolexa na nadgarstku, pasjonata fotografii i kuchni indyjskiej, marzącego o otwarciu własnej knajpy.
I oczywiście że byłby ostatnim idiotą, gdyby nigdy z takiej okazji nie skorzystał.
Powrót do istniejącej codzienności, do remontu domu, pogawędek prowadzonych neutralnym tonem miał jakąś szansę. W przeszłości to nigdy nie stanowiło problemu, choć może jednak trudniej tu o porównanie, albowiem u Sama raczej nie dochodziło już do kolejnych spotkań z rzeczonymi klientkami. To przelotne znajomości, ulotne momenty, parę cięższych oddechów i uwolnienie napięcia w lędźwiach, za czym nie szły żadne zobowiązania, poza rzuconym w przejściu na odchodne ”Zadzwoń kiedyś”.
Minęło kilka lat od kiedy przestał robić głupie rzeczy, by później żałować popełnionych błędów. Dziś wykorzystywał te okazje ze świadomością, że życie jest zbyt krótkie, by odmawiać sobie przyjemności. Zwłaszcza tej skrywanej między kuszącymi udami.
Dziwne, wręcz niespotykane, z jak wielką łatwością przychodziło im odnalezienie się w swoich ramionach. Ani chwili nie zaprzątał sobie jednak myśli, że to zaskakujące (tak, najpewniej wróci do tego później), a pozwolił sobie płynąć z nurtem, nakręcany gwałtownością kolejnych pocałunków i melodią westchnień. Zwłaszcza tych ostatnich, niewymuszonych, niepodkolorowanych, a zgrywających się z tempem powietrza opuszczającego płuca.
Nie chciałbym jej sprawiać takiego zawodu, wolę utrzymywać dobre stosunki — odpdarł jeszcze z rozbawieniem, zadowolony z podłapanej gry. Niektórzy rozpraszali się, kiedy podczas seksu padały jakiekolwiek słowa, innym usta wprost nie chciały się zamknąć, znacząco utrudniając skupienie. Rozchodzący się na plecach ból stanowił dodatek, do którego nie nawykł, a który to zaskakiwał niecodziennym odkryciem, zarówno siłą, jaka drzemała w tak drobnym geście, ale i własnym wrażeniem rzadko spotykanej przyjemności.
W pierwszej chwili nie wiedział, co zrobić i zawiesił się nad stosunkowo prostym zadaniem. Nie tym związanym z pamiętnym doświadczeniem — czy gdyby nie pragnął spełnienia, w ogóle decydowałby się na przekroczenie granicy? Czy żartowałby i pozbył się swojej bielizny, czy kusiłby i dawał się wodzić na pokuszenie? Sam fakt spotkania dawał gwarancję, że doskonale zapamięta to popołudnie, także za sprawą drobnych komplikacji, które wyjdą na jaw już za parę dni. Problem Turnera wiązał się raczej z czysto techniczną sprawą, ale kim byłby, gdyby nie smykałka do ich rozwiązywania?
Pobliski pomost znajdował się dotąd poza zasięgiem uwagi. Wprawdzie kilka dni temu z czystej ciekawości sprawdził wkopane w dno deski, by ocenić stan miejsca do potencjalnego odpoczynku, wyglądania na szeroki horyzont, czy nocnego podziwiania gwiazd. Tyle że przez myśl mu nie przeszło, że skrzypiący pomost mógł mieć znacznie więcej, mniej codziennych zastosowań. Ruszył przed siebie, stawiając kolejne kroki ku linii brzegu i wydostał ich na sam skraj, z łatwością wysuwając drobne, kobiece ciało na deski.
To można chcieć jeszcze więcej? Rozpieszczasz mnie. — Wzniósł jasne brwi i wyprostował się, łapiąc równowagę na gibiącej się na fali powierzchni, co wcale nie było takim prostym zadaniem. Ściągnął łopatki, przeciwstawiając się sile przyciągających go ściśle kobiecych ud. Skorzystał z okazji, by znów odrobinę zwolnić. Uśmiech zdążył już ustąpić miejsca skupieniu i było absolutnie jasne, że Turner wyszedł poza granice zwykłej zabawy, w której słowne, maskowane żartem zaczepki mogły umniejszyć wartości doświadczenia bliskości. Seks mógł być formą rozrywki, w której głębsze uczucia nie grają większej roli, gdzie raz dostrzeżone na horyzoncie spełnienie stanowi nadającą kierunek gwiazdę polarną. Tyle że Sam lubił czasem zboczyć na okrężną drogę. Górując nad Marshall, przyglądał się jej ciału, wilgotnej, mieniącej się słońcem skórze. Podziwiał krzywiźnę biustu i nabrzmiałe sutki, które twardniały smagnięte letnim wiatrem. Wygiął się, by ująć jedno z otulających go ud i przełożyć między własne do pozycji precla. Wyrównał zwolniony oddech, osadzając wzrok na twarzy kochanki i zwilżył wargi końcówką języka.
Ja chcę cię poznać. Dogłębnie — dodał, jakby chcąc uściślić, o którą sferę życia mu chodzi, a także w obawie, że zabrzmi zbyt poważnie. Nie chciał rujnować tego momentu jakimś ckliwym wyznaniem, czy deklaracją, jaka przy nośnych wiatrach poszybowałaby w kierunku niszczącym relacje. Kobiety w jej wieku nie są zainteresowane stałymi związkami, a już na pewno nie marzą o ułożeniu sobie życia z budowlańcem. Marzą o tym, co ulotne, o przygodach, o błędach młodości, o których za kilkanaście lat będą wspominać z nutą nostalgii.
Główką penisa pieścił pulsującą namiętnością łechtaczkę, ostrożnie dawkując sobie przyjemność, co w oparciu o dostępne, intensywnie stymulujące widoki, wcale nie było taką łatwą sprawą. Oddychał ciężko, kiedy wszedł w nią ponownie, dając się otulić wilgotną ciasnotą ciepła. Dwa szybsze ruchy dla pogłębienia i wyrówniania, zwłaszcza chwytu na kobiecym udzie, gdzie musiał przyznać, że widok ułożonej nań własnej dłoni dawał satysfakcję z tego fikcyjnego poczucia przynależności i posiadania. W tej jednej, krótkiej chwili mógł ją nazwać swoją. Napatrz się, Sam, to się już więcej nie powtórzy.
Tak, czy mocniej? — wychrypiał, szukając jeszcze odpowiedniego tempa do nacisku. Lepka od potu dłoń znalazła się na moment w wąskiej talii, gdzie oparta na biodrze wspomogła pogłębienie doznania, by ześlizgnąć się po wzgórku do uda i ułożyć kciuk na łechtaczce.
Chlupot wody obijającej się od drewnianych desek akompaniował mieszaninie westchnień. Prażące słońce poprzetykane podmuchami wiatru uwalniały kolejne fale doznań, jakich dziś zdecydowanie nie spodziewał się poczuć.
Cora Marshall
space cadet
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



Sam Turner
38 y/o
For good luck!
188 cm
buduję, majsterkuję i naprawiam już tylko na własny rachunek
Awatar użytkownika
give me a summer to remember
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

trigger warning
erotyka
Spoiler
Nie wiadomo, czy to Cora miała nisko ustawioną poprzeczkę z oczekiwaniami, czy to Sam miał w zwyczaju orientować się w czasie i przestrzeni. Starał się brać pod uwagę różne okoliczności, zyski i straty, zalety oraz słabości. Jasne dlań było chronić przed gwałtownym upadkiem kobietę o wątpliwej koordynacji ruchowej, nie naśmiewać się z trudności w utrzymaniu ciężkiego sprzętu. Słuchanie i zapamiętywanie treści rozmów, to też zwyczajna przyzwoitość, żadna supermoc, czy zmyślna technika podrywu. Marshall miała po prostu tę przewagę nad szarym tłumem, że samą swoją obecnością potrafiła rozświetlić pokój, a wszelkie pomysły — choć czasem brzmiały na tyle abstrakcyjnie, że nic, tylko popukać się w czoło — pobudzały kreatywność, bo przy wsparciu szerokiego uśmiechu wątpliwość zmieniała się w szansę. Gdyby ktoś o to zapytał, stwierdziłby od razu, że to tylko uprzejmość, nic szczególnego, lecz uciekające ku niej spojrzenie i mięknące momentami kolana mówiłyby coś innego.
Tak to już jest, kiedy spotyka się dwoje ludzi, którym wygodniej z obdarowywaniem, niż przyjmowaniem przyjemności. Przywykli do przychylania nieba innym, nierzadko pomijając własne potrzeby, acz w tym przypadku z łatwością przychodziło im sięgnięcie po rozkosz. Był wdzięczny Marshall za jasne sygnały i bezpośrednie wskazówki, jakie skutecznie eliminowały domysły oraz wątpliwości i zbędne błądzenie. Poszukiwania i krążenie po omacku miało wprawdzie swoją wartość, pozwalając na odkrycie czegoś nowego, ale skoro to ich pierwszy i zapewne też ostatni raz, wszelkie instrukcje były na wagę złota.
Bo to nie tak, że doskonale wiedział, co robić. Działał intuicyjnie, częściowo metodą prób i błędów, obserwując reakcje, słuchając oddechu, szukając w ruchach aprobaty, bądź oznak sprzeciwu. Blondynka zdawała się dobrze wiedzieć, czego chce, jakby wodziła go za nos, tylko pozornie oddając kontrolę. Czuł się obserwowany, acz nie chciał, by skrępowanie wzięło górę — skrępowanie świadczące o braku doświadczenia, naleciałości dawnych preferencji, o poczuciu bycia znacznie od niej starszym, czy nieodpowiednim. Łatwo dostrzegalna w Corze rozkosz stanowiła natomiast czysty przekaz — więcej.
Drobna dłoń ułożona na jego, a następnie odepchnięta w przypływie rozdrażnienia, jasno wskazywała oczekiwaną zmianę. Nie, nie mógł przy niej narzekać na brak kreatywności. Gdy tylko wsparła się na przedramionach, od razu wyciągnął rękę, stabilnie chwytając za szyję i przyciągnął do siebie. Wykorzystał okazję, nachylił się do głębokego pocałunku i zwolnił część napięcia cięższym oddechem. Pozwolił jej na powrót na deski i przyjął zmianę pozycji. Chybotliwy pomost wcale nie ułatwiał sprawy. Całe szczęście, że Samowi wielka opatrzność oszczędziła choroby lokomocyjnej, czy chociażby lęku wysokości. O ile sama odległość do tafli wody zatrważająca nie była, to potencjalne zachwianie oraz upadek mogłyby skutkować złamaniem. Pozycja kowadła ułatwiała głębszą penetrację bez większego wysiłku i gwałtownych ruchów, co w tych warunkach z pewnością się przydało.
Zanim wrócił do rytmu, skorzystał z chwili przerwy, by poprawić ułożone na ramionach nogi. Jedwabista gładkość stanowiła przeciwieństwo szorstkiej skóry dłoni nawykłych do ciężkiej pracy. Moja, odbiło się echem w myślach, kiedy niespiesznie złożył na łydce parę pocałunków i wydał z siebie pomruk zadowolenia. Naciskał na nią ostrożnie, będąc pod szczerym wrażeniem gibkości smukłego ciała. Obawiał się przegięcia, zbyt mocnego nacisku, czy skrętu mięśni, a zamiast tego dostawał w odpowiedzi przeciągły jęk rozkoszy. Z każdym dźwiękiem ośmielał się coraz bardziej, pragnąc też coraz to więcej, mocniej i głębiej.
Jesteś — przytaknął bezwiednie ze wzrokiem wlepionym mocno w pociemniałe od głodu spojrzenie. Jasne tęczówki błyszczały zdecydowaniem, jednością myśli, współdzielonym celem. — Tylko moja.
Nie przywiazywał się nadto do padających słów. Podczas tak intensywnych emocji ślina przynosiła na język różne hasła, do jakich na trzeźwo raczej się nie sięgało. A przynajmniej tak Turner zwykł wierzyć, bo ileż to razy słyszał, że jest najlepszy, ile razy padały wyznania miłości, albo nienawiści. Pożądanie popychało do skrajności, zwłaszcza przy partnerze, przy którym dało poczuć się swobodnie.
Nie przestawaj — wymamrotał, bo długie paznokcie już dawno musiały zostawić czerwone ślady na męskich udach. Równie dawno ból przekroczył granicę, mieszając się z przyjemnością. Z tak bliskiej odległości z łatwością mógł obserwować stopniowo zbliżające się spełnienie Cory. Wsłuchiwał się w coraz to krótszy oddech, nie od razu orientując się, że zapomina o własnym. Powolny, rytmiczny ruch był znacznie mocniej nakręcający od pospiesznych pchnięć. Drobinki wody zdążyły już wyschnąć na rozgrzanej skórze, ustępując miejsca kroplom słonego potu. To on spływał po ciele będąc efektem zarówno wysiłku, co opierającego się na sylwetkach słońca.
Zaraz doprowadzisz mnie do szaleństwa — mruczał z wpół przymkniętymi powiekami, kiedy skupienie wzroku stawało się niemożliwe do utrzymania, niczym w hipnotycznym transie. W ludzkim ciele z racji wieku zachodziły różne zmiany, potrafiące pewnego dnia zaskoczyć nowym odruchem. Tym razem wcale nie chodziło o problem z osiągnięciem orgazmu, a wręcz przeciwnie. Nowe, obce, a sprawiające wrażenie zaskakująco bliskiego i dobrze znajomego ciało, działało na Turnera magnetycznie. Zapach potu, mgiełki perfum i przyciągających feromonów niemożliwym wręcz czynił dłuższe powstrzymywanie się i wzbranianie przed spełnieniem. Chciał, by ta magiczna chwila trwała wiecznie, nawet jeśli napięcie stawało się cholernie trudne do zniesienia.
Niczym piorun przeszyła go ekstaza i ciało spięło się gwałtownie. Dłoń zagarnęła szczupłe udo, palce zacisnęły w nagłej euforii i szorstki policzek wtulił się w muśniętą słońcem skórę. Z piersi wydarł się przeciągły jęk spełnienia. Nadal kołysał biodrami, nie chcąc ryzykować zaprzepaszczeniem momentu Cory. Rozwarł powieki i powędrował spojrzeniem przez linię kręgłego biustu ku twarzy. Tylko trochę żałował dzielących ich nóg, uniemożliwiających swobodne nachylenie się do rozchylonych ust, z trudem łapiących haust powietrza. Spierzchnięte wargi wołały błagalnie o spełnienie, o jeden impuls zdolnny wreszcie przełamać ten krytyczny punkt.
Możesz już dojść — padło zdecydowanym tonem, kiedy przejął jej spojrzenie. — Zrobisz to dla mnie, prawda? — To nie subtelne pytanie, ani grzeczna prośba, którą można, acz nie trzeba spełniać. Ciało Marshall wyło błagalnie, balansując na skraju, więc pokrył ciepłą dłonią jedną pierś i ścisnął twardy sutek, tak jak wcześniej sama dbała o swoją przyjemność. — Dokładnie tak — pochwalił, gdy tempo jej oddechu zaczęło urywać się gwałtownie, zwiastując nadchodzące apogeum.
Cora Marshall
space cadet
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



Sam Turner
38 y/o
For good luck!
188 cm
buduję, majsterkuję i naprawiam już tylko na własny rachunek
Awatar użytkownika
give me a summer to remember
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

trigger warning
erotyka
Spoiler
Turner cenił sobie bezpośredniość oraz szczerość. Bez popisywania się, przymusu udowadniania swojej wartości na każdym kroku, przyklejania na twarz uśmiechu tylko po to, by się komuś przypodobać, bądź powstrzymywania się przed byciem sobą w obawie przed oceną. Nie miał pewności, czy Corze brakowało jakiegoś elementu w instynkcie samozachowawczym, czy też była to bezkompromisowość względem wyrażania siebie, tak bardzo lubił fakt, że dogadanie się z Marshall, to kwestia odnalezienia odpowiednich ścieżek, słów i przykładów. Fakt, że bywała odklejona i żyła we własnym umyśle, zdając się nie rozumieć, co dzieje się wokół, lecz nie traktował tego jako przywary, a ciekawe urozmaicenie. Jak zmieniłoby się jego nastawienie, gdyby poznałby ją nieco bliżej? Z każdym dniem Sam dochodził do wniosku, że to urok, który należy pokochać, jeśli nie chce się drzeć kotów. Potrafiła zainspirować, rozbawić, doprowadzić niemalże na skraj szewskiej pasji, a wszystko to z niewinnością, jakiej trudno się oprzeć — z tą niewinnością, to rzeczywiście do czasu.
Przeciągnięty pocałunek wydostał zadowolony pomruk, jakiego się po sobie nie spodziewał. Jakżeby śmiał spieszyć się w takiej chwili? Cora nie była rozrywką, jaką można ot tak wykorzystać i odhaczyć, nie chciał, by nią była. Szybka przyjemność też mogłaby być satysfakcjonująca, to prawda, ale kiedy mógł mieć to, na co ma ochotę, dlaczego decydować się na półśrodki?
Podziwiał ją ogarniętą przyjemnością, wyginające się w łuk ciało, wyraźnie zdradzające oznaki szczytowania. Fale dreszczy, pierś gwałtownie nabierająca powietrza, łatwo wyczuwalne pod dotykiem drżenie, gdy tylko powieki zacisnęły się nagle i zwolniły swój nacisk po oswojeniu z pierwszym szokiem. Towarzyszył jej w drodze na sam szczyt, co tym bardziej czyniło wspólne popołudnie satysfakcjonującym, jakiego w żadnej wersji czasu nie chciałby zmienić, zupełnie jakby miała z tym związek karmiczna relacja. Nagły ruch zachwiał pomostem, zmuszając do niespodziewanego łapania równowagi. Na moment rozłączone ciała, splotły się znów ze sobą ściśle i męska dłoń powędrowała na drobny kark, tym mocniej zagarniając kobietę do siebie.
Nie odpowiedział od razu, wciąż z umysłem zamglonym świeżymi doznaniami. Zbyt oddany fantomowemu pocałunkowi, dopiero po paru oddechach rozwarł powieki. Odgarnął jasne włosy z jej czoła i odsunął na krótko od rozgrzanych ust, by powieźć wzrokiem po rumianej z wysiłku twarzy i podjąć się próby odczytania myśli. Czy sądziła, że zrobił to tylko ze względu na niechęć do odmowy zleceniodawczyni? Że w jakiś sposób było to wpisane w ich umowę? A może wzięła go za tego stereotypowego faceta, który wykorzystał nadarzającą się okazję po zobaczeniu kawałka nagiej skóry? Nie, żaden z tych scenariuszy nie był prawdziwy, nie mógł być, bo inaczej wszelki obraz panny Marshall, jaki ułożył w swojej głowie, musiałby rozpaść się na kawałki.
Widać, kto tu nie czyta umów — odparł również ściszonym głosem, pospiesznie odpędzając z myśli cień nieprzyjemnego skojarzenia. Czy będzie tego żałować? To się dopiero okaże w nadchodzących dniach.
Pomimo wszechogarniającego upału, miał wielką chęć, by zamknąć Corę w szczelnych objęciach i już nigdy nie wypuszczać. Od mało poważnego planu — zarówno pod kątem zostania na słońcu, co dalszego zacierania granicy nie-profesjonalizmu — uratowała ich oboje blondynka, wymykając się wreszcie z jego ramion. Okręcił się na bok na skrzypiących deskach i wsparł głowę na dłoni, powiódłszy wzrokiem za niknącą pod taflą wody kobietą. Skąpana w słońcu sylwetka, odznaczające się z tej perspektywy walory i ten szeroki uśmiech, który jeszcze przed godziną był miłym dodatkiem do codzienności, teraz niewątpliwie stanowiący argument za przedłużeniem przerwy.
Samuel niespiesznie podniósł się z miejsca i wyprostował, prezentując w całej swej okazałości. Przeciągnął się, wyciągając ramiona na boki i ku górze, by przetrzeć twarz dłonią i wskazać głową zacieniony brzeg bliżej domu.
Powinniśmy przynajmniej zejść z tego słońca — zauważył w przypływie trzeźwości umysłu. I może też po to, by dać sobie jeszcze tę jedną, ostatnią przyjemność z oglądania Cory z bliskiej odległości.
koniec

Cora Marshall
space cadet
ODPOWIEDZ

Wróć do „#35”