34 y/o
For good luck!
190 cm
żołnierz kanadyjskich siły zbrojnych
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

R a n d k a.
Powinien był się roześmiać, obrócić wszystko w żart, zrobić to, co robił od samego początku ich znajomości - uciec, zmienić temat, przesunąć granicę o pół kroku do tyłu, zamiast z uporem przesuwać ją coraz dalej. Tymczasem zrobił coś znacznie gorszego - skinął głową. Zgodził się, jakby była to najbardziej naturalna propozycja na świecie, choć przecież nie była. Była przekroczeniem każdej, pierdolonej granicy, którą sam dla siebie wyznaczył jeszcze zanim pierwszy raz zaparkował przed warsztatem.
Przecież właśnie dlatego przyjechał do Toronto. Miał sprawdzić, jak radzi sobie siostra Garry'ego, upewnić się, że życie nie odebrało jej wszystkiego, a później wrócić do Thunder Bay i zamknąć ten rozdział raz na zawsze. Ani przez moment nie zakładał, że skończy na wymienianiu z nią wiadomości, piciu tej okropnej warsztatowej kawy, prowokowaniu jej kolejnymi zaczepkami i organizowaniu pieprzonej randki. Jeszcze kilka tygodni wcześniej wyśmiałby samego siebie za podobny scenariusz, uznając go za kompletnie oderwany od rzeczywistości, a jednak rzeczywistość po raz kolejny udowadniała mu, że miała wyjątkowo chore poczucie humoru.
Jeszcze raz, już chyba setny, próbował poukładać sobie w głowie wszystkie argumenty. Nie potrzebował nawet kartki, bo po stronie za panowała kompletna pustka. Nie było tam ani jednego rozsądnego powodu, dla którego powinien był się pojawić pod jej domem. Po stronie przeciw zmieściło się natomiast wszystko - Pauline, kłamstwa, Garry. Obietnice, których nie dotrzymał, własne sumienie, zdrowy rozsądek. Każdy kolejny argument wydawał się wystarczający, by nie przyjechać.
A mimo to był takim kretynem, że punktualnie o umówionej godzinie zaparkował pod wskazanym przez nią adresem. Nie wszedł na górę, nie zadzwonił domofonem i nie napisał nawet krótkiej wiadomości. Oparł się jedynie plecami o samochód, wsuwając dłonie do kieszeni kurtki i cierpliwie czekał, jakby w ostatniej chwili nadal dawał sobie możliwość odwrotu.
Ta możliwość zniknęła w chwili, gdy wyszła z budynku. Resztki rozsądku, których istnienie jeszcze u siebie podejrzewał, właśnie postanowiły definitywnie go opuścić. Do tej pory widywał ją głównie w roboczych ubraniach, z włosami związanymi byle jak, policzkiem ubrudzonym smarem, przez co tamten obraz zdążył stać się dla niego czymś zupełnie naturalnym. Teraz patrzył na tę samą kobietę i miał wrażenie, że widzi ją pierwszy raz. Była z j a w i s k o w a.
Bez słowa obszedł samochód i otworzył przed nią drzwi od strony pasażera, czekając, aż zajmie miejsce. Dopiero kiedy sam usiadł za kierownicą i ruszył przed siebie, pozwolił sobie na lekki uśmiech. - Czy tak zaczynają się wszystkie dobre randki według Ally Aldridge? - zapytał z rozbawieniem. Nie znał Toronto, więc właściwie ślepo zaufał nawigacji, która pokazywała, że niedaleko plaży znajdowała się niewielka restauracja z drewnianym tarasem wychodzącym na wodę.
Przez pierwszych kilka minut bardziej skupiał się na drodze niż na rozmowie, choć mimowolnie co chwilę zerkał w jej stronę. - Wyglądasz pięknie - odezwał się w końcu. Kącik jego ust uniósł się lekko, gdy ponownie przeniósł wzrok na drogę. - Mam tylko nadzieję, że nie masz wielkich oczekiwań. Wszystkie poradniki o magicznych randkach mówiły o apartamentach w chmurach, jacuzzi i dobrym seksie - parsknął cicho pod nosem, zatrzymując samochód na czerwonym świetle.
- Ja na pierwszej randce nie pozwalam zaciągać się do łóżka - na krótką chwilę zapadła cisza, a on, sam nie wiedząc dlaczego, oderwał jedną dłoń od kierownicy i oparł ją na środkowej konsoli, pozwalając jedynie, by jego palce zatrzymały się niebezpiecznie blisko jej dłoni. Z n o w u sprawdzał, ile jeszcze zostało mu samokontroli.

Ally Aldridge
diosmio
nuda i przesadna życioza
29 y/o
Welkom in Canada
175 cm
mechanik Morton Motors Inc.
Awatar użytkownika
half love, half regret, dressing up for Polaroids and cigarettes
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tego dnia Ally Aldridge miała dwie opcje: pozwolić, by strach kierował jej życiem lub dopilnować, by na obawy zabrakło wolnego czasu.
Wizyta w szpitalu nie przebiegła zgodnie z oczekiwaniami. Motor, który miał być gotowy kolejnego dnia, okazał się wadliwy w siedmiu innych miejscach. Ciśnienie w prysznicu przypominało smutną konewkę, a skargi do zarządcy budynku piętrzyły w dawno nieopróżnianej skrzynce w lobby. Łatwo było wyprowadzić ją z równowagi, ale tym razem nie zamierzała niczemu i nikomu na to pozwolić.
To miał być j e j wieczór - nie okrutnej dorosłości, która próbowała dogonić Ally na każdym zakręcie i ukarać za uśmiech, z jakim próbowała witać dni. Jej r a n d k a, jej czas na kompletne zapomnienie.
Zapominała zatem.
O wszystkich wątpliwościach i wyzwaniach, którymi będzie mogła zająć najwcześniej po powrocie z wyjazdu - ten udało jej się zaplanować w drodze ze szpitala do pracy, płacząc przez telefon do znajomych którzy nie poznali prawdziwego powodu.
Po tragicznej śmierci Garry’ego Ally często płakała - co dotychczas przeszkadzało, ale dzisiaj okazało perfekcyjną wymówką.
To zależy. Są różne dobre randki — zgadzało się tyle, że chadzała na nie z mężczyznami przystojnymi jak Reid, jednak niektóre wcale nie wymagały samochodu. W zasadzie… Niektóre dobre randki nie wymagały nawet wychodzenia z domu. Najważniejsze, dla uniknięcia morderczej rutyny, było naprzemienne korzystanie ze sprawdzonych pomysłów.
Podziękowała za otworzenie drzwi, usiadła wygodnie - złączone kolana kierując w stronę kierowcy, a spojrzeniem bezwstydnie analizowała wnętrze samochodu. Siedziała w nim raz, przez chwilę słuchając pracy silnika po rzekomej awarii - dopiero teraz mogła doszukiwać się w nim śladów obecności właściciela. Nawet zapachowe akcesoria mogły dać Ally cenne podpowiedzi.
Dziękuję — choć tak bardzo pragnęła wbić szpilę jeszcze głębiej i udowodnić Reidowi, że ten komplement wypowiedziany wprost nie spowodował natychmiastowej teleportacji w sam środek ognia piekielnego, swędzącej wysypki i innych powikłań, których mógłby się obawiać. Postanowiła jednak docenić to, że przynajmniej przez chwilę nie serwował jej zagadek. Za to, ile godzin spędziła biegając pomiędzy garderobą a łazienką z wałkami we włosach, zdecydowanie jej się należało.
Rozbawiony wzrok przeniosła na jego profil, dłoń zaś odczytując jako zaproszenie. Nie spieszyła się, by z niego skorzystać; dopiero po paru minutach - dostrzegłszy brak śladu po obrączce - pozwoliła opuszkom swoich palców łagodnie, z leniwą czułością sunąć po męskiej skórze.
Zaśmiała się cicho.
To on flirtował bez opamiętania, pożerał ją wzrokiem, pozwalał dotykać i to on, jednocześnie, za każdym razem w ostatniej chwili wciskał hamulec.
Musiała mieć na ten temat swoje teorie.
Jesteś katolikiem? — spytała. Dla niej seks był zabawą, doświadczeniem, przyjemnością - niekoniecznie deklaracją uczuć, początkiem związku i nigdy czymś złym, co wymagałoby spowiedzi i rozgrzeszenia. — albo purytaninem…?
Nie oceniała - szukała logicznych wyjaśnień nielogicznego zachowania.
Jeszcze żaden facet w jej życiu- zdrowy i kawaler - nie wkładał tyle wysiłku w dopilnowanie, żeby do niczego nie doszło.
Mógł też uważać, że rozwiązłość odbierze Ally jakąś wartość jako kobiecie, czemu musiała się stanowczo sprzeciwić.
Jeśli martwisz się o moją cnotę i przyszłość mojej duszy, muszę cię zwolnić z tego obowiązku — parsknęła. — Mój los jest już przesądzony.

gavin calloway
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
dallas major
AI
34 y/o
For good luck!
190 cm
żołnierz kanadyjskich siły zbrojnych
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z każdą kolejną minutą coraz mocniej utwierdzał się w przekonaniu, że Ally była jedną z najbardziej niebezpiecznych kobiet jakie przyszło mu spotkać. Świadomie przekraczała granic, a najgorsze było to, że robiła to z taką naturalnością, jakby w ogóle nie zdawała sobie sprawy, że właśnie przesunęła je o kolejny krok. Zamiast się cofnąć, popychała go dalej i d a l e j, a on, wbrew kurwa wszystkiemu, zamiast nacisnąć hamulec coraz częściej dociskał gaz.
- Tak - odpowiedział bez wahania, zerkając na nią kątem oka zanim znowu przeniósł wzrok na drogę. Kącik jego ust uniósł się nieznacznie. - Jestem katolikiem. Masz coś przeciwko? - zapytał lekko, jakby była to jedna z tych zwyczajnych informacji, które wymienia się między ludźmi podczas pierwszej randki.
Nie rozwinął jednak tej myśli. Nie powiedział, że od wielu lat jego wiara nie miała nic wspólnego z niedzielnymi mszami, pacierzem odklepywanym przed snem ani z przykazaniami, o których przestrzeganie dawno przestał się podejrzewać. Nie chodził do kościoła, nie potrafił nawet przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz uklęknął w ławce. A jednak wierzył. Musiał wierzyć, bo bez tego wojna odebrałaby mu resztki rozsądku znacznie szybciej niż świst kul i wybuchy moździerzy. Musiał wierzyć, że istniało coś ponad tym całym piekłem. Że każdy rozkaz, który wykonywali, każde życie, które odbierali i każde, którego nie udało się uratować, miało gdzieś swoje uzasadnienie.
Modlił się więc po swojemu. O to, żeby Garry jeszcze oddychał, kiedy do niego dotrą. O to, żeby kula, którą właśnie posłał w kierunku drugiego człowieka, zakończyła życie kogoś kto naprawdę na to zasłużył. O to, żeby mina zakopana przy drodze nigdy nie eksplodowała pod kołami samochodu pełnego cywilów. I o dziesiątki innych rzeczy, o których nie powiedziałby już nikomu.
Ale to nie wiara trzymała go od Ally na dystans. Nie religia sprawiała, że za każdym razem zatrzymywał się o ułamek sekundy za wcześnie. Nie składał żadnych ślubów czystości, nie uważał seksu za grzech, nie wierzył już nawet szczególnie w to, że człowiek potrafi być wierny do końca życia.
Kiedy wspomniała o swojej cnocie, uśmiechnął się szerzej i zamiast odpowiedzieć od razu, odwrócił na moment dłoń, splatając swoje palce z jej palcami. Zrobił to zupełnie n a t u r a l n i e, nie zastanawiając się nad tym ani sekundy. Uniósł je odrobinę wyżej, nie odrywając wzroku od drogi i musnął ustami wierzch jej dłoni. Dopiero wtedy puścił jej rękę i ponownie ułożył obie dłonie na kierownicy, jakby nic szczególnego się nie wydarzyło.
- Kto powiedział, że martwię się o t w o j ą cnotę? - uniósł brew, zerkając na nią z rozbawieniem. - Boję się o własną, widząc ten ogień w twoich oczach - skręcił w spokojniejszą drogę prowadzącą wzdłuż jeziora. - Groziłaś mi kilka godzin temu, Ally - przypomniał z udawaną powagą. - Byłbym kompletnym kretynem, gdybym się nie bał. Najpierw zapowiadasz, że odnajdziesz mnie w każdym zakątku świata i dowiesz się o mnie wszystkiego, później każesz organizować randkę z magią, a teraz jeszcze próbujesz przekonać mnie, że powinienem przestać przejmować się własnym losem - pokręcił głową z cichym śmiechem.
- Nie ma, kurwa, mowy.

Ally Aldridge
diosmio
nuda i przesadna życioza
29 y/o
Welkom in Canada
175 cm
mechanik Morton Motors Inc.
Awatar użytkownika
half love, half regret, dressing up for Polaroids and cigarettes
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Musiała krótko zastanowić się nad odpowiedzią. Bardzo pragnęła r o z m o w y - z kimś, kto jej nie znał i kogo ona mogła chcieć próbować poznać. To usuwało cały ciężar wiedzy, którego w tej chwili nie chciała dźwigać.
Reid nie wiedział, że opłakiwała brata.
Reid nie wiedział, że lekarz grzmiał o konieczności operacji.
Reid nie wiedział nic, co mogłoby sprawić, że tego wieczoru spoglądał na nią z litością.
Mogła wykreować się przy nim zupełnie na nowo. Kontrolować to, ile o sobie zdradzi. Bawić czymś świeżym, odrobinkę tajemniczym. I odpocząć od wszystkich ludzi w jej życiu, którzy wiedzieli za dużo i przez to traktowali ją w jeden i ten sam sposób.
Gdyby tylko wiedziała, jak bardzo się myli.
Chyba nie — wcale nie była pewna, ale nie zastanawiała się nad tym wcześniej. — Nie miałabym nic przeciwko twojej relacji z wiarą, ale nie chciałabym żeby twoje zasady twojej wiary ograniczały mnie — wyjaśniła. Mogłaby żyć bez mięsa w piątki… Ale raczej nie w wieloletnim celibacie.
Nie wydawało jej się to jednak wielkim problemem, bo jej scenariusz zakładał maksymalnie kilka spotkań zanim Reid znudzi się, zmęczy i zniknie - tak jak wszyscy mężczyźni, z którymi spotykała się krótko i intensywnie w ostatnich latach. Nie sądziła, że chciałby zostać na dłużej, ale nie traktowała tego jako obelgi.
Nie wszystkie relacje musiały kończyć sakramentalnym tak.
Jego gest - dżentelmeński, niecodzienny i c z u ł y - nakazywał Ally poddać w wątpliwość swoją wersję, ale była nim tak skutecznie rozproszona, że żadne myśli nie układały w sensowny ciąg.
Potrzebowała chwili odwrócenia wzroku, by nie zdradzić za dużo.
Czyli jednak chodzi o mnie — skomentowała przewrotnie, odzyskawszy rezon.
Te jego pierwiastki, które jeszcze jakimś cudem pozostały w samochodzie. — Tylko inaczej, niż myślałam — nie uciekał przed popełnieniem grzechu, nie odtrącał jej urody i nie wykluczał relacji romantycznej. Nie potrafił z niej zrezygnować, ale bał się kroku naprzód. Nawet nie dojechali do miejsca, które wybrał, a Ally już wiedziała kilkukrotnie więcej, niż rano. Randka była wybitnym pomysłem.
Nie jestem do tego przyzwyczajona, wiesz? — z tego wynikało jej ogólne zmieszanie i pytania. — Zazwyczaj role są odwrócone i to ja tłumaczę, dlaczego wypicie ze mną kawy nie gwarantuje noclegu — wywróciła oczami. — Rozumiem zgodę, Reid. Nie musisz się bać - do niczego nie będę cię zmuszać.
I o ile tej zasady trzymała się uczciwie, deklaracja nie wykluczała zabawy wszystkim przed granicą jaką jej wytyczył.
Właśnie dlatego znów spojrzała na niego, mimowolnie oblizała wargi i uśmiechnęła tak niewinnie, jak tylko potrafiła.
Mogę tylko przeprosić za ten ogień w moich oczach. Trudno mi go wyłączyć - jest coś cholernie seksownego w mężczyźnie, który nie chce iść ze mną do łóżka.
Być może również nie założyła pod tę obcisłą sukienkę bielizny, by nie rujnować kuszącego kształtu pośladków odcinającymi liniami… Więc zachowawczość Reida mogła okazać bardzo krucha tego wieczoru.

gavin calloway
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
dallas major
AI
34 y/o
For good luck!
190 cm
żołnierz kanadyjskich siły zbrojnych
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Największą ironią tego wieczoru pozostawał fakt, że Ally była przekonana, iż znalazła człowieka, przy którym mogła zacząć od początku. Kogoś kto nie wiedział niczego i dlatego patrzył na nią bez ciężaru współczucia, bez gotowych opinii i bez historii, które od miesięcy ciągnęły się za nią cieniem.
A przecież było dokładnie odwrotnie.
Wiedział o Garrym. Wiedział o żałobie, która od miesięcy rozsadzała ją od środka. Wiedział o pustce, z którą próbowała nauczyć się żyć. Wiedział więcej, niż powinien wiedzieć obcy człowiek i zdecydowanie więcej, niż sam chciał wiedzieć.
Paradoks polegał na tym, że n i g d y tej wiedzy nie wykorzystywał. Nie zbliżał się do niej dzięki niej, nie sięgał po tematy, które pozwoliłyby mu szybciej zdobyć jej zaufanie. Nie pocieszał jej tam, gdzie wiedział, że bolało najmocniej. Chociaż w tej jednej kwestii był z nią uczciwy.
- O jakich ograniczeniach mówisz? - zapytał z autentycznym zaciekawieniem, zerkając na nią na moment zanim ponownie skupił wzrok na drodze. - Nie widzę żadnych konfliktów na linii wiara-miłość. Bo do tego dążysz, Ally? - prowokował ją z rozmysłem. Z tym samym uśmiechem, z którym od początku ich znajomości wkładał jej w usta słowa, których nigdy nie wypowiedziała, a potem z przyjemnością patrzył, jak próbuje się z nich wyplątać. Coraz bardziej podobało mu się to przeciąganie liny.
Samochód zwolnił, a po chwili zjechał z głównej drogi na niewielki parking ciągnący się wzdłuż brzegu jeziora. Wieczorne słońce odbijało się od tafli wody, kilka stolików pobliskiej restauracji stało jeszcze na drewnianym tarasie, a dalej rozciągała się spokojna plaża, na której o tej porze spacerowało już niewiele osób. Zgasił silnik, ale nie wysiadł. Zamiast tego odwrócił się lekko w jej stronę, opierając łokieć o drzwi.
Słuchał jej uważnie. Coraz bardziej imponowała mu ta bezpośredniość z jaką mówiła o rzeczach, o których większość ludzi wstydziłaby się wspomnieć nawet po kilku miesiącach znajomości. Jeszcze kilka dni wcześniej stała przed nim dziewczyna, która z kamienną twarzą zastanawiała się czy w ogóle warto naprawiać jego rzekomo zepsuty samochód. Teraz siedziała obok kobieta świadoma własnej urody, własnego uroku i tego jaki efekt wywoływała na mężczyznach. I, co chyba najbardziej go fascynowało, nie robiła z tego przedstawienia.
- A rozumiesz sprzeciw? - odbił piłeczkę z rozbawieniem. - Mam co do tego pewne wątpliwości - odpiął własny pas bezpieczeństwa, a chwilę później pochylił się w jej stronę po ten oplatający jej sylwetkę. Palce odnalazły zapięcie, nacisnęły przycisk i materiał z cichym szelestem wrócił na swoje miejsce. Przez krótką chwilę dzieliły ich centymetry.
- Kto powiedział, że nie chcę? - odezwał się w końcu cicho. To było chyba najbardziej szczere zdanie jakie padło między nimi od początku znajomości.

Ally Aldridge
diosmio
nuda i przesadna życioza
29 y/o
Welkom in Canada
175 cm
mechanik Morton Motors Inc.
Awatar użytkownika
half love, half regret, dressing up for Polaroids and cigarettes
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przed oczami wyobraźni stanęła jej matka.
Maria, która po śmierci pierworodnego syna w desperacji odnalazła wiarę i biegała po kościołach szlochając tak głośno, że słychać ją było mile dalej. W domu Aldridge’ów wiara nie istniała do czasu tej tragedii - nawet jeśli kulturowo obchodziło się święta, wydawało pieniądze na sezonowe ozdoby i składało sobie życzenia. Ally miała więc tylko dwa, bardzo skrajne i stereotypowe obrazy życia po katolicku. Z matką utożsamiała tryb jak trwoga to…, zaś z wyimaginowanym, przeciętnym katolikiem pewne uwypuklone popkulturą symbole: wychowywanie dzieci w poczuciu strachu i winy, obrazy martwego człowieka z krwią kapiącą z kończyn, uprzedzenia Watykanu co do miłości jednopłciowej i inne. Głośne, wyraziste - niekoniecznie takie, które opisałby ktoś wierzący i praktykujący. Nad tym zastanawiała się, zanim udzieliła odpowiedzi.
Bywała bezczelna - ale nigdy w tematach, które realnie mogły sprawić komuś przykrość w sprawie dla niego ważnej.
Nie znam się na tym za bardzo — usprawiedliwiła się. — Aborcja, seks i mieszkanie ze sobą przed ślubem… Antykoncepcja chyba też nie jest wskazana? — to były potencjalne, realne różnice, których nie przeskoczyłaby żadna miłość. Nawet najsilniejsza gasła pod podmuchem różnic w kluczowych wartościach. — Ale nie musisz się tym martwić. Wiedźma z Etobicoke postawiła mi parę miesięcy temu tarota - trójka mieczy zapowiedziała mi fatalny brak miłości do odwołania — mimo powagi karty, Ally opowiadała o niej z lekkością i rozbawieniem. Nie wierzyła w te bzdury - ale znała siebie i swoją sytuację życiową, a te pokrywały z wróżbą w alarmującym stopniu.
Przynajmniej w ten sposób zdejmowała z siebie presję. Nie musiała być idealna, by znaleźć kogoś na dłużej - i tak nie znajdzie, więc nie trzeba się tym było stresować. Proste?
N o p e.
Relacje, nawet planowane jako krótkie, potrafiły bezczelnie komplikować. Jak ten wieczór, który sekunda po sekundzie budował w Ally nadzieję, że nie będzie ostatnim. Bała się pozwolić sobie na tę frywolność - o ile seks na pierwszej randce nie wiązałby z przykrymi konsekwencjami, tak… Z a u f a n i e, że ktoś pozna ją bliżej i zostanie, mogło okazać sztyletem prosto w serce. Już i tak nadwyrężone dramatami, więc chciała być ostrożna.
Nawet jeśli podchodziła do tego zupełnie na opak i terapeuta łapałby się za głowę.
Jeśli ty chcesz — szepnęła — i ja chcę — j e ś l i, bo oboje lubili chować się za półsłówkami, z których można jeszcze było wykaraskać — to możemy.
Na potwierdzenie swojego wybitnego działania matematycznego już zmieniała pozycję w fotelu, by obrócić ku mężczyźnie i zmniejszyć dystans do absolutnego minimum.
Próbuję rozumieć — i sprzeciw, i odmowę, i brak chęci, i brak możliwości - cokolwiek się tam kryło — ale nie potrafię.
Tej nocy była trzeźwa. W czym innym odnalazł moralne przeciwwskazanie?

gavin calloway
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
dallas major
AI
34 y/o
For good luck!
190 cm
żołnierz kanadyjskich siły zbrojnych
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie myślał o wierze w taki sposób. Nigdy nie rozkładał jej na czynniki pierwsze, nie zastanawiał się nad przykazaniami, zakazami ani tym, co komu wolno, a czego nie. Nie siedział w kościelnych ławkach i nie próbował dopasowywać swojego życia do cudzych zasad. Gdyby ktoś zapytał go, dlaczego wierzył, prawdopodobnie nie potrafiłby odpowiedzieć jednym zdaniem. Musiał wierzyć, że istniało coś ponad tym wszystkim, bo inaczej świat, który oglądał przez ostatnie lata, nie miałby najmniejszego sensu.
Dobro i zło nie były dla niego zapisane w księgach ani definiowane przez ludzi w sutannach. Widział jedno i drugie z odległości kilkudziesięciu metrów przez celownik karabinu, widział je w oczach ludzi, którzy ratowali obcych, i tych, którzy z zimną krwią zabijali dzieci. To człowiek podejmował decyzje, nie Bóg. Dlatego nie uważał, że wiara mogła kogokolwiek zamknąć w klatce. Dla niego była dokładnie odwrotnością. Czymś, co pozwalało utrzymać się na powierzchni wtedy, kiedy wszystko inne przestawało mieć znaczenie.
Parsknął jednak cicho, kiedy wspomniała o wiedźmie. - Oczywiście, że byłaś u wiedźmy - pokręcił głową z rozbawieniem. - Gdybym miał zgadywać, powiedziałbym, że masz w telefonie numer do wróżki, astrologa i faceta, który czyta przyszłość z fusów po tej okropnej kawie z warsztatu - uśmiechnął się szerzej, pozwalając sobie przez chwilę po prostu ją obserwować. - Myślisz, że naprawdę wiedziała, co mówi? - uniósł brew. - Ja mógłbym ci powiedzieć, że miecze zwykle zapowiadają, że za chwilę pojawi się jakiś uparty rycerz w twoim otoczeniu - byłby równie dobrą szeptuchą, też potrafił pleść byle co.
Kiedy odwróciła się w jego stronę i niemal szeptem wypowiedziała te dwa krótkie zdania, przez chwilę po prostu na nią patrzył. - Wiesz jaki mam z tobą problem? - odezwał się cicho, z tym spokojem, który pojawiał się u niego zawsze wtedy, gdy przestawał żartować. - Od początku zakładasz, że wszystko sprowadza się do jednego - kącik jego ust drgnął w ledwie widocznym uśmiechu.
- Wszystko ma swój moment, Ally. Są rzeczy, do których człowiek dojrzewa w pięć minut i są takie na które woli poczekać - próbowała na siłę tłumaczyć sobie jego zachowania kolejnymi teoriami, bo żadna z nich nawet nie otarła się o prawdę. Wiedział o byłym, który zdradził ją i wybrał inną kobietę, a mimo wszystko nie potrafił zrozumieć, dlaczego uparcie odmawiała uwierzenia w to, co mówił jej od początku. Przecież powiedział już nie raz, że była piękna. Powiedział, że mu się podobała. Dał jej do zrozumienia na tyle sposobów, na ile tylko pozwalało mu własne sumienie, że uważał ją za kobietę wartą poznania.
Problem polegał na tym, że znał ją zaledwie k i l k a dni.
Zdarzały mu się przygodne noce. Zdarzało się wyjść z baru z kobietą poznaną dwie godziny wcześniej, obudzić się obok niej i następnego dnia nie pamiętać nawet koloru jej oczu. Były twarzami, które pojawiały się na moment i równie szybko znikały. Z nią niestety było i n a c z e j.

Ally Aldridge
diosmio
nuda i przesadna życioza
29 y/o
Welkom in Canada
175 cm
mechanik Morton Motors Inc.
Awatar użytkownika
half love, half regret, dressing up for Polaroids and cigarettes
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mogła zareagować inaczej, niż teatralnym oburzeniem, obrazą majestatu i głośnym westchieniem szoku i złamanego serca.
O k r o p n e j kawie?! — krytykę odbierała tak personalnie, jakby czarna jak smar ciecz z ekspresu była wynikiem jej wielogodzinnych starań, by zaserwować gościom warsztatu doznanie kulinarne godne gwiazdki Michelin. Zaśmiała się wesoło. — Kłamałeś, że to twoja ulubiona!
Jak śmiał. To wykroczenie miała mu wypominać kiedy tylko jej się przypomni, ale był to układ uczciwy, gdyż on mógł równolegle dokuczać jej za hipokryzję religijnego sceptycyzmu i korzystania z porad wróżki.
Nie wiem — zastanowiła się. — Brzmiała całkiem mądrze za te dwadzieścia dolarów. Ale wolałabym, żeby waleczni rycerze w lśniących zbrojach trzymali się ode mnie na bezpieczny dystans — wzruszyła ramionami. — Mam uczulenie na nikiel.
I mniejsze możliwości obronienia się przed mieczem, więc należało do całej sprawy podchodzić z pewną rozwagą.
W tej kategorii nie doceniła Reida - nie podejrzewała go o to, że na przestrzeni kilku krókich spotkań zdążył przemyśleć sprawy tak rzeczowo i głęboko, by zatrzymać na niepokojącym dla Ally wniosku: nie była dziewczyną na jedną noc.
Samą siebie postrzegała w ten sposób - co nie było niczym złym na tym etapie jej życia; nie szukała stałego związku, ustatkowania się, męża ani macierzyństwa. Wystarczyło, że rośliny w jej mieszkaniu walczyły o przetrwanie gdy raz po raz zapominała podlać je bądź odsunąć od palącego, letniego słońca.
Stąd szczere zdziwienie wymalowane na jej twarzy.
Po raz pierwszy nie wiedziała, co powiedzieć. Nie sięgała po zabawną ripostę, po żart zmieniający temat niczym wytrych, nie kłóciła się o rację ani nie czepiała słówek. Wpatrywała się tylko w niego, z narastającym zawstydzeniem własną głupotą.
Nie była przesadnie nieśmiałą kobietą. Potrafiła przyjmować komplementy.
Tylko, że te do których była przyzwyczajona były i n n e.
Zatem wiedźma i jej tarot były bliższe prawdzie, niż sądziła.
Ally Aldridge utknęła w więzieniu zbudowanym z własnych przekonań. Sama ograniczała możliwość stworzenia czegoś trwałego.
Ze wszystkich problemów ze mną jakie mógłbyś wymienić - ten nie jest taki zły — oznajmiła wreszcie z dumą - żartobliwą, ale podszytą zadowoleniem. Szczęściarz z niego, że spotkał dziewczę tak nieproblematyczne i jedyne czym musiał się martwić w jej otoczeniu, to zniecierpliwienie. Ale, cholera - czy on mógł jej się dziwić? Był wysokim, dobrze zbudowanym i przystojnym mężczyzną, który z nią r o z m a w i a ł. Z należytym szacunkiem, odpowiednią proporcją żartu i tajemniczością, która tylko podkręcała jej ciekawość.
Dłonią sięgnęła ku męskiemu policzkowi. Kciukiem pogłaskała po granicy szorstkiego zarostu. Zamyślona, a zarazem rozkojarzona, co powodowało zabawny dysonans w kobiecie dotychczas jawiącej jako dość nadpobudliwej.
Musisz mi wybaczyć. Gdzieś mi zaginęła instrukcja obsługi takich mężczyzn — przyznała. Dla tych, z którymi spotykała się w ostatnim czasie, rozmowa była pięciominutowym przerywnikiem przed tym, co ważniejsze. Kolejność była odwrotna: najpierw chemia, później kilka nocy, a potem emocje opadały.
Chodź — jej ciekawość miejsca, w którym się znaleźli, wreszcie wzięła górę. Niecierpliwie sama otworzyła sobie drzwi, zarzuciła torebkę na ramię i rozejrzała.
Szlag.
Romantyczny zachód słońca na plaży nie sprzyjał czekaniu.

gavin calloway
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
dallas major
AI
34 y/o
For good luck!
190 cm
żołnierz kanadyjskich siły zbrojnych
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Coraz częściej dochodził do wniosku, że Ally była zjawiskiem, którego nie potrafił objąć logiką. W jednej chwili potrafiła z pełną powagą rozmawiać o wierze, śmierci czy własnych lękach, by sekundę później oburzyć się na krytykę warsztatowej kawy, jakby właśnie obraził wielopokoleniową recepturę przekazywaną od pokoleń. Nigdy nie wiedział, w którą stronę skręci rozmowa, ale z każdą kolejną minutą coraz mniej mu to przeszkadzało.
Parsknął śmiechem, kręcąc głową z niedowierzaniem. - Nigdy nie powiedziałem, że jest dobra - sprostował z rozbawieniem. - Powiedziałem tylko, że jest moją ulubioną. To ogromna różnica. Są ludzie, którzy całe życie jedzą najgorsze burgery w mieście tylko dlatego, że przypominają im dzieciństwo. Ja najwyraźniej skazałem się na tę lurę z warsztatu - wzruszył ramionami z przesadną powagą. - Jeśli codziennie pijesz coś, co smakuje jak rozpuszczona uszczelka z silnika, wszystko inne zaczyna wydawać się całkiem niezłe. To bardzo praktyczny trening dla charakteru.
Jeszcze przez chwilę śmiał się pod nosem, gdy wspomniała o niklu. Nie wiedział czy wymyślała połowę tych odpowiedzi na poczekaniu, czy rzeczywiście jej umysł funkcjonował właśnie w taki sposób - przeskakując od jednej absurdalnej myśli do drugiej z gracją.
Kiedy jej dłoń odnalazła jego policzek, nie odsunął się, nie wykonał żadnego gestu, który mógłby zachęcić ją do zrobienia kolejnego kroku, ani tego, który miałby ją odtrącić. Po prostu siedział, pozwalając jej przesunąć kciukiem po twarzy, z tym charakterystycznym spokojem, za którym od kilku tygodni ukrywał wszystko, czego nie chciał wypowiedzieć na głos.
Uśmiechnął się dopiero wtedy, gdy wspomniała o instrukcji obsługi. Na krótką chwilę zawiesił wzrok gdzieś przed sobą, jakby sam zastanawiał się nad własnymi słowami. - Ludzie chyba za bardzo lubią wierzyć, że wszystko działa według jednego schematu. Poznajesz kogoś, idziesz do łóżka albo nie idziesz, zakochujesz się albo nie. Jakby istniała jakaś kolejność, której wszyscy powinni się trzymać - upraszczał, tłumacząc swój punkt widzenia. - Nigdy nie byłem w tym szczególnie dobry - nie dodał już, że może właśnie dlatego większość jego relacji kończyła się, zanim zdążyły się naprawdę zacząć.
Obserwował ją jeszcze przez chwilę, gdy wysiadła z samochodu i nawet nie próbowała udawać, że potrafi czekać. Wszystko musiała zobaczyć, sprawdzić i dotknąć natychmiast, inaczej świat nie miał prawa istnieć bez jej udziału. Zatrzasnął drzwi, obchodząc maskę niespiesznym krokiem, po czym zatrzymał się obok niej. Przed nimi rozciągała się tafla jeziora skąpana w ostatnich promieniach zachodzącego słońca. Kilkadziesiąt metrów dalej drewniane molo wychodziło na wodę, a za ich plecami niewielka restauracja powoli zapełniała się ludźmi, którzy najwyraźniej mieli dokładnie taki sam pomysł na wieczór.
- Nie patrz tak rozczarowana - uniósł brew z rozbawieniem. - Więcej magii w pakiecie nie było - kącik jego ust uniósł się odrobinę wyżej, gdy ruszył powoli w stronę plaży, uprzednio łapiąc za jej dłoń, jakby był to najbardziej naturalny gest na świecie. - Jeśli na koniec uznasz, że ci się podobało, to przypiszę sobie wszystkie zasługi. Nawet te, że to pieprzone słońce zachodzi w taki spektakularny sposób.

Ally Aldridge
diosmio
nuda i przesadna życioza
29 y/o
Welkom in Canada
175 cm
mechanik Morton Motors Inc.
Awatar użytkownika
half love, half regret, dressing up for Polaroids and cigarettes
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Do akt Reida - bezpiecznie przechowywanych w zakamarkach jej umysłu - dopisała nowe słowo: m a s o c h i s t a. Pod płaszczykiem „treningu dla charakteru” katował się ohydną kawą jednocześnie stwierdzając, że złożoność tego procesu psychologicznych tortur mu się podoba. Pojawiły się w związku z tym wnioski i pytania: czy często miał w zwyczaju nie dopowiadać oraz… Czy jeśli kiedyś stwierdzi, że Ally jest jego ulubioną mechaniczką, rzeczywistość tego twierdzenia będzie musiała zakwestionować? Mógłby wszak stwierdzić, że Hank jest jego faworytem, ale w podstarzałym mężczyźnie brakuje mu elementu walki o przetrwanie, który rozrywkowo oferowała Aldridge. Tyle zagadek!
W zakochiwaniu się? Czy w chodzeniu do łóżka? — dopytała zaczepnie, ale męską dłoń chwytała bez sprzeciwów. Pozwalała mu nawet poprowadzić się, co należało do rzadkości. Ally nie bywała uległa, podporządkowanie się nie przychodziło jej łatwo, a Reid miał rację: życiem kobiety kierowały uproszczone schematy i kolejność, której trzymała. Zaczynało się przy naprawianiu aut i motocykli - każdy proces, rozbity na tysiące etapów, z których wszystkie przypisane odpowiedniej kolejności i opisane tak detalicznie, że na kreatywność i improwizację nie zostawało miejsca.
Potem objawiało przy posiłkach, które jadła najczęściej w biegu - nie było miejsca na pierwiastek twórczy, odgrywanie roli szczura z Ratatouille, tylko proste instrukcje krok po kroku, które realizowane bez kombinowania zawsze dawały przewidywalny - zjadliwy - efekt.
A kończyło na relacjach z ludźmi, które Ally - trochę ze strachu - kategoryzowała na wstępie, by zarządzać własnymi oczekiwaniami i nie pozwolić sobie na kolejne zranienie.
Ale ten statek już chyba odpłynął.
Ja już zdecydowałam, że mi się podobało — jej niecierpliwość wychodziła nie tylko w ucieczce z samochodu, by wreszcie zbliżyć do niespodzianki - ale i w tym, że osąd wydawała zanim zdążyli wysiąść. Podobało jej się to, że Reid dawał jej okazję bycia kobietą, jaką chciała być tego wieczoru - wolną od ciężarów codziennego życia, wolną od oczekiwań wszystkich wokół. W o l n ą do tego, by zaszaleć eksperymentując ze spontanicznością i wolną do tego, by poznawać mężczyznę, który od pierwszych sekund nieznośnie rozgaszczał w jej myślach.
Czyli sprawdzałeś poradniki… — oczywiście, że jej to nie umknęło, ale zawsze wracała do zdobytych strzępków informacji wtedy, kiedy mogły jej do czegoś przydać. — A gdybyś miał napisać swój? — niczym silna, niezależna kobieta jaką przecież (przeważnie) była, zrobiła większy krok, by szpilkami ominąć piasek i przejść prosto na drewniany deptak. — Jak wyglądałaby magiczna randka zorganizowana dla ciebie?
Nie potrafiła tego odczytać. Obstawić, czy był facetem który znalazł z nią w tym romantycznym miejscu dlatego, że ona tego oczekiwała i to doradzał internet - czy dlatego, że sam dobrze czuł się w takich sytuacjach. Czy był typem konkretnym, rzeczowym i uznającym, że nieważne gdzie zjedzą - o ile coś zjedzą, czy typem łaknącym pewnej finezji, szukającym restauracji w malowniczym miejscu i niepowtarzalnej atmosfery.
Pięćdziesiąt na pięćdziesiąt.
Przystanęła na molo, by powoli obrócić i obejrzeć kolory odbite w tafli jeziora z każdej strony. Chciała doświadczać całą sobą - dostrzegać ruch piasku w wietrze, czuć zapach lata, fakturę drewna po którym szła i to pieprzone słońce zachodzące w spektakularny sposób.
Może dobrze, że wyjeżdżała? Może to był idealny moment, żeby uciec przed tym, jak szybko przyzwyczajała do mężczyzny, który…
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że zaraz znikniesz — wbrew wszystkiemu jednak wychodziła temu lękowi naprzeciw, atakując go na głos. Z pewnym rozbawieniem, bo przecież - z czego zdawała sobie sprawę - była to wizja dość absurdalna. Reid nie miał nagle zapaść pod ziemię, przez szczeliny molo. — Mrugnę raz albo dwa… Albo obudzę się jutro… I nie będzie po tobie śladu.

gavin calloway
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
dallas major
AI
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”