ODPOWIEDZ
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Patrz, Nico, jak tu ładnie!


Wyjazd z Nico był kolejną szaloną decyzją, na którą Lilian zdecydowała się w ostatnim czasie. Miała wrażenie, że jej spokojne życie w ciągu minionego miesiąca legło w gruzach, a ona sama próbowała odnaleźć się w tym emocjonalnym bałaganie i w decyzjach, jakie wkrótce miała podjąć.
Nie była jednak pewna, czy dobrze postępowała, godząc się na ten trochę zaskakujący wyjazd do Bruce Peninsula National Park, ale pomimo tych cchych wątpliwości zdecydowała się wspiąć na niebotyczny mur otaczający pensjonat i zeskoczyć z niego w momencie, gdy Nicolas podjechał samochodem pod teren posesji.
Było w tym coś ekscytującego; coś, co skutecznie zgasiło u Lilian strach przed wiadomym gniewem babki Dolores, który miał spaść na nią od razu po powrocie.

Droga pomimo korków na bardziej popularnych drogowych węzłach, upłynęła jej w przyjemnej atmosferze. Przez pierwsze dwie godziny buzia Lilian się nie zamykała. Opowiadała o jakchś życiowych błahostkach, równocześnie wskazując paluchem bardziej urzekające elementy krajobrazów za oknem. W międzyczasie głaskała Cheetosa, który co jakiś czas niespokojnie i niecierpliwie zaskomla z tylnj kanapy oraz grzebała w spotifach. Przeskakiwała pomiędzy letnimi utworami Harrego Stylesa, Sabriny Carpenter i Justina Biebera.
Później najpewniej zrobili sobie przerwę. Wyprowadzili psa na krótki spacer i zjedli hot-dogi z frytkami na jednej z przydrożnych stacji, więc na miejsce dojechali dopiero późnym popołudniem.

Lilian nigdy nie biwakowała. Nawet nie wiedziała dokładnie, co powinna spakować, a przez to, że musiała wymknąć się z pensjonatu, miała ograniczone pole bagażowe. Przecież nie zdołałaby przenieść zbyt wiele przez mur. Zabrała więc tylko najpotrzebniejsze rzeczy: dodatkowe ubrania, preparaty chroniące przed słoncem i owadami, trochę prowiantu, głośnik Bluetooth, małą apteczke oraz kilka tubek podręcznych kosmetyków.
Rozkładałeś już kiedyś namiot? — zapytała, trochę głupio, bo naprawdę tego nie wiedziała. Podejrzewała, że Nico był już na biwaku, a przynajmniej korzystał z takich uroków razem ze starszymi braćmi w ogrodzie. Odkąd się zaprzyjaźnili, a później zostali parą, nie mogła jednak skojarzyć faktów.
Lilian obeszła samochód i wyciągnęła z bagażnika plecak. Potem przykucnęła przy aucie, odszukała w bagażu krem z filtrem i pośpiesznie posmarowała nim twarz, kark oraz ramiona. Słońce wciąż szczytowało na niebie i przebijało się przez urokliwe korony drzew parku, dlatego wolała uchronić się przed ewentualnymi poparzezniami. Dookoła było pięknie. Nawet o wiele piękniej niż w jakimkolwiek zakątku Toronto, gdzie rzekomo miała górować natura.
Kiedy skończyła, przesunęła wzrok po sylwecie Nicolasa. W samochodzie nie miała okazji zwrócić na to uwagi, ale obecnie z jawną bezczelnością wpatrywała się w jego tors, który odsłaniała niedopięta, lekka koszula na krótki rękaw. Zdecydowanie od czasów liceum jego ciało znacznie się rozbudowało i niewiele przypominało posturę tamtego chłopca. To sprawiło, że w oczach Lilian, jako już młodej, acz dojrzałej kobiety, wydawał się jeszcze bardziej atrakcyjny.
Chodź. — Wstała z kucków. — Ciebie też posmaruję. —Wyciśnięła na dłonie porcję kremu, po czym wyciągnęła je przed siebie. Następnie w dość zabawny sposób najpierw kilka razy nimi pomachała, a potem podchodząc o krok bliżej uderzyła nimi w klatkę piersiową Nico. Pomimo że temu gestowi towarzyszyła charakterystyczna dla Davenport wesołość, to dało się wyczuć w nim dużą dawkę premedytacji, której Lilian nawet nie próbowała ukryć.
Jej dłonie powoli przesunęły się po jego ciepłej skórze. Wtedy zadrżała, czując dziwne ukłucie ekscytacji. Przed oczami na moment stanęło jej wspomnienie tamtego pocałunku, który po tylu latach obudził w dawne emocje. Problem polegał na tym, że wydarzenia związane z Maxem sprawiały, że była w tym wszystkim zagubiona. Chyba próbowała odnaleźć się w relacjach z oboma mężczyznami i zrozumieć czego tak naprawdę pragnęła.
Do Nicolasa Rosenhalla zdecydowanie czuła sentyment, silne przywiązanie i przyciąganie, które nie wygasło pomimo upływu czasu. Cieszyła się na ten biwak i cieszyła się, że mogla znowu patrzeć mu w oczy.
Znowu przesunęła dłonie trochę niżej, ale w tym smaym momencie zacisnęła usta. Nieśpiesznie rozsmarowała krem na brzuchu Nico, po raz kolejny badając wzrokiem każdy centymetr jego skóry. A potem skupiła się na ramionach. Ponownie skorzystała z tubki, po czym ostrożnie wsunęła ręce pod rękawy koszuli i zaczęła wcierać mu filtr w barki.
Zaraz skończę — poinformowała. Na krótką chwilę złapała z Nico kontakt wzrokowy i posłała mu uroczy uśmiech. Zaraz potem dalej skupiła się na rozprowadzaniu kremu. Tym razem przesunęła dłonie wzdłuż jego prawego ramienia, aż do nadgarstka i z powrotem.


Nico Rosenhall
22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Wspólna wycieczka poza miasto zdawała się być idealną okazją, na pielęgnowanie ich relacji. Miał przygotowanych kilka opcji zapasowych, gdyby Lilian nic nie znalazła albo nie zaangażowała się w temat, jednak na szczęście tak się nie stało — ucieszył się, gdy podeszła do tego z optymizmem. I znał ją na tyle, że mógł sobie wyobrazić, jak z ekscytacją szukała tej rolki, którą zapisała i jak pisała o całym wyjeździe. Sam odetchnął z ulgą, kiedy zgranie terminów okazało się nie być szczególnie wymagające i mogli uciec na ten weekend z dala od najbliższych. On potrzebował oderwania się od wszystkiego, zrobić reset po kilku miesiącach spędzonych w Toronto, bo jednak przez ostatnie pięć lat zdążył odzwyczaić się od tak bliskiego kontaktu z rodziną. Przesadą byłoby powiedzenie — przynajmniej w jego przypadku — że z rodziną wychodzi się najlepiej na zdjęciach, jednak czasami zasada co za dużo to niezdrowo miała swoje odnalezienie w relacjach z bliskimi.
Ogromny plus dostrzegał w ucieczce u Lilian. Przy okazji ich wspólnego wieczoru w Oakville, nieco opowiedziała o swojej babce i Nico mógł bez problemu stwierdzić, że staruszka nie zmieniła się, a nawet i może z wiekiem odbijało jej jeszcze bardziej. Dziewczyna nie była małym dzieckiem, aby nie mogła mieć swobody i przede wszystkim, wolności wyboru. Cieszył się, że się buntuje, ale nieco martwił się, że będzie mieć później przez to suszoną głowę. Naprawdę był w stanie odprowadzić ją po powrocie nawet i pod sam pokój, w międzyczasie witając się z Dolores, byle tylko cały jej gniew i zażalenia spadły na niego, a nie na Davenport. Koniec końców, to była jego propozycja, aby wyjechać, prawda? Nawet jeśli Lilka zgodziła się na nią z własnej, nieprzymuszonej woli, to dalej w głównej mierze on był prowodyrem tej ucieczki.
Droga minęła im przemiło. Uważnie słuchał tego, co mówiła mu Lilian, angażując się w rozmowę i również samemu nie szczędząc w słowach. Akurat trafiło się tak, że obydwoje byli gadułami, choć bez wątpienia dziewczyna przebijała go w tej skali natłoku słów; lubił to zawsze. Słuchać, jak opowiadała o czymś z poruszeniem albo jak narzekała na coś oburzona, słodko marszcząc wtedy nos. Teraz sobie to wyobrażał, w większości mając skupione spojrzenie na drodze, a jedynie rzucając jej krótkie spojrzenia lub zerkając na nią nieco dłużej w momencie, kiedy natrafili na czerwone światło.
Biwaki były dla niego chlebem powszednim. Jeździli na nie z rodzicami, ale także rozbijali je na podwórku. Na początku obserwował, jak robiło to starsze rodzeństwo, a później sam się tego nauczył, również w podstawówce dołączając na krótką chwilę do harcerstwa. Czemu na krótką? Nico próbował różnych rzeczy, ale umiejętności nabyte przez ten czas pamiętał do dzisiaj.
— Tak, za dzieciaka jeździliśmy z rodzicami pod namioty. Jak byliśmy młodsi to pewnie była to dla nas większa radocha, bo później jakoś o wiele rzadziej się na nie wybieraliśmy. — I pamiętał, że było narzekanie. Również zakończyły się dziecięce zabawy jak gonienie się patykami lub rzucanie szyszkami, łapanie żab czy konkurs na największą ilość kamiennych kaczuszek na jeziorze. Wspominał to wszystko z pewną nostalgią i miał nadzieję, że może po tym, jak jego mama wyzdrowieje, to rodzina zechce nieco powspominać i udać się na taki wyjazd.
Przepiął Cheetosa na dłuższą smycz, przypinając go do jednego, stabilnego miejsca, żeby mógł sobie chodzić i węszyć po najbliższej okolicy, ale żeby też nie biegał bez nadzoru po krzakach lub cudzych grillach. Nalał mu świeżej wody i zaczął wypakowywać części ich chaty, aby zacząć ją rozkładać.
Czuł na sobie jej spojrzenie, które praktycznie że powodowało u niego jeszcze większe ciepło, jakby temperatura na dworze była niewystarczająca. Uśmiechnął się pod nosem, a że akurat kucnął odwrócony do niej tyłem, to nie była w stanie tego dojrzeć. Może i lepiej? Słysząc jej słowa wstał i odwrócił się w jej kierunku, widząc jak idzie do niego z wystawionymi rękoma i czując klepnięcie jej dłoni na swojej rozgrzanej klatce piersiowej, nie mógł powstrzymać się od szerokiego uśmiechu oraz śmiechu — szczerego, rozbawionego przez jej czyny. Uważnie ją obserwował, najpierw spoglądając na ręce sunącego po jego torsie, a potem spojrzał na jej twarz. Brązowe oczy, które uważnie obserwowały rozsmarowywanie kremu; a może to nie o to chodziło? Jej delikatny, ciepły dotyk sprawiał, że serce biło mu dwa razy szybciej i próbował sam się uspokoić, aby czasami dziewczyna nie wyczuła tego, gdy zdecyduje się dosmarować jego klatę. Były to słodkie tortury, które nie chciał, aby się kończyły. Spojrzał jej w oczy, nawiązując z nią krótki kontakt wzrokowy. Stała blisko, uważnie przejeżdżając po każdym centymetrze jego górnej części ciała, a on w głowie miał wizję ich wspólnego pocałunku. Jak dobrze było trzymać ją tak blisko siebie, czuć znajome ciepło skóry pod swoimi palcami i muskać delikatnie jej usta, które z każdym kolejnym, krótkim dotykiem, na nowo wryły się w jego myśli.
— Nie śpiesz się, trzeba dobrze zabezpieczyć się przed słońcem — odparł z pełną powagą. Jakby właśnie chodziło o to bezpieczeństwo, a nie nieodpartą chęć, aby zatrzymać ją przy sobie. Upomniał się szybko w myślach — nie powinien tak robić. W końcu… byli przyjaciółmi, tak? Dawanie sobie jakiejkolwiek nadziei, nawet spowodowanej krótką myślą, było jak wymierzanie liścia w policzek. Nie chciał robić tego ani sobie, ani jej, tym bardziej że jeszcze jakiś czas temu sam mówił, że nie chce jej nic narzucać. — A ty jesteś dobrze nasmarowana? Lepiej cię natrzeć teraz, niż potem obsmarowywać panthenolem — rzucił z lekkim rozbawieniem, biorąc to jako okazję, aby uważnie otaksować jej sylwetkę i spojrzeniem przesunąć po jej ramionach i rękach. Nie było co się śmiać; miał to być miły weekend, a przecież poparzenie od słońca skutecznie może zepsuć dobrą atmosferę.

Lilian Davenport
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lilian znała babkę na tyle długo, aby wiedzieć, że problem nigdy nie tkwił w tym, kto był prowodyrem eskapad młodej Davernoponówny. Chodziło wyłącznie o niesubordynację wnuczki, która według, o zgrozo, tej nieomylnej starszyzny powinna siedzieć wyłącznie w pensjonacie i pucować podłogi, niczym prawdziwy Kopciuch.
Nie myślała jednak o tym podczas jazdy, gdy w tych krótkich momentach, kiedy Nico nie pozostawał skupiony na drodze, łapała jego spojrzenie.
Lilian była zdziwiona tym, jak wiele, mimo że kiedyś byli w związku, nadal nie wiedziała o Nico. W zdumieniu słuchała, jak jeździł z rodzicami pod namioty i mimowolnie wyobraziła sobie przebieg takich rodzinnych biwaków w sielskiej atmosferze, wśród blasku ogniska, pieczenia kiełbasek, a potem długich wieczorów spędzanych na łonie natury. Musiało być miło, dlatego posłała mu ciepły uśmiehc, chcąc choć trochę dać mu do zrozumienia, że jej również zaczął udzielać się taki survivalowy nastrój. Wówczas nie pomyślała, jak mocno Nico mógł za tym tęsknić i jak bardzo bał się o zdrowie mamy.
Teraz mógł, choć trochę odpocząć od tych wystkich natarczywych myśli i chyba Lilian nawet zaczynała mu w tym pomagać. Szczeólnie, gdy w tak bezwstydny sposób zajęła się rozprowadzaniem kremu po jego klatce piersiowej.
Czuła, że ją obserwował, ale pomimo to nie powstrzymała się ani przez chwilkę. Miała w sobie wiele różnych emocji. Emocji związanych z tym, co wydarzyło się podczas zabawy na molo z Maxem oraz z tym, co ponownie rozkwitło między nią a Nicolasem w domu w Oakville. Emocji trudnych i niezrozumiałych, które za wszelką cenę próbowała poukładać, zanim sama się rozsypie.
Nie pomagały kolejne poczynania, które bezmyślnie podejmowała, a zwłaszcza obecność Nico, którego gorąca skóra przyjemnie promieniowała pod jej opuszkami. Była tak bardzo głupia i tak bardzo narwana, że z coraz większym uśmiechem, kontynuowała kremowanie mężczyzny. Gdy wykonała kilka owalnych ruchów z prawej strony jego piersi, poczuła jak intensywnie biło mu serce. To śmieszne, bo serce Lilian uderzało z podobną zawziętością!
Neświadoma przygryzła wargę w momencie, w którym przy tej okazji nawiązali krótki kontakt wzrokowy.
Nie zamierzam się spieszyć — odpowiedziała trochę ciszej niż wcześniej i nawet przez chwilę nie była pewna, czy rzeczywiście powiedziała to na głos. Najwidoczniej Lilian speszyła się własną nierozwagą i na moment zerknęła w stronę Cheetosa. Pies wesoło pląsał przy drzewie, goniąc jakies ptactwo, na co znów zdołała się uśmiechnąć i powróciła do obmacywania smarowania Nico.
To, co robiła, było złe. Okropne. Poczuła to z pewną intensywnością w momencie, w którym przejechała dłonią po ostatnim fragmencie skóry mężczyzny. W rozmowie w Oakville przecież przedstawili, w którą stronę zamierzali najpierw popchnąć tę relację. Podczas gdy Lilian miała właśnie wrażenie, że złamała tę dziwną, niewypowiedzianą granicę.

Z drugiej strony... Zachowanie dystansu wobec kogoś, kto niegdyś był całym jej światem, przychodziło z niewyobrażalnym trudem.

Posmarowałam się przed chwilą — oświadczyła dumnie, przy czym intuicyjnie dotknęła swoich delikatnie zabielonych od kremu ramion. Widziała, jak patrzył wzdłuż jej sylwety. Robiła to samo w randomowych momentach, kiedy akurat nie patrzył. — Rozkładamy teraz namiot?
Rozkładamy namiot okazało się sporym nadużyciem. Lilian większość czasu spędziła na pieńku, bo szybko okazało się, że podczas całej procedury więcej przeszkadzała, aniżeli pomagała. Ostatecznie jej udział ograniczył się do wciskania śledzi w ziemię, pomaganiu przy rozłożeniu posłania i ułożeniu plecaków. Potem zniknęła na moment w środku, aby przebrać się w wygodniejsze ubrania. Zdecydowała się na neonową górę od bikini, jasne spodenki i słomiany kapelusz z ogromnym rondem. W takim stroju zamierzała zwiedzić cały park.


Nico Rosenhall
22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Dwa lata to wbrew pozorom nie był długi odstęp czasu. Wiadomo, że wcześniej przyjaźnili się, już dowiadywali się o sobie tych mniej i bardziej znaczących szczegółów, lecz nie znali się całego życia. Ich znajomość dalej stała otworem i z pewnością skrywali przed sobą niejedną ciekawostkę, która mogła ich zaskoczyć. Pięć lat temu Nico był przekonany, że o tej porze nie będzie w stanie nic ich zaskoczyć. Wyidealizowana wizja przyszłości była wspominana przez niego z lekkim wzruszeniem, choć bieg zdarzeń przybrał zdecydowanie nieoczekiwany obrót. I nie tylko ich relacja go zaskoczyła. Sam fakt, że nie został w Nowym Jorku i wrócił do Kanady, najpierw do Vancouver, później do Toronto. Kiedyś nie potrafił sobie wyobrazić, aby komuś z jego rodziny stała się krzywda — przez długi czas swojej młodości pozostawał w przekonaniu, że byli nietykalni. Później nadszedł wypadek Leo, teraz zachorowała jego mama… nie powinien odbierać tego jako złego omenu, bo w końcu teraz tak bardzo słyszy się o różnych chorobach, miał wręcz wrażenie, że był tego niespotykany wysyp.
To wszystko było jednak negatywne. A w tej beztroskiej chwili nie chciał skupiać się na problemach dnia codziennego, skoro uciekając z Toronto lub z rodzinnego miasta, mógł mieć okazję, aby zaczerpnąć głęboki wdech i rozkoszować się obecnością natury oraz Lilian. Cieszył się, że z nim pojechała; że w ogóle była chętna na dalsze kontynuowanie znajomości, a ich chwila… słabości w jego rodzinnym domu, nie namieszała w ich relacji. Może tym bardziej zbliżyli się ku sobie? Powiedzieli to, co siedziało w ich głowach, siląc się na szczerość, której prawdopodobnie obydwoje bardzo potrzebowali.
Z tyłu głowy powtarzał sobie ”chwilo trwaj” choć w gruncie rzeczy wolał, aby nigdy się ona nie kończyła. Dosłownie przez tył jego myśli przebiegała myśl, w której kształtował się ich obraz oraz szansa, którą mogliby sobie dać, aby móc spróbować odzyskać to, co nagle sobie nawzajem zabrali. Odrzucał to jednak i to nie dlatego, że nie chciał. Robił to dla zdrowia tej relacji i własnego spokoju psychicznego, bo ostatnie co chciał to nakręcać się na nią, tym bardziej skoro niedawno mówił jej, że nie chce niczego narzucać.
Niektóre rzeczy zapamiętały się w ich pamięci mięśniowej i jak widać nie tylko — bo była pewna siła, porównywalna do magnesu, która przyciągała tę dwójkę ku sobie. Trudno było przekreślić wspólnie spędzone lata, ale przynajmniej starał się to wszystko przełożyć na nieco bardziej… przyjacielski grunt. Chociaż czy przyjaciółka tak dokładnie smaruje przyjaciela, a czy przyjaciel z taką intensywnością przygląda się przyjaciółce?
— To dobrze, jesteś bardziej odpowiedzialna niż ja — parsknął, bo nawet nie pamiętał, czy spakował krem z filtrem. Może leżał gdzieś na dnie jego plecaka i pewnie szukałby go milion lat, czując jak słońce piecze jego kark. Całe szczęście, dzisiaj miał kogoś, kto najwyraźniej potrafił zająć się nim lepiej niż ona sam.
Umiejętność rozkładania namiotu oraz wszelkie survivalowe lekcje były zdecydowanie lekcjami, które dostał od rodzeństwa. Najmłodszy z całej czwórki nie miał najłatwiejszego życia, ale nie zmieniało to jednak faktu, że być może dzięki temu dziś był taki zaradny. — Rozkładamy — przytaknął, wracając do rzeczywistości. Trzeba było dzisiaj pójść spać jak ludzie. I mogło im to pójść naprawdę gorzej; pomoc Lilian w pewnym momencie się zmniejszyła, ale i tak uważał, że jej chęci były wielkie. Na pewno przytrzymywała wszystko na medal, a środek mieli pościelony znakomicie; aż chciałoby się pójść spać, ale nie — czekało ich zwiedzanie okolicy. Gdy Davenport poszła się przebrać, on również przebrał koszulę na wygodną bluzkę na grubszych ramiączkach. Założył buty bardziej dostosowane do wędrówki po lesie i przed wyruszeniem na wycieczkę, dał obiad Cheetosowi. Przysiadł na ławce obok niego, obserwując przez chwilę zwierzaka, a kiedy usłyszał dźwięk rozpinanego namiotu, spojrzał na Lilian, która wyszła z ich tymczasowego domu Zapatrzył się na nią przez chwilę, a na ziemię ściągnął go wilgotny pysk psa, który otarł się o jego kolano. — Gotowa na zwiedzanie? — zapytał, biorąc w rękę smycz. Uposażony w smaczki, wodę dla psa, ale również dla nich, wyszli z obozowiska i ruszyli w kierunku dróżki. — Obyśmy nie spotkali jakiegoś pająka giganta. Albo węża — rzucił, zastanawiając się, co kryło się między tymi drzewami. — Albo niedźwiedzia. Chociaż z daleka to chętnie bym go zobaczył. — Takie niestandardowe zwierzęta robiły wrażenie, przynajmniej miałby co opowiedzieć braciom. W końcu jeszcze niedawno planowali męski wypad na żubry, co to by było, gdyby nagle zaczął opowiadać im o misiu?

Lilian Davenport
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lilian również cieszyła się, że zdecydowała się na ten wyjazd. Prawdę pisząc nie miała żadnych wątpliwości, gdy planowali wspólną podróż. Pojawiły się one dopiero w dniu wyjazdu, kiedy zaczęła zastanawiać się jak powinna się zachowywać. W końcu w ostatnim czasie jej życie przypominało, hehe, rollercoaster. Wydarzenia związane zarówno z Nicolasem, jak i Maxem spędzały jej sen z powiek, a nieustanne kłótnie z babką jedynie potęgowały poczucie bezradności.
Tak bardzo potrzebowała oczyścić głowę, że dyskomfort towarzyszył Lilian właściwie tylko przez chwilkę. Na szczęście z Nico szybko znaleźli tematy do rozmów i nie wracali do wydarzeń z Oakville, a rzeczywiście skupili się wyłącznie na tym, co działo się tu i teraz.
Och, jaka ona była mu za to wdzięczna! Pomimo burzliwej przeszłości i tego, co wydarzyło się między nimi parę dni temu, pozwolił, aby ten wyjazd pozostał po prostu wyjazdem. Lilian w chwili nie była gotowa na podejmowanie decyzji ani składanie jakichkolwiek deklaracji. Tak właśnie się czuła, choć jej serce wykonywało fikołek ilekroć mogła stanąć niestandardowo blisko mężczyzny.
A potem po prostu, głupio i naiwnie, zaczęła go dotykać pod pretekstem smarowania kremem z filtrem. O zgrozo, jakie to było dziecinne! Ale... mimo wszystko miała wrażenie, że choć żadne z nich nie mówiło o tym głośno, oboje czerpali z tej chwili przyjemność. Być może ona nawet większą...
Dziwnie to brzmi, co? — zapytała rozbawiona, po raz ostatni przesuwając dłonią wzdłuż umięśnionego ramienia Nico.
Lilian nigdy nie czuła się bardziej odpowiedzialna od Nicolasa. Miałą wręcz wrażenie, że to ona częściej podejmowała nierozsądne decyzje. On natomiast był tym, który wnosił do ich relacji względny rozsądek? Czy coś podobnego. Był stabilizatorem, który potrafił powstrzymać ją przed popełnieniem przynajmniej części błędów. Oczywiście nie zawsze mu się to udawało. Temperament Lilian Davenport nie należał do najłatwiejszych, a emocje przeważnie wygrywały z rozsądkiem, o czym Nico mół się już przezkonać. Zbyt wiele decyzji Lilian podjęła już pod wplywem impulsu.

Na pewno przytrzymywała wszystko na medal. Z pewnością tak było, bo choć ta czynność nie wymagała wielkiego nakladu siły, to naprawdę, naprawdę się starała.
Lilian od razu odnalazła wzrokiem Nicolasa, gdy tylko opuściła ich tymczasowy domek. Na widok jego wygodniejszego stroju na jej ustach mimowolnie pojawił się uśmiech. Przez parę sekund patrzyła zaaprobowana w stronę mężczyzny, dopóki Cheetos nie odebrał jej uwai Nico i sprawił, że ich kontakt wzrokowy dobiegł końca.
Na jego pytanie dotyczące zwiedzania odpowiedziała jedynie skinieniem głowy, po czym poprawiła kapelusz z szerokim rondem. Zaraz opuścili obozowisko i skierowali się ku wijącej się między drzewami ścieżce. Lilian uniosła wzrok, przyglądając się leśnemu krajobrazowi, po czym głęboko zaczerpnęła świeżego powietrza. Miała wrażenie, że w Toronto oddychało się inaczej.
Węży się nie boję. Z pająkami mam za to spory problem — urwała, wyraźnie niezadowolona z faktu, że Nico mógł mieć rację. Nie cierpiała pająków, a w pensjonacie musiała radzić się z nimi sama, gdy akurat nie było nikogo z obsługi. Z czasem wypracowała własną metodę i wykorzystywała do tego odkurzacz, co też nie było szczegolnie rozsądne. — Widziałam na instagramie rolki, że tutaj występują tylko czarne niedźwiedzie. One nie są mniejsze od grizzly? — Oderwała wzrok od krajobrazu i pytająco spojrzała na Nicolasa. Po chwili, znowu wielce rozbawiona, żartobliwie ścisnęła go za biceps. — Chyba sobie z nimi poradzisz.

Przez dobry kwadrans szli szlakiem. Ścieżka prowadziła między wysokimi drzewami, a korony, wbrew oczekiwaniom Lilian, skutecznie osłoniły ich przed słońcem. Cheetos co chwilę wyrywał do przodu, węszył przy pniach oraz znikał między krzewami i naprawdę całe szczęście, że wciąż był przypięty na smyczy, bo ewidentnie chętnie poniuchał by jeszcze dalej.
W pewnym momencie Lilian zaproponowała, aby zeszli z głównej ścieżki. Wsunęli się więc pomiędzy gęściej rosnące drzewa, gdzie przestrzeń wydawała się bardziej ustronna, bo pozostali turyści praktycznie zniknęli. Wówczas Lilian znowu wróciła wspomnieniami do nocy fesiwalu, kiedy szli w stronę jeziora i o dreszcach, jakie miała kiedy Nico wrzucił ją do wody.
W końcu las odsłonił przed nimi lazurową wody. Dalej znajdowało się skalne wzniesiene, które aż prosiło się o skok do jeziora, a przeciwnej stronie rozciągała się publiczna plaża.
Lilian przyśpieszyła, zapobiegawczo przytrzymując kapelusz.
Jeju, Nico! Nic piękniejszego dzisiaj nie zobaczę! — krzyknęła. Zatrzymała się na wzniesieniu, po czym ostrożnie wychyliła się na dół, ale prędko wróciła spojrzeniem do Nico i Cheetosa, który dreptał wesoło. — Zatrzymamy się tutaj?

Nico Rosenhall
22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Odpowiedzialność to jedno, a temperament to drugie i mimo że Lilian wyglądała jak słodka i niewinna dziewczynka, to rzeczywistość była inna — potrafiła pokazać rogi, wpaść na trochę głupi albo nierozważny pomysł, ale przede wszystkim, on wchodził w to za nią. Czasami żeby powstrzymać ją od całkowitej katastrofy, a czasami po prostu dając się ponieść chwili. Bo on sam nie był też tylko rozsądny, popełniał błędy i korzystał z życia, chociaż miał z tyłu głowy coś, co kazało mu się czasami zastanowić dwa razy nim coś zrobi. — Na starość się to zmienia — zażartował, szybko dźgając dziewczynę w bok.

Przejście przez las było orzeźwiające. Przypominał sobie te wszystkie miłe wycieczki z rodziną, ale też te szkolne, gdzie robiło się pułapki w lesie, bawiło się w chowanego, żeby potem ktoś się gubił i był poszukiwany do późnej nocy. Błogie czasy dzieciństwa, kiedy życie było nieco bardziej beztroskie, choć spacerując teraz wśród wysokich konarów, czuł się naprawdę wyzwolony od tego miejskiego zgiełku. Uwielbiał duże miasta, ale często go przytłaczały. Mieszkając w Nowym Jorku uciekał na obrzeża albo za miasto, żeby zresetować głowę. Mimo wszystko wychowany był w mniejszej miejscowości, na zielonym osiedlu, gdzie nie było krzyczących do niego billboardów, ledów, hałasów i różnych dziwnych ludzi.
— Uratuję cię przed nimi. Mam wprawę w sprawnym zabijaniu ich laczkiem — odpowiedział i pomachał kilka razy wolną dłonią, aby pokazać jej techniki pracy nadgarstkiem przy jego skutecznych łowach. Oczywiście zaśmiał się z tego, bo specjalistą nie był, jednak w swoim domu musiał dalej dzierżyć rolę poskramiacza pająków, skoro Cheetos dalej się ich obawiał. — Wiesz, że ten duży pies tylko na nie szczeka? A gdy podchodzą bliżej to się marszczy i warczy, ale nawet nie podejdzie bliżej, żeby zgnieść go łapą — zdradził sekret Goldena, bo gdy odkrył jego obawę to było to dla niego lada zaskoczenie. — Mniejsze, ale pewnie niewiele mniejsze od ciebie. A przez masę to mogą cię załatwić na jedno uderzenie — stwierdził, kiwając poważnie głową. Czasami odbywał z braćmi dziwne rozmowy; tak jak ostatnio rozmawiali o żubrach i o żubrówce wykonanej z żubrów, jednak całe szczęście żadne zwierzę nie ucierpiało przy jej produkcji. Chwilowo przypomniał sobie o ich wakacyjnych planach na męski wypad i zastanowił się, czy w ogóle o tym pamiętali. Poczuł jak Lilian lekko ściska jego biceps i cicho się śmieje, przez co sam uśmiechnął się z rozbawieniem. — Nie zaprzeczę. Po coś chodzę na tę siłownię, tak? Do walki z czarnym niedźwiedziem przygotowywałem się od lat — odpowiedział śmiertelnie poważnie, jednak zaraz rozejrzał się wśród drzew. — Oczywiście, niech żaden czarny niedźwiedź nie bierze tego na poważnie. — Bo jeszcze tego brakowało, aby rozumiały, co mówią ludzie… Cóż, przezorny zawsze ubezpieczony!

Szli, zwracając uwagę na pomniejsze rzeczy, które oferowała natura i naprawdę Nico nie mógł się nadziwić, że tak piękne miejsce znajdowało się ledwie trzy godziny od Toronto. Przystał na jej propozycję zboczenia na mniejszą ścieżkę, w gęścinach ściągając psa na krótszą smycz, aż w końcu wyszli w miejsce, w którym rozciągał się piękny widok i woda, która naprawdę prosiła o kąpiel. Ponownie puścił na dłuższej smyczy Cheetosa, który przy boku Lilian poleciał do przodu, czerpiąc korzyści z niskorosłej trawy na polanie i faktu, że nie musiał przeskakiwać przez haszcze. Dołączył do dziewczyny, wychylając się nieco ze skałki i spojrzał na zapierający dech w piersiach lazur wody. — Nie spodziewałem się, że będą to takie widoki, jak w internecie — stwierdził, nie ukrywając swojego zdziwienia. — Tak, zostańmy tutaj — przytaknął, ściągając plecak i odkładając go na razie na bok. — Przysiądziemy? Czy od razu chcesz się kąpać? — rzucił z rozbawieniem, lustrując dziewczynę wzrokiem. — Masz na sobie kostium? — bo była to ważna kwestia chociaż… mieli już wprawę w kąpieli w ubraniach, prawda?

Lilian Davenport
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Och, chyba pamiętam — potaknęła, przy tym podejrzliwie zmrużyła oczy i spojrzała na Nico w nieodgadniony sposób, gdy teatralnie wywijał nadgarstkiem raz w jedną, raz w drugą stronę.
Rzeczywiście pamiętała, choć te wspomnienia zakrawały o jakiś absurd. Nicolas, oprócz tego, że bronił Cheetosa przed pająkami, specjalizował się również w pozbywaniu się wszelkich insektów z domu Lilian w Oakville. W tamtych czasach jeszcze niechętnie rozprawiała się z nimi za pomocą odkurzacza.
Podobno psy też potrafią mieć dziwne fobie. Najwyraźniej jego dotyczą pająki — odpowiedziała całkiem mądrze, zerkając na złotowłosego psa, który właśnie niuchał coś pod krzakiem.
Po chwili ponownie spojrzała na Nicolasa, który zaczął wyliczać wagę i siłę niedźwiedzia. To już mniej jej się spodobało. W filmach przyrodniczych czarne niedźwiedzie wyglądały na niegroźne i całkiem urocze, ale telewizja lubiła przekłamywać przyrodę.
Lilian nie należała ani do szczególnie silnych, ani wybitnie szybkich osób, więc w starciu z taką miniaturową bestią nie miałaby najmniejszych szans. Postanowiła więc podpuścić Nico. Na szczęście odebrał to zgodnie z zamierzeniem jako żart, więc gdy wspomniał o siłowni i poprosił czarne niedźwiedzie, aby nie brały tego na poważnie, po prostu się roześmiała.


Jak mam być szczera, to ja również się tego nie spodziewałam, Nico — przyznała mu rację.
Chyba podświadomie obawiała się, że wszystkie te rolki i zdjęcia w mediach społecznościowych były mocno podrasowane filtrami. Tymczasem lazurowa woda wyglądała dokładnie tak samo jak na turystycznych fotografiach w internecie. Lilian nie mogła oderwać od niej wzroku. Toronto nie mogło pochwalić się podobnymi widokami, ale z druiej strony wciąż miała na uwadze fakt, że i tam nie brakowało miejsc wartych odwiedzenia.
Wskoczę od razu — zawyrokowała entuzjastycznie, jednocześnie wesoło klaszcząc w dłonie. — Tak, mam na sobie kostium — oznajmiła, po czym mimowolnie zmierzyła mężczyznę uważnym spojrzeniem. Zastanawiała się, czy on również był już przygotowany na taką ewentualność i mógł po prostu wskoczyć do wody.
Po chwili przeniosła wzrok na Cheetosa. Ten pies miał naprawdę szczęście, że Nico postanowił zorganizować dla niego wyjazd, aby mógł swobodnie wybiegać się pośród zieleni i spożytkować energię.. Lilian chyba była naiwna i właśnie w ten sposób tłumaczyła sobie cały sens tej wyprawy.
Z drugiej strony nie mogła zaprzeczyć, że równie ciekawa była tego, jak ułoży się jej nowa (a jednak nadal stara) relacja z Nicolasem.
Przez moment jeszcze się wahała, aż w końcu niespodziewanie wyciągnęła dłoń w stronę mężczyzny. Serce zabiło jej odrobinę szybciej i sama nie była pewna, co było tego powodem. Z jednej strony za chwilę miała zrobić coś szalonego, bo naprawdę uderzyła w nią perspektywa skoku z klifu, z drugiej zaś, troche nieśmiało zapragnęła poczuć ciepło dłoni swojego byłego.
To głupie.
Może... powinniśmy skoczyć razem? — zapytała. Zaraz na moment cofnęła rękę i pośpiesznie zsunęła z bioder krótkie spodenki, po czym odłożyła na bok kapelusz.
Potem ostrożnie podeszła do samej krawędzi i raz jeszcze wyciągnęła dłoń w stronę Nico. Spojrzała na niego z jakąś... nadzieją? Mimo wszystko skok z klifu do lazurowej wody był czymś zupełnie innym niż wskakiwanie do jeziora w środku chłodnego kwietnia w Oakville.

Nico Rosenhall
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”