ODPOWIEDZ
28 y/o
For good luck!
190 cm
Napalony dziennikarz CBC Toronto
Awatar użytkownika
Bez popełnionych błędów i tych ran, to nie byłbym ja.
Zrobiłbym wszystko jeszcze raz.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

002


Reece’a nie było w mieście od ponad półtora roku. Może z krótkimi przerwami, kiedy akurat robił sobie przerwę w nagraniach. Wówczas zaglądał do firmy ojca, aby pomóc przy bieżących sprawach, ale pomimo tego ani razu nie natknął się na siostrę. Przez te wszystkie miesiące, z nie do końca wiadomych dla siebie powodów, konsekwentnie unikal z nią kontaktu. Co śmieszniejsze teraz, to właśnie ona była pierwszą osobą, o której pomyślał, gdy podjął decyzję o powrocie.
Samolot wylądował około dwudziestej, więc zanim wydostał się z lotniska i dotarł na East End, minęły kolejne dwie godziny. Niestety w mieszkaniu nie zastał Adeline. Skorzystał więc z zapasowego klucza i wraz z całym swoim dobytkiem (dwoma walizkami, plecakiem oraz transporterem z Zeusem) rozpłaszczył się w korytarzu.
Dopiero po zrobieniu kawy zdecydował się przenieść bagaże do sypialni Ady. Wypuścił kota, po czym w końcu opadł na kanapę i pozostał tam aż do momentu, w którym kobieta wróciła do domu.
Pierwsze, co mogła dostrzec, zanim jeszcze zauważyła spowitego w ciemności Reece’a, to kot, który akurat zaczął wesoło pląsać po salonie. Dopiero potem mężczyzna podniósł się z kanapy i, sięgając po włącznik światła, rozjaśnił całe pomieszczenie.
Niespodzianka — rzucił ni to żartobliwie, ni poważnie. Następnie z tym samym, już do połowy opróżnionym kubkiem w dłoni, boso, w spodniach od piżamy, które zdążył ubrać gdzieś w trakcie, obszedł niski stolik i stanął naprzeciw siostry.
Nie zmieniła się wiele, choć w jej spojrzeniu przez moment błysnęły iskry dezorientacji(?) na co Ree wyraźnie się uśmiechnął.
Wróciłem do Toronto. Jeszcze nie wiem na jak długo, ale na pewno zostanę do końca roku, więc możemy spędzić święta razem, Ade. Może nawet będę jeszcze na twoje urodziny— pośpieszył z wyjaśnieniami.
Od czasu rozwodu zdecydowanie nie sprawdzał się w roli brata. Nie interesował się życiem Adeline, unikał kontaktu i nie odpowiadał na wiadomości. Nawet jeśli pojawiał się w mieście, nie znajdował chwili, aby się z nią spotkać. Pomimo tego z każdej podróży kupował jej jakiś drobiazg, dlatego na kuchennym blacie leżało teraz pudełko wypełnione wszystkimi rzeczami, które zebrał na obczyźnie.

Adeline Covington
27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

013
Jej życie ostatnio przypominało rollercoaster emocjonalny. A dopiero niedawno dosłownie na jednym jeździła. Powrót do jej codzienności dwójki bliskich jej sercu mężczyzn z przeszłości wywrócił jej dotychczas względnie stabilne życie do góry nogami. Jeden z nich wywoływał mnóstwo uśmiechu i wewnętrzny spokój, którego nie czuła od dawna, podczas gdy drugi ten spokój mącił, przypominając jej o tym, co uważała za dawno zamknięte. Obaj panowie niezmiennie gościli w jej głowie, a głośny, medialny powrót starszego z nich niczego jej nie ułatwiał.
Musiała przyznać przed sobą, że mimo wszystko była wdzięczna Sullivanowi, że zawitał u jej progu tuż przed wydaniem oficjalnego oświadczenia, który zatrząsł całym Toronto. Przynajmniej widok mężczyzny we wszystkich kanałach lokalnych wiadomości nie był dla niej już takim szokiem. Miała czas, by oswoić się z faktem jego zmartwychwstania. Jednocześnie wiedziała, że to, o czym zostały poinformowane media, było zaledwie ułamkiem historii o intrydze, w którą wplątali się Hartley’owie.
I nadal w myślach miała fakt, że Sully miał do czynienia z groźnymi ludźmi, którzy wpłynęli na ich rozstanie. A skoro do niej dotarli wtedy, zawsze jakieś ryzyko pozostawało. Zwłaszcza, że Ade nie potrafiła się bronić, co uświadomił jej niedawny incydent pod barem, gdy przypadkiem zgarnęła nie swoją kurtkę. Dlatego zapisała się na lekcje samoobrony.
Właśnie wróciła z pierwszej z nich. Zmęczona, ale z pozytywnym nastawieniem przekręciła kluczyk w drzwiach, po czym zapaliła światło na korytarzu i rzuciła torbę na siedzisko. W zamyśleniu przeszła w stronę salonu, dopiero po chwili zauważając jakiś niewielki, czarny cień. Mimowolnie jej serce przyspieszyło swoje obroty. Po chwili z mroku wyłonił się znajomy zwierzak i rudowłosa odetchnęła. Zeus. Zeus?
W tym samym momencie w salonie rozbłysło światło. Wystraszona aż cofnęła się o krok, a serce niemal podskoczyło jej do gardła.
Reece? — wydusiła zaskoczona, przez chwilę nie będąc pewną, czy powinna dowierzać własnym oczom. Nie widzieli się od wielu miesięcy, a on tymczasem tak swobodnie rozgościł się w jej mieszkaniu, jakby wcale nie wyjechał. Czy to był jakiś żart? Jeśli tak to marny bardzo.
Czyżby ktoś tu nagle przypomniał sobie o siostrze? — rzuciła zaraz, próbując przywołać się do porządku. W jej głosie jednak poza chłodem pobrzmiewała nuta uszczypliwości.
Widywanie go czasem w telewizji podczas jego reportaży było jedynym sposobem, by chociaż w ten sposób sprawdzić, co u niego i jak sobie radził. Czasem słyszała też o nim od taty, ale nigdy nie starała się jakoś szczególnie ciągnąć jego temat. Ree ją olewał, czemu więc ona miała okazywać względem niego jakiekolwiek zainteresowanie? Jednocześnie zastanowiło ją, czy po tym, jak braciszek traktował ją w ostatnim czasie, liczył, że wpadnie mu teraz w ramiona, jakby nic się nie stało. Był takim samym ignorantem, jak ich ojciec.
Na jego wyjaśnienia na moment drgnęły jej brwi, nie wiedziała jednak, czy bardziej zdziwiła się jego powrotem na dłużej niż kilka dni, czy obietnicą spędzenia wspólnie świąt.
Co ci się nagle odmieniło, że chcesz spędzać ze mną czas? — Po tonie jej głosu nie dało się ukryć, że żywiła do niego pewną urazę. Kot drepczący przy jej nogach domagał się uwagi, więc ostatecznie wzięła go na ręce i przywitała się z nim, głaszcząc go łagodnie. Ree miał szczęście, że Zeus działał na nią uspokajająco. — Chociaż bardziej mnie ciekawi, co robisz w moim mieszkaniu? — zapytała już trochę łagodniejszym tonem, spoglądając na niego ukradkiem znad jej ulubieńca, za którym się stęskniła. Nie była tylko pewna, czy za jego właścicielem równie mocno.


Reece Murray
28 y/o
For good luck!
190 cm
Napalony dziennikarz CBC Toronto
Awatar użytkownika
Bez popełnionych błędów i tych ran, to nie byłbym ja.
Zrobiłbym wszystko jeszcze raz.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Reece nie wiedział nic o tym, co działo się z Adeline od chwili, gdy opuścił Toronto. Czasami rozmawiał o niej z matką, choć te rozmowy zazwyczaj sprowadzały się do jej narzekań na rzadkie odwiedziny pasierbicy i pełnych tęsknoty wspomnień o czasach, gdy wszyscy tworzyli rodzinę. Chyba rozwód właśnie na kobiecie odcisnął najmocniejsze piętno.
Druą sprawą było to, że nie miał też pojęcia o powrocie Sullivana, który kilka lat wcześniej po prostu zniknął. Odkąd postawił stopę w Kanadzie, celowo odciął się od wiadomości. Wolał skupić się na przeprowadzce, organizowaniu życia od nowa i przygotowaniach do nowego programu, zamiast śledzić to, co działo się w Toronto.
Ale może to i lepiej. W końcu był napalonym reporterem. Przecież słynął z niezdrowego zapału do chwytania każdego tematu, który wydawał mu się interesujący. Na zaranicznych wyjazdach już niejednokrotnie ryzykował własnym życiem tylko po to, aby znaleźć się jak najbliżej najgorętszych wydarzeń.
We własnej osobie. — Może i nie zmartwychwstał tak spektakularnie jak Sullivan, ale najwyraźniej i tak zdołał zaskoczyć siostrę. Najpierw dostrzegł strach, który przemknął przez jej ładną, lekko piegowatą twarz, a zaraz potem zdziwienie, gdy przeniosła wzrok z kota na niego. — Mniej więcej — odpowiedział lakonicznie, wzruszając nagimi ramionami.
Reece nie chciał urazić Adeline, ale też nie czuł się zobowiązany do tłumaczenia wszystkich powodów, dla których zniknął z Toronto. Musiał przeżyć własną żałobę po nieudanym małżeństwie i jakoś poskładać roztrzaskane serce. Nie udało mu się przez półtora roku pracy u ojca, więc znalazł alternatywę w wyjazdach. Siostra miała prawo być na niego zła, rozżalona, a nawet wściekła. On jednak potrzebował wtedy samotności. Przestrzeni, w której mógłby nauczyć się żyć od nowa i zbudować nowy porządek.
I w tym akurat mógłby zgodzić się z Adeline, gdyby tylko powiedziała to na głos. Był takim samym ignorantem jak Thomas, choć nie łączyły ich żadne więzy krwi. Przez te kilka lat, kiedy mężczyzna był jego ojcem, jego wychowanie zdążyło wpłynąć na Ree. Nieświadomie przejął od Thomasa wiele zachowań. Zarówno tych dobrych, jak i złych.
Czy zawsze musi być jakiś powód? — Zaśmiał się. — Wiesz, jak było. — Po raz kolejny wzruszył ramionami, przyglądając się, jak Ade z czułością wzięła Zeusa na ręce. Ten kot miał do niej dziwna słabość. — Okazało się, że sąsiedzi zalali mi mieszkanie. Muszę gdzieś przeczekać kilka dni — wyjaśnił zgodnie z prawdą.
To, że po tak długiej nieobecności chciał w końcu zobaczyć się z Adeline, było jedną sprawą. Drugą stanowiła wiadomość o zalaniu, którą otrzymał dzień przed wylotem. Los najwyraźniej uznał, że skoro i tak wraca do Toronto, warto dorzucić mu jeszcze jedną niespodziankę. Albo kłodę.
Wprowadziłem się do sypialni. — Wskazał kciukiem na drzwi do pokoju, po czym ponownie przeniósł wzrok na Adeline. — Zjemy coś? Mogę gotować w zamian za nocleg.
Może i Reece nie był najlepszym kucharzem, ale miał kilka swoich popisowych dań, które wychodziły mu całkiem przyzwoicie. Potrafił przygotować porządną carbonarę, pieczonego kurczaka z warzywami, a także kilka prostych, ale dobrze dopracowanych potraw śniadaniowych. Jego specjalnością były też naleśniki z rozmaitymi farszami. Robił je, kiedy chodzili do liceum.

Adeline Covington
27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prawda była taka, że rzeczywiście wiedziała, jak było. Reece gonił za karierą, która według niej z pewnością była formą ucieczki od wydarzeń z przeszłości. Udawał, że wszystko było w porządku, ale miała wrażenie, że były to tylko pozory. W końcu robiła to samo zarówno w trakcie rehabilitacji, jak i później w Ironcrest Development. Po wypadku uciekła do Ottawy, ograniczając kontakty ze wszystkimi na tyle, ile mogła. Nie ignorowała jednak wiadomości od Ree, jeśli takowe od czasu do czasu wysyłał. To samo starała się robić, kiedy to on wyjechał z Toronto, ale… pochłonęła go praca.
W gruncie rzeczy wcale mu się nie dziwiła, bo doskonale wiedziała, jak to było poświęcić się czemuś w stu czy dwustu procentach, byle nie pozwolić niepowołanym myślom zająć miejsca w umyśle. Z tym, że trochę bolało ją to całkowite odcięcie. Co ciekawe, po rozwodzie rodziców przez chwilę miała nadzieję, że w końcu uwolni się od Ree, ale teraz… po tylu latach i doświadczeniach bardziej doceniała obecność bliskich. Może nie byli związani więzami krwi, ale przez tyle lat wychowali się pod jednym dachem, więc nadal uważała go za brata.
Mmm… na przykład - tęskniłem? — zasugerowała mu z pewnym przekąsem i wzruszyła lekceważąco ramieniem. Doskonale wiedziała, że takie słowa nie przechodziły mu przez gardło, więc nie miała czego oczekiwać. Ale wytknąć mu to mogła zawsze, prawda? — I pomyślałeś akurat o mnie. Powinnam poczuć się doceniona? — rzuciła zaczepnie z niewielką nadzieją, że może choć tak usłyszy od niego o sobie miłe słowo. Zalane mieszkanie było świetnym pretekstem do skorzystania z dachu siostry, ale był stanowczo zbyt pewien, że tak łatwo na to przystanie. Skoro nie odzywał się przez tyle czasu to winien był jej chociaż jedno pochlebstwo.
Na wspomnienie o wprowadzeniu się do sypialni uniosła wysoko brwi. Jeszcze miał czelność rządzić się w jej mieszkaniu?
Nie ma mowy. Jeździłeś po krajach trzeciego świata, na pewno przyzwyczaiłeś się do mniejszych wygód — stwierdziła, spoglądając na niego z pobłażaniem. Nie odda swojego łóżka bez walki. Jednak na wspomnienie o gotowaniu wyraźnie się zawahała. Jedzenie było jej słabością. W jej przypadku jedzeniem, a zwłaszcza przygotowywaniem dla niej posiłków bardzo łatwo można było trafić do jej serca. I Reece dobrze o tym wiedział. Jeśli jeszcze nie była w pełni przekonania co do pomysłu przenocowania brata, tak jej mur właśnie się kruszył. — Zastanowię się — stwierdziła finalnie, wciąż udając, że rozważała temat. — Werdykt padnie po kolacji — uśmiechnęła się nieco przebiegle, po czym przeszła do kuchni. Trzeba przyznać, że po treningu była głodna i zmęczona, a gdyby nie Ree, skończyłaby pewnie na czymkolwiek na szybko.
Przystanęła przy blacie na półwyspie, spoglądając na pudło wypełnione po brzegi różnymi pamiątkami. — Co to? — zapytała, wypuszczając kota z rąk, żeby przyjrzeć się przedmiotom uważniej. Na każdym magnesie, pocztówce czy osobliwej figurce widniały różne nazwy miejsc. — Tylko nie mów, że wróciłeś po to, żeby otworzyć stragan — zażartowała, spoglądając na niego ukradkiem, jak rządził się u niej w kuchni, jak u siebie. Mimo wszystko trochę jej go brakowało. — To co sprowadziło Cię z powrotem do domu? — zapytała, opierając się łokciami o blat i szperając w pudle w poszukiwaniu kolejnych skarbów.

Reece Murray
ODPOWIEDZ

Wróć do „#29”