Wendy zawsze paplała! Trzy po trzy, niekiedy bez ładu i składu, czasami nie wiadomo było o co jej chodzi. Teraz jednak była błogo otulona i taka
bezbronna, nie bardzo też hamowała się ze swoimi przemyśleniami. Jakby ktoś zabrał jej jakikolwiek filtr, a przecież i tak już wcześniej było z nim słabo… ale teraz, o pani!. Teraz patrzyła maślanymi oczętami na Bylthe’a dumna ze swoich przemyśleń w kwestii zabawy w doktora i jednocześnie była w stanie to sobie zwizualizować pod tymi zamykającymi się oczętami. Wiadomo, że na żywo byłoby o wiele ciekawiej, ale niemożliwym było to, by Peter brał ją na poważnie to po pierwsze, a po drugie chyba nie była świadoma jak oczywiste są jej sygnały. Te tabletki najwyraźniej mocno przymroczyły jej rozumek, który i tak bez leków był wątpliwej jakości. —
Badany… — przytaknęła poważnie, a przynajmniej bardzo starała się zabrzmieć poważnie —
ale tak szczerze, kiedy ty ostatnio byłeś u lekarza? — zapytała i zaraz wkradł się na jej twarz jakiś taki figlarny uśmieszek —
Też powinieneś się rozebrać… w sensie mieć kontrolę… no wiesz, przebadać się, w sensie jeśli dawno nie byłeś — miała nadzieje, że bardzo długo nie był u lekarza, a jak był to chociaż mógłby ściemniać dla dobra pacjentki w fazie odlotu.
Prawda była taka, że powiedziała coś o c z y w i s t e g o, co zarazem wcale takie
oczywiste nie było. Od jakiegoś czasu sama próbowała to wszystko sobie rozszyfrować, co działo się między nimi, a raczej co działo się w jej głowie względem niego i wcale nie było to takie łatwe. Ba! Ostatnio już się poddała stwierdzając, że musi to zamieść pod dywan i przeczekać, aż się zleży bo miał narzeczoną, chciał z nią zamieszkać i jeszcze ten cały ślub. Sprawy jednak diametralnie się zmieniły, a ona znów nie miała pojęcia co o tym wszystkim myśleć.
Tak jak bez oporu sugerowała zabawę w doktora z tym swoim błogim uśmiechem i sennym oczkiem, tak teraz bez problemu ładnie mówiła mu, że jest jej ulubionym chłopakiem. Czy spodziewała się, że Peter też jej odpowie tym samym, chyba nie bardzo, bo zaraz zamrugała kilkakrotnie i przechyliła nieco głowę na bok jak pewnie robił to niejednokrotnie Rocky, bo pieski tak mają. Szczególnie te małe i słodkie, a wciąż niewystarczająco słodkie, bo Wendy totalnie to przebijała. Jeszcze te świecące oczy i rumiane policzki po rozgrzewającej zupie tworzyły combo, które eksplodowało słodyczą.
— A więc jestem twoją dziewczyną? — znaczy co
— W sensie ulubioną? — myślała o jednym, mówiła drugie, a trzecie robiła. Jej postrzelone myśli i cała ona nie wpisywały się w tryb slow motion, który się jej odpalił po lekach przeciwbólowych.
— Dlaczego? — zapytała, kiedy postanowił ją podnieść i przenieść, ale ewidentnie pytała nie o to dlaczego może jej pomóc, ani dlaczego ma trzymać przy tym psa. ona pytała dlaczego jest ulubioną dziewczyną. I grzecznie otulając Rockiego dała się unieść do góry i przetransportować do łóżka.
No i zapatrzyła się na niego, jedną rękę nawet mu gdzieś na ramię położyła i szyję zaczepiała niby to asekuracyjnie. Pewnie objęłaby go obiema, gdyby nie musiała trzymać Rockiego, choć teraz też w sumie nie bardzo się
asekurowała bo zamiast trzymać się, to sobie palcem po jego skórze przejechała, widząc jak krew pulsuje mu pod skórą. I jeszcze te jego perfumy, może kiepską reputację miały, ale teraz i tak pachniały
doooobrze. Chyba nawet trąciła nosem gdzieś o niego przymykając oczy i przytakując na jego słowa o kociakach. —
Wciąż mam dwie ręce, dwie nogi, żadnych zadrapań… nie taki diabeł straszny — wyznała i zaraz się wkręciła w gadkę o zwierzętach, bo przecież trochę już się o nich nasłuchała w RPA.
— Hopopotamy! — przekręciła
— Są agresywne bez powodu i bardziej chronią terytorium. No i hippo ma kły i taką siłę szczęki, że łódkę bez problemu BAM! BUM! rozwali na pół, a taki nosorożec to kłem też jak dziabnie to zabije, ale zanim trafi to może potrwać bo mają kiepski wzrok — rozgadała się, ale zaraz też Piotruś o zdjęcia zapytał, a ona otwarła oczy i zerknęła na to, o którym mówił.
— No jak byliśmy razem — przyznała uśmiechając się błogo i zaraz też sobie przypomniała te ich wszystkie dobre rady:
Miłość nie jest czymś, o co musisz prosić, ani czymś, co musisz wykradać komuś, kto już oddał swoje serce innej… To nie jest walka o resztki ze stołu... Twoja własna miłość już na ciebie czeka, ukryta gdzieś w przyszłości, i ona nie będzie skomplikowana… I nie będziesz musiała przy niej udawać, że nie czujesz tego, co czujesz... —
Tam akurat byłam sama, po śniadaniu w dzień meczu — kiedy to zaliczyli pamiętne kiss cam. Ciekawe, czy powiedział o tym Kristin.
I gdy wylądowała już w łóżku, a on też nie zwlekał z tym żeby się położyc to Rockiego wypuściła z uścisku by sam się ładnie ułożył gdzieś w rogu, a ona zmieniła przytulankę na Petera wciskając się mu pod ramię, jakby to było coś normalnego. Zaraz jednak się obruszyła i odsunęła układając głowę na poduszkę i patrząc tymi trochę maślanymi, a trochę furiackimi oczami na niego. —
Halucynacjami? Oj może byłam lekko wstawiona na white party, ale dobrze pamiętam jak Kristin powiedziała mi — a jednak musiała się na moment zastanowić co właściwie jej powiedziała, bo bardzo chciała ją zacytować —
że kręcę tyłkiem wokół twojego potrfela i jestem jak laski z dubaju, czekam na darmowe przeloty i luksusy — wyznała, a z każdym kolejnym słowem chowała głowę w poduszkę jakby bała się zobaczyć na jego twarzy chociaż cień tego, że on też mógłby tak o niej myśleć.
sponsor z dubaju