Nawet jeśli chciał jakkolwiek zaprotestować przed opuszczeniem łóżka –
przecież wciąż mieli na pewno jeszcze mnóstwo czasu… – musiał chyba zdawać sobie sprawę z tego, że wszelkie protesty i tak nie zdałyby się na nic. Przyjemny poranek nie mógł niestety trwać w nieskończoność, a szanse na to, że
odpowiedzialna Elsa miałaby pozwolić sobie na jakiekolwiek ryzyko spóźnienia się były… mniej więcej takie same jak to, że Dante miałby w jednej chwili przeanalizować całe swoje podejście do życia i w ciągu najbliższych kilkunastu minut podjąć decyzję o całkowitej jego zmianie. Niby możliwe, ale chyba nikt będący przy zdrowych zmysłach za bardzo by na to nie liczył…
Przelotnie uśmiechnął się na widok swojego odbicia w lustrze i całkiem nieźle widocznych na szyi śladów. Jeśli samo zapewnienie, że nie miał zamiaru w żaden sposób interesować się jakimiś tam modelkami miałoby Elsie nie wystarczyć, to…
zaznaczenie swojego terenu chyba można było uznać za potencjalnie skuteczną metodę zniechęcania tych, które mogłyby chcieć nawiązać z nim jakąś bliższą znajomość. I chyba nawet nie było to coś, co miałoby mu jakkolwiek przeszkadzać.
O ile śniadanie i późniejszą podróż na miejsce wynajętym samochodem pewnie można byłoby uznać za nie takie najgorsze przedłużenie wyjątkowo miłego poranka, który w międzyczasie zdążył już przerodzić się w południe… samo dotarcie na miejsce, w którym Elsa miała oddać się pracy przez kolejnych kilka godzin, mogło już chyba uchodzić za jego definitywne zakończenie. Bo oczywiście, że wyjątkowo szybko musiała zacząć doskwierać mu nuda, której nawet nie dało się odegnać żadnym interesującym zajęciem. Tym bardziej, jeśli nie miałoby to być coś, po czym Elsa miałaby całkiem poważnie rozważyć dość brutalne morderstwo, które następnie z pomocą ojca i jego znajomości, musiałaby przedstawić szerszej opinii jako wyjątkowo nieszczęśliwy wypadek.
Nie miał więc zamiaru ulegać ewentualnym pomysłom na urozmaicenie sobie czasu, które mogłyby wpaść mu do głowy, a które najpewniej niewiele miałyby wspólnego z tymi
dobrymi. Nie miał też zamiaru przeszkadzać swojej dziewczynie w pracy, od czasu do czasu po prostu zerkając w jej kierunku i upewniając się jedynie, że jego obecność w pobliżu była w zasadzie całkowicie
zbędna.
Nawet nie wiedział, kiedy kieliszek z winem –
pierwszy, przecież jego wywrócenie oczami na uwagę o
przesadzaniu nie było tak zupełnie bezpodstawne – znalazł się w jego dłoni, jednak… z pewnością przynajmniej w jakiś sposób pomagał on udawać, że niezbyt angażująca rozmowa z kilkoma modelkami, które akurat znalazły się w pobliżu, faktycznie była zajęciem, któremu można byłoby oddać się na jakiś czas, by nie myśleć o tym, jak potwornie się
nudził.
Spojrzał ponad ramieniem jednej z dziewczyn –
Beatrice, jeśli udało mu się dobrze zapamiętać – w kierunku Elsy akurat w samą porę, by przekonać się, że ani trochę nie podobało mu się to, w jak bliskiej odległości od niej znajdował się projektant, którego nazwiska trudno już byłoby nie zapamiętać, skoro tylko dziś zdążył je usłyszeć z różnych stron przynajmniej kilka razy. Nie wspominając już o tym, ile razy jeszcze przed wyjazdem wymieniała je sama Elsa… Chociaż aktualnie nazwisko Włocha wydawało się Dantemu naprawdę mało istotne – zwłaszcza w zestawieniu z faktem, że ten znajdował się stanowczo za blisko
jego dziewczyny. Niewiele zresztą brakowało, by kierując się tym pierwszym impulsem, faktycznie bez zastanowienia ruszył w ich stronę i przerwał tę krótką wymianę zdań – niezależnie od tego, czego ta miałaby dotyczyć. Na szczęście tym razem
zdrowy rozsądek zdążył jednak w porę przebić się z uprzejmym przypomnieniem, że przecież Elsa nie zaciągnęła go tu ze sobą, żeby urozmaicał innym dzień nikomu niepotrzebnymi
scenami. A cała ta rozmowa – nawet jeśli prowadzona w zbyt bliskiej odległości – to z całą pewnością nie było
nic takiego. Zwłaszcza, że ostatecznie i tak potrwała przecież ledwie chwilę, po której Dante mógł odprowadzić Włocha nieprzychylnym spojrzeniem, gdy ten
wreszcie zdecydował się zostawić Elsę w spokoju.
Jeśli jednak ta chciałaby kogoś winić za drugi kieliszek wina, jaki znalazł się w ręku Dantego, to najpewniej Dolore mógłby być dobrym kandydatem.
I nie, z całą pewnością nie zamierzał
przesadzać. Ale też zdecydowanie nie miał zamiaru całkowicie tego wina unikać, skoro – nie licząc chwilowego podniesienia ciśnienia przez projektanta – wszystko wskazywało na to, że mogło ono stanowić jedyny
ciekawy element tego popołudnia. A jeśli Elsa nie chciała, by jej chłopak tak po prostu
umarł z nudów podczas jej pracy, to… podrzucenie jej tego nieszczęsnego banana – wraz z szybkim buziakiem w policzek, tak w gratisie – to zdecydowanie było za mało, żeby faktycznie znaleźć mu jakieś interesujące zajęcie.
Trzeci kieliszek można było więc zrzucić tylko i wyłącznie na karb nudy.
Choć tego akurat nie zdążył opróżnić nawet w połowie, kiedy jego uwagę całkiem skutecznie przykuło zamieszanie przy stanowisku fryzjerskim.
Skaleczyła się. Przez moment sam mógł poczuć nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej, kiedy dotarło do niego, co mogły oznaczać te słowa. I to niezależnie od tego, czy skaleczenie miałoby rzeczywiście dotyczyć samej Elsy, czy kogokolwiek innego w pobliżu. Nie musiał też zastanawiać się, czy było ono jakkolwiek poważne – w końcu… wystarczyło przecież, że było po prostu
widoczne.
Niewiele myśląc, automatycznie wcisnął komuś – być może nadal była to Beatrice, nie miał pojęcia i niespecjalnie go to obchodziło – w rękę trzymany przez siebie kieliszek, by w kolejnej chwili jak najszybciej znaleźć się w środku całego tego zamieszania. Niewiele myślał również wtedy, gdy bezceremonialnie chwycił tego cholernego Włocha za ramię, by odsunąć go od niej. I chociaż przez ułamek sekundy sam nie był do końca pewien, czy zdoła powstrzymać się przed tym, by dodatkowo nie wyjaśnić mu bardziej dosadnie, że powinien trzymać się z daleka, ostatecznie… wcale nie tak trudno było mimo wszystko skupić się na tym, co było aktualnie naprawdę istotne.
Na pewno nie jakiś pieprzony projektant.
–
Zostaw ją – rzucił szorstko, samemu przyklękając przed Elsą i ujmując jej twarz w dłonie, by nakłonić ją do spojrzenia w jego kierunku. Samemu na moment zerknął w kierunku jej dłoni, na pierwszy rzut oka nie będąc jednak w stanie ocenić, na ile było to
poważne. Krwi nie było chyba na tyle dużo, by obawiać się, że w kolejnych dniach miałaby posługiwać się tylko jedną ręką, ale… na pewno nie miało to nic wspólnego z jakkolwiek rzetelną oceną sytuacji. Tyle, że to też chwilowo nie było wcale istotne. Nie aż tak, jak to, żeby po prostu pomóc jej się uspokoić.
–
Els… Popatrz na mnie – działał automatycznie, nie musząc nawet wysilać się, żeby jego głos zabrzmiał znacznie łagodniej niż jeszcze chwilę temu. Choć pewnie wciąż nieco brakowało, by ten mógł wybrzmieć w pełni spokojnie. –
Jestem z tobą, to nic takiego. Po prostu oddychaj…
Nie miał pojęcia dlaczego przyniesienie komuś jakiegoś durnego bandaża, czy innego kawałka materiału mogło zajmować aż tyle czasu, ale… może to też wcale nie było w tej chwili aż tak istotne. Na pewno nie na tyle, by sam miał zdecydować się zostawić ją tutaj i zająć się szukaniem czegoś, czym mógłby opatrzyć to jej skaleczenie. Zamiast tego wolał raczej przyciągnąć ją do siebie, zamykając w szczelnym uścisku. Tak, jakby nic innego dookoła zupełnie się nie liczyło – ani krzątający się wokół ludzie, ani tym bardziej ten rzucony przez kogoś idiotyczny komentarz, że
to przecież tylko trochę krwi. Ani nawet to, że
wreszcie ktoś rzeczywiście pojawił się z tym cholernym bandażem, by zająć się zranioną ręką, podczas gdy on nawet nie myślał o tym, by jakkolwiek się od niej odsuwać. Nie, póki nie miałby pewności, że swobodne zaczerpnięcie powietrza nie było już wyzwaniem ponad jej siły.
Elsa Eriksen