ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
185 cm
gangster pod nadzorem kuratora wszędzie gdzie trzeba załatwić interesy
Awatar użytkownika
You'd be surprised at what you'd do to stay alive.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przemoc, krew, przekleństwa, znęcanie się
001.

Słodka, pieprzona wolność.
Pierwsze co to zaczerpnął mocno powietrza w swoje płuca gdy tylko przekroczył granice więzienia, a na jego ustach pojawił się lekki uśmiech, nareszcie po pięciu latach odsiadki za kratami mógł odetchnąć pełną piersią, jego uśmiech poszerzył się na widok jego prawej ręki, która stał oparty o jego ulubiony motor - Harleya Davidsona. Jak on stęsknił się za tym pojazdem, chyba bardziej niż za jakąkolwiek kobietą, zawsze uwielbiał czuć ten powiew na swojej skórze podczas zawrotnych prędkości i manewrów, nie raz na pewno ryzykując swoje cenne życie.
Corvo! Kurwa, nareszcie udało się Ciebie wyciągnąć, dobrze Cię widzieć stary!
Głos jego przyjaciela był niczym miód na uszy, uściskał go na powitanie klepiąc lekko po plecach. Położył swoje wielkie ręce na ramionach mężczyzny odsuwając go na ich długość i spojrzał mu w twarz.
Ani nic się nie zmieniłeś przez te pięć lat, nadal masz ten brzydki ryj — śmiech wyrwał się spomiędzy jego warg, gdy przyjaciel wywrócił oczami i westchnął lekko na jego przytyk, Marco odsunął się od niego o dwa kroki, podchodząc do swojego motoru po którym przesunął lekko palcami czując znajomy, zimny metal, nikt nie miał prawa na niego wsiadać poza nim, zapewne przez te lata kurzył się w jego garażu.
Jest sprawa, ten Aless zaczął się panoszyć w naszej… organizacji, uznał, że to on jest prawowitym dziedzicem i nazwał się następcą, musisz coś z tym zrobić.
Aless.. Zawsze był zazdrosny o to, że to właśnie Marco został wybrany, gdy tamten wstąpił w szeregi mafii to próbował się wybić, ale Corvo mu to udaremniał, przesunął lekko spojrzenie na twarz przyjaciela.
Tak, zajmę się tym, niech dzieciak się nacieszy tą chwilą władzy, mam stare porachunki do załatwienia — wyrzekł po chwili lekko ochrypłym głosem, przez tych cholernych pięć lat miał twarz tej zdziry przed swoimi oczami, musiał najpierw pokazać jej kto tutaj tak naprawdę rządził, już zaczął wysyłając jej smsy, mimo że zdobycie telefonu za kratkami nie było zbyt łatwe, na szczęście mu się udało i dostał cynk od swojego informatora gdzie będzie dzisiejszego wieczoru.
Stary, nie martw się, będzie dobrze — sięgnął po kask na siedzeniu motoru i wsunął go sobie na głowę przerzucając nogę przez maszynę, żeby usiąść sobie wygodnie - cudowne uczucie mieć nad czymś kontrolę. — Widzimy się za parę godzin, muszę coś załatwić, a potem zajmiemy się tym… gówniarzem — puścił w jego stronę oko odpalając silnik, znajome buczenie i wibracje spowodowały, że poczuł się jakby znowu był w domu…

Miała być tutaj dzisiejszego wieczoru, została dostrzeżona przez jego informatora, który ośmielił się sprzedać rudowłosą za działkę, co też ludzie nie zrobią dla tych cholernych narkotyków, od razu przy wejściu uderzył go smród potu zmieszanego z alkoholem i zapewne z zielskiem, skrzywił się mimowolnie na ten zapach od którego zdążył się już odzwyczaić. Zanim tutaj przybył zawitał do swojego nowego apartamentu na Parkdale, wziąć gorący prysznic i wsunął na siebie nareszcie normalne ubrania, w których czuł się niczym ryba w wodzie, pasiak zdecydowanie nie pasował do jego urody. Przymknął na moment oczy gdy głośna muzyka zaatakowała jego bębenki, przeciskając się przez tłum ludzi na parkiecie w kierunku najbardziej zaciemnionego miejsca gdzie zajął miejsce.
Z tego co powiedział mu informator to ta ruda zołza tutaj pracowała, więc skierował swoje spojrzenie za bar i czekał aż się pojawi.
Przechylił lekko głowę na bok gdy ją ujrzał, wpatrując się w nią uważnie, czując ciężar swojego pistoletu schowanego pod koszulką na plecach, zimny metal drażnił jego skórę, ale przez te wszystkie lata nauczył się, że należy go trzymać przy sobie, razem ze schowanym nożem w kieszeni spodni, który miał służyć za plan B. Oparł się o oparcie swojego krzesła nie zwracając uwagi na przechodzących ludzi, którzy zasłaniali mu czasami na nią widok.

Gabriela R. Blais
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
Nie lubię jak ktoś steruje moją postacią, sama to potrafię robić, tak więc dziękuję za troskę.
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Są takie momenty w życiu, że człowiek spogląda w niebo i pyta: Co jeszcze? I los z chęcią dokłada kolejne problemy, bo przecież w kupie raźniej. Roztrzaskany Jaguar, testy na ojcostwo, kłótnia z Noe i wisienka na torcie w postaci wiadomości, które przyprawiały o mdłości. Wymarzone combo. Tylko, że nie miała humoru na tego typu żarty. A każdy kolejny SMS wzbudzał emocje, których przez lata nie dało się wyzbyć. Rosyjska ruletka. Wspomnienia, które z każdym słowem napływały, coraz mocniej napierając na instynkt, który kazał spierdalać jak najdalej od tego gówna.
Nie teraz.
Nie w momencie, gdy była odpowiedzialna za małą bezbronną istotkę, która rozwijała się w jej łonie. Kurczowo trzymała się tej iskierki nadziei, że był to okrutny żart po pijaku. Wysmarowała krótkie soczyste słowa do Madoxa, bo nikt inny nie wiedział o całej tej chujni we Włoszech. Może to był głupi zakład? Znowu się chłop naćpał i coś mu się ujebało w tej główce? Na bank w tym całym Rio nie próżnował ze swoją żonką, ale… Była już w drodze do pracy, gdy Pilar do niej napisała. Zaparkowała swój ukochany motocykl na swoim zaszczytnym miejscu i wbiła do klubu, posyłając uroczy uśmiech typiarze, która rządziła się pod nieobecność szefa. Nawet trzymała w dłoniach mały notatniczek, w którym zapisywała każde jej spóźnienie i przewinienie. Słodko. Kolejna skarga na biurku z Lapacho zostanie dostarczona dzisiejszej nocy.
Jak tak dalej pójdzie, to jednak ten segregator się przyda.
Zerknęła na swój telefon i cicho westchnęła, gdy zobaczyła nową utworzoną grupę. Przygryzła dolną wargę i delikatnie przekrzywiła głowę na bok, pozwalając, żeby kosmyki włosów luźno opadły na jej ramiona. Nie podobało jej się to. Typiara kolejny raz zapisała coś w swoim notatniczku, a ona, zirytowana tym, sięgnęła po zeszycik, żeby wjebać go do zlewu. Odkręciła wodę i ponownie skupiła się na wyświetlaczu, ignorując piskliwy głosik blondyny.
- Mhm… - odburknęła jedynie w odpowiedzi i stanęła za barem. Tutaj czuła się bezpiecznie. Klub był jebaną twierdzą. Makaroniarze nie byli mile widziani w Emptiness, a Madi miał konszachty z Latino Mafią. Zresztą było tutaj pełno kamer i ochroniarzy. Cokolwiek się odpierdalało, to mogło zaczekać.
Przywołała na swoje wargi leniwy uśmieszek, gdy jeden ze stałych klientów zawołał ją i kazał zrobić dwa drinki. Jeden dla niego, a drugi dla niej. Zaśmiała się i zahaczyła paznokciem o srebrny łańcuszek klienta, zmuszając go do tego, żeby mocniej się nachylił do przodu i zerknął w jej dekolt. Szepnęła mu coś do ucha, nie zdając sobie sprawy z tego, że pewne zielone oczy obserwowały każdy jej ruch.
Podsunęła drinka swojemu adoratorowi i pozwoliła mu włożyć napiwek pomiędzy swoje cycki. Sto dolarów. Całkiem nieźle. Puściła oczko mężczyźnie i ruszyła do kolejnego klienta. Zostawiając telefon na ladzie na chwilowe zapomnienie, póki był ruch. Żeby potem nie było, że olewa tę robotę. Przecież starała się o podwyżkę. Chociaż Madi będzie tak wkurwiony za tego Jaguara, że nawet w przeciągu kilku godzin mogła zostać bezdomna.

Marco Moretti
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
29 y/o
For good luck!
185 cm
gangster pod nadzorem kuratora wszędzie gdzie trzeba załatwić interesy
Awatar użytkownika
You'd be surprised at what you'd do to stay alive.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie lubił gdy ktoś spoglądał na cośkogoś kto należył do niego, kącik jego ust zadrgał niebezpiecznie a spojrzenie stało się coraz bardziej przenikliwe, ojciec uczył go, żeby spoglądać na szczegóły, w miarę dobrze ubrany gość z sygnetem na serdecznym palcu lewej ręki, z szerokim uśmiechem, który na pewno zbajerował nie jedną kobietę. Leniwym ruchem wyciągnął telefon ze swojej kieszeni spodni wystukując znany mu odkąd skończył 8 lat numer telefonu - jego najlepszy przyjaciel. Wystarczyły tylko dwa słowa.
Jest sprawa.
Nie oczekiwał żadnych pytań, nigdy z jego strony nie było pytań, wysłał mu lokalizację i rozparty na krześle oczekiwał na rozwój sytuacji. Nie trwało to zbyt długo, jego przyjaciel był rozsądny i wiedział jak przeprowadzić akcję, żeby nikt niczego nie zauważył, aż uśmiechnął się na samą myśl, że miał tak zajebistą prawą rękę.
Leniwie wstał ze swojego krzesła ignorując dziewczynę, która właśnie do niego podchodziła zapewne chcąc się zapoznać, obrzucił ją tylko wrogim spojrzeniem kierując się do wyjścia, a potem w boczną uliczkę gdzie dzięki sprytowi jego przyjaciela została zaciągnięta ofiara.
Ta barmanka przy barze… — zaczął powoli opierając się ramieniem o kamienną ścianę budynku, wbijając spojrzenie w zdezorientowanego i na pewno pijanego mężczyznę, — ładna nie? Rozłożyła już przed Tobą nogi? — krzywy uśmiech pojawił się na jego ustach, a jego oczy zdradzały zdecydowanie zbyt wiele emocji, nie zwracał uwagę na pytania tego mężczyzny gdy nagle dwójka z jego ludzi pochwyciła go za ręce i zmusiła do klęknięcia na ziemi z impetem, który mógłby złamać nawet i kości. Zrobił krok w jego stronę, powoli, niczym czający się drapieżnik na swoją zwierzynę.
Widziałem jak wsuwałeś jej za cycki banknot, która to była ręka? — wyjął nóż ze swojej kieszeni spoglądając najpierw na jedną, a potem na drugą rękę swojej ofiary, zacmokał delikatnie gdy zobaczył ten sygnet.
No tak, to właśnie ta, fajnie było ją… dotykać? — złość pojawiła się na jego twarzy gdy nachylił się nad mężczyzną, a śmiech wyrwał się z jego ust gdy zobaczył przerażenie w jego oczach. Przesunął leniwie krawędzią ostrza noża, którego wyjął ze swojej kieszeni po jego szyi, kierując się w kierunku ręki, właśnie tej którą wsuwał banknot za jej stanik.
Nie słuchał błagań, nie słuchał płaczu gdy ciął raz a stanowczo…
Odetchnął lekko gdy ponownie znalazł się w środku klubu, trzymając mały pakunek w ręce skierował się prosto w stronę baru, nie odrywając ani na moment spojrzenia od rudowłosej za nim, zajął miejsce, dokładnie to co jej adorator parę minut temu przywdziewając na ustach spokojny, ale niebezpieczny uśmiech.
Mam dla Ciebie prezent, lisico — wyrzekł po chwili gdy ich spojrzenia się spotkały i gdy w jego twarzy i oczach odszukała właśnie niego Gdy uchyli wieczko tego paunku zobaczy odciętą rękę mężczyzny, który wsunął za jej stanik banknot, z tym samym sygnetem zdobiącym jego serdeczny palec.
Właśnie się wykrwawia za rogiem, możesz mu pomóc albo… — uniósł lekko zakrwawioną rękę, ślady po swoim czynie, przechylając lekko głowę na bok — … uraczyć mi drinkiem i dzisiaj nikomu innemu nie przytrafi się krzywda — dokończył po chwili wiercąc ją spojrzeniem, który mogłaby porównać do spojrzenia bazyliszka.
Tylko, że ta nie zamieniłaby się w kamień - chyba.


Gabriela R. Blais
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
Nie lubię jak ktoś steruje moją postacią, sama to potrafię robić, tak więc dziękuję za troskę.
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, przemoc, drastyczne sceny
Nadzieja matką głupich jest.
Każdy nosił w sobie bliznę, której nic nie było w stanie zasklepić. Traumę, która odciskała swoje piętno na delikatnej psychice człowieka. Rudowłosa niewiele obawiała się w swoim życiu. Bezczelnie spoglądała nieraz samej śmierci prosto w oczy. Z łatwością wchodziła w to swoje małe szaleństwo witając każdy kolejny dzień, jakby miał być ostatnim. Oddawała się tym małym impulsom, które wytyczały jej drogę. Żyła każdą emocją i bawiła się do upadłego, nie zważając na wszelkie konsekwencje. Tyle, że to zwróciło uwagę mężczyzny, który był jeszcze bardziej popierdolony od niej.
Marco Moretti był jej przekleństwem. Skazą na jej barwnym życiorysie, która zniewoliła każdy aspekt jej wolności. Żeby ją odzyskać, musiała poświęcić wszystko. Oddać każdy pieprzony kawałeczek własnej duszy. Wykorzystała sytuację i zaatakowała, kiedy on najmniej się tego spodziewał. Ten czyn kupił jej pięć lat. Zamknęła na cztery spusty tamten rozdział swojego życia, żeby ruszyć naprzód bez niego. Odzyskać samą siebie, ale cena była wysoka. A teraz najwidoczniej przyszedł moment spłaty wszelkich długów.
Była w swoim osobistym piekle, z którego nie było już ucieczki. Przeszłość upomniała się nagle i brutalnie, gdy pakunek pojawił się przed nią na ladzie. Cały świat skurczył się do jego osoby. Głośna muzyka była jedynie szmerem w tle, gdy skupiała się na każdym jego słowie. Serce zamarło, gdy ich spojrzenia na moment się skrzyżowały, a jej ciało zadrżało pod wpływem emocji. Znów przejmował kontrolę, a ją to drażniło.
- Wolałam, jak mi szeptałeś lisico po Włosku. Jak to szło? – jej dłoń zastygła nad małym pudełeczkiem, gdy organizm walczył z mdłościami. Uniosła delikatne wieczko, a jej pełne radości oczy w tej chwili zionęły pustką. O ja pierdolę. On tego nie zrobił… Nie, nie, nie… Kurwa! Niesamowite jak ludzkie części ciała wzbudzały tak wiele emocji. W swoim życiu patroszyła i polowała na wiele zwierząt. Zabijała bez mrugnięcia okiem, ale tej jednej granicy nigdy nie umiała przekroczyć. A to, czego była świadkiem we Włoszech nieraz prześladowało ją w koszmarach.
- Mężczyźni zazwyczaj podarowują kobiecie diamenty. Wysyłają kwiaty albo oddają kluczyki do nowych samochodów. Nie postarałeś się. – serce waliło w jej klatce piersiowej jak pojebane. – Jesteś popieprzony. – wyszeptała, gdy uniósł dłoń i afiszował się ze swoją zbrodnią, nic nie robiąc sobie z tego, w jakim miejscu byli. Nerwowo rozglądała się po klubie, próbując wzrokiem odnaleźć ochronę.
- Nie dam się wciągnąć w twoje chore gierki. Wypierdalaj stąd w podskokach. Nie jesteś tutaj mile widziany. – warknęła maskując strach złością. Doskonale wiedział jak łatwo było ją rozjuszyć. – Nie igraj z ogniem, bo się sparzysz. Wiesz, gdzie mam twoje groźby? – odsunęła od siebie, to pierdolone pudełko. Z jednej strony miała ochotę biegiem rzucić się na pomoc temu mężczyźnie. Tyle, że wtedy niemal od razu wpadłaby w pułapkę tego psychola. Opuściłaby swoją bezpieczną przystań. Prosto pakując się w jego ramiona.
Żółć podeszła do jej gardła, gdy zrobiła krok do tyłu. Sięgnęła po telefon, który leżał na blacie i wybrała numer do swojego kuzyna. Połączenie zostało odrzucone. Czyżby dalej byli w tym pieprzonym samolocie? Kurwa.

Marco Moretti
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”