Słodka, pieprzona wolność.
Pierwsze co to zaczerpnął mocno powietrza w swoje płuca gdy tylko przekroczył granice więzienia, a na jego ustach pojawił się lekki uśmiech, nareszcie po pięciu latach odsiadki za kratami mógł odetchnąć pełną piersią, jego uśmiech poszerzył się na widok jego prawej ręki, która stał oparty o jego ulubiony motor - Harleya Davidsona. Jak on stęsknił się za tym pojazdem, chyba bardziej niż za jakąkolwiek kobietą, zawsze uwielbiał czuć ten powiew na swojej skórze podczas zawrotnych prędkości i manewrów, nie raz na pewno ryzykując swoje cenne życie.
Corvo! Kurwa, nareszcie udało się Ciebie wyciągnąć, dobrze Cię widzieć stary!
Głos jego przyjaciela był niczym miód na uszy, uściskał go na powitanie klepiąc lekko po plecach. Położył swoje wielkie ręce na ramionach mężczyzny odsuwając go na ich długość i spojrzał mu w twarz.
— Ani nic się nie zmieniłeś przez te pięć lat, nadal masz ten brzydki ryj — śmiech wyrwał się spomiędzy jego warg, gdy przyjaciel wywrócił oczami i westchnął lekko na jego przytyk, Marco odsunął się od niego o dwa kroki, podchodząc do swojego motoru po którym przesunął lekko palcami czując znajomy, zimny metal, nikt nie miał prawa na niego wsiadać poza nim, zapewne przez te lata kurzył się w jego garażu.
Jest sprawa, ten Aless zaczął się panoszyć w naszej… organizacji, uznał, że to on jest prawowitym dziedzicem i nazwał się następcą, musisz coś z tym zrobić.
Aless.. Zawsze był zazdrosny o to, że to właśnie Marco został wybrany, gdy tamten wstąpił w szeregi mafii to próbował się wybić, ale Corvo mu to udaremniał, przesunął lekko spojrzenie na twarz przyjaciela.
— Tak, zajmę się tym, niech dzieciak się nacieszy tą chwilą władzy, mam stare porachunki do załatwienia — wyrzekł po chwili lekko ochrypłym głosem, przez tych cholernych pięć lat miał twarz tej zdziry przed swoimi oczami, musiał najpierw pokazać jej kto tutaj tak naprawdę rządził, już zaczął wysyłając jej smsy, mimo że zdobycie telefonu za kratkami nie było zbyt łatwe, na szczęście mu się udało i dostał cynk od swojego informatora gdzie będzie dzisiejszego wieczoru.
— Stary, nie martw się, będzie dobrze — sięgnął po kask na siedzeniu motoru i wsunął go sobie na głowę przerzucając nogę przez maszynę, żeby usiąść sobie wygodnie - cudowne uczucie mieć nad czymś kontrolę. — Widzimy się za parę godzin, muszę coś załatwić, a potem zajmiemy się tym… gówniarzem — puścił w jego stronę oko odpalając silnik, znajome buczenie i wibracje spowodowały, że poczuł się jakby znowu był w domu…
Miała być tutaj dzisiejszego wieczoru, została dostrzeżona przez jego informatora, który ośmielił się sprzedać rudowłosą za działkę, co też ludzie nie zrobią dla tych cholernych narkotyków, od razu przy wejściu uderzył go smród potu zmieszanego z alkoholem i zapewne z zielskiem, skrzywił się mimowolnie na ten zapach od którego zdążył się już odzwyczaić. Zanim tutaj przybył zawitał do swojego nowego apartamentu na Parkdale, wziąć gorący prysznic i wsunął na siebie nareszcie normalne ubrania, w których czuł się niczym ryba w wodzie, pasiak zdecydowanie nie pasował do jego urody. Przymknął na moment oczy gdy głośna muzyka zaatakowała jego bębenki, przeciskając się przez tłum ludzi na parkiecie w kierunku najbardziej zaciemnionego miejsca gdzie zajął miejsce.
Z tego co powiedział mu informator to ta ruda zołza tutaj pracowała, więc skierował swoje spojrzenie za bar i czekał aż się pojawi.
Przechylił lekko głowę na bok gdy ją ujrzał, wpatrując się w nią uważnie, czując ciężar swojego pistoletu schowanego pod koszulką na plecach, zimny metal drażnił jego skórę, ale przez te wszystkie lata nauczył się, że należy go trzymać przy sobie, razem ze schowanym nożem w kieszeni spodni, który miał służyć za plan B. Oparł się o oparcie swojego krzesła nie zwracając uwagi na przechodzących ludzi, którzy zasłaniali mu czasami na nią widok.
Gabriela R. Blais