21 y/o
Welkom in Canada
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Brak powagi u współlokatora zupełnie nie przeszkadzał Charly, która sama słynęła z talentu do pakowania się w wyjątkowo irracjonalne sytuacje. Archie nie miał jeszcze okazji odkryć tej mniej rozsądnej strony jej osobowości, ale gdyby prześledził kilka wydarzeń z ostatnich lat, prawdopodobnie szybko doszedłby do wniosku, że zdrowy rozsądek bywał u niej gościem równie rzadkim, co u niego. Może właśnie dlatego rozmowa z Millerem przychodziła jej tak naturalnie. Bo zbędnym wydawało się zastanawianie nad każdym słowem czy filtrowanie własnych myśli przez sito rozsądku.— Raz na godzinę? — powtórzyła z niedowierzaniem, unosząc brew. — Czyli jednak potraficie się kontrolować. Jestem pod wrażeniem. Myślałam, że takie zjawisko występuje najwyżej raz na kwartał i to tylko przy świadkach. — pokręciła głową z teatralnym uznaniem, choć rozbawienie błyszczące w jej oczach skutecznie psuło efekt powagi.
Na wzmiankę o Talce uśmiechnęła się nieco szerzej. Nie znała dziewczyny, ale z opisu Archiego już zdążyła wyrobić sobie pewne wyobrażenie. A przynajmniej wydawało jej się, że wyrobiła. Z doświadczenia wiedziała jednak, że ludzie bardzo często zaskakiwali. — To brzmi trochę jak groźba albo ostrzeżenie, jeszcze nie zdecydowałam które — stwierdziła, wskazując go palcem. — Ale skoro jesteś taki pewny, to chyba będę musiała ją poznać i zweryfikować te rewelacje osobiście. - przechyliła lekko głowę, przyglądając mu się z rozbawieniem.— Chociaż mam dziwne przeczucie, że jeśli faktycznie połączymy siły, to nie dlatego, że od razu się polubimy. Bardziej dlatego, że wy dwaj dacie nam ku temu bardzo solidne powody. — kącik jej ust drgnął znacząco. — I coś mi mówi, że takich powodów raczej wam nie brakuje.
Nie do końca było tak, że Charly nie zaglądała do literatury dla dzieci. Pamiętała czasy, kiedy z utęsknieniem wyczekiwała kolejnych książek pojawiających się na półce w jej pokoju. Wieczory, podczas których któreś z rodziców czytało jej przed snem, należały do tych wspomnień, do których wracała coraz rzadziej. Obecnie przywoływały przede wszystkim nieprzyjemny ścisk żołądka i znajome ukłucie gdzieś pod żebrami. Na szczęście Archibald skutecznie nie pozwalał jej zatrzymać się przy tych myślach na dłużej. — Zaraz, zaraz. — uniosła dłoń, próbując nadążyć za potokiem jego słów. — Chcesz mi powiedzieć, że właśnie próbujesz sprzedać mi kryminał o zamordowanym i zjedzonym zającu jako książkę dla dzieci? spojrzała na niego z niedowierzaniem, choć rozbawiony błysk w oczach skutecznie zdradzał, że wcale nie była oburzona. — Właściwie nie wiem, co bardziej mnie niepokoi. To, że brzmi to całkiem interesująco, czy to, z jakim entuzjazmem opowiadasz o morderstwie leśnego zwierzęcia. - pokręciła głową z cichym śmiechem. — Detektyw Borsuk i Borsukot? Naprawdę? Ktoś usiadł i uznał, że to genialny pomysł? - po krótkiej chwili zmrużyła oczy podejrzliwie. — Chociaż znając życie, za dwa dni przyłapię się na tym, że chcę wiedzieć, kto zabił tego biednego zająca. A wtedy będę miała pretensje wyłącznie do ciebie. - wskazała go oskarżycielsko palcem. — I nie myśl sobie, że nie zauważyłam, jak sprytnie próbujesz zrobić ze mnie potencjalną fankę dziecięcych kryminałów. - skwitowała, chociaż musiała przyznać, że zrobił to w zaskakująco uroczy sposób. Archie najwyraźniej należał do tych ludzi, którzy potrafili opowiadać o najbardziej absurdalnych rzeczach z takim entuzjazmem, że człowiek mimowolnie zaczynał się nimi interesować. Jeszcze kilka minut temu Charly była gotowa przysiąc, że historia o jakimś Borsuku i tajemniczo pożartym Zającu nie ma najmniejszych szans przyciągnąć jej uwagi. Teraz natomiast złapała się na tym, że całkiem szczerze zastanawiała się, czy wilk faktycznie byłby winny, bo przecież to byłby pierwszy podejrzany o jakim by pomyślała, co było niepokojące. Bardzo niepokojące. Przez moment przyglądała mu się z ukosa. Im dłużej go słuchała, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że Archie nie był w stanie prowadzić zwyczajnej rozmowy. Każdy temat, nawet najbardziej błahy, zamieniał w barwną opowieść pełną gestów, dygresji i niespodziewanych zwrotów akcji. Co gorsza, robił to z taką naturalnością, jakby nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo potrafił zagadać drugiego człowieka.
Niemniej mimo charyzmy i tego nieodpartego uroku, jakimi emanował, nic i nikt nie był w stanie przekonać Hayes do dramatów, te które dotyczyły jej w rzeczywistości były wystarczająco rujnujące. Dlatego, kiedy Archie, że jedną z zalet tego typu książek jest to, że dzięki nim można trochę się podbudować, że nasze życie nie takie straszne i zawsze mogłoby być gorzej, jedynie uśmiechnęła się subtelnie, chociaż uśmiech ten znacznie różnił się od poprzednich - nie sięgał oczu. — Chyba, że twoi rodzice zginęli w katastrofie samolotu, stryj zabrał cały majątek, ciebie nie stać na opłaty rachunków, a życie mimo to wciąż rzuca ci kłody pod nogi, wówczas nie wiem czy te książki podbudowują — mruknęła, starając się brzmieć spokojnie, chociaż coś nieprzyjemnie ścisnęło ją w gardle. Dopiero kiedy słowa wybrzmiały między nimi, dotarło do niej, jak bardzo odbiegły od lekkiego tonu ich rozmowy. Jak bardzo odbiegła od niego ona sama. Przez krótką chwilę wpatrywała się gdzieś przed siebie, unikając wzroku Archiego. To było dziwne. Zazwyczaj pilnowała się bardziej. Nie wspominała o rodzicach ot tak. Nie mówiła o pieniądzach. Nie mówiła o tym, jak bardzo wszystko się posypało. Zwłaszcza ludziom, których znała od kilkunastu minut. Kącik jej ust drgnął lekko, gdy spróbowała naprawić własną wpadkę. — Ale hej, przynajmniej nie zostałam zjedzona przez wilka, więc chyba rzeczywiście mogło być gorzej. — rzuciła z wymuszoną lekkością. Żart był kiepski. Tak samo jak próba ukrycia faktu, że przez krótką chwilę pozwoliła sobie powiedzieć zdecydowanie za dużo. Na szczęście Archie nie wyglądał na człowieka, który miał zwyczaj zatrzymywać się przy ciężkich tematach dłużej, niż było to konieczne. I całe szczęście.
Wzmianka o jego pracy pozwoliła jej odetchnąć. Znacznie łatwiej było rozmawiać o grach niż o własnym życiu. — Nadal brzmi jak całkiem niezły układ. — stwierdziła, unosząc brew. — Nawet jeśli raz na jakiś czas musisz godzinami klikać ten sam przycisk i patrzeć, czy świat się przypadkiem nie zawalił. - uśmiechnęła się pod nosem. Właściwie potrafiła sobie to wyobrazić; Archie siedzący przed monitorem i prowadzący wewnętrzną walkę o zachowanie resztek zdrowia psychicznego podczas wykonywania najbardziej monotonnej czynności świata. Z jakiegoś powodu ten obraz wydawał jej się wyjątkowo zabawny. Dopiero jego następne słowa sprawiły, że spojrzała na niego podejrzliwie. — O proszę. — zmrużyła oczy. — Czyli jednak jest szansa, że przygarnął mnie pod dach człowiek prowadzący podwójne życie. Przez chwilę przyglądała mu się z przesadną uwagą, jakby właśnie analizowała wszystkie niepokojące sygnały, które mogła wcześniej przeoczyć. Problem polegał na tym, że w przypadku Archiego równie prawdopodobne wydawało się bycie testerem gier, tajnym agentem, członkiem gangu motocyklowego albo samozwańczym królem gołębi. Trudno było ocenić, gdzie kończył się żart, a zaczynała rzeczywistość. — Dobrze, Archie. Masz moją uwagę. — wskazała go palcem. — Ale jeśli podczas tego nocnego oprowadzania po mieście okaże się, że próbujesz sprzedać mi pakiet premium swojej teorii spiskowej albo wciągnąć mnie do jakiejś sekty, to od razu wracam do domu.


Archie Miller
wanilia
27 y/o
Mr Potato Head
180 cm
tester gier w Ubisoft, barman w Emptines i przewodnik po Toronto.
Awatar użytkownika
Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Całe szczęście, że brak powagi nie był jakąś większą przeszkodą dla Charly, bo nie czarujmy się ale Miller chyba nigdy do poważnych należeć nie będzie. On nawet jeśli poddałby się najcięższemu treningowi do roli poważnego człowieka i przeszedł wszelkie kursy w tej dziedzinie, nawet zgłębiał tajniki powagi u tybetańskich mnichów to i tak finalnie nic by z tego nie było. Nikt nie rozważyłby jego aplikacji na stanowisko poważnego człowieka, bo nie miał do tego predyspozycji. Ż a d n y c h. — O ile nas nie poniesie to potrafimy — skłamał, bo przecież gdy już odwalali jakąś akcję to ona napędzała się niczym kula śnieżna pędząca po stoku. Z każdą chwilą było już tylko gorzej albo weselej, jak zwał tak zwał.
Przyznam, że możecie znaleźć nić porozumienia właśnie przez nas, choć ja wolę używać stwierdzenia, że dzięki nam — przytaknął radośnie, gdy tak rozmyślała nad osoba wspólokatroki. — Nic tak nie łączy jak wspólny wróg — zaśmiał się żartując i wzruszył ramionami, bo i tak po tym krótkim zapoznaniu z Charly wziął to za pewnik, że się dogadają.
Czy mógł przewidzieć, że wdepnie na trudniejszy temat poruszając literaturę dziecięcą? No nie mógł, a nawet jeśli wiedziałby o przeżyciach Charly to znając jego i tak postąpiłby zupełnie tak samo, bo Miller chyba nie miał większych blokad w sobie i paplał o tym, co aktualnie wydawało się mu interesujące. No i właśnie przerabiali coś takiego, literaturę dla dzieci. — Przecież nie powiem ci co się stało z zające i czy został zjedzony czy też nie, ale ma kryminalne tło i jest przezajebiste, serio — ale biorąc pod uwagę, że to wciąż tylko książka dla dzieci to można się domyślić, że wszystko będzie owiane tajemnicą, na końcu wyjaśnioną w stosowny dla wieku sposób. — Poza tym serio, nie czujesz tego?! Ja się zaraz wciągnąłem i uważam, że Borsuk i Borsukot to jest genialny pomysł, na pewno lepsze niż policjant z głową psa w jakimś pożal się boże komiksie niby dla dzieci, ale beznadziejny jest. Nie polecam — wtrącił bez ładu i składu, skoro już zagubili się pośród dziecięcej literatury. — I jakbyś się tak przyłapała na tym, to zapraszam po książkę do mojego pokoju. Śmiało — chociaż z tym śmiało to trzeba uważać, bo Miller ma różne pomysły i zawsze lepiej wpierw zapukać. — A tak poza tym to ja nic nie próbuje. Zobaczysz, że sama ewoluujesz na fankę dziecięcych kryminałów — czytając kolejne części leśnego kryminału dla najmłodszych.
Faktycznie coś w tym było, że gdy zaczynał paplać nawijał o tym co mu ślina na język przyniesie, a co ciekawe potrafił tym zainteresować innych. Swobodnie skakał po tematach wypowiadając sie na każdy z nich z taką pasją że trudno było nie wsiąknąc w temat. Przychodziło mu to naturalnie, podobnie jak naturalnie odpychał od siebie trudne tematy. Dlatego w chwili, kiedy Charly zrzuciła prywatną bombę w postaci krótkiej wzmianki o rodzicach, pieniądzach i rachunkach Archibald tylko westchnął mocno. Zaraz miał minę taką, jakby wszystko w swojej głowie kalkulował i próbował poukładać. — No straszna chujnia, to fakt — przytaknął ale uniósł paluch tak, jakby miał właśnie genialny plan. — Możesz w takim razie być autorem książki, która doprowadzi ludzi do płaczu. Masz historię, wystarczy przelać ją na papier— i jeszcze na tym zarobi. Chyba lepiej zarabiać na własnej tragedii niż czyjejś, co nie? Dla Millera wszystko było takie proste, jakby przekuwanie złego w dobre było łatwizną niczym zmiana koloru ścian w simsach. I gdy tylko wspomniała o wilku przyklasnął uśmiechając się szeroko. — I właśnie to lubię, trzeba w życiu szukać plusów choć niewątpliwie przykro, że masz to tak utrudnione — przyznał nie dopytując, nie męcząc, nie wchodząc w szczegóły bo wiedział, że jeżeli się jest z kimś wystarczająco blisko albo chce się wyżalić to samo to wyjdzie. Sam nie lubił być ciągnięty za jęzor, szczególnie jeśli w grę wchodziły trudne tematy - choć tych w jego życiu było niewiele.
Pewnie niejeden raz zobaczysz jak coś testuję, wtedy ocenisz czy niezły układ — ale akurat z tym się zgadzał. Poszczęściło się mu z tą robotą. Z trzech etatów właśnie ją lubił najbardziej. — Szansa? — uśmiechnął się łobuzersko łapiąc jej za słówko. — Czyli trochę byś chciała — zaczepił śmiejąc się pod nosem. — A z tym oprowadzaniem to wiesz, zagadam cię tak, że nawet nie będziesz wiedzieć, kiedy zaczniesz sama werbować ludzi do tej sekty do której wejść nie chciałaś — taki z niego łobuz żartowniś.
Charly Hayes
winnie / ancy ( dc: winniethepooh91 )
21 y/o
Welkom in Canada
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Charly z uśmiechem przyjęła słowa Archiego kończące ich wymianę dotyczącą ogólnie pojętych zasad współżycia między lokatorami. Czy uspokoił ją? Niespecjalnie. Gdyby miała być szczera, po kilku minutach znajomości była już niemal pewna, że Archie należał do tych ludzi, przy których słowo „spokojnie” należało traktować z dużą ostrożnością. Zdecydowanie zbyt dużą. Z drugiej strony trudno było jej wyobrazić sobie, żeby sama była w tej kwestii szczególnie lepsza. Niektóre katastrofy najwyraźniej po prostu musiały się wydarzyć. Oparła się wygodniej o blat i przez chwilę przyglądała mu się z rozbawieniem. Im dłużej go znała, tym trudniej było jej uwierzyć, że potrafiłby przejść obok jakiegokolwiek absurdalnego pomysłu obojętnie. Archie sprawiał raczej wrażenie człowieka, który najpierw zapyta, czy to na pewno dobry pomysł, a chwilę później sam zaproponuje coś jeszcze gorszego. I to absolutnie nie przeszkadzało dziewczynie. W zasadzie już nie mogła się doczekać momentu, w którym przekona się o tym na własnej skórze. Być może nie świadczyło to o niej najlepiej, ale od dawna nie bawiła się tak dobrze w czyimś towarzystwie. Nawet jeśli istniało całkiem spore prawdopodobieństwo, że prędzej czy później któreś z nich wpadnie przez to w kłopoty. Albo oboje. Znając ich szczęście, zdecydowanie bardziej prawdopodobna była druga opcja.
Charly także nie przypuszczała, iż niewinny temat, jakim była literatura dla dzieci, nagle zakończy się wypowiedzeniem słów, które nawet w myślach stanowiły dla niej problem. W zasadzie z nikim nie miała jeszcze okazji porozmawiać o śmierci rodziców oraz o tym, co działo się później. Ta część jej życia poniekąd pozostawała owiana tajemnicą, nawet jeśli przez jakiś czas przewijała się w mediach za sprawą pozycji, jaką jej rodzice zajmowali w świecie biznesu i sztuki. Z biegiem czasu nauczyła się jednak skutecznie omijać ten temat. Nie dlatego, że chciała coś ukrywać. Po prostu większość ludzi nie wiedziała, co powiedzieć, gdy go poruszała. Zapadała niezręczna cisza, pojawiały się współczujące spojrzenia albo ostrożne pytania, na które sama nie miała ochoty odpowiadać. Dlatego zazwyczaj łatwiej było udawać, że ten rozdział nigdy nie istniał.
Tym bardziej zaskoczyła ją reakcja Archiego. Nie dlatego, że była wyjątkowo błyskotliwa albo szczególnie trafna. Wręcz przeciwnie. W jego odpowiedzi było coś absurdalnie prostego. Tak prostego, że aż trudno było się na niego obrazić. Przez krótką chwilę patrzyła na niego z niedowierzaniem, próbując zdecydować, czy właśnie usłyszała całkiem rozsądną radę, czy może jedną z największych głupot, jakie kiedykolwiek padły w tej kuchni. — To chyba najbardziej archiowe rozwiązanie problemu, jakie kiedykolwiek słyszałam. — stwierdziła w końcu, unosząc brew. — „Przeżyłaś traumę? Świetnie. Napisz o niej książkę i jeszcze na niej zarób.” — sparafrazowała jego słowa z rozbawieniem. — Naprawdę fascynuje mnie to, jak działa twój mózg.
Mimo wszystko uśmiechnęła się lekko. Bo choć sposób, w jaki Archie patrzył na świat, momentami wydawał się wręcz irytująco prosty, było w nim coś odświeżającego. Nie próbował jej współczuć. Nie traktował jej jak kogoś kruchego. Nie zasypywał pytaniami ani nie szukał dramatyzmu tam, gdzie ona od dawna nauczyła się funkcjonować. Po prostu przyjmował kolejne informacje i natychmiast szukał w nich czegoś, co mogłoby okazać się przydatne albo przynajmniej dałoby się obrócić w żart. — Ale dla porządku zaznaczę, że jeśli kiedykolwiek napiszę książkę o własnych traumach, a później okaże się bestsellerem, oficjalnie wpisuję cię do podziękowań. — oznajmiła z pełną powagą. — Gdzieś między redaktorem a terapeutą, którego nigdy nie miałam.
Charly przewróciła oczami z teatralną rezygnacją, gdy natychmiast podchwycił jedno niefortunne słowo. Oczywiście, że to zrobił. Powinna była przewidzieć, że przy Archiem każde potknięcie językowe zostanie wykorzystane przeciwko niej przy pierwszej możliwej okazji. — Nie wyciągaj zbyt daleko idących wniosków. — ostrzegła, wskazując go palcem. — Powiedziałam „szansa”, a nie „ukryte marzenie mojego życia”. To bardzo istotna różnica. — oznajmiła z pełną powagą, choć kąciki ust drgnęły jej zdradziecko ku górze. Pokręciła głową, słysząc jego wizję przyszłości, w której sama rekrutowała nowych członków do tajemniczej sekty. Im dłużej go słuchała, tym bardziej była przekonana, że Archie potrafił sprzedać ludziom dosłownie wszystko, jeśli tylko dostał na to wystarczająco dużo czasu. — To właśnie najbardziej mnie niepokoi. — przyznała. — Mam wrażenie, że jesteś jednym z tych ludzi, którzy mogliby przekonać kogoś do absolutnie absurdalnego pomysłu wyłącznie siłą własnego entuzjazmu. — zmrużyła lekko oczy. — I nawet nie byłabym zaskoczona, gdyby po dwóch godzinach rozmowy ta osoba sama zaczęła tłumaczyć innym, dlaczego to świetny pomysł.
Na moment zawiesiła spojrzenie na jego twarzy, po czym westchnęła ciężko, jak ktoś wyjątkowo zmęczony losem. — Dobra. Jeśli któregoś dnia obudzę się i odkryję, że nieświadomie dołączyłam do twojej sekty, oczekuję przynajmniej porządnego pakietu powitalnego. — oznajmiła. — Koszulki, kubka i darmowych przekąsek. Inaczej składam oficjalną reklamację. - oznajmiła, a na dźwięk słowa „przekąsek” jej brzuch postanowił wyjątkowo nieelegancko przypomnieć o sobie. Charly zmrużyła oczy i spojrzała na Archiego oskarżycielsko. — Właściwie to już mam podstawy do złożenia pierwszej skargi. — stwierdziła. — Do tej pory nie otrzymałam obiecanego omleta. A wydaje mi się, że każda szanująca się sekta powinna lepiej traktować potencjalnych rekrutów.



Archie Miller
wanilia
27 y/o
Mr Potato Head
180 cm
tester gier w Ubisoft, barman w Emptines i przewodnik po Toronto.
Awatar użytkownika
Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— No wiesz, ja nie wiem czy to jest jakiekolwiek w ogóle rozwiązanie problemów, bo przeszłości nie zmienisz, a traumy trzeba przepracować — czasem to on jednak potrafił powiedzieć coś mądrego, chyba po to, by chwilę później palnąć coś od czapy — ale skoro i tak to przeżyłaś to co szkodzi przelać to na papier i wydać, jeszcze można na tym się wzbogacić i zacząć zupełnie inne życie — dodał nieco rozmarzony. On to by w sumie nie chciał zmieniać sobie jakoś bardzo życia, ale jakby wygrał fortunę to by sobie zrobił taki trip życia z Abby, że wszyscy by im zazdrościli przeżyć. Chociaż oni to sobie w starym poczciwym Whitby z którego pochodzą potrafili dostarczyć wrażeń, więc tak naprawdę te pieniądze nie były mu wybitnie potrzebne do szczęścia ALE nie pogardziłby, gdyby już wygrał. I kto wie, może sodówka uderzyłaby mu do głowy? Bo to zawsze tak jest, każdy mówi, że nie nie, a potem odwala. — I to nie tylko mój mózg przecież, a oglądałaś The Glass Castle? Ta autorka jakaś Janis, Janet nie wiem no ale ona opisała swoje dzieciństwo i na podstawie powstał ten film. Woody tam grał, lubię go i ta Brie też ładna — tak jakby to miało jakiekolwiek znaczenie, ale laska opisała swoje traumy, a potem zacni aktorzy zagrali w ekranizacji jej książki, no to niezły sukces? traum nie zmieni, ale przynajmniej przekuje doświadczenia w coś dobrego. — No i pewnie, jak już odniesiesz sukces liczę na jakąś wzmiankę, a może nawet jakiś procent od zysku — uśmiechnął się bezczelnie, bo nie ma to jak się wzbogacać na czyiś traumach, win win.
Nie był pewien czy potrafi sprzedać ludziom absolutnie wszystko, ale dar przekonywania miał i potrafił działać pod presją, kreatywnie, z sekundy na sekundę dostosowywać się do rozmówcy. Prawdopodobnie byłby świetny w handlu, problem w tym, że temat go w ogóle nie interesował i szybko się nudził. A teraz? Zmiana za barem każda wyglądała inaczej, bo ludzie się zmieniali i ich historie. Oprowadzanie po mieście również, bo może i łaził ciągle w te same miejsce, ale mimo wszystko każda grupa tworzyła zupełnie inny klimat. No i gry… to była jego perełka. Nie potrzebował zmian, a już na pewno nie chciał utknąć w handlu, bo to się mu kojarzyło z Alem Bundy co to sprzedawał damskie buty całe swoje życie i nie wydawał się wcale zadowolony.
Siła entuzjazmu albo solidne argumenty, jak zwał tak zwał. Do dobrego zawsze warto przekonywać — oznajmił i wyszczerzył się radośnie — a nawet lepiej: dobre pomysły same się sprzedają! — on to jedynie jest pośrednikiem w tym. — I nad pakietem powitalnym popracuję — może to nawet będzie jakiś prezent od Archiego na gwiazdkę? Zestaw przetrwania dla współlokatorów albo pakiet startowy do życia z Archibaldem? Na pewno znalazłby się tam przepis na najlepszy omlet, klips na nos (ten który pomógł przy akcji sprzątania z Donniem starego mleka) i łapka na myszy. Kto wie co jeszcze!?
Skargi?! — i zaraz ściągnął brwi patrząc na nią z niezrozumieniem. Dopiero po chwili do niego dotarło: O M L E T. I jak obiecał tak go przygotował, pełna profeska! Chwilę to trwało, ale jak już sobie pogadali przy tym to się okazało, że szybko zleciało i już podsuwał jej talerz pod nos z gotowym daniem. — Smacznego!

Charly Hayes
winnie / ancy ( dc: winniethepooh91 )
21 y/o
Welkom in Canada
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

akapit]Skinęła głową na wypowiedź Archiego, choć nie była do końca przekonana, czy naprawdę wierzył w to, co mówił, czy po prostu z charakterystycznym dla siebie optymizmem próbował znaleźć rozwiązanie nawet tam, gdzie ono zwyczajnie nie istniało. Sama od dawna wiedziała, że nie wszystko dało się naprawić. Niektóre wspomnienia z czasem przestawały boleć tak mocno, ale nigdy nie znikały całkowicie. Człowiek po prostu uczył się żyć obok nich. Może właśnie dlatego tak bardzo podobało jej się podejście Archiego — naiwnie proste, momentami wręcz absurdalne, a jednak dziwnie kojące. Nie próbował jej naprawiać. Nie współczuł. Po prostu szukał sposobu, żeby z czegoś trudnego zrobić coś odrobinę lepszego.— Dobrze, przekonałeś mnie. Jeżeli kiedyś przypadkiem zostanę bestsellerową autorką, dostaniesz specjalne podziękowania. Ale tylko małym drukiem. Nie chcę, żebyś za bardzo obrósł w piórka. — spojrzała na niego z rozbawieniem. — A procent od zysków zamienię na jednorazowy bon na darmowego omleta. Myślę, że to uczciwy układ. - dodała tym razem otwarcie się śmiejąc. W zasadzie biorąc pod uwagę antytalent Charlie do kuchni, olmet mógłby łatwo zamienić się w płonącą patelnię, więc ostatecznie układ ten nie był taki uczciwym, niemniej Archie nie musiał być tego jeszcze świadomy.[/akapit]
Na wzmiankę o sprzedawaniu ludziom wszystkiego parsknęła śmiechem i pokręciła głową. Im dłużej go słuchała, tym bardziej dochodziła do wniosku, że Archie był jednym z tych ludzi, którym naprawdę trudno było odmówić. I prawdopodobnie wynikało to z faktu, że jego entuzjazm był zwyczajnie zaraźliwy, iż człowiek nawet nie zauważał momentu, w którym zaczynał wierzyć w kolejną, pozornie absurdalną teorię.— W takim razie życzę powodzenia przy dopracowywaniu pakietu powitalnego. Tylko błagam, nie dodawaj do niego starego mleka w ramach testu charakteru nowych lokatorów. Myślę, że to mogłoby zostać źle odebrane. — uniosła brew z niewinną miną.
Dopiero gdy Archie postawił przed nią talerz, spojrzała na niego z lekkim zaskoczeniem. W ferworze rozmowy zdążyła niemal zapomnieć, że przez cały ten czas rzeczywiście przygotowywał obiecany omlet. Przeniosła wzrok z dania na jego twarz i uśmiechnęła się znacznie cieplej niż wcześniej.— Dziękuję. — odezwała się ciszej, szczerze. — Wiesz… chyba pierwszy raz od dawna ktoś przekonał mnie do pozostania w kuchni dłużej niż pięć minut i obyło się bez katastrofy. To już samo w sobie jest całkiem sporym sukcesem.
Sięgnęła po widelec, odkroiła pierwszy kawałek i spróbowała go z wyraźnym skupieniem, jakby od tego zależał los całego przedsięwzięcia. Po kilku sekundach bardzo powoli pokiwała głową.— No dobrze… nie lubię tego przyznawać, ale chyba rzeczywiście masz talent. — westchnęła teatralnie. — Będę musiała wycofać pierwszą skargę. Zostaje tylko ta dotycząca sekty. Ale nad nią jeszcze pomyślę.


KONIEC
wanilia
ODPOWIEDZ

Wróć do „#7”