34 y/o
For good luck!
190 cm
żołnierz kanadyjskich siły zbrojnych
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zdawała sobie nawet sprawy, jak bardzo trafiała. Z każdą kolejną minutą coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że Ally miała irytujący talent do wypowiadania na głos rzeczy, których sama nie mogła wiedzieć. Robiła to od pierwszego dnia. Najpierw przy samochodzie, później w barze, a teraz tutaj. Raz po raz dotykała miejsc, które od dawna powinny pozostać szczelnie zamknięte i do których nie miał prawa dopuszczać nikogo, a już na pewno kobiety, którą znał zaledwie od kilku tygodni.
Paradoks polegał na tym, że im bardziej próbował ją od siebie odsunąć, tym chętniej sam skracał dzielący ich dystans. Gdyby był odrobinę rozsądniejszy, już dawno wróciłby do Thunder Bay, zostawił ją z naprawionym mustangiem i zamknął ten rozdział zanim zdążyłby się naprawdę zacząć. Tymczasem stał obok niej na drewnianym molo, mocno trzymając jej dłoń we własnej, choć nie powinno być jej w jego życiu nawet przez jeden wieczór.
Parsknął cicho pod nosem. - W jednym i drugim - odpowiedział bez większego zastanowienia. - Sprawdzałem, chociaż to jest kurewsko głupie. Jeden lubi kwiaty, drugi dobrą whisky, trzeci ciszę. Jakim cudem ktoś miałby napisać instrukcję dla wszystkich? - wreszcie puścił jej dłoń, gdy dotarli na sam koniec pomostu i oparł przedramiona o drewnianą barierkę, zerkając na kobietę z rozbawieniem malującym się na twarzy. Tak jak nie wierzył w horoskopy, przepowiednie ani przeznaczenie, tak samo podważał sens istnienia poradników, mów motywacyjnych i całego tego pierdolenia związanego z coachingiem - bez względu na dziedzinę życia.
Był samoukiem. Doświadczenie zbierał wyłącznie na własnych błędach, więc jeśli coś nie wychodziło za pierwszym razem, musiało udać się za drugim albo trzecim. Ally dawała mu właściwie już trzecią, może nawet czwartą szansę i, ku własnemu zdziwieniu, wciąż nie zaliczył spektakularnego upadku. To tylko utwierdzało go w przekonaniu, że wszelkiej maści poradniki były stratą czasu.
Obserwował ją jeszcze przez chwilę, by zaraz potem przenieść wzrok na spokojną taflę wody. Nigdy nie zastanawiał się nad swoją randką idealną. Nie wiedział nawet, czy już kiedyś ją przeżył, czy może wciąż miał ją przed sobą. W gruncie rzeczy nie był też pewien, czy coś takiego w ogóle istniało. Kobiety patrzyły na to inaczej. Faceci byli znacznie bardziej pragmatyczni. Nie skupiali się na tym, żeby idealnie wyglądać, żeby kwiaty pasowały do koloru sukienki, a torebka do faktury obrusa w restauracji. - Zorganizowana dla mnie? - upewnił się. - Ally, nie jestem wymagający. Będę też pewnie przewidywalny i płytki, jeśli powiem, że liczy się towarzystwo, a nie miejsce - posłał jej zadziorny uśmiech, bo choć jego słowa były szczerą prawdą, jednocześnie brzmiały jak coś, co powiedziałby każdy facet próbujący zaskarbić sobie kobiecą sympatię.
- Gdybym miał wybierać, to najpierw mecz hokeja, później dobra restauracja, a na koniec miły seks - odpowiedział wreszcie, rozwiewając chyba wszelkie wątpliwości co do swojej romantycznej natury. I tego, że ten wieczór od początku był organizowany przede wszystkim dla niej, co nie znaczyło jednak, że jemu również nie odpowiadał.
Oderwał się od drewnianej barierki dopiero wtedy, gdy wypowiedziała kolejne zdanie. Powoli podszedł bliżej, zatrzymując się tuż przed nią. Oparł obie dłonie po jej bokach o poręcz, zamykając ją pomiędzy własnymi ramionami, choć wciąż nawet jej nie dotknął. - Nie będę składał deklaracji - odezwał się cicho, patrząc prosto w jej ciemne, hipnotyzujące oczy. - Mam swoje sprawy, które muszę załatwić - pierwszy raz postawił na taką szczerość. - Mam też wielki bagaż i nie mogę pozwolić, żeby ciągnął się również za tobą, dlatego potrzebuję czasu - pochylił się jeszcze n i ż e j, tak że ich oddechy zaczęły mieszać się ze sobą. - Ale nie znikam.

Ally Aldridge
diosmio
nuda i przesadna życioza
29 y/o
Welkom in Canada
175 cm
mechanik Morton Motors Inc.
Awatar użytkownika
half love, half regret, dressing up for Polaroids and cigarettes
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaintrygowana pytaniem Reida, Ally zaczęła zastanawiać się jakie punkty znalazłyby się w instrukcji obsługi jej samej - i jak niebezpieczne byłoby puszczenie tych wskazówek w obieg.
Chciałaby kogoś, kto będzie z całym szacunkiem okazywał jej brak szacunku.
Kogoś, kto będzie wspierał ją bezwarunkowo, ale pod pewnymi warunkami.
Kogoś nachalnego, ale w nienachalny sposób.
Taka była ona sama - pełna sprzeczności, pozornie szalona, a jednak szalenie poukładana. W jej codziennym życiu raz po raz ścierały się przeciwstawne siły: głód chaosu z uporządkowaniem, cięty żart z rzeczowością i powagą a nawet to, z jaką pozorną lekkością nawiązywała nowe znajomości i relacje - jednocześnie nie pozwalając, by stały się bliższe.
Lista wydłużała w jej głowie o kolejne punkty, a Ally musiała przyznać Reidowi rację, skinąwszy głową. Jeśli nie mogła istnieć sensowna instrukcja obsługi jednej kobiety, to nie mogła istnieć instrukcja obsługi ich wszystkich.
Dlatego pytała. O to, czy Reid wolał kwiaty, whisky czy ciszę i o to, gdzie on w życiu znajdował magię. O punkty z jego listy, które mogłaby lepiej zrozumieć, tak jak on starał zrozumieć ją.
Sporadycznie wracała do niej myśl o tej swoistej dysproporcji między nimi - to Reid wkładał więcej wysiłku w ich relację. To on słuchał jej uważnie: zdobył część, której potrzebowała i zorganizował randkę przy molo po tym jak zaledwie raz wypowiedziała słowo plaża w jego obecności. Ally nie była przeciwna tradycyjnym podziałom ról i szarmanckości - do pewnego etapu właściwym było to, że mężczyzna zabiegał o jej względy takimi gestami. Ale przychodził moment, w którym ona także powinna dać mu coś od siebie - nawet jeśli drobnego. Może miał ulubioną budę z hot dogami która otwierała się tylko w środy wieczorami, albo serial z lat młodości który usunęły wszystkie platformy VOD - tego szukała. Szczegółów, którymi ona mogłaby zadbać o niego - kiedyś, jeśli nadejdzie ku temu naturalna okazja.
„Nie jestem wymagający” i zdobycie dobrych miejsc na mecz Maple Leafs w jednym zdaniu… — zaśmiała się cicho. Z restauracjami było prościej, z seksem też - ale walka z tysiącami fanów o bilety na istotniejsze wydarzenia sportowe, w sektorach z najlepszym widokiem… Cóż - jeśli ktoś miał sobie poradzić z niemożliwym, to Ally Aldridge. Na tym budowała całą swoją markę osobistą. — Teraz specjaliści promują nowy trend, wiesz? — zagaiła. — Seks przed randką, nie na koniec — nie stawiała się po żadnej ze stron - jeszcze nie. Podrzucała temat z naturalną ciekawością, do wspólnego obejrzenia z każdej strony. — Podobno wiele par rezygnuje z seksu po. Wieczór był długi, są zmęczeni i przejedzeni, kobieta wstydzi większego brzucha, mężczyzna mniejszej wytrzymałości. Łatwiej jest iść spać. Natomiast seks przed gwarantuje dobry humor w trakcie — po randce zawsze można było próbować drugiej rundy, więc przynajmniej z wierzchu pomysł nie wydawał się taki zły.
Gorszym był ten, w którym Ally podważa własny rozum i nie potrafi ustalić, czy Reid był tylko halucynacją w jej zmęczonej głowie.
„Nie znikam” to dla mnie deklaracja — musiała to wypunktować, żeby nie okazało się w przyszłości, że rozumieli te słowa zupełnie inaczej. Nie chciała osaczać Reida i wymuszać na nim czegokolwiek - obietnicy wielkiej miłości i pierścionka na palcu; przeciwnie, to on wypomniał jej nastawianie się tylko na jedno. Chciała natomiast, by sytuacja była jasna z szacunkiem dla obu stron - jeśli miał zniknąć, w porządku, ale powinien uczciwie ją o tym uprzedzić.
Tak jak ona chciała uprzedzić jego.
Nie będzie mnie przez parę tygodni — dłonie układała na jego koszuli, spojrzeniem nie uciekając ani na chwilę. — To dobrze — stwierdziła. — Będziesz miał czas na swoje sprawy — nie musiała wiedzieć jakie. Nie drążyła, nie domagała się spowiedzi. Z pewnym optymizmem zakładała, że jej wyjazd im się przyda - Reid nie będzie rozdarty pomiędzy tym na co potrzebował czasu a tym, że jakieś dziewczę czeka na jego telefon.
O czym myślisz?
Bała się tego pytania, a jej głos drżał w tej wąskiej przestrzeni pomiędzy jej wargami, a jego. Wystarczyło tylko sięgnąć. Milimetr, dwa, ewentualnie siedem…

gavin calloway
dallas major
AI
34 y/o
For good luck!
190 cm
żołnierz kanadyjskich siły zbrojnych
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rozsądek był dziś wyjątkowo c i c h y.
Jeszcze kilka tygodni temu nie dopuściłby nawet do sytuacji, w której znaleźliby się tak blisko siebie. Nie pozwoliłby jej usiąść na swoich kolanach. Nie pozwoliłby, żeby dotykała jego twarzy. Nie zaprosiłby jej na randkę. Nie przyjechałby pod jej mieszkanie i z całą pewnością nie stałby teraz na drewnianym pomoście, wpatrując się w kobietę, która z każdą kolejną minutą stawała się coraz większym zagrożeniem dla wszystkiego, co próbował jeszcze w sobie ocalić.
Najgorsze było jednak to, że nie walczył już z nią.
Walczył wyłącznie z samym sobą.
Słuchał jej uważnie, choć tylko część słów naprawdę do niego docierała. Reszta ginęła gdzieś pomiędzy ciepłem jej oddechu a spojrzeniem, którego nie potrafił od siebie oderwać. Miał wrażenie, że gdyby odsunęła się teraz choćby o krok, poczułby to bardziej niż niejeden postrzał, z którym przyszło mu żyć. Irracjonalne. Głupie. Niebezpieczne.
Dokładnie takie jak ta znajomość.
Kącik jego ust drgnął, gdy wspomniała o nowym trendzie. - Brzmi jak coś, co wymyślił facet, który nie miał ochoty inwestować w kolację - mruknął z rozbawieniem. - Oszczędzasz pieniądze, czas i jeszcze możesz udawać, że to psychologia, a nie lenistwo - pokręcił głową, śmiejąc się cicho pod nosem.
Informacja o wyjeździe zaskoczyła go bardziej niż chciał pokazać. P a r ę t y g o d n i.
Powinien poczuć ulgę. Powinien potraktować ten wyjazd jak prezent od losu. Kilka tygodni wystarczyłoby, żeby wrócić do własnego życia, poukładać wszystko, czego od miesięcy nie potrafił poskładać i przypomnieć sobie, dlaczego ta relacja od początku była złym pomysłem.
Zamiast ulgi poczuł jednak coś zupełnie odwrotnego. - Nie podoba mi się ten plan - przyznał cicho. Fundował to samo Pauline, kobiecie, którą znał od kilku lat, z którą był z a r ę c zo n y i z którą związku mimo wszystko nie potrafił zakończyć, a jednak teraz słysząc, co mówiła Ally - pierwszy raz od bardzo dawna perspektywa kilku tygodni bez czyjejś obecności zwyczajnie nie przypadła mu do gustu.
Przez krótką chwilę milczał, gdy zadała mu pytanie. Pewnie powinien skłamać, odpowiedzieć czymkolwiek innym - historią o plaży, chęcią pójścia do restauracji, kolejną wzmianką o hokeju. Dosłownie wszystkim innym, tylko nie prawdą. Jednak zamiast tego zrobił pół kroku do przodu.
Był tak blisko, że pomiędzy nimi przestało istnieć cokolwiek poza kilkoma milimetrami powietrza. Czuł jej oddech na własnych ustach, widział najmniejszy ruch jej rzęs i to charakterystyczne drżenie warg, które zdradzało więcej niż wszystkie wypowiedziane dotychczas słowa. Resztka jego rozsądku krzyczała, żeby się odsunął, a on w odpowiedzi pochylił się jeszcze o d r o b i n ę. Ich usta niemal się zetknęły. Wystarczył ruch, ledwie centymetr, może nawet mniej.
Zamiast go zrobić, uśmiechnął się lekko, a ciepły oddech musnął jej dolną wargę. - Myślę o tym - odezwał się cicho, niemal szeptem. - Że jeszcze kilka sekund temu byłem przekonany, że potrafię odróżnić dobre decyzje od złych - jego dłoń przesunęła się po drewnianej poręczy i objęła ją stanowczo w talii.

Ally Aldridge
diosmio
nuda i przesadna życioza
29 y/o
Welkom in Canada
175 cm
mechanik Morton Motors Inc.
Awatar użytkownika
half love, half regret, dressing up for Polaroids and cigarettes
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

A więc Reid Doe (chociaż tyle dobrze, że nie John) miał standardy i wiedział, że zasługuje na bycie księżniczką w tym związku. Odnotowała najważniejsze: jeśli kiedykolwiek zechce skorzystać z fizycznych walorów mężczyzny, będzie musiała najpierw odpowiednio w niego zainwestować. Zaplanować udany wieczór - według jego kryteriów - i zabrać go w parę fajnych miejsc, żeby wykazać się brakiem lenistwa.
To było do zrobienia - i zgadzała się z nim co do zasady, że zadbanie o dobrą randkę jest wskazane - gdyby nie jedno, małe pytanie.
A pozwoliłbyś kobiecie gdzieś cię zaprosić i zapłacić za kolację? — spytała z ciekawością. Dla niej było to dość oczywiste, że przy regularnym spotykaniu się, ona jako kobieta chciała fundować część aktywności - niektórzy mężczyźni domagali się rozliczania pół na pół, inni nie protestowali gdy wyjmowała kartę, inni z kolei odbierali jej propozycję jako obrazę męskiego honoru. Nie chciała zgadywać, w którym z obozów znajdował się Reid ani doprowadzić do sytuacji, w której zupełnie nieintencjonalnie sprawiłaby mu przykrość.
To eufemizm - jeden z panów opowiadał Ally o procesie „publicznej kastracji”, gdy podczas jego wyjścia do toalety uregulowała wspólny rachunek. I tyle było z dobrych chęci. Niekiedy prowadziły prosto do piekła.
Tym razem było podobnie - Aldridge sądziła, że Reid będzie względnie zadowolony z jej informacji. Szanowała jego prywatność i jednocześnie gwarantowała, że nie będzie go kusić, uwodzić, jakkolwiek rozpraszać i odrywać od obowiązków - bo fizycznie nie będzie jej w kraju. Stąd zaniepokoiła się od razu, gdy na męskiej twarzy odnalazła wszystko, poza ulgą.
Słowa Reida nie pozostawiały jej żadnych wątpliwości, a dziewczynę zaatakowały dwie silne i silnie sprzeczne emocje.
Ukłucie zadowolenia tym, że dostrzeże jej brak i nie był z tego zadowolony i promil poczucia winy. Przecież rezerwując wyjazd w trasie ze szpitala do pracy myślała tylko o sobie - swojej ucieczce, swoim unikaniu odpowiedzialności i dorosłości, swoim strachu. I o ile nie była - w swojej ocenie - winna Reidowi (którego nazwiska nawet nie znała) pytania o zgodę i wspólnego decydowania w sprawie wakacji, tak lubiła myśleć o sobie, że jest całkiem miła i liczy się z uczuciami innych ludzi.
C h a o s.
A w chaosie Ally radziła sobie całkiem nieźle, dlatego już z czułością sunęła dłońmi wzdłuż guzików jego koszuli. Poprawiła zagięty fragment materiału, łagodnie i z troską biorąc na siebie zadanie rekompensaty za straty moralne.
Myślisz, że mogłabym ci czasem przeszkadzać w sprawach? — bez zawahania robiła z siebie tą, dla której rozłąka miała być trudna i sprowadzała sprawę do żartu o zbyt przylepnej babie, którą on mógł wyrozumiale znosić. — Mogłabym odrywać cię od bagażu, jeśli znajdę zasięg… Opowiadać o skakaniu z klifów do wody, rekordzie wypitych aperoli i motocyklach, które prawie ukradłam - ale powstrzymała mnie wizja aresztu…
Propozycja wydawała się niewinna, ale Ally - jako panicznie bojąca bliższych relacji i zobowiązań po Johnny’m - obawiała się, że dla Reida byłoby to za dużo. Umawianie się na utrzymywanie kontaktu podczas wyjazdów było już jakąś deklaracją, a on tych chciał unikać. Może zgoda na to rozwiązanie zbyt wprost informowałaby o tym, że nie są sobie obojętni?
Jeśli ostatnie sekundy pozwalały którejkolwiek ze stron na złudzenia w tym zakresie.
Ally drżała w objęciach Reida, nie próbując ani przez chwilę maskować napięcia jakie narastało w jej ciele. Jej dłonie odnalazły drogę do męskiego karku, który pewnie objęły by nie mógł zbyt szybko odsunąć.
Pragnęła go.
Pragnęła bardziej, niż sądziła, że potrafi.
Tęsknota do smaku jego ust elektryzowała całe ciało, które teraz - przyciągane do niego niczym magnes do magnesu - chciało stać z drugim jednością. Chociaż na chwilę.
Nie jestem złą decyzją — jej umysł odmawiał współpracy, aparat mowy także - słowa szeptała słabo, choć z przekonaniem. Nie zgadzała się, że krótka pieszczota między dwójką dorosłych mogła być czymś złym… Że czułość wobec n i e j była czymś złym… Ale obiecała szanować granice i rozumieć sprzeciw, dlatego zamiast sięgnięcia po to czego chciała - z dozą nieśmiałości i błagania p r o s i ł a o zgodę na ten krok.
Pozwól mi.

gavin calloway
dallas major
AI
34 y/o
For good luck!
190 cm
żołnierz kanadyjskich siły zbrojnych
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pytanie o kolację wywołało u niego coś na kształt rozbawienia, choć nie było w nim ani grama kpiny. Nigdy wcześniej nie zastanawiał się nad tym, czy pozwoliłby kobiecie zapłacić za wspólny wieczór, bo właściwie żadna nie postawiła go przed podobnym dylematem. Większość przyjmowała to za coś oczywistego, część protestowała bardziej z uprzejmości niż z rzeczywistej potrzeby, ale ostatecznie zawsze kończyło się tak samo. Nie wynikało to ani z urażonego męskiego ego, ani z przekonania, że wartość faceta mierzy się zasobnością portfela. Został po prostu wychowany w domu, w którym ojciec od najmłodszych lat powtarzał mu jedną, prostą zasadę - jeśli zapraszasz kobietę, bierzesz odpowiedzialność za cały wieczór. Za drogę, za bezpieczeństwo, za to, żeby wróciła do domu cała i z uśmiechem. Rachunek był przy tym najmniej istotnym elementem.
- Pozwoliłbym - odpowiedział bez większego zastanowienia. - Ale następnym razem musiałbym zaprosić ciebie. Inaczej przez tydzień chodziłbym z poczuciem, że jestem ci coś winien - wzruszył lekko ramion. - Nie lubię być dłużnikiem. Zwłaszcza takich wariatek, które nie wiadomo o co się upomną - uśmiech wykrzywił jego usta, sięgając aż do oczu.
Patrzył jak wygładza zagięty fragment jego koszuli z taką troską, jakby właśnie to było najważniejszym problemem tego wieczoru i po raz kolejny uświadomił sobie, jak łatwo przychodziło jej burzenie murów, które budował latami. Jeszcze niedawno był przekonany, że zniknie z jej życia równie szybko, jak się w nim pojawił. Teraz wystarczyła jedna informacja o wyjeździe, żeby poczuł irracjonalne rozdrażnienie, dlatego, że przez kilka najbliższych tygodni miał jej nie zobaczyć. - Myślę, że byłabyś w tym wyjątkowo skuteczna - odparł cicho. - I chyba właśnie dlatego nie powinienem się na to zgadzać - uniósł brew.
Finalnie oboje wiedzieli, że odpowiedziałby na k a ż d ą wiadomość, o każdej pieprzonej porze. I odebrałby telefon już po trzech sygnałach.
Patrzył na nią z by t długo. W ciszy, która nie była niezręczna, tylko niebezpieczna, bo każda kolejna sekunda odbierała mu argumenty, których jeszcze chwilę wcześniej kurczowo się trzymał. Rozsądek wciąż próbował przypominać o konsekwencjach, o tym, kim był, co przed nią ukrywał i jak bardzo nie powinien pozwolić sobie na ani jeden krok więcej. Potrzeba była jednak bezlitosna - uparta i coraz mniej skłonna do negocjacji.
Powoli uniósł dłoń, muskając opuszkami jej policzek. Kiedy wyszeptała, że nie była złą decyzją, kącik jego ust drgnął niemal niezauważalnie. - Właśnie to jest problem - odpowiedział równie cicho, co ona, choć nikogo wokół nich nie było.
Pochylił się jeszcze odrobinę. C e n t y m e t r. Wystarczająco, żeby ich oddechy mieszały się ze sobą, a granica pomiędzy rozsądkiem i pokusą przestała być czymś, co można było wskazać palcem. Czubek jego nosa musnął jej własny, a spojrzenie ani na moment nie uciekło od jej oczu. Dopiero po chwili opadło niżej, zatrzymując się na jej ustach.
Był t a k blisko, że wystarczył jeden nieostrożny ruch. Jeden pierdolony milimetr.
Nie zrobił go.
Zamiast tego uśmiechnął się ledwie zauważalnie, pozwalając, by ten uśmiech o t a r ł się o jej wargi. - Jeszcze nie, Ally - wyszeptał. - Jeśli kiedyś cię pocałuję, chcę mieć pewność, że ani przez sekundę nie będziemy musieli tego żałować. I że poczujesz magię - odsunął się niechętnie, najpierw się prostując, a później robić krok w tył. - Chodźmy coś zjeść.

Ally Aldridge
diosmio
nuda i przesadna życioza
29 y/o
Welkom in Canada
175 cm
mechanik Morton Motors Inc.
Awatar użytkownika
half love, half regret, dressing up for Polaroids and cigarettes
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rozstrajał ją z wprawą godną zawodowca. Jak saper - podchodził do niej omijając przy tym wszystkie zabezpieczenia, a potem rozbrajał ładunki wybuchowe którymi okładała się na wszelki wypadek. Nie umiała więc ukryć zawodu, gdy po przejściu serii zasieków Reid decydował, że tu należało się zatrzymać. Potrzebowała chwili na pozbieranie tych resztek rozumu, jakie jeszcze jej zostały; upojona bliskością, pragnieniem i nadzieją traciła poczucie czasu i miejsca. Przez te krótkie chwile nie istniało nic poza tą ciasną przestrzenią męskich ramion i miękkością warg, które zaledwie przypadkiem musnęły jej własne. Dlaczego to wszystko musiało być tak skomplikowane?
Zamknęła oczy, by na czas kilku głębokich wdechów opanować tę fizyczną frustrację - zimno, które brutalnie zaatakowało jej skórę powodując ciarki, gdy Reid robił krok w tył. I pustkę w talii - dokładnie tam, gdzie nie czuła już ciężaru męskiej dłoni.
Nie była zdesperowana.
Nie uważała, że jakakolwiek fizyczność jej się n a l e ż a ł a.
Ale pierwszy raz w życiu musiała prosić mężczyznę o krótki pocałunek i zrozumieć, że dla jej dobra odmawiał.
W jakiś pokręcony sposób ustalił, że większym dowodem szacunku będzie cofnięcie się i choć Ally - ze swoją skrajnie ograniczoną wiedzą - nie miała prawa tego rozumieć, czuła się tym zabiegiem niepokojąco poruszona.
Jak łatwo byłoby złapać ją za tyłek, całować zachłannie i przelecieć na pierwszej płaskiej powierzchni - zdecydowana większość by z tej łatwizny korzystała bez chwili zawahania.
Nie on.
Muszę o coś zapytać — uśmiechnęła się smutniej, niż planowała. To nie był temat, który poruszała na kilku pierwszych randkach, targało nią więc głupie poczucie winy i strach, że słowa wybrzmią osaczająco. To nie było jej intencją. Zrównała krok z mężczyzną, a na dowód tego, że nie gniewała się zupełnie - przechodząc do zarezerwowanego stolika pogłaskała go z czułością po plecach, nim zajęła miejsce naprzeciwko.
Czy my… — zmarszczyła brwi; nigdy nie była dobra w takich rozmowach, nie przeprowadzała ich często i brakowało jej odpowiedniego słownictwa. — Chciałabym wiedzieć, czy będziemy szukali magii z innymi osobami… Przez te parę tygodni?
Właściwie nie interesowało jej to, czy był na pierwszej randce z kimś innym wczoraj czy przedwczoraj. Nie był jej nic winny - sam zresztą wepchnął ją prosto w ramiona Briana. Teraz jednak dawał jej do zrozumienia, że relację z nią traktował bardzo poważnie - i granice stawały bardzo rozmyte. Musieli coś ustalić, żeby nie zwariowała w krainie własnych domysłów. W jej wersji świata Reid był wolny, ona też, więc w teorii oboje mogli szaleć. Czy miała prawo do tony niezobowiązującego seksu podczas swoich wakacji? Czy Reid będzie mógł zabijać nudę odpowiadając na zaczepy seksownych blondynek w barze wojskowych?
Nie sugeruję, że powinieneś teraz paść przede mną na jedno kolano — zaśmiała się cicho, a jego dłoń przykryła własną. — Dobrze się przy tobie czuję. Spokojnie i bezpiecznie, ale się nie nudzę. Chciałabym poznać cię bliżej — najwyższy z komplementów!
Ale boję się, że nieporozumienie mogłoby skrzywdzić nas oboje. Poza tym…
Jej spojrzenie spotkało się z czujnym kelnerem, który już biegł do pary nierozłączek z kartą win i powtarzanym z pasją monologiem o nowej butelce czerwonego, której m u s i e l i spróbować.
Urwał tym wypowiedź Ally, kompletnie nie łapał wskazówek by wrócić za kilka minut i gdy wreszcie wycofał, Aldridge zdążyła zapomnieć o co jej chodziło.
Ach, tak — kiwnęła dumna z siebie, odzyskawszy zagubioną myśl. — Ja pozwalam mężczyźnie zapłacić za siebie tylko wtedy, kiedy decyduję że jestem nim zainteresowana i dla niego dostępna. Jeśli nie jestem - wydaje mi się to nieuczciwe i nadużywające. Więc… Musimy wyjaśnić kwestię rachunku. Najlepiej przed deserem.

gavin calloway
dallas major
AI
34 y/o
For good luck!
190 cm
żołnierz kanadyjskich siły zbrojnych
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pytanie zawisło między nimi na dłużej niż powinno. Gavin nie odpowiedział od razu, choć zazwyczaj słowa przychodziły mu z łatwością. Każda odpowiedź jaka pojawiała się w jego głowie, zostawiała po sobie jakiś ciężar. Jedna prowadziła prosto do kłamstwa, druga pozostawiała zbyt wiele miejsca na domysły, trzecia odbierała jej coś, na co zwyczajnie zasługiwała.
Patrzył na Ally i widział zawód, który pojawił się po tym jak zatrzymał się o krok od pocałunku. Widział też niepewność, z którą próbowała ubrać swoje pytanie w możliwie najlżejsze słowa. Rozumiała więcej, niż sądziła. Nie wiedziała jedynie tego, co od początku skrzętnie przed nią ukrywał.
Gdy wspomniała o innych ludziach, wyobraźnia zadziałała szybciej od rozsądku. Obraz pojawił się nagle i z taką wyrazistością, że niemal odruchowo zacisnął szczękę. Jakiś obcy mężczyzna stojący zbyt blisko, dłonie wsuwające się pod materiał jej sukienki, usta odnajdujące jej własne z tą samą zachłannością, z którą jeszcze kilka minut wcześniej sam walczył. Nie potrzebował więcej, sama myśl wystarczyła, by poczuł nieprzyjemne ukłucie gdzieś pod mostkiem.
Nie miał jednak najmniejszego prawa czuć czegokolwiek w ten sposób.
W Thunder Bay nadal istniało życie, którego nie zamknął. Pauline nie zniknęła tylko dlatego, że wyjechał do Toronto. Ich związek od dawna przypominał bardziej obowiązek niż wspólną przyszłość, ale wciąż pozostawał faktem. Żadna z rozmów, których od miesięcy unikał, nie wydarzyła się sama, żaden problem nie rozwiązał się pod jego nieobecność. Wszystko czekało dokładnie tam, gdzie to zostawił.
- Gdyby chodziło o kogokolwiek innego, nie siedziałbym tutaj. Nie szukam nikogo, Ally - przesunął kciukiem po brzegu kieliszku. - Jest jednak część mojego życia, której jeszcze do końca nie zamknąłem. Mógłbym powiedzieć wszystko czego chcesz, naprawdę. Ale zależy mi na tym, żeby każde słowo, które ode mnie usłyszysz było prawdą - nie wiedział, czy zrozumie. Nie wiedział nawet czy sam zrozumiałby siebie, gdyby role nagle się odwróciły. Niczego nie mówił wprost, choć pozostawiał domysły pomiędzy słowami.
- Nie oczekuję też tego od ciebie. Nie mam prawa prosić cię, żebyś czekała, kiedy sam mam coś do uporządkowania. Jeśli podczas tych kilku tygodni uznasz, że twoje życie poprowadzi cię w inną stronę nie powinnaś ze względu na mnie wciskać stopu - to zdanie przeszło mu przez gardło z większym trudem niż przypuszczał. - Nie znaczy to jednak, że jest mi to kompletnie obojętne.
Pojawienie się kelnera było wybawieniem. Gavin z wdzięcznością wysłuchał opowieści o winie, pozwolił nalać je do kieliszków i dopiero gdy zostali sami, odetchnął spokojniej. Ciężar rozmowy nie zniknął, przesunął się jedynie gdzieś na dalszy plan, robiąc miejsce dla czegoś lżejszego.
Kącik jego ust uniósł się nieznacznie. - Nie mam tutaj nic do gadania - wreszcie n i e c o się rozluźnił, opierając plecami o krzesło. Mimo to wciąż czuł napięcie wywołane wcześniejszą wymianą zdań, wiedział też, że na pewno i jej nie obeszło to tak, że będzie w stanie wyrzucić to z głowy i w ogóle o tym nie myśleć. - Wiem, że jeśli się uprzesz, żeby zapłacić i tak to zrobisz, choćby po to, żeby pokazać mi moje miejsce. Uwielbiasz przeciągać linę na swoją stronę.

Ally Aldridge
diosmio
nuda i przesadna życioza
29 y/o
Welkom in Canada
175 cm
mechanik Morton Motors Inc.
Awatar użytkownika
half love, half regret, dressing up for Polaroids and cigarettes
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie była idiotką.
A przynajmniej tak o sobie myślała, jakkolwiek - w tej sytuacji - błędnie.
Miała swoje teorie, a zadawane pytania prowadziły do jedynej, która kleiła się z naiwną wersją świata Ally Aldridge.
Reid miał jakąś byłą, którą jeszcze nosiła nadzieja na powrót. Może łączyła ich niezdrowa zasada on again, off again i nawet jeśli teraz byli o f f, ona nie rozumiała że na tym przystanku on wysiada raz, na zawsze. Może był t a k uczciwym mężczyzną, że chciał najpierw wyjaśnić sprawę z jedną - zanim zajmie się drugą. To byłoby nawet szlachetne.
Bo do głowy jej nie przyszło, że to ona była tą drugą, że Reid mógł być w trwającym związku. Przeceniła swój talent czytania ludzi - gdy postaci w serialach bądź anonimowi internauci zwierzali z podobnych problemów, ona z arogancją stwierdzała: pfff - jak można nie widzieć sygnałów ostrzegawczych?
A jednak doświadczała dokładnie tej samej ślepoty. Nie widziała żadnego powodu, dla którego nie miałaby cieszyć się czasem z przystojnym i zabawnym mężczyzną. Korzystała z tego przekonana, że nie robią nic złego a jedyne, co ich ogranicza to wręcz ponadprzeciętne przywiązanie do moralności jej towarzysza.
G u r l pls.
Nie jestem z tego dumna, ale w kwestii nakazów i zakazów zatrzymałam się na etapie nastolatki — upiła łyk wina. Było niezłe, ale nie miało szans dorównać smakowi pocałunków. Całkiem dobre jak na nagrodę pocieszenia - procenty ułatwiały wyznania. A Ally, wbrew wszystkiemu, chciała dać się poznać i poznać bardziej Reida. Również od tych brzydkich stron - nie wypolerowanych idealnie, lśniących i bez skazy. — Gdybyś próbował czegoś mi zabraniać, pewnie wściekle robiłabym tego jeszcze więcej. Lepiej nie pytać nigdy mojego taty jak skończył się zakaz farbowania włosów w roku szkolnym — uśmiechnęła się szerzej. Domowe próby rozjaśniania włosów i farbowania produktami do tego nieprzeznaczonymi, przez gówniarę z nożyczkami, skończyły nie tylko szopą na łbie z jakiej Garry lał bekę następne dziesięć lat (słusznie), ale i drogim remontem łazienki.
Skąd miała wiedzieć, że porcelana zafarbuje mieszaniną barwników na kolor sraczki?
Ale tak naprawdę prośby i nakazy nie mają żadnego znaczenia, bo ja nie chcę żeby życie prowadziło mnie w inną stronę.
Starała się na jego odwagę odpowiadać własną. Zdobywać na szczerość - nawet tę niezręczną. Przyznanie się do tego, że zaczęła przywiązywać do Reida, było dla Ally czymś szalenie obnażającym (znacznie bardziej, niż łóżko!) i wstydliwym, ale podejmowała ryzyko.
Gdyby zareagował źle - wycofał się bądź wyśmiał ją - wiedziałaby chociaż, że nie jest odpowiednim facetem dla niej i zdążyła wycofać, zanim staną większe tragedie.
Nie chcę, żeby dotykał mnie ktoś inny i nawet nie wiem, czy w tej sali są z nami inni mężczyźni — przestała ich zauważać; nie istnieli, kiedy Ally całą swoją uwagę skupiała na tym, z którym przyszła. — Nie jestem pewna czego chcesz ty. Powiesz mi?
Miała swoją wersję uczciwości i właśnie jej starała trzymać - proponując rozmowę może niezręczną, ale istotną dla dwójki dorosłych, którym mogło na sobie zależeć. W jakiś popaprany sposób, ale starała się zadbać o nich oboje.
Według twojej zasady - jeśli zapłacę, będziesz moim dłużnikiem, tak?
Nie mógł jej się dziwić, że próbowała ograć temat strategicznie.
Nie zostawiała miejsca na przypadek.

gavin calloway
dallas major
AI
34 y/o
For good luck!
190 cm
żołnierz kanadyjskich siły zbrojnych
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie przypominał sobie, kiedy ostatni raz ktoś mówił do niego z taką szczerością. Nie chodziło nawet o same słowa, bo te można było dobrać odpowiednio do sytuacji, złagodzić je albo wyostrzyć, żeby wywołać konkretną reakcję. Chodziło o sposób w jaki Ally je wypowiadała. Nie próbowała nim manipulować, nie zastawiała pułapki, z której miał wyjść z gotową deklaracją, nie stawiała go pod ścianą.
W jego głowie kolejny raz mimowolnie pojawił się obraz, którego wcale nie chciał oglądać. Wystarczył krótki błysk wyobraźni, by poczuć narastające napięcie gdzieś pod mostkiem. Nie chodziło nawet o samą fizyczność, znacznie trudniej było pogodzić się z myślą, że ktoś inny mógłby słuchać jej opowieści, śmiać się z tych samych absurdalnych historii, patrzeć na nią w sposób, który zarezerwował już dla siebie, choć przecież nigdy nie wypowiedział tego na głos.
Nie zauważył chwili, w której obecność Ally przestała być miłym dodatkiem do dnia, a zaczęła stawać się jego stałym elementem.
Przez dłuższą chwilę milczał, a z boku mogło to wyglądać, jakby zastanawiał się nad odpowiedzią, ale prawda była znacznie prostsza. Po raz pierwszy od bardzo dawna nie próbował znaleźć właściwych słów, chciał znaleźć te u c z c i w e. Różnica pomiędzy jednym a drugim okazywała się zaskakująco duża, zwłaszcza kiedy siedziała naprzeciwko kobieta, która właśnie oddała mu w ręce coś znacznie cenniejszego niż własne zaufanie. Oddała mu pewność, że nie będzie musiał zgadywać, co czuje. Nie zostawiła go z domysłami, nie zmusiła do czytania między wierszami. Powiedziała wszystko wprost i zasługiwała na dokładnie to samo.
- Najbardziej w tobie zaskakuje mnie to z jakim spokojem mówisz o takich rzeczach. Większość ludzi zostawia sobie drogę odwrotu, a Ty właśnie powiedziałaś, że nie chcesz żadnego innego faceta i nawet przez chwilę nie próbowałaś złagodzić tego żartem - na, kurwa, p i e r w s z e j randce. Uśmiechnął się pod nosem, bo jednocześnie go to bawiło i budziło w nim niesamowity podziw. On w życiu nie byłby tak odważny w kwestii międzyludzkich relacji ale to już chyba stało się jasne.
Odchylił się lekko na krześle, nie spuszczając z niej wzroku ani na moment. - Chcę znowu usłyszeć jak opowiadasz historię, która będzie tak absurdalna, że trudno mi będzie w nią uwierzyć. Chcę znaleźć kolejny pretekst, żeby pojawić się w warsztacie i przez następne dwadzieścia minut udawać, że naprawdę chodziło o samochód. Chcę zabrać cię na następną kolację i przestać zastanawiać się, czy mogę patrzeć na ciebie odrobinę dłużej niż wypada - na krótką chwilę zawiesił głos, po czym pokręcił lekko głową, jakby sam uśmiechnął się do własnych myśli. - Czy to będzie wystarczające? - resztę wolał zostawić w domyśle. Wiedział, że przy Ally Aldridge należało ważyć słowa, bo łapała się ich z zadziwiającą wprawą i tylko oczekiwała na moment, by je wykorzystać.
Nachylił się odrobinę nad stołem, a w jego oczach znowu pojawił się ten znajomy błysk. Nim odpowiedział, pokręcił głową w zaprzeczeniu. - Zapłacę dzisiaj, a potem zrobię wszystko, żebyś pozwoliła mi zapłacić również następnym razem - jego wzrok przeniósł się z jej oczu, prosto na pełne usta, które wciąż go k u s i ł y do tego stopnia, że tracił pieprzony rozum.

Ally Aldridge
diosmio
nuda i przesadna życioza
29 y/o
Welkom in Canada
175 cm
mechanik Morton Motors Inc.
Awatar użytkownika
half love, half regret, dressing up for Polaroids and cigarettes
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogła czekać - ale musiała wiedzieć na co.
Mogła być wyrozumiała - ale musiała wiedzieć po co.
Większość ludzi oceniała zachowanie - Ally próbowała dojść do motywacji. Zrozumieć intencje za czynami lub powściągliwością. Powody decyzji były dla niej ważniejsze, niż decyzje same w sobie. Bała się pytania o to i odpowiedzi których nie chciała słyszeć, ale to nie wystarczyło by ją zniechęcić do ciekawości. Drążyła mimo obaw. Działała wbrew wewnętrznej panice, że coś zostanie odebrane w inny sposób niż zamierzała. Nie chodziło jej o wygranie rozmowy, a dojście do jakiejś prawdy, na którą oboje w tym momencie mogli się zgodzić.
Nawet jeśli Reid nie dawał jej wszystkich informacji - co zauważała od początku i starała się szanować - zdawał się walczyć ze sobą. Nie z nią; nie z pociągiem do niej.
Ze swoim własnym obrazem tego co dobre i złe. Tłumił działania, ale nie emocje.
Dlatego mogła dać temu szansę - czymkolwiek na razie było - i zmusić się do cierpliwości znacznie wykraczającej poza jej standardowy poziom.
Z e r a. Ale to już Reid słusznie zaobserwował.
Nie mam nic do stracenia — wyjaśniła. Nie chciała wchodzić w szczegóły tego, jak źle układało się jej w życiu przez ostatnich parę lat. Johnny, Garry, zaostrzenie choroby - to były ciosy prosto w serce, które obecnie krwawiło powoli i boleśnie. Nie pokazywała tego teraz - znali się krótko, a Reida prosiła o wieczór zapomnienia. Wieczór śmiechu, miłości i życia, bo próbowała pożyczyć sobie jego życiowe motto. Niedopowiedzenie - w tym wypadku - musiało między nimi zawisnąć, gorzkim pytaniem: co gorszego mogłoby się jej stać?
Tak naprawdę nic.
Facet stwierdzający że jednak ma inne oczekiwania, nie chciałby być monogamiczny - to było n i c przy bólu, jaki towarzyszył Ally od miesięcy.
Zatem ryzykowała.
I to ryzyko się opłaciło, gdy jej mięśnie rozluźniły a ciało bezpiecznie zapadło w miękkim fotelu. Poczuła spokój - opuszczające ją pierwiastki napięcia wywołane zadanym pytaniem i lekki ból policzków od tego, ile razy uśmiechała się przy tym mężczyźnie.
Jesteś absolutnie nieznośny i niereformowalny — parsknęła. — Pokazujesz mi zachód słońca, trzymasz za rękę i opowiadasz o tym, że ciągle masz mnie za mało. To cholernie romantyczne. I wymagasz ode mnie - ode mnie, na litość boską! - że zachowam bezpieczny dystans? Reid! — może inne kobiety znalazłyby w sobie tę siłę, ale nie Ally. Ona rwała się do doświadczania świata, emocjonalną bliskość pieczętowała czułym dotykiem - a on jej tego zabraniał.
Miał prawo - tego nie kwestionowała. Ale musiała wnieść sprzeciw co do tego, jak trudno było jej się przy nim powstrzymać.
Zaśmiała się krótko, co przerwała kelnerka z daniem głównym. Aldridge uwielbiała jedzenie i nie zamierzała udawać nieśmiałej wobec makaronu - prawdopodobnie nie byłoby dla niej żadnym wyzwaniem, żeby zjeść swoją porcję, jego i jeszcze pół menu deserów.
Może więc powinien przemyśleć kwestie płacenia, bo dziewczę z apetytem doprowadzi go do bankructwa!
Już drugi raz obiecujesz mi „wszystko” — delikatnie, niewinnie i uroczo wypominała mu ten pusty czek, który jej wystawiał. Bardzo niebezpieczny ruch wobec takiej kobiety, ale zdawał się z tego obrotu spraw bardzo zadowolony. — Psujesz moje plany — skarżyła żartem. — Gdybym ja zapłaciła, przez następne tygodnie musiałbyś myśleć o mnie bez przerwy. Cały czas pamiętałbyś o tym, że musisz gdzieś mnie zaprosić jak tylko wrócę — jego zasadę można było łatwo obrócić na jej korzyść - wymienić na gwarancję, że honorowy Reid na pewno spotka się z nią po powrocie. Nie zniknie, nie zmieni numeru - nie zniósłby tego, że nie odwdzięczył się następnym wyjściem.
Ale to nic, bo dokładnie wiem co będziesz musiał zrobić, żebym pozwoliła zabrać się na drugą randkę — kłamała; nic już nie musiał robić, bo i tak się sprzedała ze swoim zainteresowaniem, a przekomarzanka stanowiła tylko miłe, zabawne tło dla tego wybitnego sosu, który - już wiedziała - będzie jej się śnił po nocach.
Zostaniesz dzisiaj u mnie.
Nie pytała.
Informowała.

gavin calloway
dallas major
AI
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”