ODPOWIEDZ
26 y/o
Welkom in Canada
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

11
Siedząc w pokoju, gapił się w ścianę i kręcił w kółko telefonem na biurku. Cały czas myślał o tym, co wydarzyło się u Elsy podczas ich ostatniego spotkania. Przyszedł do niej, otworzyli alkohol i po prostu zaczęli gadać, jak to zwykle robią przyjaciele. W pewnym momencie znowu zszedł na temat Gabrieli. Elsa miała już wyraźnie dość słuchania jego narzekań. Powiedziała mu wprost, bez owijania w bawełnę, że tamta go nie kocha i nic z tego nie będzie. Doradziła mu, żeby w końcu odpuścił, przestał ciągle do niej wzdychać i marnować czas, a zamiast tego zaczął szukać jakiejś innej dziewczyny, która odpowie na jego uczucia. Pamiętał, że pod wpływem tych słów i wypitego alkoholu coś w nim pękło. Zrozumiał, że przyjaciółka ma rację. Obiecał jej wtedy, że posłucha jej rady i zamknie ten temat raz na zawsze.
Szybko zdał sobie sprawę, że rzucił słowa na wiatr. Poległ na całej linii, a jego plan legł w gruzach, ale trzeba mu było oddać jedno – naprawdę się starał. Przez jakiś czas sumiennie unikał Gabrieli, tak jak przyrzekł Elsie. Kiedy ruda pisała albo czegoś chciała, nie rzucał wszystkiego i nie biegł do niej na każde zawołanie. Próbował żyć swoim życiem i trzymać dystans. Jednak rzeczywistość szybko zweryfikowała jego postanowienia, bo sprawy mocno się skomplikowały. Wystarczyła jedna przypadkowa sytuacja, której nie dało się przewidzieć ani ominąć, żeby cały ten plan szlag trafił. Znaleźli się w jednym miejscu na imprezie na basenie i oboje mocno przesadzili z alkoholem, który odebrał mu zdrowy rozsądek i kiedy zostali sami, hamulce całkowicie puściły i uprawiali seks.
Niedługo później w jego życiu pojawiła się Charly. Szybko okazało się, że jest zupełnie inna niż Gabi – spokojniejsza, zabawniejsza i po prostu cudowna. Przy niej nie musiał wiecznie o coś walczyć ani domyślać się, o co chodzi. Zaczął traktować ją poważnie. Poczucie winy po tym, co wydarzyło się na basenie, wciąż w nim siedziało, ale nowa relacja dała mu realną nadzieję na odcięcie się od przeszłości. Naprawdę zaangażował się w ten związek, licząc na to, że z Charly wyjdzie z tego coś stałego i normalnego na dłużej.
Cholernie pokłócił się z Gabrielą, kiedy dowiedziała się, że spotyka się z inną dziewczyną, a awantura była tak ostra, że rudowłosa całkowicie zerwała z nim kontakt i zablokowała jego numer, ale dwa dni potem, wpadli na siebie. Zrobiło się kurewsko niezręcznie, ale zamiast minąć się bez słowa, zaczęli rozmawiać. I to właśnie tam, Gabriela rzuciła bombę – powiedziała mu, że jest w ciąży. Stał jak wryty, a w głowie natychmiast zaczęły mu się mieszać daty. Pierwsza myśl, jaka go uderzyła, dotyczyła oczywiście nocy na basenie. Czuł, jak krew odpływa mu z twarzy, bo najgorsze w tym wszystkim nie było to, że Gabriela jest w ciąży, bo w środku wciąż cholernie ją kochał i ta wiadomość na jakiś chory sposób znowu połączyła go z nią. Prawdziwy cios nadszedł później, gdy wyłożyła karty na stół i okazało się, że nie był jedyny. Prócz niego na liście potencjalnych ojców było jeszcze czterech innych facetów. To zabolało najbardziej. Świadomość, że Gabriela bzykała się w tamtym okresie z tyloma facetami, kompletnie go zdruzgotała i czuł tylko upokorzenie i wściekłość. Wygarnął jej co myśli, a chwilę potem pobiegł ją przepraszać...
A teraz wszedł do salonu Elsy, by zmyła mu głowę, bo na to zasłużył. Był kompletnym idiotą, debilem do kwadratu, który myśli chujem, a nie mózgiem.
Jestem absolutnym debilem – powiedział, kręcąc z niedowierzaniem głową. – Po prostu jebanym, podręcznikowym idiotą - rzucał wyzwiska pod swoim adresem, wdzięczny, że akurat nie miała żadnej klientki.

Elsa Eriksen
pączek
nie lubię przejmowania kontroli nad moją postacią i braku dynamiki oraz rozwoju wątków, w każdej innej kwestii się dogadamy
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

To nie tak, że miała go dosyć. Naprawdę jej na nim zależało i bardzo chciała, aby wreszcie poszedł do przodu, przestał się oglądać za siebie i po prostu żył. Tamtego wieczoru przyszedł do niej w takim stanie… nie chciałaby nigdy więcej go takiego oglądać. I może momentami była dla niego zbyt szorstka i bezpośrednia, ale coś jej podpowiadało, że tylko w ten sposób mogła jakkolwiek do niego dotrzeć. Nie głaskaniem po główce – co oczywiście uczyniła, bo nic tak dobrze nie działa na rozszarpane nerwy jak masaż głowy i zabawa włosami – nie słodkimi słówkami, a właśnie bolesną, twardą prawdą. Nawet nie żałowała, że przyrównała go do szczeniaczka biegnącego za Gabi z wywieszonym jęzorem i merdającym ogonkiem, gdy ta tylko na niego spojrzała. Jeśli to był jedyny sposób, aby wreszcie przejrzał na oczy i zrozumiał jak się zachowywał to była gotowa na powtórkę.
I chyba podziałało, ponieważ kilka dni później dostała od niego wiadomość, że poznał dziewczynę. Najwyraźniej ograniczanie kontaktu z rudowłosą dobrze wpływało na jego psychikę i ogólną aparycję skoro jakaś nieznajoma sama go zaczepiła – to że ustami to inna sprawa – ale że i on nie uciekł tylko chciał ją bliżej poznać! Widząc te smsy od przyjaciela, mimo że sama była w nienajlepszej formie psychicznej, uśmiechała się szczerze do ekranu telefonu, wyobrażając sobie jak Noe sam się szczerzy, gdy tylko myślał o Charly. Zwłaszcza, kiedy go uświadomiła jak blisko siebie mogli mieszkać… czuła się trochę jak taki kolorowy kupidynek.
Ale u niej też się wiele działo. Poza – na szczęście – fałszywym alarmem ciąży pojawiła się propozycja wyjazdu do Włoch. Trzy tygodnie w czterech miastach. Praca przy pokazach mody najnowszej kolekcji domu mody Eclaté , gdzie miała być jedyną stylistką włosów i zajmować się fryzurami każdej z modelek. Brzmiało jak spełnienie najśmielszych marzeń. I choć regularnie brała udział w pokazach w Toronto i najbliższej okolicy tak Europa? Po otrzymaniu telefonu, a potem maila z przykładową treścią umowy, szczypała się jeszcze przez dobrych kilka minut, aby mieć pewność, że to wszystko na pewno jej się nie śniło.
I nie śniło.
Dlatego całymi dniami chodziła mocno pobudzona, rozmawiając głównie o Włoszech – o zabytkach, o jedzeniu, o winie, zwyczajach… Dante z pewnością kilkukrotnie myślał nad urwaniem jej języka, a klientki przeklinały się, że zapomniały zabrać słuchawek do usznych z domu. Ale czy ktoś mógł ją obwiniać za to, że była szczęśliwa? Że spełniała swoje dziecięce marzenia? Bo skoro póki co mogła zapomnieć o zakładaniu rodziny to pozostało jej chociaż realizować się zawodowo. A co jak co, na tej konkretnej płaszczyźnie, Elsa Eriksen nie brała jeńców i robiła wszystko na sto procent swoich możliwości, a kiedy było trzeba – dorzucała kolejne dwadzieścia.
Tego dnia uwinęła się naprawdę szybko ze swoimi klientkami, więc podczas dwugodzinnego okienka na spokojnie przeglądała swój magazyn i zapisywała nazwy produktów, które powinna zamówić do następnej dostawy. Zdarzało się, że przychodzili do niej ludzie z ulicy – głównie mężczyźni – i pytali się czy mogłaby ich na szybko ostrzyc bez zapisywania, więc nie zdziwiła się, słysząc skrzypnięcie drzwi. Uniosła więc głowę znad swoich notatek, aby powitać klienta swoim promiennym uśmiechem, kiedy to jej wzrok napotkał Noe. I to nie był szczęśliwy Noe, który właśnie wrócił z randki ze śniadaniem.
– Oho… dobrze się zaczyna – odparła, marszcząc lekko nos. Zamknęła zaraz zeszyt, odkładając go na miejsce, po czym wyszła zza blatu swojej małej recepcji i podeszła do przyjaciela, krzyżując ramiona pod biustem.
– To co zrobiłeś panie debilu i podręcznikowy idioto? Coś z Charly? – zapytała spokojnie, po chwili otwierając szeroko oczy. – Nie mów mi, że… że podczas seksu wyjęczałeś imię rudej… te słowa nie mogły jej przejść przez usta, więc pozwoliła, aby niedokończone zdanie zawisło między nimi.


Noe Villeneuve-Scott
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
26 y/o
Welkom in Canada
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Doskonale pamiętał tamten wieczór, kiedy przyszedł do niej kompletnie rozbity. Sam nie chciałby nigdy więcej widzieć siebie w takim stanie, a co dopiero fundować taki widok komuś bliskiemu. Elsa była wtedy ostra, fakt. Walnęła go prosto w twarz bolesną prawdą i nie bawiła się w żadne słodkie słówka. Noe musiał w duchu przyznać, że to porównanie do szczeniaczka, który biega za Gabrielą, cholernie go zabolało. To było upokarzające, ale jednocześnie cholernie trafne. Właśnie tak się zachowywał. Stojąc teraz naprzeciwko niej, czuł ogromny wstyd, że mimo tamtej lekcji i tak wszystko koncertowo spieprzył.
Poczuł, jak bardzo samolubny był przez te ostatnie tygodnie. Tkwił po uszy w bagnie, zupełnie nie rejestrując, że w jej życiu działy się właśnie rzeczy przełomowe. Przecież u niej też był ostatnio totalny rollercoaster. Najpierw ten stres z ciążą – na szczęście okazał się fałszywym alarmem, ale Noe pamiętał, ile ich to kosztowało nerwów, a potem bomba z Włochami. Trzy tygodnie, cztery różne miasta i praca przy pokazach najnowszej kolekcji domu mody. Wiedział, ile to dla niej znaczyło i była w tym świetna, ale Europa? To była zupełnie inna liga, spełnienie marzeń, a on, zamiast świętować jej sukces, znowu siedział przed nią jako żywy dowód na to, że nie potrafi utrzymać porządku we własnym życiu. Poczuł potworne wyrzuty sumienia, że zamiast pytać o Włochy i pakowanie walizek, obarcza ją kolejnym dramatem z Gabrielą.
Odprowadził wzrokiem zamykany zeszyt i patrzył, jak Elsa odchodzi od recepcji. Kiedy stanęła przed nim z założonymi rękami, poczuł się jeszcze mniejszy niż sekundę wcześniej. Ta jej mina i zmarszczony nos mówiły wszystko – wiedziała, że zaraz usłyszy coś, co jej się bardzo nie spodoba.
Wiem, jak to brzmi – zaczął cicho, siadając na jakimś krześle i uciekając wzrokiem gdzieś w bok. – I wiem, co mi zaraz powiesz. Masz pełne prawo znowu nazwać mnie idiotą, bo sam czuję się jak ostatni kretyn. - Przetarł dłonią kark, próbując znaleźć odpowiednie słowa, żeby wykrztusić z siebie resztę, ale gardło kompletnie mu się ścisnęło. Spojrzał na nią na moment, po czym znowu spuścił głowę. – Chodzi o Gabrielę i o to, co się stało. Spieprzyłem sprawę na całej linii. Zrobiłem dokładnie to, przed czym mnie ostrzegałaś – wyrzucił z siebie pospiesznie, a jego głos na moment drgnął. – Z Charly wszystko w porządku. To znaczy... nic jej nie powiedziałem, ale to nie o to chodzi. - Opadł ciężko na oparcie krzesła, a cała energia z niego uleciała. Schował na chwilę twarz w dłoniach, po czym spojrzał na przyjaciółkę zrezygnowany. Wiedział, że wersja wydarzeń, którą zaraz jej przedstawi, jest w gruncie rzeczy jeszcze gorsza. – Trzy dni po naszej rozmowie... spotkałem Gabrielę na imprezie. Unikałem jej naprawdę, w ogóle jej tam miało nie być, ale nasi znajomi chyba to ustawili, bo jednak przyszła. Oboje byliśmy kompletnie pijani i wylądowaliśmy razem na basenie. Uprawialiśmy seks.
Słowa o basenie i nocy z Gabrielą zawisły w powietrzu i Noe od razu pożałował, że w ogóle je na głos wypowiedział. W głowie natychmiast odpaliła mu się lawina myśli, w których sam siebie biczował za to, co zrobił. Zdał sobie sprawę, że słowo spieprzyłem to było zdecydowanie za mało. Zawiódł przyjaciółkę na całej linii i to bolało go teraz najbardziej. Przypomniał sobie, ile czasu i energii poświęciła mu tamtego wieczoru w swoim domu, jak próbowała wybić mu z głowy tę chorą obsesję i jak bardzo zależało jej na tym, żeby w końcu zaczął żyć normalnie. Dał jej wtedy słowo, obiecał to przy alkoholu, a potem przy pierwszej lepszej okazji, rzucił te zapewnienia w błoto. A najgorsze było to, że to nie był koniec, bo ta noc na basenie była zaledwie początkiem lawiny. Pomyślał o tym, w jak potworne bagno się wpakował i jak głęboko w tym momencie tonął. Z jednej strony była cudowna Charly, którą traktował poważnie i którą teraz perfidnie oszukiwał, a z drugiej strony Gabriela, awantura, spotkanie w psim parku, informacja o ciąży i czterech innych facetach, którzy też mogli być ojcami, sprawiała, że ta cała sytuacja wyglądała jak jakiś patologiczny żart.
- Ona jest w ciąży - wydukał na koniec i popatrzył na przyjaciółkę żałosnym wzrokiem. Siedział przed nią, czując totalne upokorzenie. Chciał, żeby pomogła mu to ogarnąć, ale patrząc na nią, docierało do niego, że sam wpakował się w bagno na własne życzenie, z którego prawdopodobnie nie da się już wyjść bez zranienia każdego wokół.
Elsa Eriksen
pączek
nie lubię przejmowania kontroli nad moją postacią i braku dynamiki oraz rozwoju wątków, w każdej innej kwestii się dogadamy
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Oczywiście, że chciała się cieszyć swoim wyjazdem. I robiła to — w domu, między klientkami, przeglądając internetowe przewodniki miast, w których miała pracować, i które zamierzała zwiedzać z Dante, gdy tylko znalazłaby wolną chwilę między modelkami. Specjalnie uczyła się też najważniejszych włoskich zwrotów, póki co potrafiąc jedynie zamówić kieliszek wina… tak jakby to było najważniejsze w całej tej wycieczce. Nie żeby Elsa raczej stroniła od alkoholu… gdzie tam…
Ale starała się nikomu nie narzucać jakoś bardzo swojego szczęścia — Noe i dziewczyny wiedzieli o wyjeździe i tyle. Nie bombardowała ich włoskimi shortami i tiktokami, pozwalając im żyć swoim życiem. Tylko biedny Levasseur dostawał wobec tego podwójną dawkę jej ekscytacji, słuchając, oglądając i czytając wszystko, co tylko Elsa przynosiła mu na srebrnej tacy.
I może gdyby Scott przyszedł do niej tak po prostu i sam zapytał, zagadał to i jego wciągnęłaby w ten świat pełen włoskiego słońca i tego subtelnego podniecenia, które tliło się w jej kolorowej łepetynie od dłuższego czasu. Jednakże widząc jego minę, to jak siada na krześle i ucieka wzrokiem, byle tylko na nią nie spojrzeć… nie, to nie był czas na świętowanie jej sukcesu.
Patrzyła na niego uważnie, nie zbliżając i nie wtrącając się. Chciała, żeby powiedział jej wszystko, co właśnie leżało mu na wątrobie, wszystko z czym do niej przyszedł. Bała się, że jeśli wtrąciłaby go z rytmu jakimś swoim słowem to mogłaby nie uzyskać drugiej szansy na usłyszenie tego całego emocjonalnego bagna, w które władował się Noe.
Zamrugała zdezorientowana, kiedy wspomniał, że zrobił kompletnie na odwrót niż radziła mu ostatnim razem. Dlatego też zapytała o Charly. Była w końcu pewna, że między nią a chłopakiem układało się nienajgorzej. Skąd więc…
— Okej… czyli najpierw seks z Gabrielą. Potem poznanie Charly… taką kolejność mogę zaakceptować — odparła spokojnie i usiadła na swoim obrotowym krzesełku — z którego korzystała pod koniec dnia, kiedy już ból pleców nie pozwalał jej na stojącą pracę — i podjechała na nim do Noe, wydając z siebie nieco dziennie Weeeee~ i niemalże na niego nie wpadając.
— Ale w basenie czy wyszliście z wody? To dosyć istotne, bo możliwe, że muszę zmienić miejscówkę na treningi… bo gdy będę wchodzić do wody to będę miała wasz obraz przed oczami… — powiedziała spokojnie z lekkim uśmiechem na ustach. Widziała, że Noe już sam się biczował, więc nie chciała mu bardziej dokładać. W końcu, nie przyszedł do niej o kolejną dawkę opierdzielu, a po wsparcie. I już miała mu go udzielić, mówiąc, że to jeszcze nie koniec świata, że przecież nie liczyła na to, że od razu przestanie rozmyślać o swojej obsesyjnej miłości i że przecież w końcu poznał Charly, więc będzie tylko lepiej, ale… prawdziwa bomba została na nią zrzucona po chwili.
W ciąży.
Gabriela była w ciąży.
Poczuła nieprzyjemny ścisk pod żebrami i to tak mocny, że ledwo mogła przełknąć ślinę. Nie rozumiała dlaczego ta informacja aż tak ją dotknęła, bo przecież… sama nie chciała być matką, prawda? Tak mu powiedziała. Razem z Dante podjęli wspólną decyzję, że nie będą mieli dzieci i to było w porządku. W takim razie dlaczego…
— To… to twoje dziecko? — wymamrotała, po chwili zakrywając usta drżącą dłonią. Znowu powiedziała coś szybciej niż pomyślała. — Nie, przepraszam. Nie powinnam… nie mam prawa do takich insynuacji, wybacz — dodała pospiesznie, próbując się zreflektować. Nie znała jej za dobrze, więc takie teksty były z jej strony po prostu bezczelne. Przecież Noe nie przyszedłby do niej, gdyby ojcem miał być chociażby William, którego imię podobno rudowłosa wyjęczała podczas ich stosunku w aucie. A może właśnie dlatego przyszedł? Dlatego, żeby wypłakać się, że ta znów wybrała innego? I to do tego stopnia, że zamierzała z nim zbudować rodzinę?

Noe Villeneuve-Scott
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
26 y/o
Welkom in Canada
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Noe patrzył na Elsę, próbując wyczytać z jej twarzy cokolwiek, ale jego własne poczucie winy skutecznie zagłuszało wszystko inne. Docierało do niego, jak bardzo egoistycznie się zachował, przychodząc tutaj i obarczając ją swoimi problemami, podczas gdy ona w momencie, kiedy ona miała myślała o zupełnie innych rzeczach. Wiedział przecież, jak jarała się tym wyjazdem. Choć teraz stała przed nim poważna i skupiona na jego problemach, domyślał się, że jeszcze parę godzin temu jej głowę zajmowało planowanie podróży. Wyobrażał sobie, jak w wolnych chwilach między klientkami w salonie albo wieczorami w domu wertowała internetowe przewodniki po włoskich miastach, planując każdą wolną minutę, którą uda jej się uszczknąć między czesaniem modelek a pokazami. No i Dante – przecież mieli tam być razem, zwiedzać, chłonąć ten klimat, kiedy tylko praca jej na to pozwoli. To wszystko było tak ekscytujące, a on, zamiast pozwolić jej cieszyć tym sukcesem razem z nią, pakowaniem walizek, znowu wciągał ją w swoje życiowe szambo. Poczuł wstyd, że zepsuł jej tak radosny czas swoimi błędami.
Mój błąd, kompletnie pomieszałem osie czasu i wszystko pokręciłem. Przepraszam, już to prostuję i wracam na właściwe tory – z zachowaniem idealnej kolejności, którą Elsa przecież sama głośno ustaliła.
Odruchowo złapał za krawędzie krzesła, żeby zamortyzować uderzenie, a na jego twarzy po raz pierwszy od dłuższego czasu pojawił się cień uśmiechu. To Weeeee w środku tego dramatu było tak bardzo w jej stylu, że poczuł ulgę, jednak gdy usłyszał podsumowanie, uśmiech zniknął mu z twarzy.
Tak, kolejność się zgadza. Najpierw była noc z Gabrielą, a dopiero potem, na szczęście, poznałem Charly... – wymruczał, przecierając twarz dłońmi. – I z Charly wszystko jestem szczery, nie zrobiłem niczego za jej plecami, przysięgam, tylko, że to wcale nie ratuje sytuacji.
Najpierw zamarł, kompletnie zaskoczony jej pytaniem o dokładną lokalizację w basenie. W jego głowie na ułamek sekundy naprawdę zaczęły obracać się trybiki, próbujące odtworzyć tamtą noc, zanim zorientował się, że Elsa próbuje po prostu rozładować atmosferę. Miał ochotę podziękować jej w duchu za to, że nie zaczęła od razu krzyczeć, ale uśmiech, który na moment przemknął przez jego twarz, natychmiast zgasł. Druga część jego wypowiedzi uderzyła w pomieszczenie z siłą taranu.
Na jednym z leżaków... po tym jak wpadła do wody i prawie utonęła – wykrztusił w końcu cicho, wracając do jej pytania, choć oboje wiedzieli, że to już teraz najmniej istotny szczegół. – Ale Elsa... słyszałaś, co powiedziałem? Ona jest w ciąży.
Siedział nieruchomo i patrzył na przyjaciółkę. W jego własnej głowie wciąż kręciło się tylko jedno: Gabriela była w ciąży. Ta informacja totalnie go przerosła i zwyczajnie się bał tego, co będzie dalej. Zauważył, że Elsa dziwnie zareagowała, ale był zbyt skupiony na swoim strachu, żeby głębiej się nad tym zastanawiać. Myślał, że przyjaciółka milczy, bo jest w szoku albo zastanawia się, co mu odpowiedzieć. Zrobił coś niewybaczalnie głupiego i teraz musiał zmierzyć się z konsekwencjami własnej nieodpowiedzialności.
Nie, nie przepraszaj – odezwał się szybko, machając nerwowo ręką. – Masz pełne prawo pytać, bo sytuacja jest tak pojebana, że żadne pytanie nie jest teraz bezczelne. Nie masz za co przepraszać, serio. - Oparł łokcie o kolana i na moment schował twarz w dłoniach, po czym znów na nią spojrzał. – Pytałaś, czy to moje dziecko... Szczerze? Sam chciałbym to wiedzieć, ale prawda jest taka, że w tym momencie nikt tego nie wie. Nawet ona i to wcale nie jest tak, jak myślisz, że przyszedłem się tu wypłakać, bo ona znowu wybrała kogoś innego i chce z nim zakładać rodzinę. -Przetarł twarz, patrząc na blondynkę z kompletną bezsilnością w oczach. – Sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Gabriela powiedziała mi prosto w twarz, że jest kilku kandydatów na ojca. A dokładniej... oprócz mnie jest jeszcze czterech innych facetów, z którymi wtedy sypiała w tym samym czasie. Po prostu zaliczyła wpadkę i teraz sama nie wie, z kim.
Przestał mówić i przeniósł wzrok na podłogę. W jego głowie natychmiast pojawił się obraz Charly. Świadomość, że ona o niczym nie wie, była w tym momencie najgorszym uczuciem. Pomyślał o tym, jaka była nieświadoma tego gówna. Kiedy on siedział tu i roztrząsał sprawę ciąży Gabrieli, Charly prawdopodobnie zajmowała się swoimi sprawami, nie mając pojęcia, że nad jej nowym związkiem właśnie zebrały się tak czarne chmury. Przecież między nimi wszystko dopiero się zaczynało, budowali coś fajnego, a on mógł to zniszczyć w sekundę. Zaczął się zastanawiać, jak ma teraz przed nią stawać, rozmawiać i udawać, że wszystko jest w porządku. Bał się momentu, w którym będzie musiał jej o tym powiedzieć. Jak miał wytłumaczyć dziewczynie, z którą chciał być na poważnie, że zaledwie kilka dni przed ich poznaniem wpakował się w taką historię?
- Nie wiem jak i czy mam o tym powiedzieć Charly... - wydukał jeszcze, podnosząc ponownie spojrzenie na swoją najlepszą przyjaciółkę.
Elsa Eriksen
pączek
nie lubię przejmowania kontroli nad moją postacią i braku dynamiki oraz rozwoju wątków, w każdej innej kwestii się dogadamy
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Nie myślała w tej chwili o wyjeździe. Mimo że jeszcze sekundę przed pojawieniem się Noe mózg Norweżki skupiał się tylko na Florencji – z małymi przerwami na kosmetyki, które powoli kończyły się w jej asortymencie – jako pierwszym punkcie, do której mieli się udać podczas tej trzytygodniowej wyprawy, tak kiedy przyjaciel przekroczył próg salony z tym kwiecistym i jakże bogatym zasobem słów, skupiła się tylko na nim. Tak jakby wystarczyło w głowie przekręcić jakąś wajchę, a ona momentalnie zmieniała swoje priorytety, ale… ona tak miała od zawsze. Może to przez fakt, że nie należała do osób, które potrafiły robić milion rzeczy naraz. Jej myśli zawsze układały się w prostą kolejność – jedna po drugiej, nigdy obok siebie. Dlatego gdy pojawiał się ktoś ważniejszy od planów, kosmetyków czy list rzeczy do spakowania, wszystko inne cichło – tak po prostu. Nie z braku odpowiedzialności, a dlatego, że właśnie tak funkcjonował jej mózg – w pełnym skupieniu, oddając całą uwagę temu, co w danej chwili uznał za najistotniejsze. A ciężko było z nim dyskutować i nie zgodzić się w kwestii, że to Noe był w tym momencie najważniejszy.
Posłała mus szeroki uśmiech, kiedy złapał za jej krzesło, chcąc tym samym zapobiec epickiej glebie, którą z pewnością by zaliczyła, gdyby nie jego pomoc. I ten sam uśmiech pozostał na jej ustach, gdy potwierdził jej słowa, że przespanie się z Gabi miało miejsce przed poznaniem Charly. Bo to był dla niej bardzo istotny szczegół. Przecież pamiętała jak pisał, że poznał naprawdę super dziewczynę, że była prześliczna – chyba nawet użył stwierdzenia, że była równie śliczna co Elsa – i dobrze się czuł w jej towarzystwie. Dlatego gdyby ten seks na basenie miałby się odbyć już po tych spotkaniach i randce, to musiałaby dość mocno zdzielić go w łeb i użyć zdecydowanie ostrzejszych słów od samego „pieska”. Najprawdopodobniej te określenia, którymi Noe sam się nazwał, wchodząc do jej salonu byłyby niewystarczającymi w zaistniałej sytuacji.
– Tak, słyszałam, nie jestem głucha… – Westchnęła cicho, przymykając przy tym oczy. – Ten miesiąc okazuje się być dosyć… płodny. Wiesz, że w tym tygodniu miałam już pięć ciężarnych klientek? A mamy dopiero środę – odparła, starając się ponownie jakoś rozluźnić atmosferę, chociaż i ją to wiele kosztowało. W końcu nie tak dawno sama pisała do niego, że chyba chciałaby zostać mamą, ale tylko pod warunkiem, że Dante miałby być ojcem tego maleństwa. A że jego rodzicielstwo przerażało i przerastało… musiała się zadowolić byciem mamą dla dwóch psów – jeszcze dosyć młodego Murphy’ego z psim ADHD oraz Olive, spokojną, dostojną suczką, która jednak potrafiła zrobić z siebie prawdziwą królowe dramatów.
Zamrugała zdezorientowana, słysząc, że Noe nie wiedział czy był ojcem tego nienarodzonego dziecka. Ale jeszcze bardziej zaskoczył ją to, że i sama przyszła mama nie była pewna, zwłaszcza, że kandydatów było łącznie… pięciu. I oczywiście, była ostatnią osobą do zaglądania komuś do łóżka, bo przecież seks jako jedna z podstawowych potrzeb człowieka, zaliczana do tych fizjologicznych, musiała być zaspokajana, ale… wydawało jej się, że brak zabezpieczenia przy nie posiadaniu stałego partnera to największy debilizm na jaki było stać człowieka – zarówno ze strony kobiety jak i mężczyzny. Bo jak to co się wydarzyło między nimi to jeszcze można było usprawiedliwić alkoholem i narkotykami, a w takim stanie raczej człowiek nie myślał zbyt trzeźwo to co z pozostałą czwórką? Seks z nimi też był pod wpływem każdej z tych osób? Bo nie chodzi tylko i wyłącznie o ciążę, bo oczywiście kobieta może brać tabletki, facet pójść pod nóż i poddać się wazektomii, ale co z chorobami? Przecież nikt jej nie wmówi, że zanim się z nimi przespała to każdy przedstawił jej swoją kartę medycznę.
– Gdybyś ją zdradził to właśnie bym cię ciągnęła za włosy pod jej dom, rzuciła na wycieraczkę i dopilnowała, żebyś powiedział wszystko. Po drodze jeszcze podrzuciłabym ci kilka bardziej adekwatnych określeń jakimi mógłbyś się nazwać, patrząc jej prosto w oczy… – powiedziała już zdecydowanie poważniejszym tonem głosu. Ewidentnie przeszła jej ochota na żarty. Zresztą, sprawa była zbyt poważna, aby kontynuować śmieszkowanie sobie. Chociaż cudem się ugryzła w język, żeby nie stwierdzić, że rudowłosa miała strasznego pecha, że aż cztery razy pękła jej guma…
– Ale skoro to się stało zanim się w ogóle spotkaliście… chyba że… – mruknęła, marszcząc lekko brwi. – Noe… co jeśli jesteś ojcem? Co zamierzasz? Jak planujesz uciec to od razu mówię, że ci się to nie uda, bo prędzej cię do grzejnika przywiążę. Ale wiem, że tego nie zrobisz. Tylko właśnie zastanawiam się czy będziecie próbowali bawić się w dom? Spróbować założyć szczęśliwą rodzinkę? Dla dziecka? – I tutaj jej opinia mogła należeć do tych najbardziej kontrowersyjnych, ale uważała, że budowanie obrazu szczęśliwej rodzinki dla dobra dziecka to był totalny bullshit. Dziecko nie mogło być szczęśliwe jeśli rodzice nie byli szczęśliwi. I można było udawać miesiąc, dwa, rok… ale nie całe życie. Patchworkowe rodziny istniały i miały się naprawdę dobrze dlatego ostatnie co by komukolwiek doradziła do tkwienie w relacji dla dobra potomstwa.

Noe Villeneuve-Scott
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
26 y/o
Welkom in Canada
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ten szeroki uśmiech Elsy, kiedy ratował ją przed upadkiem z krzesła, podziałał na niego uspokajająco. W głowie Noego panował teraz totalny mętlik – strach, wstydu i zwykły smutek, a obecność przyjaciółki w jakimś stopniu pomagała mu utrzymać pion. Ta jej zdolność do skupienia się na drugiej osobie, ta niesamowita uważność, to coś, za co cenił ją najbardziej na świecie. Wiedział, że dla niej w tej chwili podróż do Włoch przestała istnieć i liczył się tylko on. To było pocieszające i jednocześnie przytłaczające, bo czuł, jak bardzo ją zawodzi swoją głupotą.
Kiedy wspomniała o tych pięciu ciężarnych klientkach i o tym, że mamy dopiero środę, spróbował się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego pewnie jakiś żałosny, wymuszony grymas. Czysta ironia losu. Jeszcze niedawno sama panikowała, że może być w ciąży, bo spóźnił jej się okres, a teraz on, Villenueve-Scott, facet, który nigdy nawet wcześniej nie myślał o stabilizacji, stał przed perspektywą ojcostwa. Życie potrafiło rozdać karty w najbardziej niesprawiedliwy i złośliwy sposób. Czuł, że robi mu się niedobrze, a w głowie miał tylko jedno pytanie: jak mógł doprowadzić do czegoś takiego?
Kiedy zaczęła mówić o ciągnięciu go za włosy pod dom Charly, rzucaniu na wycieraczkę i dopilnowaniu, żeby powiedział jej wszystko prosto w oczy, miał ochotę się zaśmiać, ale coś go powstrzymało. Charly była jego obecną dziewczyną i naprawdę zależało mu na tym związku. Gdyby ten seks odbył się kiedy był z Charly, Elsa pewnie spełniłaby swoją obietnicę bez mrugnięcia okiem. Na szczęście to stało się wcześniej, zanim Charly w ogóle pojawiła się w jego życiu. To był jedyny plus tej sytuacji. Mierzwił włosy ręką, bo kompletnie nie wiedział, co zrobić z dłońmi. Opadł na krzesło i spojrzał jej prosto w oczy.
- Nie musisz mnie przywiązywać do żadnego grzejnika - powiedział cicho, a jego głos był poważny, pozbawiony zwyczajnej wesołości. - Nie jestem gnojem i nie zamierzam zwiać. Serio, możesz mi wierzyć albo nie, ale nie zostawię po sobie takiego syfu i nie udam, że temat nie istnieje. Cokolwiek by się nie działo, wezmę to na klatę. Jeśli zrobimy testy i okaże się, że to dziecko jest moje, to będę płacił alimenty, pomogę kupić wózek i wszystko, co będzie trzeba. Będę z nim spędzał czas, angażował się i dbał o to, żeby miało normalnego ojca. Zrobię wszystko, żeby niczego mu w życiu nie brakowało, obiecuję, ale masz stuprocentową rację w tej drugiej kwestii. Nie mam zamiaru udawać z Gabi, że jesteśmy parą i budować sztucznej rodziny.
Wstał gwałtownie z krzesła, bo nosiło go od środka. Musiał chodzić, żeby jakoś okiełznać myśli, które galopowały w jego głowie jak szalone. Zaczął wolno krążyć po salonie, gestykulując przy tym nerwowo.
Udawanie rodzinki dla dobra dziecka to według mnie największy błąd, jaki dorośli ludzie mogą zrobić. Oboje dobrze wiemy, jak to wygląda. A skoro prócz mnie bzykała się potem z czterema innymi facetami, to jasno pokazuje, ile to dla niej znaczyło. Jeśli okaże się, że to moje, to po prostu usiądziemy z rudą i porozmawiamy jak dorośli, odpowiedzialni ludzie. Wiesz, powiedziała mi, że chce spróbować, jak to jest być w związku, poprosiła mnie o opisanie bycia z kimś, rozumiesz? A gdy jej to wyjaśniłem, powiedziała, że byłaby skłonna prowadzić taki związek, ale otwarty. Mamy zupełnie inne poglądy na życie, nie dogadamy się w tej kwestii.
Zatrzymał się przy oknie, opierając czoło o chłodną szybę, bo czuł, że brakuje mu powietrza. Kwestia Gabi i dziecka to jedno, ale istniał jeszcze jeden problem, który męczył go w tym momencie najbardziej. Odwrócił się z powrotem do niebieskowłosej, a w jego spojrzeniu pojawił się smutek.
- Ale... jest jeszcze Charly. W końcu zacząłem układać sobie życie z kimś, komu na mnie zależy. I co ja mam jej teraz powiedzieć? Cześć kochanie, ale zanim cię poznałem, przespałem się z moją przyjaciółką, w której zresztą się kochałem. Ona jest teraz w ciąży, ja mogę być ojcem, ale ona sama nie wie, bo miała jeszcze czterech innych gości? Przecież to brzmi jak jakiś chory żart! Straci do mnie zaufanie. Pomyśli, że jestem nieodpowiedzialnym idiotą, który pakuje się w dziwne sytuacje. Boję się, że ją stracę. Naprawdę się boję, że ona po prostu odejdzie. - Z powrotem usiadł na krześle i schował twarz w dłoniach. Ta sytuacja przerosła go w każdy możliwy sposób. Nie wiedział, co ma robić, ani co ma mówić.
- Powiedz mi, że to jest jakiś koszmar - wymamrotał cicho, zniżając głos prawie do szeptu. - Chciałbym po prostu obudzić się i wrócić do momentu, w którym jedynym zmartwieniem było to, gdzie zabrać Charly na randę. Błagam cię, powiedz mi, że jakoś to rozwiążemy, bo sam już nie wiem, co mam robić. Czuję, że zaraz oszaleję.
Elsa Eriksen
pączek
nie lubię przejmowania kontroli nad moją postacią i braku dynamiki oraz rozwoju wątków, w każdej innej kwestii się dogadamy
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Na jej ustach zagościł delikatny uśmiech, kiedy Noe wspomniał, że nie zamierzał uciekać od odpowiedzialności i zająć się dzieckiem jeśli to okazałoby się jego. Uspokoił ją. Naprawdę się cieszyła, że był tego typu facetem. Oczywiście, że się bał. To nie było nic złego! Bardziej by się martwiła, gdyby właśnie przyjął tę wiadomość nad wyraz spokojnie i z pełnym luzem. Wówczas najprawdopodobniej myślałaby o wysłaniu go na terapię, bo to by oznaczało, że nadal żył marzeniem, że on i Gabriela kiedyś będą razem, i że może dziecko by do tego doprowadziło. A to z kolei by oznaczało, że nie brał Charly i związku z nią na poważnie. Uważała się za dobrą przyjaciółkę, a w obowiązku dobrych przyjaciółek leżało zdzielenie go po mordzie, gdyby postanowił jednak dać nogę. Zresztą… nie tak dawno rozmawiali o potencjalnej ciąży Elsy. O tym, że chyba chciałaby zostać matką, ale że podobnych pragnień nie mogła dzielić z Dante, więc po prostu odpuszczała. Tak. Po prostu dawała sobie spokój z wymarzonym macierzyństwem na rzecz chłopaka, który już raz dał nogę i szczerze się obawiała, że gdyby zaszła w ciążę to zrobiłby to ponownie, bo przecież dał jej jasno do zrozumienia, że nie nadawał się na ojca i nie chciał żadnego bombelka.
— Porozmawiacie jak odpowiedzialni ludzie… to na pewno lepiej późno niż wcale. Ech, Noe, nie zrozum mnie źle, ale w tym waszym duecie przynajmniej jedna osoba z tą rzekomą odpowiedzialnością to się mocno minęła. — Westchnęła ciężko, zdając sobie sprawę, że jej słowa mogły zabrzmieć trochę wrednie, ale nie miała pomysłu jak ująć swoje myśli nieco delikatniej. Widziała jak się czuł i z jednej strony nie chciała mu bardziej dokładać, ale z drugiej… ktoś chyba musiał mu wyjaśnić pewne kwestie, nawet jeśli miało być to zrobiono szorstko i dosadnie. Zresztą, sam do niej przyszedł i to raczej nie po to, aby stanęła nad nim i tylko klepała po pleckach, bo jeśli tak… to najwyraźniej pomylił salony fryzjerskie.
— Ale naprawdę się cieszę, że masz takie podejście. Serio. Tak sobie myślę, że byłbyś świetnym ojcem, zwłaszcza, że mieszkasz obok najlepszej cioci na świecie! — odparła z promiennym uśmiechem, wskazując dłońmi w dosyć ostentacyjny sposób na samą siebie. No bo chyba nie myślał, że ta się od niego odwróci i zakończy ich znajomość? I czy to byłoby bardzo samolubne, jakby całą miłość, którą mogłaby podarować swojemu dziecko przelała na pociechę Noego?
Ech… jak bardzo żałosną istotą musiała być, że snuła takie plany, podczas kiedy dziecko jeszcze nie przyszło na świat, a co więcej, nie było jeszcze pewności, że to jej przyjaciel miał być jego ojcem.
Z czułym uśmiechem podniosła się ze swojego obrotowego taboretu i zaszła chłopaka od tyłu, aby zaraz zacząć delikatnie rozmasowywać jego spięte ramiona. Słuchała uważnie jak mówił o Charly, o wszystkich obawach, wątpliwościach, ale przede wszystkim o tym jak mu na niej zależało i jak bardzo bał się myśli, że ta by od niego odeszła.
— Nie może cię winić za coś, co robiłeś przed jej poznaniem. Ale myślę, że dobrze by było, gdybyś jej powiedział, tylko wiesz… tak na spokojnie — odparła cicho i sięgnęła zaraz po małą buteleczkę leżącą na jej podajniku. Wylała na dłonie kilka kropel, roztarła je i po chwili wsunęła palce w jego włosy. Podobno masaż głowy był dobry na uspokojenie i pozbieranie myśli. I podobno to Elsa była w tym najlepsza.
— Nie stawiaj jej przed faktem dokonanym. Usiądźcie i porozmawiajcie, że dziewczyna, z którą kiedyś spałeś jest w ciąży, że możliwe, że to Twoje dziecko… ale przede wszystkim zapewnij ją, że to nie zmienia tego, co do niej czujesz. Powiedz to samo co mi… że nie zamierzasz migać się od odpowiedzialności, że chcesz zająć się tym dzieckiem, ale tylko dzieckiem, że tylko ono będzie cię łączyło z Gabrielą, nic więcej. Bo w takiej chwili musisz dać jej poczucie, że nadal jest dla ciebie ważna i to z nią chcesz być. A jak powie, że musi to przemyśleć, to się nie awanturuj tylko daj jej tę przestrzeń do namysłu. Wiesz, nie każda młoda dziewczyna chce się pakować w związek z facetem, który ma już dziecko. Miałam kiedyś taką klientkę… jej mąż miał już syna z pierwszego małżeństwa i powiedział jej, że jedno dziecko mu starczy i nie chce więcej. W ogóle nie patrzył na to, co ona chciała, o czym marzyła… samolubny dupek, nie? — I znów się delikatnie uśmiechnęła, zdając sobie sprawę jak wielki potok słów właśnie wypłynął z jej ust. Nie na szczęście znał ją na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że nie było sensu w przerywaniu Norweżce, kiedy ta wpadała w stan dziamolenia na jednym oddechu. Bo co jeśli by zapomniała, co chciała powiedzieć i musiałaby zacząć od początku? Lepiej nie ryzykować.
— Noe… wszystko będzie dobrze. Pamiętaj, że dziecko w tym wszystkim nie jest niczemu winne. Możesz mieć pretensje tylko do siebie i do rudej. A jak ono ma się pojawić na świecie to się pojawi… i będzie najpiękniejszym darem od losu. Zobaczysz… — dodała już znacznie ciszej, nie przerywając fundowanego mu masażu ani na moment. Robiła to chyba w sumie też dla siebie. W końcu w stresujących sytuacjach miała tendencję do skubania skórek przy paznokciach, a tak to przynajmniej zajęła czymś dłonie.

Noe Villeneuve-Scott
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
26 y/o
Welkom in Canada
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gapił się na Elsę i dopiero kiedy zauważył jej lekki uśmiech, poczuł, że napięcie w klatce piersiowej trochę odpuszcza. Przynajmniej w tej jednej kwestii nie wyszedł na totalnego gnoja. Znał ją na tyle dobrze, by mieć pewność, że gdyby zaczął teraz ściemniać albo szukać wymówek, straciłby w jej oczach szacunek. A prawda była taka, że bał się kurewsko. Bał się, że Elsa pomyśli, że traktuje tę ciążę jako bilet powrotny do Gabrieli, że uzna, iż on wciąż chce być z rudowłosą, mając gdzieś Charly i wszystko, co zaczął z nią budować. A tak nie było. Charly była dla niego ważna, była szansą na normalność. Los rozdał te karty tak perfidnie, że Noemu zbierało się na wymioty z bezsilności. Czuł wstyd, że przychodzi do niej z takim problemem, wiedząc, jak bolesny i skomplikowany był dla Elsy temat rodzicielstwa.
Jej słowa były mocne, drgnął, ale nie uciekł wzrokiem. Oparł się o oparcie krzesła i popatrzył na nią z rezygnacją. Słyszał jej westchnienie i doskonale wiedział, co ono oznacza. Tekst o braku odpowiedzialności w jego duecie z Gabi był ostry, ale nawet nie myślał się kłócić. Nie miał prawa się obrażać. Sytuacja była tragiczna i Elsa miała stuprocentową rację – w tym wszystkim ktoś kompletnie stracił rozum. I najgorsze, że ta uwaga piła w równym stopniu do Gabrieli, co do niego samego.
- Wiem, masz rację, nie musisz gryźć się w język - powiedział cicho. - Wiem, że to brzmi wrednie, ale taka jest prawda. Jedno z nas, a właściwie oboje, daliśmy dupy na całej linii. Ja, bo straciłem głowę i zacząłem myśleć fiutem, a nie mózgiem, a ona... - Urwał na moment, czując, jak w klatce piersiowej znowu rośnie frustracja. - No umówmy się, jej podejście do tego jest nieodpowiedzialne. Sypianie z pięcioma facetami w tym samym czasie, bez żadnego zabezpieczenia, bez pomyślenia o konsekwencjach, o chorobach czy o tym, co będzie później? - Wstał z krzesła i zaczął nerwowo kręcić się po salonie, starając się rozchodzić stres.
- Ty wariatko - rzucił cicho, zatrzymując się i patrząc jej w oczy. Na jego usta wpełzł uśmiech. - Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy - powiedział zupełnie poważnie, a jego wzrok zmiękł. - Jesteś niesamowita. Jasne, że byłabyś najlepszą ciocią. - Znowu usiadł na krześle, oparł się o oparcie, nie spuszczając z niej wzroku. Przymknął oczy w tym samym ułamku sekundy, w którym poczuł na skórze chłód olejku, a zaraz potem ciepłe palce Elsy wplatające się w jego potargane włosy. Oparł głowę o jej dłonie, poddając się tym ruchom. Elsa najlepiej wiedziała, jak zbić z niego stres.
- Masz rację - wymamrotał cicho, nie otwierając oczu, rozkoszując się dotykiem jej palców na karku. - Nie okłamałem jej, nie zdradziłem. Kiedy to się działo, byłem wolny, a Charly pojawiła się później. Zrobię tak, jak mówisz. Powiem jej, bo zasługuje na prawdę.
Noe uniósł powoli głowę, zmuszając przyjaciółkę do przerwania masażu, choć z chęcią siedziałby tak przez kolejną godzinę. Spojrzał na nią, a w jego oczach nie było już przerażenia, z którym tu przyszedł. Był tam smutek, był lęk, ale pojawiła się też determinacja.
- I znowu masz rację, El - odezwał się cicho, kiedy Norweżka skończyła mówić, a na jej ustach pojawił się znajomy uśmiech. - Muszę dać Charly poczucie bezpieczeństwa. Musi usłyszeć i przede wszystkim poczuć, że ta wpadka nie zmniejsza tego, co jest między nami, że to z nią chcę budować przyszłość, a Gabriela... Gabriela będzie tylko matką dziecka, z którą będę musiał ustalić kwestie formalne i finansowe. Niczym więcej. - Historia o samolubnym facecie, który mając już syna z poprzedniego małżeństwa, bezczelnie oznajmił nowej partnerce, że jego limit na dzieci się wyczerpał i nie obchodzi go jej zdanie, brzmiała potwornie. - Ten facet to był jakiś skończony śmieć - rzucił ostro, nie kryjąc obrzydzenia do takiego zachowania. - Jak można być z kimś, kochać kogoś i tak całkowicie olać jego potrzeby? No kurwa, to się w głowie nie mieści. I obiecuję ci, że ja taki nie będę.
Kiedy powiedziała, że to małe stworzenie będzie najpiękniejszym darem od losu, poczuł skurcz w klatce piersiowej. Nie poruszył się, pozwalając, by jej palce wciąż miarowo masowały skórę głowy.
- Dziecko jest tu najmniej winne - zgodził się z nią i odetchnął głęboko. Już nie panikował. Wiedział, że strach nie zniknie z dnia na dzień, ale przestał go paraliżować. - Zobaczysz, jeśli to moje, będziesz miała najfajniejszego dzieciaka do rozpieszczania - dodał z uśmiechem, delikatnie chwytając ją za nadgarstek. Odwrócił się na krześle i spojrzał na nią. - Jak zwykle potrafisz doradzić i uspokoić moją głowę. Przynajmniej wiem, że nie oszaleję. Teraz dość o mnie, opowiadaj o tych twoich Włochach.
Poprosił o to, bo nie chciał wyjść na egoistę, który przychodzi tylko w trudnych chwilach, a nie interesuje się jej sprawami, a przecież ten wyjazd był niezwykle ważny w jej życiu i był dla niej ogromną szansą.
Elsa Eriksen
pączek
nie lubię przejmowania kontroli nad moją postacią i braku dynamiki oraz rozwoju wątków, w każdej innej kwestii się dogadamy
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”