Gapił się na Elsę i dopiero kiedy zauważył jej lekki uśmiech, poczuł, że napięcie w klatce piersiowej trochę odpuszcza. Przynajmniej w tej jednej kwestii nie wyszedł na totalnego gnoja. Znał ją na tyle dobrze, by mieć pewność, że gdyby zaczął teraz ściemniać albo szukać wymówek, straciłby w jej oczach szacunek. A prawda była taka, że bał się kurewsko. Bał się, że Elsa pomyśli, że traktuje tę ciążę jako bilet powrotny do Gabrieli, że uzna, iż on wciąż chce być z rudowłosą, mając gdzieś Charly i wszystko, co zaczął z nią budować. A tak nie było. Charly była dla niego ważna, była szansą na normalność. Los rozdał te karty tak perfidnie, że Noemu zbierało się na wymioty z bezsilności. Czuł wstyd, że przychodzi do niej z takim problemem, wiedząc, jak bolesny i skomplikowany był dla Elsy temat rodzicielstwa.
Jej słowa były mocne, drgnął, ale nie uciekł wzrokiem. Oparł się o oparcie krzesła i popatrzył na nią z rezygnacją. Słyszał jej westchnienie i doskonale wiedział, co ono oznacza. Tekst o braku odpowiedzialności w jego duecie z Gabi był ostry, ale nawet nie myślał się kłócić. Nie miał prawa się obrażać. Sytuacja była tragiczna i Elsa miała stuprocentową rację – w tym wszystkim ktoś kompletnie stracił rozum. I najgorsze, że ta uwaga piła w równym stopniu do Gabrieli, co do niego samego.
-
Wiem, masz rację, nie musisz gryźć się w język - powiedział cicho. -
Wiem, że to brzmi wrednie, ale taka jest prawda. Jedno z nas, a właściwie oboje, daliśmy dupy na całej linii. Ja, bo straciłem głowę i zacząłem myśleć fiutem, a nie mózgiem, a ona... - Urwał na moment, czując, jak w klatce piersiowej znowu rośnie frustracja. -
No umówmy się, jej podejście do tego jest nieodpowiedzialne. Sypianie z pięcioma facetami w tym samym czasie, bez żadnego zabezpieczenia, bez pomyślenia o konsekwencjach, o chorobach czy o tym, co będzie później? - Wstał z krzesła i zaczął nerwowo kręcić się po salonie, starając się rozchodzić stres.
-
Ty wariatko - rzucił cicho, zatrzymując się i patrząc jej w oczy. Na jego usta wpełzł uśmiech. -
Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy - powiedział zupełnie poważnie, a jego wzrok zmiękł. -
Jesteś niesamowita. Jasne, że byłabyś najlepszą ciocią. - Znowu usiadł na krześle, oparł się o oparcie, nie spuszczając z niej wzroku. Przymknął oczy w tym samym ułamku sekundy, w którym poczuł na skórze chłód olejku, a zaraz potem ciepłe palce Elsy wplatające się w jego potargane włosy. Oparł głowę o jej dłonie, poddając się tym ruchom. Elsa najlepiej wiedziała, jak zbić z niego stres.
-
Masz rację - wymamrotał cicho, nie otwierając oczu, rozkoszując się dotykiem jej palców na karku. -
Nie okłamałem jej, nie zdradziłem. Kiedy to się działo, byłem wolny, a Charly pojawiła się później. Zrobię tak, jak mówisz. Powiem jej, bo zasługuje na prawdę.
Noe uniósł powoli głowę, zmuszając przyjaciółkę do przerwania masażu, choć z chęcią siedziałby tak przez kolejną godzinę. Spojrzał na nią, a w jego oczach nie było już przerażenia, z którym tu przyszedł. Był tam smutek, był lęk, ale pojawiła się też determinacja.
-
I znowu masz rację, El - odezwał się cicho, kiedy Norweżka skończyła mówić, a na jej ustach pojawił się znajomy uśmiech. -
Muszę dać Charly poczucie bezpieczeństwa. Musi usłyszeć i przede wszystkim poczuć, że ta wpadka nie zmniejsza tego, co jest między nami, że to z nią chcę budować przyszłość, a Gabriela... Gabriela będzie tylko matką dziecka, z którą będę musiał ustalić kwestie formalne i finansowe. Niczym więcej. - Historia o samolubnym facecie, który mając już syna z poprzedniego małżeństwa, bezczelnie oznajmił nowej partnerce, że jego limit na dzieci się wyczerpał i nie obchodzi go jej zdanie, brzmiała potwornie. -
Ten facet to był jakiś skończony śmieć - rzucił ostro, nie kryjąc obrzydzenia do takiego zachowania. -
Jak można być z kimś, kochać kogoś i tak całkowicie olać jego potrzeby? No kurwa, to się w głowie nie mieści. I obiecuję ci, że ja taki nie będę.
Kiedy powiedziała, że to małe stworzenie będzie najpiękniejszym darem od losu, poczuł skurcz w klatce piersiowej. Nie poruszył się, pozwalając, by jej palce wciąż miarowo masowały skórę głowy.
-
Dziecko jest tu najmniej winne - zgodził się z nią i odetchnął głęboko. Już nie panikował. Wiedział, że strach nie zniknie z dnia na dzień, ale przestał go paraliżować. -
Zobaczysz, jeśli to moje, będziesz miała najfajniejszego dzieciaka do rozpieszczania - dodał z uśmiechem, delikatnie chwytając ją za nadgarstek. Odwrócił się na krześle i spojrzał na nią. -
Jak zwykle potrafisz doradzić i uspokoić moją głowę. Przynajmniej wiem, że nie oszaleję. Teraz dość o mnie, opowiadaj o tych twoich Włochach.
Poprosił o to, bo nie chciał wyjść na egoistę, który przychodzi tylko w trudnych chwilach, a nie interesuje się jej sprawami, a przecież ten wyjazd był niezwykle ważny w jej życiu i był dla niej ogromną szansą.
Elsa Eriksen