34 y/o
For good luck!
190 cm
żołnierz kanadyjskich siły zbrojnych
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wolałby, żeby nigdy nie musiała docierać do motywacji, które kierowały nim samym.
Tym bardziej że z każdą kolejną rozmową coraz częściej łapał się na tym, że sam przestawał je rozumieć. Wiedział jedynie, gdzie przebiega granica, której uparcie odmawiał sobie przekroczenia, choć z każdym spotkaniem przychodziło mu to z coraz większym trudem. Wszystko pomiędzy pozostawało chaosem którego nie potrafił jeszcze uporządkować. Budował coś, co z założenia powinno opierać się na szczerości, jednocześnie świadomie przemilczając fragment własnego życia, a mimo to naiwnie wierzył, że kiedy przyjdzie odpowiedni moment i wreszcie powie jej wszystko, świat po prostu nadal będzie istniał.
Była to wiara pozbawiona rozsądku.
Cień uśmiechu pojawił się na jego twarzy jeszcze zanim zdążyła skończyć wyrzucać mu kolejne przewinienia. Oparł się wygodniej o krzesło, splótł dłonie na wysokości brzucha i patrzył na nią, bo wiedział, że za chwilę wykorzysta k a ż d e wypowiedziane przez nią słowo przeciwko niej. - To ja jestem tutaj nieznośny? - pokręcił głową z teatralnym niedowierzaniem. - Przypomnę ci tylko, że to t y kilka godzin temu narzekałaś, że wszystko jest zbyt przewidywalne i że w tym mieście nie ma już odrobiny magii. Więc zabrałem cię na pierdolony zachód słońca, znalazłem najbardziej romantyczne miejsce, jakie dało się znaleźć w promieniu kilku kilometrów, pozwoliłem ci trzymać mnie za rękę. - na krótką chwilę zawiesił głos, a kącik jego ust uniósł się jeszcze wyżej. - a ty narzekasz, ze zrobiłem to zbyt dobrze? - posiadał tę samą zdolność, co ona - obracania czyichś słów na swoją korzyść. Albo odkrył ją dopiero przy niej.
Kiedy wróciła do tematu rachunku, westchnął ciężko z przesadnym dramatyzmem, jakby naprawdę postawiła go przed jednym z największych życiowych dylematów. - To akurat mogę ci obiecać, Ally - zawiesił na moment głos. - Będę o tobie myślał w s z ę d z i e - powiedział to z pełną swobodą. Takie wyznania nie kosztowały go zbyt wiele, choć prawdopodobnie powinny. - W samochodzie, w sklepie, kiedy zobaczę makaron i przypomnę sobie, jak wyglądałaś pięć minut temu, gotowa zjeść swoje danie, moje i prawdopodobnie połowę kuchni. Będę myślał o tobie, kiedy zadzwoni telefon i przez krótką chwilę będę miał nadzieję, że to ty - dodał ciszej, nie odrywając od niej wzroku. - Nie potrzebuję rachunku z restauracji, żeby znaleźć sobie do tego powód -oskonale zdawał sobie sprawę z tego, co robił.
Odmawiał sobie dotknięcia jej, choć właściwie każda komórka jego ciała buntowała się przeciwko tej decyzji, ale jednocześnie w słowach pozwalał sobie na znacznie więcej. Mógł drażnić się z nią godzinami, rzucać dwuznacznościami, patrzeć, jak przewraca oczami albo próbuje udawać oburzenie, wiedząc doskonale, że za chwilę znowu się uśmiechnie.
Dlatego, kiedy oznajmiła z całkowitą pewnością, że zostanie u niej na noc, nawet nie próbował ukryć rozbawienia. - Skąd ta pewność? - pochylił się odrobinę w jej stronę. - Wydaje mi się, że zapomniałaś o jednym bardzo istotnym szczególe. Jesteś przy mnie naprawdę m a l u t k ą dziewczynką. Gdybym naprawdę uparł się, żeby wyjść, najpewniej wziąłbym cię po prostu pod pachę, odstawił dwa metry dalej, grzecznie podziękował za gościnę i zamknął za sobą drzwi - jego uśmiech stał się jeszcze szerszy. - Więc jestem szczerze ciekaw, Aldridge, jaki dokładnie masz plan, żeby mnie zatrzymać? - wreszcie zaczął jeść podane przez kelnera danie, jakby prowadzili najzwyklejszą w świecie, nudną rozmowę o pogodzie.

Ally Aldridge
diosmio
nuda i przesadna życioza
29 y/o
Welkom in Canada
175 cm
mechanik Morton Motors Inc.
Awatar użytkownika
half love, half regret, dressing up for Polaroids and cigarettes
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Śmiała się tak głośno, że zazdrosna i ewidentnie nieszczęśliwa z życiowych wyborów para ze stolika obok posyłała Aldridge mordercze spojrzenia. Klasnęła nawet w najszczerszym wyrazie uznania: stworzyła p o t w o r a. Niebawem uczeń miał przerosnąć mistrza i stać się absolutnie niemożliwym do pokonania przeciwnikiem w tych domowych, codziennych potyczkach, ale Ally pękała z d u m y. Nawet jeśli jego wybitna retoryka celowała w nią samą.
To jednak nie oznaczało końca gry - co najwyżej koniec rundy.
Dokładnie tak — ku zaskoczeniu wszystkich, a najbardziej siebie, przyznawała mu rację. Nie próbowała odkręcać jego argumentów, tłumaczyć się ani manipulować faktami. Zamiast tego wyciągała kartę eliminującą wszystkie inne z planszy: kartę k o b i e c o ś c i. — To świetnie, że tak dobrze się rozumiemy. Ja narzekałam - ty zrobiłeś wszystko zbyt dobrze - ja i tak marudzę… Proza życia codziennego z kobietą, ale - na szczęście - masz kilka opcji. Pierwsza: zamknąć mi usta — przedstawiała je neutralnym tonem prowadzącego teleturniej; takiego odrobinę zmęczonego swoją pracą, ale zbyt pazernego na hajs, by złożyć wypowiedzenie. — Druga: przypomnieć sobie, jaka jestem urocza i znosić wszelkie niewygody z cierpliwością świętego. Trzecia: poprawne odpowiedzi to 1) i 2) — wywróciła oczami.
Nie zamierzała go oszukiwać - czasem do sukcesu relacji damsko-męskiej niezbędne było to, by facet odpuścił, popatrzył chwilę na jej śliczną buzię i zaakceptował, że znalazł się w tym miejscu na własne życzenie.
Na pewno byłby dużo smutniejszy nie mając z kim walczyć, niż walcząc z Ally!
Mogę się na to zgodzić. Jesteś bardzo przekonujący — przez krótką chwilę udawała niewzruszoną, ale łagodny rumieniec dowodził kobiecemu zadowoleniu. — Farciarz z ciebie — zamyśliła się. — To ogromny przywilej oddawać mi swoje frytki - te których mówiłam że nie chcę jak zamawiałeś — uśmiechnęła się szerzej. — Będziemy mieć siedmiogodzinną różnicę czasu, wiesz? — liczyła na szybko - rejs miał zmieniać strefy czasowe, ale nie pamiętała dokładnie jakie porty odwiedzą. Nie była typem podróżnika zorganizowanego - wiedziała gdzie i kiedy ma się odmeldować, a reszta… Reszta działa się swoim naturalnym biegiem. — Nie będzie ci przeszkadzało, że dzwonię o nieludzkich porach?
Obiecała, że nie zamilknie i że będzie szukała kontaktu, ale - jak to w życiu - napotykali realną przeszkodę. Jeśli ona znajdzie zasięg po środku oceanu akurat wtedy, kiedy w Toronto zapadnie głęboka noc - może wolałby jednak kilka smsów na które odpowie kolejnego dnia.
Malutką, ale waleczną — walczyła o swój honor, ale uprzejmie wysłuchała jego wątpliwości. Sensowne - skinęła zatem głową. — Nie muszę być fizycznie silniejsza. Może to by nawet przeszkadzało — nie wzbudziłaby w nim wtedy tej naturalnej chęci opieki, która była pierwszym krokiem do sukcesu. — Mam coś dla ciebie — nie żartowała. — Jesteś uprzejmy, więc wejdziesz na górę żeby to odebrać. Wtedy zrozumiesz, że kiedy wyjdziesz - nie zobaczymy się przez dłuższy czas, więc będziesz przedłużał rozmowę. W końcu usiądziesz na chwilę, a chwila stanie się czymś więcej. Nie będziesz chciał wyjść — tego była pewna i na tym opierał się jej plan. Nie na manipulacji - zostawieniu otwartych drzwi do łazienki, żeby został skuszony jej nagim ciałem w odbiciu lustra, czy kłamaniu, że desperacko potrzebuje jego pomocy przy wymianie wszystkich żarówek.
To nie porwanie. Nie przykuję cię kajdankami do kaloryfera i nie dotknę, jeśli nie będziesz tego chciał.

gavin calloway
dallas major
AI
34 y/o
For good luck!
190 cm
żołnierz kanadyjskich siły zbrojnych
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To, co właśnie działo się w okolicy jego mostka, ten nieznośny ucisk i ciepło rozlewające się po klatce piersiowej, gdy tylko jej śmiech bez najmniejszych oporów wypełnił restaurację, było zwyczajnie nie do zniesienia.
Przez krótką chwilę przestał zwracać uwagę na wszystko dookoła. Została tylko o n a - klaszcząca z zachwytem, śmiejąca się tak głośno, że zupełnie nie przejmowała się tym, kto na nią patrzy. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz czyjaś radość sprawiła mu równie dużo satysfakcji. W wojsku śmiech był czymś zupełnie innym. Najczęściej oznaczał krótką przerwę między kolejnymi obowiązkami albo próbę odreagowania napięcia, zanim znowu trzeba było wrócić do rzeczywistości.
Siedziała naprzeciwko niego i sprawiała, że to dziwne, dawno niewidziane uczucie ekscytacji mieszało się z ostrożnością, której tak kurczowo próbował się trzymać. Nie bał się z a k o c h a n i a. Bał się raczej tego, że powoli przestawał mieć na nie jakikolwiek wpływ. To ona rozdawała karty.
Półuśmiech ani na moment nie zniknął z jego twarzy. - Nie będzie mi przeszkadzało - odpowiedział od razu, jakby pytanie w ogóle nie wymagało zastanowienia. Obracał między palcami kieliszek, przez chwilę obserwując wino, będące dla niego tylko formą zajęcia rąk, zanim ponownie podniósł na nią wzrok. - Bardziej interesuje mnie czy tobie nie będzie przeszkadzało, jeśli zrobię dokładnie to samo? - zapytał, wiedząc, że jakakolwiek będzie jej odpowiedź, prawdopodobnie nie uszanowałby tej konkretnej granicy. Znał siebie, wiedział, że jeśli w danej chwili zapragnie usłyszeć jej głos, nie będzie miało dla niego znaczenia jaka pora dnia lub nocy była po jej stronie słuchawki.
W jego spojrzeniu było coś pomiędzy ciekawością a wyraźnym powątpiewaniem. Nie należał do ludzi, którzy zaglądali tam, gdzie nikt ich nie zapraszał, ale jeśli ktoś uchylał przed nim drzwi, odruchowo chciał sprawdzić, co znajduje się po drugiej stronie. Ally najwyraźniej wyczuła to już jakiś czas temu. - Wiesz, że znowu to robisz? - pokręcił głową, uśmiechając się półgębkiem. - Najpierw rzucasz hasło, którego nie da się zignorować. Potem nie mówisz, o co właściwie chodzi, a na końcu z pełnym przekonaniem oznajmiasz, że oczywiście pojadę z tobą, bo przecież nie wytrzymam z ciekawości - wyraźnie bawił się całą sytuacją.
- Wystarczyłoby po prostu powiedzieć, że chcesz p o k a z a ć mi swoje mieszkanie. Naprawdę nie trzeba wymyślać wokół tego całej historii - kompletnie stracił zainteresowanie jedzeniem, które na talerzu zdążyło już wystygnąć. - Jesteś pierwszą kobietą, która z takim uporem próbuje mnie do siebie zaciągnąć. I robisz to z taką pewnością siebie, jakbyś ani przez chwilę nie brała pod uwagę możliwości, że mógłbym odmówić - Ally zdawała się nie przejmować żadnymi zasadami. Po prostu mówiła, czego chce, a później z rozbrajającym spokojem zakładała, że świat prędzej czy później dostosuje się do jej planów. Niestety dla jego kruchej silnej woli, było to kurewsko pociągające.
- Pojadę z tobą - pozwolił jej nacieszyć się tym zwycięstwem przez zaledwie kilka sekund. Dopiero wtedy pochylił się nad stołem, a jego głos obniżył się na tyle, że ginął gdzieś pomiędzy innymi dźwiękami restauracji. - Umówmy się, że jedyną osobą, która dzisiejszego wieczoru zdecyduje się przekroczyć granicę dotyku będę ja - nie odrywał od niej wzroku ani przez chwilę. Odkąd usiedli przy tym stoliku z uporem odmawiał sobie najprostszych gestów. Nie sięgał po jej dłoń, nie skracał dzielącego ich dystansu bardziej niż było to konieczne.

Ally Aldridge
diosmio
nuda i przesadna życioza
29 y/o
Welkom in Canada
175 cm
mechanik Morton Motors Inc.
Awatar użytkownika
half love, half regret, dressing up for Polaroids and cigarettes
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jasne, że nie. A jeśli się nie obudzę i nie odbiorę - rano będę mieć niespodziankę.
Zastanawiała się, czy to był t e n moment. Ten w którym przyznaje się, że doświadcza czegoś w stylu jej ulubionej produkcji animowanej (Shrek - 10/10) i w pewnych okolicznościach zmienia w o g r a. Może i nie stawała wtedy zielona na twarzy, ale zdecydowanie strach było do niej podejść. Jedną z takich sytuacji było wyrwanie królewny ze snu.
Jej umysł każdego dnia pędził z prędkością światła - i odmawiał wyłączenia się szczególnie wtedy, gdy wykończone ciało potrzebowało godzin nieprzerwanego snu. Jeśli już udało jej się zasnąć był to cud i żaden śmiertelnik w promieniu kilkunastu metrów nie miał prawa wydać z siebie dźwięku. Ten problem pojawił się po śmierci starszego brata i Ally nie potrafiła znaleźć żadnego rozwiązania - sen miała płytki, jakby cały czas musiała pozostać czujna. Jakby nie potrafiła nawet na sekundę uspokoić się i zaufać, że gdy otworzy oczy - wszystko będzie dobrze.
I nie przyznawała się Reidowi, że zapraszając go chciała przeprowadzić eksperyment. Skoro czuła się przy nim bezpiecznie przytomna… Czy istniała szansa, że to uczucie pozwoliłoby jej na spokojny sen? Świadomość, że ktoś b l i s k i jest z nią w domu mogła okazać kluczem do wszystkiego.
Miękła. Nie słabością - zaufaniem, z którym spoglądała to na niego, to na danie, które ewidentnie było dla niego mniej apetyczne niż jej usta - zupełnie jej nie przeszkadzało, że tak się wpatrywał.
Ale ja nie chcę pokazać ci swojego mieszkania — zaśmiała się. — Jest bardzo zwyczajne. Sam zobaczysz — a jednak nadal nie dopuszczała wersji, w której miałby odmówić. Nieważne czy miał z nią wsiąść do windy z powodu prezentu, ciekawości wystroju czy strachu przed końcem wieczoru i kilkutygodniową przerwą. Chciała, żeby on pokazał jej swoje - ale widziała, że biedak walczył o życie ilekroć domagała się czegoś więcej, zatem wspaniałomyślnie zostawiała tę prośbę na później. Na razie, jako gest dobrej woli, zapraszała go do siebie - nie chciała od niego niczego, czego sama nie byłaby w stanie mu dać. Tak było uczciwie.
Negocjujemy, czy zdecydowałeś za nas oboje? — tylko się upewniała! A ponieważ na ten moment zasady nie były jasne, gdzieś pod stołem czubek jej szpilek odnalazł nogawkę jego spodni. Subtelnie i powoli sunął w górę, zaledwie o centymetry. Nieznośnie lekko, balansując na granicy zaproszenia, a a t a k u na jego moralność.
Powinien docenić, że robiła t y l k o tyle.
Deser weźmiemy na wynos — tym razem ona rządziła za nich oboje, zerkając na danie główne które ledwo ruszył. Zdawał się nie mieć apetytu przy tych wszystkich obcych ludziach, ale Ally i na to znała pewne sztuczki. — Może będę pierwszą kobietą, która bezdotykowo nakarmi cię czekoladą.

gavin calloway
dallas major
AI
34 y/o
For good luck!
190 cm
żołnierz kanadyjskich siły zbrojnych
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wiedział, w którą stronę ten wieczór zmierza.
Spodziewał się już wszystkiego. Dosłownie w s z y s t k i e g o. Bo przecież kiedy rano przyjeżdżał do warsztatu, żeby przekazać jej brakującą część do mustanga stojącego tam już któryś tydzień, nie planował niczego poza krótką pogawędką. Na pewno nie zakładał, że spędzą razem więcej czasu, że będą tak b l i s k o, że poniekąd podstępem przekona go do zabrania jej na randkę i w równie przebiegły sposób zaprosi do swojego mieszkania.
Nie spodziewał się, że będzie jej dotykał. Że stojąc na molo jego dłonie będą sunęły wzdłuż jej talii, myśli nieustannie uciekały w jej stronę, a silna wola zostanie wystawiona na t a k i e pokuszenie. Nie spodziewał się, kurwa, żadnej z tych rzeczy, więc teraz tym bardziej niczego nie zakładał. W jak najlepszym tego słowa znaczeniu zaczął z kolei spodziewać się po Ally wszystkiego, co najgorsze. Wiedział już, że z każdego jego nie urządzała dla siebie kolejną rozgrywkę, w której on coraz częściej przestawał być graczem, a stawał się pionkiem przesuwanym dokładnie tam, gdzie akurat miała na to ochotę.
Wciąż wydawało mu się, że to on ma kontrolę. Prawda była jednak znacznie mniej komfortowa. Nie miał jej już od dłuższego czasu i nawet nie potrafił wskazać chwili, w której wymknęła mu się z rąk.
Odpowiedział wyłącznie uśmiechem na jej słowa, prosząc kelnera krótkim skinieniem głowy o rachunek. Gdzieś pomiędzy momentem, w którym odsunęli od stołu krzesła a tym, w którym ruszyli w stronę wyjścia, kończąc t e n etap ich magicznej randki, odezwał się cicho. - Wiem, Ally - nim zdążyła zrobić choć jeden krok, jego dłoń pewnie opadła na jej lędźwiach, tuż nad pośladkami, prowadząc ją w stronę drzwi. - Chcesz mi pokazać coś zupełnie innego - pochylił się tylko odrobinę, wypowiadając te słowa niemal przy samym jej uchu, a chwilę później otworzył przed nią drzwi samochodu.
Droga minęła zaskakująco szybko. Przez większą część czasu żadne z nich nie czuło potrzeby, by nieustannie zagłuszać ciszę kolejnymi zdaniami. W pewnym momencie jego prawa dłoń odsunęła się od kierownicy i spoczęła na jej kolanie. Przesunął jedynie kciukiem po materiale sukienki, a potem p o w o l i pozwolił dłoni sunąć wyżej. W ramach zemsty za to, że z pełną premedytacją drażniła go czubkiem szpilki, nie pozwalając mu nawet zareagować. Teraz role odwróciły się na krótką chwilę, zanim jednak zdążyła wyciągnąć z tego jakiekolwiek wnioski, jego dłoń wróciła na jej kolano, jakby całe to droczenie było wyłącznie przypomnieniem, że doskonale pamięta każdą próbę wyprowadzenia go z równowagi.
Kiedy dotarli na miejsce, żadne z nich nie przyspieszało kroku. Weszli do budynku, a gdy drzwi windy zamknęły się za ich plecami, po raz pierwszy od wielu godzin zostali całkowicie sami. On opierał się lekko o jedną ze ścian kabiny, ona o drugą. Co kilka sekund ich spojrzenia spotykały się na ułamek chwili tylko po to, by zaraz znowu uciec gdzieś obok. Uśmiechnął się, kiedy odpowiedziała mu tym samym. Zauważył, jak nerwowo przygryzła dolną wargę i odruchowo przesunął językiem po własnych ustach. Dostrzegł delikatne drżenie jej oddechu i nim zdążył ponownie przypomnieć sobie wszystkie powody, dla których powinien przestać - zrobił krok w jej stronę.
Przestrzeń pomiędzy nimi zniknęła niemal całkowicie, gdy unosił dłoń, wsuwając ją delikatnie między jej włosy, drugą opierając o ścianę tuż obok niej. Pochylił się i w r e s z c i e złożył na jej ustach pocałunek, którego oboje unikali unikał przez cały wieczór. Na krótką chwilę zapomniał o piętrach, o drzwiach, które mogły otworzyć się w każdej sekundzie, o ludziach mogących wejść do środka. Liczyła się wyłącznie o n a. Całe napięcie budowane przez długie godziny wreszcie znalazło ujście, gdy pogłębiał pocałunek, robiąc k o l e j n y krok na przód. Gdy jego dłoń odrywała się od ściany i przesuwała od jej szyi, przez talię, łapiąc ją mocno za biodro.
Oderwał się dopiero wtedy, kiedy zabrakło mu oddechu, a dźwięk zakomunikował, że dotarli na odpowiednie piętro. - To jest magia - uśmiechnął się, odsuwając się, jakby n i c się nie stało i gestem ręki zapraszając ją do wyjścia.

zt


Ally Aldridge
diosmio
nuda i przesadna życioza
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”