-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
A kiedy jej czas minął, kiedy mogła zejść na zaplecze i ogarnąć się, żeby wrócić do pracy… czuła dokładnie tyle samo wątpliwości, co wcześniej. Szlag.
Wróciła na salę i rozejrzała się po niej. Ruszyła w kierunku loży Daniela, ale zanim do niej podeszła – on od niej wstał. Razem z jednym ze swoich pionków ruszył na tyłu klubu, co dało jej trochę więcej przestrzeni. Przez kilka dobrych chwil, może nawet resztę wieczoru nie będzie obserwowana. Nic więc dziwnego, że od razu zmieniła kierunek, prosto do postawnego, wytatuowanego mężczyzny siedzącego samotnie w jednej z loży na uboczu.
- Miałeś stąd dobry widok? – zaszła go od tyłu, pochylając się nad nim tak, że mówiąc drażniła ciepłem oddechu jego ucho, a dłonie oparła na męskich ramionach – Mogę ci zaproponować prywatny taniec jeśli masz ochotę. – potraktowała go jak każdego innego klienta, nawet jeśli nie był jak każdy inny klient.
Znała go dłużej, wiedziała o nim więcej, rozmawiała z nim częściej niż powinna… i zdarzyło jej się spotkać z nim poza klubem, co było już absolutnie niezgodne z polityką klubu. I cholernie, ale to cholernie ryzykowne biorąc pod uwagę jej rozwijającą się relację z Danielem. Powinna to skończyć… raz na zawsze. Dla własnego i jego bezpieczeństwa. Jednocześnie gdzieś z tyłu głowy tkwiła jej myśl, że wcale nie chciała, że chociaż świat Daniela był wygodniejszy to bliżej jej było do tego Arvela. Nie była zła. Nie miała na sumieniu nic poza grą na dwa fronty… nic poza tym, że za dużo wiedziała i za dużo słyszała. I za dużo mieliła językiem. I miała słabość do pewnego typu mężczyzn. Z tą różnicą, że jednemu dawała się pieprzyć dla własnych korzyści, a drugiemu bo wiedział jak to robić.
- Chodź. – powtórzyła i poczekała, aż mężczyzna wstanie z kanapy i ruszy za nią. Szła pewnie (zaskakująco pewnie biorąc pod uwagę wysokość butów, które miała na stopach), kręcąc biodrami i prowadząc go prosto w kierunku pokojów, gdzie mogli mieć odrobinę prywatności. Do tego jednego konkretnego, w którym wiedziała, że nie działał od jakiegoś czasu monitoring, ale właściciel klubu był zbyt przekonany o wierności swoich dziewczyn, żeby spieszyć się z jego naprawą. Przecież żadna nie była na tyle głupia, żeby zaryzykować własnym bezpieczeństwem dla interesów na boku. Ta… żadna. Poza tą, którą lubił w swoim łóżku bardziej niż powinien. Wszystko się skomplikowało.
Zamknęła za nimi drzwi do pokoju i odnalazła spojrzenie Cadwaladera.
- Kończę z tym… chce, żebym była jego – tylko jego… z wszystkimi tego korzyściami i obowiązkami. Będzie widziała i słyszała jeszcze więcej… teoretycznie powinno to ucieszyć żadnego sukcesu policjanta. Ale jej smycz będzie znacznie krótsza… żeby mogła się z nim po prostu spotykać. Tu, czy gdziekolwiek indziej.
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Jego najlepsza kandydatka na takową informatorkę właśnie występowała na scenie. Jego wzrok nie uciekał od niej ani na sekundę. Mógł sobie pozwolić na te kilka minut rozluźnienia. Byli w klubie. Nic nikomu nie groziło. To przecież też w imię rozszerzania sieci swoich kontaktów!
Kiedy skończyła swój występ odprowadził ją wzrokiem do loży jego głównego celu, lecz nie było jej dane nawet w nim porozmawiać. Zamiast tego skierowała swoje kroki w jego stronę, a to spotkało się z jego strony z dość znaczącym uśmiechem.
- Całkiem w porządku. - obrócił lekko twarz w stronę jej głosu muskając jej policzek swoim zarostem - Nie musisz mnie pytać dwa razy. - mruknął jedynie w odpowiedzi nachylając się do stolika po swojego drinka dopijając go jeszcze zanim dał się wziąć za rękę i zaprowadzić w stronę prywatnych pokoi.
Miał z tej perspektywy całkiem dobry widok i wcale nie ukrywał się z tym, że patrzył jej właśnie na tyłek. Nie musiał. Nie tutaj. Tutaj wszyscy to robili. W tych ścianach był tylko kolejnym klientem. Ba, nawet nieco lepszym klientem. Zawsze dobrze było mieć jakiegoś policjanta w takim miejscu. Dodawało nieco prestiżu. Może nie mieli go tak naprawdę w kieszeni. Na to by sobie nie pozwolił, ale potrafił grać na dwa fronty w taki sposób by uzyskać jak najlepsze korzyści dla siebie.
Pieprzenie jednej z ulubionych tancerek właściciela klubu na pewno było jedną z tych przyjemniejszych korzyści. Mieli bardzo lukratywny układ. Świetny seks dla niej, trochę informacji dla niego. Wszyscy byli zadowoleni.
- I rozumiem, że to jest krzywdząca wiadomość? - spojrzał na nią opierając się o drzwi i patrząc na nią nieco rozbawiony.
Naprawdę nie sądził, że spotka kiedyś tancerkę, która powie, że w końcu z tym kończy z taką miną. Bo Darcy nie wyglądała w tym momencie na szczęśliwą. Powinna być. Wiedział, że Daniel nie jest wybitnym romantykiem ani kimś, kogo ogólnie nazwałby dobrym facetem, ale mimo wszystko zabierał ją z rurki. Powinna mieć lepsze życie niż miała do tej pory. A dla niego... dla niego to też były dobre wieści. Znaczyły tyle, że będzie mieć lepszy dostęp do poufnych informacji. Wszyscy wygrywali, przynajmniej tak mu się wydawało.
Darcy nie była mu kompletnie obojętna. Ze wszystkich tancerek ją lubił najbardziej. Seks był po prostu nieziemski. Miała też odpowiednie poczucie humoru. Gadka się między nimi kleiła. Miała wszystko, czego w tym momencie potrzebował.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Czy informacja, którą mu przekazała była krzywdząca? Nie. Właściwie mogła odmienić jej życie w sposób, którego nawet sobie nigdy nie wyobrażała. Daniel nie traktował jej źle, może faktycznie nie był wybitnym romantykiem i raczej wychodził z założenia, żeby brać, co do niego należało, ale jednocześnie potrafił być hojny. Dużo bardziej opłacała jej się relacja z nim niż z… policjantem. I okej, może to też bywało przydatne. Może wykorzystał znajomości i anulował jej parę mandatów, może przemówił do rozsądku gościowi, który wystawał i czekał na nią pod mieszkaniem parę nocy z rzędu, bo miał nierówno pod sufitem, może nawet wykorzystała jego telefon, gdy na jakiejś imprezie jedna z jej koleżanek wszczęła taką awanturę, że skończyła na dołku. Nie można było mu też odmówić, że był przystojny, dobrze wyglądał bez koszulki i potrafił się pieprzyć… może miał wybujałe ego, ale mimo wszystko – w jakiś pokrętny sposób go polubiła.
- Nie… nie jest. – przyznała, kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu i nie spuszczając z niego wzroku zrobiła krok albo dwa do tyłu. Opadła na kanapę, założyła nogę na nogę, pozwalając by materiał sukienki przesunął się po jej udzie jeszcze wyżej, a ramiona oparła na oparciu kanapy– Możesz mnie nazwać sentymentalną, ale będzie mi cię brakować… – rzuciła jeszcze raz mierząc go spojrzeniem od góry do dołu – … we mnie. – co niewątpliwie było prawdą. Ta część ich relacji była wyjątkowo przyjemna. A ona wbrew pozorom wcale nie była sentymentalna, była po prostu pełna wątpliwości…
I chociaż trudno było jej się do tego przyznać – bała się. W jakimś stopniu na pewno się bała. Bo jej życie dalekie było od ideału i trudno je było nazwać komfortowym, ale jednocześnie lubiła mieć nad nim kontrolę. Od szesnastego roku życia była samodzielna, radziła sobie sama i skoro ciągle żyła, nigdy nie wróciła z podkulonym ogonem do rodzinnego domu, nie wylądowała na bruku ani za kratkami… można było powiedzieć, że radziła sobie nieźle. Teraz miała oddać kontrolę mężczyźnie. I to nie tylko taką w łóżku… całkowitą.
- Po co przyszedłeś? – zapytała wprost, ale nie było sensu się szczypać. Nigdy nie przychodził bez powodu. A już na pewno nie przychodził po prostu towarzysko… bez przesady. To tak nie działało. Nie byli kolegami, ani przyjaciółmi. Właściwie nie miała pojęcia kim byli i nie miało to absolutnie żadnego znaczenia, była ostatnią do etykietowania relacji.
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Nie ukrywał się z tym, że jego wzrok wędrował w połowie po jej twarzy, a w połowie po jej odsłonionej skórze. Gdy opadła na kanapę zaczynał już myśleć o tym jak mógłby pozbyć jej reszty materiału, kiedy powiedziała te przeklęte słowa, które wyrwały go z zamyślenia.
- Czekaj, o czym Ty mówisz? - spojrzał na nią nie do końca rozumiejąc co właśnie do niego mówiła - Masz na myśli, że zamierzasz też skończyć z nami? - zmarszczył lekko brwi ponieważ tego typu układ zdecydowanie mu nie odpowiadał.
Oboje wiedzieli, że nie są jedynymi osobami w swoim życiu. To nigdy nie stało na przeszkodzie tego, co ze sobą robili. To oczywiście w ogóle nie było profesjonalne z jego strony, aczkolwiek wszystko, co z nią robił było cholernie nieprofesjonalne i wbrew jakimkolwiek wytycznym stróżów prawa. Jeśli raz przekroczyło się już rubikon, nie można było tego zrobić po raz drugi, więc trzeba było po prostu korzystać. Jej sytuacja z Danielem nic dla niego nie zmieniała. To może pewna brawura i arogancja z jego strony, ale wiedział, że sobie poradzi. Skutecznie ukrywali swoją relację do tej pory, co miałoby się zmienić?
- Bo się stęskniłem? - rozłożył ręce z tym rozbrajającym uśmiechem - Za byciem w Tobie. - dodał po chwili jedynie szerzej się uśmiechając i opadając w końcu na sofę obok niej - Byłem w okolicy, pomyślałem o Tobie. Stwierdziłem, że wpadnę. Zobaczę czy dzisiaj pracujesz... - obrócił się bardziej w jej stronę przesuwając opuszkami palców po jej odsłoniętym udzie - Świetnie wyglądałaś tam na scenie. Wierna rzesza fanów będzie za tobą tęsknić. - uśmiechnął się do niej zaczepnie przesuwając swoją dłoń na wewnętrzną część jej uda.
- Ja natomiast... Nie będę narzekać na to, że będę od teraz jednym z niewielu, który będzie cię widział nago. - spojrzał na jej twarz bo tak, nadal wierzył, że ich relacja tutaj się nie skończy.
Nie zamierzał na to pozwolić.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Jej brew powędrowała wymownie do góry, bo naprawdę się temu dziwił? Naprawdę myślał, że to da się połączyć? Mogła być głupia, ale czy aż tak głupia, żeby wszystkim ryzykować? Zagryzła lekko wargę, ale nie odpowiedziała. Nie od razu. Musiała przyznać, że w jakimś stopniu ją to nawet… rozczuliła? Rozbawiło? Potraktowała to jako komplement? Wszystko po trochu? Z jego reakcji dało się jasno odczytać, że nie chciał z tego rezygnować. Nie chciał rezygnować z niej – nawet jeśli tylko i wyłącznie z niej w łóżku.
- Uważaj… bo stwierdzę, że to jednak ty jesteś sentymentalny, a nie ja, Cadwalader. – rzuciła rozbawiona, bo cóż… ciężko było jej uwierzyć, że tak po prostu o niej pomyślał i wpadł. Takie rzeczy się przecież nie zdarzały, a on rzadko kiedy pojawiał się tu towarzysko. Raczej zawsze miał interes i po prostu łączył przyjemne z pożytecznym. Gdy opadł na kanapę ona sama przesiadła się tak, żeby być trochę bardziej bokiem i móc odwrócić się w jego stronę. Tym samym kolanami opierała się o jego uda. A jego dłoń? Przyjemny dreszcz przemknął od miejsca, w którym opuszki jego palców przesunęły po jej opalonej, pewnie mocno rozświetlonej i wybrokatowanej, skórze. Zagryzła wargę, gdy przesunął ją wyżej i głębiej, nie przerywała mu tego. I nie odwróciła spojrzenia, nadal intensywnie wpatrywała się w jego twarz.
- Jesteś jednym z nich… moich wiernych fanów. – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawianiu – I zatęsknisz dokładnie tak samo jak oni. Ale jestem pewna, że znajdziesz sobie godne zastępstwo. W tym klubie jest mnóstwo dziewczyn, które chętnie dla ciebie zatańczą, a jeszcze chętniej zejdą do parteru. Także nie martw się. – rzuciła beztrosko, przysuwając się trochę bliżej, żeby móc powiedzieć coś prosto do jego ucha, jednocześnie ciepłym oddechem muskając skórę jego policzka – Może żadna nie będzie w tym tak dobra, ale szybko zapomniesz. Przecież NIE JESTEŚ sentymentalny. – uśmiechnęła się, musnęła czubkiem nosa jego policzek i wstała z kanapy. Zacisnęła dłoń na rurce stojącej przed nią i po prostu się dookoła niej okręciła. Zatrzymała się tak, że miała ją za swoimi plecami, opierała się o nią a wzrok nadal miała utkwiony w Arvelu.
- Płacisz za ten czas… – przypomniała mu – Więc ciężko mi uwierzyć, że chodzi tylko o tęsknotę. Trudno byłoby to wcisnąć w raport. Potrzebujesz czegoś ode mnie, Cadwalader? Czy nie będziemy marnować swojego czasu? No chyba, że dzisiaj jesteś tylko typowym klientem i chcesz popatrzeć? – gdy to powiedziała na głos trudno było jej ukryć rozbawienie, ale naprawdę nie pamiętała kiedy ostatni raz był tutaj jako zwykły klient.
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Sentymentalny..? Chyba nie. - pokręcił głową cicho się śmiejąc - Po prostu po co psuć, coś, co działa? To nie ma najmniejszego sensu. - wzruszył ramionami puszczając jej zaraz oczko z tym swoim zawadiackim uśmiechem, który niczego się nie bał.
Jego dłoń powoli wędrowała po jej udzie raz muskając ją jedynie opuszkami palców, a czasami przesuwając całą jej, nieco miejscami szorstką, powierzchnią po jej coraz mocniej uwrażliwionej skórze. Oblizał nawet usta przyglądając się temu jak na niego reagowała. Widział tę delikatną gęsią skórkę, którą wywoływał na wewnętrznej stronie jej uda. Oświetlenie może nie było tutaj najlepsze, ale pewne rzeczy tylko uwydatniało.
- Tylko wiernym fanem..? - mruknął do niej autentycznie oburzony bo wierzył, że jest już między nimi coś więcej - Mmm... Może jest tutaj kilka całkiem ładnych dziewczyn, ale twoja karnacja wygląda najlepiej przy tym oświetleniu. - powiedział już znacznie niższym głosem czując jej ciepły oddech na swoim uchu, doskonale wiedziała co powinna zrobić żeby rozbudzić jego wyobraźnię - Więc chyba jestem jednak trochę sentymentalny. Nie chcę szukać sobie kogoś innego, jeśli wiem, że nie będzie tak dobry jak Ty. Nie rób mi tego Darcy... - celowo zmienił ton na właściwie błagalny.
Rozsiadł się nieco wygodniej na kanapie widząc jak sięga po rurkę. Uśmiechnął się dość drapieżnie widząc jak się na niej obkręca. Podobała mu się w tym wydaniu. Podobała mu się w pracy. Zwłaszcza kiedy nikt inny nie patrzył, a on miał ją całą dla siebie. Te prywatne tańce zawsze sprawiały im tak wiele przyjemności.
- Nie jestem zwykłym klientem. - powiedział całkowicie o tym przekonany zaczesując włosy do tyłu i nie tracąc jej ze wzroku - Ale lubię też czasami popatrzeć. Masz świetne ciało Darcy. - zmrużył nieco oczy, a jego spojrzenie nabrało pożądliwego wyrazu - Potrzebuję? Nie... Ale zdecydowanie czegoś od Ciebie chcę. - uśmiechnął się łobuzersko przesuwając spojrzeniem po jej wysportowanej sylwetce.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
- Więc twierdzisz, że to działa? – odbiła piłeczkę, uśmiechając się pod nosem. Czy działało? Być może… tylko, co to właściwie było? Nic ich nie łączyło. Pochodzili z dwóch skrajnie rożnych światów, nie mówiąc o tym, że oboje jednocześnie spotykali się z kimś innym i chyba w obu przypadkach było to całkiem p o w a ż n e.
- Więc chodzi o moją karnację. – zaśmiała się, kręcąc lekko głową – Naprawdę… w tylu rzeczach jestem dobra. Na punkcie tak wielu z nich masz obsesję i tak wielu nie potrafisz sobie odmówić, a próbujesz mnie przekonać, że podoba ci się kolor mojej skóry? – rozbawił ją, a ona prowokowała oczekując od niego znacznie bardziej wyrafinowanych komplementów. Albo może wręcz przeciwnie… znacznie mniej wyrafinowanych! To, że jej skóra wyglądała ładnie było całkiem kulturalne, a nie było sensu się oszukiwać – ta znajomość leżała daleko od kulturalnej. Spotykali się w klubie ze striptizem, a nie chodzili na randki do teatru.
I uśmiechnęła się wyraźnie zadowolona, gdy częściowo dostała to, czego oczekiwała. Miała świetne ciało… ciężko na nie pracowała. Czasami odnosiła wrażenie, że mężczyźni w takich miejscach wcale nie byli szczególnie wymagający… kawałek nagiego ciała sprawiał, że mniej zwracali uwagi na szczegóły. Darcy jednak chciała się podobać. Jemu również i mile to połechtało jej ego. Wykonała kolejny obrót, odnajdując rytm muzyki, która leciała z klubowych głośników. Jej ruch, jej taniec nie był wymuszony, a jednocześnie nie było w tym nic przypadkowego. Znała swoje najlepsze kąty, wiedziała jak podkreślić i skupić męską uwagę na każdej krągłości, na każdym skrawku mniej lub bardziej odsłoniętego ciała…
- Jeśli czegoś chcesz… - wróciła do niego, ciągle kręcąc biodrami, odwróciła się tak, żeby miał lepszy widok na jej pośladki. Pośladki, które pewnie jej króciutka sukienka zakrywała już tylko w połowie, ale dlaczego miałaby się tym w ogóle przejmować – Niee… nie. – upomniała go, gdy tylko zauważyła, że ręka mu drgnęła, żeby ją dotknąć. Nic z tych rzeczy. Osunęła się na jego uda i zajęła na nich miejsce, nieprzerwanie drażniąco jednak napierając na jego krocze – Musisz o tym powiedzieć. – rzuciła, obracając się do niego przez ramię – Poprosić. – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu – Albo po prostu sobie to wziąć. – zakończyła, a błysk w jej spojrzeniu był bardziej niż wymowny – Albo po prostu zapytać, o co chciałeś zapytać. Bo czasami mam wrażenie, że mój długi język interesuje cię bardziej niż tyłek. – i nawet nie mogła mu się dziwić – w końcu był policjantem, a ona widziała i słyszała więcej niż powinna. I brakowało jej zdrowego rozsądku, że wybrała jasną stronę mocy współpracując z nim.
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Działało, oczywiście, że działało. Potrafili dobrze ukrywać to, co ich łączyło. A co to właściwie było? Żadne z nich nie próbowało tego nazwać i chyba jakoś szczególnie się tym nie przejmowało. Mieli świetny seks, dobrze bawili się w swoim towarzystwie i nikt nie potrzebował niczego więcej, więc tak, to po prostu dla nich działało. Chyba również ta nutka ekscytacji, że ktoś mógłby się dowiedzieć, ktoś mógłby ich obserwować. To całe zamykanie się w tych prywatnych pokojach, hotelach, motelach. Było po prostu ciekawie, oboje tego szukali, a przynajmniej tak mu się wydawało.
- Wiele lasek tutaj może sobie zrobić cycki, wytrenować tyłek czy mieć płaski brzuch. Koloru twojej skóry jednak żadna się w żaden sposób nie dorobi. - uśmiechnął się do niej szarmancko, uwodzicielsko wręcz nie odrywając od niej wzroku i podpierając głowę na dłoni.
Ciężko było oderwać od niej wzrok. Już od pierwszego razu, gdy zobaczył ją na scenie miała to coś, co przyciągało jego uwagę. Uwagę, której nie potrafił przestać jej poświęcać. Większość jej fanów mogła tylko pomarzyć o tym, że będzie w stanie dotknąć tego ciała. On nie miał tego problemu. Dlatego na niego działała jeszcze lepiej niż na resztę. Każdy kąt, który mu pokazywała. Każde przesunięcie jej własnej dłoni po jej ciele wiązało się z wybudzeniem jego własnych nie tylko fantazji, a wspomnień. Bo jego dłoń była już na każdym skrawku jej ciała w wielu konfiguracjach. To nie była wyłącznie zabawa, wyłącznie fantazja. Doskonale wiedział, co potrafiło zrobić to ciało i to z tych stron, z których nikt inny nie będzie się w stanie o tym przekonać. Bo tak, wiedział, że sypiała z Danielem, ale to co robiła z nim... Na pewno tamten skurwiel nie był w stanie powtórzyć.
Kusiła go, wiedziała jak to robić. Bo ten tyłek... Uwielbiał jej tyłek. Gdy tylko zaczęła się o niego ocierać zapewne zdołała już poczuć jak bardzo ją lubił. Drażniła się z nim. Naprawdę umiejętnie. Uśmiechnął się zaczepnie kiedy zabroniła mu się dotykać. Chciał to zrobić. Oczywiście, że chciał to zrobić. I zamierzał. Na razie robił to dość subtelnie. Po prostu przesuwał swoją dłoń powoli wzdłuż jej odsłoniętego kręgosłupa. Delikatnie muskał jej skórę swoimi palcami w górę i w dół gdy na niego napierała.
- Zdecydowanie jest kilka sytuacji, w których twój długi język lubię bardziej niż twój tyłek. - przesunął kciukiem po jej ustach wsuwając go żeby pomasować jej język, a jego spojrzenie nabierało tego niebezpiecznego błysku pamiętając co potrafiła zrobić gdy brała go do ust - Ale miałaś rację. Lubię też popatrzeć. - uśmiechnął się do niej przebiegle zabierając obie swoje dłonie z jej ciała i obserwując ją z lekko uniesioną brwią.
Znał ją już na tyle by wiedzieć, że lubiła się podobać. Lubiła czuć na sobie jego spojrzenie. Lubiła też doprowadzać go do szału. Właśnie dawał jej na to bardzo dobrą szansę. Bo nie zamierzał jej o nic prosić, a jeśli chciała by po prostu wziął sobie to, na co miał ochotę będzie musiała się nieco bardziej postarać.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Widziała jego błyszczące spojrzenie, ciemniejące tęczówki i spiętą szczękę, gdy zakazała mu dotykać. Prychnęła rozbawiona, gdy nie posłuchał. No naprawdę… gdzie ta silna męska wola? Przyjemny dreszcz jednak przemknął wzdłuż jej kręgosłupa, gdy opuszką przesunął po skórze na jej twarzy i pełnej wardze… zacisnęła usta na jego kciuku i lekko go zassała, nawet na sekundę nie przerywając z nim kontaktu wzrokowego. A kiedy zabrał od niej dłonie… po prostu się zaśmiała w głos. Ale nie zamierzała go zostawić z niczym innym, wręcz przeciwnie.
Był w klubie, a ona była tancerką… więc hej – tańczyła! Tańczyła na jego kolanach, dotykając jego (i nie pozwalając dotknąć siebie!), ocierając się o niego, uwodząc i wodząc za nos, pobudzając męską wyobraźnię i dając mu wszystko to, za co płaci się w klubie taki jak ten. Bo w końcu też wstała z kolan Cadwaladera, żeby mógł podziwiać ją z oddali. Szczególnie wtedy, gdy patrząc mu prosto w oczy zsunęła z siebie mikroskopijną sukienkę. Bielizna zasłaniała absurdalnie mało, a do tego stanik Darcy poszedł bardzo szybko w ślady sukienki, a ona jeszcze przez chwilę tańczyła dla niego w samych stringach. Pewnie jakichś ozdobionych diamencikami, czy cholera wie czym! Ale na pewno było trochę przaśnie jak to w takich klubach bywa… i dlatego teraz nosiła głównie czarne koronki, które nie miały nic wspólnego z tym rzucającym się w oczy kiczem. Tylko wtedy nie miała nic do powiedzenia, a teraz mogła wydawać fortunę na co tylko chciała… chociażby drogą bieliznę!
I wróciła też na jego kolana – I naprawdę nie jesteś tu dzisiaj zawodowo? Chcesz tylko patrzeć? – i jak bardzo chciał patrzeć? Utrzymując z nim kontakt wzrokowy, ciekawa jak on długo go z nią utrzyma, przesunęła dłonią po swojej skórze. Od szyi, między piersiami, przez płaski brzuch i zatrzymała się na podbrzuszu tak, że część palców wsunęła pod materiał bielizny… nie poszła krok dalej, ciekawa jego reakcji. Brew drgnęła jej wymownie, a uśmiech czający się w kącikach ust był wymowny – Bo możemy porozmawiać… ratować świat przed złoczyńcami. Przyczynić się do tego, że na ulicach Toronto będzie mniej o jakąś jedną szumowinę. Ostatni raz. – dodała, zagryzając lekko wargę.
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
A to jak się teraz na nim poruszała? Jasna cholera, jak miałby tak po prostu powiedzieć, że będzie to ostatni raz? Wiedział, że jego tęczówki musiały już dość mocno pociemnieć. Znał już każdy skrawek jej ciała, ale ona nie potrafiła mu się tak po prostu znudzić. Nie ważne ile razy widział ją już w podobnym wydaniu, za każdym razem reagował na nią tak samo. Szalał na jej punkcie i nie zastanawiał się nawet nad tym czy jest to jakieś połączenie tego jak świetnie wyglądała, jej karnacji oraz tego, co dla niego robiła. Nie miało to najmniejszego znaczenia. Ważne było to jak na nią reagował, a to zawsze robił bardzo żywiołowo.
Kiedy zaczęła dla niego faktycznie tańczyć, ściągać sukienkę... Uśmiechnął się wymownie nawet przygryzając swoją dolną wargę bo doskonale wiedziała co robiła. Wiedziała jak bardzo jej pragnął. Nie odrywał od niej swojego wygłodniałego wzroku. Zupełnie jakby nie robili tego zaledwie kilka dni wcześniej. Zawsze tęsknił za jej ciałem i to cholernie tęsknił.
- Nie przyszedłem tutaj zawodowo. - pokręcił lekko głową, lecz nie pozwolił sobie oderwać od niej wzroku nawet na sekundę, wyglądała po prostu zbyt dobrze - Ale nie powiedziałem, że przyszedłem jedynie popatrzeć. - powiedział już znacznie niższym tembrem głosu podążając wzrokiem za jej dłonią sunącą po jej własnym ciele.
- Stęskniłem się za tym... - spojrzał na nią wymownie przesuwając swoje dłonie po jej biodrach, płaskim brzuchu by w końcu pozwolić im wylądować na jej piersiach, które bez żadnych oporów po prostu ścisnął - Za Tobą. - skupił swój wzrok na jej tęczówkach nieco mocniej zaciskając swoje dłonie.
Temperatura jego ciała zaczęła już dawno wzrastać. Pragnął jej, tak cholernie jej pragnął i nie zamierzał pozwolić na to żeby jej nowy facet stanął im na drodze. Za bardzo lubił to, co z nim robiła. Nie zamierzał z tego rezygnować.
- Ale jeśli chcesz być bohaterką... - uśmiechnął się nieco przebiegle przenosząc jedną ze swoich dłoni na jej policzek by znów zahaczyć swoim kciukiem o jej usta - Możesz mi powiedzieć co ciekawego ostatnio usłyszałaś. Zanim te twoje usta oraz długi język zajmą się czymś zupełnie innym. - wyszczerzył się doskonale wiedząc, co potrafiła z nim zrobić oraz czego nie zamierzał sobie dzisiaj odpuścić.
Darcy Bowman