-
„Kocham gwiazdy zbyt mocno, by bać się nocy”.nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Pozory miały to do siebie, że każdy widział to, co chciał ujrzeć.
A jej pragnienia były odmienne od tego, co pokazywała światu.
Setki zdjęć, za które płacili jej napaleni mężczyźni, kłóciły się z renomą grzecznej dziewczynki. Masa wyuzdanych wiadomości, która przyprawiała o szybsze bicie serca. Pełna szafa kusej bielizny oraz sukienek, w których nie odważyłaby się wyjść ze swojej sypialni. W szufladzie zamkniętej na kluczyk leżały gadżety, których połowy nie znała zastosowania. To był jej słodki mały sekret.
Tak mało o niej wiedział.
A ta mała gra słów... Nigdy wcześniej się tak nie czuła. Nikt nie miał odwagi tak daleko się posunąć, a jej ciało reagowało na każdy najmniejszy gest. To napięcie pomiędzy nimi nie mogło być jedynie wytworem jej wyobraźni. Ciekawość była pierwszym stopniem do piekła. A Dean był zakazanym owocem, który kusił coraz mocniej.
Odepchnij go...
Nie mogła. Była zbyt słaba. Niemal błagała, oddając mu całą kontrolę.
- To kwestia intuicji. A może boisz się, że te pazurki zostawią ślad? Że spodoba ci się ta dzika, nieoswojona strona tego małego kotka? - zapytała drżącym głosem. Zadarła delikatnie głowę w geście, jakby chciała złączyć ich usta w pocałunku, ale zamiast tego, chwyciła pomiędzy zęby zawieszkę, która luźno zwisała na cienkim łańcuszku. Przycisnęła mocniej biodra do jego ciała, a kącik ust uniosła w leniwym uśmieszku.
Dasz radę, maleńka. Lepsi od niego, błagali cię o chwilę uwagi.
Wypuściła spomiędzy warg biżuterię i powolnym ruchem języka oblizała dolną wargę. Zdecydowanie częściej powinna pić. Dwa drinki skutecznie uciszyły rozsądek. - Już sobie wyobrażasz, jak spoglądam na ciebie niewinnie spod rzęs, gdy klęczę przed tobą? - przywołała w pamięci ostatni komentarz, który dostała pod jednym zdjęciem. - A może jaki kolor koronki mam pod tą sukienką? Zdradzić ci? - szturchnęła nosem napiętą linię jego szczęki i wypuściła z płuc powietrze.
Nogi miała jak z waty. Jeszcze trochę, a będzie musiał ją podtrzymać... Co on z nią wyprawiał?
Dean Vanberg
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Na to liczyła, starając się wybadać jego granice? Miał je, tego mogła być pewna. Panował na sobą, bo w innym przypadku nie byłoby miejsca i czasu na kolejne słowa. Wzniósłby ich na kolejny level, depcząc po jakichkolwiek zasadach. Wprawiłby w ruch ich ciała, demonstrując jej czym mogło kończyć się z zadawaniem z nieodpowiednim mężczyzną. Mógłby zrobić tak wiele, a jednak ograniczał się jedynie do niewinnych gestów. Ot, delikatne muśnięcia, niczym gra wstępna do większego przedstawienia, którego tym razem Thallman miała nie zobaczyć.
-Kochana, ja niczego się nie boję. A te pazurki byłyby idealnym trofeum; wspomnieniem niezapomnianych przeżyć. Czy ten mały, nieoswojony kotek nie obawia się ich połamać? - zapytał nonszalancko, patrząc w jej oczy. Była taka krucha, kiedy stała przed nim, ulegając jego woli. W głowie pojawiło się wiele myśli, a każdej z nich daleko było do moralności i czystości. Pojawiały się fantazje, pojawiały obrazy. Ile z nich spodobałoby się samej zainteresowanej?
Prześlizgnął się raz jeszcze wzrokiem po jej ciele, mając na nie lepszy wgląd. Ta bliskość oraz jej poza, która odsłaniała tak wiele. pachniała mieszanką perfum oraz alkoholu, który wypiła. Kolejna rzecz, na którą powinien wziąć poprawkę - procenty zmieniały postrzeganie rzeczywistości, a po raz pierwszy to właśnie on był tym trzeźwym. Czy to oznaczało większą odpowiedzialność?
Wzrok śledził język na ustach, które oblizała. To działało na wielu facetów, wabiąc ich do kobiet. Prosty, z pozoru niewinny gest, a wyzwalał wiele emocji. Potrafił rozbudzić czający się w ciele ogień. A później leciało już samo.
Nachylił się bardziej pozwalając by ich oddechy się ze sobą zmieszały. Kilka milimetrów i poznałby smak jej ust oraz miękkość warg.
-Czyli tak wyglądają twoje fantazje na mój temat? Wyobrażasz sobie, jak patrzę na ciebie z pożądaniem, rozbierając cię wzrokiem. Pragniesz mojego dotyku na swojej skórze, kiedy pozbywałbym się kolejnych warstw? - zapytał, z błyskiem w oku. Emanowała pewnością siebie, która była tak niepodobna do niej.
Alkohol. Musiał o nim pamiętać.
Dlatego w następnej chwili puścił dziewczyną, wyswobadzając jej dłonie z własnego uścisku. Odsunął się kawałek, lustrując jej twarz. Była piękna i owszem. Ale była też siostrą przyjaciela i to nie miało się zmienić.
-Nie ty jedna, Thallman. Wiele panien fantazjuje o mnie w taki sposób - uśmiechnął się bezczelnie, kończąc rodzące się niebezpieczeństwo. - Chociaż schlebia mi, że jesteś jedną z nich. A teraz, za pani pozwoleniem, zachowam się jak na Benjamina, którego tu chciałaś, przystało - I zanim zdążyła zareagować, złapał ją i podniósł, przerzucając ją sobie przez ramię, niczym dżentelmen osłaniając jej tyłek, by majtkami nie świeciła.
-Jedziemy do domu - zaznaczył, wychodząc z łazienki i przecisnąć się przez tłum na parkiecie. - Nie rzucaj się tak, Młoda - upomniał ją, kiedy wierzgała. Był silny, ona drobna, ale kurwa, ciężko było zachować równowagę, kiedy człowiek dodatkowo musiał chronić jej gacie oraz usuwać innych z drogi.
Clementine Thallman
-
„Kocham gwiazdy zbyt mocno, by bać się nocy”.nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Dlaczego, więc tak bardzo tego pragnęła?
Czemu czuła dojmujące zimno, gdy się odsunął, pozostawiając po sobie uczucie upokorzenia? W jego oczach nie była nikim wyjątkowym. Tylko kolejną dziewczyną, którą bez wahania zaliczyłby, gdyby nie była siostrą jego przyjaciela. To bolało. A każde kolejne jego słowo utwierdzało ją w tym fakcie.
Poprawiła sukienkę, obciągając materiał w dół. Głupia. Mała naiwna dziewczynka, która przez chwilę myślała... Że to, co działo się w Internecie, miało odzwierciedlenie w rzeczywistości. Że ktoś mógłby ją pragnąć na tyle, że żadne zasady nie miałyby racji bytu przy tym silnym pragnieniu bliskości drugiej osoby. On nie stracił dla niej głowy. To ona podawała mu wszystko jak na tacy i jeszcze spotkała się z odmową. Zasłoniła włosami twarz, żeby nie widział tego smutku w jej oczach. Tej samotności. Desperacji, która popychała do nieodpowiednich zachowań.
- Naprawdę w to uwierzyłeś? Powinnam może zapisać się do szkoły teatralnej? - przygryzła dolną wargę i zrobiła niepewny krok ku niemu. Nie zamierzała tego tak zostawić. - Nie jestem jak każda. Nie należę do twojego fanklubu. Nawet gdybyś był ostatnim... - pisnęła, gdy bez żadnego problemu przerzucił ją sobie przez ramię.
- Puszczaj mnie! - uderzyła go kilka razy pięścią po plecach, a następnie wbiła swoje długie paznokcie w jego skórę, pozostawiając po sobie ślady, które miały z nim zostać przez następne kilka dni. - Potrafię chodzić sama! Przestań! Ciężka jestem! - szarpała się dalej, próbując jedną ręką zasłonić dekolt, gdy sukienka podjeżdżała - Moje rzeczy są w szatni! - starała się przekrzyczeć głośną muzykę, ale na nic zdały się wszelkie jej protesty.
Prychnęła niczym rozjuszona kotka, gdy w końcu odstawił ją na ziemię i wskazał na motocykl. - Żartujesz sobie?! Co ty w ogóle sobie myślisz! - popchnęła chłopaka delikatnie z obawą patrząc na maszynę. - Nie ma mowy. Nie pojadę na tym z tobą. - pokręciła głową na znak protestu. Powaliło go już totalnie. - Mam za krótką sukienkę... - westchnęła cicho, gdy opatulił jej ramiona swoją skórzaną kurtką, która była znacznie dłuższa niż sukienka. Przyjęła od niego kask, który w końcu założyła, żeby mieć tę bezsensowną kłótnię już za sobą. Nieporadnie usiadła na motocyklu i zacisnęła drobne dłonie wokół jego pasa.
Przez całą drogę miała zamknięte oczy, gdy on mknął przez opustoszałe ulice tego miasta. A gdy oddała mu kask i kurtkę, zostawił ją przed domem samą. Bez żadnych słów pożegnania.
Dupek.
Koniec
Dean Vanberg