-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Odkrywanie siebie nawzajem przy okazji mogło być dobrze. Być może dzięki temu Lance dojdzie do tego, że jednak związki, a przede wszystkim Eliana nie jest dla niego… A może utwierdzi się w przekonaniu, że naprawdę podobało mu się to, co miał przed sobą i chciał brnąć w relację z Broussard dalej. Jedno jest pewne – tylko w ten sposób mógł otrzymać potrzebne mu odpowiedzi, dlatego postanowił przed niczym nie uciekać.
No i naprawdę chciał ją teraz urobić, dlatego uznał, że jakoś pogodzi się z lekcjami garncarstwa.
Popatrzył na Elianę spod zmrużonych powiek, gdy wprawnie mu się odgryzła, czym swoją drogą mu zaimponował. Podobała mu się w tym zadziornym wydaniu. – Kiedy zrobiłaś się tak złośliwa? – zapytał, po czym omiótł ją spojrzeniem, a kiedy w końcu ponownie spojrzał w jej oczy, na jego twarzy pojawił się zadziorny uśmiech, który był jasnym sygnałem, że nawet jeśli wytykał jej złośliwość, to wcale nie poczuł się dotknięty jej słowami. Po pierwsze, nie były poważne, a po drugie, nawet jakby były, Lance był tak pewny siebie i tak bardzo przekonany o tym, że jest świetną partią, że nie przejąłby się taką opinią, bo znał własną wartość.
– Mhm – mruknął tylko, aby zaznaczyć, że słuchał. Był jednak na tyle skupiony, że nie zdołał wycisnąć z siebie słowa, bo czuł się tak, jakby walczył z gliną, żeby mu czasem nigdzie nie uciekła. Być może przez to kształt, który jej nadawał, wypadał dość koślawo i zupełnie nie tak, jak widział to we własnej głowie. Jego problem mógł polegać również na tym, że robił to po raz pierwszy i jeszcze tego nie czuł, przez co nie wiedział, jak ma z nią pracować.
Ale nie można zarzucić mu tego, że nie próbował.
– Chyba zaczynam to łapać – rzucił ironicznie, widząc, że w ogóle sobie nie radził, jego dzieło nabierało coraz dziwniejszych kształtów. Lance nie wiedział już, co tworzył, po prostu starał się zrobić c o ś.
Eliana Broussard
-
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Eliana sporo ryzykowała, ponownie się na niego otwierając. Pomimo tego, jak wcześniej poczuła się przez niego zawiedziona, nie chciała tak całkowicie go z tego powodu przekreślić. Obiecała sobie, że skoro wykazał skruchę, da mu szansę udowodnić, że po prostu się co do niego pomyliła. Otworzyła się na tę opcję, a jednak nie znaczy to wcale, że nagle przestała być ostrożna.
Nadal nie ufała mu w pełni, dlatego Lance miał przed sobą wymagające zadanie, którego jednak ona nie zamierzała mu dodatkowo utrudniać. Próbowała go sprawdzać, jednak ostatecznie liczyła, iż będzie to rozrywka, która im obojgu dostarczy nowych doznań i późniejszej satysfakcji. To przecież nie tak, że zamierzała rzucać mu pod nogo kłody i sprawiać, aby w końcu się zniechęcił.
Nie, tym razem i jej zależało na tym, aby doszli do porozumienia.
Gdyby jednak zawiódł ją po raz kolejny, następny raz już by się na niego nie otworzyła.
I może właśnie to próbowała dać mu do zrozumienia tymi drobnymi uszczypliwościami, na które od czasu do czasu sobie pozwalała. Nie starała się w ten sposób zagrać mu na nosie, a jedynie droczyła się z nim, wcale też nie uważając, że jej komentarze mogłyby jakkolwiek wpłynąć na jego samoocenę. Zresztą, Lance jak zwykle udowodnił, że własnej wartości był świadomy w stu procentach.
To, swoją drogą, naprawdę ją w nim pociągało. — Ja? Złośliwa? — zapytała, nie odmawiając sobie przy tym teatralnego wyrazu zaskoczenia, które wymalowało się na jej twarzy. Prędko jednak przebił przez nie uśmiech, który zdradzał, iż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że w ostatnim czasie nie była wcale aż takim aniołkiem.
Ale skoro nie przeszkadzało mu to do tego stopnia, aby zrezygnować ze wspólnej rozrywki, Eliana skupiła się na tym, aby odpowiednio brunetem pokierować i pokazać mu, w jaki sposób ma układać dłonie, aby z gliny wyszło coś więcej, niż bezkształtna figura. — Czyli mogę już zostawić cię z tym samego? — zapytała, unosząc jedną brew ku górze. Mogła oczywiście wycofać się bez pytania, ale wcale nie było jej do tego spieszno.
Nie była tu przecież tylko po to, aby go instruować.
Lance Cortlandt
-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tym bardziej, że one wcale nie były tak bardzo złe. Broussard zmusiła go dziś do wyjścia poza jego strefę komfortu, ale nie było to czymś, czemu by nie podołał. Myśl o małym pobrudzeniu się nie napawała go entuzjazmem, ale za to z możliwością spędzenia czasu z Elianą czuł się już zupełnie inaczej, dlatego nie tylko dał temu szansę, ale naprawdę zaangażował się, zamiast stać z boku, udając, że się starał. Cortlandt rzeczywiście próbował coś z tego doświadczenia wyciągnąć, choć bardziej zależało mu na tym, żeby było w tym coś dla nich, niż żeby faktycznie czegoś się nauczyć, ponieważ nie czuł, żeby garncarstwo miało stać się jego nowym hobby. Nie miał żadnych wątpliwości względem tego, że to wciąż nie było dla niego…
Zresztą, wystarczy spojrzeć na jego d z i e ł o, żeby również dojść do podobnego wniosku. Lance nie miał w sobie nawet odrobiny artysty i spod jego rąk mogła wyjść tylko jakaś pokraka, którą Eliana musiała pomóc mu naprawić, żeby wyglądała jakoś, bo o przyzwoitym wyglądzie, jeśli on dokładał do tego rękę, nie ma nawet co marzyć.
– Okropnie. W ogóle cię nie poznaję – stwierdził rozbawiony, nadal drocząc się z brunetką. Nie były to realne pretensje, ponieważ szatynowi nie przeszkadzała jej bardziej zadziorna strona. Podobało mu się to, że mu ja pokazywała.
– Chcesz, żebym to popsuł po tym, jak zaczęło jakoś wyglądać? – pomimo wcześniejszego twierdzenia wiedział, że jeśli zostanie z tym sam, zaraz to popsuje. Kompletnie nie czuł gliny i nie wiedział, jak się z nią obchodzić, żeby go słuchała. Był kompletnie zdany na to, jak prowadziła go Broussard, co częściowo mogło też wynikać z tego, że odpowiadał mu jej dotyk i chciał to przeciągnąć, skoro miał taką możliwość.
Eliana Broussard
-
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Chciała, żeby on lubił ją równie mocno, jak ona polubiła jego.
Chciała jednak też dać mu do zrozumienia, że nie zamierzała się z nim bawić. Ich relacja nie musiała od razu stać się czymś poważnym, ale Eliana też nie chciała być w jego oczach czymś c h w i l o w y m. Obecnie wydawało jej się, że Lance rozumiał to i kontynuował tę znajomość w pełni świadomie, nie próbując wykorzystywać jej naiwności. Gdyby się pomyliła, kolejnej szansy na powrót do tego, co było między nimi obecnie, już by nie dostał.
Nie myślała o tym jednak w tak negatywnych kategoriach, obecnie pozwalając sobie na to, aby realnie nacieszyć się jego towarzystwem. Sama bawiła się naprawdę dobrze, jednak to bynajmniej nie było zasługą tego, iż dzisiejszą rozrywkę dobrała tak, aby pasowała przede wszystkim jej. Bawiła się świetnie, ponieważ obok miała jego.
I coś jej podpowiadało, że on też nie miał narzekać.
— Gdzie się podziała twoja pewność siebie, Cortlandt? — zapytała, unosząc ku górze jedną brew. Wykorzystała tę chwilę na zmianę pozycji tak, aby przy kole nie stać już naprzeciw niego, ale przysunąć się obok. Nie było to jednak spowodowane
A choć nieco koślawy, ostatecznie zaczął przypominać naczynie, dlatego Eliana zdecydowała się zatrzymać koło. — Nie zabieraj rąk, jeszcze ma szansę się rozlecieć — ostrzegła, przyglądając się temu, jak urządzenie powoli wyhamowywało. Sama sięgnęła natomiast po kolejną porcję gliny, która była im jeszcze potrzebna. — Trzeba dorobić mu ucho — oznajmiła, ponownie podchodząc bliżej bruneta.
A chociaż miała zamiar zająć się tym konkretnym elementem naczynia, nie zrobiła tego od razu. Skorzystała natomiast z tego, iż miała idealną okazję do tego, aby nieco zagrać mu na nosie - tym razem całkiem dosłownie. Przysuwając się bliżej, jakby chciała go włączyć w proces formowania, brudnym od gliny palcem przejechała po jego nosie. Zagrała jak dziecko i była przy tym z siebie n i e s a m o w i c i e zadowolona, co zresztą Lance mógł dostrzec w jej grymasie.
Może wcale się nie pomylił i ostatecznie rzeczywiście potrafiła być nieco z ł o ś l i w a?
Lance Cortlandt
-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Było to łatwiejsze dzięki temu, że wcale nie czuł się tak, jakby tracił kontrolę, a to zawsze było jedną z jego największych obaw. Nie chciał, aby emocje wzięły nad nim górę i wszystko toczyło się samo, bez jego kontroli, ponieważ był przekonany o tym, że to prosta droga do popełnienia błędu, na który nie mógł sobie pozwolić.
Nic jednak teraz nie wyglądało tak, jakby zmierzał ku jakiemuś błędowi, dlatego zamiast martwić się na zapas, pierwszy raz w relacji z kobietą zaczął się starać. W dodatku w momencie, gdy miał przed sobą spore wyzwanie, ponieważ po potknięciu musiał udowodnić brunetce, że nie pogrywał z nią i miał szczere intencje. I po raz pierwszy mógł zapewnić o nich bez udawania.
– Rybę bez wody też pytałabyś, czemu się dusi? – zapytał przekornie, podkreślając w ten sposób, że był daleko poza swoją strefą komfortu, w związku z czym nawet jemu mogło zabraknąć pewności siebie. Nie było to coś, co normalnie by pokazał, ale najwyraźniej przy Broussard czuł się już na tyle swobodnie, aby zacząć się przed nią odsłaniać nieco bardziej.
Dobrze, że zdążyła go ostrzec, by gdyby tego nie powiedziała, Lance na pewno zaraz zabrałby ręce z gliny. Ale jeśli to miało zaszkodzić jego d z i e ł u, dla którego się poświęcił, to wolał zastosować się do jej rady i jego ręce pozostały na miejscu, podczas gdy on przyglądał się brunetce. – To zostawię tobie – stwierdził, dochodząc do wniosku, że pewne byłby w stanie zepsuć nawet coś tak prostego, jak ucho od kubka.
Gdyby nie to, że nie wiedział, czy już mógł zabrać ręce z kubka, pewnie powstrzymałby ją zanim usmarowała go gliną, ponieważ całkiem szybko zorientował się, do czego zmierzała. Niestety, nie miał jak zareagować, przez co udało jej się osiągnąć cel, a Lance mógł tylko zacisnąć usta i popatrzeć ostrzegawczo na Broussard, jakby właśnie mu podpadła. – Przezabawne. Przybliż się, to ci podziękuję – od razu było widać, że jego zamiary nie były dobre. Ale może miał zaskoczyć Elianę i powinna zaryzykować?
Eliana Broussard
-
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Odkrywanie tego było natomiast wyjątkowo przyjemne, dlatego Eliana również otwierała się na niego bardziej. Być może nie zamierzała tu i teraz ponownie zaangażować się w tę znajomość całą sobą, a jednak nie znaczy to, że uparcie trzymała go na dystans. Robiła to głównie pod względem fizycznym, chcąc chyba ostatecznie upewnić się, że Cortlandt nie kręcił się wokół niej dla zabawy.
Chciała mieć pewność, że traktował ją p o w a ż n i e.
Nie znaczy to jednak, że cała ich relacja musiała być utrzymana w takim tonie. Broussard naprawdę chciała dobrze się z nim bawić, a to, że właśnie tak się działo, widoczne było choćby po wyrazie jej twarzy. Podczas tego spotkania uśmiech praktycznie nie znikał z jej ust, a rozbawienie tliło się także w jej oczach. Stało się ono jeszcze wyraźniejsze, gdy usłyszała jego pytanie, na które oczywiście nie odpowiedziała.
Zaraz zresztą i tak została kompletnie pochłonięta przez dokończenie tworzenia kubka, choć jednocześnie nie odmówiła sobie tej drobnej z a c z e p k i, kiedy nadarzyła się ku temu okazja. — Trochę powinieneś mi pomóc — poskarżyła się, kiedy stwierdził, że z uchem do kubka zostawi ją samą na placu boju. I może właśnie to przesądziło o tym, że zdecydowała się chwilę później z a a t a k o w a ć jego nos?
Nie zamierzała też zbyt łatwo się podkładać. Kiedy Lance zachęcił ją do tego, aby się do niego zbliżyła, Eliana pokręciła głową na boki, a później zrobiła kilka kroków w tył. — Jak chcesz podziękować, musisz bardziej się postarać — zawyrokowała, po czym zacisnęła zęby na dolnej wardze. Nie próbowała też podpowiadać mu, że mógł zostawić formę kubka w spokoju, bo na chwilę obecną i tak wiele jej nie groziło.
Gdyby powiedziała to na głos, wyłącznie zapewniłaby mu przewagę.
Lance Cortlandt
-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kiedy Eliana ponownie przed nim stanęła, było tak, jakby ze zdwojoną siłą uderzyło w niego to, co zaczął przy niej czuć. Były to rzeczy mu obce, ale na tyle przyjemne, że trudno było im się oprzeć, dlatego pomimo swojego planu zdecydował zawalczyć i dać temu szansę. Gdyby coś mu się nie spodobało, mógł przecież w każdej chwili się wycofać.
Na to jednak na razie nie miał ochoty.
Dziś bawił się z nią dobrze, mimo że namówiła go do zrobienia czegoś, co zupełnie nie było dla niego. Nie mógł jednak powiedzieć, że przez to randka była nieudana, bo dał temu szansę i gdy zajął się tym z Elianą, to wcale nie było takie straszne. Pewnie sam nigdy do tego nie wróci, ale to nic… W dzisiejszej randce najważniejsze nie było to, co robili, tylko z kim, a na to Cortlandt z całą pewnością nie mógł narzekać.
Nawet po tym, jak paskudnie zaatakowała go i wysmarowała mu nos gliną, kiedy on siedział przyklejony do swojego kubka, który bał się puścić, żeby nic mu się nie stało. Skoro już poświęcił się dla niego, to nie chciał, żeby było to na marne. – Grasz nieczysto, Broussard – zmrużył oczy, spoglądając na nią groźnie. Lance miał w tej chwili mocno ograniczone pole manewru, ponieważ obawiał się, że jeśli teraz puści kubek, to naprawdę nic z niego nie zostanie. – Ale w porządku, nie to nie… Prezent specjalny przepadł – wzruszył ramionami, próbując wmówić jej to, że przez uniki wiele straciła. I mogło tak rzeczywiście być, ponieważ Lance zaplanował nie tylko zemstę, ale też coś przyjemnego, o czym Eliana nie chciała się przekonać.
Eliana Broussard
-
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przez to nie wiedziała też, jak mocno wzbraniał się przed związkami. Nie posiadała informacji, za sprawą których być może mogłaby odwieść go od popełnienia g ł u p o t y, jaką była próba wycofania się z tej relacji. To oczywiście nie tak, iż do czegokolwiek próbowałaby go zmusić.
Chciała wyłącznie pokazać mu, że przy niej nie miał się czego bać.
Eliana bowiem nie była złą dziewczyną. Nie była też jedną z tych, które nie dostrzegały nic poza czubkiem własnego nosa. Wszystko starała się rozgrywać tak, aby przypadkiem nikogo nie zranić, zatem w dużym stopniu liczyły się dla niej także jego uczucia.
Nawet po tym, jak on wcześniej zranił ją, ona bała się odpłacić mu tym samym.
Teraz natomiast bała się podejść bliżej w obawie przed tym, że Lance mógłby spróbować ją z a a t a k o w a ć. Co prawda sama się o to prosiła, ale to wcale nie znaczy, że chciała, aby odwdzięczył jej się pięknym za nadobne. Prezentem też raczej nie miał jej przekonać - wiedziała bowiem, że w ten sposób wyłącznie coś knuł.
— Mhmmm, panie marudo — przedrzeźniła go odrobinę, chwilę później uśmiechając się zaczepnie. A choć początkowo zamierzała trzymać się od niego z dala, ostatecznie musiała to postanowienie złamać, aby z nieco mniejszej odległości rzucić okiem na to, co znajdowało się pod jego dłońmi. Ukradkiem jednak zerknęła w stronę Cortlandta, jak gdyby w ten sposób chciała się upewnić, że nie ucierpi od ewentualnego ataku.
— Możesz już go puścić — zapewniła, zostawiając sobie przestrzeń do tego, aby w razie konieczności cofnąć się o krok. Zamiast zrobić to od razu, wyciągnęła w stronę szatyna ten kawałek gliny, który sama wzięła do rąk nieco wcześniej. — Zostało ci jeszcze ucho — przypomniała, najwyraźniej nie zamierzając mu tak łatwo odpuścić. Mieli w końcu wspólnie doprowadzić ten projekt do końca.
Lance Cortlandt
-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kto chciałby na poważnie marnować czas na kogoś takiego? Nawet jeśli weźmie się pod uwagę jego szczere intencje, Lance na tym polu musiał jeszcze wiele się nauczyć, a w tym wieku mało kto chce jeszcze prowadzić kogoś za rękę. Dlatego jego przeszłość, a przynajmniej ta jej część, nie była czymś, czym chciałby chwalić się przed Broussard.
Lance wiedział również to, że Eliana była lepszą od niego osobą, dlatego nie bał się tego, że planowała jakąś zemstę na nim. To jednak wcale nie oznacza, że w ogóle nie bał się zaangażować. To wciąż budziło jego lęk, ale nie miało nic wspólnego z nią… To był po prostu wynik jego wychowania i rzeczy, które zdążył wmówić sobie na przestrzeni lat. Teraz musiał jakoś to wszystko zwalczyć.
Widząc jej uśmiech, nie umiał nie odpowiedzieć jej tym samym, więc już chwilę później również jego usta wygięły się w zadziornym grymasie. A kiedy zauważył to, jak ostrożnie do niego podchodziła, jakby w obawie przed atakiem znienacka, kąciki jego ust powędrowały jeszcze wyżej. Było to na swój sposób urocze oraz zabawne.
– Jesteś pewna? – mimo pytania, które padło, Lance już chwilę później zabrał dłonie z kubka, któremu teraz przez chwilę się przyjrzał. Był paskudny, ale to akurat w ogóle go nie zaskoczyło – nic lepszego nie mogło wyjść spod jego rąk. – Nie tylko ucho – stwierdził, wyciągając dłoń po glinę. Ale zamiast ją odebrać, złapał Elianę za nadgarstek, żeby ją zatrzymać. Wtedy zadowolony z siebie uśmiechnął się do niej i wyciągnął rękę do jej twarzy, oczywiście chcąc ją wysmarować gliną, od której był brudny. I korzystając z tego, że z jednej strony była zablokowana przez stolik, nie dał jej szansy na unik, kładąc dłoń na jej policzku, podczas gdy za drugą rękę przyciągał ją bliżej siebie. Nie po to, by jeszcze bardziej ją wysmarować. Miał inny plan – postanowił ją pocałować i właśnie na to pozwolił sobie w momencie, gdy znalazła się dostatecznie blisko.
Eliana Broussard
-
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jaką miała gwarancję, że w takim wydaniu spełni jego o c z e k i w a n i a?
Pomylił się jednak co do innej kwestii - ewentualnej konieczności prowadzenia go za rękę. Względem tego Eliana niekoniecznie musiała mieć opory, ponieważ polubiła go i zależało jej na tym, aby im się udało. Kluczem do sukcesu mogło jednak okazać się to, że potrzebowała od niego s y g n a ł u. Mając pewność względem tego, że Lance również pragnął postawić na nią, nie miałaby trudności z tym, aby co nieco mu pokazać.
Jeśli w ten sposób mieliby zyskać, dlaczego miałaby się przed tym wzbraniać?
Uważniejsza była natomiast w kwestii ewentualnej zemsty, dlatego jeszcze przez chwilę trzymała się na dystans, aby w ten sposób uniknąć sytuacji, w której i ona skończyłaby umazana. Wydawało jej się, że zagwarantowała sobie dostatecznie dużą przewagę, aby uciec w przypadku ataku, jednak Lance okazał się szybszy. Zresztą… Może jego zachęty naprawdę sprawiły, że wcale aż tak bardzo nie chciała się oddalać? Nie bez powodu pozwoliła, żeby przyciągnął ją do siebie.
— Ale z ciebie oszust — poskarżyła się, choć grymas na jej twarzy zdradzał, że realnie wcale nie zamierzała narzekać. Nie bez powodu przez cały ten czas się uśmiechała, choć przy okazji też uchyliła się trochę, aby ograniczyć ślady, które miały pozostać na jej policzku. Zaprzestała tego jednak, gdy dostrzegła, że Cortlandt wychylał się w jej stronę.
Tym razem nie zamierzała już przed nim uciekać.
Pozwoliła mu się pocałować i nawet nieco to przeciągnęła, samej także chcąc się tym nacieszyć. Przez to nie od razu wrócili do pracy, ale kiedy tak się stało, dopięli swego, a Lance dorobił się nowego kubka. Nie był on może idealny, ale mimo to Eliana uparła się, że to właśnie z niego będzie chciała się napić, kiedy Cortlandt w końcu zaprosi ją na kawę.