-
she's a cosmic siren
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1 osczas narracji-postaćautor
No chyba, że chodzi o biznes, bo jak się okazuje, to on chce jakieś całusy odemnie. Aż oczy wytrzeszczyłam i trochę nerwowo się zaśmiałam, bo przez moment mi się wydawało, że mam go całować jak Waneska będzie chciała sobie pomacać. Ale z drugiej strony to jest fair, że się ceni chłopak, przewiduję mu wielką karierę i szereg sukcesów w biznesie właśnie.
W każdym razie chwilę później już nie jest tak słodko, ani wcale nie ma rozmów o miłości czy o całusach, ani nawet flirtów niewinnych nie ma, bo oczywiście już się zaczynamy kłócić. O Ramseya. Ja go nawet nie wiem dlaczego tak postanowiłam bronić, chyba tylko dlatego, że Noah o niego się nie martwił nawet trochę.
-Może tak, a może nie - prychnęłam i spojrzałam na Noaha z boku, no do wściekłości mnie doprowadzał, kiedy tak obojętnie mówił swoje mądrości zyciowe o tym co robi zaginiony kolega -A ty niby go znasz, że jesteś taki pewny? - zastanowiłam sie, bo może Noah ma jakieś podstawy jednak do swoich przekonań. Ale może faktycznie źle go oceniam, tak jak reszta dzieciaków w szkole jako bardzo agresywnego, a nie jest aż tak bardzo agresyny, na przykład jeszcze mi nic złego nie zrobił oprócz tego, że sie na niego denerwuję.
- No wiesz o co mi chodziło- wywracam oczami - Zresztą, sam przed chwilą pierwsze co powiedziałes, to że skopiesz mu tyłek, za to że się urwał - idziemy sobie dalej i zastanawiam się na głos -A w sumie to ciekawe, że taki kujon trafił do kozy, conie? Ciekawe co zrobił...
Natomiast, kiedy szłam tyłem to niestety w końcu się wyjebałam. Świat mi się zatrzęsł i skrzywiona z bólu i niezadowolenia siedzę na tej ziemi szkolnej, słysząc tylko rechot Beaumonta. Patrzę na niego z dołu bardzo poirytowana tym, że przez niego się wywaliłam i kiedy wyciągnął rękę to ją zignorowałam i się sama podniosłam.
- Ty się śmiejesz - jak już wstałam to palcem go pukam w pierś -A Heather spaliła sobie włosy po tym jak dała mu kosza i musiała wydać tysiąc dolków na fryzjera w samym centrum. Ja bym z nim nie zadzierała... ale to ty jesteś teraz przeklęty - skrzyżowałam ręce i tak go mierze spojrzeniem. - Musimy Cię odklątwić - zadecydowałam, ale chwilę później dodaję - Ale oczywiście nie wiem kto mógłby Ci pomóc - szukam po ścianach tego, żeby poprosił mnie o zdjecie klątwy, bo przecież jestem obrażona i sama tego nie zaproponuję.
Noah Beaumont
-
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ty żyjesz w jakimś fikcyjnym świecie romantycznych seriali, które oglądasz po nocach? - zapytał, nie potrafiąc utrzymać poważnej miny. Zrobił mały krok w jej stronę, na tyle blisko, by poczuła jego oddech, i spojrzał jej prosto w oczy z prowokacją. - Nic z nią nie kęcę. Jesteśmy tylko przyjaciółmi i nie ma w tym drugiego dna, ale widzę, że szkolne ploteczki to twoje główne paliwo do życia. A czyżbyś była po prostu zazdrosna, że poświęcam czas komuś innemu? Wiesz, jak chcesz to chętnie pójdę z tobą na jakieś randewu - wymruczał tuż koło jej ponętnych ust i o dziwo, chętnie by się z nią umówił, wystarczy jedno słowo.
Zaraz przypomniał sobie jej minę, kiedy wcześniej zażartował z płacenia za dotykanie jego brzucha. Dziewczyna chyba naprawdę pomyślała, że on zaraz zażąda od niej jakichś całusów jako zapłaty, i to jeszcze na oczach Waneski i Mike’a. Szkoda tylko, że ta flirciarska atmosfera prysła, a oni wrócili do kłótni o tego cholernego kujona.
- Może tak, a może nie - przedrzeźniał ją pod nosem, kiedy prychnęła na jego słowa. - A ty niby go tak świetnie znasz, że jesteś pewna, że stała mu się krzywda? No właśnie. Powiedziałem tak, bo przez niego łąże jak dureń po szkole, a nie dlatego, że faktycznie mam zamiar polować na niego z pięściami po lekcjach. To faktycznie jest zagadka, co taki kujon musiał odwalić, żeby w ogóle wylądować z nami w kozie.
Zignorowała jego chęć pomocy, więc tylko wzruszył ramionami i cofnął dłoń, chowając ją z powrotem do kieszeni. Patrzył z rozbawieniem, jak zbiera się z ziemi i wbija w jego mostek swój palec z długim paznokciem. Stał w miejscu, słuchając tej niedorzecznej historii o jakiejś Heather, która rzekomo po odrzuceniu zalotów Brooksa spaliła sobie włosy i musiała wydać tysiąc dolarów na fryzjera w centrum miasta.
- Jasne, tysiąc dolarów na fryzjera. Na pewno Brooks rzucił na nią urok, a nie po prostu sama przesadziła z rozjaśniaczem w łazience - skomentował krótko, a na jego twarzy znowu zagościł bezczelny uśmieszek. - Czyli sprawa jest poważna. Brooks odprawia czarne msze, rzuca klątwy i niszczy ludziom fryzury — zaczął drwiącym głosem. - I ty tak po prostu zostawisz mnie na pastwę losu? Naprawdę nie masz pojęcia, kto mógłby mi pomóc? Może jednak znasz jakiś sposób na to całe odczynianie uroku, o którym tak bardzo chcesz mi powiedzieć? Zrobimy u mnie w domu odklątwianie. Kupimy jakieś rekwizyty, świeczki, księgi z zaklęciami? Co ty na to?
Aurelia M. Perez
-
she's a cosmic siren
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1 osczas narracji-postaćautor
- Chyba sobie żartujesz, Noah. Nie umówiłabym się z Tobą nawet gdybyś był ostatnim chłopakiem w szkole - przez chwilę moje spojrzenie spadło na te usta, które znalazły się na wysokości moich oczu, kiedy się do mnie zbliżył, a zaraz ponownie unoszę spojrzenie na niego, żeby widział jaka jestem zdecydowana! Bo jestem, co nie? Może faktycznie bym się z nim umówiła, gdyby nie Odri, ale tego że jestem lojalna wobec psiapsi akurat jestem pewna. Uniosłam jeszcze brew i nagle odwracam się napięcie, żeby nawet sobie nie kpił ze mnie i sugerował takich kombinacji. Co ja bym później miała powiedzieć Audrey?? Poszłam sobie przodem, zastanawiając sie jeszcze przez chwilę czy to całe połączenie Audrey-Noah mi się nie przyśniło.
- No nie wiem, słyszałam, że ostatnio jest dochodzenie, bo znikają książki z biblioteki. To by w sumie do kujona pasowało, ale po co on by je kradł, w sensie i tak nikt oprócz niego tego nie czyta, wiec wystarczy, żeby zwrócił na koniec roku, no nie? - zastanawiam się, przy okazji opowiadając mu ploteczki, bo on na pewno nie jest zainteresowany życiem szkoły, nie tak jak ja. Ale Noah to jest chyba głównie sobą zainteresowany i swoimi mięśniami. W sumie jak każdy nastolatek.
- Nie no ty jesteś niemożliwy! - zdenerowowałam się, kiedy podważa prawdziwość mojej historii, oczy na niego wytrzeszczam, bo ja tu mu dobrze radzę, a on ze mnie kpi? Och, że też taki irytujący musi być Noah! - Ja cię tylko przestrzegam Noah Beaumont - wyjaśniam go po raz ostatni i już ze skrzyżowanymi rękami kręcę głową. Jeszcze przecież mu zaproponowałam, że go odklątwie, ale on to potraktował znów jakbym go conajmniej podrywała, aż policzki mi się zarumieniły, bo ja już wiem co on ma na myśli z tymi świeczkami i książką i jego domem. - Wątpię, czy jest szansa na to, że żywy wyjdziesz ze szkoły jeżeli mam być szczera i nie ma co czekać do powrotu do twojego domu - odpowiedziałam mu swoim przemądrzałym tonem, ale skoro tak łatwo wpadł w tą moją pułapkę w której to ja go odklątwiam to wyliczam mu na palcach, co będziemy robić:
- Znaj moją dobroć Beaumont, pomogę ci. Po pierwsze musisz wiedzieć, że musimy zrobić tak, żeby oczyścić Cię wszystkimi czterema żywiołami. Takie są zasady i możesz mi uwierzyć, bo moja prababka była prawdziwą wiedźmą w Barcelonie. Woda - to będzie proste, bo po prostu pójdziemy, to znacyz... ty pójdziesz pod prysznic i będziesz tam powtarzać zaklęcie. Potem jest ziemia, co jest dość creepy, bo będziemy musieli zakopać ci kawałek ciała na boisku. Z ziemią łączy się kwestia muzyczna, ale z tym ci pomogę, bo podejrzewam, że nie umiesz trzymać rytmu. Potem ogień, no to się domyśl. - pokazałam na jego ramię jakbym chciała mu pokazać że ma włożyć łapę w ogień. Zastanawiam się przykładam paznokieć do ustek, bo dobrze wiem że jak usłyszy co się łączy z ostatnim, to trochę się mnie przestraszy. - I powietrze.. ale tego dowiesz się już na dachu - uśmiecham się słodko, ciekawa czy już się przestraszył, coś mi się wydaje że nasza gotycka koleżanka nawet mogłaby się zesrać gdyby usłyszała jaki plan obmyśliłam na te tortury Noaha. Tak na prawdę to nie chciałam mu zrobić krzywdy, ale gdybym była pojebana to może kazałabym mu skoczyć z dachu dla mnie? To znaczy... dla siebie oczywiście by skakał.
Noah Beaumont
-
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ostatni chłopak w szkole, ta? - rzucił głośno, parskając krótkim śmiechem. Zerknął na jej profil z wyraźną kpiną w oczach. - Perez, kiepsko kłamiesz, naprawdę. Po prostu zwyczajnie pękasz przed tym, co mogłoby się stać, jakbyśmy w końcu zostali sami, bez widzów i bez twoich koleżanek.
Kiedy jednak Aurelia, chcąc zmienić temat, zaczęła nawijać o znikających z biblioteki książkach i o tym, że to idealnie pasuje do profilu zaginionego kujona, westchnął i ostentacyjnie wywrócił oczami. Ta jej niesamowita potrzeba komentowania każdej, nawet najbardziej błahej i nudnej szkolnej plotki, po prostu go rozwalała. Dziewczyna żyła wszystkimi sensacjami z korytarza, jakby od tego zależało jej przetrwanie w liceum.
- Jeśli Ramsey faktycznie kradnie w wolnym czasie podręczniki, to znaczy tylko jedno – jest jeszcze większym nudziarzem niż do tej pory myślałem. Mam wrażenie, że zaczyna brakować ci tematów do rozmowy ze mną i łapiesz się pierwszej lepszej bzdury, żeby tylko nie zapadła cisza - prychnął rozbawiony, zwalniając odrobinę, bo zbliżali się do kolejnego zakrętu.
Gwałtowne oburzenie, kiedy znowu zaczął bezlitośnie kpić z opowieści o Heather i jej rzekomo spalonych włosach, dodało mu nowej energii. Noah aż zatrzymał się na ułamek sekundy na środku korytarza, czerpiąc satysfakcję z tego wciągnął ją w swoją gierkę.
- Prababka wiedźma z Barcelony? To w sumie wiele wyjaśnia. Geny wariatki masz po prostu w stu procentach we krwi - skomentował, idąc dalej tuż obok niej i z rozkoszą przyglądając się, jak zamaszyście gestykuluje przy każdym słowie.
Gdy dziewczyna doszła do opowieści o wodzie i prysznicu, uniósł wysoko prawą brew, a na jego usta wrócił bezczelny i dwuznaczny uśmieszek, z którego był znany w całej szkole. Przy kolejnym punkcie o ziemi, zakopywaniu fragmentów ciała na boisku szkolnym i jego rzekomym braku poczucia rytmu przy jakichś rytualnych śpiewach, tylko cicho prychnął pod nosem.
- No, no, Perez. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Prysznic, zakopywanie na boisku, zabawy z ogniem i na koniec tajemnicza randka na dachu? Muszę ci przyznać, że masz naprawdę niezły rozmach z tymi swoimi torturami - powiedział cicho, całkowicie ignorując fakt, że opowieść miała go rzekomo przerazić. - Ale powiedz mi szczerze jedną rzecz... Ten wspólny prysznic i wycieczka na dach to na pewno jest przez klątwę Brooksa? Bo muszę ci powiedzieć, że twój cały plan brzmi podejrzanie dobrze i aż żal z niego nie skorzystać. Chętnie ci pokażę, co potrafię i czy mam dobre wyczucie rytmu. Prowadź więc na dach, czarownico.
czarownica z toronto
-
she's a cosmic siren
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1 osczas narracji-postaćautor
Natomiast jak usłyszałam, że ja niby wynajduję sobie tematy, żeby przypadkiem nie zapadła pomiędzy nami cisza, to aż buzię otworzyłam z tego szoku, który we mnie wywołały jego oburzajace słowa. Serio? - Serio? No to już się nie odzywam, zobaczysz, ja mogę bardzo długo milczeć Noah Beaumont - i potej wiązance już WCALE nic nie mówię przez conajmniej dwadzieścia kroków. W końcu jednak biorę wdech i spoglądam na niego niezadowolona z boku.
- Okradanie szkoły to nie jest takie byle co Noah, może dla ciebie, bo masz hajs i zero ambicji i nie musisz się przejmować takimi rzeczami jak brak dostępu do wiedzy, ale niektórzy nie mają tak dobrze i czasami podręczniki szkole ratują im życie - tak mu zasadziłam, nie do końca odkrywając się, że to o mnie chodzi na przykład. Ja dość dobrze ukrywałam to, że moja rodzina nie jest bardzo bogata. Nie byliśmy oczywiście też bardzo biedni - moi rodzice starali się dać nam wszystko co najelepsze, ale kiedy ja sie urodziłam to byli bardzo młodzi, więc to oczywiste, że jakiś kapitał musieli dopiero zbudować. Nie narzekałam, a że miałam gust to w lumpeksach wyszukiwałam sobie modowe perełki, zresztą nikt mi nie podskakiwał, więc nikt sie nawet nie mógł domyslić że to nie mnie stać na drogie akcesoria, tylko dostaje je od przyjaciółek albo od jednego czy drugiego chłopaka, który bierze mnie na randki.
Och tak, gestykulowałam tak zamaszyście, że powinien się cieszyć, że jeszcze nie dostał niechcący po ramieniu.
- A ty po kim masz geny? Chyba po jakimś przygłupim małpiszonie - odcinam się, bo ja nie pozostaiwłabym tego bez komentarza, wywróciłam oczami, bo na prawdę ten Noah B to mnie doprowadzał już do szewskiej pasji! Co to niby znaczy, że ja mam gen wariatki!? On chyba się nie spodziewa na prawdę, co to oznacza. Zatrzymaliśmy się i przez chwilę wpatruję się w jego oczy, zastanawiajac się czy się mu postawić i zrobić to w kolejności, którą sobie wcześniej ułożyłam w głowie, ale jednak daję tu za wygraną. Okay, chce iść na dach? To znaczniemy tam. Wchodzenie na dach szkolny było zabronione, ale tylko w trakcie lekcji, a tak teoretycznie byliśmy już po lekcjach. Dlatego postanowiłam, że złamiemy tę regułę, a w razie problemów wszystko zrzucę na Noaha B. Oczywiście jeżeli nie spadnie z dachu do tej pory i edzie mógł mnie obronić przed kolejną karą.
- To chodź za mną - podjęłam rekawicę i weszliśmy po schodach, które prowadziły na górę. Kiedy jednak się znaleźliśmy na wyższym piętrze usłyszałam jakieś kroki na korytarzu. Odwracam się do Noaha i pokazuję, żeby się nie ruszał, przykładając palec do ust. Przyklejamy się do ściany i nasłuchuję, a serce to mi bije. Co jeżeli to nauczyciel? Jak nas zobaczy poza klasą to będziemy mieli problem! Chciałabym teraz o wszstko oskarżyć Noaha, ale przecież to ja chciałam wyjść z klasy. Kroki jednak oddalają się, zamiast się przybliżać, więc odetchneliśmy z ulgą. Wchodzimy jeszcze wyżej i słyszę nagle że za naszymi plecami ktoś zamknął drzwi. Szybko spoglądam na Noaha i kręcę głową, a później uciekam już na górę, oby on szedł za mną. Słyszymy jakieś charchanie, na pewno należące do starego faceta, ale nie zastanawiam się długo, tylko kiedy znaleźliśmy się już na ostatnim piętrze to znajduję drabinkę i mam się już wspinać, ale wtedy przypominam sobie, że mam spódnicę, więc pokazuje mu, że on musi iść pierwszy.
- No idź już - i patrzę na niego wyczekująco. W końcu jednak Noah otworzył wejście na dach i wyszłam pierwsza. Zimne powietrze uderzyło mnie w twarz, ale ciepły wiaterek pozwalał być na dachu mimo tego, że nie mieliśmy ze sobą żadnych kurtek.
- Wygląda na to, że prysznic nie będzie nam potrzebny - skomentowałam gdy pierwsze krople zaczynają spadać. Oglądam się na Noaha, upewniając się, czy idzie za mną i stanęłam sobie w miejscu, gdzie wiał miły wiaterek i spadało kilka kropel. Uśmiecham się do świata, napawając sie tym widokiem.
- Stąd wszystko wyglada inaczej. Byłeś tu kiedyś? - bo ja nie. Dlatego chodzę z oczami błyszczącymi z zadowolenia i tak jakbym zapomniała.. po co tu byliśmy.
musimy cię odklątwić!
-
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie dowożą? — zapytał z pewnym siebie chichotem, pochylając się nad nią na tyle blisko, by poczuła jego ciepły oddech. — Żaden z tych mięczaków, z którymi się do tej pory umawiałaś, nie ma podjazdu do tego, jak wyglądałaby randka ze mną i doskonale o tym wiesz. Dlatego tak bardzo się boisz sprawdzić, jak by to wyszło w praktyce.
Kiedy oświadczyła, że z powodu jego oburzających słów przestaje się odzywać i milczała przez całe dwadzieścia kroków, wprost rozkoszował się każdą sekundą ciszy. Szedł obok niej z rękami w kieszeniach bluzy, spoglądając na jej profil z wyraźną kpiną. Widział, jak w środku pewnie aż się w niej gotuje, jak bierze głęboki wdech i kombinuje, jak by mu tu dopiec. W końcu pękła i wypaliła z tekstem o braku ambicji, braku dostępu do wiedzy i ratujących życie podręcznikach, Noah zatrzymał się na moment, przechylając głowę.
— Wytrzymałaś całe 20 sekund — skomentował z uśmieszkiem, idąc dalej ramię w ramię. — Przecież wiem, że świat nie jest kolorowy. A znikające książki w tej budzie to zazwyczaj sprawa tego, że ktoś po prostu zapomniał ich oddać. Ale małpiszonie? Bardzo dojrzałe, Perez. Aż czuję, jak moje geny cierpią od tej riposty — rzucił, kręcąc z rozbawieniem głową.
Gdy zrezygnowała ze wstępnych etapów rytuału i kazała nu iść za sobą, kierując się w stronę schodów na górę, Noah bez wahania podjął rękawicę. Pomysł wejścia na dach był dokładnie w jego stylu.
Atmosfera zmieniła się w sekundę, gdy na wyższym piętrze rozległo się echo czyichś kroków. Zanim zdążył cokolwiek zrobić, przyłożyła palec do ust i pociągnęła go w stronę ściany.
— Stary woźny — mruknął pod nosem, ale ta już rzuciła się do schodów prowadzących na górę. Ruszył za nią szybko, skacząc po dwa stopnie naraz. Na samym szczycie była metalowa drabinka prowadząca do klapy na dach. Aurelia stanęła przy niej, popatrzyła na niego wyczekująco i pokazała ręką, żeby szedł pierwszy. Noah popatrzył na jej krótką spódniczkę i od razu zrozumiał, o co chodzi.
— No co jest, czarownico? Nagle straciłaś odwagę? — rzucił, rozbawiony, łapiąc za szczeble drabinki. Wszedł na drabinkę, i potem otworzył klapę. Stał kawałek za nią z rękami wciśniętymi w kieszenie, przyglądając się, jak rozgląda się wokół.
— Kilka razy — odparł, robiąc krok w jej stronę i stając tuż obok niej, tak że wiatr zdmuchiwał pojedyncze kosmyki jej włosów w jego stronę. Patrzył nie na widok w dole, ale na jej rozpromienioną twarz. — To najlepsze miejsce w tej durnej budzie, bo nie ma tu nauczycieli ani szkolnego cyrku, ale widzę, że ty zachowujesz się, jakbyś pierwszy raz w życiu wyszła tutaj. I co teraz? Miał być czwarty żywioł i potężne tortury, a stoję tu z tobą w deszczu i patrzę, jak cieszysz się jak małe dziecko. Gdzie ta twoja straszna klątwa, co?
dawaj wodę święconą!!
-
she's a cosmic siren
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1 osczas narracji-postaćautor
-Okay, to jeżeli minie dziesięć lat i wciąż nie będę po ślubie z Chrisem Evansem albo Tomem Hiddlestonem, to możesz mnie zaprosić na randkę i wtedy zobaczę co niby chciałbyś dowieźć - postawiłam mu taki warunek, dobrze wiedząc, że w 2026 roku to ja już będę światowej sławy aktorką, może nawet w pierwszej ciąży, wiec nigdy to się nie wydarzy, tak jak zakładałam od samego początku!!
- Liczyłeś? - przedrzeżniam go, bo skąd on wie niby, że to było 20 sekund a nie na przykład 30 minut? Najpewniej stąd, że właśnie każdą sekundę ze mną tak analizuje! Wywracam oczami - Dla Ciebie wszystko jest zawsze takie proste do wyjaśnienia, zupełnie zwyczajne i nic nie jest podejrzane? Czy ty w ógole masz jakiekolwiek myśli Beaumont? - już na prawdę sie na niego zdenerowałam, bo on mnie traktował jak jakąś idiotkę! Przecież to oczywiste, że dzieci nie oddaja książek do biblioteki, ale jezeli to jest w granicach rozsądku to nikt o tym nie plotkuje. Ale w momencie, kiedy znikają REGAŁY, no to już coś jest na rzeczy. Ale nie dla Noaha, który zawsze zachowuje się, jakby miał wszystko w dupie, i był ponad wszystkimi.
Kiedy byliśmy już na dachu, to też chciał mi zniszczyć ten moment, więc mu odpowiadam:
- No to daj mi się nacieszyć- ale nie dał, więc wzięłam głęboki wdech i odwracam się plecami do widoku który rozpościera się z dachu. Nie patrzę na boisko na którym tydzień temu kibicowałam jako cheerleaderka naszym zawodnikom, nie patrzę na tor do biegania na którym prawie skręciłam sobie kostkę, nie widzę też parkingu na ktorym mam zaparkowane autko. Patrzę na Noaha przewiercając go wzrokiem. Tu na dachu nikt nas nie usłyszy, dlatego z jednej strony ogarnia mnie ekscytacja ale z drugiej jestem trochę zestresowana. Noah ma taką reputacje, że chyba każda dziewczyna byłaby zestresowana, gdyby sie znalazla w takiej sytuacji, no a ja sama go tu przyprowadziłam.
- No dobrze, w takim razie czas na pierwszą część odklątwiania - unoszę dłoń, jakby zataczając półokrąg pokazując na niebo i ziemię - To wszystko może cię ochronić przed klątwą, którą założył na ciebie Colton, ale aby rozpocząć dialog z siłami, musisz najpierw zapłacić i dać ofiarę - obchodze go powoli, wpatrując mu się w oczy z poważną miną, aż musiał odwrócić głowę. Zanim się jednak odwrócił dotykam go w ramię, dając sygnał, żeby się nie ruszał. Staję za nim i kładę mu dlonie po obu stronach głolwy w okolicach czaszki - Najważniejsze jest skupienie i mówienie prawdy. Dlatego teraz uspokój swój oddech i podejdź do tego bez uprzedzeń - wspinam się na palce i mówię mu ciszej na ucho - A teraz powiedz wiatrowi swój największy sekret. Jakby mnie tu nie było
Noah Beaumont
-
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Dziesięć lat? Perez, ty naprawdę lubisz grać w grę — rzucił, nie spuszczając z niej rozbawionego wzroku, a w jego głosie pobrzmiewała pewność siebie. — Ale spoko, wchodzę w to. Zapisz sobie w kalendarzu na dzisiaj z datą 2026. Tylko ostrzegam, do tego czasu twoi hollywoodzcy aktorzy będą już starymi ramolami, a ja wciąż będę zajebisty i młody. Zobaczymy wtedy, czy faktycznie pożałujesz tej decyzji, czy będziesz błagać, żebym zmienił zdanie.
Słysząc, jak zaraz potem zaczyna go przedrzeźniać, z ironiczną miną dopytując o te 20 sekund milczenia i sugerując, że w jego głowie hula tylko wiatr, bo olewa sprawę ze znikającymi regałami, tylko przewrócił oczami.
— Nie musiałem niczego liczyć, Perez. Milczenie w twoim wykonaniu jest tak rzadkim i cennym zjawiskiem w tej budzie, że po prostu zapada w pamięć — odparł z uśmieszkiem, idąc tuż obok niej. — A co do moich myśli... Po prostu wolę nie dorabiać spiskowych teorii do bałaganu w papierach dyrekcji, ale muszę przyznać, że twoja walka o sprawiedliwość w szkole jest całkiem urocza. Naprawdę, niemal kupuję twoją rolę obrończyni uciśnionych.
Wiatr targał ich włosy, a niebo nad nimi było zaciągnięte chmurami. Kiedy spróbował po swojemu skomentować sytuację, rzuciła krótko, by dał jej się nacieszyć widokiem. Stanął więc cierpliwie, mrużąc oczy i obserwując, jak dziewczyna odwraca się do niego plecami. Gdy zaczęła wpatrywać się w niego z pełną powagą, rzucając taksujące spojrzenie, przyjął je bez mrugnięcia okiem. Widział w jej oczach ekscytację i zdenerwowanie, które próbowała przed nim ukryć, a potem zaczęła zataczać półokrąg dłonią w powietrzu, mówiąc lekko teatralnym tonem o mitycznych siłach i zapłacie ofiary, Noah musiał mocno zagryźć wargę, żeby nie parsknąć głośnym śmiechem prosto w jej twarz.
— Ofiarę? Zapłacić? — uniósł lekko jedną brew, chowając dłonie głęboko do kieszeni bluzy, kiedy zaczęła go powoli i ostrożnie obchodzić dookoła, niczym drapieżnik krążący wokół swojej ofiary. — No, no, Perez. Muszę przyznać, że z każdą minutą twój mały rytuał robi się coraz ciekawszy.
Zaraz poczuł delikatny dotyk jej dłoni na swoim ramieniu i usłyszał krótki sygnał, żeby się nie ruszał, więc zamarł, czując jej obecność tuż za plecami. Jej szept prosto do ucha, był dla niego szczytem absurdu, ale i cholernie kuszącą, intymną grą. Zapach jej perfum uderzył w jego zmysły. Pochylił lekko głowę w jej stronę, a na jego ustach wykwitł uśmiech będący połączeniem kpiny i prowokacji.
— Największy sekret? — powtórzył cicho pod nosem, upewniając się, że stojąca za nim dziewczyna słyszy każde słowo. Uniósł głowę w stronę nieba, pozwalając, by pierwsze krople deszczu spadły na jego twarz. — Mój największy sekret... To, że stoję tu z tobą w deszczu tylko dlatego, że cholernie podoba mi się to, jak bardzo jesteś przy tym przejęta i jak blisko mnie stoisz. I myślę o tym jak mogą smakować twoje usta. A teraz powiedz mi, Aurelio... — zapytał cicho, odwracając się do niej, że niemal stykali się nosami. — Czy twoje mityczne siły są zadowolone z takiej ofiary? Bo ja z twojej bliskości jak najbardziej.
Aurelia M. Perez
-
she's a cosmic siren
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1 osczas narracji-postaćautor
-Dobrze, że mi wcalenie zależy na tym, żebyś cokolwiek odemnie kupował - tak mu odparłam jeszcze na tą kolejną zaczepkę, w której mi sugerował, że ja coś udaję. Noah miał nieznośną umiejętność sprowadzania wszystkiego do punktu, że nic nie jest istotne i wszystko jest bezwartościowe, a ja się z nim nie mogłam tu zgodzić, bo się autentycznie przejmowałam pewnymi rzeczami. Tak jak na przykład zaginięciem kujona, albo książek, które wynosi z biblioteki.
W każdym razie stoimy na dachu i czekam na jego sekret, ale to co powiedział, sprawia że na chwilę wszystko staje w miejscu. Tego się nie spodziewałam. Noah mówił to takim tonem, jakim nie mówił do mnie nigdy i prawie mu uwierzyłam. Moje serce nawet zaczęło mocniej bić, dotknięte tą obietnicą zainteresowania z jego strony. Moje własne zdanie - to według którego Noah był dla mnie interesujący właśnie w podobny sposób do tego co powiedział, przez chwile poddaje się tej myśli. Obracam ją w głowie, bawiąc się projekcjami tego, co mogłoby sie wydarzyć, gdyby to co mówił było prawdą i gdybym ja też przyznała się do swoich uczuć. Ale szybko opanowuję się, przypominając sobie, że Audrey też ma na niego crush.
Chcę go wyśmiać i powiedzieć, że nigdy nie słyszałam gorszego bullshitu (nawet jeżeli przed chwilą przeszedł mnie przyjemny dreszcz), ale wtedy on się odwraca i jestem w kropce. A co jeżeli jednak spróbowalibyśmy...? Przecież nikt nie musiał się dowiedzieć... Spoglądam na jego usta, a później w górę na jego twarz.
Nie. Nie mogłabym tego zrobić przyjaciółce.
- Chciałam ci pomóc Noah - mówię z początku jeszcze utrzymując tą przedziwnie wygodną bliskość, a ponieważ czuję jakieś elektryczne prądy, które biją od niego, to przymykam oczy, które przed chwilą na niego uniosłam i robię krok w tył. - Nie jesteś fair, to miał być prawdziwy sekret a nie... jakaś próba podrywu.
Uparta jestem, więc kiedy się odsunełam jeden krok, to osuwam się i drugi, jednocześnie kładąc dłoń na jego klacie, żeby się odepchnąć na bezpieczną odległość. Elektryczność maleje i nieco łatwiej mi się skupić.
- Postaraj się lepiej, bo nie wierzę, że to jest twój sekret - oświadczam, krzyżując ręce, jakbym mu dawała znać, że nie jestem zainteresowana i nie powinien przekraczać znów tej granicy. Granicy, która nosiła imię mojej przyjaciółki.
Noah Beaumont