-
O, już oświeć mnie co by się stało - tak go jeszcze chcę podejść, zupełnie nie wierząc w to, że Noah tak ostentacyjnie po prostu mnie tutaj podrywa! Co ja powiem swojej przyjaciółce Audrey? Że jej crush chce ją namówić na radkę? Nie no dobra, randka to jeszcze nic takiego. Poszłabym z Noahem na szejki a potem zabrałabym go na jakiś najgorszy film, czyli pewnie jakiś
Barbie. Albo jeszcze inaczej, na jakiś film akcji, który by wybrał on, ale kazałabym mu sobie przynieść popcorn albo colę w kulminacyjnym momencie. -
Wiesz, zazwyczaj chłopaki co ak kozaczą jak ty, to jakby w końcu udało im się pójść z taką dziewczyną jak ja na randkę, to nie dowożą - i robię smutną minkę tak ironicznie sugerując, że właśnie podejrzewam Noaha, że tak by się to skończyło. Może nie, może by mnie zaskoczył - ale tego się nie dowiemy.
Natomiast jak usłyszałam, że ja niby wynajduję sobie tematy, żeby przypadkiem nie zapadła pomiędzy nami cisza, to aż buzię otworzyłam z tego szoku, który we mnie wywołały jego oburzajace słowa. Serio? -
Serio? No to już się nie odzywam, zobaczysz, ja mogę bardzo długo milczeć Noah Beaumont - i potej wiązance już WCALE nic nie mówię przez conajmniej dwadzieścia kroków. W końcu jednak biorę wdech i spoglądam na niego niezadowolona z boku.
-
Okradanie szkoły to nie jest takie byle co Noah, może dla ciebie, bo masz hajs i zero ambicji i nie musisz się przejmować takimi rzeczami jak brak dostępu do wiedzy, ale niektórzy nie mają tak dobrze i czasami podręczniki szkole ratują im życie - tak mu zasadziłam, nie do końca odkrywając się, że to o mnie chodzi na przykład. Ja dość dobrze ukrywałam to, że moja rodzina nie jest bardzo bogata. Nie byliśmy oczywiście też bardzo biedni - moi rodzice starali się dać nam wszystko co najelepsze, ale kiedy ja sie urodziłam to byli bardzo młodzi, więc to oczywiste, że jakiś kapitał musieli dopiero zbudować. Nie narzekałam, a że miałam gust to w lumpeksach wyszukiwałam sobie modowe perełki, zresztą nikt mi nie podskakiwał, więc nikt sie nawet nie mógł domyslić że to nie mnie stać na drogie akcesoria, tylko dostaje je od przyjaciółek albo od jednego czy drugiego chłopaka, który bierze mnie na randki.
Och tak, gestykulowałam tak zamaszyście, że powinien się cieszyć, że jeszcze nie dostał niechcący po ramieniu.
-
A ty po kim masz geny? Chyba po jakimś przygłupim małpiszonie - odcinam się, bo ja nie pozostaiwłabym tego bez komentarza, wywróciłam oczami, bo na prawdę ten Noah B to mnie doprowadzał już do szewskiej pasji! Co to niby znaczy, że ja mam gen wariatki!? On chyba się nie spodziewa na prawdę, co to oznacza. Zatrzymaliśmy się i przez chwilę wpatruję się w jego oczy, zastanawiajac się czy się mu postawić i zrobić to w kolejności, którą sobie wcześniej ułożyłam w głowie, ale jednak daję tu za wygraną. Okay, chce iść na dach? To znaczniemy tam. Wchodzenie na dach szkolny było zabronione, ale tylko w trakcie lekcji, a tak teoretycznie byliśmy już po lekcjach. Dlatego postanowiłam, że złamiemy tę regułę, a w razie problemów wszystko zrzucę na Noaha B. Oczywiście jeżeli nie spadnie z dachu do tej pory i edzie mógł mnie obronić przed kolejną karą.
-
To chodź za mną - podjęłam rekawicę i weszliśmy po schodach, które prowadziły na górę. Kiedy jednak się znaleźliśmy na wyższym piętrze usłyszałam jakieś kroki na korytarzu. Odwracam się do Noaha i pokazuję, żeby się nie ruszał, przykładając palec do ust. Przyklejamy się do ściany i nasłuchuję, a serce to mi bije. Co jeżeli to nauczyciel? Jak nas zobaczy poza klasą to będziemy mieli problem! Chciałabym teraz o wszstko oskarżyć Noaha, ale przecież to ja chciałam wyjść z klasy. Kroki jednak oddalają się, zamiast się przybliżać, więc odetchneliśmy z ulgą. Wchodzimy jeszcze wyżej i słyszę nagle że za naszymi plecami ktoś zamknął drzwi. Szybko spoglądam na Noaha i kręcę głową, a później uciekam już na górę, oby on szedł za mną. Słyszymy jakieś charchanie, na pewno należące do starego faceta, ale nie zastanawiam się długo, tylko kiedy znaleźliśmy się już na ostatnim piętrze to znajduję drabinkę i mam się już wspinać, ale wtedy przypominam sobie, że mam spódnicę, więc pokazuje mu, że on musi iść pierwszy.
-
No idź już - i patrzę na niego wyczekująco. W końcu jednak Noah otworzył wejście na dach i wyszłam pierwsza. Zimne powietrze uderzyło mnie w twarz, ale ciepły wiaterek pozwalał być na dachu mimo tego, że nie mieliśmy ze sobą żadnych kurtek.
-
Wygląda na to, że prysznic nie będzie nam potrzebny - skomentowałam gdy pierwsze krople zaczynają spadać. Oglądam się na Noaha, upewniając się, czy idzie za mną i stanęłam sobie w miejscu, gdzie wiał miły wiaterek i spadało kilka kropel. Uśmiecham się do świata, napawając sie tym widokiem.
-
Stąd wszystko wyglada inaczej. Byłeś tu kiedyś? - bo ja nie. Dlatego chodzę z oczami błyszczącymi z zadowolenia i tak jakbym zapomniała.. po co tu byliśmy.
musimy cię odklątwić!