ODPOWIEDZ
25 y/o
For good luck!
168 cm
naciągaczka klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

1,5 miesiąca wcześniej...

Z pewnością nie zamierzała skończyć ten wieczów się w taki sposób. Niestety, Zoya miała dziwną skłonność do cholerneo tracenia umiaru. Wyszła jedynie na urodziny koleżanki, które odbywały się w klubie w wynajętej loży. Towarzyszyło im jeszcze kilka koleżanek, kolorowe drinki i urocza girlanda z balonów.
Wszystkie bawiły się przednio. Tańczyły, żartowały, podjadały tłuste nuggetsy serwowane jako przekąski, po czym znów pośpiesznie wracały na parkiet. Wszystko zmieniło się jakoś po dziewiątej rundzie szotów, które zamówiła jedna z tych m ą d r z e j s z y c h dziewczyn, namawiając resztę do zmieszania alkoholu.
Właśnie wtedy Zoya poczuła, jak grunt usunął jej się spod stop. Na domiar złego żarty znajomych nagle wydały jej się jeszcze śmieszniejsze, a dziesiąty wszedł jeszcze lepiej. Szybko jednak dał o sobie znać potężną czkawką, jaka wywołała kolejną salwę śmiechu przy stole.
A potem Zoya zdała sobie sprawę, że potrzebowała tlenu. O zgrozo, jak bardzo w tamtej chwili potrzebowała świeżego powietrza! Nieco pokracznie wysunęła się zza stolika i z wyraźnym brakiem równowagi przecisnęła przez tłum, aż w końcu znalazła się na zewnątrz.
Chłodne powietrze natychmiast smagnęło jej rozgrzane policzki. Dostrzegła dwie grupki mężczyzn, którzy zmierzyli ją typowo samczym spojrzeniem. Alkohol natychmiast podszedł jej do gardła i, cholera, poczuła się dziwnie nieswojo, jakby odrobinę zagrożona. Instynktownie rozejrzała się dookoła i wtedy dostrzegła jedynego chłopaka, który jako jedyny stał nieopodal samotnie.
Pod wpływem pijackiego impulsu uznała, że wyglądał najbezpieczniej, więc podeszła do niego chwiejnym krokiem i z rozanielonym uśmiechem, posanowiła zagadać.
Cześć. Bolało, jak spadłeś z nieba? — zapytała żartobliwie.
Nie wyglądał źle. Wręcz był całkiem w jej typie, co tylko rozbawiło Zoyę jeszcze bardziej. Zrobiła więc kolejne pół kroku w jego stronę i... zachwiała się. O cholera, jak ona okropnie się zachwiała! Potem efektownie runęła prosto na ramię nieznajomego, kurczowo i desperacko łapiąc się jego marynarki.
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
26 y/o
For good luck!
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Lucien rzadko pił. Głównie ograniczały go treningi i wyścigi. Musiał stale dbać o swoją formę i kondycję, co używki czy w ogóle wyjścia ze znajomymi na miasto z pewnością mu utrudniały. Tym razem jednak miał idealny powód, by nieco zaszaleć - powrót z Wielkiej Brytanii ze statuetką za pierwsze miejsce był czymś, co należało hucznie świętować.
Dlatego zaprosił kumpli do klubu, gdzie w wynajętej loży VIP pili shoty i świetnie się bawili w towarzystwie lasek, które zakręciły się wokół nich niedługo po przyjściu do lokalu. Każda z nich była piękna i wyraźnie nastawiona na dobrą zabawę. I wszystko zapowiadało się wręcz zajebiście, dopóki w pewnym momencie Rufus nie zechciał pochwalić się przed pannami, jaki właściwie był powód tego spotkania. Gdy usłyszały, że Luke był bardziej rozpoznawalny, niż mogły przypuszczać, ich oczy iskrzyły się za każdym razem, kiedy na nie spoglądał, żartował czy uśmiechał się do nich.
Alkohol lał się litrami, a wraz z nim coraz intensywniej krążącym w jego żyłach, jedna z dziewczyn, długonoga blondynka z niebezpiecznie długimi pazurami, zaczęła coraz śmielej się do niego przystawiać. I może nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że… nie wyróżniała się zupełnie niczym spośród wielu obecnych na tej sali. Była jak auto seryjne, które tak naprawdę nigdy nie przyciągało jego wzroku. Traktował ją bardziej jako auto z wypożyczalni, o którym zapominało się po spełnieniu swej roli.
Potrzebował oddechu. Od wijącego się wokół niego ciała blondynki, od błysku kolorowych świateł, dudniącej w uszach muzyki, śmiechu towarzyszy i okropnych zawrotów głowy, spowodowanych mieszaniną alkoholu. Nie liczył, ile wypił, ale było to najwyraźniej ponad próg jego możliwości. Zarządził pit stop.
Świeże powietrze nieco go orzeźwiło. Wciągnął głośno powietrze w płuca, by zaraz skrzywić się pod wpływem nieprzyjemnego i mulącego zapachu fajek. Nie lubił palić. Rozgrzane ciało zdawało się nie odczuwać delikatnych powiewów chłodnego powietrza, gdy lekko zataczając się, minął grupę palących nieznajomych i oparł się ciężko plecami o ścianę. Westchnął kolejny raz, kiedy przez jego głowę przeszła myśl - jak tu się znalazł? I wbrew pozorom nie chodziło mu wcale o dotarcie przed klub, tylko jak się doprowadził do takiego stanu? To miało być tylko kilka szotów. Jutro będzie musiał porządnie to wybiegać.
Przetarł twarz dłonią, żeby ściągnąć z siebie coraz bardziej odczuwalne zmęczenie, dopiero po chwili zauważając podchodzącą do niego dziewczynę. Spojrzał na nią uważnie, starając się skupić majaczący mu wzrok i uśmiechnął się. Ładna była. I zupełnie nie przypominała kolejnej Hondy Civic, której na ulicach Toronto było pełno. Jej tekst na podryw wydał mu się wyjątkowo uroczy, toteż od razu uśmiechnął się szerzej.
Trochę. Ale oto przybyłem — ruchem ręki wskazał na siebie, jakby prezentował jej właśnie to, co było przeznaczone specjalnie dla niej. Nonszalancko odepchnął się od ściany, akurat w momencie, kiedy ona postanowiła zbliżyć się do niego bardziej. Instynktownie złapał ją mocno w talii, nieco chwiejąc się pod wpływem impetu, ale utrzymał równowagę za ich oboje. Jej niebieskie tęczówki, gdy zaskoczona podniosła na niego wzrok, wydawały się najbardziej stałym miejscem, w jakie mógł teraz patrzeć. Równie, jak jej ponętne usta, na które zerknął odrobinę dłużej niż wypadało. Cholera. Szybko jej poszło.
I jak? Zdałem test? — mruknął z cieniem rozbawienia, bo będąc przy niej tak blisko, wiedział, że bez obaw go usłyszy. Finalnie rozluźnił lekko uścisk, pozostawiając jej wybór, choć musiał przyznać w myślach, że jego ręce na niej pasowały wręcz idealnie.


Zoya Weasley
25 y/o
For good luck!
168 cm
naciągaczka klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zoya nigdy nie uważała się za wyjątkowo piękną, choć nie raz słyszała, że miała ładne oczy i uśmiech. Zdarzało jej się zauważyć, że wzbudzała zachwyt wśród mężczyzn, ale chyba nigdy nie przywykła do traktowania tego na serio.
Tym bardziej nie była przyzwyczajona do tego, aby ktoś oceniał ją przez pryzmat porównań do mniej lub bardziej seryjnych samochodów. Nawet więcej, coś takiego nawet nie przyszłoby jej do głowy. Musiała jednak przyznać, że było to dosyć zabawne.
A gdyby miała ocenić Luciena na podstawie tego, co znała najlepiej i tego, w czym się obracała każdego dnia, najpewniej uznałaby, że był ogierem fryzyjskim.
Prawdę pisząc, wcale nie chciała go wtedy poderwać. Chciała jedynie upewnić się, że tamci chłopcy dopalający papierosy pod klubem nie wpadną na pomysł, aby podejść do niej pierwsi. Nie miała najmniejszej ochoty na pogawędkę z pijaną watahą samców. Najpewniej skończyłoby się rzucaniem w jej stronę podobnych tekstów do tych, którymi sama przed chwilą uraczyła Luciena.
Problem polegał na tym, że nie spodziewała się, że jej denna gadka rzeczywiście zadziała. Tymczasem mężczyzna uśmiechnął się szeroko, a w jego oczach zatańczyły dziwne, może rozbawione iskierki, których pijany umysł Zoi nie potrafił rozszyfrować.
Pomimo tego zupełnie odruchowo odwzajemniła uśmiech, przez co na jej policzkach natychmiast pojawiły się urocze dołeczki.
Po chwili parsknęła śmiechem, szczerze rozbawiona jego kunsztowną próbą przedstawienia własnej osoby. Nie mogła zaprzeczyć, że miał w sobie mnóstwo uroku, a jego aparycja naprawdę przyciągała spojrzenie. Cóż mogła poradzić na to, że z bliska okazał sie taki przystojny?
Dopiero gdy jej niefortunny upadek dał o sobie przypomnieć, opuściła wzrok. Najpierw zerknęła na ich nogi, ktore spłatał jakiś kołchoz. Potem, nieco zaskoczona, zwróciła uwagę na dłoń mężczyzny, jaka w ostatnim momencie zacisnęła się na jej talii, aż w końcu podniosła wzrok wyżej i napotkała jego oczy. Były wyjątkowo czarujące.
Co? — Nie zrozumiała od razu. Zbyt pochłonięta wszystkim, co właśnie się działo, potrzebowała kilku sekund, aby wrócić myślami do poprzedniego tematu. — Ach! Nie poddawałam cię żadnemu testowi... Ale jeśli masz ochotę, mogę spróbować.
Chyba nigdy wcześniej nie brakowało Zoi rozsądku aż tak bardzo jak obecnie. Alkohol potężnie szumiał jej w głowie, a mieszanka rozbawienia i nagłego zauroczenia skutecznie zagłusiła wszelkie ostrzegawcze sygnały. Bardzo lekkomyślnie, o ile to w ogóle możliwe, przysunęła się bliżej, aż intencywniej dotknęła klatką piersiową torsu Luciena. Dłoń z marynarki przeniosła na jego ramię, przy okazji przejeżdżając palcem po szyi mężczyzny.
I chyba właśnie uświadomiła sobie coś oczywistego. Naprawdę, naprawdę jej się spodobał. Nie miała najmniejszej ochoty z tym walczyć. Jedna chwila niewinnego flirtu jeszcze nikogo nie zabiła, a jej koleżanki i tak najpewniej jeszcze nie spostrzegły, że zniknęła. Skoro postawił na jej drodze absurdalnie przystojnego, czarującego nieznajomego, mogła przecież przeciągnąć ich interakcję przez parę minut.
Co powinnam najpierw sprawdzić?

Lucien Spencer
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
26 y/o
For good luck!
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Bez względu na to, co nią kierowało, kiedy postanowiła do niego podejść, tani tekst na podryw, który mu rzuciła, w połączeniu z jej nietuzinkową urodą i błyskiem w oku, wydał mu się niesamowicie rozbrajający. Nic dziwnego, że bez namysłu zagrał w jej grę, mówiąc to, co pierwsze przyszło mu do głowy i przybierając najbardziej swobodną postawę, na jaką było go w tej chwili stać. Chciała anioła, więc bez problemu mógł tę rolę odegrać. W końcu chwila uśmiechu i niewinnego flirtu jeszcze nikomu nie zaszkodziła, prawda?
A ujrzawszy ten jej uśmiech i cudowne dołeczki, które wraz z nim rozświetliły jej twarz, brunet bez wahania uznał, że to zdecydowanie było warte każdego zachodu. Dlatego uśmiechał się nadal, rozbawiony całą sytuacją, aż dziewczyna na niego wpadła. W tej jednej krótkiej chwili pomyślał o wielu rzeczach, ale najlepszym, co mógł zrobić, to obrócić to w nieco dwuznaczny żart. Fakt był taki, że nieznajoma budziła w nim coś, czego się po sobie w takiej chwili nie spodziewał. Na jej propozycję rozszerzył usta w nieco diabelskim uśmiechu. Miał być aniołem, ale to od niej zależało, czy powinien jej się ujawnić jako anioł upadły.
Ależ nie krępuj się — stwierdził odrobinę niższym tonem, wciąż się uśmiechając. W jego niebieskich tęczówkach kryły się zawadiackie iskry podsycane ciekawością, na ile była odważna, żeby podjąć się zadania.
I przyjemnie się zdziwił, gdy intensywnie przylgnęła do jego ciała, a gorąco od niej bijące uderzyło w niego, sprawiając, że zacisnął mocniej palce na jej lędźwiach. Czuł na swojej klatce jej falujące piersi, podobnie jak ciepło jej dłoni, którą powędrowała do jego ramienia, muskając palcem jego szyję w niedbałym geście, przez co na kilka sekund wstrzymał powietrze. Jej uważne spojrzenie zdawało się utwierdzać go w przekonaniu, że dokładnie wiedziała, co robiła. I podobał mu się sposób, w jaki się z nim droczyła.
Możesz sprawdzić wszystko. Nie mam absolutnie nic do ukrycia — przyznał swobodnym tonem, kręcąc przy tym nieznacznie głową. Jego spojrzenie, które utkwił w jej niebieskich oczach, tylko potwierdzało jego pewność siebie. Musiał przyznać w myślach, że wraz z każdym kolejnym jej oddechem odbijającym się na jego szyi coraz bardziej chciał poddać się jej analizie. — Właściwie — zaczął po chwili ciszej, sięgając po jej wolną dłoń — mogłabyś zacząć tutaj — mówiąc to, wsunął ją pod swój biały t-shirt, pod którym bez problemu dało się wyczuć wszystkie wypukłości jego mięśni. Pod wpływem jej delikatnych palców muskających skórę napiął je bardziej. Wzrok, wciąż skupiony wyłącznie na niej, zdradzał, że naprawdę nie zamierzał przed nią niczego ukrywać. Jednocześnie był obietnicą, że gdyby tylko chciała, mogła mieć znacznie więcej.

Zoya Weasley
25 y/o
For good luck!
168 cm
naciągaczka klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zoya w tamtej chwili naprawdę nie była pewna, czy bardziej pragnęła anioła, czy diabła. Zagadała do niego w ten głupi sposób wyłącznie po to, aby uciąć natarczywe spojrzenia innych mężczyzn. W pierwotnym zamyśle liczyła, że zamienią ze sobą kilka zdań, po czym wróci do koleżanek.
Sytuacja nabrała jednak dziwnego, trochę osobliwego tempa, na które właściwie nie była gotowa, a które ostatecznie zaczęła chętnie przyjmować, gdy mężczyzna okazał jej nieszablonowe zainteresowanie. Była pijana, owszem, wręcz porządnie napsztrukowana. W jej głowie rodziły się rozmaite, absurdalne myśli, ale mimo wszystko ostatnia trzeźwa cząstka Zoi podpowiedziała, że nieznajomy naprawdę był intrygujący.
Kiedy dostrzegła na twarzy mężczyzny diabelski, a zarazem naprawdę zniewalający uśmiech, aż drgnęła i instynktownie mocniej zacisnęła na nim palce. Iskry w jego oczach wydawały się równie niebezpieczne, co pociągające, a mimo to brnęła w to wszystko coraz dalej.
Co zrozumiałe, nieznajomy nie wiedział, że Zoya nie należała do kobiet, które przywykły się krępować. Ha, zwłaszcza pod wpływem alkoholu. W takich chwilach stawała głupio-odważna. Więc mimowolnie, oparta o ciało Luciena, chłonęła intensywność tej chwili. W tym samym momencie poczuła przyjemne ciepło rozlewające się gdzieś nisko w podbrzuszu, gdy mężczyzna mocniej zacisnął dłoń na jej lędźwiach.
Nawet na sekundę nie odrerwała wzroku od oczu nieznajomego. Dostrzegała w nich całą falę emocji i miała wrażenie, że sama odpowiadała mu podobnym spojrzeniem; takim pełnym podobnych odczuć oraz intencji. Co więcej, coraz bardziej utwierdzala się w przekonaniu, że nie chciała stąd odchodzić. W końcu mężczyzna zdążył dostarczyć jej kilku gwałtownych, ba, uzależniających emocji, które rozbudziły w niej pragnienia. Chciała więcej i więcej, i... więcej.
Naprawdę? — zapytała retorycznie, wyraźnie rozbawiona tym, jak nawzajem budowali sobie napięcie. Lucien nie był toporny ani nachalny. Zauważyła przecież, że flirtował z nią w dżentelmeńskim wyczuciem. To wrażenie prysło dopiero wtedy, gdy niespodziewanie wsunął dłoń Zoi pod swoją koszulkę. W pierwszej chwili mocno ją to zaskoczyło i na jej twarzy natychmiast zagościł niepokój, jakby dopiero teraz zrozumiala, dokąd zmierzała ich interakcja. Strach jednak prędko zniknął, kiedy pod opuszkami palców poczuła ciepło rozgrzanej, twardej, męskiej skóry. Policzki Zoi mimowolnie zaróżowiły się, a dłoń powoli przesunęła się wzdłuż jego torsu.
znowu chciała więcej. Rzeczywiście nabrała ochoty, aby sprawdzić go bardziej, choć jej policzki zapłonęły jeszcze intensywniejszymi rumieńcami.
Bardzo interesujący asortyment— przyznała tym razym z lekko nieśmiałym uśmiechem.
Potrzebowała kilku sekund, aby odzyskać tę swoją naturalną śmiałość i odnaleźć się w tej dosyc niespodziewanej sytuacji. Ponadto bieznajomy ani na moment nie spuścił z niej wzroku, a ona, chłonąc jego spojrzenie, z każdą kolejną chwilą coraz mocniej utwierdzała się w przekonaniu, że ciekawość brała nad nią kontrolę. Zatem opieszal3 przesunęła dłoń wyżej na klatkę piersiową. Opuszki palców leniwie poruszyły się po rozgrzanej skórze, a jeden z paznokci Zoi przypadkiem zahaczył o sutek mężczyzny.
Zaraz równie niespiesznie cofnęła rękę i ułożyła ją płasko na jego brzuchu, czując narastające we wnętrzu napięcie.
Pozwalasz wszystkim kobietom tak się obmacywać przed klubem, czy jestem jakimś wyjątkowym przypadkiem? — zapytała filuternie. Oparła brode p tors Luciena i spojrzała na niego z dołu. Z tej perspektywy wydawał jej się jeszcze bardziej pociągający. Miała wrażenie, że ten diabelski uśmiech i błysk w oczach rozbrajały ostatni trzezwo-myślący atom w jej ciele.

Lucien Spencer
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
26 y/o
For good luck!
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

To prawda, Lucien nie miał pojęcia, jak dziewczyna zareaguje na jego niespodziewany ruch. Był jednak na tyle pewny siebie, żeby nie wahać się ani sekundy przed tym, co rzeczywiście chciał jej zdradzić, licząc na to, że dobrze odczytał znaki i ciemnowłosa to doceni. Zwykle nie pozwalał sobie na taką bezpośredniość, bo zwykle też nie czuł potrzeby zaimponowania innym kobietom. Ta nieznajoma wydawała mu się jednak zupełnie inna. Przede wszystkim nie wydawało mu się, żeby go rozpoznała, a mimo to coś ją do niego przyciągnęło. I właśnie to skłaniało go do gry, której się podjął.
Zaskoczenie i niepokój, które na moment namalowały się na jej twarzy, po to, by zaraz ustąpiły miejsca różowym rumieńcom, wydało mu się nad wyraz intrygujące. Podobnie jak fakt, że nie wyciągnęła dłoni, a wręcz przeciwnie - zaczęła nią wodzić po jego torsie, z uwagą studiując każde wgłębienie i wypukłość mięśni.
Zasługa intensywnych treningów — stwierdził lekkim tonem, jakby nie było to nic takiego. Tak, jak jej palce skryte pod jego koszulką i sunące po jego skórze.
W tym czasie brunet starannie kontrolował swój oddech, skupiając spojrzenie na dziewczynie. Z tym, że jego myśli powoli zaczynały odpływać w trochę niebezpieczne rejony. Gdy tylko poczuł jej paznokieć na swoim sutku, zdusił w sobie syk. Kąciki jego ust drgnęły nieznacznie pod wpływem łobuzerskiego uśmiechu. Teraz pragnął już znacznie więcej.
Usłyszawszy jej pytanie, uśmiechnął się do niej kącikiem ust. W momencie, gdy położyła brodę na jego torsie, po raz kolejny w myślach musiał przyznać, że wyglądała naprawdę nieprzeciętnie pięknie. Odruchowo, jakby przyszło mu to zupełnie naturalnie, jedną z dłoni, dotychczas trzymaną na jej lędźwiach, zaczął leniwie przesuwać po materiale jej czarnej sukienki wzdłuż pleców. W górę i w dół, intuicyjnie badał jej talię, swoim dotykiem znacząc na niej gorącą ścieżkę i nieznacznie muskając palcami jej pośladki, gdy zatrzymywał się na granicy pasa. Jak na prawego mężczyznę przystało, mimo chęci, nie zsunął się niżej.
A Tobie, często zdarza się wpadać na mężczyzn w tak efektowny sposób? — zapytał w odpowiedzi, przybierając podobny ton do jej. Zupełnie nie speszyła go jej uwaga, choć dopiero po usłyszeniu swoich słów na głos zrozumiał, że zdecydowanie zbyt szybko odbił piłeczkę. Poza tym sposób, w jaki oparła się o jego klatkę, bacznie go obserwując, wyzwalał w nim dziwne pokłady szczerości. — Jak dotąd tylko Tobie udało się złamać mnie tak szybko — przyznał po chwili z czającym się w kącikach ust rozbawieniem pomieszanym z niedowierzaniem. Nie był typem faceta, który wykorzystywał okazję, ilekroć się nadarzyła. To, że unikał zobowiązań nie oznaczało, że wchodził do łóżka z każdą, jak leci. Ale tylko ciemnowłosa zdołała w przeciągu jednej chwili wzbudzić w nim tę nutę fascynacji i mieszankę emocji, które ujawniały się wśród iskier tańczących w jego oczach, gdy na nią spoglądał z góry. — Możesz cieszyć się zwycięstwem — przyznał ze szczerym uznaniem i zachętą w głosie. Dłoń, którą do tej pory gładził ją po plecach, finalnie sięgnął jej twarzy, by odgarnąć z jej policzka kosmyk ciemnych włosów, które wsunął za ucho. Musnąwszy kciukiem ukradkowo jej delikatną skórę, nie mógł już sobie odmówić, by delikatnie ująć jej brodę i pochylić się w jej stronę na odległość zaledwie kilku centymetrów od jej ust. Teraz czuł na sobie każdy jej gorący oddech, jednocześnie mając wrażenie, jak z każdym kolejnym nabraniem powietrza, atmosfera między nimi zaczynała coraz bardziej gęstnieć. — Jakiej nagrody żądasz w zamian? — zapytał cicho, przez chwilę patrząc w jej roziskrzone niebieskie oczy i walcząc ze sobą, by nie przesunąć spojrzeniem na jej usta. Przegrał. On wiedział, czego chciał - poznać smak jej ust i przekonać się, co ciekawego piękna nieznajoma jeszcze w sobie skrywała.


pretty stranger
25 y/o
For good luck!
168 cm
naciągaczka klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby ktoś zapytał Zoyę, kim był Lucien Spencer, z całą pewnością odpowiedziałaby, że nie miała pojęcia. Wszelkiego rodzaju typowo męskie sporty i zajawki oglądała z braćmi z przymrużeniem oka, najczęściej zajmując się przy tym czymś innym. Zatem ten sławny i powszechnie ceniony Lucien Spencer nie musiał obawiać się o swoją anonimowość.
Och... — westchnęła, kiedy wspomniał o intensywnych treningach. Takiej sylwetki z pewnością nie dało się zbudować siedzeniem na kanapie.
Rozumiem. Ja niestety nie mogę ćwiczyć, więc nie mam tak... zachwycającego ciała — wyznała z niewinnym uśmiechem, mimowolnie zdradzając anegdotke o sobie. Wtedy znowu odważnie przejechała dłonią wzdłuż jego brzucha. Nie dodała jednak, że chorowała na astmę i że przez to źle znosiła ćwiczenia. W dodatku zawsze musiała mieć przy sobie inhalator.
W pewnym stopniu zawsze zazdrościła ludziom, którzy mogli cieszyć się pełnym zdrowiem. Los nie był dla niej pod tym względem jakoś łaskawy. Obdarzył ją słabszą odpornością i astmą, która pomimo upływu lat pozostała tak samo upierdliwa.
Widziala ten łobuzerski uśmiech, który przemknął przez twarz nieznajomego, gdy przypadkiem zahaczyła paznokciem o jego sutek. Zauważyła też, jak wyraźnie powstrzymał syknięcie, co wywołało na jej ustach jeszcze szerszy uśmiech. I chyba poczuła satysfakcję, a nawet odrobinę dumy, że potrafiła wywrzeć na nim takie wrażenie!
To co dzialo się między nimi, było dla Zoi czymś nowym. Owszem, uprawiała przygodny seks, ale jeszcze nigdy żaden z mężczyzn tak szybko jej nie omamił. Najwyraźniej Lucien miał w sobie coś, co skutecznie odbierało jej resztki rozsądku i sprawiło że z każdą kolejną chwilą coraz trudniej było myśleć o czymkolwiek innym.
W końcu mruknęła z zadowoleniem, po czym zadrżała, gdy dłoń Luciena przesunęła się po talii. Ten gest wystarczył, aby filuterny uśmiech ani na moment nie zniknął z jej ust. I co wiecej, mezczyzna zrobił na niej naprawdę dobre wrażenie! Nie próbował za wszelką cenę przekroczyć granicy, a przynajmniej jeszcze nie teraz, dzięki czemu mogła bez skrępowania oswoić się z tą bliskością.
Po chwili uśmiech ustąpił miejsce zaciśniętym wargom. Nie oderwała jednak spojrzenia od twarzy nieznajomego, czując się naprawde dobrze w tej krótkiej ciszy, jaka pomiędzy nimi zapadła po wypowiedzeniu przez niego pytania.
Co właściwie mogła mu odpowiedzieć? Gdyby przyznała, że podobne wpadki, zdarzały jej się częściej, Lucien najpewniej spojrzałby na nią mniej przychylnym okiem. Na szczęście szybko dodał odpowiedz, co dało Zoi furtkę do przemilczenia. Postanowiła zatem pozostawić go w błogiej nieświadomości.
To dla mnie komplement. Może jesteśmy dla siebie stworzeni — zażartowała pod wpływem chwili. W słowach Zoi nie było ani grama powagi, bowiem nie wierzyła w przeznaczenie, a samo zagadnienie miłości wciąż pozostawało dla niej zagadką.
Wydawało się, że nigdy nie kochała i nie była kochana na prawdę.
Nie poruszyła się, kiedy odgarnął kosmyk włosów z jej twarzy. Przymknęła powieki, delektując się ciepłem, jakie emanowało z tego gestu. A w momencie, w którym kciuk Luciena musnął policzek Zoi, przez jej ciało przemknął kolejny dreszcz.
Była oczarowana. I im dłużej tu stała, tym trudniej było jej wyobrazić sobie, że jeszcze kilkanaście minut wcześniej planowała, hehe, jedynie zamienić z nim kilka zdań. W dodatku zaraz ujął jej brodę i nachylił się tak blisko, że dzieliły ich zaledwie centymetry, co sprawiło, że całkowicie przepadła.
Naprawdę trudno było nie cieszyć się z takiego zwycięstwa.
Nie wiem — szepnelęła w usta Luciena. — Spróbuj mnie zaskoczyć — dodała bardziej zaczepnie.
I, cholera, wystarczył jeden rzut oczu Luciena na usta, a jako pierwsza sięgnęła do jego warg. Pocałowała go z pełną świadomością i z niesamowitą pasją, jednocześnie odczuwając we własnym ciele ferment. Łapczywie pragnęło ono bliskości. W kolejnym ruchu wsunęła obie dłonie we włosy mężczyzny i pogłębiła pocałunek, po czym instynktownie jeszcze mocniej przylgnęła do jego klatki piersiowej.

Książe z alejki
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
26 y/o
For good luck!
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

music vibes
Nie mogła ćwiczyć? Jej wyznanie wydało mu się nieco dziwne, z miejsca przywodząc na myśl pytanie, które aż szczypało go w język: z jakiego powodu? I choć rozbudziła w nim ciekawość, w następnym ułamku sekundy zrozumiał jednak, że w sytuacji, w jakiej się znajdowali, raczej żadne z nich nie miało ochoty na zwierzenia. Ostatecznie podchwycił więc tylko jej ostatnie słowa.
Zachwycającego ciała? — powtórzył za nią wyraźnie rozbawiony. I bardzo pokrzepiony jej słowami, że udało mu się zrobić na niej wrażenie, na co po cichu miał nadzieję.
Treningi stanowiły dla niego większość życia, nie wyobrażał więc sobie zupełnej bierności. Ćwiczył, odkąd pamiętał, najpierw w domu w formie zabawy, by w czasie nastoletnim zacząć pełnoprawnie korzystać z siłowni. Pomijając ambicje do utrzymywania dobrych wyników w pracy, zwyczajnie lubił to robić i jednocześnie nie miał nic przeciwko osobom, które nie podzielały jego upodobań, głównie z powodu niechęci do ruchu i przyzwyczajeń. I to było okej. Potrafił to zaakceptować i w żadnym razie nie osądzał. Na szczęście, bliskość dziewczyny i jej wędrująca pod jego koszulką dłoń skutecznie rozpraszały go przed zadawaniem zbędnych w danej chwili pytań. Z resztą, nie na tym miało to polegać.
Jej żart skwitował szerokim uśmiechem. Stwierdzenie o przeznaczeniu zdecydowanie nie było wiarygodne, ale mimo to niewinność, z jaką je żartobliwie rzuciła, totalnie go zauroczyła.
Może w tej chwili jesteśmy dokładnie tam, gdzie powinniśmy być — przytaknął jej z rozbawieniem, parafrazując jej słowa. Według niego przeznaczenie było zbyt pompatycznym określeniem. Wolał o wiele bardziej przyziemne odniesienie. Ona w jego ramionach. Ulotna chwila, która mogła już nigdy nie wrócić.
Po chwili dosłownie znajdował się dokładnie tam, gdzie powinien być — tuż przy jej ustach, wpatrując się w nią z coraz bardziej rosnącym pragnieniem. Jej szept, podobnie jak spojrzenie, magnetyzowały, ale to jej wargi doprowadzały go do granicy między dobrym wychowaniem, a całkowitą utratą rozsądku.
Większej zachęty nie potrzebował. Gdy tylko dała mu zielone światło, już miał zamiar sięgnąć jej ust, ale finalnie to ona, jakby czytając mu w myślach, zainicjowała pocałunek jako pierwsza. Ten kobiecy manifest wywarł na nim wrażenie. Wpiła się w niego z pasją, z miejsca budząc w nim pragnienia, których nie sposób było już dłużej kryć. Odwzajemnił jej pocałunek z gorliwością, jakiej się po sobie nie spodziewał. Jego dłoń natychmiast wróciła na jej plecy, by zacisnąć na nich swoje palce. W następnej chwili przesunął ją znacznie niżej, na pośladek. Stłamsił go w dłoni, przyciskając do siebie w pożądliwym geście. Intensywność, z jaką ciemnowłosa naparła na niego, sprawiła, że cofnął się o krok, opierając się plecami z powrotem o chłodną ścianę. Była idealnym kontrastem dla rozgrzanego ciała nieznajomej, której pogłębione pocałunki tylko wzmagały w nim własne łakomstwo. Chciał więcej, znacznie więcej.
Jak ona piekielnie dobrze całowała! Tak mocno skupił się na badaniu jej ciała i smaku jej warg, że zapomniał o całym świecie. Dopiero głośniejszy śmiech grupy stojącej nieopodal sprowadził go na ziemię. Oderwał się od niej na kilka centymetrów i spojrzał w jej pociemniałe oczy, oddychając ciężko. Nie zwolnił uścisku nawet na chwilę. Przez te kilka sekund starał się wyczytać w jej niebieskich, wzburzonych tęczówkach to, co jemu samemu nasuwało się na myśl — paskudny niedosyt. Odruchowo zwilżył płonące od pocałunków wargi.
Może dokończmy tę analizę w nieco bardziej ustronnym miejscu, hm? — uniósł odrobinę brew, a po jego ustach przebiegł łobuzerski uśmiech. Nie czekając na jej odpowiedź, odepchnął się od ściany i złapał ją za rękę, by pociągnąć za sobą w uliczkę obok.
Ślepy zaułek na tyłach klubu, z dala od niepożądanych spojrzeń, wydawał mu się jedynym i najstosowniejszym w tym momencie miejscem, by kontynuować zabawę. Zanim zastanowił się, do czego i w jaki sposób to wszystko zmierzało, wciąż trzymając ją za dłoń, przyciągnął ją do siebie i ponownie zatopił swoje wargi w jej ponętnych ustach, oplatając ramionami jej talię. Nie przestając jej całować, instynktownie skierował ich na ścianę, tym razem pozwalając sobie nad nią górować. Pragnął mieć ją przy sobie tak blisko, jak tylko było to możliwe, dlatego przyciągał jej zgrabne ciało do siebie. Czuł jednak, że to nadal mu nie wystarczało.

girl on fire
25 y/o
For good luck!
168 cm
naciągaczka klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zachęcającego ciała? Na dźwięk tego pytania, które zabrzmiało w uszach Zoi praktycnie retorycznie, podtrzymała jedynie uśmiech. Ha, nie zamierzała bardziej łechtać jego ego. W końcu i tak zdążyła zauważyć, że był wyjątkowo pewny siebie i zdawał sobie sprawę z tego, że miał naprawdę piękne walory. Zwłaszcza z perspektywy kobiety takiej jak ona, która właśnie zaczynała postrzegać go jako idealnego kandydata na jednorazową przygodę.

Oni jeszcze nie wiedzą.

Zoya zachichotała, gdy stwierdził, że znajdowali się dokładnie tam, gdzie powinni. To było przecież akurat głupie, bo doskonale zdawała sobie sprawę, że akurat ona powinna dopijać piętnastego szota z koleżankami przy stoliku. Zamiast tego stała teraz w objęciach zupełnie obcego mężczyzny i pozwalała, aby omamiło ją jego magnetyczne spojrzenie.
Pocałunek był tym, o czym zaczęła myśleć już wtedy, gdy pierwsza fala ciepła rozlała się po jej ciele. Popchnęło to Zoyę do całej tej serii tych wszzystkich, lekkomyślnych decyzji. Nie potrafiła ukryć swojej niecierpliwości, co z pewnością Lucien zdążył zauważyć po tym manifeście chwilowego przejęcia kontroli. Pomimo tego szybko przejął inicjatywę, a ona aż zamruczała z zadowolenia. W tym momencie zapomniała już o całym świecie. Liczył się tylko Lucien, ciepło emanujące z jego ciała i pewność, z jaką zacisnął dłoń na jej pośladku, aż pisnęła jednocześnie zaskoczona i zachwycona.
Serce Zoi zaczęło coraz mocniej tłuc się w piersi.
Jednak kiedy nieznajomy się odsunął, miała ochotę zaprotestować. Niestety nie dało się zignorować rozbestwionej grupki mężczyzn stojącej nieopodal. To właśnie z nimi Zoya chciała uniknąć konfrontacji i to przez nich trafiła prosto w ramiona Spencera. O zgrozo, wpadła z deszczu pod rynnę, a pomimo tego nadal patrzyła na niego zauroczona, z intensywnym rumieńcem na policzkach i błyskiem tych samych, złych intencji w oczach.
Niedosyt. Niedosyt. Niedosyt.
Cholerny niedosyt widniał w błękitnych oczach Zoi. A wraz z nim rosła ciekawość...
...więc pozwoliła ująć swoją dłoń. Bez większego zastanowienia splotła z Lucienem palce, po czym ruszyła w stronę ustronnej alejki pomiędzy klubem, a innym budynkiem.
Jak okaże się, że jesteś seryjnym mordercą, to będę naprawdę rozczarowana — rzuciła z rozbawieniem zaledwie ułamek sekundy przed tym, jak ich usta ponownie połączyły się w żarliwym pocałunku.
Dłonie Zoi niemal odruchowo odnalazły jego ramiona, aby chwilę później nerwowo spleść się na karku. Przez cienki materiał sukienki czuła chłód ceglanej ściany za plecami, zaś z przodu gorąc od ciała mężczyzny.
W jej głowie miała pustkę. Instynkt całkowicie przejął nad nią kontrolę. Po raz kolejny przesunęła dłoń niżej, aby sięgnąć do sprzączki paska nieznajomeo. Najpierw spróbowała poradzić sobie jedną ręką, lecz gdy okazało się to trudniejsze, dołączyła drugą. Wtedy nerwowo szarpnęła klamrę, która na szczęście natychmiast ustąpiła. Następnie rozpięła guzik od spodni.
Gdyby znajdowali się w innym miejscu, powiedzmy bardziej przytulnym i przede wszystkim bardziej intymnym, z pewnością chciałaby go rozebrać i obcałować. Niestety okoliczności nie dawały im zbyt wielkiego pola do popisu. Czas również działał na ich niekorzyść. Zza rogu wciąż dochodziły chichoty tamtych mężczyzn, którzy w każdej chwili mogli ich przyłapać.
Nagle Lucien ponownie przejął inicjatywę i uniósł ją tak gwałtownie, że odruchowo oderwała usta od jego warg i pisnęła. Na moment wtuliła twarz w zagłębienie szyi mężczyzny, ale ich wargi równie prędko odnalazły do siebie drogę.
Gdy usadził Zoyę na jednym z brudnych kontenerów na śmieci, intuicyjnie zacisnęła uda na jego biodrach.

ten co usadził mnie na koszu
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Rapture”