47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Nie wiem czy próbujesz oszukać mnie czy siebie. - zaśmiał się cicho nie spuszczając z niej zaciekawionego wzroku - Wiesz jak to mogło się potoczyć. Widziałaś to pewnie wiele razy. Po prostu liczyłaś na to, że rzeczywiście jestem skrajnie różny od twojego męża. - lekko się uśmiechnął bo w tym wypadku rzeczywiście miała rację.
Miała w sobie trochę ryzykantki. Podejrzewał, że nie miała zbyt wielu osób do których mogła się zwrócić o jakąkolwiek pomoc. Starał się nie popełnić błędu niedoceniania jej, aczkolwiek z tego, co zdążył się już nieco dowiedzieć nie prowadziła raczej tak bogatego życia towarzyskiego jak jej mąż. Więc pewnie nie miała zbyt wielu opcji. Dlatego ryzykowanie wszystkiego dla jakiegoś przypadkowego recepcjonisty było bardzo ryzykowane. Podjęła to ryzyko bez mrugnięcia okiem. Była to dla niego całkiem ważna obserwacja. Poznanie osób z którymi wchodziło się w jakikolwiek biznes było cholernie ważne. Często tylko to trzymało go przy życiu.
To z jakim zaangażowaniem oraz pewnością w głosie mówiła o zniszczeniu swojego męża całkiem mu imponowało. Potrzebował takiego zapewnienia. Jeśli miał w to zainwestować swoje pieniądze, a przede wszystkim swój czas potrzebował wiedzieć, że będzie to tego warte. Że nie jest to po prostu chwilowa przypadłość. Coś, co przyszło jej do głowy w danym momencie, a ona straci swoją brawurę gdy tylko rzeczy staną się trudne, a przede wszystkim prawdziwe. Kiedy akcje zaczną mieć konsekwencje, a uczucia do byłego męża mogły nagle wrócić. Na razie przekonała go na tyle by dać jej szansę.
- W takim razie nasze interesy się zgrywają. Chcesz go zniszczyć bardziej niż ja. - powiedział z pewnym podziwem kiwając głową.
Jednak nie mógł się jej dziwić. Po wszystkim, co jej zrobił. Po wszystkim, co mu powiedziała miała wystarczająco dużo powodów by chcieć go zniszczyć. Całkowicie i doszczętnie. Magnus doskonale wiedział, że mało rzeczy jest w stanie połączyć dwójkę ludzi tak jak wspólny wróg. To naprawdę mogło się udać. Zgodził się na to spotkanie by trochę ją wybadać. Przekonać się czy jest pewna tego, co chce zrobić. Na razie całkowicie go przekonywała.
Napełniając dla niej szklankę śledził jej sylwetkę. Ta sukienka świetnie podkreślała jej talię, chociaż to była tylko pośrednia obserwacja. Znacznie bardziej podobało mu się to jak wyglądała na tle panoramy Toronto. Sam nie przepadał za miastami, ale ona, w tej sukience, w tym akurat momencie? Wyglądała jak złoczyńca. Taki z klasą oraz planem. Podejrzewał, że ten obrazek zapamięta na dłużej.
- Nie potrzebuję ani jego ani twoich pieniędzy. - pokręcił lekko głową podając jej szklankę i obniżając wzrok do jej tęczówek - Chcę odebrać mu wszystko na czym mu zależy. Wszystko, co sprawia mu jakąkolwiek przyjemność. Chcę by stracił sens życia. Wtedy poczuje to, że akcje mają konsekwencje. - uśmiechnął się lekko, lecz drapieżnie.
Przywiązywał dość dużą uwagę do słów, a jedno jej zdanie było szczególnie ważne. Weźmie wszystko co do niego należy. Z tego, co już mu powiedziała pewnie uważał również ją za swoją własność. To jednak zachował na razie dla siebie, chociaż nieco enigmatyczne spojrzenie mogło go lekko zdradzić.
- Tak przy okazji, kiedy stałaś przy tych oknach... Powinienem Ci zrobić zdjęcie. Wyglądałaś groźnie. Drapieżnie. Powinien się Ciebie bać. Miałabyś to na pamiątkę. Moment, który zapoczątkował jego upadek. - uśmiechnął się do niej mówiąc całkowicie szczerze.

vera callahan
36 y/o
For good luck!
168 cm
pediatra mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Odetchnęła niemal niezauważalnie.
Nie usłyszała nie. Paradoksalnie właśnie tyle potrzebowała - nie obietnic, nie zapewnień, że wszystko się uda, nawet nie konkretnego planu. Wystarczyło, że nie odmówił. Od chwili, w której przekroczyła próg jego apartamentu, po raz pierwszy od wielu miesięcy odniosła wrażenie, że Elliot nie był już jedynym człowiekiem rozdającym karty. Sama nie zamierzała wychodzić na pierwszy plan, doskonale wiedziała, że gdyby Callahan choć przez moment nabrał podejrzeń, że cokolwiek działo się za jego plecami, nie rzuciłby się na Grimstada.
Rzuciłby się na nią. Odebrałby jej jedyną rzecz, której nigdy nie zdołał sobie podporządkować - jej karierę. Tę część życia, którą od początku chroniła przed nim z uporem godnym lepszej sprawy. Była tylko jej. Była jedynym miejscem, do którego Elliot nigdy nie miał pełnego dostępu. Właśnie dlatego prędzej czy później stałaby się jego głównym celem. - On nie może się dowiedzieć, że to ja, Magnus - pokręciła głową, nie odrywając od niego wzroku. - Jeśli choć przez chwilę pomyśli, że robię coś za jego plecami, zniszczy mnie. Nie będę miała czego zbierać.
Słuchała go uważnie, a z każdym kolejnym zdaniem coraz wyraźniej czuła, jak ekscytacja miesza się z lękiem. Magnus mówił o wszystkim z taką pewnością, jakby wynik tej wojny był już dawno przesądzony. Ona tej pewności nie miała, pod grubą warstwą determinacji wciąż kryły się pytania, których nie odważyłaby się wypowiedzieć na głos. Czy postępowała właściwie? Czy naprawdę da radę? Czy nie pęknie w połowie drogi? Czy nie wycofa się w chwili, gdy Elliot zacznie odpowiadać? I czy przyparty do muru, nie okaże się jeszcze bardziej okrutny, niż był do tej pory?
Tylko jedna odpowiedź pozostawała niezmienna - nie wróciłaby do niego. N i g d y. To była jedyna rzecz, której była absolutnie pewna. Wszystkie ciepłe uczucia wygasły dawno temu, ustępując miejsca czemuś znacznie prostszemu - nienawiści.
Czytanie pomiędzy słowami opanowała do perfekcji. Zauważyła to krótkie, trudne do uchwycenia spojrzenie, sposób w jaki zaakcentował słowo wszystko. Uśmiechnęła się pod nosem, chowając usta za szklanką z alkoholem, którego zdecydowanie nie powinna już pić. - Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że dawno wypadłam z kręgu jego zainteresowań - odezwała się spokojnie. - Jedynie chce mnie doprowadzić do ruiny, ale wszystko inne jest mu obojętne - nie miała takiej pewności, to były wyłącznie jej przypuszczenie. Choć kto wie, jak zareagowałby widząc dłonie innego mężczyzny położone na jej ciele?
Odwróciła się z powrotem w stronę wielkiego okna i zrobiła kilka powolnych kroków, słysząc kolejne słowa Magnusa. Parsknęłaby śmiechem, gdyby nie fakt, że część niej naprawdę chciała w to uwierzyć. - Ja miałabym na pamiątkę? - zapytała z rozbawieniem, odwracając głowę w jego stronę. - Czy po prostu ty chciałeś mieć moje zdjęcie w swojej galerii? - nie pamiętała, kiedy ostatni raz pozwoliła sobie na podobną zaczepkę. Alkohol skutecznie rozwiązywał jej język, ale nie tylko on był temu winny.
Pierwszy raz od dawna nie miała wrażenia, że każde źle dobrane słowo zostanie wykorzystane przeciwko niej. Ich rozmowa przypominała bardziej przeciąganie liny niż przesłuchanie. Żadne z nich nie odpuszczało, ale też żadne nie próbowało drugiego złamać.

Magnus Grimstad
diosmio
nuda i przesadna życioza
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Widział jak reagowała gdy tylko myślała, że może się dowiedzieć. Musiał ją naprawdę porządnie nastraszyć. Powiedziała mu już o tych sytuacjach. Dała mu zarys tego jakim człowiekiem tak naprawdę był jej mąż i choć Magnus jest raczej tym typem zabójcy, który nie dyskryminował z powodów moralnych. Nigdy nie interesował się moralnością, może nawet nie do końca ją rozumiał. Na pewno nie czuł, że powinien kogoś oceniać. W końcu to on swego czasu zabijał ludzi za pieniądze. Brakowało mu wielu ludzkich odruchów, które miał przeciętny obywatel. Po prostu dobrze to maskował. Przynajmniej przez większość czasu.
Jednak w jej przypadku dawało mu to dodatkową motywację. Rzeczywiście na starość robił się trochę bardziej uczuciowy? To chyba nie było dobrym słowem, lecz najlepszym jakie na ten moment znalazł. Nie potrzebował zbyt wiele zachęty by zniszczyć życie jej męża, teraz po prostu zrobi to z nieco większą satysfakcję. Zabijanie gwałcicieli czy handlarzy kobietami zawsze przychodziło mu z pewną dozą satysfakcji. Tak jakby chociaż w małym stopniu nadrabiał karmicznie wszystkie zbrodnie, których dopuszczał się przy wszystkich innych okazjach.
- Wiesz, że pewnie dość szybko się połapie? Mogę go nie lubić, ale nie jest głupi. Gdy moi prawnicy pojawią się na twoich mediacjach zacznie węszyć. Zatrę ślady. Przynajmniej niech się trochę pomęczy. - wyjaśnił spokojnie by wiedziała co się będzie działo - Dobra wiadomość jest taka, że jesteś teraz moją partnerką, więc czy o to prosisz, czy nie, jesteś otoczona ochroną. Powiedź mi co jest dla Ciebie najdroższe, a nie będziesz musiała się już o to martwić. - powiedział to z tym samym pełnym przekonaniem, z którym mówił o upadku jej męża - to było już przesądzone.
Nie miało najmniejszego znaczenia czy jest to nieruchomość, pieniądze, ktoś z jej najbliższej rodziny czy chociażby jej reputacja. Miał wiele kontaktów. W wielu dziedzinach. Ludzie z którymi kiedyś współpracował potrafili wygrzebać właściwie wszystko. Starał się nie wracać do tamtego świata, ale gdyby potrzebował pewnie by to zrobił. Na szczęście jego pieniądze oraz renoma wystarczały w tym świecie by również miał dostęp do naprawdę szerokich zasobów. Nie musiała się już o nic martwić z nim za swoimi plecami. Nawet jeśli nie wiedziała w pełni jak niebezpieczny potrafi naprawdę być.
- Chyba nie znasz w takim razie swojego męża tak dobrze jak myślisz. - zaśmiał się kręcąc głową - Powinienem się zastanowić czy to partnerstwo będzie tak lukratywne jak sądziłem. - spojrzał na nią pozwalając sobie na tę delikatną złośliwość upijając łyk swojego drinka - Widziałem jak na nas patrzył, gdy tylko rozmawialiśmy. Nie wiem czy znaczysz dla niego coś jeszcze emocjonalnie, ale jest jak dziecko. Pokaż mu, że jego zabawką bawi się ktoś inny, nagle znów robi się interesująca. - westchnął cicho bo to było rzeczywiście dziecinne podejście.
Jego słowa mogły być dla niej krzywdzące, ale nie słynął z tego żeby przy kimkolwiek owijał w bawełnę. Mówił jak jest. Ewentualnie jak powinno być. Nie zamierzał ubierać niczego w ładne słówka żeby było jej milej albo prościej. Nie na tym polegało partnerstwo z nim.
Oglądał jak się od niego oddala. Mogła się z niego nabijać. Trochę nawet chyba z nim flirtować. Nie był pewien. Jak zdążyła już zauważyć nie był zbyt rozgarnięty akurat w tych sprawach. Niemniej poszła dokładnie tam, gdzie wyglądała w tym momencie najlepiej. Podszedł zaledwie o krok bliżej nie spuszczając jej z oczu.
- Vera... - powiedział jej imię nieco ciszej niż do tej pory - Gdybym chciał mieć twoje zdjęcie w swojej galerii po prostu bym o nie poprosił. - uśmiechnął się do niej delikatnie podchodząc jeszcze o krok bliżej wraz ze swoim drinkiem - Po prostu pomyślałem, że kiedy to wszystko już się skończy, kurz opadnie... To byłaby taka wisienka na torcie. Zdjęcie osoby, której tak nie docenił, a która doprowadziła do jego ruiny. Odważna, nieustraszona, wyrachowana. - ostatnie słowo w jego ustach zdecydowanie było komplementem - Uwierz mi, chciałabyś zobaczyć tę minę. - stanął obok niej uśmiechając się do niej złowieszczo i stukając się z nią drinkiem zanim dopił swojego.
- Czy to ten moment w naszej historii, kiedy mówię, że jeśli chcemy odebrać wszystko twojemu mężowi powinniśmy zacząć od Ciebie? - przeniósł wzrok znad panoramy do niej z dość zaczepnym, jak na niego, uśmiechem.

vera callahan
36 y/o
For good luck!
168 cm
pediatra mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie chciała się żalić. Ostatnim czego potrzebowała od kogokolwiek, była litość albo współczucie. Sama weszła w ten związek i sama przez lata w nim tkwiła, doskonale wiedząc u boku jakiego człowieka żyje. Nie odeszła, choć wielokrotnie mogła. Być może dlatego, że tak było łatwiej i wygodniej.
Teraz również nie kierowała się chęcią zemsty. Pragnęła wolności i zamierzała wyrwać ją Elliotowi z rąk. Gdyby pozwolił jej odejść w chwili, w której podpisała dokumenty rozwodowe, puściłaby wszystko w niepamięć. Nie oglądałaby się za siebie, nie próbowałaby niczego mu odbierać. To on sprawił, że przestało jej to wystarczać. Każdym kolejnym miesiącem przeciąganych mediacji, każdym dniem, w którym z niewytłumaczalną satysfakcją przypominał jej, że wciąż miał nad nią władzę. Im dłużej to trwało, tym mocniej chciała, żeby sam stracił wszystko na czym budował swoje życie. Żeby musiał zacząć od nowa albo żeby wreszcie świat zobaczył jego prawdziwą twarz.
- Nie obchodzi mnie nic innego poza moją karierą i żeby nic mnie z nim nie łączyło. Chcę wymazać ten rozdział ze swojego życia - odpowiedziała zgodnie z prawdą. Właśnie to było dla niej najważniejsze. Nie rodzina, która do dziś stała po stronie Elliota, jej odejście traktując jak fanaberię i brak szacunku. Nie pieniądze, które była w stanie zarobić sama. Nie piękny dom na obrzeżach miasta ani wakacje, na które mogła polecieć o każdej porze roku.
Święty spokój - to jego chciała najbardziej.
Prawdopodobnie miał rację. Być może wciąż oszukiwała samą siebie, próbując uwierzyć, że stała się dla Callahana obojętna. Że brak podpisu pod pozwem rozwodowym był jedynie przejawem złośliwości, niczym więcej. Ale jakkolwiek nie chciałaby tego przyznać, Elliot i Magnus pod pewnymi względami byli do siebie podobni. Nie wrzucała ich do jednego worka, dzieliło ich zbyt wiele, by mogła pozwolić sobie na tak niesprawiedliwe porównanie. Obaj jednak od lat funkcjonowali w świecie, którego ona nigdy do końca nie rozumiała. Świecie wpływów, nazwisk, pozycji i ego, gdzie porażki nie wybaczano, a posiadanie często znaczyło więcej niż samo uczucie. Magnus znał ten świat znacznie lepiej od niej. Wiedział jak myślą tacy mężczyźni, wiedział również, że nawet jeśli uczucia dawno wygasły, świadomość, że kobieta, która kiedyś należała do ciebie, patrzy już wyłącznie na kogoś innego, potrafiła boleć bardziej niż urażona duma. Zwłaszcza jeśli tym kimś był największy wróg.
- Muszę zagryźć zęby i udawać, że uprzedmiotowienie bardzo mi się podoba? - odpowiedziała, unosząc kącik ust. Doskonale wiedziała, że nie próbował jej obrazić. Nie poczuła się urażona, choć jego słowa niebezpiecznie przypominały te, które wcześniej usłyszała od recepcjonisty. Może dla wolności musiała upaść jeszcze niżej. Jeżeli taka była cena, była gotowa ją zapłacić.
Mogła przed oczami jeszcze męża emanować zainteresowaniem wobec innego mężczyzny. Mogła patrzeć na Grimstada w sposób w jaki nigdy nie patrzyła na Elliota. Mogła pozwolić sobie na więcej swobody, mogła flirtować, prowokować, uwodzić. Mogła zrobić wszystko, jeśli na końcu tej drogi naprawdę czekał początek nowego życia.
- Dziękuję - odparła, wymijając go, by podejść do pozostawionej na kanapie torebki. Wyciągnęła z niej telefon, wsunęła stopy z powrotem w piekielnie niewygodne szpilki i bez słowa wcisnęła urządzenie w jego dłoń. - Mogę wrzucić je na swoje sociale. Może uda się zasiać ziarno niepewności - stanęła dokładnie w tym samym miejscu, odwracając się przodem do rozświetlonej panoramy Toronto. Nie patrzyła w obiektyw, za to parsknęła krótkim śmiechem, słysząc jego kolejne pytanie. Pokręciła głową, ale zamiast odpowiedzieć, zadała własne. - Czy to ten moment, w którym w zawoalowany sposób mówisz mi, czego będziesz ode mnie chciał w zamian za tę przysługę? - odwróciła się do niego z uśmiechem będącym niemal lustrzanym odbiciem jego własnego.
- Jesteś dobrym aktorem? - zapytała, powoli zmniejszając dzielący ich dystans, zatrzymawszy się tuż przed nim. Uniosła dłoń i oparła ją lekko o jego klatkę piersiową, nie robiąc nic więcej, jakby sama sprawdzała czy będzie potrafiła przekroczyć tę cienką granicę pomiędzy udawaniem a rzeczywistością Dopiero po chwili przesunęła ją wyżej, wygładzając kołnierzyk jego koszuli, którego wcale nie trzeba było poprawiać. - Ja przez lata udawałam zakochaną kobietę - wspięła się na palce i wyszeptała tuż przy jego uchu, a na jej ustach pojawił się ledwie dostrzegalny uśmiech. - Poradzę sobie wyśmienicie - odsunęła się równie spokojnie, jak przed chwilą się zbliżyła, odwróciła na pięcie i wróciła do kanapy. Sięgnęła po szklankę, dopiła resztę alkoholu jednym, nieco zbyt odważnym łykiem i wypuściła z płuc długi oddech.

Magnus Grimstad
diosmio
nuda i przesadna życioza
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lubił takie konkrety. Odpowiadało mu to, że Vera, jako jego nowa partnerka nie próbowała silić się na jakieś metafory czy być bardziej tajemnicza niż sytuacja tego wymagała. Wbrew temu, co można było o nim sądzić znając go tylko z boku czy z jakiejś gazety, był dość prostym mężczyzną. Przede wszystkim bardzo logicznym i mało emocjonalnym. To pozwoliło mu pozostać tak długo przy życiu w zawodzie, gdzie ludzie zazwyczaj giną młodo. Jeszcze Callahan dała mu jasne wytyczne, jasny cel. Jako jej partner powinien ochronić jej karierę oraz w przyszłości zapewnić wolność bo tym najwyraźniej był dla niej ten rozwód. Po prostu wolnością.
Te rzeczy Grimstad doskonale rozumiał. To pewne podstawy, które bardzo sobie cenił. Niezależność finansową, geograficzną. Ciężko było mu sobie nawet wyobrazić to jak mogło wyglądać ubezwłasnowolnienie, którego doświadczyła. Zawsze był panem swojego losu. Czasami groziło mu więzienie czy po prostu przetrzymywanie przez któregoś z jego współpracowników, lecz nigdy nie trwało to dłużej niż dzień czy dwa. To, przez co musiała przejść ona musiało być okropne i może jakiś lepszy, bardziej empatyczny człowiek by jej współczuj, jednak nie on. Przeszłość była przeszłością, trzeba było ruszać naprzód.
- W takim razie postaram się poszerzyć swoje wpływy w tutejszym szpitalu oraz ogólnej medycynie. Niemniej moi prawnicy są do Twojej dyspozycji, więc jakiejkolwiek zagrywki by się nie dopuścił masz zabezpieczenie. - nie musieli załatwiać jeszcze żadnych formalności, jego słowo było najlepszą formą umowy, dokumenty zawsze mogły zostać zniszczone - Twoja kariera od tego momentu jest relatywnie bezpieczna, a z każdym dniem będzie tylko bezpieczniejsza. - stwierdził to już jako fakt.
Nie ukrywał tego, że nie jest wszechpotężny. Z oczywistych względów koncentrował się raczej na tych gałęziach życia w danym kraju, z których mógł czerpać jakieś korzyści. Na razie nie próbował budować czy zarządzać szpitalami. Za dużo oczu patrzyło na wszystkie przetargi. Dla niego to po prostu nie było opłacalne. Nie był też stąd. Nie miał tutaj nawet swojej właściwej siedziby, więc operował z nieco słabszej pozycji. Co dla niego znaczyło tylko tyle, że będzie musiał w tę całą sytuację włożyć odrobinę więcej pracy, na co i tak był gotowy. Nie rzucał słów na wiatr.
- Jedyne, co musisz zrobić to wyzbyć się jakichkolwiek skrupulów jeśli naprawdę chcesz go zniszczyć. Jednak na razie wierzę w twoje przekonanie. - uśmiechnął się do niej delikatnie półgębkiem.
Dlatego się dzisiaj spotykali. Potrzebował zobaczyć i w pewien sposób ocenić jej motywacje. Ostatnie, czego potrzebował to tego by w którymś momencie zrezygnowała, a jego zostawiła ze stratami nie tylko w portfelu, a przede wszystkim pod względem reputacji. Zawsze był dość stonowanym i spokojnym człowiekiem, aczkolwiek każdy powinien obawiać się gniewu takiego człowieka.
- Możesz, nie mam nic przeciwko. - mruknął skupiając się przez chwilę na znalezieniu odpowiedniego kąta do zdjęcia - Ale wiedz, że wtedy cała gra się rozpocznie. Widok jest dość unikatowy, pewnie nawet sam szybko dojdzie do tego gdzie zdjęcie zostało zrobione, tym samym zorientuje się, że masz sojusznika. - koniec końców w tej kwestii był boomerem, więc strzelił kilka fotek żeby miała z czego wybierać.
Na jednej nawet złapał to jak parsknęła śmiechem. Z uśmiechem na ustach było jej całkiem do twarzy.
Jej pomysł wcale nie był taki zły. Czasami stworzenie pozorów było o wiele gorsze niż faktyczne poznanie faktów. Z tak enigmatycznym zdjęciem jej mąż będzie musiał się domyślać czy spotkali się tylko na drinka, czy wydarzyło się coś więcej? To była jedna z gorszych tortur, więc tak, Magnus zdecydowanie nie miał nic przeciwko.
Na jej kolejne pytanie tylko nieco szerzej się uśmiechnął później obserwując jak podchodzi bliżej. Nie wymagał od niej niczego więcej niż oddanie ich wspólnemu celowi. Magnus miał już swoje lata, co nie znaczyło, że był całkowicie aseksualny. Doceniał, kiedy piękna kobieta wykazywała nim zainteresowanie, nawet kiedy było udawane. Rzeczywiście aktorką była całkiem dobrą. Gdyby byli w jakimś barze pewnie uwierzyłby, że jest nim rzeczywiście zainteresowana. Jego wzrok nawet zsunął się na jej pośladki kiedy w końcu się od niego odsunęła. Nie pozwolił by ta sytuacja trwała zbyt długo. Podszedł bliżej stając tuż obok niej. Złapał ją za podbródek prowadząc jej twarz tak by spojrzała na niego.
- Aktorem jestem kiepskim, ale nie trzeba potrafić grać, kiedy wybudzasz autentyczne pragnienia. - spojrzał jej w oczy nachylając się nieco bliżej - Nie jestem Twoim mężem, nie zmuszę Cię do niczego, czego nie chcesz zrobić. To Ty wybierasz czy w ten sposób też chcesz go zranić. - przesunął delikatnie kciukiem po linii jej szczęki po krótkiej chwili robiąc w końcu krok do tyłu i oferując jej telefon z powrotem.
Zauważył, że jej szklanka była znów pusta, lecz na razie nie proponował jej kolejnego drinka. Nie zamierzał jej upijać. Zamiast tego usiadł po prostu na kanapie odkładając również swoją pustą szklankę na stolik.
- Więc w co pierwsze chciałabyś uderzyć? - zapytał spoglądając na nią z zaciekawieniem co też mogło chodzić jej po głowie.

vera callahan
36 y/o
For good luck!
168 cm
pediatra mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zastanawiała się długo, gdy tylko odebrała telefon z jego dłoni, odblokowała ekran i przejrzała kilka wykonanych przed chwilą zdjęć. Wybrała jedno niemal odruchowo, nie analizując czy wygląda na nim korzystnie, czy światło odpowiednio podkreślało panoramę Toronto. Gdyby odłożyła telefon choćby na minutę, prawdopodobnie zaczęłaby szukać powodów, dla których nie powinna tego robić. Zanim instynkt samozachowawczy zdążył dojść do głosu, zdjęcie pojawiło się na jej profilu. Nie miała złudzeń. Elliot zobaczy je prędzej czy później, być może za godzinę, być może dopiero nad ranem, ale z o b a c z y. Nie był człowiekiem, którego łatwo można było oszukać. Przez lata nauczyła się podziwiać jego przenikliwość, choć najczęściej obracała się ona przeciwko niej.
Nie odsunęła wzroku, kiedy ujął jej podbródek. Pozwoliła, by między nimi zapadła ta nieco zbyt długa cisza, podczas której każde z nich mogło bez przeszkód przyjrzeć się drugiemu. Powinna była zakończyć tę chwilę dokładnie w momencie, w którym on zrobił krok do tyłu. Powinna odpowiedzieć żartem, odwrócić się i uznać, że granica została wyznaczona wystarczająco wyraźnie. Zamiast tego została jeszcze przez ułamek sekundy, sama nie potrafiła powiedzieć dlaczego. Od bardzo dawna nie była po prostu nikim zaciekawiona.
Kiedy zdjęła obrączkę, zainteresowanie pojawiło się niemal natychmiast. Zaproszenia na kolację, przypadkowe rozmowy przeciągane o kilka minut za długo, spojrzenia, które z łatwością potrafiła odczytać. Nigdy z nich nie korzystała, mężczyźni zwyczajnie jej nie interesowali. Każdy wydawał się podobny do poprzedniego. Jedni próbowali imponować pieniędzmi, inni stanowiskiem, jeszcze inni własną pewnością siebie. Wszyscy byli p r z e w i d y w a l n i. Żaden nie wzbudził w niej nawet odrobiny ciekawości.
Magnus zrobił to jako pierwszy.
W wielu aspektach należał przecież do dokładnie tego samego świata. Miał wpływy, władzę i nazwisko, które otwierało odpowiednie drzwi. Myślał strategicznie, kilka ruchów naprzód. Rozumiał ludzi takich jak Elliot lepiej niż ona sama, bo sam od lat funkcjonował według podobnych reguł. A jednak przy nim wszystko wyglądało inaczej - od początku zostawiał wybór w jej rękach, jakby zakładał, że doskonale poradzi sobie z podjęciem własnej decyzji. Nie próbował niczego narzucać ani prowadzić jej za rękę. Dla większości ludzi byłby to drobiazg, Vera zaś dostrzegała w tym różnicę znacznie większą niż mogłoby się wydawać.
To właśnie ona wzbudzała jej ciekawość. Ten sposób w jaki zachowywał się w jej obecności.
Słysząc jego odpowiedź, uśmiechnęła się ledwie zauważalnie, pozwalając sobie na małą uszczypliwość. - W takim razie dobrze, że tylko jedno z nas będzie musiało grać - jeszcze przez krótką chwilę nie odrywała od niego spojrzenia. Korciło ją, żeby zrobić ten jeden, ostatni krok, wyłącznie po to, żeby sprawdzić czy rzeczywiście pozostanie równie opanowany jak do tej pory. Ostatecznie zrezygnowała. Skoro on uszanował granicę, ona również nie zamierzała jej przekraczać.
- W jego ego. Zaczniemy z wysokiej półki - odstawiła pustą szklankę na stolik. - W weekend w ratuszu organizowany jest doroczny bal fundacji. Będzie tam połowa miasta, która uważa się za elitę. Elliot nigdy nie opuszcza takich wydarzeń. Chcę, żebyśmy poszli tam razem. Skoro uważasz, że to go rozwścieczy... sprawdźmy - raz jeszcze spojrzała na panoramę miasta, po czym przeniosła wzrok na Magnusa. - Powinnam już wracać. Rano pracuję - na jej twarzy wciąż gościł ten sam spokojny uśmiech.

Magnus Grimstad
diosmio
nuda i przesadna życioza
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To w jakim tempie toczyła się ta gra zupełnie mu nie przeszkadzało. Lubił mieć kontrolę, lubił mieć wszystko zaplanowane. To była nieodłączna część jego pierwotnej kariery. Brak kontroli najczęściej oznaczał śmierć. W ich przypadku mógł oznaczać przegraną, na którą też nie zamierzał sobie pozwolić. Dlatego oddanie pewnych decyzji w jej ręce nie przychodziło tak łatwo, jak mogłaby się spodziewać. Wolałby żeby usiedli i przegadali cały plan od początku do końca, ale brał też pod uwagę fakt, że stawka nie była po prostu tak wysoka. Mogli sobie pozwolić na pewne potknięcia, to była tylko gra. Stracone pieniądze zawsze można było odrobić, a reputacja..? Na tej w świecie, w którym się teraz kręcili aż tak mu nie zależało. Osiągnął już właściwie wszystko, czego pragnął w swojej legalnej działalności. Już od kilku lat wszystko było jedynie poszerzaniem wpływów oraz nagromadzeniem bogactwa dla jego rodziny. Pewnym zabiciem czasu, który mu po prostu pozostał.
Dla niej było inaczej. Stawka była o wiele wyższa. Stawką była wolność, było odzyskanie niezależności w swoim życiu. Upokorzenie tyrana, który tę wolność jej odebrał. Zemsta jest czymś, co może smakować wyjątkowo słodko. Tym bardziej, jeśli jest wypracowana swoimi staraniami, a nie kupiona. Dlatego oddawał jej część kontroli nad tym co będzie się działo w następnych tygodniach. Nad tym jak chciała to rozegrać. Był dla niej tylko narzędziem do spełnienia celu, co z resztą przed chwilą potwierdziła.
- Ała. - położył dłoń na swojej piersi - To pewnie powinno było mnie zaboleć. - tutaj mógł się wykazać swoją grą aktorską, lecz zamiast tego po prostu się uśmiechnął dość rozbawiony.
Mógł wdawać się z nią w niezobowiązujący flirt. Vera jest piękną kobietą. Pewnie nie narzeka na zainteresowanie ze strony innych mężczyzn. Wydawało mu się, że zna swoją wartość, więc mogła sobie pozwolić na takie uszczypliwości. Nie musiał podbijać jej pewności siebie. Nie szukał w niej swojej kolejnej życiowej partnerki. Taka dla niego nie istniała. Gdy tylko wkroczył do świata zabójców przekreślił swoje szanse na to, że kiedyś zbuduje coś wartościowego. Nie jest facetem, z którym buduje się wspólne życie. To zbyt niebezpieczne.
Dlatego to nieco przedmiotowe traktowanie z jej strony zupełnie mu nie przeszkadzało. Mógł być po prostu pewnym narzędziem, które wykorzysta do swojej zemsty, on robił podobnie. Nawet jeśli nie musiał udawać swojego zainteresowania i mogło ich ono do czegoś zaprowadzić, tak nie liczył na to, że będzie to w jakikolwiek sposób emocjonalne przywiązanie. Stąd jej uszczypliwa uwaga co najwyżej go bawiła, lecz nie bolała.
- Ech... Nienawidzę tego typu wydarzeń. - westchnął przeciągle na chwilę odchylając głowę do tyłu zapierając ją o oparcie kanapy i wpatrując się w sufit - To pewnie działa na naszą korzyść. Skoro nie pojawiam się na takich wydarzeniach, a tym razem zrobię to w Twoim towarzystwie wysyła to prostą wiadomość - robię to dla Ciebie albo chcę Cię pokazać. W obu przypadkach dostanie pierdolca. - powrócił do niej wzrokiem, a na jego ustach pojawił się całkiem złośliwy, ale również usatysfakcjonowany uśmiech - Załatwię nam zaproszenie.
Przyglądał się jej jeszcze jedynie krótką chwilę zapamiętując jej sylwetkę na tle tej panoramy zanim po prostu przytaknął na jej kolejne słowa.
- Mogę dać Ci jedną ze swoich kart. Nie wątpię, że masz świetne kreacje. - zapewnił i spojrzał na nią wymownie w tej sukience - Ale dobrze byłoby żebyś miała coś nowego, coś czego jeszcze nie widział albo coś, co zawsze chciał żebyś założyła, a Ty nigdy tego nie zrobiłaś. - w między czasie sięgnął po telefon żeby zamówić swojego szofera - Masz jakieś wymogi do tego, jak ja mam się ubrać? - uniósł na nią pytająco brew wiedząc, że kobiety często mają jakieś preferencje, on na modzie niespecjalnie się znał.

vera callahan
36 y/o
For good luck!
168 cm
pediatra mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez krótką chwilę tylko na niego patrzyła. Miała wrażenie, że źle usłyszała. Propozycja padła z taką naturalnością, jakby była najbardziej oczywistą rzeczą na świecie. Kącik jej ust drgnął. - Chcesz dać mi swoją kartę? - w jej głosie nie było oburzenia. Bardziej autentyczne rozbawienie, którego nie próbowała nawet ukrywać.
Przez ostatnie lata przywykła do mężczyzn przekonanych, że wszystko da się załatwić pieniędzmi. Jedni kupowali drogie prezenty, inni rezerwowali ekskluzywne restauracje, jeszcze inni wychodzili z założenia, że odpowiednio wysoka kwota rozwiązuje k a ż d y problem. Magnus najwyraźniej również należał do ludzi, dla których podobny gest był czymś zupełnie naturalnym. Tyle że tym razem trafił na niewłaściwą osobę. - Doceniam intencję, naprawdę. Ale nie potrzebuję niczyich pieniędzy - pokręciła głowa, zanim ruszyła w jego stronę, zatrzymując się tuż przed nim.
- Mam pracę. D o b r ą pracę. Kupienie jednej sukienki naprawdę mnie nie zrujnuje - przez moment mierzyła go spojrzeniem, po czym westchnęła z udawanym rozczarowaniem. - Spodziewałam się po tobie czegoś więcej, po tych wszystkich komplementach - uniosła dłoń i bez najmniejszego wahania lekko pstryknęła go w czubek nosa. - To za sam pomysł - na jej twarzy pojawił się uśmiech, znacznie swobodniejszy niż przez większą część wieczoru. - Nigdy więcej nie proponuj kobiecie własnej karty po pierwszym wspólnym wieczorze, który nawet nie był udawaną randką - zrobiła pół kroku w tył, przyglądając mu się przez chwilę z wyraźnym zadowoleniem.
Pstryczek nie bolał, o to zresztą w ogóle nie chodziło. Był zwyczajnym odwetem za to, że choć przez s e k u n d ę pomyślał, iż mogłaby skorzystać z jego pieniędzy. Granice należało wyznaczać od początku, zanim którekolwiek z nich przyzwyczai się do rzeczy, których później trudno będzie się oduczyć. - Sukienkę wybiorę sama, nie kłopocz się tym - przesunęła wzrokiem po jego sylwetce, tym razem znacznie uważniej. Trudno było odmówić mu tego, że dobrze wyglądał. Wysoki, pewny siebie, z naturalną swobodą nosił rzeczy w których większość mężczyzn wyglądała, jakby przebrała się za kogoś innego. Garnitury najwyraźniej były dla niego czymś równie codziennym jak dla niej lekarski fartuch. Dostrzegła to niemal odruchowo, a ledwie zauważalne drgnięcie kącika ust zdradziło, że ta obserwacja bardzo jej się podobała.
- Możesz sobie darować krawat, poza tym nie mam wymagań - spojrzała na niego wymownie. - I żadnych ekstrawagancji. Ma być naturalnie - sięgnęła po torebkę, poprawiła zsuwający się pasek i jeszcze raz odwróciła się w stronę ogromnych okien, bowiem jeszcze kilka godzin wcześniej nie przypuszczała, że zakończy dzień właśnie tutaj. - Do zobaczenia na balu - skinęła głową i ruszyła w stronę wyjścia. Nie oglądała się za siebie. Drzwi windy zamknęły się cicho, a kilka chwil później znalazła się w holu budynku, gdzie przy wejściu czekał już elegancki czarny sedan. Kierowca niemal natychmiast otworzył przed nią tylne drzwi.
- Pan Grimstad prosił, żebym odwiózł panią do domu - przez krótką chwilę wyglądało na to, że zamierza wsiąść. Podeszła nawet bliżej samochodu, po czym uśmiechnęła się przepraszająco. - To bardzo miłe z jego strony - wyjęła telefon z torebki. - Ale poradzę sobie sama. Proszę mu podziękować i powiedzieć, że bezpiecznie wróciłam - mężczyzna zawahał się. - Jest pani pewna? - zapytał. - C a ł k o w i c i e - jej ton pozostawał uprzejmy, ale nie pozostawiał miejsca na dalszą dyskusję. Kierowca skinął głową i zamknął drzwi samochodu, a ona zamówiła zwykłą taksówkę.
Kilka minut później siedziała już na tylnym siedzeniu samochodu, obserwując przesuwające się za szybą światła miasta, chcąc, żeby od samego początku wiedział jedno - mogła przyjąć jego pomoc wtedy, kiedy sama uznała ją za potrzebną.
Resztę zamierzała zrobić po s w o j e m u.

koniec


Magnus Grimstad
diosmio
nuda i przesadna życioza
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Ritz-Carlton”