25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

20
Po jaką cholerę ona się zapisała na te runy? Ach, no tak. Dała się omotać wokół palca matce, która jakimś cudem wmówiła jej, że to taki przedmiot, który przyda się właściwie w każdym zawodzie. No ciekawe jak często ona stawiała jakiekolwiek w swoim zakładzie krawieckim? No dobra, to akurat głupi przykład. Czarodzieje przychodzili do niej z tak odklejonymi pomysłami, że może i któremuś naszywała runy na poły szaty. Jak wielkie dawało to możliwości? River pewnie potrafiłaby odpowiedzieć na to pytanie, gdyby słuchała tego, co profesor Clodagh Dromgoole miała do powiedzenia. Ale dzisiaj miała to kompletnie gdzieś. Kątem oka spojrzała na notatki siedzącej obok niej Raven. Dobrze, że chociaż ona miała w sobie minimum skrupulatności. Co Cross by bez niej zrobiła? Nawet nie chciała sobie wyobrażać, co by się stało, gdyby nagle wyparowała z jej życia. Na całe szczęście była tuż obok. Przynajmniej tutaj.
Machnęła różdżką, wprawiając papierowego kolibra w ruch. Ptaszysko przemknęło nad klasą, machając skrzydełkami jak oszalałe, aż w końcu zaczęło kołować nad głową Ruelle, siedzącą w innym rzędzie. Liścik wylądował tuż obok jej pergaminu. Po rozwinięciu przesyłki ukazywał się rysunek tryskającego penisa. Umieszczony w rogu kartki obficie wytwarzał plamę spermy, układającej się w napis "ty też się tak nudzisz?". Po chwili w tym samym miejscu co koliber wylądował papierowy dudek. Po rozwinięciu tego dzieła sztuki pojawił się rysunek Cross, która drzemie oparta o ławkę. W dymku symbolizującą sen nad jej głową profesor Dromgoole uciekającą przed wielkim krabem ognistym. Kolejne kilka minut wystarczyło, by na ławce Prescott pojawił się papierowy zimorodek. River bardzo uważnie przyglądała się Krukonce, chcąc wyłapać jej reakcję. Narysowała fragment jej szyi i karku. Tuż obok kołnierza mundurka, przy opadających luźno kosmykach związanych włosów pojawiła się strzałka i napis "masz tu coś". Obok strzałki przemknęło coś, co wyglądało jak kleszcz i zaraz schowało się z powrotem za materiałem szaty. Oczywiście niczego tam nie było. Ślizgonka chciała po prostu sprawdzić, czy Ruelle zwróci na to uwagę. Co zrobi? Rzuci jej kolejne zirytowane spojrzenie? Wyrzuci kartkę bez słowa? Przesunie palcami po odkrytej skórze, w którą intensywnie wpatrywała się River? A może przejdzie ją dreszcz jak wtedy, gdy komuś się wydaje, że łazi po nim robal, który ostatecznie okazuje się tylko włosem? Była gotowa przyjąć wszystko. Nad głowami uczniów pojawił się papierowy kruk, ale nie było mu dane dolecieć do celu. Wylądował w dłoniach profesor Dromgoole i dopiero to sprawiło, że River oderwała się od obserwowania Ruelle.
Panno Cross, proszę z łaski swojej zaprzestać tego pokazu ornitologicznego i spojrzeć na ten układ. Trzy runy: jedna odpowiadająca za pamięć, druga za stratę, trzecia za przejście. Czy taki zapis odczytałaby pani jako formułę żałobną, klątwę czy zaklęcie zamykające?zapytała, skupiając uwagę swoją i całej klasy na Ślizgonce. Dziewczyna podniosła się leniwie z miejsca, ewidentnie grając nieco na czas, bo nie miała pojęcia, jaka jest odpowiedź.
— A kto je napisał? Komu pokazał? Czemu nie potrafi odpuścić? — dopytała i uśmiechnęła się wyzywająco w stronę nauczycielki, która pokręciła głową z zażenowaniem. Siedząca obok przyjaciółka parsknęła tylko pod nosem, a wśród pozostałych Krukonów i Ślizgonów rozległ się cichy szmer. River wypięła dumnie pierś do przodu. Na szacie miała przypinkę, która w momencie, gdy spojrzała na nią profesor Dromgoole (lub jakikolwiek inny dorosły) pokazywała logo Harpii z Holyhead, a w każdym innym napis "PIERDOL SIĘ".
Wendelina Dziwożona. Serce testrala plus pięćOdczytała na głos po rozwinięciu papierowego kruka i podniosła pytający wzrok na uczennicę. Kod był banalny. Chodziło o konkretny obraz na drugim piętrze, a nawiązanie do różdżki Ruelle w jasny sposób podawało godzinę osiemnastą czterdzieści pięć. Nie pierwszy raz zaczepiała w ten sposób Prescott, chcąc jej coś pokazać, dać, a może po prostu cisnąć w nią zaklęciem? Nigdy nie było wiadomo, jak to się skończy, więc tym dziwniejsze było, że Prescott w ogóle na te spotkania przychodziła. River wzruszyła ramionami.
— Uważam ją za fascynującą i aż mnie nosi, żeby uzupełnić braki wiedzy w czasie wolnym, pani profesor — wyjaśniła spokojnym tonem. Siedząca obok Raven uniosła brew, ewidentnie nie wierząc w tłumaczenie przyjaciółki. Po klasie przebiegł jeszcze jeden szmer. Trudno ocenić, czy podziwu czy pogardy do jej potrzeby pyskowania.
Siadaj, Cross. Minus pięć punktów za znajdowanie sobie zajęć poza runami i odwagę do pyskowania. I minus kolejne dwa za ten rażący brak niewiedzy na temtej Dziwożony. W bibliotece na pewno coś znajdziesz. A teraz wróćmy do tematu... River usiadła z powrotem na swoim miejscu, szczerząc się z dumą do Raven. Przyjaciółka nachyliła się do niej i zaczęła coś szeptać, na co Cross zareagowała tylko wzruszeniem ramionami. Wystarczyło teraz wytrzymać do końca dnia. O ile Krukonka jej nie oleje. Ach, nie. Na pewno tego nie zrobi.

Ruelle I. Prescott
Ostatnio zmieniony śr lip 22, 2026 11:04 am przez River Cross, łącznie zmieniany 1 raz.
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zajęcia ze starożytnych run nie należały do najpopularniejszych, czemu nie można było się specjalnie dziwić. Większość uczniów preferowała raczej bardziej praktyczne przedmioty, które dawały im okazję do tego, aby poruszać różdżką albo porobić jakieś bardziej ekscytujące rzeczy niż siedzenie w ławce nad starymi tekstami i układanie odpowiednich wzorów.
Zdecydowanie jednak trafiały się i bardziej interesujące zajęcia. Jak chociażby te, gdy profesor Dromgoole sprowadziła jako gościa specjalnego Cassiopeię Ainsworth, łamaczkę klątw z Gringotta, która opowiedziała im o swojej pracy i w ramach zadania praktycznego podarowała każdemu z uczniów pudełko, na które za pomocą run naniesiono kilka niegroźnych klątw. Takim też cudem niektórzy z uczniów do końca tygodnia chodzili z fioletowymi językami, baranimi rogami lub przy każdym kichnięciu z nosa wylatywały im kolorowe chustki. Całe szczęście Prescott udało się uniknąć tego losu i mogła bez problemu zgarnąć nagrodę w postaci bonu na pięć galeonów do wykorzystania w dowolnym sklepie Hogsmeade. To był jej szczęśliwy dzień.
Z tym, że większość lekcji wyglądała właśnie tak jak ta. Słuchali o różnych rodzajach run i pieczęci, ale głównie skupiali się na futharku starszym czy futhorcu, które były najpowszechniejszymi systemami w Wielkiej Brytanii. Ruelle jednak zaczynały coraz bardziej irytować druidzkie pieczęcie, które istniały jeszcze na długo przed przybyciem Wikingów i praktykowane były jeszcze przez Celtów.
Wiedziała, że była to jednak nieco dziksza i bardziej nieokiełznana magia. Siedząca obok niej w ławce Violetta wspomniała jej coś na temat materiałów, które miałyby się poświęcać podobnym zagadnieniom. Problem w tym, że znajdowały się one w Dziale Ksiąg Zakazanych. Musiała się tam dostać. Strauss obiecała jej pomóc. Z tym, że chyba powoli była wystawiana przez koleżankę, która zamiast prowadzić notatki z przedmiotu, flirtowała właśnie przez zaczarowany dziennik z Puchonką z drużyny Quidditcha. Z tego, co zarejestrowała to nawet umawiały się na wieczór, co z pewnością kolidowało z planami Wlamu do Biblioteki. Trudno. Najwyżej dokona go sama, szukając tych książek. Gorzej, że siedząca obok brunetka lepiej orientowała się w części zakazanej.
W zasadzie to Krukonka nie mogła winić koleżanki z domu o to, że zajmuje się czymś zupełnie innym. Dobra starożytne runy jako przedmiot uzupełniający do Historii Magii, a nawet Ruelle, która była zafascynowana tą dziedziną musiała przyznać, że wałkowanie przez cały czas tego samego materiału było niezwykle nużące.
Wtedy też dostrzegła pierwsze origami, które wylądowało na jej biurku... Te, które zawierało genitalia tryskające jakże ambitnym pytanie. Rozpoznała rzecz jasna charakter pisma River. To nie był pierwszy raz, gdy była przez nią zaczepiana w tak oryginalny sposób. Tym razem jednak ściągnęła brwi z niezadowoleniem i posłała piorunujące spojrzenie siedzącej obok Viol, która dostrzegła bez problemu ten zbereźny rysunek i wyglądała jakby była na skraju parsknięcia śmiechem przez co Prescott miała ochotę rzucić na nią prewencyjnie Silencio.
Nie odpowiedziała. Tym samym zapracowała sobie na kolejną wiadomość. Była święcie przekonana, że nic nie chodziło po jej karku, bo przecież by to wyczuła. Mimo wszystko od niechcenia przesunęła po nim dłonią, udając, że rozmasowuje znajdujące się tam spięte mięśnie. Nikt inny zapewne nie odczytałby w inny sposób tego gestu. Poza Cross, która wiedziała czym był on spowodowany.
Kolejny szmer i po sali poszybował jeszcze jeden ptak z papieru, ale tym razem został przechwycony przez nauczycielkę. Rue niemal westchnęła. Ślizgonka naprawdę nie miała w sobie ani grama pomyślunku i nie umiała najwyraźniej przeprowadzać takich akcji ukradkiem.
Pytanie profesor Dromgoole było w zasadzie aż zaskakująco banalne. Krukonkę kusiło podnieść rękę lub po prostu rzucić odpowiedzią, aby uniknąć zbyt długiego i pełnego napięcia momentu ciszy, ale wolała się mimo wszystko nie wtrącać.
Mogła jedynie przewrócić oczami na odpowiedź River po czym skłoniła głowę nad swoim pergaminem, aby nie dać po sobie poznać, że zrozumiała cokolwiek z tej tajnej wiadomości odczytanej na głos przez nauczycielkę. Kątem oka jednak widziała jak koleżanka z ławki zaczyna się uśmiechać w ten swój irytujący, lekko złośliwy sposób.
- Ktoś tu ma randkę... - zaświergotała cicho, a Ruelle zgromiła ją wzrokiem.
- Zamknij się, Strauss - poleciła jej ściszonym głosem, ale Violetta jedynie wzruszyła ramionami.
- A czy ja coś mówię? Po prostu fajnie, że się z kimś spotykasz... - mruknęła jeszcze.
Prescott kusiło odpowiedzieć, ale ich rozmowa została szybko przerwana przez nauczycielkę. Postanowiły zatem zamknąć temat i skupić się na zajęciach, które upłynęły zdecydowanie zbyt wolno. Podobnie jak reszta dnia.

Wyszła szybciej z kolacji w Wielkiej Sali, aby zdążyć na wyznaczone miejsce spotkania na drugim piętrze. To nie był pierwszy raz, gdy Krukonka spotykała się z River w tamtym miejscu, więc bez większego trudu odnalazła odpowiedni obraz. Musiała jeszcze poczekać tylko na to, aż zjawi się jej towarzyszka. Prescott zawsze była punktualna i przychodziła przed czasem na te dziwne zebrania. Sama nie wiedziała po c9 właściwie to robiła, ale chyba naprawdę miała jakąś słabość do tej Ślizgonki, co było absolutnie absurdalne.
Starała się jednak nie myśleć o swoich motywacjach. Zamiast tego zwyczajnie oparła się o ramę obok obrazu, czekając na to, aż w zasięgu jej wzroku nareszcie pojawi się River. W końcu zaprosiła ją tu nie bez powodu.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oblanie run byłoby porażką, na którą zdecydowanie nie jest psychicznie gotowa. W końcu coś wymyśli. Zawsze wymyśla. Albo przyjdzie z płaczem do Raven i wtedy ona coś wymyśli. Przez to, jak bardzo nudzi ją ten przedmiot, powinna pewnie zachować na tyle godności, by nie podpadać nauczycielce. Ale to było silniejsze od niej. Pyskowanie miała we krwi. Była zbyt impulsywna, by z należytą starannością i ostrożnością zajmować się runami, przez co po spotkaniu z Cassiopeą Ainsworth musiała paradować po szkole z rogami, których zniknięcia nawet potem żałowała. Zdążyła się przyzwyczaić, nauczyła się je ozdabiać i zakładała, że wygląda z nimi doskonale. Przynajmniej utwierdziła się wtedy w przekonaniu, że nie powinna włamywać się do Gringotta. Jeszcze. Po szkole? Zobaczymy. Niespecjalnie podobał jej się fakt, że gobliny trzymały swoje łapska na całym przepływie pieniędzy w kraju. Nie żeby miała coś do goblinów, ale takie rzeczy nie powinny opierać się wyłącznie na przedstawicielach jednej rasy, prawda?
Obserwowanie Ruelle było dużo ciekawsze niż wszystko, co miała do powiedzenia profesor Dromgoole. Wpatrywanie się w Krukonkę przynosiło Cross dużo więcej przyjemności niż przyznawała przed sobą samą, a i tak niespecjalnie się przecież z tym kryła. Lubiła eksperymentować, a zaczepianie Ruelle było nieco bezpieczniejsze niż dorzucanie kolejnych, losowych składników do eliksirów. Tylko nieco. Obserwowała jej dłonie, kiedy rozwijała kolejne origami, całkowicie ignorując jeden z nich, ale to raczej wina durnowatej autorki posta. Jej wargi natychmiast wygięły się w triumfalnym uśmiechu, gdy tylko dłoń Krukonki zawędrowała na kark w reakcji na nieistniejące stworzenie. W jej głowie natychmiast pojawiło się dziesięć nowych pomysłów na rozproszenie uwagi Prescott, które na pewno by zrealizowała, gdyby we wszystko nie wtrąciła się profesor Dromgoole. Niech ją szlag. Nie stało się nic wielkiego. Odebrane punkty ktoś nadrobi pewnie przed upływem godziny. Już dawno przestała się przejmować krzywymi spojrzeniami pozostałych Ślizgonów w takich momentach. Część i tak traktowała ją nieco łagodniej, bo siedząca obok niej Raven była odpowiedzialna za samodzielne zdobywanie połowy punktów, które tygodniowo gromadził ich rocznik. Więc niech się pierdolą. Usiadła z powrotem na swoim miejscu od razu całkowicie zapominając o pytaniu zadanym przez nauczycielkę. Jeszcze przez moment wpatrywała się w Ruelle, próbując wyciągnąć jakieś reakcje na wszystkie liściki albo chociaż ukradkowe spojrzenie, ale musiała jej wystarczyć własna wyobraźnia.
Nie spóźniła się celowo i... no dobra, spóźniła się totalnie celowo. Ale tylko chwile. Czymże są trzy minutki wobec tego, że Prescott musiała i tak czekać na nią przez pół dnia? Niczym specjalnym oczywiście. Machnęła różdżką wzbijając do lotu papierowego dzięcioła, który przysiadł na ramieniu Prescott, zanim Ślizgonka wyłoniła się zza rogu. W jego wnętrzu znajdował się rysunek karku Ruelle, podobny do tego sprzed kilku godzin. Tym razem zamiast kleszcza, pojawiała się dłoń dziewczyny, przesuwająca się leniwie po skórze. Obok rysunku widniał napis "tęskniłaś?".
— Nie rozumiem, czemu nadal mi nie wierzysz, że palenie ludzi na stosie już dawno wyszło z mody. To nie jest przecież mój wymysł, serio. Ja jestem po twojej stronie, Wendelina. — Cross zmierzała w stronę Krukonki spokojnym krokiem. Mówiła do kobiety z obrazu, która przesuwała się pomiędzy ramami, kierując się w tę samą stronę.
Nie mogę po prostu uwierzyć w upadek społeczeństwa, do jakiego dopuściło wasze pokolenie. Alberto, słyszałaś?Krzyknęła Dziwożona i machnęła w stronę obrazu Alberty Toothill znajdującego się na drugim końcu korytarza. River jeszcze otworzyła usta, chcąc wytłumaczyć, że to nie ma niczego wspólnego z ich pokoleniem, ale wiedźma zdążyła już zawrócić i pomknąć w stronę malowanej przyjaciółki. No trudno.
— Cieszę się, że jestem dla ciebie ważniejsza niż potencjalny szlaban — rzuciła w ramach przywitania, szczerząc się z dumą. Było jeszcze dość wcześnie, ale nie zakładała, że Ruelle zmyje się do pokoju Krukonów od razu. Za bardzo przecież lubiła marnować godziny w towarzystwie Ślizgonki, a już szczególnie w czasie, gdy dawno powinny być w łóżkach. Oparła się ramieniem o ścianę obok Prescott, starając się wyglądać tak nonszalancko, jak tylko nastolatki są w stanie.
— Mam dla ciebie prezent, ale sama już nie wiem, czy na niego zasłużyłaś, tak uparcie ignorując dzisiaj moją sztukę. — Wsunęła rękę do kieszeni, z której wyciągnęła niewielką fiolkę z jakąś płynną, bladoróżową zawartością. Wzruszyła ramionami i zaczęła obracać nią w palcach, jakby rzeczywiście zastanawiała się, co z tym prezentem teraz zrobić.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jeśli chodziło o Ruelle to miała w sobie naprawdę sporo krukońskiej ciekawości i pędu do wiedzy. Na tyle, że czasami sięgała po rzeczy, po które nie powinna zdecydowanie nie powinna sięgać. Nie mogła jednak nic poradzić na to, że w sztukach zakazanych było coś, co sprawiało, że wydawały się być fascynujące. Zresztą nie tylko ona była takiego zdania. Wiedziała, że siedząca obok niej Violetta uważa to samo. Dziewczyna była zafiksowana nie tylko na punkcie Quidditcha, ale i Obrony Przed Czarną Magią. Przy czym twierdziła, że zgłębienie samego CM pomogłoby jej w lepszym zrozumieniu OPCM. Chciała wiedzieć jak działa coś, przed czym miała się bronić.
Całe szczęście, że przynajmniej na tych nudnych zajęciach z futharku miała okazję do tego, aby natrafić na jakąś drobną rozrywkę w postaci drobnego papierowego ptactwa, które było trudne do zignorowania. Za to łatwiejsze do przeoczenia w swojej totalnej liczbie, bo ktoś autorkę posta rozpraszał ciągłymi smsami.. Była też pewna, że raczej nie miałaby spokoju do końca zajęć, gdyby nie to, że Ślizgonka została przyłapana przez nauczycielkę.
Była już przyzwyczajona do tego, że River nie należała do zbyt punktualnych. Najzwyczajniej coś musiało zająć jej myśli na tyle, że postanowiła zawitać w wyznaczonym miejscu spotkania odrobinę później. Nie było to niczym dziwnym. Podobnie jak dźwięki zawziętej dyskusji, które dobiegały ją z drugiego końca korytarza. Dobrze, że nie wymknęły się w godzinie policyjnej, bo wtedy na pewno zostałyby przyłapane przez prefektów. Mogłyby wtedy jedynie liczyć, że natkną się na kogoś, komu jeszcze można było przemówić do rozumu.
Chciała już wyjść jej naprzeciw, ale jej spojrzenie wychwyciło ruch w powietrzu, a biały papierowy dzięcioł w końcu osiadł na jej ramieniu i dał się rozwinąć. Mimowolnie poczuła jak przechodzi ją dreszcz po karku na sam widok rysunku oraz wiadomości. Cross uwielbiała z nią wyjątkowo mocno pogrywać.
- Raczej nie obawiam się szlabanów, więc nisko zawieszona poprzeczka - stwierdziła krótko, gdy tylko River w końcu się pojawiła w zasięgu jej wzroku i podeszła bliżej.
Żeby to raz wałęsała się po szkole, gdy było już po ciszy nocnej? Wiedziała jak nie dać się złapać. Miała swoje własne tajemne przejścia, z których korzystała, a zresztą... żeby to raz została przyłapana sama lub z kimś poza swoim dormitorium?
- Prezent? Czuję się zaszczycona, a sztuka była naprawdę cudowna - odpowiedziała, prostując się i odrywając tym samym plecy od ściany. - Tylko mogłabyś ją wysyłać dyskretniej jeśli już chciałaś mi słać liściki.
Przez moment przyglądała się fiolce z płynem. Eliksir. Był jednak zakorkowany, więc na ten moment Krukonka nie miała pojęcia, co to właściwie mogło być. Sam kolor mógł zostać przypasowany do co najmniej kilku różnych substancji, a zapach wywaru do niej nie przebijał przez fiolkę.
- Powiesz mi co to czy będziesz mnie trzymała w niepewności? - zapytała jeszcze, przenosząc w końcu spojrzenie z bladoróżowego płynu na ciemne oczy swojej towarzyszki.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może byłaby bardziej punktualna, gdyby czas nie był konstruktem narzucanym im przez tych wyżej tylko po to, by się nad nimi znęcać? Okej, z tym trochę dramatyzowała. Starała się wyślizgiwać wszystkim regułom, z którymi było jej nie po drodze, a zegarek do nich należał. Po drodze było przecież tyle interesujących rzeczy, którym mogła poświęcić czas! No i lubiła tę satysfakcję, którą czerpała, widząc, że Ruelle jednak na nią czeka. Do niej i tak zazwyczaj jej się spieszyło, nie dała jej nigdy czekać na siebie dłużej niż piętnaście minut, a to nie była łaska, która spadała na wszystkich pozostałych mieszkańców tej planety. Byli jednak tacy, dla których nawet trzy minuty były przesadą i zwyczajnie się zmywali. Nie była taka cwana, żeby przetestować ją na dłuższym dystansie niż pół godzinki, więc pławiła się w radości, którą odczuwała, widząc, że jest zbyt ciekawa nadchodzącego spotkania, by uciec z niego przy pierwszej lepszej sposobności.
— W sumie racja, przydałby nam się jakiś wspólny szlaban. Od lat na takim nie byłyśmy. — Od razu obróciła jej słowa na własną korzyść. Gdyby była karna za wszystkie swoje przewinienia, to nie robiłaby nic poza pokutowaniem za grzechy. Też potrafiła dobrze uciekać. Ale każdemu zdarza się wpadka, jak im dwa lata temu, kiedy zasiedziały się na błoniach, o zgrozo, po prostu rozmawiając. To kolejny dowód na to, że zegarki to głupota. Co za różnica, że była druga w nocy?
— To wszystko wina Raven. Zapytała mnie czy zdążyłam przerysować poprzednią formułę z tablicy, zanim została starta, więc musiałam spojrzeć na nią z politowaniem i trochę się rozproszyłam — wyjaśniła swoją drobną wpadkę. Gdyby przyjaciółka nie zagadywała jej jakimiś głupotami, to wszystko poszłoby dobrze. Kruk przeleciałby przez salę dużo dyskretniej, a na ławce Prescott powstałoby ptasie radio. A może gówno prawda, bo profesor Dromgoole widziała wszystko od początku, tylko straciła cierpliwość? Nauczyciele podobno widzą, jak się ściąga i pajacuje.
— Krew reema. Uznałam, że ci się spodoba, biorąc pod uwagę, jak trudno jest dostępna. — Wyciągnęła w jej stronę rękę z fiolką, w której był nie tyle eliksir, co składnik do ich wytwarzania. Krew reema faktycznie była trudno dostępna, a po jej zamówieniu często czekało się na nią tygodniami. Może przez to, że w większości skupowały go apteki i szpital św. Munga, by wytwarzać Wywar ze szczuroszczeta? Po dodaniu krwi reema potrafił leczyć dużo głębsze zadrapania i przecięcia. Był też składnikiem Eliksiru Prawdy, który nie był tak mocny jak Veritaserum, ale wciąż potrafił przy odpowiednich technikach zmusić ludzi do mówienia o wiele więcej niż by chcieli. No i był jeszcze Eliksir Żywego Ognia, czyli paskudna trucizna, po której ofiara odczuwa silne pieczenie wewnątrz ciała. Miał sporo zastosowań, a to pewnie nie były wszystkie z nich. Słowem – gratka dla każdego fana eliksirów, leczącej magii i tej, która robi rzeczy, po których trzeba być leczonym.
— W zamian oczekuję jedynie zaangażowania mnie w to, cokolwiek dzięki niej wymyślisz. Albo w cokolwiek innego, co chodzi ci pogłowie. — Wsunęła ręce do kieszeni, dzieki czemu wyglądała jeszcze bardziej nonszalancko i spojrzała na nią podejrzliwie, starając się wyczuć, czy i w jej głowie tworzył się też jakiś sekret.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała nic przeciwko czekaniu jeśli tylko nie przeciągało się ono w nieskończoność. To był Hogwart. W drodze na miejsce spotkania mogło człowieka spotkać wiele prawdziwych random eventów, które opóźniały wszystko lub nawet powstrzymywały człowieka przed realizacją swoich planów. Całe szczęście River po prostu zwlekała ze swoich zwyczajowych powodów, a mianowicie bycia sobą.
Zasady jej się nie trzymały. Zresztą Ruelle również. Podążała za nimi wybiórczo, gdy jej odpowiadały lub ktoś miał ją na oku, a w innym wypadku pozawalała sobie na omijanie ich, łamanie lub naginanie jeśli tylko uznała to za zasadne, a panujące zasady za pozbawione sensu. Wszystko jednak należało robić z umiarem. Tego umiaru z kolei często brakowało Ślizgonce.
- Może powinnam na ciebie uważać? Jeszcze w coś nas wkopiesz, bo stęskniłaś się za wspólnymi szlabanami - rzuciła jeszcze, wbijając przenikliwe spojrzenie w Cross.
Naprawdę trudno było ją czasem rozszyfrować choć Rue niekiedy naprawdę próbowała tego dokonać. Zwłaszcza, gdy jednak przychodziło do realizacji jakiegoś naprawdę pokręconego zadania.
p- Czyi to twoja taktyka, Cross? Najlepiej zwalić na kogoś? - zapytała, gdy tylko River znalazła swoje kiepskie wytłumaczenie dla tego dlaczego została złapana na swoim oryginalnym origami.
Mogła naprawdę bardziej się postarać o to, aby pozostać nieuchwytną, ale najwyraźniej nie zależało jej na tym, aż tak bardzo jak Prescott mogłaby przypuszczać. No, ale nie miało to teraz większego znaczenia. Ważniejsze było teraz to, że tkwiły w tym korytarzu, a Ślizgonka właśnie oferowała jej coś naprawdę cennego.
- Czym sobie na to zasłużyłam? Do świąt jeszcze daleko - wytknęła jej, bo jakby nie patrzeć to zapewne River zadała sobie sporo trudu, aby zdobyć ten składnik, a teraz jeszcze chciała go jej odstąpić.
Nie była mistrzynią eliksirów. Co prawda nie doprowadzała do eksplozji kociołków, ale na pewno trudno byłoby ją nazwać zaawansowanym eliksirowarem. Wiedziała jednak do czego wykorzystać można było krew reema. Dawała ona naprawdę sporo możliwości, ale z tak ograniczoną ilością musiała dokonać ostrożnego wyboru.
- Będę musiała na pewno przemyśleć, do czego ją wykorzystać - odparła, nie mogąc na razie dać jej żadnej konkretnej odpowiedzi w tej sprawie.
Jeśli zaś chodziło o tę drugą kwestię to... W sumie czemu nie? Przez moment jeszcze rozważała to posunięcie, zwilżając z namysłem dolną wargę językiem i układając w głowie odpowiednie słowa nim w końcu podeszła bliżej do Ślizgonki. Nie chciała, aby ktokolwiek mógł je podsłuchać, a w Hogwarcie... Cóż, nawet obrazy miały uszy.
- Miałam pewne plany na wieczór, ale Viol mnie wystawiła - przyznała ściszonym głosem, zadzierając głowę, aby móc spojrzeć na znajdującą się obok niej dziewczynę. - DKZ. Przyłączysz się?
Raczej nie musiała rozwijać tego skrótu, bo każdy z mniej przestrzegających regulamin zdawał sobie sprawę z tego do czego on się odnosi. Pytanie tylko czy River interesowało pałętanie się po nocy po terenie biblioteki czy może wolała jakieś nieco bardziej atrakcyjne zajęcia.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnęła się niewinnie, gdy tylko Krukonka wspomniała o potencjalnym wspólnym szlabanie. Gdzieżby miała do tego dążyć! Była przecież jak aniołek. No dobra, nie miała z nimi absolutnie niczego wspólnego. Wychodziła też z założenia, że jest w stanie wymyślić sto lepszych sposobów na spędzanie czasu w towarzystwie Ruelle niż szlaban. Przepisywanie zdań albo sprzątanie szklarni w towarzystwie na pewno byłoby przyjemniejsze, ale jeszcze lepsze byłoby przesiadywanie w takich miejscach bez żadnych obowiązków i najlepiej bez żadnej innej obecności.
— Nie moja wina, że Raven tak uwielbia być w centrum uwagi. Chyba mam do takich słabość. — Przekrzywiła nieznacznie głowę, a w jej oczach od razu pojawił się błysk świadczący o tym, że przygląda się swojej rozmówczyni z dużo większą uważnością. Takie, które nie przyznawały się do ciągłej potrzeby zagarniania atencji, a potem okazywały się w tej kwestii wyjątkowo trudne do zaspokojenia, były najlepsze. Albo te z durnym poczuciem humoru, przemycające ten sam żart do każdego z możliwych światów. Znaczy co?
— Jeszcze niczym sobie nie zasłużyłaś. Daję ci to z dobroci serca, a teraz ty będziesz chciała mi się odwdzięczyć — doprecyzowała. Najwyraźniej wszystko sobie przemyślała! Czegóż innego spodziewać się po Ślizgonce, jeśli nie sprytu? Wiedziała też, że będzie dobrym towarzystwem dla potencjalnego szpącenie Prescott w kwestii eliksirów. Dla River był to jeden z dwóch ulubionych przedmiotów - zaraz obok transmutacji – i na szczęście była w nim naprawdę dobra. Prawdopodobnie lepsza niż Ruelle, która być może będzie szukała jakiejś pomocy w warzeniu tego, na co się w końcu zdecyduje. No i do kogo przyjdzie? Oczywiście, że do tej, która w ogóle umożliwiła jej rozpoczęcie prac z danym eliksirem! No dobra, to wcale nie było takie pewne. Umysł Krukonki momentami działał w kompletnie niepojęty dla River sposób, ale musiała wierzyć w to, że jej plan się powiedzie.
Może nawet uda jej się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Eliksiru przecież nie zaczną warzyć na środku korytarza w tej sekundzie, to raczej plany na przyszłość. Prescott jednak wyraźnie coś chodziło po głowie. Wzrok Ślizgonki automatycznie opadł na wargi Rue, a właściwie sunący po nich język, który bardzo skutecznie doprowadził w jej głowie do wielkiego rozproszenia. Serce podskoczyło jej do gardła, kiedy Krukonka od razu po tym się do niej zbliżyła, wywołując kompletny chaos we wszystkim, co Cross miała wewnątrz. Jak dobrze, że była wyjątkowo butną nastolatką, której chlebem powszednim było zgrywanie nonszalanckiej, dzięki czemu wyraz jej twarzy się nie zmienił i niczego nie zdradził.
— Ofc — odpowiedziała skrótowcem o sekundę za późno, jak na jej standardowe tempo wypluwania z siebie kpin i żartów. Szybko jednak się zreflektowała i przywołała na usta cwaniacki uśmiech, żeby dodać sobie animuszu. Jeszcze raz spojrzała na jej usta, nie będąc w stanie się powstrzymać, aż w końcu odkleiła się od ściany i ruszyła korytarzem w stronę schodów. Obróciła się w stronę Ruelle i zwolniła kroku, idąc teraz tyłem. Skinęła, żeby do niej dołączyła. Najwyraźniej plan był taki, że idą tam natychmiast.
— A właściwie czego będziemy tam szukać? — dopytała, gdy dziewczyna znalazła się obok niej. To całkiem mądre pytanie do zadania, zanim w ogóle znajdą się na terenie biblioteki. Pewnie powinna dopytać, zanim się zgodzi, ale jakoś jej to nie wpadło do głowy.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wspólny szlaban był jak poprawiny po weselu. Niby dalszy ciąg imprezy, ale jednak już nie taki. Z pewnością zawsze raźniej i szybciej się wykonywało te wszystkie zlecone zadania, które często nie należały do najprzyjemniejszych. Najgorsze chyba było czyszczenie damskiej łazienki bez użycia różdżek, które otrzymała po jednej z wycieczek do Zakazanego Lasu. Wyjątkowo niewdzięczna kara, ale chociaż przypadła aż na trzy Krukonki.
- Powinnaś zatem całą swoją uwagę poświęcić Raven. Pewnie wam obu by to wyszło na dobre - odpowiedziała bez większego zawahania.
Była bardziej niż świadoma uważnego spojrzenia Ślizgonki na swoim obliczu. Zupełnie jakby przybrało niemal fizyczną formę lub stało się efektem zaklęcia, które w niewidzialny sposób powlekało całe jej ciało. Czego ona w zasadzie od niej oczekiwała? Nie miała pojęcia, ale z pewnością łatwo tego nie dostanie.
- Umowa brzmiała tak, że po prostu mam cię zaangażować w ten projekt, gdy już zdecyduję, co zrobić z fiolką. Wydaje się być słabym układem dla ciebie, ale niech będzie - przystała, bo nie zamierzała się kłócić, gdy otrzymała tak korzystne dla siebie warunki.
Normalnie zapewne nie skorzystałaby z umiejętności eliksirowarskich River. W swoim dormitorium miała już jedną uzdolnioną eliksirolożkę, ale jeśli takie było życzenie Cross to jak najbardziej mogła dołączyć do tego przedsięwzięcia.
Nie zdawała sobie nawet sprawy z tego jak mocno działała na Ślizgonkę ze względu na jeden bezwiedny gest, który wykonała. Często zdarzało jej się przygryzać wargę lub przesuwać po niej językiem, gdy tylko się nad czymś głęboko zastanawiała. Nie robiła tego w żaden sposób świadomie czy aby wywołać u dziewczyny jakąkolwiek reakcję. Teraz jednak stała zdecydowanie zbyt blisko i pewnie, gdyby tylko była obdarzona dużo lepszym słuchem to mogłaby wychwycić szybkie bicie serca Ślizgonki.
Odpowiedź nie była tak szybka jak Ruelle mogłaby się tego spodziewać. Może faktycznie River poświęciła więcej niż sekundę na zastanowienie się nad tą propozycją. Czyżby właśnie zaczęła wykształcać w sobie jakiś instynkt przetrwania?
Chyba jednak nie. Prescott wydała z siebie drobne parsknięcie śmiechu, patrząc na to jak Ślizgonka rusza przed siebie. Czy może za siebie, biorąc pod uwagę to, że właśnie szła tyłem.
- Czegoś ciekawego - odparła prosto, ale wiedziała, że taka odpowiedź nie była wystarczająca. - Starej magii. Niedawno czytałam o pewnych druidzkich rytuałach. Używali oni w nich głównie eliksirów i kręgów runicznych. Wiele z nich zostało uznanych za niebezpieczną czy też wprost czarną magię przez co traktaty i książki na ten temat są trzymane w DKZ.
Tyle byłoby z tłumaczeń dlaczego właściwie udawała się do biblioteki. Podwinęła jeszcze rękaw obszytej na niebiesko szaty, aby odsłonić tarczę zegarka owiniętego skórzanym paskiem wokół jej nadgarstka.
- Kolacja zaraz się kończy - stwierdziła i to był sygnał do tego, aby jednak się pospieszyły.
Wejście do biblioteki nie było zamykane na noc. Mogły zatem swobodnie przekraść się w tamtym kierunku, krocząc korytarzem oświetlonym migotliwym blaskiem płomieni osadzonych w przymocowanych do ścian pochodniach. W końcu jednak znalazły się w pomieszczeniu wypełnionym wysokimi regałami z ciemnego drewna sięgającymi wysokiego sklepienia, które pełne były starych ksiąg oraz paroma stołami tworzącymi przestrzeń czytelniczą.
Ruelle rozglądała się po pomieszczeniu, aby sprawdzić czy na pewno były w nim same czy może jednak jakiś uczeń się zdecydowanie zasiedział między księgami. Szczęście na razie im sprzyjało były same i bez problemu podeszły do odgrodzonej sekcji, której strzegła żelazna brama z kłódką, na które nałożono zaklęcie antywłamaniowe, aby żaden dureń znający wyłącznie zaklęcie Alohomora jednak nie dostał się do środka. Prescott jednak miała swoje sposoby. Chociaż może łatwiej byłoby się wzajemnie przetransmutować w koty i prześlizgnąć między prętami, ale jednak nie ufała River na tyle by pozwolić jej na to, aby w cokolwiek ją zamieniała.
- Rzuć zaklęcie wyciszające - poleciła jej, wkładając różdżkę do otworu zarezerwowanego na klucz. - Zaraz tu będzie głośno.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mruknęła coś tylko na zgodę w kwestii uwagi poświęcanej Raven. W ogóle nie o to jej chodziło. Młoda Cross musi jeszcze bardzo wiele nauczyć się o flirtowaniu, jeżeli ma zamiar jakkolwiek wpłynąć na umysł Ruelle. Albo znowu napoić ją amortencją i trzymać kciuki, że po wyparowaniu eliksiru zostanie w tej dziewczynie jakaś większa sympatia. Albo minimum pomyślunku. To nie mogła być przecież tylko wina Ślizgonki. Z tą drugą też było coś nie tak. Jak można być tak skrajnie niedomyślnym? Czy Tiara Przydziału zwariowała, umieszczając ją w Ravenclawie? A może ktoś się przesłyszał i powinna wylądować w całkowicie innym miejscu? To chyba nie było możliwe, chociaż River czasami miała wrażenie, że ten zamek trzyma się na ślinę i pergamin. No i nie ma co się oszukiwać. Pamięta ceremonię przydziału, bo była nią bardzo podekscytowana nawet zanim pojawiła się w zamku. I pamiętała, jak próbowała zadzierać głowę, żeby dostrzec każdy szczegół tej dziwnej dziewczyny, która stała obok niej przed Wielką Salą w oczekiwaniu na pasowanie. Pamiętała nawet, że była zawiedziona, gdy przydzielono ją do Krukonów. Czyli to jednak wina River? Cholera.
Nie była w stanie się zdecydować, czy wolałaby sterczeć tak blisko Ruelle choćby i do rana, czy jednak się odsunąć i nieco uspokoić, narażając się na poczucie straty. Uznała, że ucieczka jest bezpieczniejsza. W końcu miały coś załatwić. Krukonka na pewno nie chciałby zrezygnować z tych planów i wtedy to River wyszłaby na dziwaczkę, a na to sobie nie mogła pozwolić. Bycie cool w tym wieku było takie skomplikowane!
Pokiwała głową tak, jakby zrozumiała wszystko z jej tłumaczenia, choć w rzeczywistości dotarło do niej niewiele. Prescott, jak zwykle, mówiła ogólnikami, a Cross miała obsesję na punkcie detali i poznawania każdej sprawy od podszewki. Zdecydowanie nie zostało jej to zapewnione. A ciekawość ją zżerała.
— No dobra, ale co właściwie starali się osiągnąć? Czarna magia to dość szerokie pojęcie — zwróciła jej grzecznie uwagę. Skoro już miała nadstawiać karku, żeby jej pomoc, to chciałby wiedzieć, za jaką sprawę! Nie musiało to być nawet nic interesującego dla niej. Zawsze była chętna do wkręcenia się w jakąś aferę albo jakiekolwiek zajęcie, które nie jest skrobaniem po pergaminie na temat właściwości sproszkowanych pereł. Cokolwiek usłyszy, nie zmieni to jej chęci uczestnictwa, ale przynajmniej dowie się, co tak strasznie ciekawi Krukonkę.
Rozejrzała się uważnie po bibliotece, gdy przekroczyły jej próg. Nie zauważyła tu nikogo konkretnego. Na wysokim stosie książek ustawionych na jednym ze stolików spał tylko jakiś biały kot, ale nie wyglądał na kapusia. A zresztą! Tu im jeszcze wolno było przebywać. Problem zrobi się za moment. Zatrzymała się obok Krukonki przy kratach, wciąż wypatrując potencjalnych zagrożeń. Kiedy usłyszała jej propozycję, wyszczerzyła się totalnie zachwycona tym pomysłem. Czy jest lepszy pomysł na wieczór niż wysadzenie czegoś? Nie w opinii Cross! Jak Raven w ogóle mogła się dziwić, że chce jej się uganiać za tą dziewczyną? Durna jakaś. Ślizgonka wyciągnęła różdżkę i machnęła nią wokół nich. Po szepniętym Silencio powietrze wokół nich zadrżało, a one zostały otoczone przez ledwie widoczną bańkę wygłuszającą. Skłoniła się delikatnie, dając znak, że teren jest czysty i można napierdalać.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście, że River nie o to chodziło, ale drobna złośliwa natura musiała przejść stery i sprawić, że obrzuciła Ślizgonkę tekstem, który równie dobrze mógłby zostać wypowiedziany przez nauczyciela. O ile rzecz jasna nie chodziłoby o ignorowanie przedmiotu lekcji w ramach poświęcenia uwagi swojej koleżance, aby nie przeszkadzać w trakcie zajęć wysyłaniem latających wiadomości.
Miały za sobą całkiem długą znajomość, która zaczęła się, gdy miały po jedenaście lat i wsiadły po raz pierwszy do Hogwart Expressu. Potem nastąpiła uroczysta kolacja w Wielkiej Sali z udziałem Tiary Przydziału. Naprawdę niewiele brakowało do tego, aby sama wpadła do Slytherinu. Słyszała to jak sfatygowany skórzany kapelusz przez dłuższy czas mamrotał coś na ten temat, ale w końcu wykrzyknął nazwę Ravenclaw, stwierdzając, że jej popęd do wiedzy jest silniejszy niż cała reszta. I tak też wylądowała wśród Krukonów. A reszta? To już była prawdziwa historia...
Mogłyby zapewne jeszcze przez chwilę stać tak blisko siebie i pociągnąć tę całą rozmowę, ale czemu miałyby to robić skoro zaraz miała być cisza nocna to powinny się streszczać i dostać do zakazanej strefy nim zaczną się obchody prefektów oraz kadry, które miały wychwycić tych, którzy szwendali się po zamku bez żadnego powodu lub kombinowali coś niedozwolonego.
- Zależy wszystko od danego rytuału. Bywało, że wzmacniały ciało, wyostrzały zmysły czy też gwarantowały lepsze panowanie nad magią. Niekoniecznie sam efekt był zły, ale... Bardziej chodziło o skutki uboczne lub też sposób przeprowadzania rytuałów, bo w niektórych wykorzystywano chociażby krew. Nie wspominając o tym, że Ministerstwo Magii po prostu potępiało bardziej starożytne metody magiczne uznając je za mniej cywilizowane - wyjaśniła powoli, bo rzecz jasna zmiany w mentalności czarodziejów i mugoli na przestrzeni wieków zachodziły w mniej więcej podobnym tempie.
Sama do końca nie wiedziała, co takiego chciała osiągnąć, ale jeśli tylko natknęłaby się na jakiś sposób, który mógłby wzmocnić jej potencjał magiczny to czemu z tego nie skorzystać? Może nie zdarzały się jej już spontaniczne wybuchy magii jak za dziecka, ale na pewno nie pogardziłaby czymś, co pozwoliłoby jej trzymać swoje umiejętności w ryzach. Na pewno też pomogłoby jej to w procesie nauki kolejnych zaklęć.
O ile kot znajdujący się w bibliotece nie był animagiem to na pewno nie miały się czego obawiać. Nie przypominała sobie tego, aby którykolwiek z prefektów czy z kadry nauczycielskiej posiadał podobną zdolność, ale może po prostu jeszcze nie miała okazji się o tym przekonać.
Widziała ten zachwycony uśmiech, gdy tylko River usłyszała o tym, co właściwie planowała zrobić Krukonka. Akty destrukcji wydawały się być dla River prawdziwą gratką i w zasadzie Prescott nie powinna się po niej spodziewać niczego innego. Wyglądała niczym dziecko, które otrzymało na święta połowę asortymentu Zonka.
Najważniejsze jednak, że wykonała polecenie, a Ruelle mogła rzucić niewerbalnie Bombardę, która rozsadziła zamek od środka, a jego fragmenty odskoczyły na różne strony w niemej eksplozji.
Może i ciało pedagogiczne zabezpieczyło kłódkę od włamania, ale na pewno nie od zniszczenia. Wystarczyło jedynie zebrać odłamki i zrekonstruować je przy pomocy prostego Reparo.
Rue otworzyła skrzydło żelaznej furty i przepuściła wpierw swoja towarzyszkę nim sama przez nią przeszła. Zamknęła za nimi wejście do Działu Ksiąg Zakazanych i zawiesiła na nim potężną kłódkę, ale nie zamknęła jej, aby nie męczyć się z ponownym jej rozbrajaniem.
- A ty chciałabyś tu coś znaleźć czy przyszłaś tylko dla towarzystwa? - zapytała, wchodząc pomiędzy stare regały.
Wokół nich znajdowały się tomiszcza zawierające dawną i niebezpieczną wiedzę. Powietrze wydawało się tu jakieś inne. Krukonka odetchnęła nim głęboko, czując jak spływa po niej spokój. Wiedziała, że nie powinno jej tu być, ale z jakiegoś powodu zawsze czuła się tutaj na miejscu.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”