ᴘᴇᴏᴘʟᴇ ꜱᴀʏ ɢᴏᴏᴅʙʏᴇ
ɪɴ ᴛʜᴇɪʀ ᴏᴡɴ ꜱᴘᴇᴄɪᴀʟ ᴡᴀʏ
Przebywanie w jego obecności zazwyczaj działało na nią kojąco.
Uspokajała się. Chciała być blisko niego, dotykać go, wtulać się w niego. Uwielbiała nosić jego koszulki albo bluzy w mieszkaniu, gdy czekała, aż wróci z pracy, bo wtedy miała wrażenie, że był przy niej. Nawet teraz, kilka dni po tym, jak wyszedł i nie wrócił, chodziła i spała w jego koszulkach, a siedząc przed telewizorem, zakładała bluzę, która pachniała nim i jego perfumami. Dosłownie zakładała ją tylko na kilka chwil, nie chcąc, żeby jej zapach na nią przesiąknął. Potrzebowała go. A to była tylko namiastka poczucia, że jednak był tam z nią i jej nie porzucił... Świadomość tego, że została odepchnięta przez jedyną osobę, którą w tamtym momencie traktowała jak najbliższą swojemu sercu, sprawiała, że czuła się, jakby zaraz miała zwymiotować. Niedobrze jej było, kiedy była tak blisko niego. Skręcało ją w żołądku tak mocno, że miała ochotę wić się z bólu, a serce cisnęło się coraz mocniej pod żebrami, jakby krzyczało, że chciało wydostać się na zewnątrz.
Jezu.
Czy tak się czuł człowiek, gdy miał złamane serce?
ᴏʜ ʏᴏᴜ'ʀᴇ ɪɴ ᴍʏ ᴠᴇɪɴꜱ
ᴀɴᴅ ɪ ᴄᴀɴɴᴏᴛ ɢᴇᴛ ʏᴏᴜ ᴏᴜᴛ
Spoglądała na niego cholernie smutnym spojrzeniem, bo nie potrafiła z nim rozmawiać. Mówił jedną rzecz, a po chwili drugą. Wzięła głęboki oddech, słuchając go, ale serce wcale nie zwalniało. Biło coraz mocniej, zwłaszcza kiedy usłyszała, że za nią tęsknił. Odwróciła twarz gdzieś w bok, żeby na niego nie patrzeć, przecierając oczy wierzchem dłoni.
- Nie tęsknisz. Po prostu się przyzwyczaiłeś do tego, że zawsze jestem obok - rzuciła, pociągając nosem. Nie tęsknił. Nie mógł. Nie chciała pozwolić sobie na taką wersję wydarzeń. Kiedy powiedział, że wie, że zjebał, ale chce to naprawić, westchnęła, bo nie miała już siły tego słuchać.
- Co chcesz naprawiać? - zapytała zezłoszczona.
- Już nie ma co naprawiać. Złamałam najważniejszą zasadę, zapomniałeś? - Kolejna łza spłynęła po jej policzku zupełnie niekontrolowanie.
- To koniec, Aiden. Już za późno na cokolwiek. - Starała się trzymać dzielnie, chociaż każde słowo, którym w niego rzucała, bolało coraz mocniej.
Ciepło jego policzka pod jej dłonią przez moment sprawiło, że chciała więcej. Chciała go przytulić. Chciała również powiedzieć, że tęskniła. Że wcale nie chciała, żeby odchodził. Że nawet jeśli kazała mu zniknąć, to jakaś żałosna część niej nadal chciała, żeby został. Ale nie mogła wpaść w tę samą pułapkę. Nie mogła pozwolić, żeby mężczyzna wykorzystał jej moment słabości. Odsunęła się od niego, zapalając papierosa i zaciągając się nim mocno. Wypuściła dym, patrząc gdzieś w niebo i słuchając go uważnie. Czuła, jak wszystko, co zbudowali między sobą przez ostatnie dwa miesiące, zaczyna umykać im pomiędzy palcami. Oddalało się jak te gwiazdy, którym teraz się przyglądała. Nie potrafiła mu tego wybaczyć.
ᴏʜ ʏᴏᴜ'ʀᴇ ᴀʟʟ ɪ ᴛᴀꜱᴛᴇ
ᴀᴛ ɴɪɢʜᴛ ɪɴꜱɪᴅᴇ ᴏꜰ ᴍʏ ᴍᴏᴜᴛʜ
Nie mogła znowu zrobić tego samego. Dać szanse komuś tylko po to, żeby później zostać odepchniętą na bok.
- Gdybyś mnie znał, wiedziałbyś, że do teraz potrafiłam zająć się sobą, nie potrzebuje, żebyś się o mnie martwił - rzuciła cicho. Wzięła jeszcze jedno pociągnięcie, a potem rzuciła papierosa na ziemię i zdeptała go butem. Dopiero wtedy spojrzała na niego.
kochała go
To, jak stał tam, zaledwie kilka kroków od możliwości pocałowania go, z żalem w oczach, prawie sprawiło, że się zawahała. Prawie. Ale wiedziała, że nie może sobie na to pozwolić. Podeszła do drzwi i odwróciła się do niego tylko na moment.
- Już więcej tutaj nie przychodź.
ᴏʜ ʏᴏᴜ ʀᴜɴ ᴀᴡᴀʏ 'ᴄᴀᴜꜱᴇ
ɪ ᴀᴍ ɴᴏᴛ ᴡʜᴀᴛ ʏᴏᴜ ꜰᴏᴜɴᴅ
Następnego dnia obudził ją dźwięk telefonu. Dostała e-mail. Mrugnęła kilka razy, przecierając oczy, i przez chwilę po prostu wpatrywała się w ekran, próbując zrozumieć, co właściwie widzi. Była tam cała rozpiska wyjazdu do Vegas i rozprawy sądowej. Wow. Czyli serio się tym zajmował, kiedy się do niej nie odzywał? Poczuła znowu to znajome ukłucie, gdy pomyślała o nim trochę dłużej. W mailu załączone były bilety lotnicze na czwartek, 23 lipca. Nie odpisała mu. Bardzo chciała podziękować, ale wiedziała, że będzie lepiej dla niej samej, jeśli nie będzie utrzymywała z nim kontaktu. Inaczej przecież nigdy się nie odkocha.
𓈒⟡₊⋆∘ 𝟚𝟛𝕣𝕕 𝕁𝕦𝕝𝕪 𓈒⟡₊⋆∘
Przeszła przez odprawę i ruszyła do boardingu. Podała bilet stewardessie, która go zeskanowała, zanim Vita dotarła na pokład i zajęła swoje miejsce przy oknie. Jezu. Już jutro miała rozprawę z Alexisem. Stresowała się, że jechała tam sama, ale z drugiej strony cieszyła się, że niedługo będzie miała wszystko za sobą. Ubrała się w
croptop, spódniczkę i kabaretki, no bo było ciepło, halo, i też nie chciała zdechnąć tam na miejscu. Jakiś starszy pan siedział od strony przejścia, próbując do niej zagadać, ale Vita wsunęła tylko słuchawki na kabelku w uszy i puściła muzykę, ciesząc się, że miejsce pośrodku było wolne.
Po jakichś piętnastu minutach wysunęła jedną słuchawkę, żeby w razie czego słyszeć stewardessę. Patrzyła przez okno, gdy po chwili usłyszała męski głos i dźwięk tamtego starszego pana wstającego, żeby ktoś mógł usiąść na miejscu obok. Odchyliła głowę, chcąc zobaczyć, kto będzie jej kilkugodzinnym towarzyszem podróży. I wtedy zobaczyła Aidena. Twarz jej zmarkotniała. Poczuła się, jakby dostała jakiegoś zawału serca.
- Nie - rzuciła szybko, odpinając pas i wstając, żeby pomachać do stewardessy.
- Przepraszam, czy mogę zamienić się z kimś miejscami?!- jęknęła rozpaczliwie, - Proszę pani, proszę usiąść i zapiąć pasy - syknęła blondwłosa stewardessa. Vita zmarszczyła nos, po czym z ciężkim westchnieniem opadła z powrotem na siedzenie. Spojrzała na Aidena spod byka, zapinając pasy z oburzeniem,
- Czemu tutaj jesteś? - prychnęła. Położyła przedramię na jego podłokietniku, odpychając jego ramię na bok.
- Zabierasz mi miejsce. - Ah.
To będzie długa podróż.
ᴡʜᴀᴛ ᴅᴏ ʏᴏᴜ ᴛʜɪɴᴋ ʏᴏᴜ ᴀʀᴇ ᴅᴏɪɴɢ ʀɪɢʜᴛ ɴᴏᴡ?