ODPOWIEDZ
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, narkotyki
039.
too high to think,
too stubborn to quit
Jakieś dziesięć lat temu...

Sama nie wiedziała, po co do niego szła.
Przecież nie chciał pomocy. Wiecznie powtarzał, że umie się sobą zająć, że wcale nie ma problemu, pomimo że był on kurewsko duży. I może każda inna dziewczyna odpuściłaby sobie nawracanie ćpuna, ale przecież Pilar nie była jak każda. Była uparta. Czasami jak pieprzony osioł. Nie wiedziała kiedy przestać, szczególnie kiedy obrała sobie w głowie już konkretny cel. Szczególnie kiedy osobiście oglądała, jak jej przyjaciółka zalewa się łzami, bo on znowu ćpał.
Karen była dobra. Niekiedy pogubiona w wielkim świecie, ale zawsze z sercem jak na dłoni. Ciepłym. Kurewsko ciepłym sercem, które mieściło w sobie ogrom empatii i cierpliwości — czyli wszystkie cechy których zaś brakowało Stewart. Znosiła każdy jeden odchył Aarona, jego wzloty i upadki, chociaż wszyscy dookoła powtarzali jej, że to przekreślona sprawa, żeby uciekała, póki jeszcze miała okazje i nikomu nie stała się krzywda. Ona nie chciała. I Pilar też nie miała zamiaru.
Dlatego tamtego ciepłego wieczoru pojawiła się pod jego mieszkaniem. Ostateczna interwencja — dokładnie tak nazwała to w swojej głowie. Trwała w przekonaniu, że jeśli ktokolwiek mógł mu jakoś przemówić do rozumu, to właśnie ona. W końcu się kumplowali, ona przyjaźniła się z jego żoną, a do tego była już kilka tygodni w akademii. Uczyła się stanowczości, chociaż nigdy akurat tego jej nie brakowało, i silnej ręki, bo tam akurat nie reflektowali słabeuszy.
Silną ręką uderzyła również kilkakrotnie w zadrapane drzwi od mieszkania, a potem jeszcze poprawiła dzwonkiem tak irytującym, że sama siebie zaczęłam tym wkurwiać. I jego chyba też, bo już po chwili znajoma sylwetka, kompletnie spruta życiem i z podkrążonymi oczami stanęła w progu, szarpiąc za klamkę.
Wyglądasz kurwa okropnie — przywitała go najpiękniej, jak tylko potrafiła, a potem jakby była u siebie, po prostu trąciła go ramieniem i weszła do środka. Na wejściu uderzył ją kompletny brak powietrza i smród niewyjebanego żarcia z blatu, przez co w pierwszej kolejności skierowała się prosto do dużego okna przy stole i otworzyła szeroko. — Zbieraj się — warknęła, szarpiąc za zasłonę, bo oczywiście zaplątała się w klamkę, a Pilar nie miała w sobie za grosz cierpliwości. Finalnie materiał puścił niewielkie dziury w dwóch miejscach, a ona odwróciła się w stronę przyjaciela i założyła ręce na biodrach. — Zabieram cię na odwyk — wyjaśniła powód swojej wizyty nawet nie próbując owijać w bewełnę. Zresztą Aaron znał ją doskonale, wiedział, że zawsze od razu przechodziła do sedna. A to w końcu była ostateczna i n t e r w e n c j a.

Aaron Blackwood
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
29 y/o
For good luck!
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

O chuj im tam wszystkim chodziło? Nie rozumiał całego tego kotła wokół jego osoby i wpierdalania się tam, gdzie zwyczajnie nie powinno. Ludzie to jednak mieli chorą tendencję do naprawiania czegoś, co nawet nie było zepsute, usilnie próbując samych siebie przekonać, że to dla dobra “poszkodowanego”. Gówno prawda - oni chcieli jedynie poczuć się przydatni, zaspokajając jakieś chore potrzeby niesienia pomocy i spełniania obywatelskiego obowiązku, w ten sposób chcąc zetrzeć grzechy, które sami popełnili. Z tym, że Blackwood nie potrzebował żadnej pomocy. No bo hej, przecież niedawno zakończył odwyk, hajtnął się z kobietą, którą poznał w klinice. Panował nad tym, co działo się w jego życiu. A że przy tym chciał się trochę zabawić, oczywiście mając wszystko pod kontrolą? Chyba mu się należało po tym wszystkim, co przeszedł, prawda? Jeden skręt nikomu jeszcze nie zaszkodził. Jedna tabsa z nikogo nie zrobiła wariata. Jedno wkłucie w żyłę nie robił z niego ponownie uzależnionego. Gdyby chciał zaraz mógłby z tym skończyć. Był silniejszy. Tylko dzisiaj nie chciało mu się tego udowadniać.
Przeciągnął się, czując się jak gówno. Potrzebował pobudzenia. Gdzie on zostawił ten kupiony wczoraj towar? I gdzie u licha była Karen? Nie widział jej od wczoraj, po kłótni, podczas której doprowadziła go do szewskiej pasji trując mu dupę o nic. Ostatnio narzekała jeszcze więcej i Aaron musiał się wyciszyć. Jeśli miała mu za złe, że po raz kolejny odleciał, mogła winić siebie - mniej gadania i po sprawie. Ale nie, trzeba było jojczyć niczym jebana katarynka, siadając mu na nerwy.
Usłyszał łomot do drzwi, który sprawił, że załupało mu również w głowie. W pierwszej chwili chciał go zignorować; miał ważniejsze sprawy do załatwienia. Potrzebował tego. potrzebował tej jednej tabletki, dzięki której stanie na nogi. Sypialnia. No tak. Przecież tam zawsze chował prochy, żeby Karen ich nie znalazła. Wszak najciemniej było pod latarnią.
Skierował tam kroki po chwili trzymając w dłoni niewielki woreczek. Zbawienie. Wsunął do ust jedna pastylkę, przesuwając ją językiem bliżej przełyku, by mogła zniknąć w czeluściach żołądka.
Zaraz wszystko wróci do normy. Musiał się jeszcze pozbyć tego natarczywego stukania do drzwi.
-Czego, kurwa?! - warknął, otwierając drzwi z rozmachem gotów bić się z każdym, kto postanowił zakłócić mu spokój. Nie miał nastroju na odwiedziny ani upierdliwych sąsiadów. - A, to ty - wyrzucił z siebie, widząc Pilar. I po chuja ona tutaj?
-I vice versa - żachnął się, kiedy uraczyła go milutkim komplementem, przy okazji nieproszona wbijając mu na chatę. Męcząca pinda. Znali się nie od dzisiaj, przyjaźnili w trójkę, ale to nie znaczyło, że mogła się tak zawsze panoszyć.
Zatrzasnął drzwi, człapiąc za nią. Powoli odczuwał skutki zażytej tabletki. Rozluźnienie jednak przychodziło za wolno.
-Jaki znowu odwyk? Kurwa, Pilar, coś ty tam sobie znowu uroiła? Nikomu nie potrzebny odwyk - machnął ręką, rzucając się na fotel, na którym rozsiadł się wygodnie, pozwalając sobie na krótkie westchnienie.

Pilar Noriega
Eve
narracji pierwszoosobowej, nierealnych sytuacji, postaci do porzygu idealnych
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie.
Nie było okej.
Człowiek, który przeszedł to co Blackwood, który po wielkich potach i męczarniach wyszedł w końcu na prostą, zostawiając narkotyki w tle, nigdy już nie powinien sięgać po ćpanie. Po walce z uzależnieniem nie było czegoś takiego jak jedna mała kreseczka czy tabletka na lepszy humor. Powinien odciąć to gówno. Kompletnie wyzbyć się z tego ze swojego życia, a przecież doskonale wiedziała, że tego nie zrobił. Że powoli wracał do starych nawyków, brał coraz więcej, przez co miał coraz gorsze zjazdy, a to zaś tylko rozpoczynało efekt kuli śniegowej, której nie dało się wcale tak łatwo zatrzymać, a która jedynie coraz bardziej nabierała na sile.
Karen miała złote serce, ale kurewsko słabą dupę.
Dawała mu sobie wchodzić na głowę, przegadywać. Głupio wierzyła w jego każde jedno od jutra przestane, łudząc się jak ostatnia idiotka, że faktycznie tak będzie. On mnie kocha, Pilar, po prostu na moment się pogubił, powtarzała jej średnio co dwa dni, kiedy zapłakana przychodziła pod akademik Stewart. Od jutra będzie lepiej, zobaczysz. Nie było. Było tylko gorzej. I chociaż Karen nie miała w sobie siły, żeby z nim walczyć, Pilar była chodzącym terminatorem. Desperatką, która aż za bardzo potrafiła się zafiksować na wyznaczonym wcześniej celu i dążyć do jego spełnienia.
Dzisiejszym celem był Arron.
Za punkt honoru postawiła sobie, że go z tego wyciągnie. Bo kto jak nie ona? Dlatego waliła w drzwi do jego mieszkania, a potem wietrzyła pomieszczenie, puszczając koło uszu każdą jedną złośliwość, jaka wychodziła spomiędzy naćpanych warg przyjaciela.
Jak to jaki odwyk? — spojrzała na niego wymownie, na twarzy malując lustrzane odbicie jego miny. — Dla ćpunów, a jaki myślałeś? Sanatorium miłości, kurwa? — pokręciła głową, z założonymi na biodrach rękami, przyglądając się, jak rozsiada się na fotelu, nic sobie z jej słów nie robiąc. — Zbieraj się, Blackwood. Mówię poważnie — warknęła już mniej koleżeństwo. Skoro nie rozumiał, kiedy mówiło się do niego niemiło, trzeba było zacząć wyciągać coraz ciężę działa. A jedno z nich właściwie miała już na końcu języka.
Karen znowu dzwoniła… — zaczęła, ruszając na przechadzkę po salonie. Jej spojrzenie analizowało dokładnie każdy jeden mebel i to, co znajdowało się na nich. Szukała dowodów tego, że dalej ćpał? Możliwe. — Płakała — spojrzała przelotnie na przyjaciela. — Serio cię to kurwa nie rusza? — nie wyglądał, jakby go ruszało. Nic go w ostatnim czasie nie ruszało. No chyba że przypierdolił sobie krechę, wtedy potrafił być prawdziwą duszą towarzystwa z przesadnie rozjaśnionym umysłem. Gorzej było, kiedy jego organizm potrzebował coraz więcej i więcej. A teraz ona porabowała więcej. Więcej cierpliwości, bo tą, którą do niego miała, chyba zostawiła już dawno za drzwiami.
Nie no kurwa — prychnęła, kręcąc głową, kontynuując swój monolog i podeszłą do niego bliżej, dłoń opierając na oparciu fotela, nachylając się w jego kierunku. — Twoja żona cierpi, a ty masz to gdzieś, pacanie?! — chciała to trzepnąć w łeb, może to byłby jakiś sposób, ale ręka się jej opsnęła i zamiast w głowę uderzyła w ramię. Coś zaszeleściło w niewielkiej kieszonce, jaką miał na piersi, a ona zamarła w jednej chwili. Zdążyli wymienić całe jedno, głębokie spojrzenie w oczy, nim nie rzuciła się do przodu i nie sięgła tam przed nim, wyciągając w palcach niewielką samarkę.
Nie ćpasz, co? — odskoczyła w tył, świecąc woreczkiem w powietrzu. — Pierdolony kłamca — rzuciła pod nosem. Miała wrażenie, że nawet spoglądanie na niego z wyrzutem nic tutaj nie dawało. Ale cos innego by dało. — Wypierdalam to do kibla — warknęła, mierząc w niego samarką, w której wciąż było kilka tabletem, a potem od razu odwróciła się na piecie i skierowała w stronę kibla. Żartowała? Ani. Kurwa. Trochę.

Aaron Blackwood
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
29 y/o
For good luck!
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Wierzył w słuszność swoich przekonań. Wierzył, że gdyby teraz postanowił rzucić narkotyki, zrobiłby to bez problemu, zapominając o nich w jednej sekundzie. Strzepnąłby ze stołu biały proszek, pozwalając mu legnąć na dywanie, który potrzebował prania. Spuściłby tabletki, które ukryte były w sypialni i patrzył jak płyną z prądem życia do pobliskiej oczyszczalni ścieków, po drodze pewnie lądując w brzuchu jakiejś rybki lub innego żyjątka, które przeżyłoby swoje najwspanialsze chwile, naćpane. Zastanawiające, jak zachowywała się ryba po prochach. Czy nagle zapragnęłaby wyjść na ląd, bo wydawałoby jej się, że ma nogi? A może, podobnie jak teraz Pilar, uroiłaby sobie, że jest pieprzoną superbohaterką, która musi pokonać wyimaginowane zło, czyniąc czyjeś życie lepszym? Tylko skąd na dobrą sprawę przekonanie, że jemu było źle? Teraz, kiedy pozwolił narkotykowi wniknąć w każdą komórkę ciała, czuł się nad wyraz odprężony. Ból głowy zniknął, kapeć z mordy podobnie. Nic, tylko żyć. Jakie miała prawo by mu to odebrać? Nie tak zachowują się do kurwy nędzy przyjaciele.
-Jesteś bardziej odklejona, iż do tej pory myślałem - odparł, zerkając na nią. Zapowiadało się tak dobrze, póki nie przylazła. Na litość wszystkich potrzebnych ludziom bogów, czemu kobiety były takie wkurwiające, kiedy zaczynały kłapać jadaczką i to jeszcze wylewając tak bezsensowny zlepek słów? - No to idź poszukać ćpuna gdzie indziej. Tu żadnego nie znajdziesz. Poza tym, nie wiem kurwa, nie masz niczego innego do roboty? Nie powinnaś teraz pompek robić, żeby zaliczyć akademię? - skomentował. Nie potrzebował jej tutaj, a jednak stała przed nim roszcząc sobie prawa do jego życia. Niedoczekanie wyszczekanej panny.
-Pilar, jak cię proszę. Zluzuj gacie, dobra i nie rób ze mnie zaraz jakiegoś narkomana. Przeszedłem odwyk, a to… to tylko zabawa. Nigdy nie wypiłaś piwa, chociaż obiecywałaś sobie abstynencję? - westchnął, przymykając oczy. Zachowaj spokój, nie daj się sprowokować. Przekonaj, a maruda sobie pójdzie. Nic łatwiejszego. Trzeba jak z dzieckiem, ułomnym, ale to nadal dziecko.
Uniósł powieki, kiedy wspomniała o jego żonie. Czyli tam poszła po ich kłótni. Schowała się u Pilar; mógł się tego domyślić, znały się ostatecznie od ładnych paru lat.
-Posprzeczaliśmy się wczoraj, wielkie mi halo. Przejdzie jej i wróci - wzruszył ramionami. O nie, nie ma mowy, że da się wrobić we wszystko to, co najgorsze. Nie jego wina, że Karen reagowała tak emocjonalnie na wszystko. Jak się człowiek kłócić nie umiał, to nie powinien tego robić, prosta zasada. - Co ty kurwa, nagle zostać terapeutką małżeńską? Upraszam nie wpierdalać się w nasze sprawy. Nie jesteś zamężna, więc gówno wiesz o problemach w związku - warknął do niej, bo zaczynała mu na nerwy działać z tym swoim pouczającym tonem i próbą wzbudzenia w nim poczucia winy. Nienawidził, kiedy ktoś próbował podobnych sztuczek, jakby był marionetką bez mózgu. Jeśli potrzebowała kogoś nawrócić, niech polezie do pobliskiego kościoła, tam pełno wiernych potrzebujących rozgrzeszenia.
-Oddawaj mi to! - poderwał się na równe nogi, kiedy wyjęła z jego kieszeni wcześniej wspomniany woreczek. Nadal patrzyły z niego cztery tabletki. - Pilar ostrzegam cię, nie wpierdalaj się w nie swoje sprawy. - Ton jego głosu stał się ostrzejszy, drżąc gniewnie. Jebana szmata. Co ona sobie myślała?
-Popierdoliło cię?! - dopadł do niej, łapiąc gwałtownie za rękę i ciągnąc w swoją stronę. Ścisnął ją, chcąc odebrać swoją własność. - To… nie… twoje - wycedził przez zaciśnięte zęby czując, jak poziom adrenaliny znacznie wzrasta. I po chuj go prowokowała?

Pilar Noriega
Eve
narracji pierwszoosobowej, nierealnych sytuacji, postaci do porzygu idealnych
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, agresja, narkotyki
Problem w tym, że Pilar wcale nie chciała szukać ćpunów gdzieś indziej.
W dupie ich miała.
Każdego jednego, który nie był Aaronem.
To nie tak, że obudziła się dzisiaj i poczuła jak pieprzona Matka Teresa, która nagle chciała zbawić świat, nie. Do tego brakowało jej jeszcze s p o r o. Jej chodziło tylko o niego. O przyjaciela, do kurwy nędzy, który na nowo niszczy sobie życie po tym, jak wyszedł na prostą.
Nie była w stanie na to patrzeć. Nie mogła wiecznie słuchać ciągłych krzyków i płaczu Karen, obserwować jej bezsilności, która wwiercała się nieprzyjemnie w skórę i krzywdziła je serce. Stewart miałą to do siebie, że za przyjaciółmi stawała murem niezależnie od tego, co by się nie działo. I tutaj też — wbrew temu, co uważał Blacwood — to właśnie robiła.
Zabawa? — prychnęła z pogardą, słysząc jego słowa. — Zabawą nazywasz ćpanie? Układanie puzzli to jest kurwa zabawa albo pykanie w jebanego CSka ze znajomymi, a nie walenie krechy za krechą, idioto — nie szczęściła czułości w jego kierunku. Nigdy nie była delikatna, nie przebierała też w słowa — prezentowała rzeczy takie, jakimi były, nazywała je po imieniu i nie miała z tym problemu, pomimo tego, że kobiecie podobno nie wypada. Całe szczęście ona była pierdolnięta, a nie kobietą.
Ty jak widać też gówno wiesz o związkach, nawet kiedy masz już żonę — odbiła piłeczkę, kompletnie ignorując jego komentarze w jej kierunku. Aż za dobrze znała te wszystkie mechanizmy obronne — próbował zwrócić uwagę na nią i sprawić, żeby to ją zabolała ta rozmowa o wiele bardziej. Pierdolony ćpun. Widziała przecież te wyjebane w kosmos źrenice, to jak nim ruszało, jak narkotyki szalały w jego ciele. Nie była ślepa. Osobiście pomagała Karen za każdym jebanym razem nim ta poszła na odwyk, na wylot znała te sztuczki. — Zresztą to i tak kwestia czasu, kiedy w końcu kopnie cię w dupę — dodała, przysuwając się do jego twarzy. — Co tak patrzysz? Myślisz, że długo będzie chciała być z kimś takim? Kimś kto kurwa tylko ciągnie ją w dół, kto sprawia, że czuje się jak gówno? Za dobra jest dla ciebie. I była już zdecydowanie za długo. Więc albo się kurwa ogarniesz, albo licz się z tym, że znowu zostaniesz sam — zderzenie z przykrą lecz realną rzeczywistością miał na wyciągniecie ręki. Zaprezentowane w sposób może i brutalny, może nazbyt bezpośredni, ale taka była prawda. Prędzej czy później każdy ćpun zostawał sam. O ile w ogóle był w stanie przeżyć w świecie prochów.
On jak widać nie potrafił przejść bez nich nawet kilku godzin, na co dowód zresztą znalazła po chwili w jego kieszeni. Od razu od niego odskoczyła. Może i miał w sobie dragi, ale ona i tak była o wiele zwinniejsza, a przede wszystkim bardziej trzeźwa niż on. Machnęła ręką unikając jego chwytu, gdy warczał, że miała mu to oddać.
Pierdol się, Blacwood. Nic nie dostaniesz — odpyskowała po przyjacielsku i znowu chciała ruszyć do łazienki. Była gotowa przetrzepać mu cały dom i spuścić w toalecie każdą jedną samarkę, jaką tylko znajdzie. Przystanęła jeszcze na moment, gdy kazał jej nie wpierdalać się w nie swoje sprawy. — Ale tą moje sprawy. Jesteś moim przyjacielem do chuja i nie pozwolę, żebyś zniszczy sobie życie, rozumiesz? — nie rozumiał. Ewidentnie nie rozumiał, bo zanim ona zdążyła cokolwiek powiedzieć, Aaron już doskoczył do niej i szarpnął ją za rękę. Tym razem nie zdążyła zrobić uniku, a jej ciało mimowolnie wpadło na jego tors.
Puszczaj mnie — zlustrowała jego surowy ton, zawieszając ciemne, praktycznie czarne spojrzenie na jego twarzy. — P u ś ć — tym razem to ona wycedziła przez zęby, a kiedy nie posłuchał i chciał jej zabrać worek, nawet nie zastanawiała się dłużej niż kilka sekund. Odwinęła się do niego przodem i bez najmniejszych skrupułów wymierzyła mu uderzenie z kolana prosto w kroczę.
Ostrzegała go.
Prosiła, żeby puścił.
Nie zrobił tego dobrowolnie, to musiała go do tego zmusić.
Wystarczająco w jej życiu była poniewierana. Szarpana przez dzieciaki z bidula, kiedy nie potrafiła się bronić. Tutaj już umiała, znała podstawy samoobrony, a pompki, z których się napierdalał, tylko dały jej siły, żeby na moment zgięło go w pól. Wykorzystała te kilka sekund, by odwrócić się na pięcie i skierować do łazienki. Przebiegła przez drzwi, uderzając łokciem o klamkę. Syknęła pod nosem, ale to nie był czas na cackanie się z własnym ciałem. Słysząc, że chłopak już przemieszcza się w jej kierunku, nie czekała już ani chwili dłużej i sekundą, w której Blackrood wszedł do kibla, ona wsypywała tabletki z woreczka do kibla i spoglądając mu w oczy, nacisnęła spłuczkę.
No to się kurwa zacznie.

Aaron (ง •̀_•́)ง
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
29 y/o
For good luck!
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

W tej chwili pragnienia Pilar interesowały go tyle, co zeszłotygodniowe wymiociny kota sąsiadów, który zwrócił żarcie na środek klatki schodowej. Miał naprawdę głęboko w czeluściach swojego tyła to, czego teraz chciała i z jakim zamiarem do niego przyszła. Była męcząca i pierdoliła takie farmazony, że nawet gdyby chciał zrobić sobie dobrze, to by mu nie stanął. Była utrapieniem, którego chciał się pozbyć z domu.
Po co w ogóle tu przylazła? Na kazania jej się zebrało? Za dużo mszy niedzielnej i skutki prezentowały się w tak żałosny sposób. Być może gdyby zastanowił się na spokojnie, gdyby nie chodził ani na głodzie, ani po dragach, dostrzegłby ukrytą pod zamiarami troskę i prawdę, którą mówiła. Miał problem, wielki jak cholera, niszcząc kilka poprzednich miesięcy ciężkiej pracy, kiedy w klinice cierpiał katusze odstawienia. Niestety, aktualnie rzeczywistość Aarona jawiła się zupełnie inaczej. Jego umysł kreował wizję, w której Pilar jawiła się jak zło konieczne nie mające niczego wspólnego ze zmianą jego życia. Przecież nad nim panował, prawda? A to, że każdy się go uczepił? To już nie było jego winą.
-Zaraz ćpanie. Fakt, że zapalę sobie czasami zielsko albo wezmę pigułkę nie znaczy, że ćpam - prychnął. O wciąganiu kresek nie miał zamiaru wspominać, bo już widział, jak kobieta wykorzystuje to przeciwko niemu. Miał wrażenie, że teraz łapała się każdego, nawet najbardziej niewinnego słowa, byleby tylko na siłę udowodnić mu swoje racje.
Zmrużył oczy, lokując gniewne spojrzenie w nieproszonym gościu. Irytowało go każde jej kolejne słowo. Próba wciśnięcia mu, że sobie nie radził. Pokazanie, że był chujowym mężem. Dawał Karen wszystko, czego potrzebowała. Dach nad głową, jedzenie, ubrania. Zresztą, skoro nadal przy nim trwała to znaczy, że nie było tak źle. W innym wypadku już dawno by go zostawiła, więc o czym ta Pilar pierdoliła?
-Jakby chciała mnie kopnąć, zrobiłaby to już dawno - wzruszył ramionami przekonany o prawdziwości tych słów. Razem przez wiele przeszli. Poznali się w klinice, razem z niej wyszli, ostatecznie tworząc parę na życie i śmierć. Była jego kompanką, a on jej. A to, że się posprzeczali? Jaka para się nie kłóci? - Ja pierdole, Pilar, jaka ty wkurwiająca jesteś. Znawczyni innych ludzi. ja i Karen jesteśmy dla siebie stworzeni. Połączyła nas historia i jakaś drobna kłótnia tego nie zmieni - skrzywił się, kiedy dalej wchodziła mu na ambicje. Zamarzył, żeby wziąć jeszcze trochę, wyciszając się. Pozbyć jej głosu ze swojej głowy. Odpłynąć, nie czując nic. Ani złości, ani irytacji. Ani tego powoli kiełkującego poczucia winy, które w nim wzbudzała. Mieszała mu w głowie, to wszystko! Robiła to specjalnie, by była zazdrosna o jego relacje z kobietą, którą kochał. Wiedziała, że jej nigdy nie będzie to dane.
Działała na niego jak płachta na byka. Igrała z nim, a jemu się to nie podobało. Przekraczała granice, od których powinna trzymać się z dala, dla własnego bezpieczeństwa.
-W takim razie jako moja przewspaniała przyjaciółka oddaj mi ten woreczek - warknął do niej, ignorując całą resztę. Miał misję - dostać skradzione prochy. Była pieprzoną złodziejką, która pewnie sama myślała, by sobie łyknąć.
Mocniej zacisnął dłoń na jej przegubie, piorunując ją wzrokiem. Sama była sobie winna. Niespodziewanie kopnęła go w krocze.
-Kurwa, ty szmato - stęknął, łapiąc się za przyrodzenie, które pulsowało bólem. Omal nie upadł na podłogę i potrzebował kilku ładnych chwil, żeby względnie dojść do siebie. W tym czasie kobieta zwiała do kibla. Pchany narkotykami i świadomością, że zaraz pozbędzie się jego towaru, poczłapał do pomieszczenia akurat w momencie, w którym wsypywała pigułki do toalety. Patrzył jak zahipnotyzowany na wirującą wodę, zanim ta ponownie nie stała się płaską taflą.
-Coś ty kurwa zrobiła?! Mówiłem ci, żebyś się odpierdoliła - krzyknął i pod wpływem impulsu oraz rosnącego gniewu zamachnął się ręką, trafiając ją w policzek. Poczuł pod swoją skórą niewielki opór, kiedy wierzch dłoni zderzył się z jej twarzą. Zaraz złapał ją za szyję, ściskając. - Ty dziwko, co ty sobie wyobrażasz?! - warknął, opluwając ją kropelkami śliny. Czuł furię i żal. Żal, że spuściła coś, czego potrzebował.

Pilar Noriega
Eve
narracji pierwszoosobowej, nierealnych sytuacji, postaci do porzygu idealnych
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, uzależniania, przemoc
Pilar może i gówno wiedziała o związkach i tym, jak powinny wyglądać, bo sama przecież nie w pełni świadomie i z własnego wyboru nie była w każdym. Wiedziała jednak jak wyglądać NIE POWINNY, a idealnym tego przykładem był ten Aarona i Karen. Mógł sobie myśleć, co tylko chciał, zaginać rzeczywistość i tworzyć w głowie własne, kompletnie odklejone narracje, jakie mu aktualnie pasowały, ale prawda była taka, że Stewart z pierwszej ręki wiedziała, co się działo. Wiedziała, jak to wszystko wpływało na Karen.
Bo to nie pierdolony Aaron pocieszał własną żonę, kiedy dławiła się własnym płaczem i ledwo łapała oddech mówiąc że już nie ma siły z nim walczyć, nie on gładził ją po głowie i zapewniał, że wszystko będzie dobrze, nie on był dla niej wsparciem. Pilar była. Za każdym jebanym razem. Wysłuchiwała czego to nie zrobił, czego jej nie powiedział — a tych słów, które raniły było zdecydowanie za dużo. Gdzieś w sercu wiedziała, że tak naprawdę wcale nie miał tego na myśli i przemawiały przez niego dragi, ale to wcale go nie usprawiedliwiało.
Dokładnie tak samo było teraz, kiedy ona sprzedała mu kopa, by zwolnił uścisk, a on zwyzywał ją od szmat, kuląc się w pół. A trzeźwo jeszcze by jej podziękował, a tym bardziej gdyby nie miał problemu ze ćpaniem — sam by to gówno spuścił w kiblu. Ale miał. I to kurwa niemały. Dlatego tym bardziej Pilar nie miała żadnych wątpliwości, kiedy wystawiła woreczek nad muszlą, a potem już wspólnie obserwowali, jak ten leci wraz z wirem, prosto do kanalizacji.
Nie żałowała swojej decyzji. Nie tej z woreczkiem. Bo gdyby mogła cofnąć czas, po prostu przyjebałaby mu kolanem zdecydowanie mocniej, żeby nie mógł tak łatwo podnieść się do pionu i się na nią wydzierać.
To co kurwa zrobić należał… — nie dokończyła. Nie zdążyła, bo jego dłoń już uniosła się wysoko w powietrze, a potem osadziła się z impetem na jej twarzy. Kompletnie nieprzygotowana na ten przejaw agresji ze strony przyjaciela, nawet nie wykonała uniku. Była przecież przekonana, że jej nie skrzywdzi, nie uderzy. Bo dragi to jedno, ale bicie kobiet? To jednak tylko uświadomiło ją, że jego problem z ćpaniem był o wiele większy, niż z góry zakładała. Momentalnie złapała się za palący policzek. Skóra sprawiała wrażenie, jakby zostałą rozerwana w pół, nawet dziąsła ją bolały, a przed oczami zawitały mroczki. Ile on kurwa siły w to włożył? — Popierdoliło cię!? — tym razem to ona krzyknęła, gotowa mu oddać, ale wtedy on znowu się do niej wyrwał i złapał ją za szyję, dociskając do chłodnych kafelek. Od razu poczuła, jak odcina jej powietrze. W pierwszej chwili złapała za jego nadgarstek, próbując go z siebie sciągnąć, jednak na marne.
Puszczaj mnie… pierdolony ćpunie — wycedziła na dwa razy przez zęby, machając nogami i próbując w niego kopnąć, ale desperacki próby złapania powietrza absorbowały większość jej uwagi. Musiała się więc posunąć do aktu… niekoniecznie ładnego. Desperackiego. Jakim było splunięcie mu prosto na twarz. Nie reagował na słowa, to na czyny już musiał, szczególnie, że trafiła go prosto w oko. Chciał czy nie, musiał się szarpnąć i na moment zwolnić ucisk na szyi, a to zaś dało jej przewagę.
Zamachnęła się wolną ręką i wbiła mu łokieć z całej siły w przedramię. Musiało zaboleć. Musiało, bo nawet ona syknęła z bólu, odskakując od niego, chociaż w pierwszej kolejności i tak skupiła się na łapczywym łapaniu powietrza.
Spuszczę ci każdą, jedną, pierdoloną tabletkę, jaką tylko znajdę — warknęła, przesuwając palcami po szyi, gdzie z pewnością już odznaczyły się jego palce w postaci siniaków. Naprawdę była gotowa to zrobić. Zresztą nie tylko to. — A potem zrobie wszystko, żeby Karen przejrzała na oczy i cię zostawiła, jebany agresorze. Nie pozwolę, żebyś jej zrobił krzywdę — tak jak zrobił to z Pilar. Ona chociaż była w stanie się jeszcze bronić, nie bała się go, ale Karen? Poza tym, kto powiedział, że to był koniec. Szczególnie po groźbie z jej strony, która właśnie padła.

Aaron Blackwood
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
29 y/o
For good luck!
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Była jak mała, wkurwiająca mucha, która wleciała do domu i nijak nie chciała się z niego ruszyć, bzycząc za uchem. Człowiek machał rękami, starając się ja odpędzić, ale małe skurysyństwo było szybkie, bezczelnie niszcząc spokój i niczego sobie z tego nie robiąc. Jak Pilar w tym momencie, kiedy panoszyła się po jego mieszkaniu, jakby co najmniej należało do niej. W tej chwili nie miało najmniejszego znaczenia czy się przyjaźnili - Blackwood chciał się jej pozbyć oddając wcześniej zaplanowanej przyjemności. Chciał wyciszenia, chciał spokoju, a nie zbędnego pierdolenia, którym go raczyła. Serio nie mogła iść nawracać innej duszy, która w podzięce padłaby przed nią na kolana, zadowalają?. Może tego jej trzeba było? Porządnego bzykania, które wybiłoby jej z głowy wyżywanie się na nim. Męskie dziwki też istniały, mogłaby skorzystać dając upust rodzącej się w środku frustracji, bo najwidoczniej aż jej dupę skręcało na własne życie, skoro usilnie próbowała mieszać się w czyjeś.
Był na nią porządnie wkurwiony czując, jak w środku coś zaczyna się rodzić. Coś, czemu daleko było do normalnego Aarona, który w innych okolicznościach zapewne nie zareagowałby tak gwałtownie. To się nie liczyło. Żadne gdybanie, żadne scenariusze odbiegające od rzeczywistości. Liczyło się tu i teraz, a ono nie przedstawiało się kolorowo dla kobiety, która z satysfakcja patrzyła na wirujące w kiblu tabletki, które ostatecznie zaśmiały się mężczyźnie w twarz, znikając z wirem czystej wody, rozpoczynając nową podróż. I właśnie ta chora satysfakcja tak go rozjuszyła. ten uśmieszek, ten wzrok. Aż chciało się chwycił ją za głowę i wsadzić do muszli klozetowej z nadzieją, że też spłynie. Stał się agresywny i to ona za to odpowiadała. Wystarczyło dać sobie spokój, machnąć na niego ręką i pozwolić zająć się swoimi sprawami. Powinna powiedzieć co ma do powiedzenia i wyjść. Nic więcej. Ale nie. Musiała zgrywać Tereskę, której się zbawienia zachciało. I tak miała pójść do piekła, więc czcze starania.
Dyszał, patrząc na nią z satysfakcją, która zgasła w jej oczach. Jeden zero zdziro.
-Trzeba było się nie mieszać. Tak trudno się kurwa odpierdolić? - spytał i aż mu oczy pociemniały. Czuł potrzebę wzięcia, jednak tabletka okazała się zbyt małą dawką. A ona właśnie pozbawiła go możliwości ulżenia sobie i złagodzenia głodu, który rósł, rozpierając go wewnętrznie. Zacisnął mocniej dłoń czując jej miękką szyję. Była taka podatna, wystarczyło ją zmiażdżyć, a jej głos by ucichł i przestał wwiercać w jego umysł. Jeszcze trochę i będzie mógł wrócić do swojej normalności.
Skrzywił się, kiedy na niego napluła. Ta. Szmata. Na. Niego. Napluła! Mimowolnie złapał się za oko, dając jej kilkusekundową przewagę, która wykorzystała zadając mu cios. Nie mógł zwalić go z nóg, ale był wystarczający, żeby wytrącić z równowagi. Daleki był do oprzytomnienia. Ba, każdego kolejne poczynanie, każde słowo Pilar działało na niego niczym agresor.
-Niczego kurwa nie znajdziesz, bo stąd wypierdolisz. Wynoś się z mojego domu, szajbusko - warknął do niej, postępując o krok. Nie miał hamulców, gotów był przywalić jej raz jeszcze jeśli tylko go nie posłucha. Przestało się liczyć, że była kobietą. Wpadł w szał, którego nie potrafił powstrzymać. Pchnął ją, dając do zrozumienia, że nie żartował. widział, jak leciała na umywalkę, jak boleśnie uderzyła w nią bokiem swojego ciała. Sprawiało mu to dziką przyjemność, która szalała niczym bestia. Zasłużyła sobie. Była za to odpowiedzialna.
- Sama jesteś sobie winna. Za wpierdalanie się w czyjeś życie ponosi się karę. Za niszczenie cudzych rzeczy też. Wisisz mi towar, suko, a teraz wypierdalaj bo nie chce mi się patrzeć na twój ryj - rzucił, zaciskając zęby.

Pilar Noriega
Eve
narracji pierwszoosobowej, nierealnych sytuacji, postaci do porzygu idealnych
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, agresja, przemoc, narkotyki
Tak.
Trudno było jej się kurwa odpierdolić.
Dlaczego? Bo jej kurwa na nim zależało. Na nim i na Karen. Nie miała zamiaru odpuszczać tylko dlatego, że jakiś ćpun, którego mózg został wciągnięty do reszty przez tabletki nagle miał do niej jakieś ale. Przechodząc do jego mieszkania wcale nie oczekiwała, że słysząc, że Pilar chciała zabrać go na odwyk, usłyszy od Aarona Jasne, Pilarcia, idziemy. Tego nawet w bajkach nie grali.
Wiedziała, że będzie ciężko, chociaż nie spodziewała się, że tak szybko dojdzie do rękoczynów.
Że w ogóle do nich dojdzie.
Nie raz była świadkiem tego jak Blackwood podnosił głos na swoją żonę i przyjaciół, jak tracił panowanie i lubiła sobie coś rozpierdolić, ale to? Żeby kurwa kogoś podduszać i bić? Zaskoczył ją. W tym najgorszym tego słowa znaczeniu. To jednak nie sprawiło, że odpuściła. Może powinna, ale to była Pilar — ona szła po trupach do celu, a po tym co się stało, że punkt honoru postawiła sobie nie dać mu wygrać. Dlatego na niego splunęła, temu uderzyła go w biodro i wyrwała się pod silnego uścisku. Czuła jak gardło na nowo łapczywie łapie powietrze do płuc, wszystko w środku jej świszczało, a skóra paliła. Z pewnością przez kolejne kilka dni będzie mieć na szyi siniaki po jego palcach. Piękne pamiątki.
Nigdzie nie wypierdole — warknęła, ignorując jego mało uprzejme wyproszenie jej z domu. — Chyba, że pójdziesz ze mną i dasz się odwieźć na odwyk, chory pojebie — no proszę, jak oni mówili do siebie pieszczotliwie. On do niej od suk, szmat i szajbusek, a ona do niego ty kutasie i chory pojebie. Prawdziwa przyjaźń jak się patrzy.
Chociaż akurat aktualnie koło przyjaźni to oni nawet nie stali.
Bardziej balansowali na granicy wkurwu i nienawiści, który rozlewał się w ich ciałach i głowach na siebie nawzjame. Widziała jak dotknęły go jej słowa o tym, że zrobi wszystko, żeby Karen go zostawiła. Widziała jak oczy z ciemnych przeszły już w kompletną czerń. Powinna odpuścić. Ale tego nie zrobiła.
Nawet nie zdążyła się zasłonić, kiedy Aaron znowu się do niej wyrwał i tym razem wypierdolił nią o umywalkę. Przez biodro momentalnie przeszedł ją nieprzyjemny ból, a pulsujący prąd rozlał się po całej lewej stronie ciała. Syknęła mimowolnie i zacisnęła powieki. Na moment. Którą chwilę, żeby oswoić się z bólem, a potem spojrzeć na niego z jeszcze większą desperacją.
Nic ci kurwa nie wisze, debilu — syknęła, odpychając się od umywalki i sama łapiąc go za fraki. — I mówię ci, że stąd kurwa nie wyjdę, dopóki nie wypierdolisz na odwyk! — krzyknęła, już nawet nie kontrolując tonu swojego głosu. Nawet nie zdążyła skończyć zdania do końca, a jej noga w parterze przecięła powietrze, dokładnie tak jak na szkoleniach i uderzyła go prosto w łydkę, chwiejąc jego postawę. Kiedy tylko stracił równowagę, popchnęła go na ziemię, siadając na nim i tym razem to ona wymierzyła mu dłonią prosto w twarz. — I jeszcze raz poniesiesz na mnie kurwa rękę albo jakąkolwiek inną kobietę, to przysięgam, nie ręczę za siebie — musiał widzieć, że nie żartowała. Cała aż kipiała ze złości. Włosy jeżyły się jej na ciele, a w oczach praktycznie palił się czysty ogień. No tylko pytanie, czy to tej pustej, zaćpanej głowy cokolwiek w ogóle docierało?!

Aaron Blackwood
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”