ODPOWIEDZ
42 y/o
Welkom in Canada
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola. Le gusta más la casa que no pasen las horas. Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

𝔹𝔸ℝℂ𝔼𝕃𝕆ℕ𝔸
𝓛𝓲𝓹𝓲𝓮𝓬, 𝟐𝟎𝟐𝟔
008

Maria A. Perez & javier perez
Aurelia M. Perez & your friend Steve, do do do do do do do Steve Donnie A. Bowen
Obrazek
El Bes de la Mort.

Czemu nigdy nas tam nie zabrałaś? — wtrącił Xavier. — Bo wolicie plażowanie jak już tam jesteśmy — a Barcelona miała o wiele więcej do zaoferowania. — Pojedźmy w tym roku — wtrącił bezmyślnie Rafael Javier, a Aurelia mu zawtórowała klepiąc Donniego po ramieniu i mówiąc mu jakby to było wspaniale, gdyby poleciał razem z nimi. Jakby się opalali na plaży Mar Bella, jak mógłby smarować ją olejkiem do opalania po caaaałym ciele, jak graliby w siatkówkę na plaży, a wieczorami kąpali się nago w Morzu Śródziemnym. I już zaczynała szukać stroju na telefonie jaki sobie zamówiła, mówiąc jakby się nadał idealnie.
(...)
Bowen tylko zerknął na Marię. Powinien się wykręcić. No przecież powinien. — W sumie, dawno nie byłem na takiej wyprawie, zasiedziałem się trochę w Kanadzie — stwierdził. Tylko, że teraz to kolejny powód, żeby jednak dłużej zabawić w Toronto siedział na przeciwko niego przy stole. Nie obok. — Poszukam jakiś tanich biletów, czasem można dorwać naprawdę dobre ceny — bo akurat Donnie był w tym dobry, w przeciwieństwie do Rafaela Javiera, to on tak dobrze nie zarabiał na swoich nekrologach i zdjęciach.

Toronto Pearson International
Strefa Odlotów Międzynarodowych
Godzina 21:15 | Wylot do Barcelony: 22:30

Z w a r i o w a ł a.
Inaczej nie można było tego określić. Leciała na wakacje z niewiernym mężem, z dziećmi i z Donniem, który nie był tylko chłopakiem jej córki. Stojąc przy wielkiej szybie, za którą rozpościerał się widok na rozświetlone pomarańczowymi i białymi światłami pasy startowe, skupiała się na własnym odbiciu i zastanawiała się, co najlepszego wyprawia. Z własnej woli chciała się zamknąć na wysokości kilku tysięcy metrów z nimi wszystkimi, bez szans na jakąkolwiek drogę ewakuacji.
Odbiło jej, całkowicie.
Przez cały dzień nie miała nawet czasu się nad tym zastanowić, bo to był jeden wielki harmider na miarę tego jaki rozpętał się w świątecznym klasyku, jakim był Kevin sam w domu. Wszyscy chodzili to tu, to tam, pakowali się na ostatnią chwilę, chociaż od tygodnia przypominała im, by tego nie odwlekali w czasie. Zaczynało się nerwowo, na salony wjechało uciszanie dzieci i multum drobnych sprzeczek każdego z każdym. Gotowało się w niej, a zarazem była wyczerpana i jedyne o czym marzyła to by przetrwać ten lot.
Stojąc tu przed tą szybą zaczynało do niej chyba docierać to wszystko.
Mateo naprawdę cieszył się na ten wyjazd jak szalony i bardzo liczył, że przechadzając się ulicą spotka tak o, zupełnie przypadkiem jakichkolwiek zawodników FC Barcelony, jakiegoś Olmo albo Lamine Jamala najlepiej, aż sobie jego koszulkę z tej okazji na wylot ubrał. Teraz siedział resztkami sił próbując wstrzymać się z zaśnięciem przed wejściem do samolotu. Xavier miał totalnie wyrąbane na wszystkich i wszystko, więc siedział z kapturem nałożonym na głowie i wzrokiem wbitym w telefon, a Aurelia opierała się o ramię Donniego, chłopaka, którego spojrzenia unikała dziś jak ognia. Jakby bała się, że się sparzy… bo mogli. Javier w końcu też tam był, ale Maria wiedziała, że jego gadka o Bowenie była ślepym strzałem, bo zazdrość go od środka roznosiła. Na domiar złego kierował się posraną męską logiką, że skoro rozkwitła to na pewno przez jakiegoś faceta i zaraz brał na celownik nawet najbardziej absurdalnych kandydatów.
Chłopak jej córki.
A b s u r d.
Ktoś w tym całym lotniskowym chaosie rzucił hasło, że idzie po coś do picia, nie była pewna czy to Javier, Xavier czy Donnie, ale słyszała, że Mateo ubłagał o kakao z automatu, a ona sama poprosiła o herbatę. Teraz wystarczyło poczekać… na herbatę i na wylot.
Nie miała pojęcia jakie mieli miejsca w samolocie, bo tę sprawę ogarniał Donnie, pewnie z Aurelią ale liczyła, że usiądzie obok Mateo, który był jej bezpieczną przystanią, bo mogła skupić na nim swoja całą matczyną uwagę na tyle, by nie musieć chwytać spojrzeń innych osób.
Obrazek
Ostatnio zmieniony ndz sie 02, 2026 3:33 pm przez Maria A. Perez, łącznie zmieniany 2 razy.
winniethepooh
zlewania - szybko wtedy tracę zainteresowanie, bardzo to nieatrakcyjne; kierowania moja postacią i sugerowania co myśli; nudy i braku inicjatywy
25 y/o
For good luck!
168 cm
aktorka poki co w reklamowa
Awatar użytkownika
she's a cosmic siren
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1 os
czas narracji-
postać
autor

Spakowanie się na tydzień podróży było bardzo ciężkie, a do tego koniec końców spanikowałam i jeszcze dzień przed wylotem chodziłam po sklepach w poszukiwaniu białej sukienki. Wymarzyłam sobie sesję zdjęciową pod Sagradą Familią, w parku Guell i na dachu Casa Mila, coś w stylu filmu Vicky Christina Barcelona . Na całe szczęście leciał z nami tym razem profesjonalny fotograf, który przy okazji był moim słodkim chłopakiem, więc strasznie się cieszyłam. I chociaż mu wysyłałam z milion referencji do tego, jak chciałabym, żeby wyglądały zdjęcia, które mi zrobi, tak koniec końców, to najbardziej cieszyłam się z tego, że jednak chciał z nami polecieć.
Bo to wcale nie było takie oczywiste, przecież dopiero co z miesiąc temu powiedzieliśmy sobie, że jesteśmy parą na wyłączność a ja musiałam przez to się trochę ograniczyć i spławiać moich innych chłopaków. Robiłam takie wymówki, że nie chce mi się z nimi widzieć, albo że jestem zmęczona, to jeden przyszedł mi pod chatę, więc od tego fuckupu zaczełam po prostu facetom prosto z mostu mówić, że teraz mam chłopaka i nie mogę się z nimi widywać. Co dziwne, lepiej znosili taką prawdę, niż wymówki. Ale też w biedzie się poznasz dopiero na tym jaki jest facet. Niektórzy byli bardzo słodcy, bo mówili, że jak mi się znudzi chłopak to mam do nich się odezwać, a niektórzy to się odpalali jak jakaś kukła na Burning Manie i przeklinali mnie, wyzywali i w sumie to dobrze, że się skończyło.
Tak czy inaczej siedzieliśmy sobie już na lotnisku, kiedy dołączył do nas Donnie, zaraz sięz nim wylewnie przywitałam i ciągnę go na bok, żebyśmy poszli sprawdzić czy kupujemy sobie coś alko na drogę, oczywiście daleko od spojrzenia rodziny. Niby już nie byłam nieletnia, ale zawsze się trochę źle czułam jak zamawiałam sobie drineczka, kiedy nikt inny nie pił. Ale Donnie był od tego, żebym się dobrze bawiła na tym wyjeździe, więc poszliśmy sobie do lotniskowego baru i zamówiliśmy po drinku na dobry początek wakacji. Wracając do rodzinki po jakiejś godzinie kupiliśmy po drodze jeszcze wielki baton dla Mateo, co oczywiście się rodzicom nie spodobało, bo dobrze wiedzieli, że chłopiec jak się naje czekolady, to nie usiedzi na dupce tego lotu, ale mnie to tam jakoś bardzo nie interesowało i powiedziałam, że to prezent od Doneczka, chociaz to był mój pomysł. Potem sobie już siedzimy i czekamy na informacje, że mamy wchodzić, ja skanuję bilet a tu nagle okazuje sie, że zostałam zupgrejdowana do pierwszej klasy. Pani stewardessa pyta mnie, czy przyjmuję to i przez chwilę pomyślałam, że może powinnam oddać moje miejsce tatusiowi, bo on tak duzo pracuje, a pewnie nigdy nie będzie miał okazji lecieć klasa premium albo mamie, bo wygląda na bardzo zmęczoną. Tylko potem się zastanwiwam kto niby zostanie z dzieciakami i tylko posyłam całuska w stronę rodziny i znikam w pierwszej klasie. Doneczka to nie wziełam pod uwagę, bo on jest moim chłopakiem, więc i tak ma w życiu jak w pierwszej klasie.
Co to było za przeżycie to ja nie mam pytań. Szampan zanim zdążyła moja dupcia na fotelu się dobrze usadzić. Szlafrok, kaciuszki i opaska na oczy, żebym mogła spać. Później potrawy się nie kończyły, dopiero jakoś po trzeciej godzinie lotu wstałam, już absolutnie pijana i chciałam sprawdzić jak tam moja rodzinka się miewa, więc podeszłam do ich rzędu i tak staje zadowolona z siebie patrząc jak się tam gnieżdżą jedno na drugim. Pogadalam sobie trochę i dałam braciom jakieś fanty, które im wyniosłam, ale troche mi przeszkadzało jak dużo ludzi jest i jak ciasno jest w economy i zanim się Perezy zorientowały i powiedzieli, że mam się z nimi pozamieniać, to znów znikam w pierwszej klasie.

Cztery godziny później stałam sobie z walizeczką i rozmawiałam zachwycona z najprzystojniejszym mężczyzną na świecie, z którym przegadałam prawie całe trzy ostatnie godziny lotu. Wpatruję się w niego jak w obrazek i dopiero, kiedy widze moją rodzinę i Doneczka na horyzoncie, jak wychodza z tłumem, to żegnam się z nim i jeszcze spoglądam tak tęsknie, bo piękny był. On też za mną tęsknie spojrzał, mam nadzieję, że się jeszcze zoabczymy w Barcelonie!
- I jak tam lot? - witam ich cała w skowronkach, zupełnie jakbym wcale nie spędziła właśnie jakiś najlepszych ośmiu godzin w moim życiu.

ekipa
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”