-
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole againnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
W teorii zatem miały mniejszą ilość pracy... Zwłaszcza po tym jak Evina przemyślawszy kilka spraw w końcu zaangażowała do współpracy detektyw Lauren Whitehouse, która może i nie była jej wymarzoną partnerką, ale za to posiadała przynajmniej część umiejętności, które były przydatne dla Swanson. Mogła więc powierzyć jej część obowiązków i samej skupić się bardziej na rodzinie. Zwłaszcza, że jednak ostatnio nie było najlepiej między nią i Zaylee. W pewnym momencie nawet poczuła, że za bardzo zbliża się do swoich błędów z przeszłości, które doprowadziły do rozpadu jej poprzedniego małżeństwa, a tego z pewnością nie chciała. Zwłaszcza, że na dobrą sprawę były po ślubie ledwie dwa miesiące.
Formalności związane z adopcją Sama miały się już ku końcowi. Chłopiec praktycznie lada dzień miał zostać oficjalnie ich synem i z nimi zamieszkać. Dlatego też postanowiły zrobić coś dla niego, aby faktycznie poczuł, że ma w domu miejsce wyłącznie dla siebie.
Dawny pokój gościnny, który zajmował dotychczas miał zamienić się w pokój dziecięcy z prawdziwego zdarzenia. Oznaczało to wymianę mebli, a także przemalowanie ścian na przyjemny dla oka niebieski kolor, który na pewno spodoba się dziesięciolatkowi.
Szczęśliwie większość małżeńskich sprzeczek ograniczała się raczej do dyskusji na temat tego, gdzie powinny lepiej postawić biurko, a gdzie miałaby stanąć komoda. Było to na pewno dużo zdrowsze niż skakanie sobie do gardła z powodu toczącego się śledztwa.
- I jak myślisz? - zapytała jeszcze żonę, obrzucając okiem jedną ze świeżo pomalowanych ścian.
Nie widziała nigdzie potencjału na dokonanie poprawek, ale może perfekcjonizm Zaylee sprawi, że jednak znajdzie ona jakieś niedociągnięcia. Na razie jednak wszystko wydawało się w najlepszym porządku. W końcu Evina miała doświadczenie remontowe, które wykorzystywała już wielokrotnie w całym swoim życiu.
Prawdopodobnie właśnie to doświadczenie powinno ją nauczyć tego, że gdy ma się zwierzaki to lepiej było dwukrotnie sprawdzić czy drzwi do malowanego pomieszczenia były zamknięte, aby jakiś pocieszny czarny kocur przypadkiem nie wszedł w korytko, którego dno wciąż było pokryte cienką warstewką farby...
zaylee miller
-
nikt nie chce wiedzieć, co tam było między nami
ale ja nie chcę zapomnieć lata
śmialiśmy się razem tak pijani,
jak pytałaś mnie o której muszę wracać
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przez to wszystko nawet nie zarejestrowała, jak szybko dopełniały się formalności związane z adopcją Sama. Jeszcze niedawno tonęły w stosie dokumentów i uczestniczyły w kolejnych rozmowach, a lada dzień chłopiec miał zamieszkać z nimi na stałe. Jednak w porę zorientowały się, że wypadałoby wyremontować pokój, który przypadnie do gustu dziesięciolatkowi. Młody musiał mieć swoje miejsce. Takie, w którym będzie trzymał swoje rzeczy, odrabiał lekcje i demonstracyjnie trzaskał drzwiami, kiedy matki zaczną działać mu na nerwy.
— Myślę, że już dawno przestaliśmy przypisywać chłopcom kolor niebieski, a w psychologii ten kolor kojarzy się z emocjonalnym chłodem — stwierdziła, przyglądając się pomalowanej ścianie. — Ale wygląda dobrze. Tylko tutaj nie dociągnęłaś — sięgnęła po pędzel i przeciągnęła nim po łączeniu, gdzie został ledwie widoczny, jaśniejszy ślad. Nie byłaby sobą, gdyby się do czegoś nie dojebała. — Myślisz, że Samowi się spodoba? — zerknęła na żonę. O ile jeszcze tydzień temu jego ulubionym kolorem był niebieski, o tyle miesiąc wcześniej wariował na punkcie pomarańczowego. Równie dobrze jutro mógłby stwierdzić, że jednak najbardziej lubi zielony.
Farba, którą wybrały i która dla Swanson była przyjemnym odcieniem, profesjonalnie nazywała się Wiosennym Deszczykiem. Wiosenny, kurwa, deszczyk. Cokolwiek miało to oznaczać. W sklepie powiedzieli im, że dobrze sprawdzi się w niewielkiej sypialni, bo optycznie powiększa przestrzeń. Zaylee to przekonało.
Spuściła wzrok, próbując zetrzeć z dłoni plamę po farbie, kiedy zza jej pleców dobiegło ciche miauknięcie. Odwróciła się gwałtownie i dostrzegła Rademenesa, który najwyraźniej pomylił kuwetę malarską z tą kocią. Miller fuknęła pod nosem, zupełnie jak kot, i przeniosła poirytowane spojrzenie na żonę, choć w jej oczach dało się dostrzec pewne rozbawienie.
— Jak go nie złapiemy, to wszędzie zostawi niebieskie odciski łapek — zauważyła, zresztą całkiem słusznie. Niby i tak czekały je generalne porządki, ale producent zapewniał, że farba jest niezmywalna, więc kiedy zaschnie, ciężko będzie ją potem doszorować. Koronerce kompletnie nie widziało się zeskrobywanie jej paznokciami. Dopiero co wczoraj pomalowała je sobie na czarny jak jej serce kolor.
Evina J. Swanson
-
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole againnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Młody miał spędzić u nich kolejny weekend, więc chciały go zaskoczyć wykończonym pokojem, który był skrojony pod jego gusta. Wiedziała, że na pewno się ucieszy z tego, że miał swój prawdziwy własny kąt, a nie jedynie pomieszczenie, w którym spał i trzymał swoje rzeczy. Powinien się czuć u nich jak w domu, a zapewnienie mu takiej przestrzeni było istotne dla tego wszystkiego. Potem pewnie i tak wprowadzi tam swoje drobne poprawki przez dodanie kolejnych akcesoriów i elementów wyposażenia. Na to jednak był czas, a Sam na spokojnie będzie mógł się urządzić tam jak tylko będzie chciał.
- Zostawmy może utrwalone stereotypy i jakąś wydumaną psychologię - rzuciła, zerkając w kierunku żony, ale nie wypowiadała tych słów z irytacją, z jaką pewnie zrobiłaby parę dni temu. - Sammy lubi niebieski, a te wszystkie rzeczy ze Star Wars będą dobrze wyglądać na ich tle.
Obie nie były kimś, kto szczególnie przejmowałby się tym, co wydawało się być adekwatne dla chłopców, a co dla dziewczynek. Jeśli Sam oświadczyłby, że lubi różowy to postarałyby się zaaranżować pokój w podobnym odcieniu. Z tym, że trafiły na dosyć typowego chłopca, który lubował się w piłce nożnej, kosmicznych akcjach i strzelankach na konsoli.
- Myślę, że tak. Na razie dostał, co najważniejsze i miejsce do wyeksponowania zabawek, a potem pojedziemy z nim na zakupy jeśli będzie chciał sobie dokupić coś nowego - odpowiedziała, obrzucając uważnym spojrzeniem pokój, do którego jeszcze nie wstawiły kartonów z meblami do złożenia.
Nie zaskoczyło jej w ogóle to, że Miller zdążyła dojrzeć fragment ściany, który został pociągnięty cieńszą warstwą farby. Całe szczęście nie było to nic, czego nie naprawiłby pojedynczy ruch pędzlem.
- No i idealnie - oceniła, podchodząc bliżej, aby objąć koronerkę ramieniem.
Wykonały kawał naprawdę solidnej roboty i już mogły zacząć być z siebie dumne. Szkoda tylko, że pewien mały szkodnik postanowił im to nieco zepsuć o czym świadczyło drobne miauknięcie.
- Wiem o tym - mruknęła, bo specjalnie wybierały farbę, która wedle zapewnień w sklepie budowlanym miała być trwała i idealna do zmywania z niej zabrudzeń.
Żadna z nich nie chciała na kolanach zapieprzać z rozpuszczalnikiem, który mógłby zniszczyć powierzchnię paneli czy czegokolwiek innego, czego dotknąłby się kocur. Wiosenny Deszczyk może i prezentował się cudownie na ścianacj pokoju dziecięcego, ale niekoniecznie chciały go na podłodze i meblach w postaci stempli z kocich łapek ich niesfornego kota.
Ruszyla w kierunku kuwety malarskiej, ale Rad zdążył już wyczuć doskonale jej intencje i z żałosnym miauknięciem wyskoczył ze dwojego mokrego placu zabawy, aby czmychnąć przez uchylone drzwi, które niedomknęły się przez pokrywającą framugę folię.
- Mała cholera... Poleciał na dół! - rzuciła w kierunku małżonki zanim puściła się biegiem do położonego niżej salonu.
Mogły się jedynie modlić o to, że w Rademenesie nie odezwie się teraz ochota na to, aby poskakać po wszystkich meblach.
zaylee miller
-
nikt nie chce wiedzieć, co tam było między nami
ale ja nie chcę zapomnieć lata
śmialiśmy się razem tak pijani,
jak pytałaś mnie o której muszę wracać
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Czy miała pretensje do Swanson? Oczywiście, że tak. Czy miała zamiar jej wszystko wygarnąć? Nie. To nie miało sensu. Widziała, że żona stara się, żeby wszystko wróciło na właściwe tory, i nie zamierzała skreślać tego przy pierwszym lepszym kryzysie. Gorzej, jeśli sytuacja zacznie się regularnie powtarzać, a one oficjalnie zostaną matkami dziesięcioletniego chłopca. Wtedy wszystko stanie się znacznie bardziej skomplikowane i będą musiały myśleć również o jego szczęściu.
— Pewnie, gdybyśmy zostawiły ściany w takim stanie, w jakim były dotychczas, to i tak byłby zachwycony — stwierdziła, bo istniało spore prawdopodobieństwo, że po prostu za bardzo się starały, a jemu i tak byłoby wszystko jedno. Zwykle cieszył się z małych rzeczy i właściwie ze wszystkiego, co dostawał. Ostatnio nawet usilnie starał się to pokazywać, co chyba miało być zadośćuczynieniem za jego wcześniejsze zachowanie. Przynajmniej Liam wybaczył mu swoje okropne zachowanie i wszystko wskazywało na to, że chłopcy zdołali dojść do porozumienia. Trudno było powiedzieć, czy wyniknie z tego trwała przyjaźń, ale na razie Młody nie robił żadnych głupstw.
— Na tej ścianie zamontujemy dwie półki, na których będzie mógł poustawiać figurki i książki — wskazała głową na pomalowaną na niebiesko ścianę, gdzie miało stanąć łóżko. Biurko natomiast miało mieć swoje miejsce pod oknem. Zaylee uparła się, że to najlepszy układ, bo zależało jej, żeby podczas odrabiania lekcji Sammy miał jak najwięcej naturalnego światła.
Spojrzała dumnie na swoje dzieło. Nie zrobiła właściwie nic. Była jak jebana Katarzyna Dowbor, która w programie Nasz Nowy Dom przychodziła na gotowe i dodawała od siebie jakiś bzdurny kwiatek, oznajmiając, że teraz dopiero wszystko jest gotowe. Ale to nie tak, że Zaylee nie zamierzała się wykazać, okej? Nie bała się pobrudzić. To byłoby naprawdę niezwykła obawa dla kogoś, kto na co dzień babrał się po łokcie w zwłokach.
Mogłaby trwać w objęciu jeszcze długo, gdyby nie kot, który postanowił zrobić sobie rajd po pokoju, a potem wybiegł na korytarz, nie dając się złapać Evinie. Miller jęknęła żałośnie, zupełnie jak Rademenes miaukną chwilę wcześniej.
— Zaraz mnie popierdoli — warknęła pod nosem i ruszyła za zbiegającą po schodach żoną. Radowie oczywiście chciało się skakać po meblach. I to jeszcze jak! Od razu wskoczył na fotel, ale zaraz zmienił swoje położenie, wcierając pobrudzone łapki w oparcie w nowiutką narzutę na kanapie. — Zabiję go. Przysięgam, że powyrywam mu wszystkie kłaki — zagroziła, co oczywiście nijak miało się do prawdy. — Poczekaj — chwyciła Evinę pod ramię, zanim ta zdążyła wykonać jakikolwiek ruch. — Zaczaimy się na niego. Ja pójdę od tyłu, a ty z tej strony — poleciła, opracowując zasadzkę. Co mogło pójść nie tak? Pewnie, kurwa, wszystko.
Evina J. Swanson