ODPOWIEDZ
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

21
Podwinęła nogi i usiadła po turecku w jednej z kościelnych ław. Wybrała miejsce po środku pomieszczenia, uznając, że stąd będzie miała najlepszy widok na wszystko. A było przecież na co patrzeć. Lubiła kościoły i aurę, która je otaczała. Nie przepadała za tłumami, które się w nich gromadziły. Nic dziwnego więc, że wybrała tak wczesną godzinę, żeby tu wejść. Dobrze, że drzwi do świątyni są zawsze otwarte. Świt oferował całkiem inne zjawiska estetyczne niż zachód. Bardziej pasował jej do ośrodka kultu, w którym się znalazła. Była ciekawa, jak to miejsce będzie wyglądało skąpane w ostrym porannym świetle i co jest w stanie z niego wynieść, by przenieść to do własnej sztuki.
Wyjęła z torby szkicownik i otworzyła go na pustej stronie. Postukała ołówkiem w brzeg, zastanawiając się, od czego powinna zacząć. Nie miała żadnego konkretnego planu na tę wizytę. To miał być po prostu trening, próba znalezienia nowych inspiracji. Bardzo często rysowała kompletnie bez celu. Czasem po prostu zaczynała bez żadnego pomysłu i pozwalała, by to ciało decydowało, co ma pojawić się na kartce. Tym razem to też wydawało jej się dobrym pomysłem. Jedyne, co w tym momencie demolowało kościelną ciszę to szum rysika na papierze. Właściwie to uznawała za pewien minus tej instytucji. Nie była fanką ciszy. Wolałaby, żeby otaczały ją teraz jakieś anielskie chóry albo przynajmniej organista. Byle tylko nie śpiewał, bo to zawsze doprowadzało ją do ciężkiej kurwicy.
Sięgnęła znowu do torby i wyjęła z niej paczkę papierosów. Wyjęła ze środka jedna fajkę i zapalniczkę. Nie zauważyła na wejściu żadnego znaku o zakazie palenia, a na dodatek kopcenie kadzidłami było tutaj na porządku dziennym, więc nikt chyba nie powinien mieć do niej żadnych pretensji? Oby, bo nie chciała, by ktoś jej niepotrzebnie przerywał w trakcie rysowania. Skupiła się na szkicowaniu ołtarza. Musiała dodać do niego coś od siebie. Sam w sobie wyglądał ładnie, ale był... zwyczajny. A przynajmniej standardach kościelnych. Przydałoby mu się delikatne odświeżenie. Albo chociaż nowe postaci. Sam Jezus na krzyżu był przecież taki oklepany. Z tego właśnie powodu zaczęła dorysowywać siedzącą na ołtarzu zakonnicę. Brakowało jej jeszcze wielu szczegółów, była na razie bardzo prostą sylwetką, ale w głowie Cross była już oczywiście gotowa. Wystarczyło poczekać, aż jej wizja pojawi się na kartce.
Podniosła odruchowo wzrok, słysząc niosące się z daleka kroki. Nie była pewna, czy to jakiś zagubiony wierny czy ksiądz, któremu przypomniało się, że jest w robocie, ale w sumie co za różnica? Zaciągnęła się papierosem i wzruszyła ramionami. Wypuściła dym w stronę ołtarza, by nie zaczadzić notesu i wróciła jak gdyby nigdy nic do rysowania.

Harry Dillion
Werka
dogadamy się
26 y/o
For good luck!
176 cm
organista St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
organista w kościele objęty programem ochrony świadków, więc tajemniczy mocno
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Nie licząc ostatniego miesiąca, który spędził na zamiataniu marmurowych podłóg albo czyszczeniu ambony noga Harry’ego nie stanęła w kościele, odkąd skończył osiemnaście lat. Został wychowany jako katolik, gdyż zarówno jego matka, jak i dziadkowie, chodzili do kościoła co niedzielę i święto. Nie potrafił jednak stwierdzić, kiedy nastał ten moment, w którym uznał, że nie wierzy już w Boga. Nie miał pojęcia, dlaczego uznał, że wiara w jakąś siłę wyższą przestała mieć dla niego sens. Był jednak pewny, że nie miało to nic wspólnego z tym, że zaczął się uczyć. Czasami jego babka, gdy jeszcze żyła, twierdziła, że to właśnie studia odwiodły go od Boga, jednak, gdyby wiedziała, że w szpitalu najłatwiej było uwierzyć w cuda, to przekonałaby się, że powód musiał tkwić w czymś innym. Nie chciał się nad tym zastanawiać, zwłaszcza że teraz spędzał niemal każdy dzień w swoim kościelnym więzieniu. Mogłoby się wydawać, że w sumie nie powinien w tym miejscu myśleć o swoim braku wiary, ale cóż… ze wszystkich rzeczy, które musiał udawać, udawanie wierzącego przychodziło mu najtrudniej. A nie wierzył przecież w bluźnierstwa, bo niby przeciwko komu miałby to robić.
   Wnętrze kościoła mu się jednak podobało, dlatego tak bardzo lubił tu sprzątać. Podobał mu się jasny wystrój wnętrza oraz to, w jaki sposób rozchodziły się tutaj dźwięki. Zdawać by się mogło, że niemal widzi fale dźwiękowe odbijające się od ścian i kolumn, jakby był jakimś nietoperzem albo delfinem. Chociaż w sumie nie wiedział, czy właśnie tak działała echolokacja. Nie uczono takich rzeczy na medycynie, jednak, teraz gdy już o tym pomyślał, to wiedział doskonale, co będzie robić w nocy. I tak nie mógł spać, więc czemu nie mógł pouczyć się o tym jakże ciekawym zagadnieniu? W tym samym momencie przypomniał sobie, że nie pamiętał dokładnie (co było dla niego nowością) kiedy ostatnio uczył się czegokolwiek. W sumie to sam ten pomysł całkiem go ucieszył. Teraz miał jednak kilka rzeczy do zrobienia.
   Poczekał cierpliwie, aż wszyscy wierni opuszczą wnętrze świątyni, odczekał jeszcze kilka minut po tym, gdy ogromne drewniane wrota się zamknęły i wyszedł z zakrystii. Założył słuchawki. Pomagało mu to pozbyć się z czaszki wibracji, które wywołane były przez wibrujące organy. Nie zdążył się jeszcze przyzwyczaić do tego uczucia, chociaż grał w tym miejscu już wielokrotnie. Zaczął zamiatać. Na początku omiótł zakrystię, a później przeniósł się pod ołtarz. Nigdy nie miał w zwyczaju rozglądać się po wnętrzu, bo przecież nikogo się tutaj nie spodziewał, jednak niemal od razu, gdy znalazł się pod ołtarzem, to coś przykuło jego uwagę. Skupił spojrzenie na wystającej znad ław głowie. Obecność kobiety nie wydała mu się ani dziwna, ani też podejrzana, bo nie był to pierwszy, i z pewnością nie będzie ostatnim, przypadek, gdy jakiś wierny z jakiegoś powodu postanowił zostać w środku dłużej. Proboszcz nazywał to usłyszeniem głosu Bożego, Harry określał to chwilą na próbę uporania się ze swoimi problemami. Znał to doskonale, bo chociaż nie był wierzącym człowiekiem, to potrafił przyznać, że kościół był przyjemnym miejscem do rozmyślania na temat swoich trudów i zmartwień. Postanowił więc dać kobiecie spokój i zamiatał dalej.
   Coś szybko jednak przykuło jego uwagę – zapach. Znał zapach nikotyny, więc był przekonany, że nieznajoma wyciągnęła papierosa i zaczęła palić. Odłożył miotłę, opierając ją o najbliższą ławę i zbliżył się do kobiety.
   – Przepraszam najmocniej, ale tutaj nie wolno palić – powiedział, podchodząc do kobiety.

River Cross
Harry wikary
nuda i brak zaangażowania
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W murach kościoła każdy powinien czuć się bezpiecznie. Nawet grzesznicy. Gdzie, jak nie tu, mieli szukać ukojenia i szansy na rozpoczęcie od nowa? Tutaj boża aura powinna być najsilniejsza. Powinna składania ich do zmiany życiowych priorytetów, do żałowania podjętych decyzji i nabrania pewności, że nie są sami na tym świecie, bo gdzieś tam w nieokreślonym miejscu ktoś cierpliwie na nich czeka. River zdecydowanie zaliczała się w poczet grzesznic. Nigdy nie przywiązywała wagi do żadnego z przykazań, które traktowała jak ciekawostkę mitologiczną. Nikt w jej rodzinie nie był wierzący, nie miała po kim odziedziczyć tych tradycji. Religią zainteresowała się sama, bo uznała ją za wyjątkowo intrygujące i dziwaczne zjawisko. Kościoły i cmentarze od lat przyciągały ją do siebie wyjątkową aurą, której nie łączyła w żaden sposób z potencjałem na życie wieczne. Podobało jej się to doczesne, które wiodła na ziemi. Wyjątkowo podobały jej się też decyzje, które podejmowała i które na pewno zostałyby uznane przez Stwórcę za wyjątkowo nietrafione. Nie była jakąś najgorszą grzesznicą świata. Nie krzywdziła tych, którzy na to nie zasłużyli, nikogo nie zabiła, ani w ogóle nic z tych rzeczy. Po prostu lubiła czerpać z życia przyjemność... a mimo wszystko nie miała żadnych wątpliwości, że pasowała do tych murów jak pięść do nosa.
Oderwanie od tego świata było tylko kolejnym argumentem, by tu zostać i próbować interpretować go po swojemu. Lubiła wyzwania i nie cofała się przed niczym, co potencjalnie mogło być straszne i przynieść opłakane skutki. Wręcz przeciwnie. Zżerała ją ciekawość, co się wydarzy, jak będzie w to brnąć dalej. Strzelała, że dokonywała w tym momencie co najmniej kilku świętokradztw, ale mogła co najwyżej tylko żałować, że nie była w stanie podać ich dokładnej liczby i pomnożyć ich przez cztery. Musi doedukować się jeszcze bardziej, bo jak inaczej ma działać na przekór?
Podniosła wzrok, gdy usłyszała niedaleko męski głos. Nie spodziewała się zobaczyć przed sobą młodego chłopaka z miotłą. Wyjęła papierosa z ust tylko po to, by wypuścić dym i przyjrzała się nieznajomemu bardzo uważnie. Bez żadnego skrępowania zlustrowała jego sylwetkę z góry do dołu, jakby na starcie oceniała go w tylko sobie znanych kategoriach.
— Czemu? — zadała pierwsze pytanie, jakie przyszło jej do głowy. Kościoły rządziły się własnymi prawami. Można było tu robić wiele rzeczy, które w innym otoczeniu były nie do pomyślenia, więc czemu miała zakładać, że palenie nie było jedną z nich? Nie miała zamiaru gasić papierosa bez logicznego uzasadnienia.
— Księża nie powinni chodzić w habitach? — dopytała jeszcze, niespecjalnie rozumiejąc, czemu facet przed nią nie miał go na sobie. Na moment zatrzymała nawet wzrok na jego szyi, ale nie dostrzegła na niej koloratki, która mogłaby być najprostszym usprawiedliwieniem.

Harry Dillion
Werka
dogadamy się
26 y/o
For good luck!
176 cm
organista St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
organista w kościele objęty programem ochrony świadków, więc tajemniczy mocno
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Trudno było nie zgodzić się z tym stwierdzeniem. Jeśli ktoś zapytałby Harry’ego o to, co sądzi o kościołach, to pewnie odpowiedziałby, że są one tym, czym każdy budynek, który widać. Owszem, były one bardziej zdobne, większe i często bardziej rzucały się w oczy, ale pełniły tę samą funkcję, co każdy budynek – miały zapewniać bezpieczeństwo zgromadzonym w nich ludziom. Kościoły oczywiście stanowiły również miejsca kultu, a więc spełniały rolę kulturową i religijną, a to z jakiegoś powodu stawiało je ponad inne budynki, jak na przykład piekarnie czy posterunki policyjne. Nie wiedział, dlaczego i z jakiego powodu to wynikało, bo mógłby się kłócić o to, który z tych budynków był ważniejszy i bardziej przydatny społeczeństwu. Jego podejście do religii przestało przypominać to, które posiadał jeszcze dziesięć lat temu i obecnie uważał, że nie była ona nikomu potrzebna. Bo jeśli ktoś potrzebował religii, żeby być dobrym człowiekiem, to coś z tym człowiekiem było nie tak. Religia nie powinna być wyznacznikiem ludzkiej moralności, ale niestety właśnie taką rolę spełniała.
   A on, od kilku tygodni, musiał udawać, że się z tym zgadza.
   Normalnie pozwoliłby dziewczynie robić, co chciała, bo w normalnym świecie i życiu, które posiadał jeszcze nie tak dawno temu, jedyne co by go obchodziło, to fakt, że kobieta niszczy sobie zdrowie paleniem papierosów. No ale i tak pewnie nie miałby ochoty zwracać jej uwagi, bo mało by go obeszła. W końcu było to jej życie, z którym mogła sobie robić, co chciała. Teraz nie obchodziło go to, że paliła papierosa. Jedyne co go interesowało to fakt, że robiła to tutaj, na jego oczach.
   – No jak to czemu? – zapytał, jakby nie docierało do niego pytanie dziewczyny. Nie znał jej, nie przypominał sobie, by kiedykolwiek widział ją w kościele, a pamięć miał nadzwyczaj dobrą, więc jej twarzy tak łatwo by nie zapomniał. Odchrząknął, krzyżując ręce na piersi. – Po pierwsze to zabytkowy budynek, po drugie miejsce publiczne, po trzecie lubimy tu czystość a po czwarte zarówno ławy jak i podłoga były bardzo drogie, więc ich uszkodzenie czy też zabrudzenie może okazać się sporym odciążeniem dla twojej kieszeni – zaczął wymieniać. Najbardziej jednak chodziło mu o to, że jeśli proboszcz przyłapałby go na tym, że nie zwrócił dziewczynie uwagi, to oberwałby po głowie. Z resztą siedząca przed nim kobieta również by oberwała, nie mówiąc o tym, że zostałaby postraszona policją, bo chociaż proboszcz był człowiekiem dość spokojnym i luźnym w obyciu, to surowo podchodził do tego, co robiło się w kościele. W końcu za niego odpowiadał.
   – Habity noszą tylko zakonnicy lub zakonnice… tak się składa, że nie musimy nosić nawet koloratek – powiedział, uśmiechając się. Brak specjalnego odzienia znacznie ułatwiał mu to całe udawanie, bo gdyby musiał przywdziewać ten biały karton pod szyją, to jego życie tutaj stałoby się jeszcze bardziej nie do zniesienia. – Poza tym, ja jestem tylko wikarym i organistą, a nie proboszczem, więc mogę chodzić ubrany tak, jak reszta parafian – wyjaśnił dodatkowo. Oczywiście było to lekkie kłamstwo, bo teoretycznie nie był wikarym. Nie miał nawet święceń, więc nie było mu wolno robić niczego, co wiązało się z jakąkolwiek posługą kapłańską. Mógł jedynie grać na organach. Na szczęście niewiele osób znało się na kościele i prawach, którymi się one rządziły, więc nie zadawali pytań.
   – A co ty tu robisz? Msza zakończyła się już jakiś czas temu, a nie sprawiasz wrażenia osoby, która chce pobyć w boskiej obecności – zaryzykował pytanie.

River Cross
Harry wikary
nuda i brak zaangażowania
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie łączyła w żaden sposób pracowników tego budynku z autorytetami. Na pewno wielu wiernych speszyłoby się po pierwszej uwadze, jaką zwrócono im w domu bożym, a już szczególnie, gdyby zrobił to ksiądz. Porzuciliby wszystkie swoje naturalne i ludzkie odruchy, byle tylko nie podpaść. Cross nie miała w tym wielkiego doświadczenia, ale miała wrażenie, że religia głównie opierała się na zakazach oraz wychodzeniu ze skóry, byle tylko mieć jak najmniej wspólnego z samym sobą. To było skrajnie nie w jej stylu. Stojący przed nią mężczyzna mógłby być równie dobrze papieżem, a zrobiłby na niej takie samo wrażenie, czyli niewielkie. Wysłuchała z uwagą jego wytłumaczenia, wciąż nie gasząc papierosa. Wręcz przeciwnie. Pokiwała głową, na znak, że naprawdę słucha, w tym samym czasie zaciągając się fajką. Wydmuchała dym gdzieś na bok, bo nie była aż tak bezczelna, by oczadzać człowieka, którego widziała pierwszy raz na oczy.
— A nie pomyślałeś, że stać mnie na takie zniszczenia? Ja wiem, że to kościoły są mistrzami w zbieraniu funduszy, ale my, maluczcy, też mamy jakieś talenty. — Spojrzała na niego z rozbawieniem i wreszcie odsunęła papierosa od ust. Rozejrzała się na boki, ale oczywiście nie dostrzegła w zasięgu wzroku żadnej popielniczki. Wyjątkowo niepraktyczne miejsce. Zmuszona improwizować, zgasiła fajkę o siedzisko ławy, na której siedziała. Przycisnęła ją na tyle mocno, by nie podpalić od razu całej drewnianej konstrukcji, bo to faktycznie byłby spory problem. W rzeczywistości nie należała do bogaczy i gdyby jakimś, heh, cudem zostałaby wkręcona w obowiązek zapłaty za remont kościoła, to miałaby poważny problem. Nie chciałaby się zadłużać, a już na pewno nie przez instytucję taką jak ta. Pieniądze nigdy nie były dla niej najważniejsze, ale musiała się wreszcie nauczyć, jak w ich kwestii zachowywać zdrowy rozsądek. Pewnie mogłaby się wiele nauczyć przebywając w tych murach, ale sposoby gromadzenia funduszy przez większość religii również stały w sprzeczności do większości jej zasad moralnych, więc musiała wypracować własne metody, żeby mieć na czynsz.
— Czyli przez to, że jesteś niższy stopniem, możesz się jeszcze ukrywać? Niespecjalnie to praktyczne. Na początku drogi przecież możesz być jeszcze niepewny, a oni dają ci możliwość kuszenia losu? Słabo. Potrzebujesz, żeby ktoś się przekonał do porzucenia celibatu? — Przekrzywiła nieznacznie głowę i znów zlustrowała go uważnym spojrzeniem, jakby oceniała, czy sama nadawałaby się do takiej roli. Po jej tonie trudno było mieć pewność czy żartuje, czy faktycznie składa mu jakieś niemoralne propozycje. Obie opcje były tak samo prawdopodobne. Nie przyszła tu wprawdzie, żeby bałamucić młodych chłopców albo sprowadzać na nich inne pokusy, które mogłyby ich bardziej interesować niż sama Cross, ale plany zawsze mogą się zmienić.
— Szczerze mówiąc liczyłam, że jakaś tajemnicza obecność mnie natchnie do dokończenia rysunku — wyjaśniła, obracając w jego stronę notes. Szkic nie był jeszcze dokończony, ale już teraz bez problemu dało się rozpoznać tutejszy ołtarz. Siedząca na nim zakonnica opierała się dłońmi złączonymi między szeroko rozsuniętymi udami o blat. Nachylała się w stronę widza, ewidentnie czegoś oczekując. Cross chyba faktycznie niespecjalnie znała się na habitach, bo raczej w żadnym zakonie nie oferują ich z tak wysokim rozcięciem na udach.

Harry Dillion
Werka
dogadamy się
26 y/o
For good luck!
176 cm
organista St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
organista w kościele objęty programem ochrony świadków, więc tajemniczy mocno
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Uśmiechnął się. On również nie był typem osoby, która uważała, że pracownicy kościelni byli autorytetami. Zresztą niewiele było zawodów, przed którymi czuł respekt. Oczywiście może źle to brzmiało, ale nie powinno czuć się szacunku do profesji, a do ludzi, którzy ją sprawowali. Bo przecież ludzie byli różni i nie ważne, czym się zajmowali, mogli być mili i dobrzy, ale również mogli być najgorszymi, których spotkało się na swojej drodze. Nawet w swojej poprzedniej pracy lekarza, natknął się na takich, którzy byli okropnymi ludźmi i przy których zastanawiał się, jak to się stało, że zdecydowali się na pracę z innymi ludźmi. Oczywiście byli też tacy, którzy byli stworzeni do tej pracy. Harry miał nadzieję, że zaliczał się właśnie do tej drugiej grupy, jednak już nigdy nie przyjdzie mu się o tym dowiedzieć.
   – Nie śmiałem zarzucać, że pani nie stać na naprawę uszkodzeń – zaczął, unosząc dłonie w obronnym geście. Bo oczywiście nie takie były jego zamiary. W sumie to, jeśli miał być szczery, to nie sądził, że dziewczyna odbierze jego słowa właśnie tak. Przestał się uśmiechać, bo w sumie nie chciał wyjść na jakiegoś dziwaka. Wiedział, że Amerykanie mają w zwyczaju uśmiechać się do obcych ludzi, ale w innych krajach mogłoby to zostać odebrane negatywnie. Jego twarz nie straciła jednak przyjacielskiego oblicza, a przynajmniej taką miał nadzieję. – Chodziło mi o to, że lepiej wydaje się pieniądze na siebie niż na niepotrzebne naprawy, których można uniknąć – zaczął, kiwając głową z przekonaniem. Jemu prędzej uschła by ręka, niż wydałby pieniądze na coś, na co nie musiał. Dlatego właśnie chyba lepiej było unikać wyrządzania szkód. Nie mówiąc już o tym, że kościół jako budynek zabytkowy był objęty swoimi prawami o ochroną, więc za jego uszkodzenie groziły najróżniejsze kary, nie tylko pieniężne. – Oczywiście zachęcam do składania ofiar – wskazał dłonią na drewnianą skrzynię, która stała przy jednym z mniejszych ołtarzy i która służyła do wrzucania datków i ofiar pieniężnych. – Co łaska – uśmiechnął się ponownie, bo nie zakładał, żeby dziewczyna rzeczywiście chciała wesprzeć kościół. Nie dziwił jej się, on sam też tego nie robił i jedyne pieniądze, jakie tam wrzucał to te, które znalazł na marmurowej posadzce podczas sprzątania. Nie był może wierzący, jednak nie uważał, by zabieranie pieniędzy z kościoła było najlepszym pomysłem.
   Obserwował dziewczynę, jak trybiki w jej głowie zaczynają pracować i wybierać odpowiednie zakończenie tej całej wymiany zdań. Ulżyło mu, gdy zdecydowała się jednak zgasić papierosa, chociaż nie był zadowolony ze sposobu, w jaki to zrobiła. Nie wiedział, co chciała na tym ugrać, że tak butnie zgasiła papierosa o ławę, jednak postanowił ugryźć się w język. A przynajmniej na razie.
   Prawie wybuchnął śmiechem, gdy usłyszał jej kolejne pytanie. W sumie trochę się jej nie dziwił, bo gdyby sam nie interesował się kościołem, nie miał o nim zielonego pojęcia, to pewnie też pakowałby wszystko do jednego wora.
   – To kościół anglikański, nie katolicki… celibat nie jest wymagany wśród księży w tej denominacji – powiedział, a na ustach wykwitł mu zadziorny uśmiech. No tak, nie ukrywał, że sprawa celibatu była dla niego istotna, bo gdyby wpakowali go do kościoła katolickiego, gdzie miałby udawać księdza z prawdziwego zdarzenia, to pewnie wolałby już dostać tę kulkę w głowę mieszkając w Nowym Jorku. – Nikt więc nie musi mnie skłaniać do porzucania celibatu – zaśmiał się. Nie żeby był osobą rozwiązłą, ale w czasach jego mieszkania w Nowym Jorku nie miał problemów z poznawaniem nowych partnerów i spędzaniem z nimi swoich nocy. Tutaj musiał się pilnować, nie dlatego, że nie chciał nikogo poznawać, ale dlatego, że nie chciał trafiać na języki ludzi i ściągać na siebie uwagi. Pewnie dostałby za to po głowie. Agent, który się nim zajmował i pilnował go mówił mu zawsze, że musi się zachowywać. No więc starał się to zrobić.
   – Cóż… – odchrząknął lekko. – Ten kościół, chociaż ładny, to nie jest wyjątkowo strojny. Polecam te katolickie, mają lepsze witraże i ogólnie chyba lepiej służą inspiracji – powiedział, przyglądając się rysunkowi, który wydał mu się całkiem nieźle narysowany. – Mają tam też prawdziwe zakonnice i prawdziwe habity, tylko te nie mają takich rozcięć – kiwnął głową.

River Cross
Harry wikary
nuda i brak zaangażowania
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skinęła głową, zgadzając się z nim w kwestii pieniędzy. Oczywiście, że najlepiej było je wydawać na własne przyjemności! Albo na sprawianie przyjemności swoim najbliższym. Właściwie zawsze miała lżejszą rękę do wydawania pieniędzy na prezenty dla innych niż dla siebie. Nie żeby uważała, że nie zasługuje. W jej mniemaniu zasługiwała na wszystko, co najlepsze albo i więcej! Po prostu nie potrzebowała zbyt wiele do szczęścia. Nie lubiła zagracać sobie mieszkania niepotrzebnymi przedmiotami. Najbardziej lubiła wydawać na to, co dało się wykorzystać. Nieważne, czy były to materiały plastyczne, alkohol czy inspirujące podróże – byle efekt był widoczny gołym okiem. Niespecjalnie rozumiała kupowanie niepotrzebnych do niczego gadżetów elektronicznych albo wypełniania szafy markowymi ubraniami tylko przez to, że są markowe. Uwielbiała ciuchy, ale z jej umiejętnościami w kwestii szycia mogła równie dobrze kupować rzeczy z odzysku i dostosowywać je pod siebie. Z bliskimi sprawiała miała się inaczej. Jeżeli tylko wiedziała, że sprawi im radość zafundowanie jakiegoś skrajnego kretynizmu, mogła się na to rzucić. Nie znała nikogo, kto ucieszyłby się z kilkumetrowej rzeźby żyrafy wyklejonej brylancikami, ale jeżeli kiedyś pozna, na pewno ni e będzie mieć oporów przed zafundowaniem takiej glamour ozdoby.
— A im więcej ofiar zdobędziesz, tym na wyższą premię możesz liczyć? — dopytała, chcąc upewnić się, czy składanie jakiejkolwiek ofiary miało sens. Chociaż czy jakakolwiek odpowiedź sprawiałaby, że uznałaby, że miało? Raczej nie! Może jednak zainspiruje ją to w jakiś sposób do przekazania pieniędzy na cel, który faktycznie przyniesie komukolwiek jakiekolwiek korzyści? O to chyba chodziło w tej konkretnej religii, prawda? Żeby być dobrym człowiekiem i pomagać bliźnim. River miała dość miękkie serce, nie było trudno namówić ją do okazania wsparcia.
A to przepraszam. Nawet nie wiedziałam, że są takie różnice. To w sumie doskonale się ustawiłeś! Będziesz miał prestiżowy zawód, a przy okazji nie musisz się w niczym ograniczać? Imponujące — pochwaliła go. Nie znała się na detalach, którymi różniły się poszczególne odłamy tej konkretnej religii. Wersja, w której funkcjonował nieznajomy sprawiała wrażenie nieco przyjemniejszej od pozostałych, ale domyślała się, że to tylko pozory. Wszystkie religie uważała za złe z samego faktu ich istnienia i podstawowych założeń. Te drobne różnice nie zmieniały tak dużo, żeby mogła spojrzeć na nie przychylnym okiem. Niestety. Starała się jednak nie oceniać negatywnie swojego rozmówcy już na starcie i wierzyć w jego dobre intencje. To się chyba nazywa dorastanie!
— Ten też ma swój urok. Nie wszystko musi ociekać złotem, żeby wyglądało dobrze. Wszystko opiera się na klimacie i czy czujesz się w danym budynku... na miejscu. Masz tak z tymi murami? — Machnęła ręką, wskazując tym nieokreślonym gestem na otaczające ich ściany. Nie miała pojęcia, czy wikary powinien czuć przywiązanie do konkretnego budynku czy każdego domu bożego, jaki istnieje na tej planecie, a była tego naprawdę ciekawa.
— Bez tych rozcięć muszą wyglądać strasznie nudno. Nie dziwię się, że nie chodzisz w habicie. — Westchnęła smutno i znów nachyliła się nad rysunkiem, żeby móc go kontynuować. Nie starała się jednak w ten sposób ignorować swojego rozmówcy, wciąż słuchała, co miał jej do powiedzenia, po prostu nie chciała się w niego tak intensywnie wpatrywać.

Harry Dillion
Werka
dogadamy się
26 y/o
For good luck!
176 cm
organista St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
organista w kościele objęty programem ochrony świadków, więc tajemniczy mocno
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   On również lubił dawać ludziom prezenty, jednak był w tym wyjątkowo oszczędny. Nie dlatego, że był sknerą, ale dlatego że nie uważał iż każdy jego bliski zasługiwał na prezenty. Uważał sam, że prezenty powinny służyć i być dawane ludziom najbliższym, z którymi chciało się spędzać czas i chciało się zrobić dla nich coś przyjemnego. On sam niezbyt przepadał za otrzymywaniem prezentów, bo nigdy nie wiedział, jak miał się zachować i co zrobić. Zresztą w szpitalu przestrzegali ich, by nie przyjmowali prezentów od pacjentów. Nie było to na szczęście częste, a Harry nigdy nie dostał żadnego prezentu w szpitalu, co w sumie mogłoby mu powiedzieć, że jednak nie był aż taki wybitny, jak mu się wydawało. Lubił jednak wydawać kasę na siebie. Może i brakowało mu skromności, ale nie wglądałby tak dobrze, gdyby nie dbał o swój wygląd. Nawet proboszcz parafii zauważył, jak dużą liczbę kosmetyków przywiózł ze sobą Harry. I w sumie po raz pierwszy w swoim życiu zaczął doceniać to, że plebanie ociekały luksusami, bo świadomość, że miał swoją własną łazienkę sprawiła, że było mu nieco przyjemniej.
   Uśmiechnął się, uśmiech jednak dość szybko stał się lekki, niemal niedostrzegalny.
   – Kościół tak nie działa, pieniądze dla księży nie idą z ofiar – powiedział. Nie wierzył, że bronił instytucje kościelne, niemniej jednak podczas swoich długich nocy, gdy oswajał się z myślą, że nagle musi zostać księdzem, to postanowił że poczyta i dowie się pewnych rzeczy, które uprzednio pomijał albo wyrabiał swoje własne opinie. Był ignorantem, jeśli chodziło o kościoły, jednak wiele z tego wynikało z jego własnych uprzedzeń. Jako osoba niewierząca łatwo było wepchnąć wszystko do jednego wora. Nie żeby nie miał ku temu powodów, bo o sytuacji w kościele katolickim wiedział raczej każdy i ciężko było udawać, przynajmniej jemu, że wszystko jest w porządku. No bo jak miałby pozwalać sobie na to, by ktoś mówił mu, jak żyć i co robić, skoro instytucja ta zamiatała swoje poważne problemy pod dywan.
   Kościół anglikański nie był lepszy od katolickiego, jednak nie wydawał się tak problematyczny. Im dłużej i więcej o nim czytał, tym bardziej podobała mu się ta instytucja. Bo wiary nie odzyskał i pewnie już nigdy tego nie zrobi.
   – Och, różnic jest tak wiele że gdybym zaczął wymieniać, to nie wyszlibyśmy stąd do rana – przyznał, kiwając lekko głową. Bo różnic rzeczywiście było sporo – od tych mniej spektakularnych, jak chociażby w różnicach w ubiorze, ale również większych i istotniejszych, jak to, że księża nie musieli żyć w celibacie. Nie chciał jednak zagłębiać się w to, ani też nie miał zamiaru męczyć swojej rozmówczyni, która raczej nie sprawiała wrażenia przesadnie zainteresowanej tymi sprawami.
   – Mają tam ładne witraże… akurat katolicy potrafią ozdabiać kościoły i ukazywać ich boskość – ostatnie słowa niemal nie przeszły mu przez gardło, bo sam wiele razy krytykował przesadne bogactwa i zdobność świątyń. Nie był purytaninem, nie uważał, żeby kościoły miały wyglądać, jakby na szybko ktoś zbił je ze znalezionych desek. Owszem, kościoły miały prawo wyglądać ładnie, jednak nie musiało z nich bić bogactwo. No ale nie on o tym decydował.
   – Jestem tu dopiero od miesiąca, jeszcze nie zdążyłem się przyzwyczaić – odpowiedział, nieco wymijająco. Prawda była taka, że nie był i pewnie nigdy nie będzie w stanie przyzwyczaić się do tego miejsca. Nie chodziło o budynek, bo do tych nietrudno było się przywiązać. Chodziło o życie, które przyszło mu wieść.
   – Nie mnie oceniać, ale jeśli rozcięcia sprawiłyby że więcej ludzi zaczęłoby chodzić do kościoła, to możesz napisać do kurii z prośbą o rozpatrzenie takiego pomysłu – zaśmiał się, bo wiedział, że kurie za to nie odpowiadały i pewnie od razu wyrzuciłyby taką prośbę do kosza. Brakowało im poczucia humoru.
   – Skoro już wiesz o mnie co nieco… to kim ty jesteś? – zapytał.

River Cross
Harry wikary
nuda i brak zaangażowania
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Podrapała w zamyśleniu skórę na szyi, zastanawiając się, czy fakt, że pensje księży nie brały się z datków, był uczciwy czy raczej wyjątkowo dziwaczny. Obie wersje miały tyle samo plusów, co minusów. Najprościej byłoby, gdyby księża w ogóle nie istnieli, ale do takiego stanu to za szybko nie doprowadzą. A już na pewno nie we dwójkę i to siedząc w kościele. Chyba że mieliby go zamiar podpalić, ale Cross przecież zgasiła już papierosa i to nawet o fragment świątyni, ale jednocześnie jej nie podpaliła, więc okazja została zmarnowana.
— Tylko nie mów, że to idzie na biedne dzieci, bo nie uwierzę — prychnęła rozbawiona. W taki sposób taca raczej też nie działała. Chociaż może jednak? Cholera wie. To brzmiało z kolei zbyt optymistycznie, by mogło być prawdziwe. Wygląda na to, że jednak cały swój majątek musi zachować po kieszeniach i tym razem odpuści sobie wspieranie tej instytucji choćby centem. Może innym razem, jak tu wpadnie, coś ją natchnie! Albo po prostu przyjdzie tu kompletnie nietrzeźwa i odpali jej się jakaś dziwna tendencja do rozrzutności? Tak, to było bardziej prawdopodobne.
— Czyli te najładniejsze są właśnie katolickie? To faktycznie, mają rozmach. Ale wiesz, nie potrzeba tysiąca ozdób, żeby okazać to wszystko. Boskość chyba nie opiera się wyłącznie na potędze i nieskończoności? Bóg ma jeszcze kilka innych zalet, z tego co pamiętam. Ale w sumie to ty tutaj jesteś ekspertem. — Uniosła ręce w obronnym geście, chcąc pokazać, że wbrew pozorom nie chce mu wchodzić w kompetencje. Skoro nie była w stanie nawet odróżnić konkretnych odnóg kościoła, to też nie była w stanie wypowiadać się z pozycji ekspertki o gościu, którego te wszystkie odnogi wyznawały. Nie przeczytała nigdy Biblii w całości, nie miała żadnych zajęć z religii i nigdy nie poświęciła odpowiednio dużo czasu, by spróbować faktycznie z absolutem porozmawiać. Niektórym się to podobno udawało, ale nie zdarzyło jej się nawet z kimś takim o tym podyskutować. Chociaż cholera, kto wie, może właśnie to robiła? Logika wskazywałaby na to, że księża mają trochę większe szanse, by się dobić na audiencję u samego Stwórcy.
— River Cross. Najwybitniejsza artystka, z jaką kiedykolwiek rozmawiałeś — przedstawiła się i uśmiechnęła z dumą. Miała wiele zalet, ale skromności wśród nich zdecydowanie nie było. Ale nie można też chyba zakładać, że pycha jest jej ulubionym grzechem. Było tyle fajnych, że trudno wybrać ten jeden jedyny.
— Jeżeli uważasz, że przesadzam, to wiedz, że tylko odrobinkę. Na co dzień głównie rysuje komiksy. Ostatnio dopadł mnie… kryzys twórczy. Miałam nadzieję, że naprawdę znajdę tu jakąś inspirację, ale wydaje mi się, że dokładam sobie do łba więcej pytań niż odpowiedzi. — Westchnęła smutno i odłożyła szkicownik na kolana. Wnętrze robiło na niej wrażenie, mimo braku przepychu, ale coraz bardziej miała wrażenie, że nie oferowało tego, po co tu przyszła.
— U was też po śmierci jest piekło i niebo? — zapytała jeszcze, przyglądając mu się z ciekawością. Nie była pewna, czy różnice między odnogami kościoła opierają się wyłącznie na zasadach formalnych czy też fundamentach samej wiary.

Harry Dillion
Werka
dogadamy się
26 y/o
For good luck!
176 cm
organista St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
organista w kościele objęty programem ochrony świadków, więc tajemniczy mocno
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Przyglądał się jej uważnie. Jej obecność tutaj, jak i samo zachowanie ogromnie go bawiło, bo przynajmniej coś ciekawego się działo. Nie miał jej tego za złe i nie był zły czy nawet zirytowany jej zachowaniem. W końcu papierosa już zgasiła i tylko o to mu chodziło. Z drugiej strony była świetną okazją do poćwiczenia i sprawdzenia się w nowej roli wikarego. Wydawało mu się, że ta całkiem nieźle mu wychodzi.
   – Och, to wszystko zależy – zastanowił się, niemal teatralnie podrapując swój podbródek w geście zamyślenia. – To na co idą ofiary jest ogłaszane przez proboszcza podczas mszy – zaczął spokojnie. On na samym początku również nie był przekonany co do ofiar i zakładał, że wszystko idzie na kościół. Jakoś nie mógł uwierzyć w to, że ofiary faktycznie są rozdzielane, bo gdy jeszcze chodził od kościoła, to pamiętał, że ksiądz ogłaszał zbiórki na różne osobne cele, dodatkowo zbierając ofiary do puszek jak i rozsyłając ministrantów z tacą, do której wierni wrzucali co łaska. Dla niego kościół katolicki przez wiele lat kojarzył się ze zbieractwem i nieustannym zdzieraniu z parafian ich ostatnich oszczędności. – Obecnie zbieramy na remont miejscowego domu dziecka oraz ofiary wojny – powiedział, kiwając lekko głową, nie określając o jaką wojnę dokładnie chodzi, bo autor nie wie, czy forum respektuje wydarzenia na Ukrainie, Iranie, Izraelu i Palestynie jako odbywające się w fabule.    – Pieniądze zebrane z tacy idą na utrzymanie kościoła – wyjaśnił, odpowiadając na pytanie, które z pewnością kryło się w głowie dziewczyny. Nie dziwił jej się, bo samemu też się zastanawiał nad tym.
   – No… każdy ma inną estetykę i zdanie na temat tego, jak powinno się ukazywać boskość – zgodził się z dziewczyną, siadając na ławie naprzeciwko niej. Nogi zaczęły go boleć, więc chętnie skorzystał z możliwości siedzenia. – I chociaż nawet dwie zbite deski mogą ukazywać Boga, tak katolicy oponowali zdolność ozdabiania niemal do perfekcji – zaśmiał się, a jego głos rozniósł się po kościelnych ścianach i odbijał echem.
   – A jakie inne zalety znasz? – zapytał z ciekawości, chcąc wiedzieć, co o tym sądzi jego rozmówczyni, która zupełnie jak on, raczej nie była wierząca.
   – Czasami na inspirację trzeba poczekać, każdy byłby świetny, gdyby przychodziła od tak i nie mielibyśmy dobrych artystów – przyznał. On sam uważał inspirację za coś, na co zbierał się talent i cierpliwość. Nie była to żadna siła, która nagle na ludzi spływała, bez względu na to, czy ktoś wierzył w bóstwa, czy nie. Po rysunku, który mu River zaprezentowała mógł jasno określić, że talentu jej nie brakowało, więc była już w połowie drogi do tego, by odnaleźć swoją inspirację.
   – I to jest jedno z tych pytań, które to miejsce ci oferuje? – zapytał, zaciągając się powietrzem. No cóż, nie chciał jej tego mówić, ale na pewno nie był dobrą osobą, by odpowiadać, bo nie wierzył w to, że po śmierci istniało cokolwiek. Na szczęście kościół anglikański dość luźno traktował o tym, jak wyglądało życie wieczne.
   – Też jest, ale nie jest to takie sztywne, jak w kościele katolickim – odpowiedział. Nie wiedział dokładnie, co chciałaby wiedzieć do niego River. Nie wiedział, więc co miałby jej odpowiedzieć. – Wbrew pozorom ciężej jest się dostać do tego miejsca na dole… Bóg jest w stanie wybaczyć wiele rzeczy – wyprzedził pytania, które mogłyby się pojawić później.

River Cross
Harry wikary
nuda i brak zaangażowania
ODPOWIEDZ

Wróć do „St. John's Anglican Church”