Improwizowanie w towarzystwie matek było strasznie skomplikowane. Przy Casparze poszło nieco łatwiej, a rozmowa z Maeve kompletnie wymknęła jej się spod kontroli. Bilans był więc chyba na niekorzyść River? Trochę to przykre! Ona też nie była mistrzynią relacji międzyludzkich, choć jej problemy objawiały się inaczej niż te tanatopraktorki. Może gdyby były niezręczne w taki sam sposób, to byłoby im prościej? Nie, na pewno nie. Dwie Ruelle pewnie nie zamieniłyby ze sobą nawet słowa i tyle byłoby z relacji, a dwie River skończyłyby w więzieniu albo grobie.
Tanatopraktorka nie ciągnęła na siłę rozmowy
— Zdaję sobie sprawę — zgodziła się, bo akurat w tej jednej kwestii w ogóle nie czuła potrzeby wykłócania się. Te dwie były naprawdę nie z tej planety. Nie była pewna, czy istnieje jakiekolwiek pytanie, które mogłaby teraz zadać i którego Ruelle nie odebrałaby jako atak. Żadne nie przychodziło jej do głowy.
— Chodźmy dalej — zakomenderowała, podnosząc się z miejsca. Tyle dobrego, że następny cel ich podróży znajdował się w kompletnie innym kierunku niż ten obrany przez jej matki. Wsunęła ręce do kieszeni, uznając, że na ten moment tak będzie najmniej niezręcznie. Dobrze się złożyło, bo przynajmniej nie zrobi się przypadkiem romantycznie. Słońce zachodziło, niebo przybrało ciepłej, pomarańczowej barwy i wokół zrobiło się naprawdę urokliwo, mimo faktu w jak nieciekawej dzielnicy się znajdowały. Milczała przed dłuższą chwilę, po prostu prąc przed siebie.
— Nie martw się, ojca nie widziałam od ponad dwudziestu lat. Szansa na to, że na niego trafimy... — Zatrzymała się gwałtownie w półsłowa i spojrzała absolutnie zszokowana na jakiegoś mężczyznę, który stał na przystanku kilka metrów dalej. Koreańczyk patrzył na zegarek i rozglądał się nerwowo, pewnie nie mogąc doczekać się spóźnionego transportu. Artystka sprawiała wrażenie nieco przerażonej.
— Nie no, żartuję — dodała i ruszyła dalej przed siebie, wywracając oczami. To zdecydowanie nie był jej ojciec – na szczęście. Uznała, że może to nieco rozładuje atmosferę i unikną dzięki temu jakiejkolwiek rozmowy na temat minionego spotkania. W ogóle nie poczuła się po tym luźniej, ale liczyła, że z Ruelle się udało i ona zadba o radosną atmosferę dalszej części wieczoru. No na bank, kurwa.
Ruelle I. Prescott