30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

46
Uważała, że zaproszenie Love na drinka to najlepsze, co mogła teraz zrobić. Nie da się budować kumpelstwa wyłącznie na komentowaniu zdjęć swoich dup na Instagramie i odpisywaniu żartami na relacje, prawda? Znaczy no pewnie się da, ale April chciała więcej. Brakowało jej w życiu stałej obecności Roderick, z którą lata temu miała przecież do czynienia całkiem sporo! Głupio tak, jak studenckie przyjaźnie rozmywają się na wieki bez żadnego wyjaśnienia. Chciała jakkolwiek spróbować ją przy sobie utrzymać. Może była też na etapie testowania znajomości, żeby wiedzieć, kto zasłuży na zaproszenie na ślub? Do niego jeszcze mnóstwo czasu, ale myśleć kiedyś trzeba zacząć.
Udało jej się dotrzeć na miejsce przed czasem, co było totalnym przypadkiem. Była święcie przekonana, że się spóźni, ale chyba po prostu źle spojrzała na zegarek. Mogła jeszcze posiedzieć chwilę w mieszkaniu i się pindrzyć albo coś! Chciała w końcu wyglądać jak najlepiej. Dawno nie widziały się poza Instagramem i nie miała żadnych wątpliwości, że Roderick wygląda nadal tak dobrze, jak na zdjęciach. Niech patrzy i wie, co straciła, odrzucając April! Chociaż może gdyby wtedy nie okazała się hetero, to Finch nie byłaby teraz w tak doskonałym narzeczeństwie? Cholera wie.
— Z czystej przyzwoitości mogłabyś wreszcie zacząć tyć albo siwieć! — rzuciła radośnie, gdy Roderick pojawiła się obok niej. Objęła ją mocno i ucałowała obie policzki, naprawdę zachwycona faktem, że spędzą razem trochę czasu. Nie mogła się bez przerwy gotować wyłącznie w swoim sosie. Trzeba mieć jakieś życie poza narzeczeństwem i pracą. Oczywiście kochała zarówno swoją kobietę, jak i robotę bezwarunkowo, ale popierdoli ją do reszty, jak nie zacznie zachowywać się normalnie, a w jej wypadku naprawdę nie brakuje wiele, by dotrzeć do granicy, których człowiek nie powinien przekraczać. Bez żadnego skrępowania zlustrowała ją wzrokiem od góry do dołu, jakby chciała natychmiast przeskanować każdą potencjalną zmianę, jaka mogła zajść w dziewczynie od ich ostatniego spotkania. Na pierwszy rzut oka nic wielkiego się nie wydarzyło. Ciągle miała cztery kończyny, nie odstawał jej brzuch ciążowy i nie miała wielkiego tribala wytatuowanego na dekolcie. Słowem – nuda.
— Co pijesz? Pierwszy na mój koszt. Siadaj i mów mi tu zaraz o wszystkim, a ja będę próbować nie przerywać ci co dwanaście sekund. — Sięgnęła po swoją jaggerbombę, którą zdążyła zamówić tuż przed jej przyjściem. A może po prostu chciała zamanifestować swoją wyższość, że udało jej się dotrzeć przed czasem? Nie no, nie była przecież taka okropna. Może gdyby musiała naczekać się na obecność Roderick nie wiadomo ile, to mogłaby mieć pretensje, ale do niczego takiego nie doszło.

Love Roderick
Werka
dogadamy się
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Znajomości, które przeszły na instagrama i ograniczały się do komentowania zdjęć pośladków oraz stories nie były jakieś szczególnie rzadkie. Jakby Roderick miała zrobić prawdziwy rachunek sumienia to pewnie okazałoby się, że było ich więcej niż powinno. Wiadomość od April ją zaskoczyła, a jednocześnie ucieszyła – bo jednak wyjście z instagramowego piekła to zawsze dobry pomysł, a sama zupełnie nie miała do tego ostatnio głowy. Zupełnie! Od kiedy odebrała tajemniczą przesyłkę z grubym plikiem kartek, z których na każdej widniała pieczątka ściśle tajne, trochę się… pogubiła? Nawet nie wiedziała jak to nazwać, ale zaczynała popadać w paranoję. Sen stał się towarem deficytowym, jeśli nie siedziała w pracy to siedziała nad dokumentami albo zbyt intensywnie wpatrywała się w ekran z telefonu z myślą, że może się odezwie. A miała sobie nie wyobrażać za dużo!
Drink z koleżanką był doskonałą okazją, żeby zejść na ziemię i znowu pobyć po prostu dwudziestolatką, która wychodzi do barów, klubów, spotyka rówieśników i doskonale się przy tym bawi. Tak, dzisiaj z domu wyszła z nastawieniem, że będzie się dobrze bawić. Musiała!
- Mam świetnego fryzjera, nikt nie radzi sobie lepiej z siwymi włosami! Mogę podzielić się kontaktem, chociaż nie wydaje mi się, żebyś potrzebowała! – rzuciła w odpowiedzi, podśmiechując się pod nosem i obejmując przyjaciółkę, za którą się po prostu zwyczajnie i bardzo po ludzku – stęskniła. Ugh… stęskniła się za normalnością. A jej siwe włosy? Cóż, obawiała się, że w przeciągu kilku ostatnich tygodni dorobiła się ich całkiem sporej gromadki i już nawet przestała panikować oraz ze łzami w oczach je wyrywać! – Dobrze wyglądasz. – dodała zanim wypuściła April z ramion i usiadła na jednym z wybranych przez nią miejsc.
- I wiesz, że to jest ten moment, w którym mogłabym zabrzmieć jak boomer… że tylko praca i praca, i jeszcze trochę pracy. – wywróciła oczami, zerkając na Finch i uśmiechając się pod nosem, żeby zaraz na krótką chwilę zwrócić swoją uwagę na bar i zdecydować, czego chciała się napić – Margaritę. Chyba, że darujemy sobie te wszystkie udziwnienia… – machnęła w kierunku szklanki z drinkiem April, mając na myśli po prostu wszystko, co miało w sobie więcej niż jeden składnik – I pijemy tequilę? Wyszłam dzisiaj z domu z myślą, że będę się doskonale bawić, a że dawno mi się nie zdarzyło to wiesz… potrzebuję czegoś na odwagę. – wyszczerzyła kły w szerokim uśmiechu, bo chciała pić! Niekoniecznie powinna pić sama, żeby czasem nie palnąć jakiejś głupoty, którą druga (trzeźwa) strona mogłaby zapamiętać – I poważnie mówię, że niewiele się dzieje poza pracą… coś konkretnego cię interesuje? – bo tak dawno się nie widziały, że właściwie nie wiedziała od czego miałaby zacząć, ile dziewczyna wie i ile w ogóle chce wiedzieć – Albo po prostu lepiej zacznij od siebie – i swojej opowieści, co słychać!


April Finch
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przyjrzała się bacznie jej włosom, chcąc ocenić, czy robiła sobie z niej jaja, czy faktycznie znalazła jakiegoś geniusza. Wyglądała bardzo dobrze i raczej naturalnie, ale teraz przecież nie takie rzeczy wyczyniają w salonach. Nawet jeśli z tym farbowaniem to bujda, warto było wybrać się do jej fryzjera, bo skoro potrafił zdziałać jej na głowie takie cuda, to musiał być po prostu porządnym fachowcem. Nie żeby Finch jakoś specjalnie narzekała na własnego, ale przecież zawsze może być lepiej, prawda? W końcu była nieco próżna. Nieco!
— Po przekroczeniu trzydziestki, to podobno się potrzebuje nie tylko fryzjera, ale i kręgarza i szamanki, więc dawaj, co masz. — Westchnęła z udawaną ciężkością. W rzeczywistości nie było aż tak źle. Nie zauważyła kolosalnych zmian od stycznia, kiedy z przodu pojawiła się jej trójka. No dobra, w jej życiu zmieniło się bardzo dużo, ale jej poziom energii pozostał ten sam. Nie zauważyła żadnych nowych dolegliwości, siwe włosy nie zaczęły się mnożyć jak szalone. Wyglądało na to, że starzała się dość godnie. Może wszystko się popsuje za pięć lat i zacznie narzekać? Bo za dziesięć, to wiadomo, że już po niej i generalnie nie ma nadziei na lepsze jutro.
— Och, Love, z przyjemnością się z tobą zeszmacę! Na mnie zawsze możesz liczyć — zapewniła, uśmiechając się szeroko. No i po co marnowała pieniądze na tego drinka! Przynajmniej wlała w siebie wraz z nim energola, więc będzie miała więcej siły, by siedzieć tu choćby i do samego rana. Jej zawsze jest sie trudno nagadać, a co dopiero po dłuższych rozłąkach. Uderzyła dłonią w blat, chcąc dodać nieco dramaturgii tej sytuacji i od razu zamówiła dla nich po trzy kieliszki, bo co się będzie rozmieniać na drobne?
— A tam, głupoty gadasz. Nawet mi się udaje widzieć świat poza biurem od jakiegoś czasu — pouczyła ją matczynym tonem. Sama była okropną pracoholiczką, ale nowy związek pozwolił jej się nieco od tego uwolnić. Nie nazwałaby swojej relacji z pracą zdrową, bo nigdy taka nie była, ale wierzyła, że jest na dobrej drodze, by to ogarnąć. Potrzebowała tylko troszkę czasu. Oby nie okazało się, że po trzydziestce ma go już naprawdę mało.
— U mnie właściwie doskonale. W pracy mam tyle roboty, że nie nadążam, w co ręce włożyć, ale to lepsze niż nuda — zaczęła opowieść, wyciągając w stronę terminala zegarek, żeby zapłacić za ich zamówienie. Rozdzieliła kieliszki po równo, postawiła obok talerzyk z cytrynami i solniczką, które barman dołączył do zamówienia, po czym usiadła wreszcie na przeciwko Roderick. Sięgnęła po pierwszy z brzegu kieliszek i ponagliła kumpelę ręką, by zrobiła to samo.
— Niedawno byłam na Hawajach. Było zajebiście! Byłaś kiedyś? Musisz być. Wszystko tam jest takie ładne, ale też głupie, no wiesz, bo jak to w Stanach — pociągnęła temat i alkoholu z kielona. Cmoknęła niezadowolona i wgryzła się w cytrynę. Pierwsze szoty tequili zawsze smakowały paskudnie. Na szczęście to się szybko zmienia.
— No i wiesz, takie tam drobiazgi — rzuciła, udając totalnie obojętną. Na środku stolika między nimi położyła dłoń, na której miała pierścionek zaręczynowy. Żeby nie było za mało ostentacyjnie, zastukała paznokciami w blat.

Love Roderick
Werka
dogadamy się
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Na całe szczęście (albo i nie, zależy jak na to patrzeć!) do trzydziestki jej trochę brakowało, więc tylko zaśmiała się i w pamięci zanotowała, żeby na wszelki wypadek zapisać się z odpowiednim wyprzedzeniem na jakiś rezonans. Tak na wszelki wypadek! A cała reszta? Kręgarz i szamanka? – Popytam koleżanek! – bo była w stu procentach pewna, że znalazłaby w telewizji przynajmniej kilka takich wariatek, które korzystały z usług jakichś wróżek i tym podobnych dziwactw, do których mogłyby jej podać namiary. Czy była zainteresowana? Nie. Czy oceniała? Nie. Sama nie miała równo pod sufitem, więc kim była, żeby oceniać innych.
- Wiedziałam, że trafiłam na odpowiednią osobę. – bo gdy April nazwała rzeczy po imieniu? Twarz Roderick wyraźnie się rozpromieniła. Jeszcze przed chwilą sama przed sobą pewnie nie potrafiłaby tej wewnętrznej potrzeby dobrej zabawy nazwać zeszmaceniem, ale wystarczył impuls, żeby zrozumiała… dokładnie o to chodziło i dokładnie tego potrzebowała. Zeszmacenia się. I zapomnienia o całej tej burzy, która działa się w jej głowie od czasu pierwszego spotkania z Bellore – a która narastała z każdym kolejnym. Potrzebowała się skupić na czymś innym i to zdecydowanie mógł być alkohol. I uśmiechnęła się wyraźnie zadowolona słysząc zamówienie Finch.
I spojrzała na April wymownie, gdy stwierdziła, że nadmiar pracy był lepszy niż nuda. Z jednej strony normalnie by się z tym zgadzała. Ba! Normalnie była tą, która najgłośniej o tym krzyczała, ale dzisiaj? Dałaby szalenie dużo za odrobinę nudy i wyłączenie własnej głowy. Najgorsze, że nawet nie za bardzo mogła się tym z kimkolwiek podzielić. Nie, wróć. Z nikim nie mogła się tym podzielić. Nie skomentowała i po prostu sięgnęła po pierwszy z kieliszków, obserwując przy tym przyjaciółkę.
- Oddałabym wszystko, żeby lecieć gdzieś wygrzać tyłek. Nawet na głupich Hawajach. Gdziekolwiek. I obiecuję sobie, że jak dociągnę do końca temat, który zaczęłam… tak właśnie zrobię. Polecę gdzieś, gdzie jest ciepło, wyłączę telefon i usmażę się w pełnym słońcu. – właśnie tak postanowiła i przechyliła kieliszek alkoholu. Postanowione. Alkohol jej nie wykrzywił, ale cytryna już tak… ale i tak uśmiech szybko wrócił na jej twarz. Ba! Zobaczyła subtelną aluzję April i szczęka opadła jej do samej ziemi… - Jestem pod wrażeniem, naprawdę! Gratuluję! – sięgnęła po jej dłoń, żeby przyjrzeć się pierścionkowi z bliska. Był naprawdę ładny, więc jeszcze pokiwała głową z uznaniem i dopiero wróciła spojrzeniem do dziewczyny – Ale wiesz, że teraz musisz mi opowiedzieć wszystko? Co? Jak? Kiedy? Jak się z tym czujesz? Jak to w ogóle jest? No wiesz… masz do czynienia z kimś, kogo szczytem możliwości jest wpakowanie się w kolejny situationship, w którym i tak dostanie kopa w tyłek, więc no… daj mi się nacieszyć szczęściem innych! – i naprawdę chciała słuchać. To mogła zająć jej głowę równie dobrze, co alkohol!



April Finch
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przed ludźmi podobnymi do siebie, to nie ma się co wstydzić! W okresie studenckim połączyły je nie tylko durne imiona, ale i zamiłowanie do porządnego imprezowania. W tamtych czasach wprawdzie większość znajomych April to byli wariaci pod tym względem, ale to pewnie przez to, że ci spokojni w życiu nie chcieliby mieć z nią za dużo do czynienia. Love odrzuciła jej zaloty, ale kieliszka raczej nie odmawiała. Nic dziwnego, że siostrzeństwo, które zawiązało się między nimi wtedy nad jakimś kieliszkiem, było w stanie obudzić się nawet po tylu latach. A może to była nic porozumienia, która narodziła się w damskiej toalecie w trakcie jakiegoś melanżu? Na pewno! W takich miejscach przecież siła kobiet jest najznamienitsza.
— Oho, szykuje się jakaś gruba afera polityczna, która wywoła powstanie klasy robotniczej? Czy tylko jakieś tajemnicze morderstwa? — Spojrzała na nią z zaciekawieniem. Nie oczekiwała zdawania szczegółowych raportów na temat zdobytych informacji, a raczej uchylenia rąbka tajemnicy. Zakładała, że to musiało być cos skomplikowanego, skoro Roderick stawiała zakończenie tej sprawy jako punkt, po którym daje sobie prawo do odpoczynku. Pewnie nie robiłaby tak z czymś, co byłaby w stanie ogarnąć w dwa wieczory i zapomnieć o tym trzeciego.
Rozpromieniła się jeszcze bardziej, widząc entuzjazm, z którym Love podeszła do pierścionka. Tego właśnie potrzebowała! Te wszystkie gratulacje, aplauzy i pozwalanie jej gadać były tym, co napędzało April od jakiegoś czasu. Kochała być przecież w centrum uwagi i kochała dzielić się radością z innymi, a teraz to wszystko było w pełni usprawiedliwione i wierzyła, że nikt z bliskich nie udaje, tylko faktycznie okazuje szczerą radość.
— Czuję się lepiej niż doskonale. Ja wiem, że zdarzało mi się już mówić, że spotkałam kobietę życia i to jest ta jedna, jedyna miłość, ale teraz widzę, że to było tylko jakieś pierdolenie zauroczonej wariatki. Nie miało to niczego wspólnego z tym, jak jest teraz — zaczęła opowieść i westchnęła ciężko nad własną głupotą. Od zawsze zakochiwała się bardzo szybko i równie szybko potrafiła w głowie przejść do myśli, że potencjalna partnerka jest tą jedyną, za którą da się pochlastać. Gdyby te lata temu Love dała jej jakąś szansę, to pewnie i o niej tak by mówiła. Dobrze, że to bycie pseudo hetero je od tego ocaliło.
— W życiu nie zgadniesz, kto to, więc ci po prostu powiem. Teddy! W sensie, że Teddy Darling. Jakoś tak wyszło, że w grudniu się ze sobą przespałyśmy i właściwie od tamtego momentu nie byłam w stanie myśleć o nikim innym. Na szczęście okazało się, że ona też. Najpierw się trochę kłóciłyśmy, bo byłyśmy zestresowane, że sobie popsułyśmy piętnaście lat przyjaźni, ale w końcu skumałyśmy, że nadal nie potrafimy bez siebie żyć, tylko po prostu teraz trochę inaczej. To z nią byłam na tych Hawajach. No i tak od słowa do słowa na początku maja najpierw oświadczyła się ona, a zaraz później ja — trajkotała w tempie karabinu maszynowego, starając się streścić tę opowieść tak, by zawierała jak najmniej słów, a jednocześnie jak najwięcej sensu. Mogłaby na ten temat mówić godzinami, ale to zdecydowanie nie było teraz potrzebne. Uśmiech właściwie nie schodził jej z twarzy. Nawet ślepy zauważyłby, że jest szczęśliwa i bez pamięci zakochana.
— Niby szybko, ale no wiesz, formalnie rzecz biorąc docierałyśmy się piętnaście lat, więc właściwie bardzo powoli i odpowiedzialnie. — Wzruszyła ramionami, sięgając po kolejny kieliszek. Jak na standardy stereotypowych lesbijek to wcale nie było aż tak szybko, ale co taka Love może o tym wiedzieć, skoro w życiu nawet się nie całowała z żadną kobietą! Podobno.
— Więc zacznij się już zastanawiać, w jakiej kiecce przyjdziesz na wesele. No i czy z kimś! Co to za situationship? Nienawidzimy go? — zapytała ostrożnie, gotowa natychmiast zmienić nastrój na totalnie bojowy. Nie znała ani pół faktu na temat tego chłopa, ale jeśli będzie trzeba, to może iść z nim na wojnę nawet zaraz! Dla dodania sobie animuszu do potencjalnego boju osuszyła kolejny kieliszek.

Love Roderick
Werka
dogadamy się
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Szczerze mówiąc, gdyby ktoś jej powiedział, że może teraz pstryknąć palcami i wrócić do tamtego całkiem beztroskiego okresu studiów i wiecznego imprezowania… zrobiłaby to bez zastanowienia. No może z pięciosekundowym, bo jednak wypracowała sobie pewien poziom życia, do którego przywykła i z którym trudno byłoby się rozstać, żeby wrócić do tego studenckiego, ale chyba i tak byłoby warto. Mniej problemów, mniej – wbrew pozorom – głupich decyzji do podjęcia. Zresztą wtedy każdą głupią decyzję można było wytłumaczyć tym, że było się tylko studentem durnym dzieciakiem…
I aż zakrztusiła się, gdy April rzuciła grubą aferą polityczną, bo czy Love miała to wypisane na czole? Czy zdążyła powiedzieć coś, czego nie powinna? Może jednak nie powinna pić alkoholu? Na ułamek sekundy wpadła w panikę, ale później sobie przypomniała, że no cóż… to było filmowe! Tak działo się w filmach – do czego zresztą sama miała zwyczaj nawiązywać – więc pewnie Finch właśnie strzelała tymi najbardziej oczywistymi tropami – Uwierz mi… że jak będzie można to na pewno o tym usłyszysz. Jak zdobędę jakieś nagrody dla dziennikarzy, chociaż nawet na dobrą sprawę nawet nie jestem dziennikarką z prawdziwego zdarzenia… też się o tym dowiesz! A jak zniknę kiedyś bez słowa i zapadnę się pod ziemię to nie wierz, gdy ktoś będzie ci wmawiał, że chciałam zmienić klimat. – zażartowała, szczerząc kły w szerokim uśmiechu, idąc w dokładnie tym samym filmowym klimacie! Bo przecież tylko w filmach służby usuwały tych, którzy za dużo wiedzieli i tykali gówno, które przez to zaczynało śmierdzieć! Tylko na filmach, prawda? Prawda?. Nieprzyjemny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa, więc naprawdę odetchnęła z ulgą, że mogły zmienić temat na znacznie przyjemniejszy. Znacznie!
Chyba?
Bo mina Love, gdy usłyszała o Teddy Darling była bezcenna. Chociaż może cały czas wpatrywała się w April z zaciekawieniem, wymieszanym z szokiem i całkiem sporą dawką radości, bo zawsze cieszyła się, gdy komuś z jej otoczenia udawało się osiągnąć jakikolwiek sukces. Nie miała w sobie jakoś bardzo dużo zawiści, żeby w negatywny sposób zazdrościć udanego życia uczuciowego. Czy w ogóle zazdrościła? Oczywiście! Ale nie było w tym nawet grama negatywnych emocji.
- Ej to wcale nie jest szybko! – bo może krótko były w samym związku, ale skoro znały się prawie całe życie to, gdzie tu był problem? Love go nie widziała! – Czasami musi po prostu dobrze zaskoczyć. I cieszę się, że wam się udało. Poznałam kiedyś Teddy. Wiesz… pamiętam ją, przez nazwisko. Love. Darling… ktoś sobie z tego żartował. – zaśmiała się i wzruszyła lekko ramionami, bo przecież to dawno i nieprawda. Nie było sensu jakoś bardzo się w to zagłębiać. Tym bardziej, że ta bardzo krótka znajomość z Teddy upewniła ją w przekonaniu, że jest hetero. Było miło, dobrze się bawiła, ale to nie było to. Na szczęście! Bo może dzisiaj nie siedziałyby tutaj oglądając pierścionek zaręczynowy April! – Zdecydowanie sama. Nie musisz się nawet zastanawiać nad blokowaniem miejsca obok mnie… spokojnie możesz usadzić mnie przy stole dla samotnych przegrywów. – wyszczerzyła kły w szerokim uśmiechu – I daj spokój. Nie nienawidzę go. Chyba nikogo. Zresztą to ciągle to samo, ta niekończąca się opowieść o koszykarzu. – wzruszyła ramionami, bo znajomość z koszykarzem przewijała się przez życie Love od dawna i nigdy nic poważnego się z tego nie urodziło. I tak już zostanie skoro wyjechał na kontrakt. Chyba? Jakoś nieszczególnie interesowała się szczegółami i starała się z godnością przyjąć kosza, którego dostała. No i o tym przynajmniej mogła mówić… to, że nie była to jedyna niekończąca się opowieść z facetem w roli głównej? Tu już musiała ugryźć się w język – Zdecydowanie musiałabym się nauczyć lepiej lokować uczucia. – a nie w tych niezainteresowanych lub zajętych.


April Finch
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniosła zaskoczona brwi, widząc reakcję Roderick na wzmiankę o aferze politycznej. Rzuciła to kompletnie bezwiednie, nie mając pojęcia, co tak naprawdę spędza dziennikarzom sen z powiek na co dzień. Nie pracowała nigdy w tym środowisku, a influencerzy, którymi zajmowała się na co dzień, wikłali się w całkowicie inne rodzaje afer. Pewnie większość z nich o polityce miała tak blade pojęcie, jak to tylko możliwe, ale może to i lepiej? Czasami się zastanawiała, czy wszyscy zasługiwali na prawa wyborcze. Potem oczywiście szybko się karciła za takie myśli, bo niespecjalnie to pasowało do jej otwartości i chęci dawania wszystkim drugich szans, ale ręce jej czasami opadały, gdy słyszała, co mają do powiedzenia ludzie, których słuchają setki tysięcy.
— A kto decyduje, kto jest jaką dziennikarką? Nie macie chyba własnej palestry czy czegoś w tym rodzaju, prawda? Więc nadajesz się do tego jak nikt! Tylko nie daj się zabić albo wywieźć na Syberię. Teraz to mnie zaciekawiłaś i totalnie chcę się dowiedzieć, jak elity popsuły nam życie tym razem. — Chciała dodać jej trochę otuchy, ale czy to się faktycznie udało? Trudno powiedzieć. Intencje miała dobre, a to już dużo! Miała oczywiście nadzieję, że o tym eliminowaniu niewygodnych dziennikarzy to były tylko takie głupie żart. Żyły przecież w wolnym kraju. Mogły zrobić i powiedzieć bardzo dużo bez narażania się na zostanie odstrzelonymi. Z wolności słowa trzeba było jeszcze umieć korzystać, ale nigdy nie uważała Love za jakąś durną albo przesadnie narwaną. Na pewno wiedziała jak podejść do tematu tak, żeby wyciągnąć z niego to, co istotne i nie zaszkodzić przy tym samej sobie. Oby to tylko nie była jakaś koperkowa afera albo sprawa o to, kto z kim sypia, bo to akurat była skrajna nuda. Finch liczyła na coś pokroju Watergate. Co najmniej.
— Mam słabość do kobiet z głupimi personaliami, przyznaję. — Wyszczerzyła się, zachwycona, że Roderick spojrzała przychylnie na jej dziwacznie rozwijający się związek. Nie wszyscy byli do niego tak pozytywnie nastawieni. No dobra, właściwie jedynymi przeciwnikami byli rodzice April. A może tylko ojciec? Niespecjalnie za nimi nadążała. Powinni się cieszyć, że znalazła kogoś, kto tak jak ona, nazywa się dwoma rzeczownikami! Lubiła kobiety o nietypowych imionach oraz o tych potencjalnie męskich. Teddy spełniała oba te wymagania. Pewnie dlatego April nie wyszło nigdy z Love – to imię kojarzyło jej się całkowicie kobieco. Okej, może heteroseksualność Roderick też miała tu swoją rolę.
— No z takim podejściem, to na pewno zostaniesz samotnym przegrywem. Cholera, zmusiłabym cię do umówienia się na jakąś randkę z kimś z mojego otoczenia, ale wszyscy wolni i sensowni też wolą facetów. — Pokręciła głową niezadowolona. Przez moment szukała jeszcze w pamięci kogokolwiek, kto mógłby potencjalnie spodobać się Love, ale jakoś nikt nie przychodził jej do głowy. Wszyscy byli zdecydowanie niewystarczający albo zdecydowanie homoseksualni.
— A czemu nie chcesz spróbować z nikim innym, skoro ten ewidentnie się nie nadaje? Tylko mi nie próbuj wmawiać, że inni do ciebie nie lgną, bo w życiu w to nie uwierzę. — Machnęła lekceważąco ręką, chcąc rozwiać wszelkie wątpliwości. April miała jeszcze niedawno do skakania z kwiatka na kwiatek w poszukiwaniu tej jednej, jedynej, która czaiła się pod nosem. Takie uwiązanie przy jednym, nieudanym eksperymencie kompletnie przekraczało jej pojmowanie.

Love Roderick
Werka
dogadamy się
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Może trzeba było zostać influencerką? Ta myśl wielokrotnie pojawiała się w głowie Roderick, bo czy życie nie było wtedy łatwiejsze? Tak generalnie i w każdej jednej dziedzinie… bo nawet szczególnie bystrym nie trzeba było być! Chociaż akurat Love bardzo podobne zdanie miała o większości polityków. Im dłużej z nimi pracowała, im dłużej z nimi rozmawiała i próbowała dyskutować – tym bardziej się w tym zdaniu utwierdzała.
- No jestem w stu procentach pewna, że ci, którzy piszą… mają się za lepszych od reszty. Będąc gadającą głową w telewizji jestem gdzieś na dnie tej drabiny. Szczególnie od kiedy komuś z góry przestałam odpowiadać i dostaję coraz mniej programów i sensownych tematów. Więc może to porwanie na Syberię to moja ostatnia szansa na karierę. – zanim naprawdę będzie musiała zostać influencerką. Chyba, że nawet na to nie będzie miała szansy, bo wcześniej zostanie spalona na stosie za romans z konserwatywnym politykiem. Ba! Za coś takiego to chyba nawet zostałaby podwójnie spalona – najpierw przez lewą stronę za zadawanie się z prawą, a później przez prawą, bo przecież wiadomo, że byłaby to wina lewaczki. Im dłużej się nad tym zastanawiała tym bardziej upewniała się w tym, że weszła w bagno i nie wiedziała jak z niego wyjść. Ewentualnie nie chciała… bo mówiąc o tym z April automatycznie zerknęła też na swój telefon, a brak jakiekolwiek wiadomości wywołał nieprzyjemny ścisk w żołądku. Głupia.
- Ej, no nie jest wcale tak źle! A podwójne nazwisko będzie brzmiało bardzo ładnie. – zaśmiała się, wracając na ziemię i do znacznie przyjemniejszych tematów. Nawet jeśli trochę niewygodnych jeśli weźmie się pod uwagę przeszłość Love z jedną i drugą dziewczyną. Czy w ogóle powinna się pojawiać na weselu? Może powinna o to zapytać? Tylko wtedy musiałaby się przyznać April do tego, co się stało. Z drugiej strony lepiej teraz niż na samym weselu? Dlaczego nawet to musiało być takie skomplikowane? – I przestań… umawianie się na randki w ciemno albo z polecenia nigdy się nie udają. A ty się niechcący dowiadujesz, że jakiś twój znajomy ma nierówno pod sufitem, o co druga strona się śmiertelnie obraża… bo jak ją mogłaś z kimś takim próbować swatać! – pokręciła głową, bo nie nie… takie rzeczy nie były dla niej – A poza tym nie mówię, że nie chcę spróbować z kimś innym. – tylko ktoś inny był równie niedostępny – Obawiam się, że jeszcze trochę próbowania, a moi sąsiedzi złożą na mnie skargę, że prowadzę w domu burdel. – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, chociaż jednocześnie nie była wcale taka pewna, czy to dobry powód do rozbawienia! Nie miała problemu ze znalezieniem relacji na chwilę. Miała problem z jej utrzymaniem… pewnie ona byłaby tą stroną, która okazałaby się wariatką! – Ale mam jeszcze trochę czasu, prawda? W sensie na znalezienie sobie plus jeden? Kiedy planujecie ślub? I jak wygląda wieczór panieński, gdy mamy dwie panny młode? Robicie dwa? Co ze wspólnymi znajomi? Czy jeden wspólny? Zabawnie. Swoją drogą nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam na jakimkolwiek weselu… także chociażby nie wiem co, proszę mnie nie wykreślać z listy gości. – dodała, szczerząc kły w szerokim uśmiechu i przesuwając kolejny kieliszek w stronę April.



April Finch
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obie miały tego pecha, że zawodowo współpracowały z ludźmi pracujący w zawodach o najniższym możliwym zaufaniu społecznym. Ależ policjanci muszą się cieszyć z istnienia influencerów! Jeszcze do niedawna oprócz nich byli tylko politycy do opluwania i pogardzania, a teraz proszę bardzo! Nagle okazało się, że jest jeszcze kilka form zarabiania pieniędzy, od których ludziom noże się w kieszeni otwierają.
— Może i mają się za lepszych, ale nie oszukujmy się, kogo oni obchodzą, póki nie pojawi się jakaś kolosalna afera? Ludzie nie czytają gazet. Ale te animozje z szefostwem to już poważniejsza sprawa. Próbowałaś do nich pójść z mordą? — żywo się zainteresowała. W takich sytuacjach trzeba było umieć walczyć o swoje. Nie miała pojęcia, czemu Love miałaby otrzymywać mniej tematów od kogokolwiek innego, ale biorąc pod uwagę, że kumplowała się właśnie z nią, a nie jakąkolwiek inną dziennikarką czy dziennikarzem, to była oczywiście po jej stronie. Już nawet zaczęła układać w głowie plan potencjalnego zniszczenia cudzego wizerunku, co ewentualnie mogłoby wspomóc Roderick. Zaczęła myśleć zdecydowanie zbyt filmowo, ale to przez te afery z politykami. Może potrzebowała, żeby w życiu przydarzyła jej się jakaś porządna akcja? Było u niej tak sielsko i spokojnie!
Pokiwała głową ze zrozumieniem, gdy Love zaczęła wymieniać wady randek w ciemno. To wszystko miało sens i faktycznie mogło skończyć się bardzo źle. Nie żeby na Tinderze było jakoś prościej, ale można było chociaż spróbować przebadać grunt przed spotkaniem, a potem winić tylko siebie za swój spierdolony gust.
— Jesteś nadal pewna, że nie podobają ci się kobiety? Byłoby prościej — zażartowała jeszcze, bo w głowie automatycznie pojawił się jej cały stos rad w kwestii randkowania z własną płcią. Zakładała, że nie wszystkie te rzeczy można bezpośrednio przełożyć na spotkania z mężczyznami, chociaż nie miała w tej kwestii praktycznie żadnego doświadczenia, więc pewnie nie powinna się wymądrzać.
— Slay — skwitowała od razu, gdy Roderick przyznała się do puszczania się na prawo i lewo. Finch była ostatnią osobą, która mogłaby za coś takiego oceniać negatywnie. Wierzyła, że nie trzeba się od razu pakować w związek, można dać sobie nieco czasu na szaleństwo. Rozumiała też potrzebę ustatkowania się, bo przecież przez lata sama wzdychała do wielkiej miłości, dopatrując się w przypadkowych kobietach sensu życia. Dzięki temu wiedziała też, że tak się nie da funkcjonować i to niczego dobrego nie przyniesie.
— Masz dużo czasu, spokojnie. Nie tylko ze względu na nasz ślub. Nie ma obowiązku znajdowania sobie męża przed trzydziestką, wiesz? — przypomniała, sięgając po podstawiony kieliszek. Łatwo jej było mówić z pierścionkiem zaręczynowym na palcu, ale cóż więcej mogła dodać? Love mogła się albo załamać albo uzbroić w cierpliwość. Oby postawiła na to drugie.
— Nie ma opcji, że cię wykreślimy. A co do wieczorów panieńskich... właściwie nie zdecydowałyśmy jeszcze. Ale chyba dwa? Po co odmawiać sobie dodatkowej imprezy? Szczególnie, że pewnie obie wymarzyłyśmy sobie nieco inny rodzaj zabawy. — Opróżniła kieliszek jednym ruchem, najwyraźniej sugerując, jak będzie wyglądała jej wersja wieczoru panieńskiego. To na pewno nie będzie wspólny wypad na paintball i piwko przy ognisku.
— No i najpierw musimy zebrać pieniądze na samo wesele. To absurdalne, jaka to droga impreza, ale jakoś to będzie. Chociaż Teddy akurat strasznie się stresuje tą kwestią finansową. — Westchnęła nieco smutniej i rozstawiła między nimi ostatnie dwa z zamówionych kieliszków, po czym sprawnie wlała w siebie zawartość tego, który stał bliżej.

Love Roderick
Werka
dogadamy się
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Nie mogła się nie zaśmiać pod nosem na hasło „ludzie nie czytają gazet”, bo zaczęła to powtarzać jeszcze na studiach i właśnie dlatego już wtedy poszła w kierunku telewizji. Może… ale tylko może! Miała też lekki parcie na szkło, ale to już sprawa drugorzędna. Love chciała po prostu zrobić karierę, a wiedziała, że w jakiejkolwiek – nawet najpopularniejszej gazecie – nie będzie rozpoznawana. Jej teksty? Być może. Ale nie ona. Bo na dobrą sprawę, czy ktoś potrafił podać od tak autorów najgłośniejszych reportaży ostatnich lat? No nie! Więc cieszyła się, że April tylko upewniła ją w tym przekonaniu. Za to propozycja pójścia z mordą na szefostwo? Aż parsknęła i pokręciła głową – Nie, zdecydowanie nie. Męskie ego jest zbyt kruche… wtedy nie dostałabym żadnego programu i wróciłabym do czasów zaraz po studiach, gdy robiłam kawę i biegałam z papierami. – nie w każdej branży dało się wszystko osiągnąć siłą. Można się było rozpychać łokciami, to robiła przez sporą część swojego życia, ale uderzanie w męskie ego… to już mogło skończyć się źle – Ale daję sobie czas… jeszcze wrócę na swoje miejsce. – kiedy po prostu doprowadzi do czegoś, co będzie miało realny wpływ na… na rzeczywistość? Miała nadzieję. Nawet jeśli wątpliwości czasami nadal ją nachodziły… a może nawet pojawiały się coraz częściej.
- Prawda? Też tak uważam. I naprawdę biję się w pierś, że to się nie uda… nieważne jak bardzo bym próbowała i tak ostatecznie wracam do tych beznadziejnych mężczyzn. Najczęściej tych samych beznadziejnych mężczyzn, więc najgorszy możliwy przypadek ze mnie. – wyszczerzyła kły w szerokim uśmiechu, bo naprawdę brała to na klatę. Była przypadkiem beznadziejnym! Absolutnie beznadziejnym. Niestety poszła w ślady swojej matki i powinna zacząć powtarzać, że to po prostu u nich genetyczne. A próbowanie z kobietami? No cóż… miała swoje na sumieniu. Nie było to coś, czym chwaliła się na prawo i lewo, a już szczególnie nie powinna się tym chwalić tym siedząc przy stole z April. Wtedy mogłaby chcieć przemyśleć, czy na pewno „nie ma opcji”, że jej nie wykreślą z listy gości.
- A nie myślałyście, żeby olać tą całą wystawną i absurdalnie drogą imprezę? – zapytała i ściągnęła mocniej brwi. Może dlatego, że sama nigdy nie była jakaś wielka fanką wesel? – Zaprosić najbliższych albo w ogóle nie zapraszać nikogo i po prostu wziąć ślub w jakimś ładnym miejscu? Na plaży na przykład! Albo nie wiem… gdzieś w górach. To chyba całkiem często rozwiązanie i jak tak sobie myślę… całkiem romantyczne. – uśmiechnęła się pod nosem i sięgnęła po kieliszek z alkoholem – A imprezę z dużą ilością alkoholu zawsze można zrobić później i po prostu na mieście. – puściła oczko April, bo doceniała plany na panieński i byłaby pierwszą chętną, żeby wypić ich zdrowie na mieście. Nawet z absurdalnie drogim alkoholem na własny koszt i nieprzyzwoicie głośną muzyką… wesele idealne! – Co w ogóle na to wszystko wasze rodziny? Czy może staruszkowie naciskają na wesele z prawdziwego zdarzenia? Bo z całym szacunkiem, Finch… nie wyglądasz na kogoś, kto zawsze marzył o białej kiecce i tym, żeby jakieś dziecko sypało ci kwiatki pod nogi. Jeśli się mylę to możesz mnie teraz sprowadzić na ziemię! – nawet uniosła ręce w obronnym goście, że poddawała się, gdyby dziewczyna chciała ją teraz zrównać i. wytłumaczyć jak bardzo się myliła, ale no… no strzelała! I mogła być bardzo niesprawiedliwa w swojej ocenie.



April Finch
ODPOWIEDZ

Wróć do „Poor Romeo”