ODPOWIEDZ
28 y/o
For good luck!
177 cm
zastępca dyrektora The Ritz-Carlton Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001
Sophie pojawiła się w kawiarni piętnaście minut przed umówioną godziną. Nie należała do osób, które wpadały gdzieś na ostatnią chwilę, zdyszane i z telefonem przy uchu. Zdecydowanie bardziej odpowiadało jej przyjście wcześniej, zamówienie kawy i spokojne przygotowanie się do rozmowy. Dzięki temu mogła na chwilę odciąć się od hotelu, uporządkować myśli i skupić wyłącznie na osobie, z którą za moment miała się spotkać. Wybrała stolik przy oknie, bo widziała z niego wejście do restauracji, a jednocześnie mogła usiąść nieco z boku, z dala od największego ruchu. Zdjęła marynarkę, przewiesiła ją przez oparcie krzesła, akurat w momencie gdy zjawił się kelner.
- Poproszę czarną kawę. Bez cukru, z odrobiną śmietanki.
To zamówienie znała na pamięć. Próbowała różnych kaw, ale ostatecznie zawsze wracała do tej samej. Bez dodatków, które miały poprawiać smak czegoś, co samo w sobie było wystarczająco dobre.
Kilka minut później czekała z filiżanką w dłoni. Ciepło porcelany przyjemnie ogrzewało palce, kiedy otworzyła cienką teczkę z dokumentami. CV kandydatki przeczytała już wcześniej, ale miała zwyczaj wracać do niego tuż przed spotkaniem. Czasami dopiero za drugim albo trzecim razem zauważała coś, co wcześniej wydawało się zupełnie nieistotne. Wykształcenie związane z hotelarstwem, kilka dodatkowych kursów i doświadczenie, które na pierwszy rzut oka wyglądało całkiem dobrze. Kandydatka nie zmieniała pracy co kilka miesięcy, ale też nigdzie nie zostawała szczególnie długo. Najdłużej wytrzymała niecałe dwa lata. Sophie nie uważała tego za czerwoną flagę. Ludzie odchodzili z różnych powodów. Czasem chodziło o pieniądze, czasem o atmosferę, a czasem po prostu czuli, że stoją w miejscu. Jeżeli kandydatka powie, że szuka nowych wyzwań, wolałaby, żeby od razu dodała, co właściwie ma na myśli. Z doświadczenia wiedziała, że wiele osób potrafiło doskonale wypaść podczas rozmowy, a później kompletnie nie odnajdywało się w grupie. Hotel nie działał dzięki jednej osobie. Nawet najlepszy recepcjonista niewiele znaczył, jeśli nie potrafił dogadać się z resztą zespołu. To samo dotyczyło kierowników. Kompetencje były ważne, ale charakter często decydował o wszystkim. Na chwilę odłożyła dokumenty i rozejrzała się. Miejsce powoli się zapełniało. Przy jednym ze stolików siedziało starsze małżeństwo, które dzieliło się kawałkiem sernika, obok dwie studentki przeglądały notatki do egzaminu, a kilka miejsc dalej młody mężczyzna stukał w klawiaturę laptopa z takim skupieniem, jakby od napisania kolejnego maila zależało jego życie.
Telefon zawibrował, wyrywając ją z zamyślenia. Krótkie spojrzenie na ekran wystarczyło, żeby zobaczyć nazwisko jednego z kierowników recepcji.
Gdyby musiała osobiście rozwiązywać każdy problem, bardzo szybko zabrakłoby jej doby, schowała więc telefon do torebki i spojrzała na zegarek. Do spotkania zostało pięć minut. Przez ostatnie lata przeprowadziła dziesiątki rozmów kwalifikacyjnych. Na początku stresowały ją prawie tak samo jak osoby siedzące po drugiej stronie stolika. Bała się, że zada niewłaściwe pytanie albo pominie coś istotnego. Dopiero z czasem zrozumiała, że nie chodzi o stworzenie idealnej atmosfery ani znalezienie idealnego pracownika, bo tacy ludzie zwyczajnie nie istnieli, każdy miał jakieś braki. Pytanie tylko, czy dało się z nimi pracować. Zamknęła teczkę i oparła się wygodniej o krzesło. Na chwilę pozwoliła sobie po prostu obserwować otoczenie. Lubiła takie miejsca, nie było tu hotelowego pośpiechu, telefonów dzwoniących bez przerwy ani pracowników zaglądających do gabinetu z kolejnymi pytaniami. Telefon ponownie zawibrował, ale tym razem wiadomość przyszła od dyrektora. Uspokoiła go, że wszystko pod kontrolą. Gdyby ktoś zapytał jej współpracowników, pewnie połowa powiedziałaby, że jest wymagająca, a druga połowa dodałaby, że trudno ją zadowolić. Nigdy się tym szczególnie nie przejmowała. Wiedziała, że wysokie standardy potrafią irytować, ale jednocześnie sprawiały, że ludzie rozwijali się szybciej. Nie wymagała przecież od nikogo rzeczy, których sama nie byłaby gotowa zrobić. Spojrzała na zegarek. Za minutę miała rozpocząć się rozmowa. Punktualność była dla niej ważna, nie dlatego, że uważała spóźnianie się za brak szacunku, bo każdemu mogło się coś przydarzyć. Liczył się jednak sposób, w jaki ktoś reagował. Jeden telefon czy wiadomość wystarczały, żeby pokazać, że druga osoba traktuje spotkanie poważnie. Minęła umówiona godzina, a kandatki nie było. Sophie poczuła lekkie zdenerwowanie. Uznała, że da jej regulaminowe piętnaście minut, a gdy się nie zjawi, wróci do pracy.

coven bremers
27 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

010.
Obrazek
Nieczęsto trafiały jej się dni wolne. Była jedyną pracowniczką second handu i chyba jednocześnie osobą niezastąpioną, skoro pani Wilson za każdym razem kręciła nosem, gdy Coven tylko nieśmiało wspominała o jednodniowym urlopie. Dłuższy wypoczynek musiała planować z dużym wyprzedzeniem, bo inaczej właścicielka lumpeksu zostawała ze wszystkim zupełnie sama, a to zdecydowanie nie było jej na rękę. Pani Wilson, rzecz jasna. Nie Bremers. To nie tak, że Coven nie zależało na tej pracy. Po prostu miała w sobie zdecydowanie za dużo beztroski, żeby przejmować się wszystkim odpowiednio wcześnie i planować życie z wyprzedzeniem. Zwykle najwięcej rozsądku pojawiało się u niej dopiero wtedy, kiedy zaczynała palić jej się dupa. Ale czy nie wszyscy tak czasem mieli? Pewnie nie.
Trudno było powiedzieć, że lato na dobre rozgościło się w Toronto. Często padało, tak jak tego dnia, kiedy Bremers wyszła z mieszkania, kompletnie zapominając o parasolce i własnej głowie. Kiedy szła przez centrum, spadła ściana deszczu. Ludzie w popłochu zaczęli wchodzić do pobliskich lokali, żeby schronić się przed ulewą. Coven przez chwilę pomyślała, że może zdąży wskoczyć do autobusu, który zatrzymał się przy niezadaszonym przystanku, ale kierowca zamknął jej drzwi przed samiutki drzwi. Bezradnie wyrzuciła obie ręce w powietrze, a gdy autobus odjechał, wystawiła w jego kierunku środkowy palec. Najwyraźniej wszechświat postanowił być dzisiaj przeciwko niej. Uwziął się na nią i tyle.
Niewiele myśląc, odwróciła się na pięcie i wpadła do środka przyulicznej kawiarni. W nozdrza natychmiast uderzył ją zapach parzonej kawy i świeżych wypieków. Ze zrezygnowaniem spojrzała przez okno. Skoro deszcz na razie nie zamierzał ustąpić, chyba nie pozostało jej nic innego, jak przeczekać w środku. Głupio było tak sterczeć przy drzwiach i nic nie zamówić. Tym bardziej że barista zerkał na nią podejrzanie. Trochę jak na złodziejkę. Ale co ona miałaby właściwie stąd wynieść? Tego sztucznego kwiatka, który stał w rogu lokalu albo wybiec na zewnątrz, zarzucając sobie krzesło na plecy. W końcu odchrząknęła i ociekając wodą, podeszła do lady.
Co dla ciebie? — odezwał się do niej ten sam chłopak, który jeszcze chwilę wcześniej łypał na nią spode łba.
Latte Macchiato na mleku bez laktozy. I może to brownie? — wskazała głową na przeszkloną gablotę, gdzie znajdowały się wypieki.
Na miejscu czy na wynos? — dopytał jeszcze, a Bremers zerknęła wymownie w kierunku okna, po którym spływały strugi deszczu, a później znów przeniosła wzrok na baristę. On tak serio?
No chyba nie sądzi pan, że usiądę sobie przy stoliku na zewnątrz? — zaśmiała się, ale bez złośliwości. Coven była durna, ale coś tam jednak w tej głowie miała.
Mężczyzna wzruszył ramionami, a potem nabił wszystko na kasę. Zapłaciła za zamówienie telefonem i rozejrzała się po kawiarni. No kawiarnia jak kawiarnia, nic specjalnego. Dostrzegła nawet wolny stolik przy oknie, więc jak tylko otrzymała to, co kupiła, dziarskim krokiem ruszyła w obranym kierunku. Nie przypuszczała tylko, że podłoga będzie aż tak mokra. A powinna, bo przecież zarówno ona, jak i kilka innych osób, wparowało do środka, żeby nie sterczeć w ulewie. W pewnym momencie wpadła w niekontrolowany poślizg - filiżanka z kawą, którą trzymała w prawej ręce, wystrzeliła do góry i z hukiem spadła sąsiedni stolik. A dokładniej na stertę papierzysk, nad którymi pochylała się jakaś kobieta.
Przepraszam najmocniej! — wypaliła automatycznie, już rozglądając się za czymś, czym mogłaby zetrzeć ślady tej dewastacji. Ale na to było już trochę za późno.

Sophie Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
28 y/o
For good luck!
177 cm
zastępca dyrektora The Ritz-Carlton Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sophie spojrzała na swój zegarek. Piętnaście minut minęło, co oznaczało, że kandydata na stanowisko w recepcji raczej się już nie zjawi. Złożyła pustą teczkę i głęboko westchnęła. Brak jakiejkolwiek wiadomości czy telefonu jasno przekreślał szanse dziewczyny. Jeśli ktoś nie potrafił wyciągnąć telefonu, wiedząc, że spóźni się na spotkanie, tym bardziej nie poradziłby sobie przy pełnej rezerwacji w sezonie. Za oknem deszcz zaczął walić o szyby tak mocno, że widok na ulicę całkowicie się rozmył. Ludzie wpadali do kawiarni chmarą, próbując schronić się przed ulewą. Sophie uznała, że czas wracać do hotelu. Na biurku czekały zaległe raporty finansowe z ostatniego miesiąca i dwie sprawy personalne, które wymagały jej podpisu. Zanim jednak zdążyła wstać z miejsca i zabrać swoje rzeczy, tuż obok jej stolika rozległ się hałas.
Ktoś stracił równowagę na śliskiej podłodze i Sophie zdążyła zobaczyć kątem oka cień, a ułamek sekundy później jej stolik gwałtownie zadrżał. Filiżanka z kawą poleciała w górę i z dużą siłą spadła dokładnie na jej otwartą teczkę z dokumentami. Brązowy płyn rozlał się zalewając dokumenty.
Kiedy usłyszała gwałtowne przeprosiny od przemoczonej dziewczyny, która wciąż trzymała w ręku talerzyk z ciastem, na chwilę zamarła. Spojrzała na zniszczone papiery, potem na leżącą na boku pustą filiżankę, a na koniec podniosła wzrok na sprawczynię całego zamieszania. Nie miała w nawyku robienia awantur o przypadek, szczególnie, że przez wnoszoną na butach wodę, podłoga przy wejściu stała się potwornie śliska. Sophie w swojej pracy widziała już naprawdę wiele nietypowych sytuacji. Pijani goście rozbijający kieliszki w holu, zalane łazienki czy awarie sprzętu w kuchni uodporniły ją na nagłe wypadki. Rozlana kawa na paru kartkach papieru naprawdę nie była czymś, co mogło wyprowadzić ją z równowagi.
Nic się nie stało, spokojnie — powiedziała powoli, starając się, żeby jej głos brzmiał opanowanie i łagodnie.
Widząc, że dziewczyna rozgląda się niepewnie i szuka wzrokiem czegoś do sprzątania, wstała, bez żalu podniosła przemoczoną teczkę i wyrzuciła do kosza na śmieci. Następnie wyciągnęła z torebki paczkę chusteczek i rzuciła parę z nich na kałużę, która zaczęła już spływać z blatu na podłogę.
Lepiej niech pani usiądzie, zanim znowu wywinie pani orła na tych mokrych kafelkach. Kelner i tak zaraz tu przyjdzie z mopem. - W tym samym momencie podszedł chłopak i zaczął wycierać blat stolika. Gdy zapytał, czy podać nową kawę, Sophie tylko pokręciła głową. — Dla mnie nie, dziękuję i tak zbieram się do wyjścia — odparła, po czym zerknęła na dziewczynę z lekkim uśmiechem. — Ale koleżance chyba przyda się nowa.
Lubiła opanowanych ludzi, a ta dziewczyna wyglądała po prostu na kogoś, kto miał wyjątkowo pechowy dzień przez zmianę pogody. Sophie dobrze wiedziała, jak to jest utknąć w centrum miasta podczas ulewy, kiedy deszcz łapie człowieka w najmniej odpowiednim momencie. Szkoda tylko, że jest spóźnialska i sama usunęła swoją kandydaturę.
- Cóż. Obawiam się, że pani kandydatura została właśnie anulowana. Nie lubię spóźnialskich, bo to zwykły brak szacunku dla drugiej osoby. - Czy wyszła na sztywniarę? Możliwe, ale zawsze mówiła co myśli, i nawet to, że dziewczyna była całkowicie rozbrajająca swoim zachowaniem oraz zupełnym jej przeciwieństwem, niczego nie zmieniało.
coven bremers
27 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nic się nie stało, spokojnie wcale nie zadziałało na nią uspokajająco, a kiedy jej spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem kobiety, spanikowała jeszcze bardziej. Kobiety? Dziewczyny? Właściwie wyglądała na niewiele starszą od Coven. A może nawet były w podobnym wieku? Trudno było stwierdzić. Nie mogła mieć więcej niż trzydzieści lat. Chociaż teraz to nigdy nie wiadomo. Istniały przecież te wszystkie drogie kremy przeciwzmarszczkowe, zabiegi i cuda w małych buteleczkach, które najwyraźniej potrafiły oszukać czas. Przynajmniej tak twierdziły reklamy.
Nie mam pojęcia, jak to się stało — wymamrotała cicho. Oczywiście, że miała pojęcie. Była po prostu chodzącą katastrofą, która czasami przegrywała nawet z własnymi nogami. Ale tego przecież nie zamierzała mówić na głos. Nie musiała zresztą. Wszystko było widać. Nieznajoma miała właśnie idealny przykład całej żałosności Coven Bremers w jednym, wyjątkowo niefortunnym momencie. W normalnych okolicznościach pewnie obróciłaby to w żart. Tylko że tym razem sytuacja wyglądała trochę inaczej. Mokre dokumenty zdecydowanie nie były czymś, co można było zbyć śmiechem. Zwłaszcza że kobieta przed nią miała w sobie coś takiego, co od razu sugerowało, że zajmuje się czymś ważnym. Może była prezeską jakiejś wielkiej firmy, której nazwy Coven nawet nie kojarzyła?
Proszę zostawić, ja to posprzątam — wypaliła, ale zanim zdążyła wykonać jakikolwiek ruch, nieznajoma rzuciła na w kałużę kilka chusteczek, a barista, który chwilę wcześniej obsługiwał ją zza lady, przybył z odsieczą. I znów spojrzał na nią w taki sposób, że ta miała ochotę zapaść się pod ziemię. Trzeba było wypić tę kawę na deszczu. Ale to chyba i tak niczego by nie zmieniło, bo w drodze do drzwi musiałaby minąć stolik, przy którym siedziała blondynka. Tak musiało być i już. Bremers wierzyła w znaki, przeznaczenie i zabobony, a dzisiaj wszechświat najwyraźniej postanowił z niej zakpić.
Kobieta zaczęła mówić coś o kandydaturze. Coven w ogóle na początku nie zarejestrowała, że to było do niej. Gapiła się tępo na nieznajomą i musiała wyglądać strasznie idiotycznie, bo chyba nawet rozdziawiła przy tym usta.
Co? — wydusiła w końcu i potrząsnęła burzą mokrych włosów. — Nie, ja przyszłam na rozmowę o pracę. Musiała mnie pani z kimś pomylić. Przyszłam po kawę. O tę właśnie — wskazała ręką na filiżankę, którą barista właśnie zabrał ze stolika. — Ale to chyba dobrze, prawda? To znaczy, fatalnie, że ją rozlałam, ale z tego, co pani mówi, to i tak nie dostałabym tej fuchy — zaśmiała się nerwowo, zamiast po prostu ugryźć się w język. Znowu paplała jak najęta, nie zdając sobie sprawy z tego, że nikogo to nie interesuje. Na pewno nie baristę, który wróciła na swoje stanowisko i na pewno nie blondynkę, która właśnie zbierała się do wyjścia. — W każdym razie ona — w tym miejscu Bremers wskazała palcem na kosz na śmieci, w którym zniknęła teczka. — To nie ja — przycisnęła sobie rękę do piersi. A dokładnie w miejsce, gdzie znajdowało się serce, jakby chciała dać jej słowo skauta, przysiąc na boga i na własną matkę. No dobra, z tą matką trochę ją poniosło, nie widziała jej o dziewiętnastu lat i nawet nie wiedziała, czy żyje.

Sophie Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
28 y/o
For good luck!
177 cm
zastępca dyrektora The Ritz-Carlton Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez ten czas była przecież święcie przekonana, że ta przemoczona nieznajoma, która wpadła do kawiarni z impetem i rozlała kawę na blat, to po prostu spóźniona kandydatka na stanowisko w recepcji. Cała ta sytuacja ułożyła się w jej głowie w jeden prosty ciąg zdarzeń: spóźnienie z powodu ulewy, pośpiech na progu i pechowy wypadek przy stoliku. Teraz jednak, słuchając sprostowania nieznajomej, zrozumiała, że wyciągnęła błędne wnioski i pomyliła osoby.
W swojej codziennej pracy miała do czynienia z najróżniejszymi sytuacjami i bardzo specyficznymi zachowaniami ludzi. Przez lata pracy w branży widziała już kandydatów na rozmowach, którzy z nerwów mylili własne imiona albo gubili wątek w połowie pierwszego zdania. Finch nie miała w sobie ani grama złośliwości i mimo że nawykła do trzymania profesjonalnego dystansu, poczuła po prostu rozbawienie.
Przepraszam, to mój błąd — powiedziała, unosząc lekko dłoń, by zatrzymać ten potok słów. W jej głosie słychać było spore opanowanie i spokój. — Naprawdę myślałam, że to ty jesteś dziewczyną, na którą tu czekałam. Siedzę przy tym stoliku od ponad dwudziestu minut i wypatrywałam kogoś, kto miał przyjść na rozmowę w sprawie pracy. Kiedy wpadłaś do środka i rozlałaś napój dokładnie na to CV, uznałam, że to po prostu wyjątkowo pechowy początek naszego spotkania.
Opadła ponownie na krzesło i przyjrzała się kobiecie nieco dokładniej. Wszystko było tak autentyczne, że w zasadzie trudno było się na nią o cokolwiek złościć. Sophie sama kiedyś była na początku swojej drogi zawodowej i doskonale pamiętała, jak to jest, gdy w najmniej odpowiednim momencie wszystko wali się jednocześnie.
Naprawdę nie musisz tak przeżywać tej sytuacji — dodała z wyrozumiałym uśmiechem, wskazując podbródkiem w stronę kosza na śmieci, w którym spoczywała zalana teczka. — Po prostu sama wyciągnęłam błędne wnioski. A to CV trafiło do śmietnika wyłącznie dlatego, że po zalaniu kawą z mlekiem zamieniło się w mokrą papkę. Nic z tego nie nadawało się do odczytania.
Ulewa za oknem wcale nie słabła. Strumienie deszczu bębniły o szyby tak mocno, że widok na ulicę wciąż był rozmyty. Powrót do hotelu w tym momencie i tak oznaczałby dla Sophie przemoczenie, więc nie miała żadnego powodu, żeby się spieszyć.
Usiądź na chwilę i po prostu odetchnij — powiedziała spokojnie, gestem dłoni zapraszając ją do zajęcia miejsca. — Przez tę wodę wniesioną na butach i tak łatwo tu stracić równowagę. Jestem Sophie. Pracuję jako zastępca dyrektora w hotelu dwie ulice stąd, więc uwierz mi na słowo, że widziałam w swoim życiu znacznie gorsze sytuacje niż rozlany napój. Nasi goście w holu potrafią narobić rzeczy, przy których ten twój poślizg wygląda jak zupełnie niewinna sprawa. A co do fuchy... gdybyś naprawdę przyszła na rozmowę ze mną i wylała kawę, zapewne oceniałabym po prostu to, jak reagujesz na stres, a nie sam fakt, że kubek poleciał na blat. Wypadki się zdarzają każdemu, ważniejsze jest to, jak sobie z nimi radzimy. Po prostu nienawidzę spóźnialskich. Ale skoro ustaliłyśmy już, że nie jesteś moją niedoszłą pracownicą i po prostu przyszłaś tu kupić coś do picia, to chociaż powiedz, jak masz na imię. I co to była za kawa, dla której warto było tak ryzykować bieg w deszczu?
coven bremers
27 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spuściła wzrok i spojrzała po sobie. Przemoczony t-shirt zwisał na niej smętnie, przywierając do ciała i opierając się na równie mokrych jeansach. Coven musiała wyglądać żałośnie. Ale czy tak stawiłaby się na rozmowę o pracę? Oczywiście, że nie. Była głupiutka, ale wiedziała, że są sytuacje, w których trzeba jakoś wyglądać. Zresztą zawsze prezentowała się dobrze i potrafiła dobrać odpowiedni strój do różnych okoliczności. Gdyby faktycznie wybierała się na rozmowę kwalifikacyjną, postawiłaby raczej na elegancką marynarkę i spodnie w kant niż przetarte jeansy oraz zwykłą, granatową koszulkę.
Nie ma sprawy — machnęła ręką, dając nieznajomej do zrozumienia, że nie chowa urazy. No i to ona powinna przepraszać za te zalane papierzyska! — Mam rozumieć, że tym sposobem przekreśliłam czyjąś szansę na dostanie pracy? — wskazała podbródkiem na kosz, w którym wylądowało wspomniane CV. Niby nie nadawało się odczytania, ale dlaczego tak od razu kogoś skreślać? — Może kandydatka jeszcze się zjawi? — rozejrzała się po lokalu, jakby oczekiwała, że za moment spośród klientów wyłoni się jakaś dziewczyna, która będzie bardzo zmotywowana, żeby podjąć nowe stanowisko. Nic takiego jednak się nie wydarzyło.
Wzięła głęboki wdech, próbując się uspokoić. Z tonu głosu nie wynikało, żeby nieznajoma była wściekła. Całe szczęście, bo Bremers niespecjalnie wiedziała, jak dalej miałaby się zachować. Przeprosiła i co dalej? Co najwyżej mogłaby pobiec do drukarni i wydrukować dla dziewczyny nowe dokumenty, o ile miała je na pendrivie albo w jakiejś chmurze. Dobrze, że nie musiała jednak kombinować, bo zestresowałaby się jeszcze bardziej i narobiła jeszcze więcej strat.
Dzięki, to bardzo miłe — posłała jej uśmiech, kiedy ta zaproponowała, żeby na moment przysiadła. To był niezły pomył, Coven z pewnością przyda się chwila oddechu. No i nieznajoma postanowiła powiedzieć co nieco o sobie, więc nie pozostawało jej nic innego, jak zamienić się w słuch.
Dowiedziała się, że dziewczyna ma na imię Sophie i jest zastępczynią dyrektora w jakimś renomowanym hotelu w centrum miasta. Na wzmiankę o pracy i reakcji na stres, Bremers zareagowała krótkim śmiechem.
No dobra, czyli miałaś przedsmak mojego zachowania. A tak naprawdę, to nie jestem aż taką panikarą. Chyba? Mam nadzieję. Po prostu te papiery wyglądały bardzo poważnie i ty wyglądasz poważnie, a ja nie do końca wiedziałam, czy aby na pewno niczego nie zniszczyłam. Co, jakby to były jakieś super ważne projekty? — aż drgnęła na krześle i pokręciła głową, chcąc wybić z niej te czarne scenariusze. Sophie zapewniła, że nic się nie stało i tego powinna się trzymać.
Ach, jestem Coven — powiedziała i wyciągnęła do dziewczyny rękę. — Ta kawa to nic specjalnego, zwykłe Latte Macchiato, ale na mleku bez laktozy, bo jej nie toleruję — wyjaśniła pokrótce. No jasne, Bremers. Jeszcze powiedz, że puszczasz bo nabiale cuchnące bąki. — I wcale nie chciałam niczego kupować, po prostu deszcz zmusił mnie, żeby się tutaj skryć. Mam dzisiaj wolne i chciałam się po prostu przejść po mieście. Nie przewidziałam jednak takiej ulewy — w tym miejscu wskazała głową na okno, za którym deszcz rozszalał się na dobre. I na razie nic nie wskazywało na to, żeby miało przejść bokiem.

Sophie Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
28 y/o
For good luck!
177 cm
zastępca dyrektora The Ritz-Carlton Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sophie zauważyła, jak kobieta spuszcza wzrok i mierzy nim swoje przemoczone ubranie. Widząc jej powątpiewające spojrzenie, obdarzyła ją taktownym uśmiechem.
- Gdybyś naprawdę przyszła ubiegać się o pracę, zapewne założyłabyś coś innego - powiedziała łagodnym głosem. - W naszej branży ubiór stanowi ważny element pierwszego wrażenia, ale po samym twoim zaskoczeniu i braku jakiejkolwiek teczki mogłam od razu domyślić się, że zaszła pomyłka.
Gdy szatynka machnęła ręką i zapytała o przekreślenie czyjejś szansy na zatrudnienie, wskazując podbródkiem na kosz na śmieci, Sophie przeniosła tam na chwilę wzrok. Słuchając pytania, czy spóźniona kandydatka jeszcze się tu zjawi, potrząsnęła spokojnie głową i wyprostowała się nieco na krześle.
- Czy przekreśliłaś? Nie, to nie ty wyeliminowałaś tę dziewczynę - odpowiedziała rzeczowym, tonem. - Osoba, która umawia się na oficjalną rozmowę rekrutacyjną i spóźnia się ponad dwadzieścia minut bez informacji, sama odbiera sobie szansę na zatrudnienie. W zarządzaniu hotelem punktualność i szybki kontakt to podstawa codziennej pracy całego zespołu. Ulewa ulewą, ale wystarczyło wysłać krótki komunikat, że utknęła gdzieś na przystanku lub w korku. Gdyby teraz weszła, nawet z wielką motywacją, musiałaby podać naprawdę poważny powód spóźnienia. - Z pewnością wyszła w oczach tej kobiety na straszliwą jędzę, ale nie mogła nic poradzić na to, że była wymagająca wobec pracowników, czy to obecnych czy przyszłych. Słysząc podziękowanie za zaproszenie do stolika, blondynka gestem dłoni ponowiła zachętę do zajęcia wolnego miejsca naprzeciwko.
- Nie masz za co dziękować, to zwykły gest - odparła, opierając się wygodniej o oparcie krzesła. - Skoro i tak utknęłyśmy tutaj przez ulewę, stanie przy drzwiach i blisko ścieżki dla wchodzących klientów nie jest najlepszym pomysłem.
Kiedy nowa znajoma zaśmiała się i zaczęła tłumaczyć ze swojej reakcji, dopytując o potencjalne zniszczenie ważnych projektów, Sophie nie mogła powstrzymać szczerego uśmiechu.
- Zapewniam cię, że na rozmowy rekrutacyjne nie noszę ze sobą dokumentów firmowych - wyjaśniła spokojnie. Gdy w końcu podała jej dłoń i przedstawiła się jako Coven, Sophie uścisnęła ją pewnym chwytem, czując w momencie dotknięcia jakiś impuls. - Miło cię poznać, Coven - dodała, wysłuchując wyjaśnień na temat kawy oraz faktu, że dziewczyna znalazła się w lokalu wyłącznie po to, by schronić się przed deszczem podczas swojego wolnego dnia.
- Latte Macchiato na mleku bez laktozy, zapamiętam - odparła z tajemniczym uśmiechem. Wyprostowała się na krześle i złożyła dłonie na blacie stolika, przyglądając się swojej rozmówczyni z ciekawością.
- W mojej pracy ciągle rozmawiam z ludźmi, ale zazwyczaj są to goście zgłaszający jakieś problemy z pokojami albo pracownicy pytający o grafik - dodała pogodnie. - Taka niespodziewana przerwa to dla mnie miła odskocznia od codziennego pośpiechu.
Gdy kelner podszedł do stolika, od razu złożyła zamówienie, prosząc o duże latte na mleku bez laktozy dla Coven oraz czarną kawę dla siebie. Chłopak zapisał prośbę, uśmiechnął się i wrócił za ladę, by zacząć przygotowywać napoje.
- Musimy przeczekać deszcz. A tak w ogóle, czym zajmujesz się na co dzień, kiedy akurat nie zaskakuje cię ulewa w środku wolnego dnia? - zapytała z uśmiechem, zaintrygowana poznaniem Coven, nie bardzo rozumiejąc czemu chce sie dowiedzieć o niej jak najwięcej.
coven bremers
27 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Poczuła się o wiele lepiej ze świadomością, że nie przyczyniła się do wyeliminowania kandydatki, z którą Sophie miała odbyć rozmowę. No tak, to spóźnienie wiele wyjaśniało. Chociaż to równie dobrze mogła być Coven. Ona też spóźniała się notorycznie. Miałaby chyba jednak więcej taktu i postarałaby się o tym poinformować. O ile oczywiście by nie zapomniała, a z tym też bywało różnie. Dobrze, że zwykle to ona otwierała sklep, a dostawcy również nie zjawiali się o punktualnych godzinach. Inaczej pani Wilson byłaby wściekła. Istniało też spore prawdopodobieństwo, że szefowa po prostu przywykła do takiego stanu rzeczy i doskonale wiedziała, że punktualność nie była najmocniejszą stroną Bremers.
Totalnie się z tobą zgadzam — pokiwała ze zrozumienie głową. — Wystarczyło dać znać. Nie masz pretensji o to, że rozlałam kawę, więc podejrzewam, że poczekałabyś, gdyby wyjaśniła swój powód spóźnienia. Z drugiej strony, może faktycznie to przez ulewę? Może utknęła w korku w jakimś tunelu i nie ma zasięgu? — nie próbowała bronić tamtej dziewczyny, ale różne nieszczęścia chodzą po ludziach, prawda? Coven była tego doskonałym przykładem. Znając ją, to właśnie tak by właśnie było. Tak właśnie wyglądała jej życie. Dobrze, że na co dzień emanowała radością i nie przejmowała się wszystkim, co jej nie wychodziło. To by dopiero było przytłaczające!
Zarejestrowała, że Sophie miała delikatną i miłą w dotyku dłoń. Zawsze mimowolnie zwracała uwagę na takie szczegóły. Miała też ładnie pomalowane paznokcie, więc chyba lubiła o siebie dbać. Oczywiście to nie definiowała człowieka, chociaż trochę może tak? Jako osoba na tak wysokim stanowisku, na pewno zawsze wyglądała schludnie i pilnowała, żeby jej podwładni również prezentowali się nienagannie. W tym momencie Bremers musiała wyglądać przy niej co najmniej żałośnie.
Zapamiętasz? — uniosła w zdziwieniu brwi i przyjrzała się uważniej nowej znajomej. — To brzmi tak, jakbyś obmyślała plan, żeby zaprosić mnie na kawę — zaśmiała się, uznając to za żart. Była przekonana, że Sophie mówiła to wszystko tylko z grzeczności. Bo tak wypadało.
Podziękowała skinieniem głowy za złożenie zamówienia. Oczywiście nie chciała, żeby dziewczyna sponsorowała jej kawę. Może Coven nie zarabiała jakichś kokosów, ale jednak pracowała i było ją stać na drobne przyjemności. Później się rozliczą. Albo po prostu postawi jej jakieś ciastko, żeby były kwita?
Nic specjalnego. Pracuję w second handzie. Mamy markowe, ale używane ciuchy sprowadzane z różnych rejonów Kanady, z USA, a nawet z Europy! — podekscytowała się trochę za bardzo. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, że na kimś takim, jak Sophie, to może nie zrobić większego wrażenia. No wystarczy tylko na nią spojrzeć. To była laska z prawdziwą klasą! — Jak widzisz, moja praca nie jest aż tak ekscytująca — parsknęła pod nosem, trochę zażenowana swoją posadą. Na tle nowej znajomej wypadała po prostu blado. Oczywiście Coven miała świadomość, że żadna praca nie hańbi i że to nie jest powód do wstydu, ale była między nimi jakaś przepaść, jeśli chodzi o wykonywane zawody. Dało to się wyczuć nawet w rozmowie.

Sophie Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
28 y/o
For good luck!
177 cm
zastępca dyrektora The Ritz-Carlton Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sophie przysłuchiwała się rozważaniom Coven na temat możliwych przyczyn braku kontaktu ze strony spóźnionej kandydatki. Gdy dziewczyna pokiwała głową i zaczęła głośno zastanawiać się nad utknięciem w korku w jakimś tunelu oraz potencjalnym brakiem zasięgu w telefonie, blondynka potrząsnęła delikatnie głową, utrzymując rzeczowe nastawienie do tej sytuacji.
- Oczywiście, nieszczęścia oraz ulewa na pewno sparaliżowały część ruchu w mieście - odpowiedziała spokojnym głosem. - Jednak w tunelu czy w korku zasięg traci się na kilka minut, a nie na ponad pół godziny. Gdyby tej dziewczynie naprawdę zależało na tym spotkaniu, wysłałaby chociaż krótkiego sms-a jeszcze przed wjechaniem w strefę bez zasięgu albo zaraz po wyjeździe z korka. Brak sygnału przez tak długi czas po prostu bardzo źle rokuje na przyszłość. Nie mam o to w sobie złości, bo w mojej pracy nauczyłam się podchodzić do ludzi bez zbędnych emocji, ale po prostu wyciągam z takich zdarzeń wnioski organizacyjne.
Sophie dostrzegła, że kobieta przygląda się jej dłoniom z uwagą, a kiedy zaśmiała się krótko i rzuciła uwagę o rzekomym obmyślaniu planu zaproszenia jej na kawę, Sophie uśmiechnęła się łagodnie.
- Kto wie... Może po prostu lubię obserwować ludzi, a może przypadek sprawił, że znalazłyśmy się przy jednym stoliku w idealnym momencie - odpowiedziała z tajemniczą nutą w głosem, nie zaprzeczając ani nie potwierdzając przypuszczeń. - Dobra pamięć do szczegółów oraz preferencji rozmówcy na pewno ułatwia sprawę w wielu sytuacjach. Zostawmy to jednak jako otwartą kwestię, bo przecież kawiarniane spotkania w czasie ulewy rządzą się swoimi własnymi prawami..
Kiedy zadała pytanie o pracę, a Coven odpowiedziała, że pracuje w second handzie z markową odzieżą przysłuchiwała się jej słowom z uwagą. Zauważyła nagłą żywiołowość oraz ekscytację w głosie rozmówczyni, po której jednak szybko nastąpiło wycofanie, parsknięcie pod nosem i ściszenie głosu przy stwierdzeniu, że jej praca nie jest aż tak ekscytująca i wypada dość blado na tle jej zajęcia.
- Dlaczego uważasz, że praca w takim miejscu nie jest ekscytująca? - zapytała bezpośrednim tonem, pozbawionym wyższości. - Poprawiła żakiet i oparła się przedramionami o blat stolika, kontynuując rozmowę całkowicie naturalnie. - Każde zajęcie ma swoją własną specyfikę i wymaga zupełnie innych umiejętności - dodała po chwili, patrząc prosto na Coven. - Nie widzę tu absolutnie żadnego powodu do skrępowania czy oceniania, który zawód jest lepszy lub ważniejszy. Najważniejsze to robić swoje i mieć z tego źródło utrzymania.
W tym momencie kelner podszedł nich, niosąc na tacy dwie parujące filiżanki i postawił na stoliku. Sophie ujęła ucho swojej filiżanki, pociągnęła mały łyk gorącego napoju i odstawiła go z powrotem . Uniosła wzrok na okno, za którym deszcz wciąż uderzał o szybę.
- Pogoda chyba nie zamierza odpuścić - zauważyła, wracając wzrokiem do swojej rozmówczyni. Oparła dłoń na blacie stolika i przyjrzała się kobiecie życzliwie. - Skoro obie utknęłyśmy tutaj na dłużej, masz sporo czasu, żeby opowiedzieć, jak właściwie wygląda twój dzień w pracy. Lubisz te dostawy z zagranicy, czy bywają raczej uciążliwe przy rozpakowywaniu?
coven bremers
27 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wszystko, co mówiła Sophie, brzmiało rozsądnie. Na tyle rozsądnie, że Coven odsunęła na bok próby tłumaczenia kandydatki, która nie zjawiła się na rozmowie kwalifikacyjnej. Czemu ona się tak przejmowała? To nawet nie była jej rozmowa! Szukanie wymówek dla tamtej dziewczyny w ogóle nie powinno jej obchodzić. Sama była sobie winna. Tym sposobem straciła możliwość pracy w renomowanym hotelu, i to pod skrzydłami takiej fajnej szefowej. Och, ile Bremers by dała, żeby pani Willson była równie uprzejma. Właścicielka second handu nawet nie kryła się z tym, że niespecjalnie przepadała za swoją jedyną pracownicą. Ta jednak musiała sprawdzać się na swoim stanowisku, skoro od kilku lat nie znalazła sobie nikogo innego na jej miejsce.
Masz rację. Krótka informacja załatwiłaby sprawę — zgodziła się i nawet pokiwała burzą mokrych włosów, żeby umocnić wypowiedziane słowa. Sophie wydawała się konkretna, ale też ugodowa. No i pomimo wysokiego stanowiska, było po prostu człowiekiem.
Doskonale rozumiała jej upodobania do obserwacji ludzi. Ona sama lubiła się na nich gapić. Szczególnie na tych ładnych. Nie była wybitną obserwatorką, ale wbrew pozorom wyłapywała aluzje i od razu wyczuwała, że komuś się podoba. Czy wpadła w oko nowo poznanej dziewczynie? Tutaj akurat ciężko stwierdzić. W jej towarzystwie Coven czuła się trochę niepewnie. Sophie zachowywała się bardzo dojrzale, jak na poważną panią dyrektor przystało.
Może dlatego, że niewiele się tam dzieje? — odparła niepewnie. Nigdy nie uważała swojej pracy za ekscytującą. Lubiła doradzać ludziom, bo ogólnie lubiła ludzi, ale żeby jakoś się nad tym spuszczać? To już lekka przesada. — Każdy dzień wygląda podobnie. Nawet klienci w dużej mierze są stali i często do nas wracają. Ale to też nie tak, że się wstydzę gdzie pracuję. I zdaję sobie sprawę z tego, że gdybym poszła na studia i zdobyła wyższe wykształcenie, to miałabym większe możliwości — wzruszyła ramionami. It is what it is. Wybrała taką, a nie inną ścieżkę, ale nie miała do siebie pretensji. Nigdy nie była najostrzejszą kredką w piórniku i nauczyciele nie spodziewali się cudów, że nagle wyrośnie z niej wielka uczona.
Podążyła wzrokiem za spojrzeniem blondynki. Faktycznie pogoda nie zamierzała odpuszczać. Deszcze dalej lał jak z cebra i na razie nic nie wskazywało na to, że miałoby się rozpogodzić. Bremers zerknęła na Sophie z lekkim zaskoczeniem. Chyba nie spodziewała się, że Sophie będzie zainteresowana jej pracą. Od razu się rozpogodziła, w przeciwieństwie do pogody za oknem.
Zwykle jestem w lumpeksie przed panią Wilson. Otwieram sklep i czekam na dostawy. Te z zagranicy nie różnią się zwykle od tych z kraju, ale ubrań jest zdecydowanie więcej. No i trzeba potem wszystko przejrzeć i sprawdzić, w jakim są stanie. Potem je segreguję na takie, które można wystawić na sklep i takie, które jednak się nie nadają do sprzedaży. No wiesz, takie przetarte z dziurami albo zniszczone. Wiadomo, że nikt tego nie kupi. Jakbyś chciała kiedyś wpaść i zobaczyć, co mamy na stanie, to zapraszam. Może znajdziesz tam coś dla siebie — dodała, ale nie była do końca przekonana, czy Sophie ubiera się w takich miejscach. Podejrzewała, że raczej preferuje drogie marki i nie chodzi w ubraniach z drugiej ręki.

Sophie Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „George Restaurant”