25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Co byłaby ze mnie za kapłanka, gdybym odmawiała pomysłom swojej bogini? — Skłoniła się lekko na znak, że w każdym momencie może dać jej się pochlastać, jeśli Rue uzna, że to brzmi jak doskonała zabawa na wieczór. Proponowała jej upuszczanie krwi, zanim w ogóle zdążyły się porządnie poznać i obdarować szczerą sympatią, więc to raczej nic dziwnego, że teraz zakładała, że dziewczyna tylko czeka na pozwolenie, by móc wyprawiać ze swoją artystką jakieś chore bezeceństwa. Spodziewała się po niej absolutnie wszystkiego. Albo i więcej.
Takie bezczelne flirtowanie na pewno nie pomoże im zachować spokojnej głowy, a co za tym idzie, wstrzemięźliwości. Żadna z nich nie potrafiła się jednak powstrzymać. Wygląda na to, że muszą cały czas wchodzić sobie do głowy w jakiś sposób. Najczęściej opiera się właśnie na lubieżnych sugestiach albo okrutnych kłótniach. Z dwojga złego tak było po prostu lepiej. Lubiła ją przecież taką. Kręciła ją jak nikt inny. Jej bezczelność była wyjątkowo ekscytująca. Stanowiła dla Cross wyzwanie i nie dawała jej się tak łatwo zawstydzić. Zbicie jej z pantałyku nie było proste, a ostatnim razem dało się chyba właśnie, gdy rysowniczka powinna oddać jej w barze majtki pozostawione kilka dni wcześniej w mieszkaniu.
— Lubisz zostawiać u mnie części garderoby, nosić moje rzeczy, a teraz chcesz sprezentować przemoczoną dzięki mnie bieliznę? Podoba mi się to, jak grasz ze mną ubraniami, ale nie rozumiem, czemu w takim razie zawsze się oburzasz, kiedy proszę, żebyś ubrała się ładnie specjalnie dla mnie? — Jej spojrzenie automatycznie zawędrowało niżej, gdy tylko wspominała o majtkach Ruelle. Nie potrafiła się nie zastanawiać nad tym, w jakim były obecnie stanie i jak łatwo byłoby je zsunąć ze swojej modelki. Dziewczyna bardzo sprawnie potrafiła wywołać w swojej artystce tego typu emocje i pomysły, zawirusowując sobą każdą jej myśl.
Drugim biegunem do wrośniętego w ich relację flirtowania były kłótnie. Od nich udawało im się dzisiaj powstrzymywać naprawdę skutecznie. To, że się jeszcze nie pożarły, było sukcesem. Z każdą chwilą los podsuwał im do rąk nowe okazje, a one odwracały wzrok i udawały, że tego nie widzą. Zbywanie milczeniem nie było idealną metodą. Powinny nauczyć się po prostu ze sobą rozmawiać i w pokojowy sposób przedstawiać, co im nie pasuje. Ale na to było zdecydowanie za wcześnie. Musiały najpierw nauczyć się doceniać takie momenty jak ten. Spojrzała na tanatopraktorkę z ukosa, gdy ją dogoniła. Ostatnie, czego od niej potrzebowała, to litość, a wcale nie miała pewności, że te słowa były jej pozbawione. O to jednak pożarłyby się na bank.
— Potrzebujesz mojego wizerunku do jakiegoś rytuału? Trzeba było mówić. Podarowałabym ci autoportret. — Wyjęła z kieszeni jedną z odbitek i podała ją dziewczynie. Przekucie całej sytuacji w żart nie było głupim pomysłem. Dzisiaj śmieszki szły im naprawdę nieźle i wynikały z nich prawie same dobre rzeczy. Warto spróbować pójść w tę stronę podobnie.
Artystka zatyrzmała się w pewnym momencie przy Bobrze (czy jaki jest kanadyjski odpowiednik Żabki?), żeby kupić papierosy. Ponieważ jest bardzo kulturalna, zapytała Prescott, czy sobie czegoś życzy i jeśli się na coś zdecydowała, to oczywiście też jej to kupiła. Schowała paczkę fajek do kieszeni, ale szybko je stamtąd wyjęła, bo miała na sobie przecież damskie spodnie, a wszyscy wiemy, jak wygląda kwestia kieszeni w takich. Zanotowała w głowie, że musi je potem przerobić. Wręczyła papierosy Rue, która miała przecież torebkę, więc powinno być łatwiej. Na zewnątrz w międzyczasie zdążyło się zrobić już ciemno. Wieczór wciąż był jeszcze młody, ale teraz otaczało je bardziej znajome środowisko. Bez słońca w roli świadka łatwiej im było rozmawiać.
— Żeby dostać się do Don Mills mamy dwie opcje. Możemy obejść cały teren, co zajmie nam oczywiście skandaliczną ilość czasu albo możemy przejść samym środkiem — wyjaśniła, gdy skręciły w jakąś ulicę. Ruchem ręki wskazała na cmentarz, który znajdował się na przeciwko. Miała rację. Cmentarz na obrzeżach był potężny i otoczony ze wszystkich stron parkiem. Żeby dostać się do jakiejkolwiek komunikacji miejskiej, muszą znaleźć się po jego drugiej stronie.
— Więc wybór jest chyba oczywisty, bo to aż do bólu w twoim stylu, tak? — Pchnęła przymkniętą, metalową bramę, która skrzypnęła, bardzo starając się brzmieć złowieszczo i gestem zaprosiła Prescott do pójścia przodem. Może gdyby nie było tak wcześnie, było trochę straszniej? Albo gdyby to te dwie nie były dużo bardziej nieprzewidywalne niż nocne spacery przez cmentarz.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Znów powracały do religijnej gadki, która od jakiegoś czasu była obecna w ich relacji. River chyba naprawdę pragnęła zrobić z tanatipraktorki swoją boginię, a samej znaleźć się jak najbliżej Ruelle jako jej najwyższa kapłanka. Poświęcenie naprawdę godne szacunku. Oraz uwagi.
- Uwielbiam cię taką - przyznała jak najbardziej szczerze, wpatrując się w te cudowne ciemne oczy, grożące tym, że przebiją ją na wylot swoim spojrzeniem. - Niby taka dominująca, ale jednak gotowa do tego, aby ślepo podążyć za mą wolą…
Ale czy obie takie nie były? Kompletnie uparte, a jednak gotowe do wykonywania poleceń, gdy tylko mogło im to przynieść przyjemność. Obie wyczyniały ze sobą iście niestworzone rzeczy. Drażniły się bez końca, testowały swoje granice, a bezczelność wydawała się wieść prym w całym tym flircie w zasadzie już od samego początku ich znajoności, a z czasem jedynie nabierała na sile. Potrafiły sprawić, że bez problemu puszczały im wszelkie hamulce.
- Głównie dlatego, że ubieram się dla siebie. Dla ciebie mogłabym to zrobić wyłącznie na randkę - przyznała, gdy tylko Cross postanowiła wyliczyć wszystkie te razy, gdy pogrywały ze sobą przy pomocy garderoby, co rysowniczka również robiła za pomocą tej przeklętej koszulki z Deftones.
Wszystko zaczęło się już wtedy, gdy River miała ją szkicować po raz pierwszy w swoim mieszkaniu. Wtedy też zostawiła u niej swoją bieliznę w formie pamiątki. Głównie dlatego, że nie chciała jej zakładać ponownie, ale także dlatego, że nie mogła jej znaleźć na podłodze rysowniczki.
- Może ubrałabym się dzisiaj jeszcze ładniej, gdybym tylko wiedziała, co ci chodzi po głowie… Dlatego postanowiłam na nieco wygosniejszą wersję… I taką, w której trudniej ci się do mnie dobrać - dodała jeszcze, bo gdyby miała na sobie sukienkę lub spódnicę to dłoń artystki już od co najmniej paru minut poruszałaby się pod jej materiałem.
Ich relacja była naznaczona przez wielkie emocje, które wydawały nakręcać się samoistnie. W końcu jak nazwać ten stan, gdy wystarczyła jedna, pozornie niewinna, uwaga do tego, aby któraś z nich wybuchła. Kłótnie w ich wydaniu były niczym lawina. Z czasem tylko nabierały pędu oraz rozmachu, a zaczynało się od czegoś drobnego.
Może milczenie było najlepszym na co potrafiły sobie teraz pozwolić, aby uniknąć większego konfliktu. Nie potrafiły ze sobą rozmawiać w normalny sposób. Może nawet w ogóle nie opanowały sztuki konwersacji i współżycia między ludźmi? Taka opcja była również możliwa.
- Przemyślę jeszcze, co z tym wszystkim zrobić. Na pewno rozważę rytuał voodoo - odpowiedziała, przyjmując odbitkę zdjęć, którą natychmiast schowała do torebki.
Nie miała nic przeciwko temu małemu przystankowi przy punkcie, w którym River mogła kupić paczkę fajek. Coś, co przydałoby im się jakieś kilka jak nie kilkanaście minut temu, gdy zostały same po nieoczekowanym spotkaniu rodzinnym. Ruelle mogła tylko żałować tego, że nie pomyślała o tym, aby wziąć swoją głęboko ukrytą w skórzanej kurtce paczkę. To byłoby istne błogosławieństwo.
Nie chciała nic ze sklepu. Nie potrzebowała chyba nic. Zgodzila się też na to, aby zostać tragarzem i nieść zakup dokonany przez Cross.
- Do Mills? Chcesz mnie odprowadzić do domu? - zapytała, bo nie bardzo wiedziała, co właściwie miałaby jej do zaoferowania rysowniczka w tej dzielnicy.
Niby była to randka, ale… Czy serio teraz trzymały się tych schematów związanych z odprowadzaniem pod sam dom? Zwłaszcza, że jeden encounter z rodzicami zdecydowanie powinien im na ten dzień wystarczyć.
Westchnęła, gdy tylko spostrzegła jaka była druga z opcji, które posiadały. Oczywiście. Spacer przez cmentarz wydawał się naprawdę skrojony dla ich dwójki. Czy Cross miała całą trasę zwiedzania zaplanowaną od samego początku? Głupie pytanie. Jasne, że tak.
- Masz mnie za taką, która jest zafiksowana na punkcie cmentarzy czy po prostu chcesz powspominać nasz… trzeci pocałunek?
Chyba dobrze liczyła. Pierwszy w liceum. Drugi przy zakładzie pogrzebowym, a trzeci na cmentarzu. Aż dziw, że na kolejne nie wybierały coraz bardziej upiornych miejsc związanych ze śmiercią i grzebaniem zmarłych.
Kojarzyła ten cmentarz. Tak jak jeszcze kilka innych. Bywała tu już i orientowała się w tym, gdzie są najciekawsze groby czy wręcz grobowce. To właśnie w ich kierunku niemal bezwiednie wędrował jej wzrok, starając się odnaleźć znajome kształty.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogłaby słuchać godzinami komplementów prawionych przez Ruelle. No dobra, mogłaby słuchać godzinami komplementów całej masy osób, bo po prostu lubiła się rozpłwać nad samą sobą, nie oszukujmy się. Ale w jej przypadku było jednak coś więcej! Na tych słowach naprawdę jej zależało. Chciała, by dziewczyna miała jak najwięcej powodów do prawienia ich. Prescott na szczęscie nigdy nie zbywała jej pustymi słowami. Wierzyła jej w każde tego typu słowo. Nic dziwnego, że na jej wargach natychmiast pojawił się uśmiech, po którym tanatopraktorka bez problemu mogła się domyślić, że gdyby nie obowiązywała ich ta nieszczęsna reguła, to w tej sekundzie zaczęłaby się do niej modlić... czy co ona tam robi przed nią na klęczkach.
— Wyglądasz wspaniale i nie śmiem narzekać na tę wersję. Chodzi mi wyłącznie o ten cały niepotrzebny bunt. No i mówiłam ci już raz, w jaki sposób możesz kupić mnie ubiorem na randce czy poza nią. — W stu procentach zgadzała się, że strój, na który zdecydowała sie Ruelle był bezpiecznym wyborem. W żaden sposób nie powstrzymywał myśli artystki, bo one pewnie krążyłyby wokół jednego nawet, gdyby jej randka przyszła w woderach, ale ograniczał jej ruchy, co zresztą miała już okazję przetestować w fotobudce. Cross zdecydowanie lubiła być uwodzona i podobał jej się każdy ze sposobów, jakimi robi to jej modelka, a każda z metod na ubiór działała na nią najwyraźniej dużo bardziej niż Rue pewnie zakładała.
Chciała zapytać, jak potraktuje jej laleczkę voodoo i w które miejsca z największą pasją będzie wbijać igły, ale się powstrzymała. Taka rozmowa prowadziłaby tylko do jednego, a ona nadal musiała ochłonąć po tym wybuchu namiętności z fotobudki, jeżeli chciała utrzymać obrane przez siebie postanowienie.
— Tak się przecież robi na randkach. Muszę sprawdzić, które okno jest twoje, żeby wiedzieć, gdzie mam się wdrapywać kolejnej nocy — Trudno było zakładać, czy żartuje, czy mówi poważnie. Obie opcje w jej przypadku były tak samo prawdopodobne. Raczej nie była z tych, które pakowały się przez okno do pokoju swojej kobiety, żeby oglądać ją jak śpi albo przytulać się na łyżeczkę, ale ta kwestia była raczej oczywista.
— Nie podejrzewałam cię o taką dobrą pamięć w tej kwestii. — W jej głos znów wdarł się zadowolony pomruk, a kiedy tylko przekroczyły próg cmentarza, zatrzasnęła za nimi bramę. Złapała swoją modelkę za rękę, cofnęła się o krok i przylgnęła plecami do wyjątkowo niewygodnej bramy za sobą. Przyciągnęła Ruelle bliżej, wrzucając ją właściwie na własny tors. Jedną ręką objęła jej szyję i bez kolejnej sekundy zwłoki wpiła się w jej wargi boleśnie stęskniona za namiętnymi pocałunkami. W tym momencie nie zgadzało się całe mnóstwo szczegółów. Nawet pogoda była nieodpowiednia, bo na niebie dziś nie było ani jednej deszczowej chmurki, ale to nic. Liczyło się przecież to, że nadal nie potrafiła się przy niej powstrzymać. Nie znudziła się nią od tamtej pory ani na moment.
— Jakoś tak mi do ciebie pasuje cmentarny klimat, nie mam pojęcia czemu — stwierdziła ironicznie, odsuwając ją od siebie na tyle, by móc spojrzeć jej w oczy. To żadna nowość. Dowiedziała się o jej profesji i studiowanym kierunku dopiero co, ale ta dziwaczna aura otaczała Ruelle odkąd tylko ją poznała.
— Poza tym, tutaj może uda mi się uporać z tym twórczym kryzysem — dodała, przesuwając dłoń z jej tali na tyłek. To zdecydowanie nie mieściło się w ramach bycia grzecznymi. Szybko zdała sobie z tego sprawę i z ostentacyjną niechęcią oderwała dłonie od jej ciała, znów unosząc je tak, by mogła zobaczyć, że niczego nie kombinuje. Odsunęła się też na krok od bramy, bo krata wbijająca się w jej kręgosłup już ją męczyła.

Ruelle I. Prescott
Werka
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”