-
Oh honey, I am your saviour
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kim nie znał się na prawie, nie był pewien jak wysoka kara groziła komuś, kto napadł na pracownika służby zdrowia - poza tym, prędzej obstawiałby, że facet wyląduje jednak w szpitalu psychiatrycznym niż za kratkami. Tak chyba byłoby dla niego bezpieczniej i generalnie lepiej, bo mężczyzna ewidentnie nie radził sobie ze swoimi emocjami. Szczególnie teraz, kiedy został sam. Lepiej, aby potoczyło się to w tą stronę, bo jeśli jakimś magicznym sposobem napastnikowi nie zostaną postawione żadne zarzuty, Kim będzie musiał sam oskarżyć go o napaść, a naprawdę nie chciało mu się bawić w to całe ciąganie gościa po sądach. Może poprosi Gio o jakieś rozwiązanie tej sprawy... Chociaż lepiej nie, już on dobrze wiedział w jaki sposób Salvatore rozwiązuje problemy.
Kim zasępił się wyraźnie, odcinając się już w dużej mierze od rozmowy. Skinął tylko głową, kiedy Connor podziękował mu za informację, że lekarz jest skłonny odwdzięczyć się za ratunek. Należało mu się, chociażby za to że skoczył na napastnika, nie bacząc na własne bezpieczeństwo. Ratownicy medyczni nie mieli lekko, więc Rohan spodziewał się, że prędzej czy później Walker z tej oferty faktycznie skorzysta.
- Poproszę - odezwał się jeszcze tylko, kiedy zaproponowano mu wodę. Czuł się ogromnie zrezygnowany, wściekły, zmęczony i obolały jednocześnie. Może sam sobie przypisze jakieś leki przeciwbólowe i pojedzie do domu. Miał w tym momencie dość absolutnie wszystkiego. Ledwo zdążył się napić tej wody. Policja w końcu zakończyła przepytywanie Farella i lekarz energicznym, choć pełnym napięcia truchtem, wbiegł na SOR, wzrokiem od razu odnajdując na praktycznie pustym korytarzu sylwetki Connora i Rohana.
- No dobrze, chodź Kim, zobaczymy jak bardzo z tobą źle. Dzięki, Walker, ja się nim teraz zajmę. Jesteś wolny - mężczyzna złapał za rączki wózka na którym siedział poszkodowany i poprowadził go korytarzem w głąb szpitala, w pierwszej kolejności ku pracowni rentgenowskiej. Po długiej nocy szykował się równie długi, męczący poranek.
KONIEC
Connor Walker