ODPOWIEDZ
36 y/o
Welkom in Canada
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ta cała przeprowadzka to była taka KATORGA, że Ricz już na prawdę nie wiedział jak się nazywa. Po pierwsze wciąż się kłócili z Rosą, bo mimo że już od jakiegoś czasu nie spał u Gabrieli - bo Rosa go wywaliła na kanape, ale on ma chore plecy, wiec nie mógł tam spać, no to jednak co nie zrobił to zawsze było "no i cie pokarało, trzeba było mnie nie zdradzać", albo "Alvaro to by mnie nie zdradził wiec by miał kupiony papier toaletowy", albo "Gdybym wieidziala, ze wychodze za zdradziecka swinie to bys nawet nie dostał pół pesos na ten swój telewizor, wiec nawet sie nie interesuj co jest dzis za mecz". A Ricz bardzo chciał mecze oglądać więc kiedy tylko mógł to emigrował do kibelka, gdzie siedział po kwadrans wpatrzony w ekran swojego telefonu i tylko trzymał się za buzie, żeby sie nie wydzierac jak wpada brameczka.
No ale tak, wyprowadzali się w końcu od Madoxa, bo odkąd okazało się, że Rosi jest w ciąży to z dwa razy rozmawiali o tym, czy wracają do swojej willi w Portorico, czy szukają tutaj no i Rosa ciągle mówiła, że ona nie chce wyjeżdżać. I łaził Ricz z Rozi na spotkania w sprawie ich nwoego zamku tu w tej zimnej Kanadzie i wszędzie jęczał, że za małe, za duże, że zły widok, że za drogie, albo podejrzanie tanie. Że karaluchy, że drewniane okna, że plastikowe okna, że podłoga zbyt ciemna, albo znów do wymiany, a kibel obsrany i... no tak, ogólnie Ricz się nie chciał wyprowadzać, bo z Rosą szukali miejsc na lekkim odludziu, więc już sobie myśli Ricz, że teraz to nie dość, że będzie mieszkał w tej Kanadzie zimnej, to jeszcze daleko od swoich ziomków z Kanady i Portoriko też. Ale Rosa to wcale nie była zianteresowana tymi jego wymówkami i w końcu przycisnęła go i poszli podpisać umowę na dom.
Skąd mieli pieniądze to się prosze nie interesować, tacy ludzie jak oni to zawsze znajdą pieniążki. No ale też kwestia budżetowa była u nich akurat taka, że Ricz od miesiąca chodził po różnych miejscach, gdzie szukał swojego zatrudnienia, także też już nie był tylko "na wakacjach" w Toronto.
Ale dziś mieli ciężki orzech do zgryzienia, bo jak się tylko obudzili (a spali na materacu w pustym pokoju) i zjedli śniadanie kuchenka już im na szczęście działała, to musieli iść do sklepu. Ricz tak siedzi z kawką w ręku i patrzy na tę swoją żonę, która jest taka wielka od tego rosnącego brzucha, że wygląda jakby miała wybuchnąć, no ale oczywiście on jej tego powiedzieć nie może, tylko uśmiecha się do niej - a zeba dalej nie ma na przodzie.
- Rosi, to może dziś poszlibyśmy w końcu na zakupy do pokoju dzieciaków? - pyta ostrożnie, bo nigdy nie wiadomo na jaki humor akurat trafi.

roska
35 y/o
Welkom in Canada
168 cm
lekarz psychiatra | prywatna praktyka + konsultacje w CAMH
Awatar użytkownika
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

006.
New keys. New walls.
The same two hearts.
Tak naprawdę... To Rosa też się nie chciała wyprowadzać od Madoxa i Pilar, bo w końcu namówiła Noriegę, żeby kupił sobie, czyli jej i Riczowi głównie, blender. No i miała Gabę pod ręka, zawsze mogły sobie poplotkować o facetach i kosmetykach, a z Pilar o tym, że jak wynajmie prywatnego detektywa, który będzie śledził Ricza i mu zrobi zdjęcia z jakąś rudą, to będzie mogła je przedstawić w sądzie. No ale w pewnym momencie, w całkowitej złości, powiedziała Ricardo, że jest bezużyteczny, bo nawet nie zapewni jej i ich dzieciom domu.
A wiadomo, że jak tak mówisz Latynosowi, a zwłaszcza Portorykańczykowi, to on potem choć by skały srały i miał stanąć na rzęsach, to to zrobi, żeby ci udowodnić.
No i Ricardo ją prowadzał do tych różnych domów, żeby je oglądali. A Rosa brzuch już miała wielkości jakiejś plażowej piłki, no bo to te bliźniaki, ale chyba z nich musiały być bydlaki, bo ledwo chodziła. I tylko narzekała cały czas, że jej kostki puchną, albo że jej kręgosłup drętwieje.
Cała taka zdrętwiała stanęła w końcu na werandzie tego domu, który Richowi wreszcie odpowiadał, bo był dość tani i miał duży telewizor. Rozejrzała się jeszcze podejrzliwie patrząc na swoich sąsiadów, bo to był bliźniak. Ale nikt nie przyszedł z ciastkami jak w Simsach, co za brak kultury.
W końcu poszła do sypialni, gdzie ten materac leżał na podłodze jak na jakiejś melinie. No i Rosa, żeby się na nim położyć, tak nisko na ziemi, z tym bezbzonem, to musiała prosić Ricza o pomoc, więc kiedy on ją tak trzymał za ręce i opuszczał na łóżko jak jakąś ciężarówkę, którą była, a przy tym się śmiał, to mu po portorykańsku wiązanki całe mówiła, o tym, że z czego się śmieje głupio, że to on zmajstrował te dzieci, że to on teraz powinien tak cierpieć, i że ma się zamknąć.
Poszli niby spać, ale, że Rose dzieci tak uciskały na pęcherz, że chodziła co siedem minut siku, to co trochę budziła Ricardo i musiał ją podnosić, a potem pomagać jej się kłaść. Wcale się nie wyspała przez niego.
W ogóle.
A kiedy już siedzieli w kuchni, a on jej robił pankejki z syropem klonowym i musztardą, bo taką miała zachciewajkę dziwną, to oczywiście Rosa zaraz zaczęła.
- A może najpierw kupimy łóżko? Jak ty to sobie wyobrażasz, że ja będę tak na ziemi spać, przecież sam widzisz jak mnie to męczy - ona to wyglądała jak milion dolarów jak zwykle, a Ricz… podkrążone oczy, obolałe łapy, po tym jak musiał ją z dwanaście razy dźwigać. No ale może on wolał jednak iść na zakupy do pokoju dzieciaków. Nie wiadomo.
Rosa sobie popija ten swój czystek i zaraz macha do Ricza rączką - a możesz mi na tego naleśnika jeszcze nawalić nutelli? - i robi do niego wielkie błyszczące oczy, w nadziei, że mógł. Ale wiadomo wciąż go nienawidzi, tylko teraz chce sobie zjeść pankejka pysznego, więc wjechały oczka kota ze Shreka, wpatrzone w tego zdradzieckiego męża.

Ricardo Martinez
36 y/o
Welkom in Canada
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- No pewnie, możemy łóżko kupić, ale jak byliśmy w zeszły weekend to mówiłaś, że żadne ci się nie podoba, bo są twarde i brzydkie - tak jak on - I że na materacu damy radę - przytacza te jej słowa, które tymi uszami, które mu teraz odstają od głowy słyszał jakieś pięć dni temu. Z Rosą to właśnie tak było, a odkąd była w ciąży, to się jeszcze bardziej pogorszyło w tym sensie, że na prawdę zapominała rzeczy.
Tak jak zapomniała, że zostawiła go w sklepie z narzędziami i on dzwoni do niej po dwóch godzinach, bo się już kręcił po całym parkingu z trzy razy, ale ich auta nowego nie znalazł. Wiadomo, jeszcze się do niego nie przyzwyczaił, bo mieli je moze 3 dni. Więc brał poprawkę, że mógł je zgubić - szczególnie, że na tym parkingu było dużo takich wielkich aut rodzinnych i prawie wszystkie były srebrne - tak jak ich furka. Mogło się zdarzyć, nawet najlepszemu. No ale nie było bata, chodził i chodził ale nie znalazł. Więc wybiera numer do swojej ukochanej, a ta - kwiat jego życia - od razu się na niego wydziera, że gdzie on jest przecież ona jest sama. No i on jej mówi, że gdzie ona jest. Ona mówi, że w domu siedzi i nie ma gdzie usiąść nawet, bo kanapy jej nie kupił i siedzi na tym twardym i brzydkim krześle. No to on do niej, a ok, a gdzie byłaś wcześniej i ona mówi, że w Leroy Merlin. I wtedy się skumała, że zostawiła go pod sklepem, więc za pół godziny wróciła do niego i nawet słowa nie usłyszał przeprosin. Cieszył się, że po rozłączeniu się ona jednak po niego przyjechała, więc już nic nie mówił.
Uśmiecha się do niej, ale tak nie eksponując dziury w uzebieniu i wstał po słoik nutelli. Zajrzał do niego no i trochę go zmroziło, bo słoik był wylizany tak że tylko na ściankach zostały resztki.
- Kochanie, nie mamy już nutelli, będziemy musieli ci kupić po drodze. Obejdziesz się...? - spojrzał na nią i widzi tę smutną minę to aż mu serce do gardła podeszło. - Poczekaj skarbie, zaraz ci zrobie nutellę. To nawet lepiej wyszło, wiesz ile w tym jest oleju palmowego? Od tego ma się raka - tak powiedział, bo usłyszał taką mądrość od Williama, który od swojej współlokatorki to usłyszał. I otworzył szafkę w poszukiwaniu składników. Zaraz wszystko skompletwał, i już tylko szuka tego najważniejszego urządzenia, czyli właśnie blendera.
- Mi amor, po prostu mówiłaś, że chcesz zacząć już ustawiać pokój bliźniaków, więc pomyślałem, żebyśmy obejrzeli jakie są łóżeczka - wyjaśnia jej i już praży orzechy laskowe, żeby żadnych pasożytów na nich nie było. Obejrzał się na Rosi i wytrzeszcza oczy, kiedy ona jeszcze bitą śmietanę wali na te musztarde. Nie no on na to patrzeć nie może, więc już się skupia jednak na robieniu domowej nutelli, wrzuca wszystkie składniki do blenderka.

baby mama
35 y/o
Welkom in Canada
168 cm
lekarz psychiatra | prywatna praktyka + konsultacje w CAMH
Awatar użytkownika
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- No bo ty mi same brzydkie pokazywałeś Ricz, a nie możemy jechać do Ikei? Tam mają dużo łóżek i na pewno nie wszystkie są takie brzydkie, jak ty - i znowu mu to wypomina, że jest brzydki. A potem jeszcze się krzywi, bo ją po jednym dniu na materacu już tak wszystko boli, że jakby nie była taka uparta, to by wróciła do Madoxa. Tam mieli super łóżko, wielkie, szerokie, z wygodnym materacem. Aż jak Roska o nim myśli to się tak rozmarzyła i opiera głowę o rękę, a łokieć na blacie.
A kiedy Ricz robi te naleśniki, to Rosa sobie buja nóżką i tak myśli, że z jednej strony dobrze, że się wyprowadzili, bo jednak ona teraz przy nadziei to chce chłopa, co jej zapewni dobrobyt. Ale z drugiej, to Ricardo jej nic nie zapewniał. Nawet łóżka...
A zaraz się okazało, że NUTELLI też nie.
Więc ona wbija w niego takie mordercze spojrzenie, jakby laserami ciskała z oczu prosto w jego plecy.
- Jak to nie ma nutelli?! A kto ją zjadł?! - warknęła na niego i już mu miała zrobić awanturę życia, że on, bo teraz to nie miał na kogo zgonić, a zawsze zganiał na Pilar. Ale w sumie, to zaraz jej przeszło, bo chyba ta klątwa traktowania Ricza, jak powietrze jeszcze działała. Więc westchnęła ciężko - dobra, NIEWAŻNE - machnęła rączką, ale tak zerka, czy on jej tą nutellę zrobi, ale robi. Dobrze, że ten blender zabrali, to znaczy pożyczyli, od Madoxa.
- Jezu Rich… To co nasze dzieci będą spały w łóżeczku, a my na ziemi? A ty myślisz, że ja to co? Mam ci może prezent kupić, że te dzieci zrobiłeś? - wcale tak nie mówił, ale Rosa już się odpala i zagląda do lodówki, bo może chociaż jakiś dżem tam jest - a ja już ledwo łażę, mam brzuch jak piłka, popuchnięte kostki, obolały kręgosłup, cycki mi urosły, mam te zachcianki dziwne, sikam co pięć minut... A ty mi łóżka nie chcesz kupić - kręci głową, a zaraz złapała za bitą śmietanę. Świetnie, i nią wstrząsnęła, a potem pryska sobie na naleśniczka. Wyszło pysznie, tylko zaraz... - Aaa!! Nie pasuje ta musztarda - a jednak - Riiiicz zdejmij ją! - poprosiła go i znowu się w niego wpatruje wielkimi oczami. Ona to ostatnio taka marudna jest jak jakieś dziecko. Wczoraj na przykład obraziła się na parę na terapii dla par, bo się nie chcieli pogodzić, zaczęła płakać i w końcu to oni ją pocieszali, a ona ich skasowała na trzy stówy. Już chyba będzie musiała iść na jakiś urlop, czy coś, bo po prostu humory miała nie z tej ziemi.

och ricz, nie chcesz mi kupić łóżka!
36 y/o
Welkom in Canada
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Tak, możemy do IKEI - odpowiada już zrezygnowany Ricz, bo przecież tydzien wcześniej mieli kłótnie o skandynawski sklep. Rosa powiedziała, że nie bedzie spała na jakimś łożu wikingów i żeby nic takiego nawet nie sugerował. Na co on powiedział, że lepsze takie łoże niż te jej różowe zasłony nad łóżkiem, które sobie upatrzyła - bo on by się pewnie zabił w tych zasłonach. Ale może był taki jej plan, żeby go właśnie tak w wypadek w domu wrobić i sie go pozbyć. Nawet nie chodzilo o to, że ona chciała księżniczkowe łóżko - bo on nawet by sięna to zgodził. Bez różnicy dla niego, czy łóżko jest różowe, czarne czy białe. Ale no te taśmy pod sufitem to by chciał tylko jakby była pewność, że to jest do zabaw. A nie miał takiej pewnośći.
Słucha tego lamentu Rosi i już wsadza do blendera uprażone laskowe i puszcza blender w miedzyczasie jej odpowiadając ; - Prezent to nie, ale jakiś seks mógłby być - ale ona tego nie usłyszała, bo blender chodził. Ricz bierze głęboki wdech, bo ostatnio to tak ciągle z Rosą, że ona go nienawidzi, że on ją zdradził, że ona nie ma do niego zaufania. A ten siedzi z tym podkulonym ogonem przy niej i niestety wciaż ma kary zsyłane na łeb. I chociaż kocha Roskę, to znów zaczął doceniać piękno i serdeczność innych kobiet. Które mu na przykład kawę na stacji podają z uśmiechem. Albo jak nastolatki się do niego uśmiechają zalotnie. Albo nie nastolatki tylko już dojrzałe babki. Kanadyjki z Toronto marzą o takim latynosie, który im rozpali łóżko, a Rosa tymczasem to go traktuje zupełnie inaaczej. Dlatego Ricz już siedzi w domu przy jej dupie, bo troche nie jest pewny, czy jakby nie miał innej okazji to by nie skorzystał.
- Mi amor, dwa łóżka ci dziś kupie, nawet - odpowiada jej i jeszcze trochę pogrzmocił tym blenderem. Odwrócił się na chwile, a tam już afera kanapkowa, wiec wraca do Rosi i bierze te jej kanapke fusion. Stara sie twarzą nie reagować, ale wziął też nóż i stara się zdjąć temusztardę. Wszystko się jednak zmieszało i wyglądało jak gówno. - No patrz, to zobie ci nową kanapeczkę - i odłożył tą na bok, tylko jej smaruje wszystko, ale zanim jje podał to się tak do niej wychyla - Ale musisz mi dać słodkiego buziaczka, bo inaczej jej nie dostaniesz - i już się cieszy, że dostanie, ale no niewiadomo, bo Rosa jest jaka jest.
No a potem to juz zaczeli sie zbierać do tego sklepu. A to też była jazda.

mi amor
35 y/o
Welkom in Canada
168 cm
lekarz psychiatra | prywatna praktyka + konsultacje w CAMH
Awatar użytkownika
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rosa w ciąży była... zmienna.
Ona przed ciążą już była, a teraz, to średnio osiem razy dziennie jej się coś uwidziało, a potem odwidziało. I tak na okrągło. Tak jak z tymi wikingami. Wczoraj nie chciała spać w ich łożu, a dzisiaj już chciała. Dzisiaj to by nawet z takim wikingiem poszła do łóżka, bo też jej trochę hormony wariowały, a przecież od Ricza to się w nocy oddzielała poduszką. Bo była wciąż na niego zła o zdradę, ale tak naprawdę to już ją to męczyło.
Już w ogóle ta ciąża jej tak doskwierała, że najchętniej to by zakopała topór wojenny i może naprawdę się trochę ze swoim mężem poprzytulała. Bo przecież żaden inny chłop by na nią z takim brzuchem nie spojrzał, chyba, że jakiś zbok.
Tak patrzy rozmarzona jak Rich trzepie blenderem, bo tak by ją mógł trzepać na przykład. Wcale nie słyszała co on tam powiedział, bo akurat ten blender tak wył, że zgłuszył wszystko, ale mruży oczy i starała się wyczytać z jego ruchu warg, o co mu chodziło.
Ale nie wyczytała nic, tylko jakieś ps ps pspspsps.
Nie była w tym dobra, więc zaraz krzyknęła, przekrzykując hałas.
- Cooo?! - ale Ricardo kiwa głową, że nic, więc kiwnęła rączką, że dobra tam.
I tak sobie siedzą na przeciwko, Rosa ze chcicą, a Ricz z... no znowu z myślami o innych babach.
Szkoda, że ta czarownica to jej nie dała mocy czytania w myślach, ale musiałaby go wtedy chyba tą patelnią, co wisiała nad wyspą, zdzielić przez łeb.
Ale tak to nic nie zrobiła, tylko nawet uśmiech się słodko, jak on jej powiedział, że jej kupi dwa łóżka. No bo w sumie w tym ich nowym domu to mają dwie sypialnie, jedna dla gości, więc mógłby.
Już miała się zabrać za jedzenie i jak trzy minuty temu miała smaka na musztardę, to już wcale nie ma, i każe ją Riczowi zdjąć. A on tam robi jakąś sraczkę jej na tej kanapce, więc Rosa się skrzywiła i ją odsuwa - ty ją zjedz - powiedziała jak rozwydrzone dziecko. A Ricardo zaraz jej robi nową kanapeczkę, więc ona już taka siedzi zadowolona, buja nóżka z futerkowym klapeczkiem. Ale wtedy on jej mówi, że jej da za buziaka, a Rosa zrobiła takie wielkie oczy, no ale dobra...
- Dam ci, jak zjesz tą kanapkę - i pokazuje mu tą z musztardą, dżemem, śmietaną i bóg jeden wie czym jeszcze - nie możemy marnować jedzenia, bo nas nie stać - dodała poważnie. Ale potem to już jej ciężko było się nie zaśmiać, jak Ricardo ją jadł ze łzami w oczach.
No ale zjadł... i za to, że taki był dzielny, to dostał buziaka, a ona kanapkę.
Pojedli, Ricz średnio, a Rosa bardzo, popiła to wszystko czystkiem. Założyła na siebie jeansy, których już nie mogła zapiąć na brzuchu, więc ponarzekała, ale przykryła je bluzeczką i pojechali do tej Ikei. Tym razem prowadził Ricardo, a Rosa grzebała w telefonie, bo już sobie oglądała te łóżka, co je chciała sobie wybrać. To znaczy miała już coś tam na oku.
- A to? - wciska Ricardo przed nos telefon, a zaraz przesunęła palcem - albo to? I nad nim te różowe kotary byś mi zawiesił - tak się rozmarzyła, bo ona chciała mieć takie zasłony jak księżniczka, skoro już mieli swój dom - Rich… A tak w ogóle - zaczyna i już wiadomo, że albo będzie zjeba, albo coś - skąd ty miałeś forsę na ten dom? - pyta go w końcu, bo wczoraj jak go pytała, to jej uciekł do ogródka, że niby sadzić rzepę, a ona to nie lubi takich rzeczy robić, więc nie poszła za nim, ale z samochodu to jej już raczej nie ucieknie, a mieli tak do przejechania z pół godziny nawet, bo Ikea była za miastem.

Ricardo Martinez
36 y/o
Welkom in Canada
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Rosa to w ogóle siedzi na tych terapiach i tylko słucha o związkach i pewnie dlatego, tak dobrze się z Riczem dogaduje, bo ona często mu opowiada co u niej w pracy a on (to dziwne) słucha jej i potem wie, żeby czegoś nie robić, na przykład że czasami podniesiona deska od klozetu może zakończyć całkiem dobrze prosperujące małżeństwo. Ale też on z ich dwójki to akurat jest większym freakiem na punkcie porządku, ale to się mu wzięło z kuchni, gdzie zawsze musi być posprzątane. I tak ściąga info z tych opowieści, dzieki czemu jest idealnym mężusiem... no oczywiście nie takim sto procent idealnym, ale przynajmniej połowa jego durnych pomysłów zostaje zahamowana na etapie planowania. Tak jak na przykład planował wycieczkę kamperem objazdową, a dwa dni później Rosa opowiada jak się małżeństwo pokłóciło. Dwadzieścia pięc lat razem, kamperem wyjechali na wycieczkę i koniec, patrzeć na siebie nie mogą. Zaraz pozamykał wszystkie taby z otwartymi planami na wycieczkę taką i zamiast tego na chacie siedzieli całe wakacje. No ale sie nie rozeszli, tak? Tak czy inaczej, Rosa jak siedzi na tych terapiach to często przychodziła i się na niego rzucała podniecona. Teraz to czekał właśnie jak się jej trafi jakaś taka parka inspirująca i wróci i przestanie się tą poduszką w końcu odgradzać.
Już zresztą myślał, że wygrał jakiś mały krok w stronę pogodzenia się, bo widzi ten uśmiech na jej usteczkach, ale wtedy ona stawia warunek, że on ma zjeść. No patrzy na nią Ricz jakby chciał powiedzieć, że chyba ją posrało. Oczywiście nic takiego nie mówi, bo życie mu miłe. Wziął kanapkę w dwa palce i patrzy jak mieszanka gówna sie ześlizguje i aż mu się cofa. Jeszcze raz spojrzeł na Rosę, ale widzi w jej oczach błysk diablicy. Ona to jednak wie, że on zrobi wszystko. Nawet jakby mu powiedziała, że ma serio jesć jakieś gówno albo siki wypić to by to pewnie zrobił. Zamknął oczy, chociaż leciały mu z nich łzy i władował tę wielką kanapkę do buzi. Zatknał nos, bo przez nos też wyczuwa się dużo smaków i przeżuwa, na sam koniec otwiera oczy i patrzy na nią, a ona co? Wzieła sobie już tą swoją kanapkę piękną i świeżą i przyciągnęła go, żeby dać mu całusa, to trochę mu jednak wynagrodziło te cierpienie.
- Kanapka obrzydliwa, ale zjadłbym jeszcze trzy, za twoje pocałunki- powiedział jej tak Ricardo, bo on jest jednak latynosem, wiec wszystko co mówi do swojej kobiety to jest wyznanie miłosne.
Kiedy jadą to Ricz cośtam sprawdza w ustawieniach autka i sie bawi w najlepsze, kiedy Rosa sprawdza w telefonie rzeczy i pomyślał, że pewnie zaraz ją odetnie i się dziewczyna prześpi, bo Rosa to często mu spała, jak on prowadził. Ale nie usneła, bo nagle mu zasłania drogę, a potem zadaje trudne pytania. No jak już zaczeła, to Riczowi aż ramiona opadły, bo mysli sobie kurwa wjade w drzewo, to chociaż spokój bede miał. Rosa pyta o te pieniadze i no wie, że ucieczki nie ma.
- No dobra Rosi, ale sie nie denerwuj, dobrze- zaczyna no i wiadomo, ze ona sie zdenerwuje, skoro tak zaczał. - Pieniądze są stad że sprzedałem naszą chate w Portorico - obejrzał się na nią na chwilę, żeby zoabczyć, czy ogień jest w oczach czy co. - Powiedziałaś, że chcesz, żebyśmy tu spróbowali pomieszkać, to pomyślałem, że lepiej mieć tu dobry dom, niż tak kuzynowi na łbie siedzieć, a tam się nam marnowało. - zmarszczył brwi i jeszcze dodał - Sprzedałem zresztą mojemu wujowi Sergio, wiec zostało w rodzinie - jeszcze raz sie na Rose obejrzał i nie wiadomo czy zjeba czy niezjeba. No nic, jak potem jechali to nagle zarzucił temat:
- Wiesz Rosa, troche sie martwie o Gabi. Gadałaś z nią ostatnio?

Rosario M. Vargas-Martinez
ODPOWIEDZ

Wróć do „#106”