25 y/o
For good luck!
184 cm
gitarzysta i wokalista w zespole The P!x3ls
Awatar użytkownika
shooting star, straight through the heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jezu, czemu ten Burreau tak ględził i ględził? No gdyby tak nie ględził, to nawet fajnie by się na niego patrzało, a tak to jęczał, stękał i wypowiadał tyle słów, które no, nie interesowały go ani trochę. Ale był grzeczny i przyglądał mu się z kubkiem przy ustach, słuchając tego całego wywodu o przypuszczeniach, blablablabl i innych pierdołach. - Dobra, czyli nie jesteś powierzchowny, noted - poprawił go, kiwając głową z udawaną powagą. - Dopisz to do swojego CV, pewnie aktualizujesz je od dziecka. - Uśmiechnął się pod nosem, obracając kubek w dłoniach. Jasne, różnili się od siebie. Widać to było po wszystkim. Po ubraniach, po tym, jak Kieran się prezentował. No do cholery, on nawet oddychał tak, jakby miał w głowie grafik, którego musiał względem tego przestrzegać! XD A Benek? On nie pamiętał, czy założył dzisiaj skarpetki. Zerknął szybko na swoje buty, podwijając spodnie do góry. Dobra, są. Uff. Anyways. - I co z tego, że nazywam cię nudnym? - dodał po chwili, mrużąc oczy. - Może lubię nudne rzeczy, huh? Może mam w sobie ukryte pokłady miłości do miejsc, gdzie ludzie piją kawę w ciszy i udają, że bariści się w nich nie podkochują, eh? - Parsknął cicho, ale kiedy Kieran znowu zaznaczył, że to nie była randka, Benji tylko przewrócił oczami. - Jezu, Burreau, powtórz to jeszcze trzy razy...

Niby się z nim droczył, ale trochę go to ukłuło. Wkurwiało go, jak bardzo Kieran musiał odcinać się od każdej sugestii, jakby sama możliwość, że ktoś mógłby spojrzeć na nich w taki sposób, była dla niego czymś obrzydliwym. Oczywiście Benjamin zaraz przykrył to uśmiechem, bo co miał zrobić? Powiedzieć, że było mu przykro? Ha. Unbelievable. Kiedy jednak padło, że robi się ordynarny, uśmiech Benjiego na sekundę zgasł. Spojrzał na niego uważniej, trochę mniej rozbawiony. - Okej - rzucił ciszej. - Przyjąłem. Nie będę już mówił o twoim Ralfiku i jego mlecznych fantazjach. XD - Uniósł dłonie w geście poddania, ale w jego oczach dalej coś błysnęło. Nie do końca złość. Może nawet nutka zazdrości? HUH. Bo oczykurwawiście, gdy Ralphik dawał ciacho, to był miły. Gdy Benjamin żartował, od razu robił się ordynarny. Świetnie. Cudownie wręcz. No był niewyżyty, napalony na wszystko, co się ruszało, no oczywiście, ładne miał blondas o nim mniemanie. Let’s fucking go.

Potem kawa poleciała po stoliku i nagle zrobił się mały chaos. Benjamin uratował babeczkę, bo priorytety były priorytetami, a swoje spodnie kompletnie olał. Trochę piekło, jasne, ale nie na tyle, żeby się tym przejął. Bardziej przejął się Ralphem, który pojawił się przy nich jak jebany rycerz z serwetką i zaczął wycierać Kieranowi koszulę. Benji zmrużył oczy.

Och.
Czyli tak.

Nie powiedział nic od razu. Obserwował tylko, jak Kieran łapie go za nadgarstek. I to było głupie, ale zrobiło mu się od tego jakoś przyjemnie na serduzsku. Kiedy sam nachylił się z serwetkami, zatrzymał dłoń przed jego koszulą. I przez chwilę naprawdę myślał, że Kieran odpowie.. że może poiwe tak. Ale wtedy rozległ się dźwięk tłuczonego szkła. Thallman drgnął, a jego spojrzenie od razu powędrowało w stronę Ralpha. No jasne. Idealny timing, kurwa, a potem Burreau powiedział, że pójdzie do łazienki, no i Benek tylko opadł z powrotem na krzesło i odprowadził go wzrokiem. - Jasne - mruknął pod nosem. Został przy stoliku, próbując ogarnąć plamę na spodniach, choć bardziej rozmazywał kawę, niż ją wycierał. Wtedy podszedł Ralph. Benjamin z początku nawet nie podniósł wzroku. Dopiero gdy usłyszał jego ton, powoli uniósł oczy. Każde kolejne słowo miało na celu go urazić i przyjebać.

Margines.
Nie masz nic do zaoferowania.
Nie masz u niego szans.

Przez moment nic nie powiedział. Tylko patrzył na niego z aroganckim uśmiechem, który powoli zamieniał się w coś rodzaju wkurwu. - Skończyłeś? - zapytał cicho, a w momencie jak Sralph poklepał go po ramieniu, Benji od razu zesztywniał. Miał ochotę mu przyjebać. Wstać, złapać go za tę przebrzydłą mordę i rozbić mu nos o stolik. Ale to było miejsce Kierana. Jego ulubiona kawiarnia, miejsce czy coś. Więc Benjamin tylko zacisnął szczękę i uśmiechnął się jeszcze szerzej. - Dzięki za poradę, Ralfik - rzucił. - A teraz wracaj spieniać mleko, zanim znowu coś upuścisz. Ja się zajmę Kieranem.

HUH, MIC DROP!!

Kilka minut minęło zanim blondas wrócił z łazienki, Benjamin już nie wyglądał tak samo, ale ta cala jego zadziorność troszeczkę przygasla. Wystarczająco, żeby ktoś uważny mógł to zauważyć. Na pytanie o poparzenie Benji parsknął pod nosem i wzruszył ramionami. - Nie, żyję. Margines społeczny jest odporny na gorącą kawę, spokojnie. - Przetarł spodnie serwetką jeszcze raz, po czym rzucił ją na stolik. - To tylko kawa, Burreau. - Uniósł wzrok na Kierana i przez chwilę patrzył mu prosto w oczy. - Twój Ralph chyba bardzo by chciał, żebym sobie poszedł. - Uśmiechnął się krzywo, wstając z krzesła. Zgarnął swój plecak i przerzucił go przez ramię. - Dobra, spadam. Mam próbę zespołu. Miło było cię widzieć, William. - Schylił się i cmoknął go w policzek. Szybko, żeby nie zdążył go odepchnąć. A wychodząc, odwrócił się tylko, żeby spojrzeć na Ralphsruna i pokazał mu faka.
O, bo tak.
Już on mu kurwa pokaże.
k o n i e c


william
ODPOWIEDZ

Wróć do „Sam James Coffee Bar”