Rae stała na zapleczu, z powątpiewaniem przyglądając się wokaliście. Rzuciła okiem na jedną z koleżanek z pracy, ta odpowiedziała porozumiewawczym uśmiechem.
-
I to jest gwiazda wieczoru? - wyszczerzyły się do siebie i chwilę potem parsknęły śmiechem, który akurat przebił się przez chwilę ciszy, jaka zapadła, kiedy muzyk przestał śpiewać i zbierał się, żeby coś powiedzieć.
Mężczyzna spojrzał na zaplecze zaskoczony i nieco zmieszany. Zresztą porozumiewawcze spojrzenia pojawiły się też w kilku miejscach na sali pełnej widowni.
-
Amm... No dobrze! To teraz chwila odpoczynku dla zmęczonego głosu! Ostatnio dużo graliśmy...
W powietrzu zawisła cisza pełnego wyczekiwania. Widownia autentycznie reagowała zupełnie inaczej, niż wokalista się tego spodziewał. Jakby czekali na to, co ma się wydarzyć teraz, a nie na niego... Ale jak to?
-
Na szczęście mam dla Was dobre zastępstwo! Dziewczyna stąd, utalentowana, młoda, ale przede wszystkim piękna!
Na twarzy Rae pojawiło się powątpiewanie. Skrzywiła usta w kwaśnym grymasie. Nie tak chciała być przedstawiona.
-
BARMANKA stąd! - skurwiel musiał podkreślić jej miejsce... -
Rae Lake!
Nawet nie zapamiętał nazwiska!
Nogi same poniosły ją na scenę, a kiedy na sali wybuchł entuzjazm, na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, pokazujący wszystkie ząbki kogoś, kogo rodzice wydali sporo kasy na aparat. Triumfalne spojrzenie odprowadziło wokalistę, kiedy podeszła do mikrofonu.
Luźny tiszert, koszula przewiązana w pasie, dżinsowe szorty, kabaretki i ciężkie buty od razu zwiastowały ogień. I był...
Usiadła na stołku, sięgając po swoją gitarę, już podłączoną do nagłośnienia. I chwilę potem sala się uciszyła, a spod jej palców popłynęły pierwsze dźwięki. Chwilę potem czerwone usta zbliżyły się do mikrofonu i niemal intymnie zaczęły:
-
How do you fall in love?
Harder than a bullet could hit you
How do we fall apart?
Faster than a hairpin trigger
Głos załamał się jej lekko, poetycko wpadając we fragment tuż przed wstępem do refrenu.
-
Don't you say, don't you say it
Don't say, don't you say it
One breath, it'll just break it
So shut your mouth and run me like a river
I wreszcie prawdziwy wybuch emocji, pełna moc głosu, która nie miała prawa mieścić się w tak niewielkim ciele. Emocji, które mogłyby zniszczyć od środka nawet spiżowy pomnik.
-
Shut your mouth, baby, stand and deliver
Holy hands, will they make me a sinner?
Like a river, like a river...
Louis nie widział, jak schodziła ze sceny w akompaniamencie okrzyków i braw, zaraz po drugim utworze, który zaśpiewała. Ten drugi był już znacznie mocniejszy, mniej intymny, za to z ogniem, który eksplodował po sali. Wychodząc z telefonem, minął tylko dużego faceta, który przyglądał się wokalistce, patrząc na nią groźnie...
***
Szarpnięta za ramię spojrzała groźnie na typa, który był dosłownie dwa razy większy od niej. Zarówno wzrostem, jak i resztą swojej postury. A mimo to jej oczy jasno mówiły, że zadarł z niewłaściwą dziewczyną.
-
Nie rzucaj się, jakbym chciał ci zrobić krzywdę, to nie tutaj. - ciężki, niski głos sprawił, że Rae aż przełknęła ślinę.
Nieco obniżyła się na nogach, przez moment przypominając kota, który szykował się do ataku albo ucieczki. Orzechowe oczy pociemniały, kiedy wpatrywała się w zaciętą, okrutną twarz. Niby wyglądał jak każdy inny facet, ale w jego oczach było coś. Umiał nastraszyć, to na pewno.
-
Twoja siostra ostatnio dużo robi... Powinna się zastanowić nad tym, z kim trzyma. - jego słowa sprawiły, że dziewczyna zrobiła się jeszcze bardziej czujna.
-
Nie wiem, o kim mówisz, ja nie mam siostry... - powiedziała, odwracając się od niego, by przy ladzie sięgnąć po swoją torebkę, podawaną przez jednego z barmanów.
Przez moment poczuła się bezpieczniej, łapiąc jego spojrzenie, ale jakaś lafirynda właśnie zajęła jego uwagę, prosząc o drinka i świadomie eksponując dekolt, jakby liczyła na zniżkę.
-
Nie rozumiesz. To, z kim będzie współpracować, może wpłynąć znacznie na bezpieczeństwo wielu ludzi...
Groźba zawisła w powietrzu, mrożąc krew w żyłach Rae. Odruchowo rozejrzała się za ochroniarzami, ale nikogo nie było, więc wykorzystała tłum ludzi, by się w niego wmieszać i w nim zniknąć. Niestety odgradzał jej drogę na zaplecze, ale mogła jeszcze wyjść z klubu. Dopiero przy drzwiach, kiedy ją dostrzegł, pokazała mu środkowy palec i schowała się w korytarzu.
***
Zaciągnął się raz i drugi, aż w końcu fajka się skończyła i zmuszony był wyciągnąć kolejną. Ledwo odpalił i schował zapalniczkę do kieszeni, a bocznymi drzwiami wyszła prędko dziewczyna, która chwilę wcześniej śpiewała na scenie. Tuż za nią namalował się zdecydowanie większy mężczyzna. Chwycił ją dość mocno za ramię, coś pod nosem bąkając, i pociągnął. I Louis zazwyczaj by się tym nie przejął; udał, że nic nie widzi, i wrócił na miejsce, ale może to było to piwo, może późna pora, przez co momentalnie uznał, że jednak się wtrąci.
— Hej! — zawołał, chcąc zwrócić jego uwagę na siebie, ale widząc, że to nie działa, podszedł bliżej, upuszczając praktycznie całego papierosa na ziemię. — Pani ewidentnie nie jest zainteresowana.
Nie była, była nawet wyraźnie przestraszona, mimo prób grania hardej. Spojrzała na Louisa z czymś, co na pierwszy rzut oka wyglądało jak błaganie o pomoc. Tyle że nie było tym... Ona się bała, że coś się stanie komuś niewinnemu.
Napastnik najwyraźniej nie był tak pijany, jak się wydawało rycerzowi. Silny cios mógł zamroczyć i pokazać wszystkie gwiazdy. Nic dziwnego, że z nosa poszła farba. Dziewczyna coś krzyknęła, sięgając do swojej torebki. Bach! Pow! Buum! Czy inna komiksowa onomatopeja sprawiła, że tym razem napastnik się cofnął jak niepyszny. Chwilę potem powietrze przeciął charakterystyczny dźwięk pykania wydawany przez paralizator.
Rae była za daleko, żeby sięgnąć któregokolwiek z koziołków, ale typ spod ciemnej gwiazdy uniósł dłonie w geście poddania się. Wycofał się i odszedł jak niepyszny. Ale w głowie Rae zostały jego ostatnie słowa, bąknięte przed chwilą.
Pogadaj z siostrą... Te, których Louis nie słyszał.
Z zamyślenia wyrwało ją przekleństwo jej rycerza. Skontrolowała jeszcze szybko otoczenie, czy niebezpieczeństwo minęło, i schowawszy zabawkę do torby, zbliżyła się do niego. Skrzywiła się na komentarz o fanach, nie odpowiadając na niego. Za to powiedziała dźwięcznym, głębokim i ciepłym głosem:
-
Pokaż...
Odsunęła dłonie od jego twarzy, by móc przyjrzeć się nosowi. Krew krwią, i tak był nią umazany, ważne, czy nos nie był złamany.
-
Mógłbyś? - zapytała, ale widząc brak zrozumienia, przewróciła oczami i wskazała murek niedaleko wejścia.
Kiedy na nim siadał, wygrzebała chusteczki z torby i mu wręczyła, by zaraz dotknąć dłońmi, ozdobionymi czarnymi paznokciami i wieloma pierścionkami, jego nosa.
-
Chyba nie jest złamany. - zawyrokowała, dopiero teraz patrząc w jego oczy.
Spojrzenie trwało dobre dwa, trzy uderzenia serca. Dopiero teraz jej brwi lekko się zmarszczyły, kiedy cofnęła o milimetry głowę.
W coś Ty się wmieszał?