Chyba nie chciała zobaczyć Maxa na bankiecie, a zwłaszcza w nie w tak świetnie skrojonym garniturze. Jej wzrok mimowolnie powędrował po jego sylwetce od stóp do głów. O, cholera. Wyglądał tak dobrze, że aż zapiekły ją policzki, gdy odruchowo wróciła wspomnieniem do nocy, którą razem spędzili.
Zaraz jednak wyswobodziła rękę i ponownie chwyciła za poły sukni, dając mu do zrozumienia, że aktualnie była bardzo zapracowana. Za nic nie chciała po raz kolejny narazić się na paplaninę Dolores. W dodatku kiedy przeniosła wzrok na babkę, ich spojrzenia na moment się skrzyżowały.
—
Mów do mnie po imieniu — zwróciła mu w miarę uprzejmie uwagę. Jak dotąd pieszczotliwe określenie wcale jej nie przeszkadzało, jednak teraz zbyt wiele par oczu patrzyło w ich stronę, aby mogła pozwolić sobie na takie spoufalanie.
Zaraz jednak wyprostowała się nerwowo i delikatnie rozchyliła usta. Wiedziała, że żartował. Wiedziała, że nie mówił poważnie, a pomimo tego rozlała się w niej niemal agresywna potrzeba, aby powiedzieć mu, jak mógł choćby przez chwilę wątpić, że o nim pamiętała. Ostatecznie postanowiła zostawić to bez komentarza. I Max musiał sam to przetrawić. Kiedy Korhonen wspomniał o babce, ponownie przeniosła na nią wzrok, po czym wróciła spojrzeniem do jego błękitnych oczu.
—
Och... — wyrwało jej się całkiem niewinnie. Lilian doskonale wiedziała, o co chodziło babci. Chciała utrzymać z Maxem dobre relacje, aby mieć pewność, że kiedy powstanie nowy budynek, to właśnie on podejmie się jego wykończenia. Dolores nigdy nie trzymała przy sobie ludzi bez powodu. Zawsze wypatrywała okazji, aby jakoś ich wykorzystać, a Maxa darzyła wyjątkową sympatią. Lilian zdążyła to zauważyć, choć nie miała pojęcia, że starucha dzieliła się z nim również niesnaskami z jej prywatnego życia. To było akurat żenujące. —
Pensjonat ma się dobrze — odparła sztywno, przy czym potaknęła.
Czuła się... dziwnie?
Z jednej strony odczuwała silną potrzebę, aby omówić z nim to, co wydarzyło się pomiędzy nimi.
Z drugiej zachowywała się powściągliwie. Nie chciała, aby Dolores domyśliła się jak blisko byli.
Bardzo blisko. Tak naprawdę bliżej już się nie dało. I cholera, pod naporem tylu spojrzeń miała wrażenie, że miała wypisane na twarzy, że spędziła z nim noc.
Przy okazji odczuwała też złość i żal, że zniknął i nie mogli porozmawiać w bardziej komfortowych warunkach. Nie miała pojęcia, że dotychczasowe życie Maxa legło w gruzach i że sam potrzebował czasu, aby na nowo ułożyć wszystko do kupy. Gdyby o tym wiedziała, nie żywiłaby wobec niego tak egoistycznych pretensji. A jednocześnie niw zdawała sobie również sprawy, że i w nim zrodziły się ciche pytania oraz jeszcze cichszy żal związany z Nicolasem.
—
Gdzie byłeś? — wypaliła znienacka, gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja.
Tydzień dłużył jej się niemiłosiernie, choć sam weekend minął zaskakująco przyjemnie w towarzystwie ex chłopaka. To właśnie było kolejnym powodem, dla którego teraz czuła się nieswojo w obecności Maxa. Zamierzała powiedzieć mu o tym przy pierwszej nadarzającej się okazji, no ale ta, nadal nie nastąpiła.
Nie chciała się z nikim wiązać. Za wszelką cenę próbowała jednak zrozumieć własne uczucia i odkryć jaka naprawdę była. Przez lata Dolores skutecznie ograniczała jej osobowość, przez co sama nie wiedziała już, czego pragnie i czego mogła pragnąć. Max nie musiał tego rozumieć, ale powinien wiedzieć, że nic z tego, co wydarzyło się tamtej namiętnej nocy, nie było intencjonalne. Nie była aż wyrachowana, aby w jakikolwiek sposób go wykorzystywać.
No i oczywiście myślała o tym bez przerwy. Każdego wieczoru i za każdym razem, gdy jej wzrok zatrzymywał się na huśtawce. Roztrząsała wszystko od nowa, próbując znaleźć odpowiedź na pytanie, do której szufladki powinna włożyć relację z Maxem. Zastanawiała się, dlaczego nie pojawił się w pensjonacie i czy miało to z nią jakikolwiek związek.
—
Przepraszam, Max, nie... —
...nie mogę teraz. Jestem zajęta. Muszę wrócić do kuchni i powiedzieć kucharzom, aby przygotowali tarty do wydania.
Nie dokończyła. Reszta słów jedynie zaszczypała Lilian w koniuszek języka.
Spojrzała na jego wyciągniętą dłoń. Tę samą, która zaledwie kilka dni wcześniej objęła jej policzek i przyciągnęła ją do pocałunku. Po chwili uniosła wzrok na twarz Maxa, jakby próbowała odnaleźć w jego spojrzeniu odwagę, której tak bardzo w tym momencie jej brakowało.
I wtedy, zupełnie niespodziewanie, ją znalazła. Nabrawszy głęboko powietrza, wsunęła swoją dłoń w jego rękę i pozwoliła, aby ustawił ich w typowej dla wolnego tańca pozycji. Drugą oparła ostrożnie na ramieniu mężczyzny. Następnie on, juz mniej subtelnie przyciągnął ją mocniej, tak że ich ciała zetknęły się ze sobą. Wówczas serce Lilian zrobiło fikołka.
Max Korhonen