— Tylko te związane z tobą — doprecyzowała. — Myślisz, że jest coś seksualnego, co mogłabym ci zaproponować i byś się z miejsca na to nie zgodziła? — Spojrzała na nią z nutą niedowierzania. Zakładała, że podejście jej muzy niewiele różni się od jej własnego. Poznawały coraz lepiej swoje potrzeby i coraz lepiej się do siebie dopasowywały. Nie zaproponowałaby jej niczego, co do czego miałaby podejrzenia, że nie będzie w jej guście. Z jakiegoś powodu temat trójkąta z Blair ucichł! Wierzyła, że Prescott patrzy na to bardzo podobnie, ale jednocześnie bardzo trudno było jej sobie wyobrazić cokolwiek, co mogłaby zaproponować jej modelka, co by ją odrzuciło. No chyba że zawierałoby w sobie takie akcje jak z Papim.
O wiele dziwniejsze było to, że dogadywały się tak dobrze poza łóżkiem. Wytrzymały prawie cały dzień bez kłótni i to tak bez oszukiwania, bo przecież nawet nie próbowały się rozbierać. Spotkanie wprawdzie jeszcze się nie skończyło i wiele mogło się jeszcze stać, ale przecież nie były aż tak głupie, żeby zepsuć sobie tak udany dzień. Prawda....? Na pewno nie! Teraz musi im być już tylko błogo. A tak się czuła na przykład macając Prescott po dupie. Świetna sprawa, serio.
— Przy tobie nie potrafię — przyznała i uśmiechnęła się niezawstydzona nawet o milimetr. W zwykłych sytuacjach nie była aż tak dotyklaska. Ceniła sobie bliskość drugiego człowieka, ale potrafiła bez niej żyć i nie musiała się do nikogo przyklejać, by funkcjonować w zdrowiu psychicznym. Ruelle była wyjątkiem. Dzisiaj unikała dotykania jej tylko w momencie większych nerwów. Była pewna, że to w łatwy sposób doprowadziłoby najpierw do przepychanki słownej, a potem do próby załagodzenia jej brutalnym seksem, a cały plan trafiłby szlag. Kiedy jednak złość odchodziła na dalszy plan, a stery przejmowała przyjemność ze spędzenia czasu razem, cały czas starała się mieć z nią jakiś kontakt. Krótkie objęcia, trzymanie za rękę, głaskanie po ramionach – bez znaczenia. Zachowywała się, jakby musiała stale kontrolować, czy spędzająca z nią czas dziewczyna jest wytworem jej wyobraźni.
Szła za dziewczyną bez słowa, powstrzymując się od zadawania miliona pytań, zanim dotrą na miejsce. Chciała wiedzieć wszystko od razu, ale postanowiła uzbroić się w cierpliwość, by rozegrać to na warunkach narzuconych przez Prescott. Mocniejszy uścisk na dłoni dał jej jasno do zrozumienia, że w jej randce kotłują się jakieś emocje, które pewnie chce najpierw samodzielnie opanować, więc się nie wtrącała. Chciała być po prostu obok, jak Ruelle była dla niej.
Spojrzała na nagrobek, przed którym się zatrzymały. Wiek i nazwisko zmarłej sugerowały, że była babcią albo jakąś ciotką jej randki. Rozwinięte zażyłości rodzinne nie były czymś, na czym River się znała. Zawsze miała wyłącznie matki. Spojrzała na dziewczynę, która skrzętnie unikała jej wzroku, słuchając tego, co miała do powiedzenia. Jak się okazało, zmarła babcia miała dla niej spore znaczenie i w pewien sposób ukształtowała to, kim Rue była dzisiaj.
— Przygotowałaś ją zanim zaczęłaś pracować w zakładzie? Czemu? — zapytała, skupiając się z powrotem na nagrobku. Skoro
Ruelle I. Prescott