25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Na moment na jej twarzy odmalował się żywy ból na pytanie o ojca. Wspomniała o nim odruchowo, ale przecież nie chciała, by ten temat się rozwijał.
- To nikt ważny... Cała moja rodzina mieszka na wsi. - wyjaśniła, sama zastanawiając się nad tym, dlaczego mówi o nich tak dużo.
Przecież zamknęła ten temat, prawda?
- Daleko... - dodała nieco ciszej.
Kiedy naskoczył na nią i zaczął ją przedrzeźniać, nogi krzesła zgrzytnęły na podłodze. Schowała się w swoich własnych ramionach, pochylając głowę i wciągając ją między nie. W odruchu buntu podniosła jedną z nóg i oparła ją o kant jego biurka. Przez moment naprawdę wyglądała jak naburmuszona gówniara. Na pewno będzie sprawiała kłopoty...
Splecione ramiona na piersi napięły się, kiedy uciekała spojrzeniem od jego świdrujących oczu. Zmarszczone brwi i zacięte usta... Które w końcu rozchyliły się, łagodniejąc.
- Przepraszam... - powiedziała, unosząc spojrzenie na niego.
Patrzyła spod ładnych brwi w jego oczy.
- Więcej nie będę...
Na moment w powietrzu zapadła cisza. Po chwili Rae pokiwała głową w sposób, który miał zapewnić go, że może jej zaufać. Twarz złagodniała i ta dziewczyna przestała być buntowniczką. Była kimś, kto potrzebował pomocy, ale bał się do tego przyznać.
Odetchnęła z ulgą, kiedy się zgodził, i zaraz dodała:
- Mogę pracować na zmywaku albo być kelnerką... - zaproponowała "legalne" rozwiązanie, nie chcąc narażać go na problemy z prawem.
O słodka naiwności. Teraz, kiedy poczuła się bezpieczniej, nagle chciała wszystko prowadzić uczciwie? I to w tym miejscu, co?
Zaraz jednak jej mina zrzedła, kiedy zaprosił ją do siebie. Przygryzła wewnętrzną stronę warg, cofając nieco głowę. Serce krzyknęło: znowu to samo... Znowu pomoc w zamian za... Ciebie... Zmrużyła nieco oczy, które znów się zeszkliły na dosłownie chwilkę, bo opanowała to.
- Zajebiście gotuję! - rzuciła nieco butnie, po czym dodała... - Kanapa, tak?
I wbiła przenikliwe, świdrujące spojrzenie w niego. Próbowała wyczytać w tej twarzy, w tych tatuażach i przedstawieniu, jakie odgrywał, prawdę. To, co naprawdę miał na myśli. To tylko jedna noc... Nawet jeśli... To co? Mogłaś trafić gorzej...
Wypuściła mocniej powietrze nosem, uśmiechając się pod nim, kiedy wspomniał o gitarze.
- Można ją nastroić... Jeśli ma wszystkie struny.
Przewróciła oczami teatralnie na wspomnienie o country, ale nie komentowała.
- Stoi... - odpowiedziała z lekkim wahaniem, po czym rozplotła ręce i usiadła prosto.
Wyciągnęła rękę w jego kierunku prostym, niemalże żołnierskim ruchem. Uścisk, mimo drobnej dłoni, miała silny, a dłoń odrobinę szorstką. Jeszcze nie zdążyła odwyknąć od fizycznej pracy na ranczu. Uśmiechnęła się nieśmiało do Madoxa, zdmuchując niesforne włosy z czoła.
- Dobrze, Szefie. - świadomie wolała zachować ten dystans, ale jej "szefie" brzmiało inaczej niż u reszty pracowników.
Miało w sobie jednak więcej szacunku.
Uniosła brwi w zaskoczeniu, kiedy wspomniał o tym, że sam stoi za barem. Ale koniec końców spotkało się to u niej z jeszcze większym uznaniem...

***


Następnych kilka godzin było trudnych, ale Rae potrafiła pracować. To było widać. Prawie zawsze znajdywała sobie coś do roboty. Zbierała brudne szklanki, pomagała przy zmywaku, bo jasne było, że póki nie będzie papierów, nie będzie stała za barem. Nawet jeśli papiery miały być podrobione. W wolnych chwilach studiowała kartę drinków i przyglądała się, jak jej nowe "koleżanki" je przygotowują. Zresztą z pracowniczkami łapała szybko kontakt. Słabszy z tancerkami, najsłabszy z facetami, którzy tutaj pracowali. Do nich była bardzo nieufna. I chociaż starała się "zniknąć" w tym tłumie, to jednak Madox ją widział. To, jak często zerkała w stronę sceny, zawieszając się na moment. To, jak zmieniała się jej twarz, kiedy była sama. Maskę skupienia, która ukrywała wspomnienia, do których wracała. A mimo to robiła za dwoje...
Z wdzięcznością przyjęła pieniądze za ten dzień. Kiwała głową, nieco zmieszana, przyjmując wskazówki odnośnie tego, jak do niego dojechać. Przejęta tym, co może się wydarzyć tam. A potem Madox widział, jak, przecząc prawom fizyki, przepycha ciężki motocykl w kierunku stacji benzynowej, by go zatankować. Sama. Nie prosząc o pomoc. Mogła uciec... W końcu zapracowała na tę jedną dniówkę...
Ale koniec końców zaparkowała motocykl pod budynkiem, w którym mieszkał.

Koniec <3

Sí... cantaré
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”