To jednak nie zawsze jej się opłacało.
W stosunku do Zoyi nigdy jednak nie miała takich wątpliwości. Wiedziała, że cokolwiek by się nie działo, mogła na nią liczyć, dlatego sama chciała odpłacić jej się tym samym.
Nie do końca przemyślała bowiem to, że wieczorne przeglądanie internetu może skończyć się ź l e. Nie potrafiła też wyjaśnić, w którym dokładnie momencie dobrnęła do strony sklepu sprzedającego dziecięce ubrania. W tamtym momencie przepadła jednak, ponieważ każde kolejne śpioszki wydawały jej się jeszcze bardziej urocze od poprzednich, a to zaowocowało tym, że w koszyku skończyło wiele rzeczy.
Zbyt wiele.
Wierzyła jednak, że w ten sposób miała wesprzeć przyjaciółkę, przez co absolutnie nie przeszkadzało jej to, że miała wydać na to całą wypłatę. Nie przemyślała również tego, w jaki sposób kurier dostarczy zamówione rzeczy, przez co kiedy wróciła dziś do domu, drzwi wejściowe były dosłownie z a s t a w i o n e kartonami. Debbie przecisnęła się wąską szparą i dostała się do środka, wciągając tam też tylko jeden z kartonów. Całą resztą miała zająć się, kiedy już upora się z pierwszym.
Problem jednak w tym, że przepadła. Rozkopała jego zawartość w sypialni, przeglądając każdy kolejny ciuch z osobna. Najwyraźniej straciła przy tym też poczucie czasu, bo kiedy do domu wrócił Tracy, ona wciąż nie wtaszczyła do środka tego, co tarasowało wejście. Dopiero wtedy zdała sobie też sprawę z tego, jak irracjonalnie mogło wyglądać to, co działo się teraz w sypialni.
Ocknęła się jednak dopiero, kiedy z salonu usłyszała swoje imię. Zaklęła pod nosem i zerwała się z podłogi, zbierając wszystko to, co porozkładane było na łóżku i na podłodze. — Nie, nie, nie wchodź! — krzyknęła, kiedy usłyszała, że blondyn najwyraźniej zbliżał się do pokoju. Co prawda uważała, że miała naprawdę dobry powód, aby poczynić tak duże zakupy, a jednak obawiała się też chyba tego, jak odbierze to Tracy. Niezbyt miała ochotę teraz się przed nim tłumaczyć. — Nie jestem ubrana — rzuciła, wciskając do kartonu kolejne rzeczy, przy czym narobiła sporo hałasu.
A gdyby tego było mało, uderzyła małym palcem od stopy w róg łóżka, przez co jeszcze przeklęła z bólu i zaprzestała dalszego pakowania. Nic nie szło dziś po jej myśli.
Tracy Raynott